poniedziałek, 2 lutego 2015

Ciemniejsza strona Greya, czyli nasz masochizm jest bardziej masochistyczny niż Ana Steele

Wracamy! I to z nie byle czym, drodzy czytelnicy! Pamiętacie może głośną powieść erotyczną, którą zaczęłyśmy analizować kilka miesięcy temu? Nie zgadniecie, będzie ekranizacja! 
No dobra, żarcik, dobrze wiemy, że macie już kupione bilety na premierę i szukacie tylko odpowiednio głośno chrupiącego popcornu. 
Otóż po tak długiej rozłące stwierdziłyśmy, że należy Wam się od nas coś specjalnego. A że 50 twarzy Greya z pewnością w jakimś stopniu "specjalną" książką jest, zapraszamy na lekturę (powolną i bolesną) jej drugiej części (tak, jest druga, a nawet trzecia). Dla tych, którzy nie przeczytali pierwszej, zapraszamy na małe podsumowanie z tego co wydarzyło się do tej pory. 

Przedmiot analizy: E.L. James, Ciemniejsza strona Greya, Sonia Draga 2012

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja

W poprzedniej części:
Ana, niczym nie wyróżniająca się kobieta-ameba, za sprawą niesamowitego i trudnego do uwierzenia zbiegu okoliczności poznaje Christiana – zabójczo zajebistego, idealnego w każdym calu milionera, za którym wzdycha każda kobieta i część mężczyzn. 
O dziwo, szybko okazuje się, że charyzmatyczny (tak przynajmniej twierdzi aŁtorka) Christian jest zainteresowany kobietą-amebą i postanawia ją uwieść!
Ana jednak nie podejrzewa, że Christian w życiu prywatnym lubi latać szybowcami i okładać przywiązane do łóżka kobiety pejczem, co widocznie odbija się na ich wzajemnych relacjach.
Niedoświadczona w każdy możliwym aspekcie Ana musi zadać sobie zasadnicze pytanie: czy jest w stanie dostosować się do niecodziennego sposobu życia Greya. 
Przez cały pierwszy tom z bólem w zębach obserwujemy wewnętrzne zmagania Any z dylematami natury moralnej, wiedząc, że jakiejkolwiek bucery nie odstawiłaby Grey, Ana nadal będzie się do niego śliniła i jesteśmy nawet odrobinę zdziwieni (ale tylko odrobinę, bo czytaliśmy Zmierzch i wiemy co się stanie), kiedy cały ten pseudo-związek zaczyna się sypać.
Dlaczego? zapytacie. Otóż nie dlatego, że Christian chce kontrolować każdy aspekt życia Any, jadąc do jej rodziny, chociaż wiedział, że Ana tego nie chce. Ani nie dlatego, że jest chorobliwie zazdrosny o każdego przedstawiciela płci męskiej, który zbliży się do niej na mniej niż dziesięć kilometrów. 
Nie, ich związek, jeżeli można to tak nazwać, bo znali się nie więcej niż trzy tygodnie, zakończył się, kiedy Christian za karę zaczyna okładać Anę pasem. Ona w przebłysku geniuszu i instynktu samozachowawczego rzuca go w cholerę i w ten oto sposób kończy się pierwszy tom tego niesamowitego dzieła literatury światowej. 

PROLOG
…Który absolutnie nic nie wnosi do właściwej akcji książki. Dziecko widzi, jak mężczyzna znęca się nad jego matką. Naturalnie wszyscy wiemy, że dzieckiem jest Christian i aŁtorka w nieudolny sposób próbuje wyjaśnić, dlaczego później miał ciągotki do bicia ludzi w sypialni, ale to okazuje się dopiero jakieś dwieście stron dalej. Do tej pory jesteśmy skonfundowani i zastanawiamy się nad swoimi wyborami czytelniczymi. 

ROZDZIAŁ PIERWSZY
Przeżyłam Dzień Trzeci po Christianie i pierwszy dzień w pracy.
Ach, ty dzielna, niezależna kobieto, która nie potrzebuje mężczyzny do szczęścia. 

 Przynajmniej miałam się czym zająć. Nowe twarze, nowe obowiązki i pan Jack Hyde.
Nie wiedziałam, że on miał na imię Jack.


Subtelna podpowiedź, że bohater jest szwarccharakterem – checked.
Ciesz się, że nie miał na imię Jekyll.
Aczkolwiek jakoś tak podejrzanie oba imiona zaczynają się na tę samą literę.
Bo to takie dyskretne mrugnięcie aŁorki w stronę publiczności.

Pan Jack Hyde... opiera się właśnie o moje biurko. Uśmiecha się, a w niebieskich oczach pojawia się błysk.
Boru, już zapomniałam, że ta książka była pisana w czasie teraźniejszym niedokonanym i jak bardzo nie lubię tej formy. Swoją drogą, przygotujcie się na opisywanie każdej, najmniejszej nawet czynności wykonanej przez bohaterów. Żadne mrugnięcie, westchnięcie, mruknięcie i wzruszenie ramionami nie wymknie się czujnemu oku aŁtorki.
A Żabencja jest tak masochistyczna, że czyta właśnie trzeci tom i już teraz może ostrzec, że pojawią się nawet opisy chodzenia do toalety.

– Doskonała robota, Ano. Coś mi się zdaje, że świetny z nas będzie team.
Jutro, dwudziesta, u mnie czy u ciebie?
Biorąc pod uwagę poziom pracy Any, który będzie opisany w późniejszych rozdziałach, jego zachwyt jest przedwczesny. Ale do tego jeszcze dojdziemy.

Jakimś cudem udaje mi się wygiąć usta w coś na kształt uśmiechu.
– Będę się zbierać, jeśli nie masz nic przeciwko – bąkam.
Bąkam.
Dlatego forma niedokonana bywa zła.

Tak od 27 sekundy. 
Poza tym, droga Ano, jesteś pierwszy dzień w nowej pracy, to szef decyduje, kiedy idziesz o domu.

– Jasne, jest piąta trzydzieści. Do zobaczenia jutro.
– Do zobaczenia.
Zakładam żakiet, biorę torebkę i opuszczam redakcję. Gdy już otula mnie wieczorne
powietrze Seattle, biorę głęboki oddech. Niestety, nie wypełniam w ten sposób próżni w klatce piersiowej, próżni, którą noszę w sobie od sobotniego ranka, boleśnie przypominającej o tym, co utraciłam.
Biorę torebkę, biorę oddech, a teraz biorę prozac.
Skarbie, nie utraciłaś, bo po pierwsze to ty go rzuciłaś, a poza tym, nie przesadzaj z dramą, znaliście się nie więcej niż miesiąc, a ostatnio jak się widzieliście, to cię pobił, więc ja bym powiedziała, że strata nie jest zbyt wielka. 
Więcej, bił ją pasem na jej własne życzenie. Jakkolwiek źle to brzmi.

 Z opuszczoną głową idę w stronę przystanku autobusowego, patrząc pod nogi i dumając nad życiem bez ukochanej Wandy, mojego starego garbusa... czy audi.
Bohaterka ma problem, nie wie czy jeździ garbusem czy audi. Domyślam się, że szukanie samochodu na parkingu przed centrum handlowym zajmuje jej sporo czasu. 

Tę myśl natychmiast od siebie odsuwam. Nie. Nie myśl o nim.
Wspomnienia o audi najwidoczniej są zbyt bolesne. 

Oczywiście, że stać mnie na samochód – fajny i nowy. Podejrzewam, że podczas wypisywania czeku Christian wykazał się przesadną hojnością. Myśl ta pozostawia w mych ustach gorzki smak, 
Jeśli ta myśl nie brzmiała '"sześć kolejek whisky" i nie została zrealizowana, to ja nie wiem, skąd ten gorzki smak.
Problemy z wątrobą może?

ale ją także odsuwam i z całych sił próbuję się cofnąć do stanu otępienia. Nie mogę o nim myśleć. Nie chcę znowu się rozpłakać, zwłaszcza na ulicy.
Biedactwo, naprawdę była przywiązana do tego audi.
No wiesz, w sumie też mi by było żal, jakbym straciła samochód...

Mieszkanie jest puste. Tęsknię za Kate. Oczami wyobraźni widzę, jak wyleguje się na plaży na Barbados, sącząc zimny koktajl. Włączam telewizor, żeby jakieś dźwięki wypełniły próżnię i zapewniły mi coś na kształt towarzystwa, ale nie słucham ani nie oglądam.


Siedzę i niewidzącym wzrokiem wpatruję się w ścianę. Jestem odrętwiała. Nie czuję nic prócz bólu. Jak długo będę musiała przez to przechodzić?
Twój pierwowzór, khe, literacki, spędził w takim stanie pół roku, a wcześniej jeszcze melodramatycznie leżał w lesie, uznaj to za odpowiedź.
Spokojnie, tym razem autorka nie jest tak wytrzymała psychicznie i nie skaże nas na brak Christianowych pośladów na zbyt długo.

Z tych pełnych udręki myśli wyrywa mnie dzwonek domofonu. Serce na chwilę mi zamiera. Kto to może być? Wciskam guzik.
Do tego akapitu jakoś tak dziwnie pasuje mi Shazza jako podkład muzyczny.


– Przesyłka dla panny Steele – rozbrzmiewa znudzony głos, a mnie zalewa fala
rozczarowania. Apatycznie schodzę na dół. O drzwi wejściowe opiera się młody chłopak głośno żujący gumę. W objęciach piastuje duży karton.
A kurier młody, a kurier młody, karton ten piastuje
I Józef Stalin, i Józef Stalin, toto pielęgnuje...
"Kurierzy, piastuni kartonów" powinno być albo hasłem Fed-Exu albo tytułem dziwnego porno.
Mówisz i masz.


Kwituję odbiór przesyłki i zabieram ją na górę.
Karton jest spory i zaskakująco lekki. W środku znajduję dwa tuziny długich białych róż i kartkę.
Biała róża jest symbolem dziewictwa i Matki Boskiej, ponadto symbolizuje miłość niewinną i czystą. Że się tak wyrażę  owned.

Gratulacje z okazji pierwszego dnia w pracy.
Mam nadzieję, że się udał.
I dziękuję Ci za szybowiec.
Zajął honorowe miejsce na moim biurku.
Christian
*próbuje przypomnieć sobie, o co chodziło i uznaje, że może to pozostać jakąś wyuzdaną metaforą*

Wpatruję się w tych kilka wydrukowanych linijek, a otchłań w mojej piersi staje się jeszcze
większa. Jak nic wysłała to jego asystentka.
Tak, na pewno! A on pewnie jeszcze napluł na te róże! A jak asystentka adresowała paczkę, to on ją jeszcze posuwał na biurku!
Dlatego pismo było trochę krzywe.

Christian najpewniej mało miał z tym wspólnego. To zbyt bolesne, żeby o tym myśleć. Przyglądam się uważnie różom – są piękne i jakoś nie mogę się przemóc, aby wyrzucić je do kosza. Kierowana poczuciem obowiązku udaję się do kuchni, aby poszukać jakiegoś wazonu.
Niechybnie żeby zatłuc się nim na śmierć z żalu i tęsknoty... z tego poczucia obowiązku się zatłuc.

Wypracowuję pewien rytm: pobudka, praca, płacz, sen. 
Jedzenie boleśnie przypomina jej chwile, gdy Christian czule kazał jej jeść, toteż ta aktywność nie mieści się już w grafiku.

A przynajmniej próby zaśnięcia.
Nawet w snach nie jestem w stanie przed nim uciec. Szare płonące oczy, widoczne w nich zagubienie,
Nie wiem co widać w oczach, które płoną, ale wątpię, aby było to zagubienie. 
Też tego nie wiem, ale smród pewnie jest nieziemski.

lśniące gęste włosy – wszystko to bez końca mnie prześladuje. No i muzyka... tyle muzyki – nie mogę jej znieść.
To brzmi jakby opisywała jakiś rave, a nie związek.

Za wszelką cenę staram się jej unikać. Nawet dżingle reklamowe sprawiają, że przechodzi mnie dreszcz.
Jeśli wśród nich jest ostatnia reklama Media Expert, to całkiem cię rozumiem.
Wyobraziłam sobie jak zaczyna spazmatycznie szlochać na każdej stacji metra, kiedy puszczają sygnał zamknięcia drzwi.

Z nikim nie rozmawiałam, nawet z mamą czy Rayem. Czcza gadanina mnie teraz przerasta.
To urocze, że z góry zakładasz, że rozmowa z bliskimi ci nie pomoże, bo mama i Ryan zaczną gadać o smażeniu placków czy czymś takim.

Nie, nie mam na to ochoty. Stałam się samotną wyspą. 
Taa, ja jestem nagą wyspą, a ty jesteś namiętną falą, czaisz?


Spustoszoną wojną ziemią, na której nic nie rośnie i gdzie horyzont jest nagi. Tak, to ja.
Nie mogę z ilością dramatu w tej książce. To brzmi przynajmniej tak, jakby Christian był jej ukochanym mężem od dwudziestu lat i w zeszłym tygodniu na jej oczach przejechał go walec drogowy. To znaczy, ja rozumiem, że można się do kogoś przywiązać, szczególnie przy tak intensywnych relacjach, ale żeby po zerwaniu związku, który trwał kilka tygodni, mówić, że jest się spustoszoną wojną ziemią?
Wcześniej, to jest na koniec pierwszego tomu, stwierdziła "poszłam za głosem serca i mam teraz obolałą dupę i złamaną duszę".
Poetyka tej książki niezmiennie mnie wzrusza...

 W pracy jakoś daję sobie radę, ale nic poza tym. Jeśli porozmawiam z mamą, wiem, że spadnę jeszcze niżej – a przecież znajduję się już na samym dnie.
Mam problem z jedzeniem. W środę w porze lunchu cudem wmuszam w siebie jogurt. To
moja pierwsza strawa od piątku.
Albowiem pościć poprzysięgłam i strawy sutej żadnej ustami mojemi nie tykać, póty Krystian z Szarowa do odrzwi mych nie zapuka i trzech piór z hełmów krzyżackich nie przyniesie.

Jakoś funkcjonuję dzięki nowo odkrytej tolerancji wobec kawy latte i dietetycznej coli. Kofeina dodaje mi sił, ale też czyni niespokojną.
Wyobraźcie sobie, że ten tekst czytała Krystyna Czubówna. Nie żartuję...
A teraz wyobraźcie sobie, że czyta opisy seksu w tej książce: 
"Chwytam go za ramię i czuję twardy biceps. Niepewnie podnoszę ręce do jego twarzy i wsuwam palce we włosy. O święty Barnabo."

Jack nabrał zwyczaju pochylać się nade mną, irytując mnie tym, zadając pytania natury
osobistej. Czego on chce? 
To proste  chce, byś odebrała od niego specjalną paczkę, którą piastuje już zbyt długo.
W tym wypadku "priorytet do rąk własnych" nabiera zupełnie innego znaczenia.

Zachowuję się grzecznie, ale muszę trzymać go na dystans.
Siadam i zabieram się za stos zaadresowanej do niego korespondencji. Cieszę się z tej niewdzięcznej pracy, gdyż dzięki niej mam zajęte myśli.
Twoje życie takie trudne, odbieranie poczty tak niewdzięczne, ludzie tacy okropni, nic tylko zadźgać się mydłem w płynie.
A tę pompkę z butelki wsadzić sobie w oczodół.

 Słyszę sygnał nadejścia mejla i szybko zerkam na nadawcę.
A niech mnie. Mejl od Christiana. O nie, nie tutaj... nie w pracy.
Reaguje jakby to nie był mail ale gość w stroju konia, który musi wyśpiewać jej piosenkę na pocieszenie.




Nadawca: Christian Grey
Temat: Jutro
Data: 8 czerwca 2011, 14:05
Adresat: Anastasia Steele
Droga Anastasio,
Wybacz to nagabywanie w pracy. Mam nadzieję, że dobrze Ci idzie. Dotarły do Ciebie kwiaty?
Pamiętam, że jutro ma miejsce otwarcie wystawy Twojego przyjaciela. Jestem pewny, że nie miałaś czasu kupić samochodu, a to daleka droga. Z największą chęcią Cię tam zawiozę – jeśli tylko będziesz chciała.
Czekam na wiadomość.
Christian GreyPrezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.
W zasadzie nie wiem, czy Christian w tym momencie przekroczył skalę Bucomierza i właśnie jak gdyby nic próbuje nagabywać dziewczynę, która z nim zerwała, czy karton, który piastuje, zamókł doszczętnie od jego samotnych łez.

W moich oczach wzbierają łzy. Zrywam się z krzesła i pędzę do toalety, aby ukryć się w jednej z kabin. Wystawa José. Zupełnie o niej zapomniałam, a przecież mu obiecałam, że przyjadę. 
No cóż, nie bił cię ostatnio pasem, więc wyobrażam sobie, że spokojnie zapomniałaś o jego istnieniu. 

Cholera, Christian ma rację: jak ja tam dotrę?
Kiedy Ana z nim zerwała, zablokował większość ulic w mieście i przekupił wszystkich taksówkarzy oraz motorniczych tych pociągów kursujących do Portland pięć razy dziennie, a nawet kupił lotnisko i zamienił je w park wodny. Tak, ma świętą rację.
Nie wspominając o autobusach, wypożyczalniach samochodów i znajomych posiadających własne cztery kółka. Niestety, wychodzi na to, że Christian jest jedyną osobą w promieniu stu mil, która jest w posiadaniu środka transportu zdolnego przewieść Anę na otwarcie wystawy. Cóż za zbieg okoliczności. 

Czemu José nie zadzwonił? A skoro już o tym mowa, to czemu nikt nie dzwoni?
Może to czas zastanowić się nad swoim życiem? Poza tym, nazwijcie mnie bezduszną, ale nikt nie chce przebywać z osobą, która płacze na dźwięk reklamy płatków śniadaniowych.

Byłam tak rozkojarzona, że nawet nie zwróciłam uwagi na fakt, że mój telefon milczy.
Jasny gwint! Ależ ze mnie idiotka! Nie zmieniłam przekierowania i wszystkie połączenia
docierają do BlackBerry. 
Dobra, ból bólem, syf, kiła, mogiła i tak dalej, ale jeśli jesteś na tyle przytomna, by wyjść do pracy i normalnie wykonywać swoje obowiązki, to jakim cudem nie zauważyłaś, że telefon nie dzwoni? Prawdopodobnie twoja matka postawiła na nogi całe miasto, a twoje zdjęcie jest już na billboardach i na kartonach mleka. A policjanta pukającego do twoich drzwi pewnie wzięłaś za świadka Jehowy i dlatego nie otworzyłaś.

Cholera. To Christian odbiera moje telefony – chyba że wyrzucił BlackBerry do kosza. A skąd ma mój adres mejlowy?
Czekaj, mówisz, że twój były może być takim bucem, że odbiera twoje telefony i nawet cię o tym nie informuje, a mimo to za nim tęsknisz? 
I kto jest aż tak zblazowany, że wyrzuca Blackberry do kosza? Możecie się ze mnie śmiać, że u mnie taki to leżał rok w szufladzie, bo nie podobał się żadnemu z domowników, ale bez przesady.

Zna mój numer buta. Poznanie adresu mejlowego raczej nie nastręcza mu wielu problemów.
Znalazł go na fejsiku, a teraz co godzinę wchodzi na twój profil i jęczy.

Czy mogę się znowu z nim spotkać? Zniosłabym to? Chcę go zobaczyć? Zamykam oczy i odchylam głowę, a moje ciało przeszywa pożądanie. Oczywiście, że chcę.


Być może... być może jestem gotowa mu powiedzieć, że zmieniłam zdanie... Nie, nie i jeszcze raz nie. Nie mogę być z kimś, kto czerpie przyjemność z zadawania mi bólu, z kimś, kto nie potrafi mnie kochać.
A kto tu mówił o byciu razem? On ci tylko kazał żreć i naparzał cię szpicrutą.

Przez moją głowę przemykają dręczące wspomnienia: lot szybowcem, trzymanie się za ręce, pocałunki, wanna, jego delikatność gdy namiętnie łoił mnie pasem, poczucie humoru [łe?]
Przypominam, że mówimy o człowieku, który, jak Ana zażartowała sobie, że zrywa z nim kontakt (żart mało śmieszny, ale zawsze), przyjechał do niej do domu i zaczął okładać po dupie. 

 i mroczne, seksowne spojrzenie. 
W tym momencie jedyne co mi przychodzi do głowy to to:


Nie wiem jak wy, ale mi się te zdjęcie kojarzy jedynie z:


Nie żebym coś miała do Jamiego Dornama, w sumie to całkiem porządny z niego aktor, ale w zwiastunie do 50 Shitów wygląda wybitnie muppetowo.

Tęsknię za nim. Minęło pięć dni, pięć dni męczarni, które wydają się całą wiecznością.
Ej, ej, ej...chwila.
Nie widziała się z nim od pięciu dni?! Pięciu?! Pięć dni braku kontaktu to tak jakby standard w każdym normalnym związku, a ona jest już w stanie rzucić się pod pierwszy nadjeżdżający samochód?! Przez pięć dni zdążyła zostać "bezludną wyspą", "ziemią spustoszoną przez wojnę" czy inny badziew?
Właśnie. Zakochanemu człowiekowi zawsze czas dłuży się nieznośnie, gdy czeka na spotkanie ze swoim partnerem, ale nikt z tego powodu nie popełnia samobójstwa ekierką. Zwłaszcza, jeśli ten partner z chęcią dźgałby cię tą ekierką.
Poza tym jakie pięć dni, skoro po trzech dniach wysłał jej kwiaty? To już się nie liczy jako kontakt? 
Nie, to po prostu nękanie.
Ale w ich przypadku to przecież tak jakby normalne zachowanie z jego strony, więc Ana nie powinna narzekać.

Nocą zasypiam z płaczem, żałując, że odeszłam, żałując, że on nie może być inny, żałując, że nie jesteśmy razem.
Tak, ja i Tom Hardy mamy te same problemy...
 A do mnie Thor się ostatnio nie odzywa – wiem, naparza tych lodowych gigantów, ale mógłby napisać choć smsa.
Ach, ci faceci, wszyscy są tacy sami!

Jak długo będzie trwać ta udręka? Jestem w piekle.
No cóż, nic nie mówię, ale każdemu to, na co zasłużył.
  
Oplatam się ciasno ramionami, aby nie rozpaść się na kawałki.
Opowiedz nam jeszcze o pulsującej, wirtualnej ranie w piersi. Brakuje mi jeszcze kilku pustych stron w książce, które mają obrazować jej wewnętrzną jałowość, ewentualnie rozrywającego ciuchy lipnego wilkołaka.

Tęsknię za nim. Naprawdę tęsknię... Kocham go. To proste.
Poważnie, ile jeszcze będziemy musiały czytać o tym, jak to jest jej ciężko, bo rzuciła faceta? Nie chcę tu wyjść na sukę bez serca, ale to zaczyna być nudne. I wcale nie wzbogaca obrazu Any jako osoby niedojrzałej emocjonalnie, nie będącej w stanie samodzielnie funkcjonować.

Anastasio Steele, jesteś w pracy!
Oj nie przesadzaj, dopiero co podkreślałaś, jaka ta twoja praca jest niewdzięczna. 

 Muszę być silna, ale chcę jechać na wystawę José. Kryjąca się głęboko we mnie masochistka pragnie zobaczyć się z Christianem.
Głęboko? Ty swój masochizm nosisz jak Osioł ze Shreka swoje lęki, jak odzież wierzchnią.

Biorę głęboki oddech i wracam do biurka.

Nadawca: Anastasia Steele
Temat: JutroData: 8 czerwca 2011, 14:25
Adresat: Christian Grey
Cześć, Christianie,
Dziękuję za kwiaty, są śliczne.
Tak, byłabym wdzięczna za podwiezienie.
Dziękuję.
Anastasia Steele
Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego SIP
*odgłos walenia głową o ścianę*
Nie, nie i jeszcze raz nie! Jak bardzo bezwolną, bezmózgą meduzą jesteś, skoro już pięć dni później po rozejściu się z facetem, którego stylu życia nie jesteś w stanie zaakceptować, umawiasz się z nim na spotkanie?! Świetnie, pokazujesz tym samym, jak bardzo nie liczysz się z własnymi decyzjami, bo wystarczyły kwiatki i jeden mail, byś zaczęła rozważać zmianę zdania. Zatem nie pierdziel potem, że inni się z tobą nie liczą.
Drodzy czytelnicy, pamiętajcie ten tekst następnym razem, kiedy ktoś będzie opisywał bohaterkę jako samodzielną/ inteligentną/ silną kobietę.

Sprawdziwszy telefon, stwierdzam, że połączenia rzeczywiście nadal są przekazywane do
BlackBerry. Jack jest na spotkaniu, więc szybko wystukuję numer José.
– Cześć, José. Z tej strony Ana.
– Witaj, nieznajoma. – Głos ma taki ciepły i życzliwy, że samo to niemal wystarcza, bym
pod powiekami znowu poczuła łzy.
– Nie mogę długo rozmawiać. O której mam jutro być?
– Jednak przyjedziesz? – Słychać, że jest podekscytowany.
Wydzwaniałem do ciebie przez pięć dni, za każdym razem odbierał jakiś żłób mówiąc, że mnie nienawidzisz, cieszę się, że tak nie jest.

– Naturalnie. – Uśmiecham się szczerze po raz pierwszy od pięciu dni.
– O wpół do ósmej.
– No to do jutra. Pa, José.
– Pa, Ano.

Nadawca: Christian Grey
Temat: JutroData: 8 czerwca 2011, 14:27
Adresat: Anastasia Steele
Droga Anastasio,
O której mam po Ciebie przyjechać?
Christian Grey 
Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

Nadawca: Anastasia Steele
Temat: JutroData: 8 czerwca 2011, 14:32
Adresat: Christian Grey
Wernisaż José zaczyna się o 19:30.
Którą godzinę proponujesz?
Anastasia Steele
Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego SIP

Nadawca: Christian Grey
Temat: JutroData: 8 czerwca 2011, 14:34
Adresat: Anastasia Steele
Droga Anastasio,
Do Portland jest kawałek drogi.
Będę po Ciebie o 17:45.
Czekam z niecierpliwością na nasze spotkanie.
Christian Grey
Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.
Ten teges, Google Maps mówi, że trasa z Seatte do Portland to idealne 2 godziny 45 minut - okej, później się dowiemy, że normalna komunikacja jest dla frajerów i Christian zabierze ją tam helikopterem *chwila na zdegustowane mlaśnięcie*, ale jej nie dziwi, że będą jechać tak krótko? Jeszcze przy zastrzeganiu, jaki to kawałek drogi? 

Nadawca: Anastasia Steele
Temat: Jutro
Data: 8 czerwca 2011, 14:38
Adresat: Christian Grey
W takim razie do zobaczenia.
Anastasia Steele
Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego SIP
Z przyjacielem zamieniła kilka słów, a z Szarym to ma czas na radosne mejlowanie. Nie wiem, czy to jakiś relatywizm moralny, czy po prostu bycie ziemniakiem.
Czy my w ogóle musimy czytać te wszystkie nagłówki? Ja wiem, że to ma wyglądać na wymianę maili, ale wydaje mi się, że wszyscy ogarnęli to już za pierwszym razem i już nie potrzebujemy wiedzieć, że Christian nie usuwa oficjalnej stopki przy prywatnych mailach.

O rety. Spotkam się z Christianem. Po raz pierwszy od pięciu dni notuję minimalną poprawę nastroju. I zastanawiam się, co u niego.
Tak, to bardzo zdrowe podejście w przypadku, kiedy zerwałaś z facetem. 
Z TYM facetem, dodajmy. Problem nie leży w tym, że ona tęskni po zerwaniu, tylko w tym, że po zerwaniu z NIM  facetem, który chce mieć wgląd w każdą dziedzinę jej życia, który nie potrafi się z nią porozumieć i zasadniczo ma odmienne oczekiwania co do charakteru ich związku  ona jest już po pięciu dniach wyjałowioną ziemią, gołym horyzontem, gołą wyspą i wuj wie czym. Gdzie jest jakieś poczucie ulgi, że wyplątała się z tego toksycznego układu, gdzie jakieś minimalne zadowolenie z siebie, że sama zdobyła się na ten krok?  

Tęskni za mną? Prawdopodobnie nie tak, jak ja za nim. Znalazł sobie nową uległą? Ta myśl jest tak bolesna, że natychmiast ją od siebie odsuwam. Spoglądam na stos korespondencji Jacka i biorę się za jej sortowanie, próbując jednocześnie po raz kolejny wyrzucić Christiana z myśli.
To zasadniczo ty chcesz go wyrzucić z myśli, czy się beztrosko z nim umawiasz?

 

Tego wieczoru przed zaśnięciem przekręcam się bez końca z boku na bok, ale po raz pierwszy od kilku dni nie płaczę do poduszki.
Oczami wyobraźni widzę twarz Christiana w chwili mojego odejścia.
Pochylmy się nad tym fragmentem i przestańmy się łudzić, że ich zerwanie będzie trwało dłużej niż kolejne dwadzieścia cztery godziny.

Prześladuje mnie widoczna na niej udręka. Pamiętam, że nie chciał, abym odeszła, co było dziwne. Czemu miałabym zostać, skoro nastąpił impas? Oboje mieliśmy problemy: ja ze strachem przed karą, 
OK, ja rozumiem, że ten cały szum z BDSM w tej książce, i że to jest tak strasznie obciążające psychicznie, ale w sumie to się dobrze bawią, ale NIKT, powtarzam, NIKT nie może bać się swojego partnera i nadal nazywać czegoś takiego związkiem. BDSM polega na uległości, oczywiście, ale podstawą takiego stylu życia jest zaufanie, nie da się być w podobnym związku, bojąc się swojego partnera, ergo, nie ufając mu wystarczająco, aby wiedzieć, że nie zrobi ci krzywdy. Jeżeli jeszcze raz ktoś mi powie, że ta książka jest taka świetna i uratowała czyjś związek, to pochlastam się.

on ze strachem przed... przed czym? Przed miłością?
Po raz kolejny przekręcam się na drugi bok i pełna bezbrzeżnego smutku tulę twarz do poduszki. On uważa, że nie zasługuje na bycie kochanym. Dlaczego tak myśli? Czy to ma związek z jego dzieciństwem? Biologiczną matką, narkomanką i dziwką?
Zdarza się tak, że osoby pozornie pewne siebie, odnoszące sukcesy, cierpią na niskie poczucie własnej wartości, bo wciąż dręczą ich negatywne przekonania albo trauma wyniesione z dzieciństwa. Ale psychologia tutaj jest tak subtelna, jak odrąbanie sobie nogi tępą siekierą.

Takie myśli dręczą mnie niemal do świtu, kiedy w końcu zapadam w płytki, niedający ukojenia sen.
Dzień ciągnie się bez końca, a Jack poświęca mi wyjątkowo dużo uwagi. Podejrzewam, że ma to związek ze śliwkową sukienką Kate i czarnymi kozaczkami na wysokim obcasie, które zwędziłam z jej szafy, ale nie zastanawiam się nad tym zbyt intensywnie. Postanawiam, że po pierwszej wypłacie udam się na zakupy. Sukienka jest luźniejsza niż ostatnio, ale udaję, że tego nie dostrzegam.
Instant pięciodniowa dieta. Przepraszam, ale żeby osiągnąć taki wynik w ciągu pięciu dni, musiałaby nie jeść absolutnie nic i na dodatek większość dnia spędzać na bieżni albo w saunie. Po pięciu dniach niejedzenia Ana może być co najwyżej mocno odwodniona. 
Edit: po głębszym zapoznaniu się z tematem wychodzi z tego tekstu jeszcze większa byczakupa. Otóż, po pierwsze, żeby odchudzać się tak szybko, trzeba mieć z czego. A przecież wiemy, że Ana już wcześniej była osobą dosyć szczupłą. Szybkie tracenie na wadze oznacza tak naprawdę tylko utratę wody z organizmu, nie samej tkanki tłuszczowej, co byłoby zasadniczo niezauważalne dla osoby postronnej. 

W końcu wybija piąta trzydzieści. Cała w nerwach chwytam żakiet i torebkę. Zaraz się z nim spotkam!
– Masz dzisiaj randkę? – pyta Jack, mijając moje biurko w drodze do wyjścia.
– Tak. Nie. Niezupełnie.
Unosi brew, wyraźnie zainteresowany.
– Chłopak?
Rumienię się.
– Nie, przyjaciel. Były chłopak.
Z którym idę na randkę, nierandkę, niezupełnierandkę...

– Może jutro chciałabyś wyskoczyć po pracy na drinka? Rewelacyjny pierwszy tydzień w
pracy, Ana. Powinniśmy to uczcić. – Uśmiecha się, a w jego spojrzeniu pojawia się lekko
niepokojący błysk.
Dziewczyna na pytanie, czy idzie na randkę, peszy się w oczywisty sposób? Zaproś ją na drinka, speszy się podwójnie! 

Z rękami w kieszeniach wychodzi przez dwuskrzydłowe drzwi. Marszczę brwi. Drink z
szefem – czy to dobry pomysł?
Lepszy niż seks z facetem, który próbuje kontrolować każdy element twojego życia. 
Ale w zasadzie czemu Jack zadał całkiem konkretne pytanie i od razu wyszedł, nie czekając na odpowiedź?

Potrząsam głową. Najpierw czeka mnie wieczór z Christianem Greyem. Jak ja sobie z tym
poradzę? Pospiesznie udaję się do toalety na ostatnie poprawki.
Staję przed dużym lustrem i przyglądam się uważnie swojej twarzy. Blada jak zawsze, a
jeszcze mam ciemne sińce pod zbyt dużymi oczami.
Bo duże oczy to taki porażający mankament urody. Zbyt duże są wtedy, kiedy przeginasz przy tworzeniu nowego Sima i zaczynają odstawać od twarzy.
Duże oczy, blada skóra, szczupła sylwetka, o mój Boru szumiący, jaka ona jest nieatrakcyjna według panujących kanonów urody!!!

Wyglądam mizernie. Żałuję, że nie jestem dobra w robieniu makijażu. Tuszuję rzęsy, maluję eyelinerem cienką kreskę na górnej powiece i szczypię policzki w nadziei na uzyskanie odrobiny koloru.
Polecam przekroić buraka i nim zrobić kolory, tak moja babcia robiła.

Układam włosy tak, że opadają mi na plecy i biorę głęboki oddech. To musi wystarczyć.
Nerwowo przechodzę przez hol i macham na pożegnanie siedzącej w recepcji Claire. Chyba
mogłabym się z nią zaprzyjaźnić. 
Co ma piernik do wiatraka? Jest pierwszą osobą od dawna, która jej odmachała, a nie pokazała środkowy palec, dlatego jest tak poruszona?
Nie ma wysokich standardów najwidoczniej. Jeżeli tak reaguje na kogoś, kto jej odmachuje, to jak reaguje na ludzi, którzy przepuszczają ją w drzwiach?
Podejrzewam, że kończy się to zakazem zbliżania się.

Gdy idę w stronę drzwi, Jack akurat rozmawia z Elizabeth.
Elizabeth jest jedną z tych postaci, które poza imieniem nie mają żadnych cech charakterystycznych. Także powodzenia w zgadywaniu kim jest.

Uśmiechając się szeroko, podbiega, aby otworzyć mi drzwi.
– Pani przodem – mruczy.
Aha, uwaga będzie się działo.
Poza tym, jak zapewne zauważyliście, w tej serii ludzie nie komunikują się w normalny sposób. Najczęstszymi rodzajami komunikacji jest tu mruczenie i szeptanie. 
Nie byłabym taka pewna, czy "komunikacja" to dobre określenie, jeśli chodzi o tę książkę.

– Dziękuję – uśmiecham się z zakłopotaniem.
Przed budynkiem czeka Taylor. Otwiera tylne drzwi samochodu. Oglądam się niepewnie na Jacka, który wyszedł za mną. Z konsternacją patrzy na audi.
Ponieważ mieszkając w Seattle z pewnością nigdy nie widział samochodu za niecałe 300 tysięcy złotych? Nie wiem, w jakiej dzielnicy musi znajdować się redakcja, ale chyba nie powodzi im się zbyt dobrze.

Odwracam się i wsiadam do auta, i oto on, Christian Grey, w szarym garniturze, bez krawatu, z odpiętym kołnierzykiem białej koszuli.
Szalony, to prawe tak jakby siedział tam nago przecież...

Jego szare oczy lśnią.
Najpierw się paliły, teraz robią za odblaski, może czas skonsultować ten problem z okulistą?

Zasycha mi w ustach. Wygląda fantastycznie, ale patrzy na mnie, marszcząc brwi.
Dlaczego?
Dlaczego patrzy, czy dlaczego się marszczy? To ważne.
Może dlaczego wygląda fantastycznie? Mógłby się opanować, bo jeszcze trochę i Ana będzie gotowa go zgwałcić...

– Kiedy ostatni raz coś jadłaś? – pyta ostro, gdy Taylor zamyka za mną drzwi.
Tak na dzień dobry. On nie jest sadystą, on jest feedersem...

Cholera.
– Witaj, Christianie. Tak, ja również się cieszę, że cię widzę.
– Daruj sobie teraz swój cięty język.
Język cięty niemalże jak riposty wujka Staszka.

 Odpowiedz mi na pytanie. – Oczy mu płoną.
 Ja tak na poważne z tym okulistą, przecież od czegoś takiego można oślepnąć.
Może odkrywa w sobie nowe umiejętności?


O kurde.
– Eee... na lunch zjadłam dziś jogurt. A, i banana.
Kurcze, dlaczego ona w ogóle mu się tłumaczy, może mi ktoś powiedzieć?
I czy tylko mnie to jego smęcenie "musisz jeść, Ano" kojarzy się z przekonywaniem przedszkolaka do jedzenia, żeby miał siłę do zabawy?

Taylor siada za kierownicą, uruchamia silnik i włącza się do ruchu.
Jack mi macha, choć nie mam pojęcia, jakim cudem mnie widzi przez przyciemnianą szybę.
Odmachuję mu.
Odmachuję, machuję, chuję, hehe.
Co my byśmy zrobili bez tych szczegółowych opisów każdej czynności?

– Kto to? – warczy Christian.
O nie, tylko nie samiec kręcący się wokół samicy należącej do samca alfa?!

– Mój szef. – Podnoszę wzrok na pięknego mężczyznę siedzącego obok. Usta ma zaciśnięte w cienką linię.
Kim jest ów tajemniczy piękny mężczyzna?
Może jest mniej kartonowy niż Christian i będzie lepszą postacią w tej książce?

– No więc? Ostatni posiłek przed egzekucją
– Christian, to naprawdę nie powinno cię interesować – rzucam, czując się wyjątkowo
odważna.
Z widowni słychać niewyraźne oklaski Toldie, która boi się, że może to być przedwczesna reakcja.

– Interesuje mnie wszystko, co dotyczy ciebie. Odpowiedz.
Wydaję pełen frustracji jęk i wznoszę oczy ku górze, on zaś mruży oczy. I po raz pierwszy od dawna chce mi się śmiać. Mocno się staram zdusić chichot, grożący wydostaniem się na powierzchnię.
Jesteś pewna, że to chichot? Bo to wygląda na coś zupełnie innego...
Ja tam chichoczę, chociaż jednocześnie łzy mi lecą ciurkiem.

Twarz Christiana łagodnieje, gdy tak walczę o zachowanie powagi, a po przepięknie wyrzeźbionych ustach przemyka cień uśmiechu.
– No więc? – pyta, tym razem łagodniej.
– Makaron alla vongole, zeszły piątek – odpowiadam szeptem.
Tak, bo zwykły Mac&Cheese jest zbyt przyziemny dla Any. Poważnie, ona nigdy nie je nic normalnego. Tak dla ludzi, którym nie chce się sięgać po Google, spaghetti alle Vongole składa się z małży, białego wina, pomidorów i czosnku, czyli dokładnie z tego, na co wpada osoba nie jedząca praktycznie nic i mieszkająca sama. 

Zamyka oczy, a jego twarz przecina wściekłość i chyba żal.
– Rozumiem – mówi głosem pozbawionym wyrazu. – Wyglądasz, jakbyś schudła co
najmniej trzy kilo, a może i więcej. Masz jeść, Anastasio.
Wbijam wzrok w leżące na kolanach splecione dłonie. Dlaczego przy nim zawsze się czuję jak niesforne dziecko?
Może dlatego, że ten człowiek spuścił ci lanie na gołą dupę?

Poprawia się na kanapie i odwraca w moją stronę.
– Jak się czujesz? – pyta. Głos nadal ma łagodny.
Przed chwilą warczał i mrużył oczy, potem złagodniał, nagle twarz przecięła mu wściekłość, a jednocześnie mówił beznamiętnym głosem, a chwilę wcześniej przez usta przemknął mu cień uśmiechu, jest jednocześnie rozżalony, ale jego głos jest łagodny  a wszystko to przy bezpodstawnym opierdzielaniu za niejedzenie.

Cóż, tak naprawdę fatalnie... Przełykam ślinę.
– Skłamałabym, gdybym ci powiedziała, że dobrze.
Wciąga głośno powietrze.
– Ja też – mówi cicho i kładzie mi rękę na dłoni. – Brakuje mi ciebie – dodaje.
O nie. Jego dotyk.
Zły dotyk boli przez całe życie...

– Christianie...
– Ana, proszę. Musimy porozmawiać.
Zaraz się rozpłaczę. Nie.
– Christianie... proszę... tyle się już napłakałam – szepczę, próbując zachować kontrolę nad emocjami.
– Och, skarbie, nie. – Pociąga mnie za dłoń i chwilę później siedzę na jego kolanach.
Jak na faceta, który ma hopla na punkcie bezpieczeństwa to fajne, że nie zapina pasów. No wiecie, to nadaje postaci takiego charakterystycznego autentyzmu.

Obejmuje mnie mocno, chowając nos w moich włosach. – Tak bardzo za tobą tęskniłem, Ano – mówi bez tchu.
Chcę się wyplątać z jego objęć, zachować pewien dystans, ale on nie daje za wygraną.
Przyciska mnie mocno do piersi. Mięknę. Och, to właśnie tutaj pragnę się znajdować.
Opieram o niego głowę, a on obsypuje pocałunkami moje włosy. To właśnie jest dom.
Naprawdę i szczerze rozumiem, że można już w niespełna miesiąc się do kogoś przywiązać  ale żeby po takim czasie nazywać cycek jakiegoś faceta swoim domem?

Pachnie świeżym praniem, płynem zmiękczającym, żelem pod prysznic i tym, co lubię najbardziej – Christianem.
Też lubię zapach świeżego prania, ale nawet w moich najśmielszych fantazjach nie występuje płyn zmiękczający.

 Przez chwilę pozwalam sobie na ułudę, że wszystko będzie dobrze. Koi to moją zbolałą duszę.
Zbolałej duszy nie ukoi mandat za jazdę bez zapiętych pasów i na czyichś kolanach.

Kilka minut później Taylor zatrzymuje auto, chociaż nie zdążyliśmy nawet wyjechać z
miasta.
– Chodź. – Christian zsuwa mnie z kolan. – Jesteśmy na miejscu.
Co takiego?
– Lądowisko, na dachu. – Tytułem wyjaśnienia pokazuje wzrokiem wysoki budynek.
No tak. Charlie Tango. 
No tak, odrobina ostentacyjnego obnoszenia się z bogactwem.

Taylor otwiera drzwi i wysiadam z auta. Obdarza mnie ciepłym, ojcowskim uśmiechem, dzięki któremu czuję się bezpiecznie. 
Yyy, to nie jest dobry znak, skoro potrzeba ci ojcowskiego uśmiechu randomowego faceta, by poczuć się bezpiecznie w towarzystwie swojego jakby faceta.
Weź pod uwagę, że ten jej facet nie słyszy jakiegokolwiek sprzeciwu wobec naruszania jej strefy intymnej. Ja wiem, że w tej chwili odezwałyby się tłumy fanek tych popłuczyn po literaturze, ale jeżeli ktoś nie chce, żebyś się zbliżał, to się kurna nie zbliżasz, to są podstawy wzajemnego zaufania, do jasnej cholery!

Także się uśmiecham.
– Powinnam ci oddać chusteczkę.
– Proszę ją zatrzymać, panno Steele, z najlepszymi życzeniami.
Pamiętam fragment z książki Stephena Kinga "O pisaniu", gdzie King tłumaczy jak ważne jest, żeby w przypadku kontynuacji przypomnieć czytelnikowi, co działo się w poprzednich częściach, bo może się zdarzyć tak, że:
a) czytelnik nie czyta wszystkiego jednym rzutem, a pierwszą cześć widział na oczy rok temu
b) może nie być psychofanem serii, który zna każdy szczegół.
Ta sytuacja tyczy się obu punktów. O co chodzi z chusteczką, kiedy Taylor dał ją Anie? Weź i zgaduj...

Rumienię się, gdy Christian obchodzi samochód i bierze mnie za rękę.
Boru, to już samo obchodzenie samochodu przez Christiana sprawia, że Ana się rumieni? 
Pomyśl co będzie, jak zaczną się obejmować czy coś.

 

Patrzy pytająco na Taylora, który odpowiada spokojnym spojrzeniem, niczego nie wyjaśniając.
Widzicie, nawet Christianowi się nie należy przypomnienie motywu z poprzedniej części.

– Dziewiąta? – pyta go Christian.
– Tak, proszę pana.
Czekajcie, to Christian musi się pytać Taylora, o której będzie na niego czekał? To nie powinno działać w tę drugą stronę? Czyżby przez te kilka dni Grey się przekwalifikował i to teraz on jest dominowany?
Może upewnia się, że Ana to już dziewiąta uległa, w którą trzeba wmuszać jedzenie?

Christian kiwa głową, odwraca się i przez podwójne drzwi wprowadza mnie do
imponującego foyer. Upajam się dotykiem jego dłoni i długich palców splecionych z moimi.
Palczaste foyer nie jest czymś z czym spotykam się na co dzień, ale to fajnie, że Ana zaczyna spotykać się z sensowniejszymi... osobami?

I czuję znajome przyciąganie, jak wzywany przez słońce Ikar. Zdążyłam się już sparzyć, a jednak znowu frunę.
Nie chcę nic mówić, ale jednym z objawów kompleksu Ikara jest moczenie nocne.
Nic nie mówiąc, że to drugie zdanie nie ma sensu, jeżeli popatrzymy co się stało z Ikarem.

Gdy docieramy do wind, wciska guzik przywołujący. Podnoszę na niego wzrok.
Na ten guzik.
Atmosferę można by kroić nożem...
Tasakiem raczej, przynajmniej to wprowadziłoby trochę akcji.

Na jego twarzy widnieje ten charakterystyczny zagadkowy półuśmiech. Drzwi się rozsuwają, on puszcza moją dłoń i wchodzimy do środka.
Drzwi zamykają się i jeszcze raz ośmielam się na niego zerknąć. On też patrzy na mnie i oto znowu przeskakuje między nami ta elektryczność. Jest wręcz namacalna. Niemal ją czuję, jak pulsuje między nami, przyciągając nas do siebie.
Podsumowując: on leci na nią, ona na niego, a aŁtorka nie ma zamiaru oszczędzić nam powtarzania tego jeszcze z pięć razy w tym rozdziale. 

– O rety – mówię bez tchu, przez chwilę rozkoszując się intensywnością tego pierwotnego
przyciągania.
– Też to czuję. – Jego wzrok płonie.
W moich lędźwiach gromadzi się coraz więcej mrocznego pożądania.

Reaction GIF: facepalm, Jake Johnson, New Girl

Harlequinowe teksty zawsze na propsie...

Christian bierze mnie za rękę i przesuwa kciukiem po knykciach, a wszystkie moje mięśnie zaciskają się mocno, rozkosznie, głęboko.



Jak to możliwe, że on nadal tak na mnie działa?
To było, eee, całe pięć dni, odkąd się ostatnio widzieliście - nie pięć lat, w czasie których miałaś zyliony innych kochanków, nabrałaś pewności siebie i przy okazji trochę instynktu samozachowawczego.

– Proszę, nie przygryzaj wargi, Anastasio – szepcze.
Jak na faceta, który podobno tak świetnie nad sobą panuje jego słabość do jej wargi jest zupełnie niewytłumaczalna. 

Podnoszę wzrok i puszczam wargę. Pragnę go. Tutaj, teraz, w windzie. Jak mogłoby być inaczej?
Mogłoby, gdyby ta książka miała odrobinę sensu.

– Wiesz, jak to na mnie działa – mruczy.
Och, a więc on też to czuje. Moja wewnętrzna bogini zastanawia się nad porzuceniem
pięciodniowych dąsów.
...Dąsów?
Rzucenie toksycznego buca to nagle DĄSY?
Toldie, daj mi to mydło w płynie, nie wytrzymię. *ciach, ciach*
Ja już nie wiem, straciłam wiarę w życie...

Drzwi nagle się rozsuwają, czar pryska, a my wychodzimy na dach.
Co oni w windzie byli, czy w Narnii?

 Wieje silny wiatr i choć mam żakiet, jest mi zimno. Christian obejmuje mnie ramieniem, przyciąga do siebie i szybko idziemy w stronę Charliego Tango, stojącego pośrodku lądowiska. Śmigła obracają się powoli.
 Tak, to jest dopiero ten moment, kiedy czytelnik, który nie czytał pierwszej książki (tak, droga aŁtorko, takich też trzeba brać pod uwagę) albo czytał ją dawno dowiedział się, że nie chodzi o tajemniczego faceta, który na tym dachu ma im sprzedać grzybki halutki, czy gdzie tam jeszcze ludzka wyobraźnia czytelnika poniesie. Zamiast tego, mamy helikopter, którym Christian najwyraźniej sobie coś rekompensuje.

Z kabiny wychodzi wysoki blondyn o kwadratowej szczęce i pochylając się, biegnie ku nam.
Wysoki blondyn nie jest zagrożeniem dla Christiana, więc aŁtorka pozwoliła mu nie być brzydkim. Spokojnie, prawdopodobnie już nigdy o nim nie usłyszymy. 
Ale on jest brzydki – przecież ma kwadratową szczękę, a nie subtelne, acz zdecydowane krzywizny żuchwy tak jak Christian!

 Wymienia uścisk dłoni z Christianem i woła, przekrzykując łoskot śmigła:
– Gotowy do lotu, proszę pana. Jest do pańskiej dyspozycji!
– Wszystko sprawdzone?
– Tak jest.
– Odbierzesz go około ósmej trzydzieści?
– Tak jest.
– Taylor czeka na ciebie na dole.
– Dziękuję, panie Grey. Bezpiecznego lotu do Portland. Do widzenia pani. – Żegna się ze
mną ruchem głowy.
Christian, nie puszczając mojej dłoni, pochyla się i prowadzi mnie do maszyny.
Gdy jesteśmy już w kabinie, zapina mi pasy, mocno je zaciskając. Posyła mi znaczące
spojrzenie i ten swój tajemniczy uśmiech.
– Dzięki temu będziesz unieruchomiona – mruczy. – Muszę przyznać, że podobają mi się te pasy. Niczego nie dotykaj.
Oblewam się szkarłatnym rumieńcem, a on przesuwa palcem wskazującym po moim
policzku, po czym wręcza mi słuchawki. „Ja też chciałabym cię dotknąć, ale mi nie pozwolisz”.
Właściwie tak sobie myślę, jeżeli on olewa to, że ona nie chce, żeby jej dotykał, to skąd to zahamowanie?

Robię nachmurzoną minę. Poza tym tak ciasno mnie zapiął, że ledwie mogę się ruszyć.
Nie wiem jakie pasy Christian ma zamontowane w helikopterze, ale nawet standardowe pasy pięciopunktowe dają swobodę poruszania rękami i nogami. 
Zasadniczo nawet w foteliku dla dzieci można ruszać kończynami. 

Zajmuje swoje miejsce i także zapina pasy, po czym rozpoczyna kontrolę przedstartową. Jest taki kompetentny.
To rzeczywiście niesamowite, że facet z licencją pilota jest w stanie przeprowadzić kontrolę przedstartową na w pełni przygotowanej do lotu maszynie. 
Z dwojga złego "jest taki kompetentny" jest lepsze niż "to takie erotyczne". Albo "Priapiczny Prezes". (Serio.)

 Zakłada słuchawki, pstryka jakiś guzik i śmigła przyspieszają, ogłuszając mnie.
Christian odwraca się do mnie.
– Jesteś gotowa, mała? – Jego głos odbija się echem w słuchawkach.
– Tak.
Obdarza mnie chłopięcym uśmiechem. Wow, tak dawno go nie widziałam.
– Wieża Sea-Tac, tu Charlie Tango Golf – Golf Echo Hotel, gotowy do lotu do Portland
przez PDX. Proszę o potwierdzenie, odbiór.
Odzywa się głos kontrolera ruchu, wydający instrukcje:
– Roger, wieża, Charlie Tango może startować, bez odbioru.
Christian wciska dwa przyciski, chwyta za drążek sterowniczy i śmigłowiec powoli się
wznosi ku wieczornemu niebu.
Seattle i mój żołądek pozostają w dole. Tyle jest do zobaczenia.
– Goniliśmy już za świtem, Anastasio, teraz pora na zmierzch – słyszę w słuchawkach jego głos.
Uwielbiam jak w treść książki wpisany jest jej tytuł... oh wait...

Odwracam się i patrzę na niego zaskoczona.
Co to ma znaczyć? Jak to jest, że Christian potrafi mówić tak romantycznie? 
Poważnie? To jest romantyczny tekst, nad którym tak się rozpływa główna bohaterka?
"In vain I have struggled. It will not do. My feelings will not be repressed. You must allow me to tell you how ardently I admire and love you."
J. Austen, Pride and Prejudice 

Nazwijcie mnie staroświecką niepoprawną romantyczką, ale jeżeli chodzi o romantyczne teksty, to pan Darcy nadal jest na pierwszym miejscu jeżeli chodzi o postaci fikcyjne. 

Uśmiecha się, na co odpowiadam nieśmiałym uśmiechem.
– Tym razem oprócz zachodzącego słońca jest znacznie więcej do zobaczenia – mówi.
Podczas naszego ostatniego lotu do Seattle panowały ciemności, ale dzisiejszego wieczoru widok jest spektakularny, dosłownie nieziemski. Prześlizgujemy się między najwyższymi budynkami, ciągle się wznosząc.
– Tam jest Escala – pokazuje mi. – Tam Boeing, no i widać Space Needle.
Wyciągam szyję.
– Nigdy tam nie byłam.
– Zabiorę cię, możemy tam coś zjeść.
– Christian, myśmy się rozstali.
– Wiem. Ale przecież wolno mi cię tam zabrać i nakarmić. – Piorunuje mnie wzrokiem.
Kręcę głową i postanawiam nie protestować.
To koniec, już jestem pewna, że Christian jest feedersem. To całe BDSM to tylko dla picu. 
Może w jakichś scenach wyciętych biczował ją gotowaną ośmiornicą albo robił pejcz ze spaghetti?

Następuje dalsza cześć nieporadnego dialogu, w którym bohaterowie kadzą sobie do porzygu.
<ciach> 

– Jak nowa praca?
– Dobrze, dziękuję. Interesująca.
– Jaki jest twój przełożony?
– Och, w porządku. – Jak mogę powiedzieć Christianowi, że Jack mnie deprymuje?
Możesz na przykład powiedzieć: "Christian, mój przełożony mnie deprymuje". Ot, cała filozofia.
Nie może, bo jutro w CNN puszczą materiał o Jacku Hydzie przebitym włócznią rzuconą z helikoptera.

– Co ci się w nim nie podoba? – pyta, zerkając na mnie.
– Nie licząc tego, co oczywiste, to nic.
– Tego, co oczywiste?
– Och, Christianie, czasem straszny z ciebie tępak.
– Tępak? Ja? Nie jestem pewny, czy podoba mi się pani ton, panno Steele.
– No to niech ci się nie podoba.
 Jego usta wyginają się w uśmiechu.
– Brakowało mi twego ciętego języka, Anastasio.
Przepraszam, chyba trochę przysnęłam, w jakim równoległym wymiarze nazwanie kogoś tępakiem jest oznaką ciętego języka? I w jaki sposób Christian ma się domyślić tej oczywistej rzeczy, która jej się nie podoba w przełożonym, skoro widział go raz w życiu na oczy i to przez krótką chwilę? Ja rozumiem, że Christian jest uosobieniem zajebistości i wszystkiego co wspaniale, ale dajmy mu trochę odetchnąć, bo się jeszcze facet dodatkowych kompleksów nabawi, a patrząc na to, że oznacza wszystko swoim nazwiskiem, ma ich niemało. 
Czy możemy uznać, że oglądamy po prostu teatr mało śmiesznych kukiełek i wyjść?

 Wciągam głośno powietrze i mam ochotę zawołać:
„A mnie brakowało całego ciebie, nie tylko języka!” Trzymam jednak buzię na kłódkę i wyglądam przez szybę Charliego Tango, która ma kształt kulistego akwarium. Lecimy na południe. Po prawej stronie słońce wisi nisko nad horyzontem – wielkie, płomiennie pomarańczowe – a ja znowu jestem Ikarem, podfruwającym stanowczo zbyt blisko.
Ja rozumiem, że to porównanie do Ikara według aŁtorki jest takie super poetyckie, ale ile można? Jeszcze raz o tym usłyszę i wyślę na adres wydawnictwa kurze pierze i wosk,  niech sami się domyślą, co mają z tym zrobić. 

Lecą nad Seattle, a Ana najpierw zachwyca się miastem a następnie "pstrykającym przełącznikami Christianem". Jej prostolinijność wzrusza. 
<ciach>

Hmm. Przypomina mi się muzyka Thomasa Tallisa. Wzdrygam się. Nie chcę się teraz zapuszczać w te rejony.
Tak, to jeszcze jeden z tych motywów, których nie będziecie kojarzyć, bo aŁtorka nie jest w stanie ogarnąć idei dłuższego opisu wydarzeń z poprzednich książek. 

Christian odpina swoje pasy i nachyla się, by to samo zrobić z moimi.
– Przyjemny lot, panno Steele? – pyta grzecznie. Oczy mu błyszczą.
– Tak, dziękuję, panie Grey – odpowiadam równie grzecznie.
– W takim razie chodźmy pooglądać zdjęcia tego chłopca.
Deprecjonowanie znajomych twojej dziewczyny – checked.
Wszystko, żeby zaznaczyć, że Christian jest Jedyną Słuszną Zajebistą Postacią.

Wyciąga rękę i pomaga mi wysiąść.
Na spotkanie wychodzi nam siwowłosy, brodaty mężczyzna. Uśmiecha się szeroko. To ten sam człowiek, którego poznałam ostatnim razem.
Jestem pewna, że to dokładnie ten sam facet, który przygotowywał helikopter w Portland, ale kazali mu założyć perukę. Budżet skąpy, trzeba oszczędzać na postaciach pobocznych, których i tak nikt nie zapamięta.

– Joe. – Christian uśmiecha się i puszcza moją rękę, aby wymienić z nim uścisk dłoni. –
Zajmij się nim. Stephan zjawi się koło ósmej czy dziewiątej.
– Zrobi się, panie Grey. Witam panią – kiwa mi głową. – Pański samochód czeka na dole.
Och, winda się zepsuła, muszą państwo zejść schodami.
– Dziękuję, Joe.
Christian bierze mnie za rękę i ruszamy w stronę schodów.
– Z tymi obcasami masz szczęście, że to tylko trzy piętra – burczy z dezaprobatą.
Lądowisko dla helikopterów na dachu trzypiętrowego budynku? Dlaczego by nie!

No coś takiego.
– Nie podobają ci się te kozaczki?
– Bardzo mi się podobają, Anastasio. – Jego spojrzenie ciemnieje i wydaje mi się, że chce
powiedzieć coś jeszcze, ale się powstrzymuje. – Chodź. Zejdziemy powoli. Nie chcę, żebyś spadła z tych schodów i skręciła kark.
Siedzimy w milczeniu, gdy kierowca wiezie nas do galerii. Niepokój wrócił, przybierając
jeszcze na sile. Christian milczy zadumany, wręcz niespokojny. Po rozluźnionej atmosferze nie został nawet ślad. Tyle pragnę powiedzieć, ale ta podróż jest zbyt krótka. Christian w zamyśleniu wygląda przez szybę.
– José to tylko przyjaciel – bąkam.
Słucham?! Czy ona jeszcze odczuwa potrzebę tłumaczenia czegokolwiek temu bucowi? Jak dla mnie Jose mógłby być jej piętnastym kochankiem w długiej kolejce orientalnych kochanków, których będzie miała, zanim wróci do Christiana, a jego to powinno obchodzić tyle co nic. A wiecie dlaczego? Bo kurna nie są razem, i to nie jest jego zakichana sprawa, co Ana robi, z kim, kiedy i gdzie!

Odwraca się i mierzy mnie wzrokiem. Oczy ma pociemniałe i nieufne, nie zdradzają niczego. 
Dobra, zapytam raz i już nie będę: JAK, na rany chrystusowe, wygląda ktoś z pociemniałymi oczami?!
Może chodziło aŁtorce o ociemniałe, bo Christian cierpi na ślepotę zmierzchową?

Jego usta – och, jego usta mocno mnie rozpraszają. Pamiętam je na swoim ciele – wszędzie. Pali mnie skóra. 
Podobno jesteś Ikarem, przyzwyczajaj się. Także do skakania do akwenów z dużej wysokości.

Christian poprawia się na kanapie i marszczy brwi.
– Te śliczne oczy wydają się zbyt duże w stosunku do twarzy, Anastasio. Proszę, powiedz mi, że będziesz jeść.
Wait a sec: czy on sugeruje u niej wytrzeszcz, czy Ana po tej fabuluśnej pięciodniowej diecie wyszczuplała nawet na twarzy?
Ana jest taka kawaii.

https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/originals/d6/8d/7e/d68d7ebb8fa0bdb0b7fdfdbe29a86706.jpg
– Tak, Christianie, będę jeść – odpowiadam automatycznie.
– Nie żartuję.
– Doprawdy? – W moim głosie pobrzmiewa pogarda. Ależ ten człowiek ma tupet; człowiek, przez którego pięć ostatnich dni było dla mnie piekłem. Nie, to nie tak. To ja zgotowałam sobie piekło. Nie. On. Potrząsam z konsternacją głową.
Nie jestem pewna, czy to Ana nie wie, kogo tu winić, czy aŁtorka jeszcze się nie zdecydowała, czy może oskarżyć o cokolwiek idealnego Christiana. 
Może go tylko oskarżyć o bycie zbyt idealnym.

– Nie chcę się z tobą kłócić, Anastasio. Chcę, abyś do mnie wróciła i żebyś była zdrowa –
mówi.
Dlatego strzelam focha na myśl o tym, że masz znajomych. 

– Ale nic się nie zmieniło. – Nadal masz pięćdziesiąt twarzy.
Napisy początkowe!


... A właściwie dlaczego akurat pięćdziesiąt? Tyle jest odcieni w RGB?

– Porozmawiamy w drodze powrotnej, dobrze? Jesteśmy już na miejscu.
Samochód zatrzymuje się przed wejściem do galerii i Christian wysiada. A ja nie jestem w
stanie wydobyć z siebie głosu. Otwiera dla mnie drzwi i ja także wysiadam.
Atmosfera się zagęszcza, akcja pędzi na złamanie karku, opisy wbijają w fotel. 

– Dlaczego to robisz? – pytam głośniej, niż zamierzałam.
– Ale co? – Christian jest wyraźnie zaskoczony.
– Mówisz coś takiego, a potem po prostu milkniesz.
– Anastasio, przyjechaliśmy na miejsce. Tu, gdzie chciałaś. Załatwmy to, a potem
porozmawiamy. Nieszczególnie mam ochotę na scenę na ulicy.
Rozglądam się. Ma rację. To miejsce publiczne.
Zaiste jakiż jego geniusz niezmierzony!

 Zaciskam usta, a on piorunuje mnie wzrokiem.
– Okej – burczę.
Burczy, oni w tej książce wszyscy burczą, mruczą i szepcą, może to jakieś problemy ze strunami głosowymi spowodowane wilgocią? 
Nic nie mów o wilgoci w kontekście tej książki!
Ale... ale ja tylko o tym, że to Seattle, a tam podobno pada cały czas...

Bierze mnie za rękę i prowadzi w stronę wejścia.
Ponieważ jestem bezwolną amebą niezdolną do wykonania jakiegokolwiek ruchu samodzielnie. 

Znajdujemy się w zaadaptowanym magazynie – cegły, podłogi z ciemnego drewna, białe sufity i biały system rur i przewodów.
Zaadaptowanym na co? Na cegły, podłogi i białe sufity?

 Przestronnie i nowocześnie.
Tak nowocześnie, że rury nadawały sygnał wi-fi, a z drewnianymi podłogami można było się połączyć przez Bluetootha. 

W galerii zdążyło się zebrać sporo osób sączących wino i podziwiających prace José. Na chwilę zapominam o swoich kłopotach, zachwycona tym, że mojemu przyjacielowi udało się zrealizować marzenie. Świetna robota, José!
– Dobry wieczór, witamy państwa na wernisażu José Rodrigueza znanego jako Typowe Meksykańskie Imię i Typowe Meksykańskie Nazwisko.
Bo to jest ultimate wyznacznik bycia szarą, nic nieznaczącą postacią. Nie to co taki Christian czy Anastasia...
A Christian jest i tak szary, hehe *krztusi się własnym sucharem*

 – Wita nas młoda, krótkowłosa szatynka w czerni, z dużymi kolczykami w kształcie kół i pomalowanymi na czerwono ustami. Prześlizguje się po mnie wzrokiem, następnie zdecydowanie zbyt długo patrzy na Christiana, następnie znowu na mnie, mrugając i rumieniąc się.
Tak, pamiętaj drogi czytelniku, że Christian jest tak niesamowity, że sama jego obecność w pomieszczeniu sprawia, że laski prawie wyskakują z majtek. 
Dlaczego ten opis przywiódł na myśl fabułę każdej książki Katarzyny Michalak?

Marszczę czoło. On jest mój. A przynajmniej był. Po chwili kobieta mruga ponownie.
– Och, to ty, Ano. Zapraszamy na poczęstunek. – Uśmiechając się szeroko, wręcza mi
broszurę i wskazuje stół z napojami i przekąskami.
– Znasz ją? – pyta Christian, marszcząc brwi.
Kręcę głową, równie skonsternowana.
Wzrusza ramionami.
Toldie kręci głową z dezaprobatą, zastanawiając się, w jaki sposób ta książka sprzedała się w tylu egzemplarzach?
Ogólnoświatowy kryzys w fabrykach papieru toaletowego?

– Czego się napijesz?
– Białego wina.
Tak, zacznijmy festiwal spijania Any. Dla tych, którym nie udało się przebrnąć przez część pierwszą, przypominam, że alkohol jest praktycznie jedynym płynem, który wlewa w siebie Ana. Zresztą do tej pory Christian jakoś nie oponował. 

Brwi schodzą mu się w jedną linię, ale nic nie mówi, tylko odchodzi, aby zrealizować moje
zamówienie.
Poza byciem Edkiem, Christian płynnie wchodzi w rolę kelnera. 
Nic nie mów o płynnym wchodzeniu w kontekście tej książki!

– Ana!
Przez tłum przeciska się José.
A niech mnie! Ma na sobie garnitur. Świetnie wygląda.
W Tłajlajcie święto było, jak Jacob miał na sobie cokolwiek. W 50 Shitach jak widać podniesiono nieco poprzeczkę. 

 Uśmiecha się promiennie, a chwilę później bierze mnie w ramiona i mocno przytula. I naprawdę mocno się muszę starać, aby nie wybuchnąć płaczem. Mój przyjaciel, mój jedyny przyjaciel na czas nieobecności Kate. W oczach
wzbierają mi łzy.
– Ana, tak się cieszę, że dałaś radę przyjść – szepcze mi do ucha. Nagle odsuwa mnie na
odległość ramienia i mierzy bacznym spojrzeniem.
– No co?
– Hej, wszystko w porządku? Wyglądasz, no cóż, dziwnie. Dios mío, schudłaś?
Zwroty wtrącane randomowo przez obcokrajowca w jego rodzimym języku  checked.

Mrugam powiekami, blokując łzy.
– José, nic mi nie jest. Tak bardzo się cieszę w twoim imieniu. 
W jego imieniu to możesz odbierać nagrodę World Press... albo nie wiem, nagrodę społeczności latynoskiej za bycie chodzącym stereotypem...

Gratuluję wystawy. – Głos mi drży, gdy na tej tak bardzo znajomej twarzy widzę troskę, ale muszę panować nad sobą.
– Jak się tu dostałaś? – pyta.
– Dzięki Christianowi. – Nagle ogarnia mnie niepokój.
– Och. – José rzednie mina. Puszcza mnie. – Gdzie on jest?
– Tam, poszedł po coś do picia.
Kiwam głową w kierunku Christiana i dostrzegam, że właśnie wymienia uprzejmości z kimś stojącym w kolejce. Christian podnosi wzrok i nasze spojrzenia się krzyżują.
Trzeba uważać, bo jak ze spojrzeniami jest tak samo jak z wiązkami promienia, to sytuacja zaraz może wymknąć się spod kontroli.


Przez krótką chwilę jestem jak sparaliżowana, gdy tak patrzę na tego niezwykle przystojnego mężczyznę, z którego twarzy nic się nie da wyczytać. Przewierca mnie gorącym spojrzeniem.
 Niby z twarzy nic nie da się wyczytać, a jednak spojrzenie ma gorące, chociaż jego oczy jak Ana wielokrotnie podkreśla są szare i zimne. Ja wiem, że tytuł zobowiązuje, ale chyba nie do końca taki efekt miała w zamyśle aŁtorka. 
Może ma spojrzenie jak zimne ognie i może oczami wywijać fajne wzorki? 

O rany... Ten piękny mężczyzna chce, żebym do niego wróciła.
Powrót do opisywania postaci epitetami. O szczęśliwy dniu, jak bardzo brakowało mi tych wszystkich "przystojnych diabłów" i "pięknych mężczyzn"!

 Gdzieś w głębi mego jestestwa rodzi się powoli słodka radość.
 A niby się zabezpieczali. Widzicie, dzieciaczki, nigdy nie można być w stu procentach pewnym. 

– Ana! – José sprawia, że wracam do rzeczywistości. – Tak się cieszę, że przyjechałaś.
Czyli, że Ana tak na prawdę stała tam i z tępym spojrzeniem śliniła się na widok Christiana podczas tego opisu? 

Słuchaj, powinienem cię ostrzec...
"Oto nadchodzi ten, który ma moc pokonania Czarnego Pana... Zrodzony z tych, którzy trzykrotnie mu się oparli, a narodzi się, gdy siódmy miesiąc dobiegnie końca..."
Właśnie pomyślałam, jak niemożebnie przerażające byłoby opcio ze skrzyżowaniem 50 Shits i Harry'ego. Harry Steele, młody i niewinny jak nieobsrana łąka czarodziej, spotyka Lorda Greydemorta, potężnego czarnoksiężnika z priapizmem... ej, to brzmi jak większość kiepskich potterowych opek.
Uważaj, bo jakaś aŁtorka przeczyta i poczuje się w obowiązku napisać coś podobnego...

Nagle w słowo wchodzi mu Panna Krótkowłosa i Czerwonousta:
Bo każdy mężczyzna w tej książce zasługuje na imię, albo przynajmniej na malownicze epitety, ale kobiety mogą być tylko Krótkowłose i Czerwonouste.
Czyli Niemające Takich Ładnych Włosów Jak Ana oraz Nie Takie Jak Nieskalana Wyzywającym Makijażem Ana. 

– José, chce się z tobą widzieć dziennikarka z „Portland Printz”. Chodź. – Obdarza mnie
uprzejmym uśmiechem.
– Super, no nie? Sława. – Uśmiecha się szeroko, a ja cieszę się razem z nim. – Później cię znajdę, Ano. – Całuje mnie w policzek i patrzę, jak podchodzi do młodej kobiety stojącej obok tyczkowatego fotografa.
Spokojnie, tyczkowaty fotograf to wypadek przy pracy, aŁtorce zabrakło imion, a Zygfryd jakoś nie pasował do konwencji. 

Opis zdjęć José, Christian stękający na jakość wina, pardon, jego poziom, podchodzi fotograf.
<ciach>

Cofam się o krok, ale Christian chwyta mnie za rękę i przyciąga do siebie. Fotograf patrzy
to na mnie, to na niego i nie potrafi ukryć zdziwienia.
– Dziękuję, panie Grey. – Pstryka kilka fotek. – Pani...? – pyta.
– Ana Steele – odpowiadam.
– Dziękuję, pani Steele. – Po tych słowach odchodzi.
– Szukałam w Internecie zdjęć, na których miałbyś damskie towarzystwo. I nic nie
znalazłam. Dlatego właśnie Kate myślała, że jesteś gejem.
Ta wypowiedź musi plasować się na prawdę wysoko w rankingu "Tysiąca najgorszych tekstów, którymi możesz zagadać swojego byłego, o którym jeszcze nie zapomniałaś".
Wkrótce w księgarniach, nigdy i nigdzie.

Usta Christiana wyginają się w uśmiech.
Następnie wywijają się w smutek a następnie skręcają w konwulsjach... a nie, to byłam ja płacząca nad nieporadnością językową tego tekstu. 

– To tłumaczy twoje naganne pytanie. Nie, nie spotykam się z nikim, Anastasio, tylko z
tobą. Ale to akurat wiesz. – Głos ma cichy i nabrzmiały szczerością.
Nabrzmiały to może być Christianowy Fernando a nie jego głos. Poważnie, czy redakcja wydawnictwa przeczytała ten tekst, czy po prostu puścili to do druku w myśl zasady "jakoś to będzie"?

– Więc nigdzie nie zabierałeś swoich... – rozglądam się, czy nikt nie usłyszy – uległych?
– Czasami. Ale nie na oficjalne spotkania. Na zakupy, no wiesz. – Wzrusza ramionami, nie odrywając wzroku od mojej twarzy.
Po ziemniaki do warzywniaka i papier toaletowy do Tesco.
Oczywiście nosiły za nim wszystkie siatki.

Och, a więc tylko pokój zabaw – Czerwony Pokój Bólu – i apartament. Sama nie wiem, co o tym myśleć.
– Tylko z tobą, Anastasio – szepcze.
Oblewam się rumieńcem i wbijam wzrok w dłonie. Na swój sposób jemu rzeczywiście na
mnie zależy.
W taki sposób, że jest zazdrosny o każdego faceta, który zbliży się do ciebie na mniej niż dwa kilometry, także ja bym się tak nie cieszyła. 

– Twój przyjaciel wygląda mi bardziej na miłośnika krajobrazów niż na portrecistę.
Rozejrzyjmy się. – Ujmuję jego wyciągniętą dłoń.
Mijamy kilka kolejnych zdjęć i dostrzegam parę, która na mój widok uśmiecha się szeroko,
jakby mnie znała. Pewnie dlatego, że jestem z Christianem. Ale jeden młody mężczyzna otwarcie się na mnie gapi. Dziwna sprawa.
Skręcamy za róg i już rozumiem, skąd te dziwne spojrzenia. Na przeciwległej ścianie wisi
siedem olbrzymich portretów – przedstawiających mnie.
I o to ten cały szum? Wszyscy, dosłownie WSZYSCY w galerii gapią się na Anę tylko dlatego, że jest na kilku zdjęciach? Rozumiem, gdyby to były mocno wyuzdane zdjęcia, czy jakby na nich odgryzała głowę kurczakowi, no nie wiem, coś wartego zapamiętania, a nie siedem portretów!

Patrzę na nie bez słowa, a z twarzy odpływa mi krew. Ja: nadąsana, roześmiana, ze
zmarszczonymi brwiami, poważna, rozbawiona. Same czarno-białe zbliżenia.
A niech mnie! Pamiętam, jak José bawił się parę razy aparatem, kiedy nas odwiedzał i kiedy ja mu służyłam za kierowcę i asystenta. Sądziłam, że tak sobie pstryka. A nie że robi takie niepozowane zbliżenia.
Christian jak zahipnotyzowany przygląda się każdemu zdjęciu po kolei.
– Wygląda na to, że nie jestem jedyny – mruczy zagadkowo pod nosem, a usta zaciska w
cienką linię.
Chyba jest zły.
Tak, ten człowiek jest zazdrosny nawet o to, że ktoś robi jej zdjęcia. Co więcej, jest się za to w stanie zdenerwować i obrazić. Jak ktoś mi jeszcze raz powie jaki to Christian jest wspaniały i kochany to jak bora szumię, przyłożę dziełami zebranymi Jane Austen!
Ja mogę dowalić słownikiem chińskim. To znaczy nie ma to nic wspólnego z zawartością, ale ma odpowiednie gabaryty, ma 5 020 tomów.

– Przepraszam – rzuca, przeszywając mnie ostrym spojrzeniem. A potem udaje się w stronę recepcji.
A tym razem o co mu chodzi? Patrzę, jak rozmawia z ożywieniem z Panną Krótkowłosą i
Czerwonoustą. Wyjmuje portfel i podaje jej kartę kredytową.
Cholera. Na pewno kupił którąś z prac.
No to rzeczywiście straszny problem, jak Ana teraz z tego wybrnie? Czujecie to napięcie, to oczekiwanie na rozwój wydarzeń? To dobrze, bo ja też nie. 

– Hej. To ty jesteś muzą. Te zdjęcia są fantastyczne – odzywa się młody mężczyzna z szopą jasnych włosów, a ja aż podskakuję.
Muzą. Ona jest muzą bo ktoś zrobił jej zdjęcie. Kurcze, mnie jakoś nikt nie chwali za zdjęcia z imprez...

Czuję na łokciu dłoń. Wrócił Christian.
Albo:


– Szczęściarz z pana – mówi Blond Szopa do Christiana, który w odpowiedzi mrozi go
spojrzeniem.
Gratuluję, chodzi Pan z kimś komu fotograf zrobił zdjęcie!
I dlaczego wszystkie przezwiska, jakie w myślach nadaje ludziom Ana, są jakieś takie nieprzyjemne?

– A owszem – rzuca zwięźle i odciąga mnie na bok.
Komunikowanie, że dziewczyna, która cię rzuciła, i tak do ciebie wróci  checked.

– Kupiłeś któreś?
– Któreś? – prycha, nie odrywając oczu od zdjęć.
– Kupiłeś więcej niż jedno?
Przewraca oczami.
– Kupiłem wszystkie, Anastasio. Nie chcę, aby jakiś nieznajomy pożerał cię wzrokiem w
swoim domu.
Śmiechłam...
Abstrahując od niezdrowej zazdrości i prawdopodobieństwa, że ktoś będzie chciał mieć w swoim domu niepozowane zdjęcie pospolitej nastolatki, to ja się pytam, kto spytał się Any o upublicznienie tych zdjęć, a co więcej, na ich sprzedaż? Ja rozumiem, że jest z Jose BFF, ale w sumie w ostatniej części mocno się pokłócili, on próbował ją wykorzystać i zapewne wie, że Ana nie lubi być w centrum uwagi. 

Moją pierwszą reakcją jest śmiech.
Moją pierwszą reakcją na większość rzeczy w tej książce jest śmiech, niestety, coraz częściej, przez łzy.

– Sam wolisz to robić? – pytam drwiąco.
Gromi mnie wzrokiem, zbity z tropu moją zuchwałością.
Boru szumiący, jak ja nienawidzę tej książki i wszystkich chorych wartości jakie sobą reprezentuje! Już nawet nie jestem w stanie się śmiać z tej byczejkupy! Teraz Christian jest zbulwersowany jej zuchwałością, chociaż jedyne co zrobiła, to rzuciła mało śmieszny, chociaż nawet trafny, tekst w jego kierunku. No rzeczywiście wiele się stało! Jakby mu wytknęła, że jej zazdrosny, prawdopodobnie w miejsca dałby jej w twarz!

 Tak mi się przynajmniej wydaje. I próbuje ukryć rozbawienie.
– Szczerze mówiąc, tak.
– Zboczeniec – mówię bezgłośnie i przygryzam dolną wargę, aby powstrzymać uśmiech.
Teraz jego rozbawienie jest oczywiste. Gładzi się z namysłem po brodzie.
– Nie sposób zaprzeczyć, Anastasio. – Kręci głową, a jego spojrzenie łagodnieje.
– Pociągnęłabym ten temat, ale podpisałam NDA.
Wzdycha, patrząc na mnie, i oczy mu ciemnieją.
– Ależ bym miał ochotę rozprawić się z tym twoim ciętym języczkiem – mruczy pod nosem.
Doskonale wiem, co ma na myśli.
Wszyscy wiemy, jego aluzje są tak delikatne, że trudno nie załapać o co mu chodzi. 
Chce go włożyć w imadło.

– Jesteś bardzo niegrzeczny – rugam go. Czy on nie zna żadnych granic?
Może jest meksykańskim imigrantem? Albo wychował się w strefie Shengen?
Może chodzi o piosenkę Ich Troje?

Uśmiecha się, by po chwili zmarszczyć brwi.
– Na tych zdjęciach wyglądasz na bardzo rozluźnioną, Anastasio. Nieczęsto cię taką widuję.
Domyślam się, że trudno być zrelaksowanym przy osobie, od której w każdej chwili możesz dostać po mordzie za przygryzanie wargi.

Słucham? Ha! Zmiana tematu, od żartów do tematów poważnych.
Rumienię się i opuszczam wzrok. Christian podnosi mi głowę, a ja robię gwałtowny wdech,
czując na brodzie jego palce.
– Chcę, żebyś przy mnie była taka rozluźniona – szepcze. W jego spojrzeniu nie ma ani
cienia uśmiechu.
We mnie ponownie wzbiera radość. No ale jak miałoby do tego dojść? Mamy tyle
problemów.
Dwójkę dzieci, uzależnienie od heroiny i kredyt we frankach...

– W takim razie musisz mnie przestać onieśmielać – warczę.
Szczekam i drapie się za uchem prawą nogą. 
Przenoszenia swoich problemów w kontaktach międzyludzkich na drugą osobę  – checked.

– A ty musisz się nauczyć komunikacji i mówić mi, co czujesz – ripostuje.
Ale wy już nie jesteście razem, skąd właściwie ten pożar w gaciach?

Biorę głęboki oddech.
– Christian, chciałeś, abym była twoją uległą. W tym właśnie tkwi problem. W definicji
słowa „uległy”, którą mi nawet wysłałeś mejlem. – Próbuję sobie przypomnieć dokładne słowa. – Synonimami były, cytuję: „posłuszny, poddany”. Miałam na ciebie nie patrzeć. Nie odzywać się do ciebie, chyba że mi pozwolisz. Czego się spodziewasz? – syczę.
Marszczy brwi, a ja kontynuuję:
– Bycie z tobą jest mocno dezorientujące. Nie chcesz, abym ci się sprzeciwiała, ale z drugiej strony podoba ci się mój „cięty języczek”. Chcesz posłuszeństwa, tyle że nie zawsze, aby móc mnie wtedy ukarać. Kiedy jestem z tobą, nigdy nie wiem, co akurat obowiązuje.
Patrzcie, Ana właśnie wymieniła wszystkie argumenty dlaczego Christian nie nadaje się do roli odpowiedzialnej osoby z doświadczeniem w BDSM.

Mruży oczy.
– Celna uwaga, jak zawsze, panno Steele. – Głos ma lodowaty. – Chodźmy coś zjeść.
– Jesteśmy tutaj dopiero pół godziny.
– Zobaczyłaś zdjęcia, porozmawiałaś z chłopakiem.
– Ma na imię José.
– Porozmawiałaś z José, chłopakiem, którego ostatnio widziałem, gdy próbował wepchnąć
ci język do ust. A ty byłaś pijana – warczy.
– On nigdy mnie nie uderzył – wyrzucam z siebie.
Widać, że jest wściekły.
– To cios poniżej pasa, Anastasio – syczy groźnie.
No nie wiem, to właściwie mogłoby ci się podobać. 
Jakoś tak Losux mi się przypomniał i Pudzian Egg Kick... *łezka*


Blednę, a Christian przeczesuje dłonią włosy, ledwie tłumiąc gniew.
– Zabieram cię na kolację, żebyś w końcu coś zjadła. Gaśniesz na moich oczach. 
Oni tu wszyscy płoną, gasną, spalają się, promieniują i wuj wie co jeszcze, czy ma ktoś na sali gaśnicę?
No nie wiem, ja bym tam jednak nie gasiła. 
Płoń, święty ogniu!


Poszukaj chłopaka i się pożegnaj.
– Nie możemy zostać dłużej? Proszę?
– Nie. Idź. Teraz. Pożegnaj się.
Aż się we mnie gotuje. Pan Przeklęty Kontroler. Dobrze czuć gniew. Lepiej niż być na
skraju łez.
Podajcie mi jeden dobry argument, dlaczego Ana nie może mu po prostu powiedzieć, że ona zostaje i niech się wypcha ze swoim samochodem i kolacją? Oczywiście, jedyny argument, jaki przychodzi mi do głowy to ten, że wtedy Ana zrobiłaby w końcu coś racjonalnego, co oznaczałoby, że ta książka skończyłaby się za jakieś... 20 stron, bo ten związek by wtedy nie istniał. 

Przeczesuję pomieszczenie wzrokiem, szukając José. Rozmawia właśnie z kilkoma młodymi kobietami. Ruszam w jego stronę, oddalając się tym samym od Christiana. 
Widzicie, to taka symbolika. Im bliżej Jose, tym dalej od Christiana, niesamowity zabieg stylistyczny. 

Przywiózł mnie tutaj, więc muszę robić to, co mi każe? Za kogo on się, do cholery, uważa?
Dziewczęta spijają każde słowo, które wypływa z ust José. Gdy podchodzę, jedna z nich
głośno wciąga powietrze, niewątpliwie rozpoznając mnie ze zdjęć.
Zobaczycie, jeszcze trochę, a Ana będzie w kolejnej edycji Tańca z Gwiazdami.
I w Celebrity Splash. I wygra Mam Talent samym opowiedzeniem swojej wzruszającej historii.
To pewnie ona jest tą osobą, której przyklaskiwał kierowca autobusu...

– José.
– Ana. Przepraszam was, dziewczęta. – José obdarza je szerokim uśmiechem i otacza mnie
ramieniem. W sumie nawet mnie to bawi: mój przyjaciel robiący takie wrażenie na damach.
– Wyglądasz na wściekłą – mówi.
– Muszę już iść.
– Ale przecież dopiero co przyjechałaś.
– Wiem, ale Christian musi wracać. Zdjęcia są fantastyczne, José, masz wielki talent.
Promienieje.
– Super, że się zjawiłaś.
 Doceń to, ciulu, zaraz mam wymuszoną kolację z moim zaborczym eks.

Chowa mnie w niedźwiedzim uścisku i obraca mną, tak że widzę w oddali Christiana.
Marszczy gniewnie brwi. José marszczy. Na pewno dlatego, że jestem w objęciach José. Tak więc z pełną premedytacją oplatam ramionami szyję przyjaciela. Christian chyba zaraz eksploduje. Spojrzenie ma tak mroczne, że niemal czarne. Rusza powoli w naszą stronę.
Ta scena była równie żenująca, kiedy czytałam ją w Zmierzchu.
<niestety nie udało mi się sięgnąć szczytów desperacji i odnaleźć tę scenę w Zmierzchu>

– Dzięki, że mnie ostrzegłeś co do tych portretów – mamroczę.
– Cholera. Sorki, Ana. Powinienem był ci powiedzieć. Podobają ci się?
– Eee... nie wiem – odpowiadam szczerze, zbita z tropu tym pytaniem.
– Cóż, wszystkie się sprzedały, więc komuś się spodobały. Super, no nie? Jesteś dziewczyną z plakatów.
Chyba z plakatów przeciwko przemocy wobec kobiet.

 – Przytula mnie jeszcze mocniej i w tej właśnie chwili podchodzi do nas Christian.
Piorunuje mnie wzrokiem, ale José na szczęście tego nie widzi. Puszcza mnie.
– Nie bądź taka sztywna, Ano. Och, pan Grey, dobry wieczór.
– Panie Rodriguez, imponująca wystawa. – Christian jest lodowato uprzejmy. – Przykro mi, że nie zostaniemy dłużej, ale czas nas nagli, musimy wracać do Seattle. Anastasio? – Subtelnie podkreśla „nas” i bierze mnie za rękę.
A teraz wyobraźcie sobie, że te kwestie wypowiada on:


Jakoś tak dziwnie pasuje, co nie?
Powinien mieć jakiś znak rozpoznawczy. Krwawiące oko, albo persa na ramieniu, żeby nadać postaci trochę więcej charakteru. 

– Pa, José. Jeszcze raz moje gratulacje. – Cmokam go szybko w policzek, a chwilę później Christian ciągnie mnie w stronę wyjścia. Wiem, że aż kipi z gniewu. Ja też.
Gniew paruje mu z uszu i wylewa się nogawkami ze spodni. 

Na ulicy rozgląda się szybko, po czym nagle skręca w lewo w boczną uliczkę i popycha
mnie na ścianę jakiegoś budynku.
Ach, ten Christianowy romantyzm, soooo dreamy. 
Po czym przewracają z impetem kubły na śmieci, z jednego wyskakuje przerażony kot, a kilku bezdomnych zaczyna się histerycznie śmiać. Bo z tym kojarzą mi się boczne uliczki.

Chwyta obiema dłońmi moją twarz, tak bym musiała spojrzeć w te płomienne, pełne determinacji oczy.
 Ponieważ jestem gołębiem i tylko w ten sposób mogę patrzeć w inną stronę, ruszanie gałkami ocznymi nie wchodzi w rachubę!

Robię gwałtowny wdech i jego usta spadają na moje.
To musiała być bardzo nieudana operacja plastyczna, skoro Christianowi zaczynają odpadać części ciała. 
Widać ci dobrze napisani źli nie mają nosa, a ci źle napisani źli nie mają ust. Nie szkodzi, i tak nie są zbyt elokwentni.

Całuje mnie żarliwie. Nasze zęby się zderzają, a po chwili jego język wdziera się do mych ust.
Czy tylko mnie cofnęło przy wzmiance o zderzających się zębach? To coś jak lizanie drewna, albo przeciąganie zębami po widelcu.

Pożądanie eksploduje we mnie niczym fajerwerki z okazji Dnia Niepodległości,
Ach, te barwne porównania...

i też go całuję, z równym zapałem, wplatam palce w jego włosy i mocno przyciągam go do siebie. Z gardła Christiana wydobywa się jęk, niski dźwięk odbijający się echem w moim ciele, a jego dłoń przesuwa się w dół aż do mego uda. Natarczywe palce przez materiał sukienki wbijają się w skórę.
W ten pocałunek wlewam całe cierpienie i ból z ostatnich kilku dni, wiążąc Christiana ze
sobą,
Że tak ordynarnie spytam: co?
Że tak jeszcze bardziej ordynarnie dodam: urwa?

a on, ku memu oszołomieniu – w tej chwili szaleńczej namiętności – robi to samo, czuje to samo.
Przerywa pocałunek, ciężko dysząc. Oczy mu płoną pożądaniem, jeszcze bardziej rozpalając krążącą w mych żyłach krew. 
Po czym oboje stają się tak gorący, że w końcu się rozpuszczają i z głośnym bulgotaniem rozlewają się po chodniku. Bezdomni śmieją się jeszcze głośniej, koniec.

Próbuję wciągnąć do płuc odrobinę cennego powietrza.
– Jesteś. Moja – warczy, podkreślając każde słowo. 


Odsuwa się i pochyla, opierając dłonie na kolanach, jakby właśnie przebiegł maraton.
Oj, zaniedbało się treningi, co, panie Grey, skoro pocałunek na ulicy sprawia, że się oddech traci?

 – Na miłość boską, Ana.
Opieram się o ścianę, oddychając głośno, próbując zachować kontrolę nad rozpustną reakcją mego ciała, próbując odzyskać równowagę.
Rozpusta: niemoralność w zakresie spraw seksualnych; nadużywanie czegoś.
(za: sjp.pwn.pl)
Czy całowanie się w alejce jest rozpustne? Nie, jeżeli masz na sobie ubranie i nie robisz tego jednocześnie z trzema facetami wysmarowanymi Nutellą... przez sześć godzin. 


– Przepraszam – szepczę, gdy wraca mi oddech.
– No i słusznie. Wiem, co robisz. Pragniesz fotografa, Anastasio? On z całą pewnością czuje miętę do ciebie.
Niedobrze mi się robi. Nie, naprawdę, ta książka jest obrzydliwa, ale nie do końca w tych aspektach, o które chodziło aŁtorce. Bo jeżeli facet rzuca się na ciebie, ty to odwzajemniasz, a potem zaczyna cię oskarżać, że pragniesz innego, to przepraszam, ale jest to obrzydliwe i w żaden sposób Christian ze swoją zaborczością i chorobliwą wręcz zazdrością nie jest uroczy. Mam dosyć tego syfu, a to dopiero jeden z pierwszych rozdziałów tej szmiry. 
Nie powiem, co naprawdę warto byłoby włożyć w imadło. To wszystko nie było urocze już w Tłajlajcie, teraz jest po prostu odrażające.

Kręcę zawstydzona głową.
– Nie. To tylko przyjaciel.
– Całe dorosłe życie próbowałem unikać wszelkich ekstremalnych uczuć. A jednak ty... ty
wywołujesz we mnie uczucia, które są mi zupełnie obce. To bardzo... – Marszczy brwi, szukając odpowiedniego słowa. – Destabilizujące. Lubię kontrolę, Ana, a przy tobie to – prostuje się i wbija we mnie rozgorączkowane spojrzenie – znika.
Mówisz, że nie potrzebujesz kontroli w stosunku do niej? W jaki sposób kontrola nie wpisuje się w twoje rozkazywanie jej na każdym kroku, wmuszanie w nią jedzenia, wyciąganie z imprezy siłą, nie mówiąc już nic o stalkowaniu jej w poprzedniej części? 

 – Macha ręką, po czym przeczesuje palcami włosy i bierze głęboki oddech. Chwyta moją dłoń. – Chodź, musimy porozmawiać, a ty coś zjesz.
A my z Toldie musimy się chyba porządnie schlać. 

19 komentarzy:

  1. Dobra, nie ma opcji: kto zakłada fanpage „Chcę, żeby Krystyna Czubówna nagrała audiobook z trylogią o Greyu”?
    Propsy za scenę z Parks&Rec :)
    Kolejne propsy za Losux <3
    Czy ktoś próbował to czytać w oryginale i ocenić, jak bardzo (czy w ogóle) skrzywdził(a) ten tekst tłumacz(ka)? Bo niektóre sformułowania są tak pretensjonalne, że naprawdę trudno mi uwierzyć, że po angielsku też tak dennie to brzmiało...
    A poza tym, do samej książki (wnioski tylko na podstawie przytoczonych fragmentów) trzy uwagi:
    1) To jest psychiiiczne. Chore. Nienormalne. To, jak bardzo ona to przeżywa, jak cierpi, jak umiera, bo ten buc się nie odzywa. „Jak długo będzie trwać ta udręka? Jestem w piekle” – sorry, ale przy tym to już ałtoreczkowe arkadyjskie piekło Diablicy było bardziej piekielne!
    2) To jest psychiiiczne. Chore. Nienormalne. To, że ta książka opisuje najbardziej patologiczny związek, jaki można wymyślić. Czy ktoś, czytając to, kibicuje im, żeby się zeszli? Na serio?
    3) To jest psychiiiczne. Chore. Nienormalne. I kropka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wreszcie nowy post! Od kilku miesięcy nie wchodziłam na tego bloga, aż tu nagle dzisiaj naszła mnie na to ochota. "Może w międzyczasie coś dodały?" pomyślałam. Bardzo się zdziwiłam, że akurat tego dnia, którego postanowiłam Was odwiedzić, dodałyście analizę :D Macie zamiar udostępniać w regularnych odstępach czasu? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super materiał na coming back! Warto było poczekać :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od 17:45 do 19:30 jest 1 godzina i 45 minut, a nie 2 godziny i 45 minut ; ).

    OdpowiedzUsuń
  5. Wróciłyście! :D
    Nareszcie, tyle się naczekałam...
    Chyba uzależniłam się od waszego bloga jak Ana od Christiana. Jacie, ale się uśmiałam, świetna analiza. Co do obrazków i tekstów o jego ciemnym, mrocznym spojrzeniu, to dla mnie filmowy Szary wygląda jak poraniona sarna.
    Za to stanę w obronie autorki, ponieważ wyraźnie chciała stworzyć książkę, która spodoba się różnym grupom i tak mamy tutaj coś dla kur domowych ze zrujnowanym małżeństwem, trochę dla nastolatek i coś dla okulistów - nowy poziom jaskro-zaćmy. Swoją drogą lata temu dziewczyny czekały na księcia na białym koniu, trochę później na tysiącletniego wampira, a teraz co? Czekają na gościa w gajerze z pejczem w ręku i dziwną obsesją kontroli? ...
    Szczerze mówiąc ubawiłam się po pachy czytając wasze komentarze, ale gdzieś pod koniec miałam ochotę pominąć "biały" tekst, to co zrobiła pani autorka to się już naprawdę w głowie nie mieści. Czasem mam nadzieję, że to tylko tłumacz spieprzył sprawę...
    Pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Wróciłyście! Ale super!!! Witamy!
    ziemią spustoszoną przez wojnę -to dobre jest, obśmiałam się, muszę zapamiętać!
    1)Też się zastanawiam, ile zepsuła tłumaczka?
    2) Pierwszy lepszy erotyczny fanfik jest lepiej napisany pod względem scen seksualnych i prawdopodobieństwa psychologicznego postaci
    3) Wiecie co mnie najbardziej wkurzyło? To wyciągnięcie jej z wystawy - buc do kwadratu i bezwolna idiotka.

    Strasznie fajnie znowu Was czytać i jaka długa analiza!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wierzę, że to możliwe, ale 50 shits jest najwyraźniej jeszcze gorsze, niż opko o Pupusiu z ostatniej Sylwestrowej Ustawki.
    Nie chcę dłużej żyć na tej planecie. Naprawdę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzaj, Christian przecież nie zabił rodziców Any ;)

      Usuń
  8. wreszcie wróciłyście! zacny materiał na analizy, mam nadzieję, że teraz już regularniej będziecie coś wrzucać :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Analiza jak zwykle wspaniała :)
    Książka jest szczytem absurdu, ale wydaje mi się, że jestem a wstanie zrozumieć boCHaterkę - jej miłość do Greya przypomina moją miłość do mojego kota :P On też czasem się do mnie przymila, a czasem mnie bije, drapie, gryzie i ogólnie mną pogardza. A mimo to zaczynam za nim tęsknić jak go nie widzę przez cały dzień. I gdy wracam do domu znowu biorę go na ręce, choć doskonale zdaję sobie sprawę, że za chwilę prawdopodobnie spróbuje "przyjacielsko wydrapać mi oczy".
    Trillian
    P.S. Dobrze, że wróciłyście :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie, proszę nie, od tego fragmenty z Krystyną Czubówną dokładnie wszystkie fragmenty tak brzmiały :-; Wszystkie. Bolało.
    Ale analiza zacna.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dźganie mydłem w płynie wpisuje w mój notesik The Best of Analizy.
    Nie wiedziałem, że ktoś może wydać książkę o BDSM nie mając najmniejszego pojęcia, na czym ono polega i zarobić na tym kupę kasy, ale 50 Odcieni Gówna wyprowadziło mnie z tego jakże naiwnego przekonania.

    OdpowiedzUsuń
  12. Przy fragmencie "jestem samotną wyspą" bezwiednie dopowiedziałam sobie: tsa, Ibizą. Jak bardzo dziwna jestem? Analiza - cudo, oby częściej.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ależ zacna analiza, warto było poczekać. Ale też materiał macie wyjątkowo kwikaśny, nie ma co. Mam tylko nadzieję, że nie każecie nam czekać na kolejną część zbyt długo ;) .

    "Odsuwa się i pochyla, opierając dłonie na kolanach, jakby właśnie przebiegł maraton."
    Oj, zaniedbało się treningi, co, panie Grey, skoro pocałunek na ulicy sprawia, że się oddech traci?
    Ej, no co Wy, toż to klasyczna cecha Mary Sue, doprowadzić faceta pocałunkiem do zadyszki jak po przebiegnięciu maratonu. Bez tego słowa-klucza nie ma trÓ uczucia.

    Tylko dwie uwagi. Po pierwsze:
    "Nie wiem jak wy, ale mi się te zdjęcie kojarzy jedynie z:"
    Z całą miłością, dziewczyny, ale "TO zdjęcie". Mało co mnie tak boli, jak to.

    Co do instant pięciodniowej diety to się z Wami nie zgodzę. Owszem, nie jest to ani dieta poprawna, ani mądra, a efekt się nie utrzyma, ale wbrew pozorom można schudnąć w ciągu pięciu dni nawet jak człowiek przyjmuje płyny i się nie odwadnia. Plus, weźcie pod uwagę, że Ana była w tym czasie w rozpaczy (dobra, nie zagłębiajmy się, mam na myśli teoretyczną sytuację), człowiek, który nie je, a do tego żyje w ciągłym stresie, rozpacza etc., jest tym bardziej podatny na utratę wagi. Żadnych medycznych wyjaśnień niestety nie mogę Wam podać, bo też się nie znam w takim stopniu, ale mówię z własnego doświadczenia (i tak, jestem podobnie jak Ana osobą szczupłą, i tak, postronni ludzie, którzy widzieli mnie pięć dni później, od razu zauważali zmianę).

    Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej ;)

    Carly

    OdpowiedzUsuń
  14. Jesteście niesamowite. :D Uwielbiam Wasze analizy, cieszę się, że wróciłyście!

    OdpowiedzUsuń
  15. Możnaby dopatrzyć się bogatej - domyślnie - psychiki głównej bohaterki. Mówię serio - oto w kilku tomach rozgrywa się dramat Any, jej chore uzależnienie od jakiegoś buca i "miłość" do niego, którą sobie wmawia. To niesamowicie smutne. Co jakiś czas dochodzi do głosu zdrowy rozsądek "jak on może cię tak traktować?", a potem szybkie spojrzenie na przystojnego buca i już myśli tracą klarowność. To nie opowieść o miłości - to opowieść o ludzkim nieszczęściu.
    W bardzo miernej oprawie.

    Analiza bardzo trafna. Ubieracie w słowa to, co w mojej głowie jest często jednym wielkim zszokowanym "wtf?!". Cieszę się, że wróciłyście :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Niesetety, przystojni, bogaci Sadobuce w stylu Greya nie sa wcale rzadkoscia. Been there, done that. Pozwolcie opisac mi zwiazek w skrocie:

    Ja: Od dwoch lat zyje w poliamorycznych zwiazkach...
    On: Biedna dziewojo, wykorzystywana jako dziura przez tych zlych napalencow, ja cie ochronie i ustatkuje, zobaczysz, bedziesz mila w zyciu tyle szczesliwych momentow, i wyladniejsz, bo na razie to wygladasz jak maltretowany kot.

    Ja: Nie jestem masochistka. Jestem raczej s niz m. Nie lubie bolu.
    On: Gdybys byla masochistka, nie mialbym takiez dobrej zabawy. Masochistek mialem juz duzo, a ciebie trzeba zlamac, to takie podniecajace....

    Po uplywie kilku miesiecy:
    Ja: zerwe z nim jutro. Za miesiac. Teraz mam pierdylion powodow, by z nim zostac. Tak, wiem, ze mnie upokarza na kazdym kroku. Odejde. Niedlugo.
    On: Nie lubie, gdy spotyka sie z przyjaciolmi beze mnie. Ja sie nie spotykam, zapomnialem nawet o urodzinach siostry, taki bylem zakochany! Niech sie cieszy, ze pozwalam jej odwiedzac rodzicow raz w tygodniu. W koncu i to robie niechetnie. Lubie kontrole. Totalna kontrole.

    Ja: Nie, nie bede jesc miesa. Tak, lubie warzywa. Tak, umiem gotowac. Nie, nie chce jesc codziennie spaghetti z sosem z supermarketu. Ramen.

    On: Albo spaghetti, albo ramen! Nie gotuje latem, jest na to za goraco. A jak ona zabierze sie do gotowania, to tragedia! Rece jej sie trzesa, robi rzeczy za wolno, rozlewa wode, upuszcza rzeczy. To mnie denerwuje, jak mozna byc tka ciamajda?! Naturalnie, musze okazac zniecierpliwienie. Ja taka ofiara losu wogole smie pojawiac sie w kuchni?! Nie wiem, co jadla beze mnie, wygladala jak afrykanskie dziecko.... Ale ja ja odkarmie! Mieskiem, oczywiscie, miesko dobre, warzywa zle!*

    Ja: Jestem wegetarianka.
    On: To przestan, to takie niezdrowe, za x lat bedziesz miala zdrowotne problemy... Ugotuje ci takie dobre miesko, dobrze?

    Ja: Czy ty do cholery wiesz, co to gra wstepna?! Dlaczego zawsze pozycje, ktorych nie lubie?! Co to byc za s/m, skoro interesuje cie tylko moj bol i twoj orgazm?!
    On: "Milczy urazony. Ma nadzieje, ze dupa sie przelamie i zacznie byc pozyteczna".

    Po zerwaniu:

    On: Nie bede cie ignorowal, jezeli bede wiedzial, ze bedziesz miala chlopaka, ktory traktuje cie powaznie, a nie kolesi, ktorzy beda cie wykorzystywali.
    Ja: Wracam do poliamorii. Nie ma szans na monogamie. I dobrze mi z tym, nie czuje sie wykorzystywana.
    On: Tak ci sie tylko wydaje!


    On: Twoja reputacja bedzie zniszczona!
    Ja: Juz jest. Glowno mnie to obchodzi.
    On: Jeszcze nie jest za pozno, zeby ja naprawic!

    On: Ale zacznij nareszcie jesc mieso, dobrze? Za kilka lat bedziesz powaznie chora, a mi zalezy na twoim zdrowiu. Poza tym jestes Europejka, a wy jedzenie mieska macie juz w genach, szkodzisz sobie, dzialajac przeciw swojej naturze...
    Ja: (warczy): Mieso mi nie smakuje.
    On: Czemu sie zloscisz?! Ja sie tu o twoje zdrowietroszce, a ty sie zloscisz?

    Nie, to nie jest romantyczne. To jest chore, wyniszczajace, i chocby facet byl nie wiem jak pikny i bogaty, to mimo ze sie za nim teskni, nawet cholernie, to jednak ulga: bezcenna. Na razie ciesze sie salatkami.

    OdpowiedzUsuń
  17. ...zdolnego przewieść Anę... przewieść? Srysli?

    Analizę kocham.

    OdpowiedzUsuń