środa, 11 lutego 2015

Szybko do Batmobilu!, czyli jak to robimy w średniowieczu

Ma-oooga! To znaczy, witamy Was, drodzy Czytelnicy, w kolejnej odsłonie analizy książki, która pomogła milionom osób odkryć swoją seksualność, na nowo odkryć żar w małżeństwie, a przede wszystkim doprowadziła jeszcze więcej osób do płaczu z żenady. Jeszcze tylko pięć dni do premiery filmu, trzeba należycie to uczcić!
To znaczy, zaczyna nas to powoli psychicznie wykańczać, ale tak już mamy, każdemu jego sadomaso. Czy raczej sadomasło. 
Niestety, w tym rozdziale nie jest ani trochę lepiej. Zanim więc wyruszymy w świat, gdzie mogą spotkać się Batman i Mojżesz, gdzie w scenerii średniowiecznego porno rozbrzmiewa Behemoth i gdzie jest sporo lokowania produktu, proponujemy Wam uraczenie się widokiem tego oto szczeniaczka.



Miłej, eee, lektury.

Przedmiot analizy: E.L. James, Ciemniejsza strona Greya, Sonia Draga 2012

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja


ROZDZIAŁ DRUGI                           
                                        
Zabiera mnie do niewielkiej, przytulnej restauracji.                         
– Musi nam wystarczyć – mruczy. – Nie mamy dużo czasu. 
CIA siedzi mu na karku, agenci mogą zjawić się w każdej chwili...
                                        
Mnie restauracja się podoba. Drewniane krzesła, lniane obrusy, ściany tego samego koloru, co pokój zabaw Christiana – krwista czerwień, kilka niewielkich luster w pozłacanych ramach, białe świece i wazoniki z białymi różami. W tle Ella Fitzgerald nuci tęsknie o tym czymś, co nazywają miłością. Jest bardzo romantycznie. 
Czerwone ściany, złote ramy obrazów, drewniane krzesła i lniane obrusy, tak, esencja romantyzmu, jeżeli oglądamy dziwne porno, którego akcja dzieje się w średniowiecznych lochach. 
Nie miałam pojęcia, że jest coś takiego jak medieval porn, ale, cytując klasyka, nic bardziej mylnego. Znalazłam między innymi rzecz o tytule "King and Queen Have A Medieval Orgy With Four Hot Whores".
Magia researchu, czego my nie robimy w imię analizy...
                                        
Kelner prowadzi nas do stolika dla dwóch osób, usytuowanego w niewielkiej wnęce. Siadam, zastanawiając się, co takiego usłyszę.                                        
– Nie mamy dużo czasu – mówi Christian do kelnera. – Poprosimy więc o dwa steki z polędwicy, średnio wysmażone, sos bearnaise, jeśli jest, frytki i świeże warzywa, takie jakie szef kuchni akurat ma pod ręką, i proszę o kartę win.                                        
– Oczywiście, proszę pana. – Kelner, zaskoczony chłodnym zdecydowaniem Christiana, odchodzi. 
No tak, to musi być bardzo zaskakujące, kiedy klienci wiedzą co chcą zjeść. 
                                        
Christian kładzie na stoliku BlackBerry. Jezu, a sama nie mogę nic wybrać?
Konstrukcja tego akapitu każe mi sądzić, że położenie na stoliku BlackBerry zaprzecza możliwości jakiegokolwiek wyboru. A może Ana chciała zdecydować, jaki telefon ma Christian położyć na stole?
Może to być też apostrofa do Jezusa.

– A jeśli nie lubię steków?
Wzdycha.
Dokładnie, kto nie lubi steków?!

– Nie zaczynaj, Anastasio.                             
– Nie jestem dzieckiem. 
– No to przestań się zachowywać, jakbyś nim była.
CO? Ona chce wybrać sobie coś do jedzenia! Czy dla Christo każdy przejaw samodzielności jest pokłosiem buntu dwulatka? Niedobrze mi, a to dopiero początek...
                                        
Zupełnie jakby dał mi klapsa. A więc tak to będzie wyglądać: pełna napięcia rozmowa, co prawda w romantycznej scenerii, ale mogę zapomnieć o serduszkach i kwiatkach. 
No cóż, ten facet od samego początku mówił ci, że nie interesuje go związek, tylko weekendowy seks, więc ja bym się tak strasznie nie dziwiła. 
                                        
– Jestem dzieckiem, ponieważ nie lubię steków? – mruczę, próbując ukryć, jak bardzo mnie zabolały jego słowa.                                        
– Ponieważ z premedytacją wyzwalasz we mnie zazdrość. To dziecinne zachowanie. W ogóle nie masz względu na uczucia swojego przyjaciela, wodząc go tak na pokuszenie? – Christian zaciska usta i robi nachmurzoną minę. 
"Wodząc na pokuszenie?" Boru szumiący, w której księdze Starego Testamentu jesteśmy, bo się zgubiłam? Czy Żydzi wyszli już z Egiptu, czy jeszcze nie?
Chyba jesteśmy dopiero na etapie tej akcji z wężem.
Akcje z wężem to już były w pierwszym tomie. Ale chyba nie dokładnie o takiego węża chodziło w Biblii.


                                        
Kelner wraca z kartą win. A ja się rumienię – w ogóle o tym nie pomyślałam. Biedny José, ja przecież absolutnie nie chcę go prowokować. Nagle zalewa mnie fala wstydu. 
Mnie też zalewa fala, ale zgoła inna. Kiedy ona kurna prowokowała Jos? Wtedy, gdy rozmawiała z nim jak z człowiekiem? Gdy chwaliła jego zdjęcia? Kurna, to nie jest tak, że weszła do galerii wysmarowana Nutellą (coś jest na rzeczy, drugi raz w tej analizie wzmiankuję smarowanie się Nutellą, Freud chyba miałby coś do powiedzenia na ten temat) i uwiesiła się mu na szyi. 
No wiesz, jako żona mormona niewolnica Jabby dziewczyna Christiana nie może nawet spojrzeć na innego, bo to zdrada.

Christian ma rację; zachowałam się bezmyślnie. 
Tak tak, pamiętaj, że cokolwiek Christian powie, zawsze ma racje. 
                                        
– Masz ochotę wybrać wino? – pyta, unosząc wyczekująco brew. Uosobienie arogancji. Doskonale wie, że kompletnie nie znam się na winie.
No rzeczywiście, arogant z niego jak nie wiem, szczególnie, że obok stoi kelner, który na winie znać się powinien. Wszystko czego potrzebujesz, to powiedzieć jakie wino chcesz, albo poradzić się, co będzie pasowało do steków. Nie ma w tym wielkiej filozofii, nie każdy musi być somelierem, żeby zamówić wino w pierwszej lepszej restauracji. 
                             
– Ty wybierz – bąkam.
– Prosimy dwa kieliszki Shiraz Barossa Valley.
– Eee... wino sprzedajemy tylko na butelki, proszę pana. 
– W takim razie niech będzie butelka – warczy Christian.                                         
Kelner odchodzi przygaszony i wcale mu się nie dziwię. Marszczę brwi, patrząc na Szarego. Co go gryzie? Och, pewnie ja – gdzieś w głębi mojej psychiki wewnętrzna bogini budzi się, przeciąga sennie i uśmiecha. Dość długo musiała spać.
To ciekawe, że nie obudził jej dźwięk bicia pasem.
                                        
<naparzanie się o jedzenie, marudzenie, ciach>
                       
– Tęskniłam za tobą... naprawdę tęskniłam, Christianie. Te ostatnie dni były... trudne. – Przełykam ślinę, a gula w moim gardle staje się większa, gdy przypominam sobie te chwile udręki.                                       
Ostatni tydzień był najgorszy w moim życiu, ból niemal nie do opisania.
Tylko nie mów, że nie do opisania, bo zalałaś nas tekstami, jakim ty to nie jesteś nagim horyzontem i spustoszoną wojną ziemią.

 Ale studzi mnie rzeczywistość.                                   
– Nic się nie zmieniło. Nie mogę być taka, jaką mnie chcesz. – Przeciskam te słowa obok twardej guli w gardle.                                 
– Jesteś taka, jaką chcę – mówi z emfazą.
– Nie, Christianie, nie jestem.
 Jesteś!
 Nie jestem!
 Jesteś!
 Maaamooo!

– Wytrąciło cię z równowagi to, co się wydarzyło ostatnim razem. Ja zachowałem się głupio, a ty... Ty także. Dlaczego nie użyłaś hasła bezpieczeństwa, Anastasio? – Zmienia ton na oskarżycielski.                                    
Oho, zmiana kierunku.                                     
– Odpowiedz mi.                                 
– Nie wiem. To mnie przytłoczyło. Próbowałam być taka, jak chciałeś, próbowałam znieść ból, no i zupełnie wyleciało mi to z głowy. No wiesz... zapomniałam – kończę szeptem. 
Ja wiem, że istnieją sytuacje, kiedy rzeczywiście człowiek jest zbyt przytłoczony, żeby przypomnieć sobie jakieś randomowe hasło bezpieczeństwa, ale czy Christianowi nie wystarczyłoby po prostu "To boli, przestań?" To nie są hardkorowe sceny BDSM, żeby takie hasło nie byłoby możliwe to realizacji. 
Może jest zaprogramowany na jedno słowo, a tu są aż trzy i mu się coś niecoś przegrzewa.

Zawstydzona wzruszam ramionami.                              
Może dałoby się uniknąć tego całego cierpienia.
Dałoby się, Ana mogła powiedzieć, że nie może przeprowadzić tego wywiadu, a ja mogłam w ogóle nie otwierać tej książki...
                                        
– Zapomniałaś! – Chwyta się brzegu stołu i piorunuje mnie wzrokiem. 
Zaraz przewróci ten stół, ryknie, rozerwie garnitur, zmieni się w zielonego napompowanego potwora... a nie, nie ten fandom...
To by tyle ułatwiło...
                                        
Kulę się pod jego spojrzeniem. Cholera! Znowu jest wściekły. Moja wewnętrzna bogini także mnie gromi spojrzeniem. „Widzisz, sama jesteś sobie winna!” 
Rozstałaś się z nim i wiedziałaś dlaczego, a teraz umówiłaś się na z dupy wziętą rozmowę o przyszłości i znosisz jego kretyńskie oskarżenia, które nijak mają się do rzeczywistości. Zatem... tak, sama jesteś sobie winna.
                                        
– Jak mogę ci zaufać? – pyta cicho. – W ogóle?
No przepraszam, ale to pytanie powinna zadać Ana, jako osoba niezaznajomiona z realiami związku BDSM, wprowadzona w niego przez osobę, która szczyci się doświadczeniem w tych sprawach. 
Nie może jej zaufać, bo przytuliła swojego wieloletniego przyjaciela i zapomniała o haśle bezpieczeństwa, kiedy jej pośladki obijano pasem. Dajcie mi adres aŁtorki, chcę jej wysłać głowę konia zawiniętą w wielkiego wyjca, a wszystko posypane proszkiem wywołującym swędzionkę.
                                        
Zjawia się kelner z winem, a my siedzimy, wpatrując się w siebie, niebieskie oczy naprzeciwko szarych. Przepełniają nas wzajemne oskarżenia. Kelner zbytecznie teatralnym gestem odkorkowuje wino i nalewa odrobinę do kieliszka Christiana. On automatycznie upija łyk.                                         
– W porządku. – Ton głosu ma szorstki.                                         
Kelner ostrożnie napełnia nam kieliszki, stawia butelkę na stole, po czym szybko znika. Christian przez cały ten czas nie odrywa ode mnie wzroku. To ja łamię się pierwsza: przerywając kontakt wzrokowy, sięgam po kieliszek i pociągam łyk. Prawie nie czuję smaku wina.                                        
– Przepraszam – szepczę. Nagle robi mi się głupio. Odeszłam, ponieważ uznałam, że do siebie nie pasujemy, natomiast on twierdzi, że mogłam go powstrzymać?
W sensie że uważasz, że bez hasła zaprałby cię na śmierć?

– Przepraszasz za co? – pyta zaalarmowany.                                      
– Za to, że nie użyłam hasła bezpieczeństwa.                                       
Zamyka oczy, jakby mu ulżyło.                                     
– Mogliśmy uniknąć tego całego cierpienia – mówi cicho. 
Tak, bo ich największym problemem w związku był brak komunikacji, kiedy Christian okładał ją pasem. To jakby powiedzieć, że problemem drugiej wojny światowej była niechęć Hitlera do osób z wydatnym nosem. 
                                    
– Ty dobrze wyglądasz. – Lepiej niż dobrze. Wyglądasz po prostu jak ty. 
– Pozory mylą. Nie czuję się dobrze. Mam wrażenie, jakby słońce zaszło i od pięciu dni w ogóle nie wzeszło, Ano. Dla mnie przez cały czas trwa noc.
Czyli tak jakby panowało... Zaćmienie?
Ja nie wiem czy nawiązania do Sagi Zmierzch są zaplanowane, czy aŁtorka jakoś tak podprogowo umieściła je w książce?
                                        
Jego wyznanie zapiera mi dech w piersi. O rety, to zupełnie jak u mnie.
I nastała noc polarna, bo oboje zostaliśmy wykatapultowani gdzieś na biegun północny. Takie myślenie życzeniowe.
E tam, jesienna depresja i tyle. Ja też tak mam, że wstaje jak jest ciemno i wracam do domu po zachodzie słońca i jakoś wielkiego dramatu z tego nie robię. 

– Powiedziałaś, że nigdy mnie nie zostawisz, a wystarczyło, że coś poszło nie tak, i już byłaś za drzwiami.
A miałam nie wybijać głową dziur w ścianach wynajmowanego mieszkania...
Bo zupa była za słona...

– Kiedy powiedziałam, że nigdy cię nie zostawię?                                   
– Przez sen. Już dawno nie usłyszałem czegoś równie pokrzepiającego, Anastasio.
Uhm, bo słowa wypowiedziane przez sen mają +10 do konstytutywności i prawdziwości. I są posypane kucykowym magicznym proszkiem.
  
Wokół mojego serca zaciska się silna pięść. Sięgam po wino.                                   
– Powiedziałaś, że mnie kochasz – szepcze Christian. – Teraz to czas przeszły? – Głos ma nabrzmiały niepokojem. 
Co jest z tym nabrzmiałym Christianowym głosem, czy to jakaś freudowska przenośnia?

– Nie, Christianie.
Wygląda tak bezbronnie, gdy wypuszcza powietrze z płuc. 
– To dobrze – mruczy. 
A to w takim razie problem rozwiązany. To co, u mnie czy u ciebie?
Tutaj, jesteśmy przecież w pornosie. Kelner dojdzie na trzeciego i wtedy dopiero zrobimy kanapkę.
W sumie czytanie tej książki jak scenariusz pornosa może dużo pomóc w odbiorze. Chociaż jak na pornosa to muszę przyznać, że poziom opisu scen seksu jest żenująco niski. 
Podobno Sasha Grey to przeczytała i jej się nie podobało.

Zaszokowało mnie jego wyznanie. To dopiero zmiana nastawienia. Kiedy wcześniej wyznałam mu miłość, był przerażony. Wraca kelner. Stawia przed nami półmiski i chyłkiem się oddala.                                    
Jasny gwint. Jedzenie. 
Na rany chrystusowe, strawa!
Boru szumiący, pożywienie!
Na miłość wszystkiego co święte, amciu!
Na Teutatesa, uciechy stołu!
Na Zeusa gromowładnego, koryto!
Na Latającego Potwora Spaghetti, ramen!

– Jedz – nakazuje mi Christian. 
Masa nie zrobi się sama, nad rzeźbą popracujemy w sypialni...
                                 
W sumie wiem, że jestem głodna, ale w tej chwili mój żołądek to jeden wielki supeł. Siedzenie naprzeciwko jedynego mężczyzny, którego kochałam, i rozmawianie o naszej niepewnej przyszłości nie wpływa korzystnie na apetyt. Patrzę podejrzliwie na talerz.
– Na litość boską, Anastasio, jeśli nie zaczniesz jeść, przełożę cię zaraz przez kolano i nie będzie to miało nic wspólnego z moją satysfakcją seksualną. Jedz!
O, dochodzimy do żenujących gróźb. Hej, ściano... *jeb*

„Nie żołądkuj się tak, Grey”. 
Ehehehe, czujecie, bo kłócą się o jedzenie...

Moja podświadomość mierzy mnie spojrzeniem znad okularów. Całym sercem przyznaje rację Szaremu.
– Okej, zjem to. Schowaj tę swoją świerzbiącą rękę.                                   
Nie uśmiecha się, tylko dalej patrzy na mnie gniewnie. Niechętnie biorę sztućce i odkrawam kawałek steku. Och, jest naprawdę smaczny. Jestem głodna, wściekle głodna. Przeżuwam, a Christian wyraźnie się odpręża. 
Jemy w milczeniu. Muzyka się zmieniła. Teraz w tle słychać kobietę o delikatnym głosie, a słowa piosenki odbijają się echem w mej głowie. Odkąd pojawiłeś się w moim życiu, już nigdy nie będę taka jak dawniej.
Jakoś tak przypomniała mi się Rose Madder Kinga. Za słona zupa i takie tam.

Rzucam spojrzenie Szaremu. Je i jednocześnie mnie obserwuje. 
Połowa talerza tym samym wylądowała na jego spodniach, ale ważne rzeczy są ważniejsze.
Czy dla mnie też tłumaczenie nazwiska Greya wydaje się takie strasznie sztuczne i na siłę? To znaczy, dlaczego w ogóle to robić? 
Bo trzeba było wymyślić mu jakieś pieszczotliwe przezwisko, a "Pupuś" jest już zajęty. 

Głód, pragnienie, niepokój – to wszystko w jednym gorącym spojrzeniu.
A wystarczy zjeść, napić się i pójść do toalety, po co robić z tego dramę?
     
<pitu pitu, jednosylabowe wypowiedzi w dialogu, ciach>                             
                             
Zjadłam połowę tego, co miałam na talerzu. Więcej nie dam rady. Jak mam to negocjować?
Nie musisz, ponieważ nie masz czterech lat a on nie jest twoim prawnym opiekunem. To wspólna kolacja a nie spotkanie na szczycie.
I po co negocjować, jako można zrzucić ze stołu? 

– Nie zmieszczę już więcej. Zjadłam wystarczająco dużo dla Pana?                             
W milczeniu patrzy na mnie beznamiętnie, po czym zerka na zegarek.
Niechże spojrzę. Godzina dwudziesta druga, masz szczęście, pół godziny później musiałabyś zjeść wszystko. Na szczęście do tej pory mamy częściową amnestię i będzie ci to wybaczone.

– Naprawdę jestem pełna – dodaję, pociągając łyk pysznego wina.                                  
– Niedługo musimy się zbierać. Jest tu Taylor, a ty musisz jutro wstać do pracy.
– Ty też.
– Ja potrzebuję znacznie mniej snu niż ty, Anastasio. Ale przynajmniej coś zjadłaś.
No nie wiem, jako prezes wielomilionowego przedsiębiorstwa pozwolę sobie zauważyć, że Christian powinien być raczej przytomny w pracy. 
W sumie bycie prezesem nie przeszkadza mu też w urywaniu się, kiedy tylko ma na to ochotę.

– Nie wracamy Charliem Tango?                                         
– Nie, pomyślałem, że pewnie się czegoś napiję. Taylor nas odbierze. No a dzięki temu będę cię miał w samochodzie tylko dla siebie, choćby przez kilka godzin. Dużo czasu na rozmowę.                                         
Ach, a więc taki jest plan.
Christian przywołuje kelnera i prosi go o rachunek, następnie bierze ze stołu BlackBerry i dzwoni.
– Jesteśmy w Le Picotin, Southwest Third Avenue. – Rozłącza się. A więc nadal zachowuje się szorstko podczas rozmów telefonicznych. 
Według Any ta rozmowa powinna brzmieć zapewne tak: Taylor, mój kochany fafnuchu, jeżeli nie sprawię ci kłopotu swoją osobą, proszę, zjaw się w restauracji Le Picotin. Całuski, papatki, pozdrów dzieci. 
                                      
– Jesteś bardzo oschły wobec Taylora. Właściwie wobec większości ludzi.
– Po prostu szybko przechodzę do sedna sprawy.
Po czym zdjął spodnie.

– Tego wieczoru nie przeszedłeś. Nic się nie zmieniło, Christianie.
– Mam dla ciebie propozycję.                                       
– To wszystko zaczęło się od propozycji.                                        
– Inną propozycję.                                        
Kelner wraca i Christian wręcza mu kartę kredytową, nie patrząc nawet na rachunek. Po chwili jego telefon brzęczy.                                         
Ma propozycję? Jaką tym razem? Przez moją głowę przemyka kilka scenariuszy: porwanie, praca dla niego.
Standardowe opcje, kiedy twój były oświadcza, że ma dla ciebie propozycję. 

 Nie, to nie ma sensu. Christian finalizuje płatność.                                        
– Chodź. Taylor już czeka.   
Taylor albo jest walonym Nightcrawlerem, albo jeździ przez miasto takim samochodem:


Ani chybi. W naszym oddziale CSI: Zadupie ustaliłyśmy, że turkaweczki zostawiły przecież Taylora w Seattle, który miał stawić się w Portland około dziewiątej. (No chyba że ta "dziewiąta" to naprawdę była dziewiąta uległa, która nie chciała jeść.). Stawili się na 19.30, jak pamiętamy, posiedzieli tam góra pół godziny, bo Władczy Chris Nie Zdzierżył. Potem poobijali się trochę o ściany, zanim trafili do restauracji, gdzie nie siedzą znowu tak długo, a pamiętamy, że z Seattle do Portlant jest około trzech godzin drogi... Albo Taylor jak ten wierny psiun pojechał za nimi, co czyni lot helikopterem bezsensownym i nastawionym na urabianie Any, albo rzeczywiście gwiazdy zmieniły się w smugi światła i nasz super szofer zaiwanił do tego Portland z prędkością ponadświetlną.
                                     
Wstajemy i bierze mnie za rękę.                                        
– Nie chcę cię stracić, Anastasio. – Całuje czule moją dłoń, a dotyk jego ust na mojej skórze sprawia, że przeszywa mnie dreszcz.                            
Przed restauracją czeka audi.
Oparte o murek przypala kolejnego papierosa, zastanawiając się nad wpływem zanieczyszczeń z wielkoblokowych silników na ozonosferę. 

Christian otwiera przede mną drzwi. Wsiadam i opadam na miękką, skórzaną kanapę.


Podchodzi do drzwi od strony kierowcy; wysiada Taylor i przez chwilę rozmawiają. To nowość. Zżera mnie ciekawość. O czym mówią? 
To zależy od scenariusza, ale skoro to medieval porn, może czeka nas pojedynek na... kopie.

Chwilę później obaj siedzą już w aucie. Zerkam na Christiana; patrzy przed siebie z nieodgadnionym wyrazem twarzy.                                        
Przez krótką chwilę pozwalam sobie kontemplować jego profil: prosty nos, pełne usta, włosy opadające na czoło. Ten boski mężczyzna z całą pewnością nie jest mi pisany.
AŁtorka z uporem maniaka nadal próbuje nam wmówić, że Ana ma przed sobą jeszcze inną opcję niż bycie amebą i ślepe podążanie za Christianem. 
Prościej by było, gdyby znalazła sobie jakiegoś ładnego manekina. Mogłaby go kontemplować bez ograniczeń, a Christianowy charakter jest tak płaski, że wymiana na plastikowego lovera nie zrobi 

Samochód wypełnia cicha muzyka, jakiś utwór orkiestrowy, którego nie znam. Taylor włącza się do ruchu, kierując się w stronę autostrady I-5 i do Seattle.
Christian odwraca się twarzą do mnie.
– Jak już mówiłem, Anastasio, mam dla ciebie propozycję. 
Zerkam nerwowo na Taylora.
– Taylor cię nie słyszy – uspokaja mnie Christian.
– Jak to?                                       
– Taylor! – woła. Mężczyzna nie odpowiada. Woła ponownie, dalej zero reakcji. Christian wychyla się i klepie go w ramię. Taylor wyjmuje z uszu słuchawkę, której wcześniej nie dostrzegłam. 
OK, poza faktem, że Taylor najwidoczniej miał jedną słuchawkę w obu uszach,  włącza mi się tutaj wykrywacz byczejkupy. Załóżmy, że Taylor ma w uszach dobrze izolowane słuchawki. Poza niebezpieczeństwem płynącym ze słuchania muzyki w samochodzie przez izolowane słuchawki, nie ma możliwości, żeby Taylor nie słyszał krzyczącego z tylnego siedzenia Christiana. Chyba, że słuchał czegoś takiego:



– Tak, proszę pana?
– Dziękuję. Wszystko w porządku, możesz wrócić do słuchania.
– Tak jest.
– Zadowolona? Słucha iPoda. Puccini. 
Tak, to ważne, gdyż Puccini naturalnie filtruje wszelkie niemoralne propozycje.

Zapomnij, że tu jest. Tak jak ja. 
 Okej  powiedziałam i wyjęłam z torby 120 dni Sodomy A, w sensie że tylko o Taylorze mam zapomnieć, nie o tobie?

– Poprosiłeś go, żeby to zrobił?
– Tak.
Och.
Przepraszam a jakieś odpowiedzi ona oczekiwała? "Nie, Ano, to tylko dziwny zbieg okoliczności, że mój szofer nagle postanowił słuchać Pucciniego na słuchawkach? Robi to w każdą środę przypadającą na nieparzysty dzień miesiąca pod warunkiem, że księżyc znajdzie się w trzeciej fazie? Jakie są jeszcze opcje?
Jeszcze możemy założyć, że robi to sam z siebie dla zdrowia psychicznego, bo nie może słuchać tego słodkopierdzącego bełkotu.

– No dobrze, twoja propozycja?                                                                    
Christian sprawia nagle wrażenie rzeczowego i pełnego determinacji. A niech to. Negocjujemy interes. Cała zamieniam się w słuch.
– Pozwól, że najpierw spytam cię o coś. Pragniesz stałego związku waniliowego bez żadnego perwersyjnego bzykanka? 
Szczęka mi opada.
– Perwersyjnego bzykanka? – pytam ochrypłym głosem.                                         
– Perwersyjnego bzykanka.                                        
– Nie wierzę, że to powiedziałeś.  
Ja też nie wierzę, że dwoje ludzi jest w stanie w poważniej rozmowie używać słowa "bzykanko".
I to powtórzonego TRZY RAZY.
                                      
– No cóż, powiedziałem. Odpowiedz mi – mówi spokojnie.
"Powiedziałem i tyle, na wuj drążysz temat?"
                                       
Policzki mi płoną. Moja wewnętrzna bogini klęczy, ręce ma złożone i patrzy na mnie błagalnie. 
Czasami zastanawiam się czy wewnętrzna bogini Any ma być jakimś dziwnym żarcikiem czy aŁtorka chce, żebyśmy traktowały tę żenadę na poważnie?

– Lubię to twoje perwersyjne bzykanko – szepczę. 
Cztery *szloch*.

– Tak mi się właśnie wydawało. Czego więc nie lubisz?
Tego, że nie mogę cię dotykać. Tego, że podoba ci się mój ból, uderzeń pasa...  
– Groźby okrutnej i wyjątkowej kary.                                        
– To znaczy?
Łamania kołem, wybatożenia, wrzucenia do klatki z krokodylami, zamrożenia w karbonicie, no nie wiem, wysil wyobraźnię. 
                          
– Masz w swoim pokoju te wszystkie laski, pejcze i inne rzeczy i boję się tego jak cholera. Nie chcę, żebyś używał ich ze mną.                                        
– Okej, więc żadnych pejczy ani lasek. No i pasów – dodaje sardonicznie.
"Uśmiech sardoniczny  grymas twarzy przypominający uśmiech wywołany skurczem mięśni mimicznych po zażyciu trucizn zawartych w kropidle szafranowym"
Także wszystko się zgadza, kontynuujmy...

Patrzę na niego z konsternacją.                                      
– Próbujesz na nowo określić granice bezwzględne?                                    
– Niekoniecznie, próbuję jedynie zrozumieć ciebie, mieć jaśniejszy obraz tego, co lubisz, a czego nie.                                      
– Zasadniczo, Christianie, to najtrudniej jest mi znieść fakt, że cieszy cię sprawianie mi bólu. I pomysł, że zrobisz to, ponieważ przekroczyłam jakąś arbitralną granicę. 
– Ale ona nie jest arbitralna, zasady są spisane.
– Nie chcę zasad.
– Żadnych?
– Żadnych. – Kręcę głowę, ale serce mam w gardle. Do czego on zmierza?
Ana taka szalona, zero zasad, bez bicia, zaraz zacznie się domagać praw wyborczych dla kobiet i zniesienia niewolnictwa...

– Ale nie masz nic przeciwko, abym dawał ci klapsy? – Czym?
– Tym. – Podnosi rękę.
Bałam się, że podniesie coś innego...
No wiesz, brwią byłoby trudno.

Poprawiam się na kanapie.                                      
– Nie, raczej nie. Zwłaszcza z tymi srebrnymi kulkami... – Dzięki Bogu jest ciemno, bo twarz mi płonie na wspomnienie tamtego wieczoru. Taa... to akurat bym powtórzyła. 
Niestety, nie dowiemy się co Ana chce powtórzyć, bo te sceny miały miejsce w pierwszej części. Moim strzałem jest to, że chce, żeby Christian okładał ją z kulkami medytacyjnymi w dłoni. 
Albo chce znów polować na wampiry.



Christian uśmiecha się z wyższością.
– Tak, to było fajne.
– Lepsze niż fajne – bąkam.
Wpuść do pąka swego bąąąąkaaaa...

– Więc jesteś w stanie znieść nieco bólu. Wzruszam ramionami.                                  
– Chyba tak. – Och, dokąd on zmierza? Mój niepokój podskoczył o kilka stopni w skali Richtera.
Dobrze, że nie Beauforta albo, nie wiem, Mohsa. Chociaż nadal nie wiem co tu mają do rzeczy wstrząsy sejsmiczne. 
Burczenie w brzuchu wymknęło się spod kontroli.
                                    
Gładzi się z zadumą po brodzie.                                  
– Anastasio, chcę zacząć od nowa. Najpierw związek waniliowy, a potem może, kiedy już mi bardziej zaufasz, a ja uwierzę, że jesteś ze mną szczera i potrafisz się komunikować, wtedy może poszlibyśmy dalej i porobili trochę tego, co ja lubię.                                      
Wpatruję się w niego oszołomiona, a w mojej głowie nie ma ani jednej myśli – jakby w komputerze zepsuł się dysk. Christian chyba się denerwuje, ale nie widzę go dobrze, gdyż spowija nas oregońska ciemność. 
Przez chwile myślałam, że oregońska ciemność to jakiś miły frazeologizm, ale nie, po prostu jadą samochodem przez stan Oregon nocą. 
Może Oregon to nowy Egipt i zaraz na poboczu pojawi się Mojżesz i reszta?

A więc w końcu dotarliśmy do sedna sprawy.  
On chce wersji jasnej, ale czy mogę go o to prosić? A czy ja nie lubię mrocznej? 
Chwila wersja jasna, mroczna, co to jest Łukjanienko?

Część lubię. W mojej głowie pojawiają się nieproszone wspomnienia tamtego wieczoru z Thomasem Tallisem. 
Którego nie skojarzymy, bo miało to miejsce w pierwszej części i podpowiem, że nie chodzi tu o żaden trójkącik. 
                                     
– A co z karami?
– Zero kar. – Kręci głową. – Zero.
– A zasady?
– Żadnych zasad.
– Absolutnie żadnych? Ale ty masz swoje potrzeby.                                     
– Ciebie potrzebuję bardziej, Anastasio. Przez tych kilka ostatnich dni czułem się jak w piekle. Instynkt mówi mi, żebym pozwolił ci odejść, mówi mi, że nie zasługuję na ciebie. – Milknie na chwilę. – Te zdjęcia, które zrobił chłopak... Widzę, jak on ciebie postrzega. Wyglądasz beztrosko i ślicznie. Nie znaczy to, że teraz nie jesteś śliczna, ale widzę twój ból. Okropna jest świadomość, że to przeze mnie tak się czujesz. Ale jestem egoistą. Pragnąłem cię od chwili, gdy wpadłaś do mojego gabinetu. Jesteś wyjątkowa, uczciwa, ciepła, silna, dowcipna, zniewalająco niewinna... lista nie ma końca.
Pewnie, że nie ma, w końcu jest całkowicie wyssana z palca. Też potrafię rzucić kilkoma przymiotnikami. Ta książka jest: kiepska, licha, marna, słaba, bezbarwna, chałowata, cienka, niewarta funta kłaków, lichego gatunku, kiczowata, kiepściuchna, mizerna, nieciekawa, nieoryginalna, nieporadnie napisana i tak dalej i tak dalej, a moje określenia są przynajmniej czymś podparte. 

 Podziwiam cię. Pragnę cię, a myśl, że mógłby mieć cię ktoś inny, jest niczym nóż, obracający się w ranie mojej mrocznej duszy.
 Król i królowa dramatu, nie ma co, dobrali się nieźle. 
Na kanapie z Brazzers siedzi ta królewska para... 

W ustach mi zasycha. Jeśli to nie jest deklaracja miłości, to nie wiem, jak miałaby takowa wyglądać. 
Hmm, wydaje mi się, że stare dobre "kocham cię" jeszcze nie wyszło z użycia...

Pęka tama i z moich ust wypływa potok słów:                                      
– Christianie, dlaczego uważasz, że masz mroczną duszę? Ja bym tego nie powiedziała. Może smutną, ale jesteś dobrym człowiekiem. Ja to widzę... jesteś hojny, życzliwy i nigdy mnie nie okłamałeś. 
Naprawdę lepiej by było, gdybyście zaczęli obrzucać się mięsem, a nie przymiotnikami opisującymi wasze fikcyjne cechy.

Wiesz, w sobotę doznałam szoku. To mnie obudziło. Dotarło do mnie, że nie potrafię być kobietą, jakiej pragniesz. Potem, kiedy już wyszłam, uświadomiłam sobie, że ból fizyczny, który mi sprawiałeś, nie był taki zły jak ból towarzyszący świadomości, że cię straciłam. 
Więc będziesz mógł mnie bić, kiedy tylko przyjdzie ci na to ochota. Nie, nie śmieję, się  to jest straszne i smutne jednocześnie, jeśli ktoś woli znosić przemoc, nawet kontrolowaną, bo nie potrafi funkcjonować bez drugiej osoby.  



Naprawdę chcę sprawiać ci przyjemność, ale to trudne. 
Zacznijmy teksty w stylu "w sumie nie było tak źle, to moja wina, moja reakcja była zbyt gwałtowna, to ty jesteś idealny, nie ma w tym twojej winy". No proszę, aŁtorko, zrób mi tę przyjemność. 

– Zawsze sprawiasz mi przyjemność – szepcze. – Ile razy mam ci to powtarzać? 
Boru, czuje się dziwnie, bo na prawdę nie zauważyłam tutaj tej kwestii. AŁtorko, przestać komunikować się ze mną za pomocą tekstów Christiana, mam już wymyślonych przyjaciół. 

– Nigdy nie wiem, co myślisz. Czasami wydajesz się taki zamknięty... jak samotna wyspa.
Samotne wyspy nie są zamknięte. Chyba, że mówimy o Korei Północnej. 

 Onieśmielasz mnie. Dlatego właśnie trzymam buzię na kłódkę.
 Buzię. Tak, drodzy czytelnicy, to jest właśnie ta głośna powieść erotyczna, którą zachwycają się miliony. BUZIĘ!


Nie wiem, w którym kierunku zmierza twój nastrój. W ułamku sekundy potrafi diametralnie się zmienić. To działa dezorientująco.
Drodzy Czytelnicy, przeczytajcie poniższy podpunkcik.
- impulsywność w reakcjach na różne sytuacje, nie branie pod uwagę konsekwencji swojego postępowania mimo znajomości zasad właściwego zachowania
Adekwatne, co? A teraz przeczytajcie resztę podpunkcików:
- umiejętność robienia dobrego wrażenia na otoczeniu, wzbudzania do siebie zaufania innych i manipulowania nimi
- nieadekwatność motywacji zachowań prowadząca do antyspołecznych przejawów
- ubóstwo uczuciowe kontaktów emocjonalnych z innymi
- życie seksualne ubogie, powierzchowne i o małej integracji uczuciowej z partnerem
- nieumiejętność wyzbycia się dążenia do doraźnych przyjemności.
Brzmi znajomo? No cóż, to są objawy psychopatii...

 No i na dodatek nie pozwalasz się dotykać, a ja tak bardzo ci pragnę pokazać, jak mocno cię kocham. 
Jejku, może on po prostu ma gilgotki a śmiech w łóżku działa nieco dezorientująco, szczególnie, kiedy próbujesz kogoś wybatożyć, czy co go tam kręci...
                                    
Mruga w ciemności, chyba nieufnie, a ja już nie mogę mu się oprzeć.
Chwila, jak się mruga nieufnie? Jednym okiem na raz w obawie, że ktoś się na ciebie rzuci?
Tak zaraz nieufnie, powieka mu lata, magnezu mu trzeba!

Odpinam pasy i wdrapuję mu się na kolana, biorąc go tym z zaskoczenia. Ujmuję jego twarz w dłonie. 
W tej chwili Taylor traci panowanie nad samochodem, uderza w przydrożne drzewo a Ana wylatuje przez przednią szybę.
 Kurtyna!
Jestem za tym, by Greya wykorzystywać w kampaniach społecznych, czy to o zapinaniu pasów, czy o przemocy w związku. 
                                 
– Kocham cię, Christianie Greyu. A ty jesteś gotowy zrobić to wszystko dla mnie. 
Ja wiem, że w dzisiejszych czasach o romantyzm jest trudno i facetów też tak jakby nie przybywa ani się coraz młodsi nie robią, ale żeby zachwycać się tym, że facet się zgodził nie używać na tobie laski i pejcza, to już jest chyba trochę smutne. 

To ja nie zasługuję na ciebie i tak mi przykro, że nie jestem w stanie robić dla ciebie tych wszystkich rzeczy. Może z czasem... nie wiem... ale tak, zgadzam się na twoją propozycję. Gdzie mam podpisać?
Obejmuje mnie mocno i tuli do siebie.                                     
– Och, Ana. – Chowa twarz w moich włosach.
Smutne jest też to, że ktoś wyznaje miłość, a ten drugi nic na to nie odpowiada.
                                
Siedzimy objęci, słuchając muzyki – spokojnego utworu na fortepian – odzwierciedlającej emocje obecne w samochodzie, słodki spokój po burzy. Wtulam się w niego jeszcze bardziej, opierając głowę o ramię. Delikatnie gładzi mnie po plecach.                                  
– Dotykanie to dla mnie granica bezwzględna, Anastasio – szepcze.                                
– Wiem. Chciałabym zrozumieć dlaczego.                                 
Po dłuższej chwili wzdycha i mówi:                                       
– Miałem paskudne dzieciństwo. Jeden z alfonsów dziwki... – Urywa i cały się spina, wspominając jakieś niewyobrażalne okropieństwo. 
Albo to kolacja się nie przyjęła...
Bo wiemy, że te ich niepokoje to po prostu metafora na niestrawność.

– Ja to pamiętam – dodaje szeptem. 
Przepraszam, ale nie możecie wymagać, żebym się wzruszyła, kiedy Christian nazywa swoją matkę "dziwką".
Co poradzisz, każda opkowa postać musi mieć Trudne Dzieciństwo. Najczęściej po to, by używać go jako usprawiedliwienie bycia socjopatą.

Serce mi się ściska, gdy przypominają mi się blizny po przypaleniach na jego skórze. Och, Christianie. Zarzucam mu ramiona na szyję.                                   
– Stosowała przemoc? Twoja matka? – Głos mam cichy i nabrzmiały od niewypłakanych łez.
Cholera niech ktoś kogoś przeleci w końcu, bo mam dosyć, że oni mają wszystko nabrzmiałe! Przecież to niezdrowo tak!

– Nie mam takich wspomnień. Ale nie dbała o mnie. Nie ochroniła mnie przed swoim alfonsem. – Prycha. – To chyba ja opiekowałem się nią. Kiedy w końcu się zabiła, dopiero po czterech dniach ktoś podniósł alarm i nas znalazł... To pamiętam.
Z kamienną miną odfajkowałam właśnie podpunkt Dobrzy Rodzice To Martwi Rodzice.

Z przerażeniem zakrywam dłonią usta. Kurwa mać. Do gardła podchodzi mi żółć.
– To mocno popieprzone – szepczę.                                        
– Na pięćdziesiąt sposobów.
Niech ktoś mnie trzyma, bo nie wytrzymiem...
Na pocieszenie powiem, że ten tekst nawet po angielsku nie miał zbyt większego sensu, a przetłumaczenie do dosłownie sprawiło, że brzmi jeszcze gorzej. 
Pięćdziesiąt sposobów może zaistnieć także w innym wypadku. (Ten opis wymiata.)
                                        
Przyciskam usta do jego szyi, szukając pociechy i ją oferując, gdy wyobrażam sobie małego, brudnego, szarookiego chłopczyka, zagubionego i osamotnionego przy zwłokach matki.                                         
Och, Christianie. Wdycham jego woń. Pachnie bosko, mój ulubiony zapach na świecie. Mocniej mnie obejmuje i całuje moje włosy, i tak siedzę w jego ramionach, gdy tymczasem Taylor pędzi przez noc.  
Taylor może i ma słuchawki, ale wiecie, nie zasłonił lusterka...
                                       
Kiedy się budzę, jedziemy już przez Seattle.
I do zestawienia leci też Opkowa Narkolepsja.
                                         
– Hej – mówi miękko Christian.                                       
– Przepraszam – mruczę i prostuję się. Mrugam powiekami i przeciągam się. Nadal siedzę na jego kolanach.                                       
– Bez końca mógłbym patrzeć, jak śpisz, Ana. 
Długo musiał myśleć nad tekstem, który nie brzmiałby dziwnie. No niestety, wyszło jak zwykle. 
Jak zwykle, czyli tłajlajtowo.



– Mówiłam coś?

Tak, podobnie jak twoja protoplastka zaczęłaś wypowiadać imię orientalnego kolegi.


– Nie. Jesteśmy już prawie pod twoim domem. 
Och?                                        
– Nie jedziemy do ciebie?
– Nie.
– Dlaczego?
Bo nie zmieniłem prześcieradła, nie posprzątałem w łazience, a w łóżku leży moja druga kochanka.
Miejmy nadzieję, że jej żywotność nie spadła do zera, a sceneria nie wygląda tak:


– Dlatego, że jutro musisz iść do pracy. 
– Och. – Wydymam usta.
Forma. Niedokonana. Wciąż. Jest. Tutaj. Zła.

– A czemu pytasz, czyżby coś ci chodziło po głowie?
– Może.
Chichocze.
– Anastasio, nie zamierzam cię dotknąć, dopóki nie będziesz o to błagać.
– Że co?                                        
– Chodzi mi o to, żebyś w końcu zaczęła się ze mną komunikować. 
Ty chcesz, żeby ona się z tobą komunikowała, kiedy prawie żadna z jej odpowiedzi w tej scenie nie ma więcej niż dwóch słów. 

Gdy następnym razem będziemy się kochać, będziesz mi musiała powiedzieć ze szczegółami, czego pragniesz.
Nie chcę nic mówić, ale tego typu działania nie sprzyjają dokładności opisów. Proponuję już wcześniej odpowiednio to sobie rozrysować:


Zsuwa mnie z kolan, gdy Taylor zajeżdża pod moje mieszkanie. Christian wysiada i otwiera przede mną drzwi.                                       
– Mam coś dla ciebie. – Przechodzi na tył samochodu, otwiera bagażnik i wyjmuje spore, ozdobnie zapakowane pudełko. Co to takiego?                                       
– Otwórz, jak wejdziesz do mieszkania. 
– Ty mi nie potowarzyszysz?
– Nie, Anastasio.
– Kiedy się więc zobaczymy?                                      
– Jutro.
– Mój szef chce, żebym jutro poszła z nim na drinka.
Na twarzy Christiana pojawia się zacięcie.
To po goleniu, ale powstała dziura w czasoprzestrzeni i dopiero teraz wróciło do naszego wymiaru. 

– Czyżby? – W jego głosie pobrzmiewa nutka groźby.
– Aby uczcić mój pierwszy tydzień pracy – dodaję szybko.
– Gdzie?
– Nie wiem.
– Mógłbym cię stamtąd zabrać.
– Okej... Wyślę ci mejl albo esemesa.
– Dobrze.  
Bo znajomy fotograf robiący jej zwykłe zdjęcia portretowe jest śmiertelnym zagrożeniem, ale szef, który zaprasza ją na drinka to sytuacja zupełnie normalna?
Ale zobacz, on mówi, że może ją stamtąd zabrać, znając Christo oznacza to tyle, że zanim w ogóle usiądą przy barze, on otworzy z kopniaka drzwi i ją stamtąd wyciągnie.
                                       
Odprowadza mnie do drzwi i czeka, aż znajdę w torebce klucze. Otwieram drzwi, a on nachyla się, ujmuje moją brodę i unosi. Jego usta wiszą nad moimi i dyndają na ozdobnej tasiemce, a potem Christian zamyka oczy i delikatnymi pocałunkami zaznacza szlak od kącika oka do kącika ust.
Z moich ust wydobywa się cichy jęk.
– Do jutra – mówi bez tchu.
– Dobranoc, Christianie. – Słyszę w swoim głosie pragnienie. Uśmiecha się.
– No, wchodź już.                                       
Przekraczam próg, piastując w objęciach tajemniczą paczkę.
Urwa...
Take a look inside it's my dick in a box...
                                       
– Na razie, mała! – woła za mną, po czym odwraca się i z tą swoją swobodną gracją wraca do auta.                                        
Od razu po przekroczeniu progu mieszkania otwieram karton i znajduję mojego MacBooka Pro, BlackBerry i jeszcze jedno prostokątne pudełko.
Uwaga, książka zawiera lokowanie produktu...
...I przekupywanie kobiety prezentami.

 A to co? Zrywam srebrny papier. W środku kryje się cienkie etui z czarnej skóry.
Otwieram je, a tam iPad. O niech mnie... iPad. Na ekranie leży biała karteczka z napisaną odręcznie wiadomością od Christiana: 
                                    
Mam w iPadzie miks utworów Christiana Greya.
Kto jest nadawcą tej wypowiedzi? Bo nie może być to iPad, bo "mówi" w osobie trzeciej, a jak wiemy, mówienie o sobie samym w osobie trzeciej jest obciachowe, i nie może być to Christian, bo w jego przypadku mówienie o sobie w osobie trzeciej jest jeszcze bardziej obciachowe, no i nie może mieć czegoś w iPadzie, który nie jest jego. Zatem KTO, dum dum dum?

Kręcę głową z dezaprobatą z powodu tego wydatku, ale w głębi duszy jestem uradowana. Jack ma jeden w redakcji, więc wiem, jak się go używa. 
No tak, bo bez tego dwudziestokilkulatka miałaby olbrzymi problem z nauką obsługi iPada. Trzylatki używają tabletów bez większych problemów. 
                                   
Włączam urządzenie i wciągam głośno powietrze, gdy na ekranie pojawia się tapeta: mały model szybowca. O rany. To Blanik L-23, który mu dałam, stojący na szklanej podstawie chyba na biurku Christiana.
Nie mógł jej jakiegoś kotka ustawić na tapecie? Albo chociaż rozchełstanego Chrisa Hemswortha? Nie wszyscy interesują się szybowcami.

Wpatruję się w niego długą chwilę.                                      
Skleił go! Naprawdę to zrobił. Przypomina mi się, że wspomniał o tym w liściku dołączonym do kwiatów. I już wiem, że temu prezentowi poświęcił dużo uwagi. 
Przesuwam palcem po strzałce na dole ekranu, aby go odblokować i ponownie łapię oddech. W tle pojawia się zdjęcie, przedstawiające mnie i Christiana w dniu rozdania dyplomów. To, które pojawiło się w „Seattle Times”. Christian jest na nim taki przystojny. Na mojej twarzy wykwita szeroki uśmiech – owszem, i jest mój!
I niestety jest zasłonięty przez ikony aplikacji. Wiecie, z urządzeniami Apple jest tak, że tapeta po odblokowaniu ekranu jest zwykle prawie niewidoczna, dlatego ustawianie w tej roli zwykłego zdjęcia jest zupełnie bez sensu. 



U mnie jest tak samo, buły Hemswortha mi ikona Gmaila zasłania.
                                        
Przesuwam palcem po ekranie i pojawiają się nowe ikonki. Aplikacja Kindle, iBooks, Words – czymkolwiek to jest.
Ja wiem, że bohaterka wychowała się wśród wilków, ale, kiedy absolwentka filologii, pracująca w wydawnictwie nie wie czym są podstawowe aplikacje książkowe, o nazwach nietrudnych do rozpoznania, to mnie skręca...
                                    
Biblioteka Brytyjska?
Bo w Stanach nie ma ani jednej porządnej biblioteki z dobrym zbiorem internetowym. 

Dotykam ikonki i pojawia się menu: ZBIÓR HISTORYCZNY. Przewijam w dół i wybieram POWIEŚCI Z XVIII I XIX WIEKU. Kolejne menu. Klikam w tytuł: Amerykanin Henry’ego Jamesa. Otwiera się nowe okno, oferujące mi skan egzemplarza książki. 
Skany książek, najlepszy format do czytania na tablecie. Od zawsze i na zawsze...
To znaczy ja wiem, że niektóre biblioteki udostępniają właśnie skany swoich zbiorów (w tym, ekhu ekhu, aplikacja Biblioteki Brytyjskiej, którą właśnie ściągnęłam w wersji testowej), ale jaki jest sens czytania książek, których już nie obowiązują prawa autorskie, kiedy można spokojnie i o wiele wygodniej przeczytać je w formacie epub?

O rany – to jedno z pierwszych wydań, z 1879 roku, i mam je w swoim iPadzie! Kupił mi Bibliotekę Brytyjską, do której wchodzi się jednym kliknięciem.
Szeptem teatralnym dodam, że w Google Books są do ściągnięcia na przykład skany pierwszych wydań niemal wszystkich książek sióstr Brontë – ZA DARMO. Możecie nawet ściągnąć skany Żywotu Ezopa Fryga z 1578, jak jesteście takimi zbokami jak ja.

Szybko wychodzę z aplikacji, wiedząc, że inaczej utknę tu na całą wieczność. Dostrzegam inną – Dobre jedzenie, na której widok jednocześnie wywracam oczami i się uśmiecham, aplikację z wiadomościami, aplikację pogodową, ale przecież miała tu być muzyka. Wracam do głównego ekranu, klikam w ikonkę iPoda i pojawia się playlista. Przewijam przez piosenki. Uśmiecham się. Thomas Tallis – nieprędko to zapomnę. W końcu słuchałam tego dwa razy, podczas gdy Christian chłostał mnie i posuwał.

Reaction GIF: facepalm, Meryl Streep


Reaction GIF: facepalm, Michael Dorn, Worf, Star Trek

Reaction GIF: facepalm, Ivan Vasilevich

<długi i dosyć nudny opis piosenek z podtekstem w tytule, które Christian wrzucił Anie na iPada>
                
Piosenka dobiega końca i do oczu napływają mi łzy. Szybko włączam inną – The Scientist Coldplay, jednego z ulubionych zespołów Kate.
Co byłoby ważnym faktem, gdyby Kate miała jakiś udział w tej scenie, lub jakby Coldplay był zespołem, który nikt nie kojarzy i trzeba było ich jakoś przedstawić.

Znam ten utwór, ale nigdy dotąd nie wsłuchiwałam się w słowa. Zamykam oczy i pozwalam, by przelewały się przeze mnie.
Zaczynają mi płynąć łzy. Nie potrafię ich powstrzymać. Jeśli to nie przeprosiny, to co? Och, Christianie.                               
A może zaproszenie? Odpowie na moje pytania? Czy przypadkiem nie przypisuję temu zbyt wielkiego znaczenia? Pewnie tak.
Twój wybranek bez przerwy gada o otwartej komunikacji, obawiam się, że nie chciał ci niczego przekazać za pomocą Chrisa Martina.
  
Ocieram łzy. Muszę napisać do niego mejl z podziękowaniami. Zeskakuję z łóżka, aby wziąć ze stołu to podłe urządzenie. 
Co prawda masz w ręku iPada, na którym twój kontrolujący wszystko kochanek na pewno umieścił już twoją skrzynkę pocztową, ale co tam, multitasking FTW.
<Powiedziała Toldie, pisząc tę analizę na komputerze, sprawdzając tekst piosenki Coldplay na tablecie i gadając przez komunikator na telefonie>
                                        
Coldplay dalej gra, gdy siedzę po turecku na łóżku. Mac się uruchamia i loguję się. 
                                        
Nadawca: Anastasia Steele Temat: IPAD
Data: 9 czerwca 2011, 23:56 Adresat: Christian Grey 
                                        
Znowu doprowadziłeś mnie do łez. Kocham iPada.
Kocham te piosenki.
Kocham aplikację Biblioteka Brytyjska. Kocham Ciebie. 
Dobra, chcieliście, to macie, proszę bardzo.



Nacieszcie się...
                                        
Dziękuję. Dobrej nocy. Ana xx 
                                        
Nadawca: Christian Grey
Temat: iPad
Data: 10 czerwca 2011, 00:03 
Adresat: Anastasia Steele 
                                        
Cieszę się, że Ci się podoba. Sobie też kupiłem. Gdybym był teraz przy Tobie, scałowałbym Twoje łzy. Ale nie jestem – więc kładź się spać.
Jak to mawiała moja nauczycielka od polskiego w liceum: Ci co mają to mają, a ci co nie mają, to nie mają.
Ileż prawdy i mądrości kryje się w tych prostych słowach...

Christian GreyPrezes, Grey Enterprises Holdings, Inc. 
                                        
Jego odpowiedź sprawia, że się uśmiecham – nadal taki apodyktyczny, nadal taki Christianowy. Czy to także ulegnie zmianie? I w tej chwili dociera do mnie, że wcale tego nie chcę.
Lubię go takiego władczego, o ile tylko nie muszę obawiać się kary. 
                                       
Nadawca: Anastasia Steele
Temat: Pan Gderliwy
Data: 10 czerwca 2011, 00:07 
Adresat: Christian Grey 
                                        
A więc znów jest Pan władczy, spięty i gderliwy, panie Grey.
Wiecie co, ja chyba rozumiem facetów jak mówią, że kobiety muszą zawsze znaleźć drugie dno każdej wypowiedzi. Bo to, co robi Ana, nie ma sensu. Ja rozumiem, jakby Christian jej napisał "Za pięć minut masz być w łóżku, inaczej wybatożę cię rzepą". Ale nie, on tylko powiedział jej, żeby kładła się spać. 
Ona by znalazła drugie dno nawet w łyżce wody.

Wiem, jak temu zaradzić. No ale skoro nie ma Cię tu teraz – nie pozwoliłeś mi spędzić z Tobą nocy i oczekujesz, że będę błagać...
Fajnie sobie pomarzyć, proszę Pana.
Ana xx
PS. Zwróciłam uwagę na fakt, iż do playlisty dorzuciłeś Hymn Prześladowców, Every Breath You Take. Naprawdę lubię Twoje poczucie humoru, ale czy dr Flynn o tym wie? 
                                        
Nadawca: Christian Grey 
Temat: Spokój w stylu zen 
Data: 10 czerwca 2011, 00:10 
Adresat: Anastasia Steele 
                                        
Moja najdroższa Panno Steele,
Klapsy występują i w związkach waniliowych, wiesz? Zazwyczaj za obopólną zgodą i w kontekście seksualnym... ale ochoczo zrobię wyjątek.
W sensie, bez zgody i kontekstu seksualnego? Właśnie urwało mi od szacunku dla tej książki.
Od czego?

Pewnie z ulgą przyjmiesz informację, że dr Flynn także lubi moje poczucie humoru.
Biorąc pod uwagę, ile prawdopodobnie mu płacisz, prawdopodobnie wybucha gromkim śmiechem przy każdym żarcie w stylu "Twoja stara". A tak na marginesie, dr Flynn to Christianowy terapeuta, tak dla tych, co nie czytali pierwszej części, czy tam, nie wiem, wypadła im z pamięci jedna z mało ważnych postaci. 
Założę się, że gość jest podobny do tego psychiatry z Twin Peaks.


A teraz kładź się spać, jako że jutro nie zaznasz zbyt wiele snu.
Zaprawdę powiedziane jest: ci co spać późno chodzą, wyspać się nie mają prawa. I ziewnęli na te słowa, albowiem były prawdą.

Nawiasem mówiąc – będziesz błagać, uwierz mi. A ja nie mogę się tego doczekać.
Christian Grey
Spięty prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc. 
                                        
Nadawca: Anastasia Steele
Temat: Dobranoc, słodkich snów 
Data: 10 czerwca 2011, 00:12 
Adresat: Christian Grey 
                                        
Cóż, skoro tak ładnie prosisz i fundujesz mi taką rozkoszną groźbę, położę się do łóżka z iPadem, który mi podarowałeś, i zasnę, przeglądając Bibliotekę Brytyjską, słuchając muzyki, która mówi za Ciebie.
A xxx 
                                        
Nadawca: Christian Grey
Temat: Jeszcze jedna prośba 
Data: 10 czerwca 2011, 00:15 
Adresat: Anastasia Steele 
                                        
Śnij o mnie.
x
Christian Grey
Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc. 
                                                                                      
Śnić o tobie, Christianie Greyu? Zawsze. 
Szybko przebieram się w piżamę, myję zęby i daję nura pod kołdrę. Wkładam do uszu słuchawki, spod poduszki wyciągam sflaczałego Charliego Tango i mocno go tulę.  
A jeżeli chodzi o sflaczałego Charlie'ego Tango, to chodzi tu o jakiś balon w kształcie helikoptera, który jej podarował czy coś, nie pamiętam już i mam dosyć tłumaczenia fabuły za aŁtorkę. 
Fuj, kto tuli sflaczałe balony? Przecież są brudne, zakurzone i się tak obleśnie marszczą.
                                     
Przepełnia mnie radość, a na twarzy mam niemądry, szeroki uśmiech. Jeden dzień, a jaka różnica. I jak ja mam teraz zasnąć?                                      
José Gonzalez zaczyna nucić kojącą melodię z hipnotyzującymi gitarowymi riffami, a ja odpływam powoli do krainy snów, zdumiewając i zachwycając się tym, jak świat naprawił się w ciągu jednego wieczora. I zastanawiam się leniwie, czy nie powinnam skompilować playlisty dla Christiana. 

Playlista dla Christiana? Pozwolisz, że zaproponuje kilka kawałków:
-Midnight Oil- The Dead Heart
-Queensryche- The Thin Line
-La Roux- I'm not your toy
-Florence+The Machine- Kiss with the Fist
-Quiet Riot- Run for cover
-Scissor Sisters- I can't decide whether you should live or die
-Fall Out Boy- My songs know what you did in the dark
-Nickleback- Never Again
-Adele- That's it, I Quit, I'm Movin' On
-Alicia Keys ft. Jack White- Another Way to Die
-Bad Company- The Way I Choose
-Foreigner- Cold as Ice
-Sia- Straight for the Knife
-Sia- Fire Meet Gasoline
-Taylor Swift- We Are Never Getting Back Together
-Three Days Grace- I Hate Everything About You
-The Warlocks- Zombie Like Lovers

I ja, i ja!

The Knife - One Hit
Arctic Monkeys - Snap Out Of It
Kim Wilde - You Keep Me Hangin' On
Bloodhound Gang - The Bad Touch
Bon Jovi - You Give Love a Bad Name
Culture Club - Do You Really Want To Hurt Me
Depeche Mode - Dangerous
Depeche Mode - Master And Servant
Emilie Autumn - I Want My Innocence Back
The Family Rain - Don't Waste Your Time
Fever Ray - If I Had A Heart
Freddie Mercury - Mr. Bad Guy
The Knife - Wanting To Kill
Lady Gaga - Bad Romance
Ladytron - Destroy Everything You Touch
Lilly Allen - Fuck You
Pet Shop Boys - What Have I Done To Deserve This
Pink Floyd - What Do You Want From Me
Queen - Liar
Queen - I Want To Break Free
The Raveonettes - Heart of Stone

I cytując Jacka Blacka  "Czytaj między wierszami":


36 komentarzy:

  1. Mam ochotę skopać biurko podczas czytania.Jaka ta dziewucha jest głupia!!!!
    Analiza świetna, jak się cieszę, że wróciłyście.
    Czy on nie mógłby sobie znaleźć jakiejś innej kobiety, która lubi sado-maso i po kłopocie? Tak tylko pytam.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy dla mnie też tłumaczenie nazwiska Greya wydaje się takie strasznie sztuczne i na siłę? To znaczy, dlaczego w ogóle to robić?
    Cały czas zadawałam sobie dokładnie to samo pytanie...

    Bo trzeba było wymyślić mu jakieś pieszczotliwe przezwisko, a "Pupuś" jest już zajęty.
    KWIIIK!

    Z przerażeniem zakrywam dłonią usta. Kurwa mać. Do gardła podchodzi mi żółć.
    – To mocno popieprzone – szepczę.
    – Na pięćdziesiąt sposobów.

    Ja pierdzielę. Myślałam, że tak słabe dialogi/tłumaczenia prosto z dupy mogę spotkać tylko w obyczajówkach za piątaka z nadmorskich kiermaszów książki - a tu proszę, światowy bestseller!

    Przecież to jest jakaś tragedia. Wyrzuciwszy wszystkie zbędne, drewniane opisy brania i odkładania przedmiotów tudzież przeżuwania jedzenia oraz pozbawiwszy interakcje tych wszystkich nic nie wnoszących nabrzmiałych, przepełnionych czymś głosów, mrugań, spojrzeń, pomruków, szeptów i wydęć ust - otrzymalibyśmy jakieś dwadzieścia stron akcji właściwej. O ileż świat byłby wtedy piękniejszy!

    Btw - czy ktoś jest w stanie sprawdzić, czy dzieło aŁtorki sponsorowały potajemnie znane firmy? Bo nie widzę innego sensu upychania w treści opisów funkcjonalności i aplikacji urządzeń, i stosowania z uporem maniaka nazw konkretnych produktów, zamiast słów typu "telefon", "laptop", "odtwarzacz". Nosz qrwa.

    A może prezes firmy z jabłkiem groził jej wybatożeniem rzepą, jeśli nie napisze ona książki, w której chociaż raz na rozdział zastosuje nazwę MacBook Pro? I stąd cała inspiracja?! :O

    OdpowiedzUsuń
  3. Z każdą kolejną analizą Greya widzę coraz mniej różnic między tą "książką" a zwykłymi, głupawymi opkami. Tylko tutaj nie ma ortów, interpunkcja też nie leży i nie kwiczy.
    "Jezu Chryste, strawa" mnie zabiło :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Matko świnto, to "arcydzieło światowej literatury erotycznej" to dno dna, wodorosty i tysiąc metrów mułu. Przyznam, że jedyny mój kontakt z tym cudem ma miejsce wyłącznie poprzez analizę, bo strawić tego bez kwikaśnych komentarzy nie sposób. Przecież to jest tak diablo nudne, beznadziejne i rzygopędne, że "head is small" (jak żartobliwie mawiał mój kolega). Pojęcia nie mam, co trzeba mieć (lub raczej nie mieć) w głowie, żeby się tym zachwycać i podniecać. Toż niejedno pornoopko o TH, popełnione przez napaloną gimnazjalistkę, ma w sobie więcej erotyzmu i jakąś konkretną fabułę. Ufff...!Szczerze podziwiam Was za samozaparcie, ja bym wymiękła po kilku pierwszych stronach.

    OdpowiedzUsuń
  5. A ja wróciłam do starych analiz -Amisza wśród wilków,cudowne.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja również znam to "arcydzieło" z Waszych analiz , które są przecudowne i najlepsze! Czekam na dalszą część!
    Ogólnie jednak ten wykwit twórczości E.L. James jest przerażający ( pomijając, że głupi i nudny do granic)... Serio, jak spisze się te wszystkie teksty świadczące o manipulacyjnym i psychopatycznym charakterze Greya to okazuje się że równie dobrze mogłyby one się znaleźć w jakimś spisie wspomnień kobiet, które uciekły przed przemocą domową. :
    Spójrzcie na to:
    "- Potem, kiedy już wyszłam, uświadomiłam sobie, że ból fizyczny, który mi sprawiałeś, nie był taki zły jak ból towarzyszący świadomości, że cię straciłam. - Lubię go takiego władczego, o ile tylko nie muszę obawiać się kary.
    Ma propozycję. Jaką tym razem? Przez moją głowę przemyka kilka scenariuszy: porwanie, praca dla niego"
    Widzicie? Z takiego wyciągu cytatów na dobrą sprawę mogłaby powstać zupełnie inna opowieść.
    Swoją drogą w necie jest akcja bojkotująca film - aby zamiast na bilet przeznaczać pieniądze na organizacje walczące z przemocą wobec kobiet. #‎50dollarsnot50shades‬

    OdpowiedzUsuń
  7. Ah i jeszcze muszę dodać, że totalnie rozgromił mnie opis podlinkowanej książki "50 sposobów na zdobycie kochanka". Po prostu cudo!:
    "Niemniej jednak przez pięć ostatnich miesięcy zbierała się na odwagę, aż w końcu spytała (wysyłając SMS-a) pewnego mało atrakcyjnego łysola, czy nie zechciałby się z nią umówić. Odpowiedź jest okrutna – mężczyzna odpisuje, że woli raczej w samotności obejrzeć Opowieści z Narnii na DVD" :D Kwiiiik

    OdpowiedzUsuń
  8. Na dzień dobry powiem, że czytam waszą Analizatornię chyba od samego początku. Jakoś tak wyszło, że nigdy nie komentowałam. Skryty człowiek jestem.

    Tym razem jednak się uzewnętrznię, bo muszę. Tylko błagam, zanim ktoś zacznie mnie krytykować w odpowiedziach (to nie do autorek, do nikogo wprost. Tak po prostu. Boję się ludzi w internetach), przeczytajcie moją wypowiedź do końca.
    Analiza oczywiście cudowna i bardzo kwikable. Ale! Co chciałam przede wszystkim powiedzieć, to że bardzo, bardzo cieszę się, że powróciłyście w wielkim stylu.
    Wasze pierwsze analizy były genialne. Później jednak, tuż przed przerwą, coś się popsuło. Miałam nawet komentować, ale jakoś nigdy się nie zdobyłam. Wydawało mi się, że na moment zgubiłyście ideę analiz - bardziej niż na błędy, zwracałyście uwagę na to, by wasze komentarze były zabawne i złośliwe. A analiza ma polegać na tym, by - odkrywcze! - analizować. Podkreślać co jest złe i chwalić co dobre. Przez moment czułam niesmak, że zapomniałyście o swojej misji; miałam przykre wrażenie, jakby wasza analizatornia z poważnej gazety stawała się powoli tabloidem. Zapewne nie o to wam chodziło i osobiście macie inne odczucia, ale ja odbierałam to właśnie w taki sposób.
    To jednak jest przeszłość. Przerwa doskonale wam zrobiła. Dawno już żadnej analizy - a muszę powiedzieć, że połykam ich sporo - nie czytało mi się tak lekko i przyjemnie. Nic tutaj nie było na siłę; ani razu nie miałam wrażenia, że jakiś komentarz powstał tylko po to, by sprostać wymaganiom czytelników. To wszystko było naturalne. Już nie będę podkreślać, które komentarze szczególnie mnie rozbawiły, ale przyznam za to, że kilka z rzędu spowodowało u mnie coraz głośniejszy śmiech.
    Naprawdę, obie części analizy tego dzieUa były na 5+. Oby tak dalej, trzymam za was kciuki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Analiza wspaniała! Czytałam (niestety) kiedyś obie te nieszczęsne książki i nie mogłam szczerze uwierzyć, że TO odniosło taki sukces. Skrycie marzyłam, żeby ktoś w końcu wziął się za tę szmirę i zanalizował. I spełniło się! Wasze komentarze są cudne w obu analizach i tylko z nimi udało mi się na nowo przebrnąć przez to cuś ;)
    Pozdrawiam i życzę weny i siły na kolejne analizy
    C.L.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czekamy grzecznie na kolejna analizę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W przygotowaniu, wrzucamy już niebawem :)

      Usuń
  11. Czekamy, machając pomponami!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  12. Wiecie, na anglojęzycznych stronach analizujących to coś, Grey dostał ksywkę Chedward.
    Nigdy więcej nie tknę sera Cheddar już.
    Analiza wyborna!
    E.

    OdpowiedzUsuń
  13. Przepiekna. A tak na marginesie: Czytałam wymianę Maili będąc skrajnie zmęczoa, jednak jechałam metrem i musiałam coś robić by nie podzielić losu moich Sitznachbarn (sąsiedzi na siedzeniach ;) ). W pewnym momęcie przeczytałam ,, Kurwa, idź już spać ana" co mnie natychmiast obudziło i pomyślałam że to najtrafniejsza i najśmieszniejsza część książki. Niestety, mea culpa, zmęczone oczy spłatały mi figla. Eh.

    Nie-ma

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkiego naj na Święta! Pogody,spokoju i uśmiechu!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  15. Długo was tutaj nie było. Tęsknimy!

    OdpowiedzUsuń
  16. Kiedy możemy liczyć na kolejną czesc? :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Popieram wszystkich pytających "kiedy następna analiza?", biorąc pod uwagę fakt ile już czekamy z pewnością się nie zawiodę. Będzie zarąbista. :3

    OdpowiedzUsuń
  18. Też nie mogę się doczekać jak coś dodacie :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Jejku, od lutego do teraz minęło tyle czasu...tyle czasu bez waszej analizy...ja naprawdę polubiłam waszą analizatornię..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Analiza będzie - prędzej czy później, ale postaramy się dodać nowy post jak najszybciej ;)

      Usuń
    2. Zapewniam że wszyscy nie możemy się już doczekać. =^•^=

      Usuń
  20. Z racji tego, że niedługo "ukarze się" książka opisująca wydarzenia z trylogii James pisana z perspektywy Greya, proszę was, drogie Obrończynie, żebyście i to uczciły analizą. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Wróóóóćcie :( Prosimy, powróćcie do nas. Na zachętę mam taki oto twór okołopotterowy: http://smierciozerczyni.blogspot.com.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziewczyny, serio, brakuje mi waszego humoru i stylu wypowiedzi. Jestem zdesperowana. Przeczytałabym nawet chyba wasze opowiadania z czasów przedszkolnych. Wróćcie, proszę! ☺

    OdpowiedzUsuń
  23. Ej, dziewczyny, czyżbyście opuściły nas już na zawsze? ;__;
    Czekam choćby na jakąś odpowiedź, znak, sygnał... COKOLWIEK.
    !a teraz mały szantaż!
    Albo coś piszecie, albo ZARAZ zabieram się do literackiej próby samobójczej, mianowicie: przeczytam 50 twarzy Szarego. :O

    A tak serio - choćby jakaś pożegnalna notka, jakoś tak, żeby nas nie zostawiać od tak - bez słowa.

    OdpowiedzUsuń
  24. Właśnie, duchu,jeśli jesteś, puknij raz.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  25. Ten warsztat analizatronii nie żyje. Nie mam pojęcia co jest tego powodem, ale chociaż jedna notka, która oficjalnie zamyka stronę i zarazem niszczy znikomą już nadzieję na dalsze posty nie zrobi większej różnicy?

    OdpowiedzUsuń
  26. O lol to tutaj z lutego jest xDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  27. PIERWSZY ROZDZIAŁ JUŻ 4 PAŹDZIERNIKA! ZAPRASZAMY! - http://hogwartshore.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  28. Ktoś tu jest poza mną?

    OdpowiedzUsuń