poniedziałek, 14 kwietnia 2014

Wielki powrót Anielicy, czyli do czego jest ten guzik? - cz. 12

Tak, tytuł Was nie myli. Postanowiłyśmy to zrobić. Znowu.
Nie dość, że już ścigają nas ogary piekielne zbliżającej się sesji, to nasi konsultacji do spraw masochistycznych zasugerowali ostatnio, że ponowne wzięcie na ruszt pewnej powieści fantasy jest znakomitym pomysłem. Zatem, werble, proszę, bo w glorii i chwale, wraca Lisek, to znaczy nasza ulubiona anielica Wiktoria!
Której, stety czy niestety, przez ten czas nie ubyło na liskowatości (na liskowatości zyskał nawet Azazel), a możecie nam wierzyć - najgorsze dopiero przed nami.
Indżojcie!

Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja

Wiki godzi się na swoje mroczne przeznaczenie i choć mając alternatywę w postaci nocowania w domu rodziców, postanawia spędzić noc u Beletha. Po ekscesach w rodzaju prostackich kanapek, podawania szynki z galanterią i nieudolnego upijania diabeł opowiada liskowi o Jeziorze Czasu, w którym lisek mógłby zobaczyć przeszłość i dowiedzieć się, czy Piotruś rzeczywiście poszedł na lewo. Beleth postanawia przejść do rzeczy, co czyni to w finezyjnym stylu romansów klasy C. Po obejrzeniu czerwonego pokoju bólu sypialni rozkoszy Wiki decyduje się jednak spać na kanapie, a nasz Latino Lover postanawia zajść zdobycz od innej strony, to znaczy rzucać jeszcze bardziej suchymi tekstami.

Rozdział 21
Ulice niebiańskiego miasta, którego nazwy nawet nie zdążyłam jeszcze poznać, były pełne słońca.
Nie miała czasu zapytać, cały czas ścigają ją umięśnione ramiona Beletha.
Tyle słońca w całym mieście, nie widziałeś tego jeszcze, potwarz! O, potwarz!
Przepraszam, ale po tygodniu z Shakespeare'em mam niski próg tolerancji na kiepską literaturę. Poza tym, właściwie dlaczego znowu sobie to robimy?


To taki paradoks analizatora: niszczysz coś, ale jednocześnie to niszczy ciebie.

Promienie odbijały się od metalowych dachów, marmurów, srebrnych latarni. 
Marmury też były metalowe, za to na latarnie ktoś się nieźle wykosztował. 
W poprzednim opku ktoś się wykosztował na latarnie wzdłuż całej autostrady. Ale tam niebagatelną rolę odgrywały grzybki halutki, a tutaj chyba uchwala się budżet po wciągnięciu gwiezdnego pyłu czy czegoś takiego.

Wszystko było piękne i jak z obrazka, jednak musiałam stworzyć sobie okulary przeciwsłoneczne, bo myślałam, że wypali mi oczy.
Wypalenie gałek ocznych z pewnością umniejszyłoby nieco zachwyt nad pięknem miasta. Poza tym, co aniołowie mają z tym wypalaniem oczu?


Są nieśmiali i nie lubią, jak się na nich ktoś zbyt długo patrzy.

 Zmarli mieszkańcy przyglądali mi się ciekawie. Ich słońce nie raziło.
Albo się przyzwyczaili i chodzili po omacku, albo dostali pośmiertny bonus w postaci mikroskopijnych źrenic.
Po śmierci wszyscy automatycznie dostawali wiedźmiński skill manualnego zwężania źrenic.
Może po prostu tutaj trafiają ci, którzy nie przeszli do końca Próby Traw.

- Jak nazywa się to miasto? - zapytałam idące obok mnie diabły.
Zachowywały się, według mnie, dziwnie.
Rzeczowniki męskożywotne są takie passe. Jeżeli już te osobniki mają w miarę ludzkie kształty i inteligencję (...taki żarcik sytuacyjny) to dlaczego nie mówić "oni" zamiast "one"?
Boru szumiący, sama nie wiem w jaki sposób to przeszło przez jakąkolwiek korektę. Chyba, że bawimy się w "diabły nie mają płci" i tworzymy sytuację podobną do "tego hermafrodyty".

 Szły środkiem ulicy, starając się zwrócić na siebie jak największą uwagę przechodniów. Oczywiście miały na plecach lekko złożone skrzydła.
Proponuję jeszcze rozebrać się, założyć bikini uplecione z torebek herbaty i nasmarować się dżemem. Wzajemnie nasmarować.
Rozumiem, że w niebiańskim mieście skrzydła są tak niecodziennym widokiem, że ludzie zaraz zaczną sobie cykać z nimi foty?
Są jak te miśki na Krupówkach, tylko trochę mniej wyleniałe.

To chyba miała być reklama, w przypadku gdyby Gabriel nie mógł się zdecydować, czy ich przyjąć, i zarządził plebiscyt wśród mieszkańców.
Jeżeli Gabe rządzi miastem na zasadzie "motłoch powiedział, że mają czaderskie skrzydła, więc niech im będzie" to nie wróżę mu wielkie kariery politycznej.

Oczywiście prawdopodobieństwo, że w taki sposób zostanie podjęta decyzja, było równe zeru, jednak diabły nadal przeprowadzały swoją akcję promocyjną.
Zaczęły rozdawać cukierki z odwróconym krzyżem, oraz farbę do malowania pentagramów. Co dziesiąta osoba dostawała jedną klątwę. 

Dzisiaj wybraliśmy się na długo obiecywaną mi wycieczkę po cudach Arkadii.
Na lewo Vistula, na prawo Empik, na końcu korytarza toalety i Costa. 

 Nie wiązałam z nią większych nadziei czy oczekiwań. Głównie zależało mi na tym, żeby w którymś momencie skierować moich towarzyszy w stronę Jeziora Czasu.
Nie jestem pewna, czy w przypadku tej postaci jest to przejaw czegoś w rodzaju samodzielnego myślenia, czy manifestacja "ma być tak, jak ja chcę".

Beleth sięgnął do mijanego właśnie krzaku róż i zerwał jedną różyczkę, krwistoczerwoną, idealnie pasującą barwą do mojej bluzki.
Coincidence? I think not!

- Oto edenia - podał mi z galanterią kwiat.
- Dziękuję - aż miałam ochotę dygnąć, gdy przyjmowałam podarunek. Wplotłam różę we włosy, wprawiając go w doskonały nastrój.
Jak na razie przystojny diabeł robił wszystko, by mnie w sobie rozkochać, tak jak obiecał.
Ajj, mój ulubiony epitet powrócił. Zaczynam się zastanawiać, czy ona tak uporczywie powtarza "przystojny diabeł", bo usiłuje sobie wmówić, że tak rzeczywiście jest.

 Od rana częstował mnie drobnymi, uroczymi gestami mającymi zapewnić o jego szczerym, niegasnącym zainteresowaniu.
Głowa konia na dzień dobry to też znak niegasnącego zainteresowania. 

Zero podtekstów erotycznych, propozycji śniadania w łóżku lub spędzenia paru upojnych chwil na stole w jadalni.
Tutaj pitu pitu, kwiaty we włosach, a gdybyś usłyszała jego strumień świadomości...

Nie poznawałam go. A nawet, co mnie samą zawstydzało, zaczynało mi brakować jego pożądania.
To dopiero pierwsza strona a ja już pragnę aby ktoś zabił główną bohaterkę, brawo, pani Miszczuk, udało się. 

- Proponuję, żebyśmy zaczęli od Anielskiego Centrum Dowodzenia - powiedział Azazel i zatarł dłonie z uciechy. - To niedaleko. Poza tym dawno tam nie byłem.
Beleth skrzywił się z niesmakiem.
- Wątpię, żeby za tobą tęsknili.
Zmieniam zdanie, to pierwsza strona, a ja już pragnę aby ktoś zabił WSZYSTKIE postaci.
Wyeliminowanie z tej książki postaci uczyniłoby ją o wiele lepszą. To przykre <wcale nie>.

- O czymś nie wiem? - zapytałam zainteresowana.
Prawdopodobnie nie wiesz nic o wielu rzeczach.
<Toldie z góry przeprasza za żenujący poziom jej sucharów, to mój sposób na odreagowanie>

- Na pewno wszystko dokładnie ci opowie, gdy dojdziemy na miejsce - odparł przystojny diabeł. - Własna pycha nie pozwoli mu milczeć.
Pycha wyczerpała również zakres multitaskingu Azazela. Może robić jedynie dwie rzeczy naraz, a skoro idzie i się pyszni, z tłumaczeniami będzie musiał zaczekać, aż dojdą na miejsce. 
Jak się rusza, to szybko się przegrzewa i obwody mu się przepalają.

Arkadia była dokładnie zaplanowana. Tutaj nie było miejsca na tandetny neon czy afisz. Wszystko było piękne. Żaden z budynków nie wyróżniał się na tle pozostałych bajkowych budowli.
Pięknie, właśnie wyobraziłam sobie niekończącą się wstęgę tęczowych rzygowin. Takie mniej więcej wrażenie powinien robić nadmiar bajkowych budowli. 
Wciąż miejmy w pamięci to, że niebo jest zaprojektowane w polisz arkitekczer.

Jedynie budynek Anielskiego Centrum Dowodzenia nie pasował do całości. Zdziwił mnie. Wyglądał jak bunkier, który ktoś wykopał na powierzchnię. Niska szara bryła pozbawiona okien, postawiona praktycznie pod miastem. Otaczały go malownicze drzewa, które miały chyba ukryć brzydotę budowli.
My mamy swój odpowiednik tego Centrum Dowodzenia.


W końcu przez rok stąd nadawało Radio Maryja.

- A gdzie srebrny dach? - zakpiłam. - Nie starczyło surowca?
Ehehehehe, takie śmiszne, że mnie kapcie z kulasów zleciały.

- Zakłócałby pracę elektryki - wyjaśnił mi Beleth.
- Och...
Och, bo oczywiście w niebie nie ma szans, na obejście takiej niedogodności? Bo samochody mogą jechać na Białym Jeleniu, ale srebrny dach totalnie uniemożliwia złapanie Wi-Fi?
A mi się jakoś tak wydaje, że, hmm, takie zwały betonu mogą co nieco blokować?
Poza tym srebro samo z siebie niczego nie zakłóca, pytałam absolwenta polibudy.

Elektryka? W Niebie? A gdzie moce anielskie?
Tam gdzie reszta logiki, mniej więcej na wysokości ślepej kiszki. 

Po trzech obdrapanych schodkach weszliśmy przez otwarte drzwi do środka. W Niebie nikt nie przejmował się złodziejami. Nie używano zamków, kluczy czy kłódek.
Nie licząc tej super chronionej bramy wjazdowej. 

 W Piekle było inaczej. Mogło się zdarzyć, że ktoś odwiedzi twój dom pod twoją nieobecność. Tak na wszelki wypadek nikt nikomu tam nie ufał.
 Tak, to ta sama kraina luzu i wiecznej zabawy, którą tak ochoczo bohaterka opisywała w pierwszej części. Grunt to trzymać się jednej ustalonej wersji. 
Odwiedzi, hehehe. I kończy się to na spaniu w czyimś łóżeczku, o wyjadaniu owsianki nie wspominając.

Krótkim korytarzem doszliśmy do kolejnych niepozornych drzwi. Na pierwszy rzut oka wyglądały na pomalowaną na biało sklejkę. 
Rozumiem, że na pierwszy rzut oka pomalowana na biało sklejka diametralnie różni się od pomalowanego na biało drewna?
Ałtorka ma jakiś dziwny fetysz surowcowy - wszystko jest albo z marmuru, albo z białej sklejki. Albo jest prostym metalowym biurkiem.

Jedynym dziwnym akcentem była przyklejona do nich żaróweczka.
Na mąkę. Bo jakoś nikt nie wpadł, by zamontować gniazdo NAD drzwiami.

- Najpierw odbędzie się kontrola - wyjaśnił mi Beleth. - Musisz stworzyć sobie medalik albo krzyżyk i stanąć naprzeciwko czerwonej lampki. To coś jak bilet wstępu. Gdy zmieni kolor, będziesz mogła wejść.
Czy w świecie, gdzie Hesus popyla sobie po mieście Bentleyem, nadal nosi się na szyi krzyżyki? 
Dlaczego nie, w dobrym tonie jest jeszcze rapować w tym Bentleyu.

Machnął dłonią, a na jego szyi pojawił się drobny złoty krzyżyk.
 Beleth stanął przed drzwiami, żeby pokazać mi, jak to działa. Żarówka zaświeciła się na zielono.
Za jego przykładem stworzyłam mały medalik z Matką Boską. Lampka zazieleniła się.
Azazel stanął przed drzwiami i zadowolony z siebie wypiął pierś, na której błyszczał olbrzymi, ciężki, srebrny krucyfiks na grubym łańcuchu.
Azazel za życia był zapewne rosyjskim turystą.

- Ja mam miesięczny - puścił do mnie oko. Żaróweczka zwariowała, migając zielonym światełkiem.
W końcu pękła. Odłamki szkła poleciały na podstępnego diabła. Przedobrzył.
Nie tylko on...

- Co teraz? - zapytałam. - Wchodzimy?
Nie, wracamy do domu, przyszliśmy tylko rozpierdzielić żarówkę.

- Teraz zapukamy, bo tak wypada - kontynuował wykład Beleth.
Nauczyłbyś swojego lachona tej sztuki, bo ona tylko łomoce do drzwi i dziwi się, że nikt jej nie lubi.

 - Gdybyśmy nie przeszli kontroli, moglibyśmy walić w te drzwi, ile dusza zapragnie, a nikt w środku by nas nie usłyszał.
A jakby je wysadzili, też nikt niczego nie usłyszy? Pytam z ciekawości poznawczej. 

Azazel zapukał sześć razy. Odpowiedziała mu cisza.
- Ach, no tak. Przepraszam - dodał jeszcze jedno stuknięcie. Beleth postanowił znowu mi wyjaśnić:
- W Niebie stuka się siedem razy.
Rozumiem, że jak się puka sześć razy nikt nie reaguje, ale przy siódmym u wszystkich włącza się odruch Pawłowa?
Przy siódmym uruchamia się skomplikowane urządzenie wyciągające im zatyczki z uszu.

Gwałtownie szarpiąc drzwi, otworzył nam niewysoki anioł. Przyjrzałam mu się dokładnie, bo stanowił dość niecodzienny, jak na zadbane Niebo, widok: brązowe, splątane włosy związał w kucyk, a z nosa zsuwały mu się grube, okrągłe okulary.
Przyjrzała mu się dopiero po tym, jak stwierdziła, że jest niecodziennym widokiem. 

 Reszta jego stroju wyglądała dość tradycyjnie, jeśli nie liczyć kilku plam od kawy na przedzie płóciennej koszuli i dziury w skarpetce.
Uwielbiam jak pani Miszczuk lubi opisywać stereotypowe postaci. Najpierw leniwa sekretarka w garsonce, teraz niedomyty informatyk. Ja bym uważała, część osób, które Pani obraża, może mieć dostęp na przykład do zabytkowej broni palnej, albo bardzo ostrych mieczy. 

Duży palec anielskiego pracownika zgiął się, zupełnie jakby skurczył się ze strachu na nasz widok.
Say whaaaaaat?

- Azazel! Co ty tu robisz?! - w jego głosie słychać było nieukrywaną panikę.
- Mój drogi, wiedziałem, że ucieszysz się na mój widok! - Zanim zdążył mu odpowiedzieć, podstępny diabeł wypchnął mnie do przodu, tuż przed nos dziwnego anioła.
Te dialogi są tak suche, że aż mam okruchy pod powiekami.

- Pozwól, że przedstawię ci Wiktorię. Jest śmiertelniczką. Na pewno o niej słyszałeś.
- Ja o niczym nie słyszę, Azazelu. Ja pilnuję porządku na świecie! Nie mam czasu zawracać sobie głowy głupotami!
Niczym załoga Odyseusza zapchałem sobie uszy woskiem, ażeby nic mnie nie odciągało od zbożnego celu.

Diabeł nawet na chwilę nie stracił animuszu.
- Wiktorio - zwrócił się teraz do mnie. - Oto Zafkiel! Pilnuje, żeby wszystko dobrze działało.
Cały czas popychał mnie do przodu, przez co niechętny mi wyraźnie anioł musiał się cofać. 
Wyczuł w porę, że obecność Wiki powoduje kastrację.

Po chwili już byliśmy w środku. Taktyka Azazela okazała się bardzo skuteczna.
Albowiem był to szczyt jego geniuszu.

- Zafkiel czuwa nad tym, żeby Słońce krążyło dookoła Ziemi, Ziemia wokół Księżyca - opowiadał zaaferowany diabeł, podchodząc do szeregu ekranów wiszących nad panelem sterowania, którego nie powstydziłoby się NASA.
- Ziemia dookoła Słońca, a Księżyc dookoła Ziemi, ty ignorancie - wycedził wściekły anioł, poprawiając okulary na nosie. - Odejdź stamtąd! Natychmiast!
W jego rękach spoczywają losy świata, a jest go w stanie obejść średnio wygadana nastolatka. To wiele wyjaśnia.

Wepchnął się pomiędzy podstępnego diabła a blat pełen kolorowych przycisków i rozłożył szeroko ramiona.
Ja rozumiem, że czasami trzeba opisać postać używając jakiejś z jego cech, ale wskażcie mi proszę, kiedy to ostatnio Azazel zrobił coś, co można było uznać za podstępne? Plany tego gościa są tak chytre i przebiegłe jak ten lisek:




- Tylko czegoś dotkniesz, a skopię ci tyłek! - zagroził.
Wciąż z rozpostartymi ramionami? Musiał wyglądać tak:


- Ty? Mnie? - zakpił Azazel. - Bądźmy szczerzy, ziemski siedmiolatek wygrałby z tobą na rękę.
- W takim razie mój pomocnik Ariel cię rozbroi - oświadczył z godnością Zafkiel.
Dopiero teraz zauważyliśmy, że w kącie pomieszczenia, obok kilkunastu innych monitorów siedział, a raczej rozłożył się na krześle, kolejny milczący anioł.
Nie wiem, gdzie jest pierwszy milczący, bo Zafkiel się bez przerwy żołądkuje. Chociaż Beleth się jakoś tak na chwilę przymknął.

 Na kolanach trzymał harfę, na której pobrzękiwał co chwilę.

Taka harfa? Bo wujek Google nie jest w stanie znaleźć mi żadnej harfy, którą można by trzymać na kolanach. 
Może miał prototypowy model średniowieczny czy coś takiego.

Spojrzał na nas nieprzytomnym wzrokiem spod zmierzwionej grzywki. Miał podkrążone oczy, jakby od dłuższego czasu nie spał. Z kolei jego fryzura nasuwała myśl, że dopiero co wstał z łóżka.
- Joł - mruknął obojętnie i wrócił spojrzeniem do ekranów, wykonując jednocześnie dość skomplikowane ruchy palcami na strunach instrumentu.
...Nie jestem w stanie tego skomentować. Przechodniu, powiedz Sparcie, że poległam, analizując dzieuo pani Miszczuk.

Zafkiel spokojnie mógł straszyć Arielem. Był z niego kawał chłopa. Umięśnione ramiona aż rozsadzały płócienne rękawy koszuli.
Do plejady stereotypowych postaci niniejszym dołącza anielski dresik. W końcu wiadomo, że przyrost mięśni jest wprost proporcjonalny do zmniejszenia mózgu i zasobu leksykalnego.
Może dział odzieżowy Arkadii nie dysponuje już koszulami w większych rozmiarach i dają mu zbyt małe ciuchy? Taki syndrom Kapitana Ameryki z ostatniej części?



- Masz pomocnika? - nie mógł uwierzyć Azazel. - Od kiedy?!
- Odkąd wzrok zaczął mi się psuć - wyznał smutnym głosem.
- To aniołom może popsuć się wzrok? - zapytałam zaskoczona.
Zwrócił się w moją stronę. Ledwo widziałam jego oczy zza grubych jak denka od butelek szkieł okularów.
Mogą, ale tylko tym, które nie są bezpośrednio powiązane z główną bohaterką. W jej życiu nie ma bowiem miejsca dla postaci z wadami fizycznymi. Jej zajebistość działa jak Photoshop.

- Gdy od miliardów lat ktoś się wpatruje w ekrany, to niestety jest to możliwe. 
Jestem męczennikiem i ślubowałem nie używać mocy anielskich, by go naprawić.
Może operacja laserowa jest dla nich jak in vitro i skoro ingeruje w borski plan, nie biorą jej pod uwagę?

Dlatego dostałem asystenta, a raczej czeladnika. Mam go nauczyć wszystkiego, co wiem.
Spojrzał zrezygnowanym wzrokiem na Ariela. Widać po nim było, że niespecjalnie pasjonowało go śledzenie tabel i wykresów pojawiających się na monitorach. Ciekawe, jak tu trafił? Za karę?
Pomylił drogę idąc na siłownię i nie był już w stanie znaleźć drogi powrotnej.
Rozumiem, że za żadne skarby w Niebie nie znajdzie się nikt kogo interesowałaby posada pana i władcy wszechświata?

- Zafkielu, przyprowadziliśmy naszą podopieczną Wiktorię, żebyś mógł jej opowiedzieć, czym się zajmujesz. Bardzo ją to interesuje - po raz pierwszy odezwał się Beleth. - Będziemy ci wdzięczni za mały wykład.
Najwyraźniej był według anioła nieszkodliwy, bo Zafkiel nie zwrócił na niego uwagi, gdy podszedł do stołu.
- Wykład? Zainteresowana? - podchwycił Zafkiel.
W sumie, czemu nie?
- Tak - odpowiedziałam z uśmiechem. - Czym się zajmujesz?
- Jestem odpowiedzialny za ład we wszechświecie - pociągnął mnie w stronę ściany całej zapełnionej płaskimi monitorami, natychmiast tracąc zainteresowanie diabłami. - Obserwuję trajektorie wszystkich ciał niebieskich i pilnuję, żeby nie było jakiejś katastrofy, żeby wszędzie były odpowiednie poziomy grawitacji i nasłonecznienia - pokazywał kompletnie nic mi niemówiące schematy i wykresy.
Tylko czasem coś przeoczę, gdy gram w CS'a, jak wtedy w Czelabińsku.

- A cała ta ściana - podeszliśmy do tej, przy której siedział Ariel - jest przeznaczona dla Ziemi. Tu mamy opady na obu półkulach, poszczególnych kontynentach, w państwach, tutaj poziom nasłonecznienia, temperaturę, wilgotność, poziom powłoki ozonowej, poziom zanieczyszczeń powietrza, ziemi, wody, stopnie ryzyka katastrofy o znaczeniu globalnym, stopnie ryzyka katastrofy o małym zasięgu terytorialnym, liczbę narodzin, liczbę zgonów,
małżeństw, ryzyko…
Powoli zaczynało mnie to nudzić.
Boru, dziewczyno, niedługo nawet oddychanie ci się znudzi.

Zafkiel mówił i mówił. Temat nie miał końca.
No wiesz, tak to bywa, kiedy ktoś ma na jakiś temat wiedzę i się tym interesuje. Uwaga, dwa skomplikowane słowa: wiedza i zainteresowanie. W razie problemów odsyłam do słownika. To taka książka z wyrazami. Książka mianowicie to duża ilość zapisanych kartek połączonych ze sobą. 

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że można obserwować tyle rzeczy na naszej planecie i nie zwariować od tego. Co prawda, poziom przytomności i stan zdrowych zmysłów anioła były dyskusyjne.
Taa, bo jeśli ktoś ma pracę, którą się pasjonuje i chce o niej dobrowolnie opowiedzieć, musi być szurnięty. Tymczasem ty przez całe trzy tomy jesteś zainteresowana wyłącznie dwoma facetami o osobowości równie złożonej, jak u przeciętnej kukurydzy.

Zachciało mi się ziewać, ale siłą się powstrzymałam. Nie miałam ochoty już tego słuchać.
Niech Zafkiel mówi dalej, może jak Wiki uśnie, da się ją cichcem wytoczyć poza bramę.

- A do czego służą przyciski i pokrętła? - przerwałam aniołowi.
- Cieszę się, że pytasz, bo to bardzo ciekawe - uśmiechnął się z niemal chorobliwym entuzjazmem. - Każdy służy do czegoś innego. Na przykład to niebieskie pokrętło - pokazał jedno z kilkuset - służy do regulacji poziomu opadów w twojej rodzinnej Polsce, na terenie województwa mazowieckiego.
Czy nikt tu nie wpadł na to, że nieustanne kontrolowanie pogody nad szesnastoma województwami jest takie trochę... trudne dla jednej osoby? Plus kontrola, eee, nad całym wszechświatem?

- Skąd wiesz, że stamtąd pochodzi? - prychnął Azazel. - Chyba jednak nie do końca jesteś takim szalonym naukowcem, jak twierdzisz. Czasem docierają do ciebie informacje z prawdziwego świata.
Tak naprawdę jest jej zagorzałym fanem, pali świece przed ołtarzykiem zbudowanym na jej cześć i regularnie przegląda o niej newsy na niebiańskim Pudelku (który pewnie nazywałby się Sandałek).
Bo nikt nie wpadł na pomysł, że mógł wiedzieć o jej pochodzeniu na podstawie jej... imienia? Akcentu? Zapachu, odcienia skóry, no kurczę, gość jest aniołem, z tą posadą muszą iść jakieś plusy, co nie?

Anioł nie zniżył się do tego, żeby mu odpowiedzieć. Kliknął coś na monitorze 
W sensie że wjechał myszką na monitor?
Nie, coś kliknął na monitorze. Może użył do tego urządzenia klikającego, które robi klik, kiedy jest monitor?

i zamiast skomplikowanych wykresów pojawił się na niej obraz centrum Warszawy.
- To obraz w czasie rzeczywistym - powiedział Zafkiel. - W czasie rzeczywistym! Uwierzysz?
- Łał! - posłusznie zapiałam z zachwytu.
To jak oglądać 24 godziny... tylko jakoś tak nudniej i bez Kiefera Sutherlanda.  

Anioł chyba nie wiedział, że śmiertelnicy mogą coś takiego oglądać na co dzień w wiadomościach nadawanych na żywo.
- A teraz bierzemy to pokrętło... i zobacz.
Gdy je przekręcił, na ekranie siknęło deszczem, jakby ktoś odkręcił olbrzymi wąż ogrodowy.
 Ludzie zaczęli w popłochu szukać jakiegoś schronienia. Zafkiel wpatrzony z nabożną czcią w ekran przesunął przełącznik w drugą stronę i deszcz ustał. Uspokojeni tym ludzie wyszli spod daszków i markiz. Następnie anioł znowu szybko odkręcił deszcz.
To miło, że dali tę robotę komuś odpowiedzialnemu, który nie używa swojego stanowiska, aby zaimponować pierwszej lepszej lasce.

 Odważnych ludzi polało wodą jak z kubła. Znowu zaczęli się chować.
Wy tu się świetnie bawicie, a my potem mamy zalaną Czerniakowską i Basen Narodowy. Buce. 

Zafkiel ponownie zakręcił naturalne podlewanie miasta.
"Naturalne podlewanie miasta" to najgłupsze określenie deszczu o jakim w życiu słyszałam. 
Brzmi jakby aniołowie zbiorowo oddawali mocz.

To było genialne!
- Super - teraz i ja byłam pod wrażeniem. - Mogę spróbować?
- Proszę bardzo - odstąpił od włącznika.
Kilka razy włączyłam i wyłączyłam deszcze. Ludzie patrzyli w niebo ze zdumieniem. Ale to było fajne!
Boru, mam dziwne wrażenie, że to ona była tym dzieckiem, które przysmażało mrówki lupą.

- A jak się robi piorun? - zapytałam. Anioł pokazał mi odpowiedni żółty guzik.
Wcisnęłam go i zachwycona usłyszałam grzmot z umieszczonych gdzieś na tyłach monitora głośników. Jakiś młody mężczyzna, uciekając przed deszczem, ze strachu przed piorunem aż się przewrócił.
I jeszcze raz nacisnęłam piorun. I jeszcze raz! I jeszcze!
Nie przejmowałam się za bardzo tym, że usmażyłam trzech mieszkańców Legionowa.

- To jest świetne - oświadczyłam Zafkielowi.
- Wiem - uśmiechnął się zadowolony z siebie.
Teraz już cała instalacja nie wydawała mi się taka bezsensowna. Anielskie Centrum Dowodzenia było idealnym miejscem, żeby się odstresować.
Boru... widzisz i nie grzmisz.
<dzisiejszy suchar sponsorowała firma WASA>
Analiza zawiera lokowanie produktu. 

- A do czego jest ten guzik? - zapytałam, wskazując na olbrzymi przycisk. Był wielkości mojej ręki, wściekle czerwony, z narysowaną białą trupią czaszką. Znajdował się na samym środku głównego panelu sterowania. Aż się prosił, żeby go wcisnąć i zobaczyć, co się stanie.


- NIE DOTYKAJ! - ryknął Zafkiel i zakrył panel sterowania własnym ciałem. Odsunęłam się zaskoczona.
- Dlaczego?
- Bo ja go kiedyś nacisnąłem i od tej pory Zafkiel nikomu nie ufa - wyjaśnił mi Azazel pretensjonalnym tonem.
- To przycisk WIELKIEEEGO KATAKLIZMU! - zawył anioł.
I dlatego też jest wielki, wściekle czerwony i nie ma absolutnie żadnych zabezpieczeń. Oj boru, po tej akcji z jabłkami i gadem, mógłbyś postarać się w końcu przynajmniej o jakąś kratkę zabezpieczającą....

- Wielkiego kataklizmu? - upewniłam się. A to dopiero durna nazwa.
- Nie wielkiego kataklizmu, tylko WIELKIEEEGO KATAKLIZMU - poprawił mnie z dokładnym akcentowaniem każdej głoski w tych dwóch słowach.
...Czy mogę umrzeć powtórnie?

- Czyli do czego służy? - nadal nie rozumiałam.
- Kiedy go naciśniesz, cała klasyczna literatura zmieni się na książki pisane stylem pani Ałtorki. Wyobraźcie sobie tak zmutowaną Dumę i uprzedzenie. <Dlaczego mam straszną ochotę napisać coś takiego?>
Wyobraź sobie Shakespeare'a z takimi dialogami. Po dziesięciu minutach ludzie wybiegaliby z teatru z krzykiem

- Niszczy wszystko, całe życie - złowieszczy głos Zafkiela potoczył się po pomieszczeniu. - To KATAKLIZM, KATAKLIZM, KATAKLIZM!
I nacisnąć taki guzik może każdy wał, który wejdzie do praktycznie niczym nie chronionej chaty w środku lasu?
I jaki jest sens umieszczania go na pulpicie, skoro byle kto może to nacisnąć, i to nawet przez przypadek, stawiając na przycisku kubek z kawą?

I oto dowód na to, co się dzieje, kiedy ktoś przez kilka miliardów lat włącza i wyłącza deszcz. Zdecydowanie nie polecam tego zawodu.
Każdy dostałby pierdolca, gdyby przez 750 milionów lat musiał bez przerwy łoić deszczem, by w ogóle utworzył się oceany.

- Może ja ci powiem, bo on się zaciął - stwierdził Azazel. - Kiedyś całkowicie przypadkiem oparłem się o ten przycisk...
- Kiedy się o niego „przypadkiem” oparł, to wyginęły dinozaury!!! - wycedził wściekły anioł.
Coś głośno cedzi - może robi to dosłownie, przez sitko?

- Eee, wielkie mi rzeczy. I tak nikt ich nie lubił - diabeł machnął lekceważąco ręką.
- Spowodowałeś wielkie wymarcie dinozaurów? - zapytałam głuchym głosem.
- Przypadkiem - wzruszył ramionami.
Jaki jest w zasadzie mechanizm działania tego przycisku? Kataklizm zależy od humoru, palca, którym wcisnęło się przycisk, napięcia w pęcherzu wciskającego, czy gdzieś w przestrzeni kosmicznej istnieje rezerwa asteroid, które po przyciśnięciu są uwalniane i grzmocą prosto w Ziemię?

- Tak samo przypadkiem jak przypadkiem doprowadziłeś do ostatniej epoki lodowcowej? - prychnęłam. - Weź ty się natychmiast odsuń od tego przycisku!
Azazel ze śmiechem uniósł obie ręce, jakbym celowała do niego z pistoletu, i wycofał się w stronę drzwi. Mimo to nadal zerkał tęsknie w stronę czerwonego przycisku z trupią czaszką.
- Widzę, że jesteś pod wrażeniem moich dokonań.
- Och tak, wielce mnie zaskoczyłeś tym, że przez ciebie wyginęły dinozaury. Nigdy bym się tego po tobie nie spodziewała.
OK, to koniec. Możemy sobie żartować, ale w tej chwili na prawdę idę po piwo, tego się nie da analizować na trzeźwo.



Na dowód macie oto moją samojebkę z fantastycznym piwem Kaimiskas, o którym wiem jedynie, że jest dobre. Ale dosyć tego, wracamy do analizy.
*patrzy smętnie na swój mały soczek w kartoniku*

Diabeł zmarszczył brwi, nie do końca rozumiejąc moją uwagę.
Mówimy o tym przebiegłym diable? Ostatnio jak sprawdzałam przebiegłość wymagała jednak odrobinę inteligencji. 

- To była ironia? - upewnił się.
Nie, to był sarkazm...


- Może skończymy już wycieczkę? - zapytałam Beletha. - Niepokoję się o losy świata, kiedy on tu stoi.
- Dla ciebie wszystko, moja piękna - lekko skłonił głowę i podał mi szarmancko ramię.
Czy on się włącza jedynie, kiedy potrzeba dawki suchych tekstów na podryw?
To, co się w tym Niebie dzieje, jest wielką zagadką dla behawiorystów.

Przyjęłam je i użyłam jako drapaka do pleców ruszyliśmy do drzwi, oczywiście uprzednio podziękowawszy Zafkielowi za gościnę. Ariel mruknął na pożegnanie coś niezrozumiałego i zagrał nam skomplikowaną solówkę na harfę.
Ostry riff na harfę, jedziesz, maestro...



Jeżeli nie wiedzieliście, że istnieje coś takiego jak harfa elektryczna, ani, że da się na niej zagrać Iron Maiden, nie dziękujcie. 

Tak naprawdę troska o planetę nie była przyczyną mojego szybkiego wyjścia z Obserwatorium.
Po prostu nie chciałam już słuchać kolejnego wywodu anioła.
Rozumiem, że dla bohaterki każda wypowiedz powyżej trzech zdań złożonych to już wywód? To powodzenia życzę na studiach. 
Z takimi nieobecnościami to ona nawet nie dotrwa do sesji zimowej.

 Rozumiem, że to kochał i pasjonowały go te wszystkie guziki. Jednak ja nie zapałałam do nich tak gorącym uczuciem.
Wyszliśmy na zalaną słońcem ulicę. Po spędzeniu dobrych dwóch godzin w zacienionym, 
...Dwóch godzin? Czy ja się zdrzemnęłam, czy coś mi umknęło?
Dwie godziny włączała i wyłączała deszcz w Warszawie. Tak, pamiętam tę jesień, trzy godziny jechałam do centrum, bo mi trasę zalało. 

odrobinę mrocznym pomieszczeniu wszystko jeszcze bardziej raziło.
Azazel podążał za nami ze skwaszoną miną, nadal zerkając tęsknie na Anielskie Centrum Dowodzenia, w którym tym razem nie wciśnięto guzika wielkiego kataklizmu.
O przepraszam, guzika WIELKIEEEGO KATAKLIZMU.
I tym optymistycznym akcentem...

19 komentarzy:

  1. !!! Ale mi zrobiłyście... dzień? (ciężko mówić o dniu o tak późnej porze, no ale wiadomo o co chodzi ;D ) Nie dość, że analiza to jeszcze Anielicy!
    Moje ulubione dzisiaj: "No wiesz, tak to bywa, kiedy ktoś ma na jakiś temat wiedzę i się tym interesuje. Uwaga, dwa skomplikowane słowa: wiedza i zainteresowanie. W razie problemów odsyłam do słownika. To taka książka z wyrazami. Książka mianowicie to duża ilość zapisanych kartek połączonych ze sobą. "
    Super analiza, mam nadzieję, że jeszcze jakiś odcinek Anielicy się trafi :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak, mnie też się definicja książki podobała.I Sandałek.
    Nie,nie bronię tej książki (czytając takie analizy nieustająco się dziwuję,że to ktoś to wydał),ale sceny z piorunami i dinozaurami mają jakiś...wdzięk? jak na ten utwór.
    Wyobraź sobie Shakespeare'a z takimi dialogami. Po dziesięciu minutach ludzie wybiegaliby z teatru z krzykiem -jakoś to mi się miło skojarzyło z Fforde i detektywem literackim.
    Fajnie Was znowu czytać! Wesołych Świąt!I te ogary sesji jakoś ogarnijcie.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. Powrót do Anielicy nieco mnie z początku odrzucił, ale wykonałyście świetną robotę z poskramianiem tej kanonady nonsensu. Tak trzymać dalej! ^^
    Tylko może odpowiadajcie na pytania w komentarzach, co? ):

    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staramy się (jak widać z miernym skutkiem) :)

      Usuń
  4. Nie wiem, czy jest sens się czepiać, ale z tego, co kojarzę to wielkich wymierań w historii było co najmniej kilka, wspomniane przez autorkę - po kredzie jest najmłodsze, ale wcale nie największe (którym było wymieranie permskie).
    Najwyraźniej co jakiś czas trenowali przyciskanie guzika.
    I nie żeby coś, ale gdyby umarło wszelkie życie, to z czego powstałyby obecne organizmy?
    Biedna Wiki nieprzyzwyczajona do dłuższego skupiania uwagi.
    Trochę zaskoczył mnie wybór obiektu analizy, ale jak zawsze trzymacie formę ;)
    Pozdrowienia, powodzenia

    Mae

    OdpowiedzUsuń
  5. http://d.polskatimes.pl/k/r/3/f8/75/4ffef56eab012_k2.jpg?1353388089 harfa celtycka, voila:3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sensie, że trzymana na kolanach :)

      Usuń
    2. Zapomniałam napisać, że za tę harfę stawiam piwo, także zgłosić się przy najbliższej okazji.

      Usuń
  6. Ile musiała zapłacić autorka by wydali to COŚ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ale zastanawia mnie, ile musieli wypić wydawcy, żeby coś takiego wydać.

      Usuń
  7. HAHAHAHAH genialne! Boże, jak ja się cieszę, że wróciłyście do Anielicy! To jest tak beznadziejne, że ja nie mam słów! Ale Wy oczywiście - jak zawsze podołałyście ;) Świetna robota, i oby tak dalej!
    Akurat jak czytałam tą analizę, miałam okropny humor i proszę - poprawiłyście mi go i to znacznie!
    Następna analiza również będzie Anielicy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Planujemy dozować Anielicę, ale na pewno jeszcze wróci.

      Usuń
  8. Anielica love love!

    OdpowiedzUsuń
  9. Lekki niedobór liskoterapii wyczuwam, ale analiza miodna. Dziękuję Wam, bez analizy ciężko byłoby się z tymi głupotkami zapoznać.

    OdpowiedzUsuń
  10. "Wyobraź sobie Shakespeare'a z takimi dialogami. Po dziesięciu minutach ludzie wybiegaliby z teatru z krzykiem. "
    Już stworzyli Shakespeare'a z takimi dialogami, nazywa sie Polish Szekspir Company i po zetknięciu się z tym na szkolnej wycieczce straciłam wiarę w ludzkość.

    OdpowiedzUsuń
  11. Hej,tęsknię za Wami,kiedy wrócicie?


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrócimy już niebawem, właśnie zabieram się za obrabianie tekstu, także jak tylko Żaba wróci z plażingu, będziemy publikować.

      Usuń
  12. "Zafkiel ponownie zakręcił naturalne podlewanie miasta.
    "Naturalne podlewanie miasta" to najgłupsze określenie deszczu o jakim w życiu słyszałam.
    Brzmi jakby aniołowie zbiorowo oddawali mocz."
    ej, to jest logiczne, my w przedszkolu sobie żartowaliśmy, że jak pada to Bozia pluje albo aniołki sikają :D

    OdpowiedzUsuń