poniedziałek, 31 marca 2014

Gdy grzybki-halutki to za mało, czyli apokalipsa FTW

Postanowiłyśmy odpocząć odrobinę od rujnowania naszych kochanych fandomów i przyjrzeć się odrobinę czemuś, co przynajmniej w teorii miało być wytworem oryginalnym. Niestety nim nie jest. Jeżeli czytaliście już Metro 2033 nie potrzebujecie żadnego wstępu, jeżeli nie czytaliście... to też nie potrzebujecie. 
Co nas dzisiaj czeka? Zachwyt nad grzybkami, które bynajmniej nie są halucynogenne, nadmierny optymizm wobec naszego społeczeństwa oraz uniwersum, które widzieliśmy już nie raz, a które udaje, że jest w nim coś odkrywczego. Będą dziwne krzyżówki wilka z niedźwiedziem, papierosy, które przetrwały apokalipsę a Toldie specjalnie dla was popisze się swoją rozległą wiedzą z dziedziny grzybiarstwa.

Przedmiot analizy:

Zanalizowały:
Żabencja
Toldie


Interwał 0: Opowieści Spalonych Ziemi
Interwał jest zasadniczo pojęciem muzycznym i oznacza odległość między dźwiękami.
Kto by się przejmował takimi rzeczami, kiedy tu się sztuka dzieje, droga kumo!

Kiedyś, dawno temu, w czasach po których nawet mój własny dziadek żył,
Dziadek miał bowiem na imię Matuzalem. 
Czasy tak dawne, że świat był jeszcze czarno-biały, a ludzie porozumiewali się poprzez tabliczki z tekstem. 

to wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Ludzie żyli na powierzchni, za dnia, w gigantycznych miastach ze szkła i stali.
Dzisiejszą analizę sponsorował Seweryn Baryka z Przedwiośnia.
Dodamy jeszcze piaskowiec i współproducentem będzie Grey Enterprises, u niego wszystko było ze szkła, stali i piaskowca.

Osiedla budowano w górę, nie w dół. Tak jak teraz przestrzeń była cenna. Każdy centymetr kwadratowy miał znaczenie, ale to tak naprawdę jedyny punkt wspólny. Wtedy poszerzanie dzielnic mieszkalnych nie groziło katastrofami w formie zawałów. 
Nigdy nie wiadomo - powstaje nowe osiedle, a tu połowa mieszkańców starej kamienicy pada na zawał.

 Jeżeli w mieście przybywało ludzi, po prostu się rozrastało. Niekiedy do gigantycznych rozmiarów; nawet tysiące ludzi mieszkało w jednym miejscu.
Beg you pardon, ale liczbę ludności w tysiącach to można na przykład w Sosnowcu liczyć. Zatem, żadne gigantyczne, raptem średnie.
  
Nie było potrzeby kontroli, nie było limitów mieszkańców.
Przeludnieniem, bezrobociem i przestępczością władze się przejmowały niespecjalnie. No chyba że liczne zawały utrzymywały liczbę ludności na stałym poziomie.

 Osady przyjmowały i wchłaniały każdego, kto chciał być ich częścią.
 Ostatecznie naśmiewano się z nowo przybyłych, nazywano Słoikami i odmawiano prawa do nazywania się Warszawiakiem.

 Ludzie w miastach łączyli się w jeden gigaschron połączony w każdy możliwy i niemożliwy sposób.
W tym łączył się poprzez zbiorowe polizanie w łokieć. Skoro każdy niemożliwy...
Biorąc pod uwagę, że od pół roku nie widziałam moich sąsiadów pozwolę się nie zgodzić z tym łączeniem...

Istniały społeczności i koalicje tysięcy miast.
Naraz? Przez coś takiego każda administracja by wymiękła.
No wiesz, Kielce i Sosnowiec przeciwko Radomiowi to już coś.

Tworzyły państwa, które dbały o swoich mieszkańców.
Na takie słowa jak "korupcja" "afera rządowa" albo "uchwalanie budżetu" wszyscy zaczynali zbiorowo oddychać do papierowej torebki.
Ktoś tu wali jakąś dziwną Utopię. 

Komunikacja była łatwa, szybka i bezproblemowa, 
Ostatnio jechałam do pracy dwie i pół godziny, bo miasto stwierdziło, że dobrym pomysłem jest naprawianie pięciokilometrowego odcinka jednej z najbardziej zatłoczonych ulic Warszawy w poniedziałkowy poranek, więc fuck you with a cactus...

każdy mógł w każdej chwili połączyć się z dowolnym miejscem i dowolną osobą, zobaczyć ją i usłyszeć.
W tym świecie wynaleźli już smartfony, którym bateria nie wyczerpuje się po dwóch dniach.
  
Ale nie tylko to, bo nadal mamy możliwość podobnego kontaktu z niektórymi schronami. 
Rozmawiamy przez Skype'a, ewentualnie wysyłamy sobie śmieszne filmiki na Vinesie. Czasami ktoś też zrebloguje naszego posta na Tumblrze.

W ograniczony sposób, ale nadal.
Do pięćdziesięciu postów dziennie, wiem, boli.

Ludzie mogli podróżować bez żadnych niebezpieczeństw. I robili to bez przerwy, w dodatku nie pieszo, tylko samochodami.
Jaja sobie robisz? Bez żadnych niebezpieczeństw? Od dwóch tygodni załoga malezyjskiego lotu oficjalnie bierze udział w pierwszym sezonie LOSTa a ty mówisz, że się bezpiecznie podróżuje?

 Podobno każdy człowiek przed Upadkiem miał swój samochód.
A cywilizacja upadła przez to, że każdy chciał samochodem uciec przed kataklizmem i  zrobił się gigantyczny korek.
Każdy człowiek. Tak, ja jadę swoim nowym Lotusem do szkoły, siostra bierze Audi TT, a mama Aston Martina DB9, bo nie ma tak dużych wymagań. 

 Nie poruszali się tylko po powierzchni, o nie.
 Ci co zaliczyli zajęcia z jogi na UW lewitowali tylko z miejsca na miejsce spotykając się ze znajomymi nad palmą, a reszta schodziła do podziemi BUWu.

 Latali w wielkich metalowych samolotach potrafiących zmieścić wszystkich waszych rodziców i wywieźć tygodnie drogi stąd.
No chyba na Sybir wywieźć.
Tygodnie drogi samolotem to pewnie gdzieś w pobliżu księżyca już...

Rośliny były wszędzie gdzie mogły. W centrach tych gigantycznych betonowych miast, o których ledwo co wspominałem, ludzie nierzadko dla własnej przyjemności tylko zakładali niesamowite parki, z trawą, drzewami i kwiatami. Kwiatami! Potrafili hodować je w domach, w malutkich doniczkach. Bez żadnej znaczącej przyczyny pozwalali sobie na zbytki, przyjemności. Wody mieli tyle, ile chcieli.
Nie wiem, czy dalej mówisz pan o tym świecie, w którym my żyjemy, ale jako ostatnio przyszedł mi rachunek za wodę to stwierdziłam że nie, nie mogę mieć jej tyle, ile chcę.

 Tak samo z jedzeniem. Były specjalne budynki do których się tylko wchodziło i brało co chciało.
A za to trafiało się do budynku, gdzie już nie robiło się tego, co chciało, a zwłaszcza nie można było się schylić pod prysznicem po mydło.

 Setki rodzajów pieczarek.
 Była pieczarka mała, duża i średnia. Mało mała, mało średnia, mało duża, średnio mała, średnio średnia, średnio duża, dużo mała, dużo średnia, dużo dużo, pieczarka świeża, nie tak bardzo świeża, mało świeża, nie świeża, brązowa, puchata pieczarka, zielona pieczarka, krzywa pieczarka, pieczarkowa pieczarka, nie pieczarka, pie chart'ka i jeszcze jakieś osiemdziesiąt innych rodzajów.

 Chleby, mięso, słodkości!
 I różne śliczności, tak powstały... nie wiem co, ale myślę, że z tego byłaby śliczna siostra dla Bali.


  
Tylko brać, wyjść i jeść.
Prawdziwa socjalistyczna utopia, nawet pieniędzy nie ma. Pewnie w zamian za towary dawało się bony towarowe, jak w planach New Harmony, albo posyłało się rozkoszny uśmiech. 
Myślę, że w grę mogło wchodzić coś rozkosznego, niestety raczej nie był to uśmiech. 

Wyobraźcie sobie, że istniały bezkresne pola uprawne na powierzchni, w słońcu. Nie było głodu ani niedostatku Ludzkość jechała ewolucyjną autostradą. I wtedy nastąpił Upadek.
Mówiłam, to tę ewolucyjną autostradę zakorkowało.
Nadal zastanawiam się co ewolucja ma wspólnego z dobrobytem, chyba, że na drodze przemian ewolucyjnych dostaliśmy dodatkową rękę na plecach, dzięki której lepiej pracowaliśmy. 

Wiecie, że czasami z nieba padał zimny, wodny pył? Nazywali to śniegiem.
Gdybym chciała opisać swoim potomnym śnieg, chyba nie użyłabym słowa "pył". Może facet pomylił go z rzeczywistym pyłem, który wydostawał się z kominów natchnionych socjalizmem fabryk.

 Cały świat był wtedy biały. Czysty, bez skazy czy śladów brudu.
A potem przychodziły anarchistyczne psy i go obsikiwały.    

A po jakimś czasie ten pył znikał i zamieniał się w trawę i liście na drzewach.
Aaa, bo to nie był taki zwykły pył.



Śnieg+czas = liście?

 Był jak mydlana piana na skórze. Ile bym teraz dał za odrobinę tego pyłu... ale w sumie mydłem też bym nie pogardził.
Śniegiem od biedy też się umyjesz. 

Opowiem wam teraz o dwóch mężczyznach, którzy powinni byli się wgryźć w pamięć ludzi jak zęby w pieczarkę, a zamiast tego zostali zapomniani.
Dobra, w ich rzeczywistości ta walona pieczarka pewnie jest dla nich tym, czym dla nas chleb, ale...
<chrząknięcie>
A nagrodę za najlepsze porównanie otrzymuje...  
Czytałam już Metro 2033, czy znowu będę musiała słuchać zachwytów nad grzybami?
    
Opowiem wam o przyjaźni na śmierć i życie, o przygodach i poszukiwaniach. Opowiem wam w końcu o szklanych ogrodach, o cząstkach Edenu na spalonej słońcem Ziemi. Miejscu, gdzie istnieje Zieleń.
Zieleń tak zajebista, że pisana z dużej litery musi być jakimś szczególnym odcieniem.
Może to FanFiction Green? 



Możecie się śmiać.
Dziękuję za pozwolenie, z pewnością skorzystam. 

Macie prawo mi nie wierzyć. Ale one naprawdę istnieją i oślepiają swoim blaskiem.
Ale co dokładnie? Ta Zieleń? Ziemia? Szklane ogrody (te akurat mają prawo oślepiać)?
  
Wszystko działo się wiele lat temu, kiedy dopisywały mi jeszcze siły i byłem tylko parę lat starszy od części z was. To były czasy... jedzenie było smaczniejsze, kobiety piękniejsze, a gówniarzom takim jak ty od małego wpajano, by szanować starszych i nie przerywać im, kiedy mówią.
A mężczyźni nie byli takimi bucami. Facet jest mistrzem retoryki.

Jeżeli nie chcecie żebym mówił to po prostu sobie pójdę
Nawet zastosował typową figurę dla literatury średniowiecznej - "niech słucha, kto ciekawy" czyli "ja was olewam, wam jest przykro i będziecie czytać dalej, hje, hje".
To jest jego wersja "Jak będą komcie, będzie kolejny rozdział".

- szesnaście par oczu wbiło się bezlitośnie w, pi razy drzwi, dwunastoletniego chłopca o drwiącym uśmiechu.
Sformułowanie "pi razy drzwi" pasuje tu jak, nie przymierzając, pięść do nosa. 

 Który, swoją drogą, zgasł jak płomień w deszczu.
To przykre, gdy ktoś gaśnie w tak młodym wieku. Dlatego składnia ważna rzecz.

-...szam...
Ktoś na sali właśnie wszamał pieczarkę.
Nom nom nom... shrooms.

Starzec uśmiechnął się lekko, zaciągnął papierosem i puścił oko do chłopaka. 
W sensie post apokalipsa, ledwo mają jedzenie, brak kontaktu z resztą ocalałych, ale Malborasy nadal kupisz w każdym kiosku na rogu?
Pewnie robią je z suszonych pieczarek zawiniętych w liście. Albo w ludzką skórę.   
   
Przeprosiny przyjęte - To był... czas bohaterów.
   
Interwał I: Głosy

 Noc na pustkowiach była przejmująco chłodna i paskudnie wietrzna do tego stopnia, że każda szczelina pomiędzy częściami ubrań powodowała dyskomfort.
Myślę, że w każdych warunkach dziura w spodniach na dupie powoduje dyskomfort.
      
Albo ze względu na gęsią skórkę, albo drobny piasek czy pył wciskający się bez litości wszędzie gdzie może. Dominowała cisza, przerywana sporadycznie przez niezidentyfikowane pohukiwania i krzyki, wydawane najprawdopodobniej przez zwierzęta. 
A może to pohukiwał dziwny sąsiad znad przeciwka, który myśli, że jest sową?
Albo skorpiony też poznały smak ewolucji.

Okolica bardziej przypominała pustynię niż autostradę, którą wcześniej była. Świadczyły o tym wystające spod grubej warstwy piachu szczątki lamp, nierzadko w postaci smętnych kikutów. 
Lampa = autostrada. Szkoda tylko, że w większości przypadków na autostradach nie ma lamp, bo to trochę drogi interes.
Pamiętaj, jesteśmy w utopii, tutaj rząd na to stać. 

Niknęły one z jednej strony w czymś, co kiedyś można było uznać za tunel.
Ewentualnie można było to uznać za jaskinię Batmana, ale wszystko zależało od wyobraźni. 

 Z pewnego miejsca dało się też usłyszeć, odbijającą się echem od jego ścian, nieustanną wymianę zdań dwóch osób.
Batman znowu próbował zmusić Robina do założenia tego obcisłego spandexu, ale ten cały czas narzekał na odparzone jajka.  
- Dobra, przestań już pierdolić i weź się do roboty. Do świtu musimy stąd wyparować
- Wyparujemy, ale jak nas świt tutaj dopadnie, kurwa mać. Przypomnij mi, dlaczego tu jestem?
Właśnie, proszę uznaj to za wymówkę do streszczenia nam sytuacji i wyjaśnienia co się dzieje. 
Czy w tak zwanym międzyczasie zmienił się skład chemiczny ludzi, skoro mogą wyparować?

- Bo alternatywą jest zdychać z głodu 
Poważnie musiał mu to powiedzieć? Czy jego towarzysz sam się nie mógł tego domyślić?

– Samuel odrzucił na bok spory kawał zbrojonego, betonowego gruzu który wcześniej podniósł spod swoich stóp. Wysiłek delikatnie go zamroczył; zachwiał się i dla pewności usiadł.
Działając w myśl zasadzie, aby w ekstremalnych sytuacjach nie zużywać bez sensu energii, bo może przydać ci się w jakiejś ważnej sytuacji. 
Deptał, podniósł i rzucił, czy apokalipsa odrywa ludziom od logicznego myślenia?

 Zerwał z głowy chustę i przetarł spocone czoło wierzchem dłoni, zostawiając jasną smugę pyłu. Zauważył że mały reflektor, który zostawił by oświetlał miejsca wykopalisk. zaczął powoli przygasać. 
 Doceniam innowacyjność tej kropki w połowie zdania, ale... dlaczego?
 Nie pytaj, a nie będziesz cierpieć.

Chwycił go więc i, kręcąc dłuższą chwilę korbą, podładował akumulatory. Nosili ze sobą po trzy rodzaje latarek, używając ich według uznania.
 Różowa świetnie nadawała się do oświetlania wnętrz, czerwonej używali do posiłków, a niebieska była świetna, kiedy szło się za krzaczek. 

W tej chwili najrozsądniejsze były właśnie te - generowały sporą ilość światła, a w razie potrzeby można je samemu doładować. Dzięki temu były wszechstronne, mimo że dosyć ciężkie i raczej sporych gabarytów.
Ciężar i spore gabaryty trochę niwelowały ich wszechstronność. Na przykład trudniej było z nimi uciekać przed niedźwiedziem. 
Skoro ich chlebem są pieczarki, to ich reflektory pełną funkcję Nokii 3310 i to nimi zabijają niedźwiedzie.
  
Mieli baterie do wymiany, jednak woleli je wykorzystywać w sytuacjach awaryjnych. A przede wszystkim do pozostałych źródeł światła, których nie dało się w ten sposób naładować - niewielkiej latarki ręcznej i czołowej. Na te ostatnie przeznaczyli znaczną część swoich oszczędności, ale (przynajmniej według nich) warto było. Dorwali bowiem sprzęt Nomadów, słynący ze swojej odporności na cały otaczający ich syf. Było to wyposażenie wojskowe, dodatkowo przystosowane do warunków panujących na pustyni. Niezawodność do kwadratu, certyfikat WGU - Wojskowej Gwarancji Uniwersalności .
Właśnie wyobraziłam sobie wysokiej rangi generała mówiącego "A widzisz, jak założysz na czoło, masz wolne ręce, a ta wygodna gumeczka nie odciska się na czole. Możesz używać jej wszędzie!" A tak na serio, co za wojsko wystawia Gwarancję Uniwersalności?
To Kim Dzong Un przychodził, patrzył, odchodził i stwierdzał, czy się nadaje czy nie.
   
Przynajmniej tak twierdził gość, który im je sprzedał.
Niezły sprzedawca, pewnie twierdził, też, że czołówka robi niezłą kawę i świetnie nadaje się jako stoper do drzwi. 
    
Mike (który dosyć sceptycznie podchodził do wszystkiego w zasięgu zmysłów i będąc podejrzliwym wobec każdego kupca nie będącego w zasięgu jego noża na drugi dzień po dokonanej transakcji) ostrożnie rozwijał ten skrót jako Wcisnął Gówno i Uciekł.
Rozwijał go tylko tylko szeptem i jeszcze dla pewności oglądał się za siebie.     

Byli Łowcami. Ryzykując własnym zdrowiem i życiem ci chłopcy wychodzili noc w noc na pustkowia żeby znaleźć cokolwiek przydatnego.
Czy na ludzi, którzy zajmują się zbieraniem złomu, nazwa "Łowca" nie jest przesadą? Skończy z tym dramatem i nazwijmy ich Zbieraczami. Na meneli wygrzebujących puszki z koszy na śmieci jeszcze nikt nie powiedział "Myśliwi".
      
U was się na nich mówi Szperacze, a słyszałem jeszcze dziesiątki innych tytułów. Tak naprawdę w każdym schronie nazywają ich inaczej. Złomiarze, Śmieciarze, Stalkerzy (to z jakiejś książki chyba),
Aha ha ha, jakieś to dyskretne nawiązanie do Metra. Tak bardzo dyskretne, że wydaje mi się, że AŁtor po prostu zerżnął cały pomysł.
       
Szczury, ale i tak najpowszechniejsze jest coś w rodzaju „wariaci”. 
Niektórzy mówili na nich również Krejzolki i Fafnuchy.
        
 No cóż, trzeba im przyznać trochę racji. Nikt o zdrowych zmysłach nie wychodzi na zewnątrz. Z drugiej strony – ktoś to musi robić. I nierzadko to dzięki tym szaleńcom schrony jeszcze jakoś funkcjonują. Wiecie przecież, że nie wszystko da się wytworzyć wewnątrz. Materiały, metal, stare technologie, płytki drukowane, broń, schematy.
Schematy zerżnięte z popularnych książek?

To wszystko dostarczają właśnie oni. Rysują mapy, wyznaczają ścieżki, są pierwszymi kontaktami z Nomadami których czasami spotykają na pustyni. Więc raz na jakiś czas wyraźcie im wdzięczność za to, co robią. Bardzo rzadko to ktokolwiek robi.
O ile chyba każda grupa wewnątrz schronów jest w miarę jednolita, to ta zasada nie tyczy się Łowców. To zbiorowisko indywidualności, nierzadko totalnych outsiderów. W sumie nikt normalny nie zostaje Szperaczem. Albo są to ludzie o głębokich ranach, nie ważne czy chodzi o rany wewnętrzne czy zewnętrzne,
Obawiam się, że szukanie złomu, mając depresję, dziurę w głowie albo krwotok w jamie brzusznej, nie jest dobrym pomysłem.
Ale za to sprawia, że postać jest atrakcyjnie tajemnicza i mroczna. 
      
pomyleńcy, ci, którzy stracili powody by żyć, albo wszystko to jednocześnie.
I im w takim stanie chce się cokolwiek robić, zamiast zajeść się na śmierć pieczarkami?

 W przypadku Samuela i Mika 
Uwaga, wychodzi ze mnie polonistyczny demon. Większość nazwisk obcych, w tym te na spółgłoskę tylnojęzykową, jak "k" i"g" , odmieniamy z apostrofem. Wybacz mi ojcze, bo zgrzeszyłam. 
Może gość nie nazywa się Mike, tylko Mik? 

 było to postradanie rozumu, bo jak inaczej określić wychodzenie na pustkowia z nudów i dla draki?
Typowe zachowanie samca, którym steruje nadmiar testosteronu?

 Chcieli dokonać czegoś więcej w życiu, a ukrywanie się pod ziemią w tym nie pomaga. Ci dwaj głupcy byli więc jakby jednocześnie „w” i „poza”.
Czasami również "obok", "nad" i "dookoła".

Kwintesencja bycia Łowcą, jeżeli chcecie znać moje zdanie. Niby są, niby żyją, niby są częścią społeczności Krypt. A jednocześnie, mimo że sporo od nich zależy, nikogo nie obchodzą. Są traktowani jak samobójcy którzy łyknęli truciznę i nie mają pojęcia kiedy zacznie działać.
No to panom już chyba się nie nudzi.
Co on tam mówił o tym, żeby wszyscy byli im wdzięczni? Wydaje mi się, że nieważne, jak byliby dziwni, ale skoro przynoszą podupadającemu społeczeństwo towary, bez których ludzie by nie przetrwali, muszą jednak kogoś obchodzić. 

 Dzikie zwierzęta, przeklęte promieniowanie, wygnańcy i inne ludzkie barachło.
Gdyby ktoś nazwał mnie przeklętym promieniowaniem, to nie wiedziałabym, czy się obrazić czy nie. 

 Nie wspominając już o każdorazowej możliwości Infekcji. I weź się zwiąż z takim żywym trupem...
A kto powiedział, że trzeba się od razu wiązać, zawsze można uprawiać seks bez zobowiązań.  
Seks bez zobowiązań również może obejmować wiązanie...

- Chyba coś mam, Mike…- Samuel pochylił się i zanurkował między gruz.
Nie wiem, z czego on ma głowę, skoro tak sobie nurkuje w gruzie.

      
Znajdował się tam przygnieciony samochód. Musiał zostać zasypany dosyć nagle, o czym świadczyły niezbyt dobrze zachowane pozostałości jego – w sposób już oczywisty: byłych – właścicieli.
Wcale nie byłych, to nawiedzony samochód i jego właściciele będą go strzec nawet po śmierci!

Nie był w stanie określić co to kiedyś było.
Co, zwłoki?
To mógł być Hummer, ale jednocześnie mógł to być Fiat 50, kto wie...

 Widział kilka razy w życiu zdarty przez miotany wiatrem piasek i wypalony przez bezlitosne słońce wrak czy szkielet tej maszyny. Wiedział, że „to” się nazywało ‘samochód’ i jeździło.
Ale jakoś od razu wiedział, że to samochód, i w dodatku rozpoznał go, choć zastał zgnieciony wrak. Cjaa...

Dziadek, który należał do Zachowaczy kiedy jeszcze żył,
Kiedy umarł, inni obrazili się na niego i odmówili członkostwa.  
  
opowiedział mu kiedyś o tym, że były powszechne w czasach przed Upadkiem. Podobno też zachowało się ich całkiem sporo działających i niektóre klany nomadów ich używały.
Szczególnie pomagały przy poruszaniu się w tym piachu po pachy.   
To pewnie służbowe samochody były. Służbówka to w końcu najlepszy samochód terenowy.
   
Niemniej jednak nigdy nie widział nic więcej ponad martwą, zwykle zgniecioną, karoserię.
Albowiem samochód kończy swą ziemską wędrówkę, gdy urywa mu od podwozia.

 Rzadko kiedy też spotykał się też z ich właścicielami. Swoją drogą – zwykle bardzo okazjonalnie wyrażającymi jakąkolwiek formę protestu przeciwko wykorzystaniu czy zabraniu ich własności. Można się nawet pokusić o określenie „nigdy”.
Walisz mi tu kiepskim Elementem Komicznym, a się zdziwisz, jak te zasuszone trupki zaraz wciągną cię do środka i oskalpują.

- Pomóż mi go odkopać - Wzięli się do pracy. Zajęło im dobre dwadzieścia minut, nim odsłonili go na tyle, by móc cokolwiek z niego wydobyć. W końcu, po męczących chwilach spędzonych nad mało konstruktywnym wysiłkiem fizycznym, stanęli przed wrakiem.
Jeżeli okupione wysiłkiem osiągnięcie celu jest mało konstruktywne, to rzucam wszystko i resztę życia spędzę, grając w kulki na ulicy.
Inną kwestią jest fakt, że te niesamowicie męczące chwile wypełnione wysiłkiem fizycznym zajęły dwadzieścia minut. Coś mi się tu czasookres plącze.

 Mikel, mimo najszczerszych chęci otwarcia drzwi - wyłamał je. Nie to, że był silny, po prostu trzymały się na resztkach przerdzewiałych zawiasów. Wyciągnął z paska latarkę ręczną, upewnił się że nic żywego nie znajduje się we wraku i usiadł na fotelu kierowcy, przesuwając szkielet.- Można? Dziękuję najserdeczniej - rzucił w eter paskudnie się uśmiechając - Bardzo miło z pana strony. Jakoś się postaramy zrewanżować
Wówczas opętany duchem właściciela szkielet ożył, zacisnął pozostałości ręki na gardle Mike'a i udusił buca. Koniec. 

- Przestań kpić. Nie czas, nie miejsce, nie sytuacja - Syknął Sam obchodząc wrak z drugiej strony. Mikel w tym czasie rozglądał się wewnątrz szukając jakiś fantów. Przez głowę przeszło mu parę niepokojących myśli, jednak nie mógł ich złożyć w sensowną całość. Na podłodze leżały, najprawdopodobniej kiedyś jeszcze kolorowe, plastikowe torebki. Z przodu znajdowały się dwa szkielety, sądząc po resztkach ubrań - mężczyzna i kobieta.
Mężczyzna miał na nogach resztki skarpet i klapków Kubota, a na kobiecie całkiem nieźle zachowała się oczojebna mini. 

 Na tylnych fotelach odkrył jeszcze jeden szkielet, dużo mniejszy od pozostałych. Przeszukał wszystkie schowki znajdujące się z przodu. Niewiele szczęścia - same śmieci.
Ale znalazł wśród tych śmieci trochę frytek z Maca, a jak wiadomo, tamtejsze żarcie jakoś się nie rozkłada.
Czekajcie, ledwo rozpoznał czym była zgnieciona masa, ale bez problemu udało mu się zlokalizować schowki? Dwadzieścia minut odkopywali samochód, po czym bez problemu udało mu się dostać do środka? To jedynie dwa z wielu pytań, które mam odnośnie tego fragmentu. 

Jedyną interesującą rzeczą byłaby mapa, gdyby nie była w stanie totalnego rozkładu. 
I gdyby nie fakt, że prawdopodobnie mapa sprzed apokalipsy prawdopodobnie mało by im w tej chwili pomogła. 

Mikel westchnął ciężko, starając się przenieść na tylne fotele. Coś chrzęstnęło mu pod stopą - no proszę... - uśmiechnął się. Okulary przeciwsłoneczne w stylu Top Gun były rzadkością i całkiem wartościowym znaleziskiem.
Gość ledwo trybi, czym jest samochód, ale Toma Cruise'a to jakoś kojarzy.
Może po apokalipsie Tom przejął władze nad światem?
W końcu się doczekał scjentologicznego statku-matki i umiał ten fakt wykorzystać.

 Nawet zachowały się w całości, nie licząc lekko wygiętych oprawek. Owinął je szmatką i wsadził do kieszeni kamizelki - no to hopa - przegramolił się do tyłu.
Co się właściwie stało w tym zdaniu?

Znajdowało się tam więcej pustych opakowań; wyścielały cały tył, włącznie z częściami siedzeń. Mikel zaczął myśleć nad ich byłą zawartością, ale szybko zrezygnował.
A to źle, mógł znaleźć nawet całego McRoyala.  
Prawdopodobnie nadal nadawałby się do zjedzenia. 
  
- Znalazłeś coś?
- Poczekaj... aha!- Samuel usłyszał triumf w głosie przyjaciela. Przyświecił mu dodatkowo swoją latarką - Patrz! - Mike zaprezentował mu swoje odkrycia: kilka płyt cd, najprawdopodobniej z muzyką
Skąd wiesz, może szmuglowali kopie Fotoszopa.
Tak, w świecie z małym dostępem do jedzenia, ubrań i podstawowych środków czystości to właśnie Lady Gaga jest największym skarbem. 

 i jakieś dwa klockowate przedmioty. Były niewielkie i dosyć lekkie, idealne do wrzucenia do kieszeni.
- Co to jest?
- Nie mam zielonego pojęcia - spojrzał na przedmioty - Ale to technika sprzed Upadku. Zobacz, są przyciski, szybka, chyba wyświetlacz. Wygląda jak komputery w domu, tylko mniejsze.
Znaleźli Nokię, będą teraz mogli jeszcze skutecznej zabijać niedźwiedzie.

 A ten większy to to nie wiem, wygląda też fajnie, ale prawie nie ma przycisków. Tylko jakieś gałki po obu stronach i cztery przyciski na krzyż. - starł kciukiem pył z wierzchu
- Dobra, bierzemy - Nauczeni doświadczeniem zdawali sobie sprawę, że to może być coś warte, chociażby funta kłaków.
Wypłacą ci je w Banku Włosów. Pisaku, jeśli coś (nie) jest warte funta kłaków, to (bez względu na obecność zaprzeczenia) oznacza to, że coś jest zupełnie bezwartościowe.
Może w tym świecie kłaki akurat są bardzo pożądanym towarem?

- Sam, odsuń się proszę - Mike wybił obiema nogami drzwi z zawiasów. Poleciały kawałek, po czym ze strasznym hukiem wylądowały na gruzie - trzeba to miejsce zaznaczyć na mapie i wrócić z paroma chłopakami – wygramolił się z wraku.
O ile ten samochód to nie Daewoo Tico, to nie wiem w jaki sposób udało mu się wybić samochodowe drzwi z zawiasów.
Albo to trabant z mitycznymi tekturowymi częściami.

-Też tak myślę. To nie może być jedyny wrak pod gruzami. Sama blacha będzie sporo warta, ale... najpierw wrócimy tu parę razy sami, po małe fanty.
Znaleźli raptem kilka płyt i kilka gadżetów - nie prościej skołować sobie płócienną sakwę, jak studenci idący do BUWu po książkowy gruz?

 Nie będziemy musieli się wszystkim dzielić i będziemy mogli sobie nawet pozwolić na lepsze żarcie w kantynie przez dłuższy czas.
Skoro tak bardzo nikogo nie obchodzę, ciekawa jestem, kto im wydzieli to lepsze żarcie. O ile w ogóle zbiją na tej blasze jakieś kokosy, by za to jedzenie zapłacić.

Z głodu nie umrzemy. Chyba.
Po tych słowach trybiki w umyśle Mikela dopasowały się do mechanizmu wydalania chyba i wyprodukowały niezbyt przyjemną myśl. Bardzo nieprzyjemną, prawdę mówiąc.
- Sam, właśnie sobie coś uświadomiłem – oparł się o maskę ex-samochodu i nerwowo przeszukiwał kieszenie kurtki.
- Schowałeś je w prawej kieszeni. No?
-Oni tam jeszcze żyli – Wyciągnął metalową papierośnicę, wydłubał z niej zawartość (sztuk jeden) i wsadził sobie do ust. I znowu zaczął oklepywać ubranie.
Wyobrażał sobie, że jest wielkim tam-tamem.
Zaraz. Drzwi samochodu ledwo trzymały się na przerdzewiałych zawiasach, w środku odkryli ludzkie resztki ubrane w strzępki ubrań, ale fajki się uchowały?

- Tylna, spodnie. Co? Kiedy?
Że jak?


 - I Mike i Samuel mieli podobny problem. Zapamiętywali masę nieistotnych drobiazgów, szczegółów, ale nigdy dotyczących siebie samych.
Mike zawsze stał przy Samuelu, gdy ten się golił, przypominając mu o pieprzyku, który musi omijać żyletką. 

 Zwykle więc pamiętali za siebie nawzajem. Działało od kilku lat i działać najprawdopodobniej jeszcze przez dłuższy czas powinno.
- Po tym jak ich przysypało – odpalił papierosa wiekowym Zippo na benzynę i głęboko się zaciągnął 
Kiedyś odpalałam fajki od Zippo i wydaje mi się, że rzecz, w której trzeba często zmieniać benzynę, kamienie i kij wie co jeszcze, nie sprawdza się po upadku cywilizacji.
Ale jak by to wyglądało, gdyby zapalał fajkę jakimś plebejskim BIC?
Jako prawdziwy twardziel powinien odpalać od własnego tyłka zapałką.

- Byli uwięzieni w tym wraku. Teraz dopiero zrozumiałem. Zadrapania od wewnątrz. Masa pustych opakowań. Wgniecenia drzwi od środka. Kurwa mać. 
Tę znaleźli w schowku.

I jeszcze coś. - Mikel aż się skrzywił
- No wykrztuś to w końcu. - Samuel odpędził wkurzający go dym machaniem dłoni. Nigdy nie był w stanie zrozumieć dlaczego jego przyjaciel „pali to gówno”. Ale tolerował.
- Gówniarz żył najdłużej. - wymownie skinął głową w kierunku tylnych foteli.
- Co? Skąd wiesz?
Bo obejrzałem osiem sezonów CSI, co oznacza, że jestem specjalistą w dziedzinie oceny miejsca zbrodni.


- Noga starego była na tylnym fotelu. Od początku wydawało mi się to dziwne, ale nie wiedziałem dlaczego. 
Nie wiedziałeś, dlaczego czyjaś noga na tylnym siedzeniu jest dziwnym widokiem? Bystry jesteś.

- Ja pierdolę. Zeżarł własnych... - Mike w odpowiedzi tylko kiwnął głową
Wziął sobie McKulasa na wynos. Totalnie widzę, jak dzieciak metodycznie piłuje piszczel, po czym zasiada jak basza na tylnym siedzeniu.
Szkoda tylko, że bez jedzenia można przeżyć dwa miesiące, ale bez wody tylko tydzień.

Westchnęli cicho, wyobrażając sobie co musieli czuć ci ludzie. W końcu uwagę Samuela przykuł tył wraku, a konkretnie bagażnik. Sekundę później znalazł się przy nim, kombinując jak koń pod górę nożem przy zamku.
W poprzedniej analizie konie skuwały dłutkami trawę, tu, nie wiedzieć czemu, konie w przysłowiach zyskały noże...      
      
 - Mike, pozwól tutaj z naszym przyjacielem Badylem... - Mikel nieśpiesznie podszedł do swojego plecaka, zostawionego kilka metrów dalej pod betonową ścianą tunelu i chwilę przy nim grzebał. Wrócił z grubym, spłaszczonym z jednej strony przez znajomego kowala, prawie metrowej długości prętem zbrojeniowym i prawie bez wysiłku wyważył nim drzwi bagażnika.
Yyy... ten plecak to chyba odpowiednik Simsowej dupy, skoro grzebał w nim i grzebał, zanim znalazł metrowy pręt. 

Przeżarta rdzą blacha chrupnęła nieprzyjemnie wyrażając swój ostatni bunt przeciwko bezzasadnej przemocy. 
-Sezamie, otwórz się.
Sucharze, odpuść.

 Robili to nie po raz pierwszy, więc nie spodziewali się żyły złota. Ale nie można też powiedzieć, że nie wiązali z tym przeżartym rdzą bagażnikiem żadnych nadziei. Tak czy inaczej... nie mogli być przygotowani na to, co tam znaleźli. Trafili w dziesiątkę, jak to się kiedyś mówiło. Po otwarciu ich oczom ukazały się skarby, o których nie śmieli nawet śnić.
Góry złota, diamenty, szafiry i jeden smok, co to nie lubi jak ktoś go budzi.

 Kiedy szok minął, przepełniła ich euforyczna radość. Nie co dzień trafia się bowiem na rzeczy, które oni przez absolutny przypadek podparty upartą wytrwałością znaleźli.
Bo dlaczego nie napisać pięciu różnych zdań, które mówią dokładnie o tym samym - napięcie można już kroić nożem.     
      
Mike aż musiał zapalić następnego papierosa żeby uspokoić myśli i drżenie rąk. Oślepieni blaskiem tych cudów patrzyli i wyobrażali sobie co zrobią po tym, jak to doniosą do K-4, bo taki numer nosił ich Schron. Wasz, mimo że go nazywacie Baszta przez wieżę strażniczą której nie ma żadna inna krypta, też ma swój numer, C-11.
Mam nadzieję, że w tym bagażniku znaleźli schemat na właściwy szyk wyrazów.

 Tak naprawdę nie wiadomo ile ich jest rozsianych po świecie. Jedne pustoszeją i przestają istnieć, inne dopiero są odkrywane przez zwiadowców Nomadów. Schrony różnią się od siebie, w zależności od pierwszej litery oznaczenia. Tak przynajmniej myślę. Byłem kiedyś w F-6 i...     
- Co było w bagażniku? - znajomy blondynek, widocznie zniecierpliwiony, nie bacząc na poprzednie doświadczenia wyrwał się z pytaniem które tłukło mu się po głowie od dłuższego czasu. Musiał się dowiedzieć, bo najwidoczniej nie dałoby mu to spokoju przez resztę dnia. 
- Proszę?
-Co było w bagażniku? - dzieciak wbił się przenikliwym wzrokiem w dziadka z siłą młota pneumatycznego.
To nie jest dobra metoda na wyciągnięcie z kogoś informacji. Chyba, że nazywasz się Jack Bauer i wiesz jak skutecznie przeprowadzać przesłuchanie. 

 Przejęty, nieświadomie miażdżył żelaznym uściskiem zawartość swojego plecaka, który miał przyciśnięty do brzucha.
Co tu się kurde dzieje - ludzie nurkują w gruzie, mają żelazne uściski, patrzą z siłą młota pneumatycznego... Wjechali na nowo wybudowany odcinek autostrady ewolucji czy po prostu jadają posiłki zbyt bogate w żelazo?

- Ah, prawdziwe skarby, które zagwarantowałyby im dostatnie życie przez długie miesiące – roześmiał się serdecznie.
Miotacz płomieni i całą stertę McChickenów.

 I zaczął wstawać w oczywistym celu zakończenia dzisiejszej sesji RPG opowiadań.
- Czyli co?
Kokaina, złote łańcuchy i prezerwatywy. 

- Skarby. No, na dzisiaj kończymy. Resztę opowiem wam jutro. W chce mi się pić i muszę iść do kantyny.
Zakładam, że "muszę do kantyny" jest tym samym, co dla dzisiejszego człowieka wejście do Empiku tylko po to, by się wysikać.

- Czyli nie wie pan?- nie dawał za wygraną.
- No co za uparty gówniarz. Pewnie że wiem. - Oburzenie które wyrażała twarz starca było równie prawdziwe jak szansa na dostanie obiecanej setki dziewic po ekspresyjnej zabawie z kilogramem plastiku na zatłoczonej stacji metra.


Gdzie mogę wypisać się z tego klubu?

 Znaczy – jak się postarasz to uwierzysz.
Eee... Istotą tych tak zwanych ekspresywnych zabaw jest to, że już na początku wierzy się w ich sens. To nie są badania tyczące się zależności między ilością materiałów wybuchowych a ilością niezdeflorowanych kobiet. 
  
- No to niech pan powie.
- W gardle mi zaschło – skrzywił się, drapiąc jednocześnie za uchem
- Mam przy sobie butelkę wody – spojrzał do wnętrza plecaka i zaczął w nim energicznie grzebać.
- I zgłodniałem?
Cwany ten gość - napije się i nażre za darmo, potem beknie i wyjdzie, rzucając na odchodnym "frajerzy".

 - Mama zrobiła mi kanapki. I dlaczego powiedział pan „zagwarantowałoby”? Przecież wychodzi na to, że już to mieli w rękach... - chłopiec pogrążył się w myślach kiwając się to w przód, to w tył.
- Jak ci na imię, młody człowieku?
 - Adam
 - Podobasz mi się, Adam. Przypominasz mi mnie w twoim wieku. Dobrze więc, daj to żarło i jedziemy dalej. Użyłem tego słowa nieprzypadkowo,
Którego słowa - żarło? Jeżeli o nie chodzi, to mam nadzieję, że masz jakieś dobre wytłumaczenie. 

 ale do tego dojdziemy za chwilę. Znaleźli rzeczy, których bali się wziąć ze sobą do domu przez swoją wartość. Za takie fanty ludzie się zabijali. Była tam teczka wypchana po brzegi jakimiś kolorowymi, prostokątnymi papierami.
I od tamtej pory długie, samotne wieczory w schronie spędzało się na składaniu origami.

Ale to nie o te śmieci mi chodziło, tylko o pojemnik wypełniony fiolkami nasion. Zachowanych, nie skażonych roślin, gotowych tylko by je zasadzić i odrodzić Zieleń na świecie.
Chwileczkę, chwileczkę. Ze szkoły to jeszcze pamiętam, że roślinki produkują tlen, a pochłaniają niegodziwy dwutlenek węgla. Tlen na Ziemi swoje źródło co prawda miał w wodzie, ale fotosynteza też chyba ma w tym spory udział - a skoro nie ma na świecie ani jednej rośliny, JAK oni zdołali przeżyć w maksymalnie zasyfionym środowisku? 
I jeszcze jedno pytanie. Kto transportuje w bagażniku walizkę kasy i torbę z nasionami?

No, może nie na powierzchni, ale we wnętrzach schronów na pewno. I, prócz tego trochę wiekowych świecidełek, które można łatwo opchnąć za grubą kasę. Słowem: łup najwyższej klasy.
Gotówka, biżuteria i nasiona. Wydaje mi się, że trójka z samochodu to jak dotąd najciekawsze postacie. 

 Samuel podejrzewał, że ci ludzie z wraku chcieli za to sobie wykupić miejsce w schronie typu A, przeznaczonego dla najważniejszych i najbogatszych. Problem polegał na tym, że zwykle w takich sytuacjach coś koniecznie musi się spierniczyć. Niestety, ta nie była wyjątkiem. Ledwo Sam wyciągnął pojemnik z nasionami kiedy dotychczasową ciszę przerywaną jedynie przez nich samych przeszyło zastygające krew w żyłach, wściekłe warczenie. Kiedy byli zajęci dochodzeniem do siebie, coś na kształt przerośniętej wypadkowej wilka i niedźwiedzia
Suma wektorów wilka i niedźwiedzia Z Dupy Wziętych musi wyglądać naprawdę przerażająco.
Czy tylko ja jestem ciekawa tego jak doszło do skrzyżowania wilka z niedźwiedziem?

postanowiło złożyć im niezapowiedzianą wizytę. Mając zresztą całkiem nieprzyjemne zamiary wobec Łowców. Kiedy tylko Samuel odwrócił się zaskoczony w stronę zwierzęcia – rzuciło się na niego. Przytomnie zasłonił się tym co miał w rękach, dzięki czemu wielkie kły nie zatopiły się w jego ciele, tylko w pojemniku.  Fiolki z nasionami popękały z brzękiem, a ostre kawałki szkła wpadły do pyska potwora, raniąc go boleśnie.
Co tam Nokia, użyj fiolek z nasionami... 

To tylko to rozwścieczyło, ale David,
Tennant? Na to nawet Doktor nie pomoże.


nadal trzymając Badyla w rękach, użył go. Zwierzę padło nieprzytomne, mając praktycznie roztrzaskaną czaszkę.
Praktycznie roztrzaskaną? To znaczy, że w teorii mogła być tylko wgnieciona?

 Ale żyło i oddychało, co było jeszcze bardziej zatrważające. Mało tego, Łowcy chwilę później usłyszeli ruch we głębi tunelu.
Usłyszeli ruch, toż to synestezja jest. Zaraz zaczną widzieć kolory i przemierzać pustkowie na kucyponkach.
  
Mogło to oznaczać tylko jedno – więcej wilków
Eee... Ktoś tu zapomniał o łańcuchu pokarmowym. Wilki jedzą roślinożerców. Roślinożercy jedzą, cóż, rośliny. Rośliny nie istnieją, nie istnieją więc roślinożercy, nie istnieją też mięsożercy, człowiek też w zasadzie nie istnieje, bo wpierniczanie samych, ubogich w wartości odżywcze pieczarek w końcu doprowadziły ludzkość do wymarcia.
*napisy końcowe*

. Nie mieli wyjścia – musieli uciekać, porzucając znaczną część łupów. 
Jakich łupów, przecież tam była tylko jedna fajka, okulary Toma Cruise'a, trochę nasion i biżuteria! Nie jest problemem wrzucić to szybko do plecaka.

Zwineli się najszybciej jak mogli, zabierając tylko latarki i rzeczy, które mogli szybko wrzucić do kieszeni.
Albowiem nikt nie powiedział, jakie to były nasiona, a były to ponadprzeciętnej wielkości kokosy.

 I często oglądali się za siebie.
 I już im tak zostało.

14 komentarzy:

  1. O bogowie, jak można tak otwarcie i bezwzstydnie zżynać z całej klasyki post-apo to ja nie wiem. Już kij tam Stalkerów, bo nawet Metro nie było oryginalne pod tym względem, ale falloutowe Krypty już mnie rozwaliły. A Łowcy to pachną mocno uniwersum Neuroshimy, tylko tam ta nazwa ma akurat sens (bo "polują" na konkretne, rzadkie przedmioty). Dobra, koniec tego nerd-rage'u. Cieszę się że się za to zabrałyście, absurdów i głupotek tu co nie miara i się analek aŁtorowi (?) należał. :P Czekam na następną część, jeśli będzie, jesteście świetne, dziewczyny! ^^

    PS.: byłyście może na Pyrkonie? :'D

    OdpowiedzUsuń
  2. Interwał nie oznacza pauzy między dźwiękami, ale odległość między dźwiękami.
    Micha

    OdpowiedzUsuń

  3. Podobno każdy człowiek przed Upadkiem miał swój samochód - ci,którzy mieli chorobę lokomocyjną i nie mogli jeździć,byli izolowani i szczepieni siłą,jak telepaci, którzy nie chcieli być w Korpusie w Babilonie V..
    Irytujący styl narratora.
    Tom Cruise i pieczarki!!
    Czy tylko ja jestem ciekawa tego jak doszło do skrzyżowania wilka z niedźwiedziem?
    No,pijany tatuś niedźwiedź spotkał pijaną mamusię wilczycę..

    Fajna,długa analiza.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łooooooooooooooooooooo, ktoś tu jest fanem Babylon 5? Piątka, to jeden z moich ulubionych seriali :'D

      Zelaznostopy

      Usuń
    2. Klasyka! The Corps is mother, The Corps is father i cała reszta!

      Chomik

      Usuń
  4. A David to drugie imię MikA?

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetna analiza, oby tak dalej :D. Właściwie, wasze analizy zawsze są świetne xD. Uwielbiam je, zawsze przy nich się śmieję.

    OdpowiedzUsuń
  6. Pierwszy wasz post, na który się natknęłam to było "50 twarzy amisz" (albo jakoś tak) i wtedy pamiętam, że po pierwszym zdaniu pomyślałam "wszystkich krytykują, to niech one same napiszą książkę". Jak dotąd moje zdanie nie uległo zmianie, bardzo chciałabym, żebyście napisały jakąś książkę! :) W takim dowcipnym stylu, jak ten blog. Obiecuję, że będę pierwszą osobą, która kupi ją, jak tylko wejdzie do sprzedaży! :D

    "Noc na pustkowiach była przejmująco chłodna i paskudnie wietrzna do tego stopnia, że każda szczelina pomiędzy częściami ubrań powodowała dyskomfort.
    Myślę, że w każdych warunkach dziura w spodniach na dupie powoduje dyskomfort."
    Po prostu pękam ze śmiechu! :D
    Kocham was, piszcie dalej i jak najczęściej!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Genialna analiza!
    Czy tylko mnie dziwi to, że w tycdawnych czasach wszyscy mieli samochód?

    OdpowiedzUsuń
  8. I stali w taaakich korkach, aż im ssru! cywilizacja upadła..

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  9. Na litość, dziewczyny... Wszystko, do czego się przyczepiłyście w "Interwale 0" było opowieścią o dawnych czasach, czasach sprzed Zagłady. Naprawdę nie widzicie, że ta zmitologizowana, wyidealizowana, pełna cudowności wizja przeszłości mieści się jak najbardziej w kanonie opowieści o Złotym Wieku? I że słuchacze, którzy nigdy w życiu nie byli na powierzchni i nie jedli niczego prócz grzybów i mięsa, nie zrozumieliby pewnych pojęć, więc opowiadający dostosowuje język do możliwości odbiorców? Moim zdaniem wpadłyście na analizatorską minę, czepiając się - z pewnym wdziękiem, przyznaję, ale za to zupełnie niesłusznie - opowieści snutej "ku pokrzepieniu serc", a więc działającej na prawach baśni.

    OdpowiedzUsuń
  10. jakby brakowało Wam materiału to ałtorka od ballady o umięśnionym brzuchu Deana i prysznicu z reklamy Palmolive kontynuuje swoje dzieuo tu http://mania-stories.blogspot.com/2013/06/pairing-deancastiel-fandom-supernatural.html ratunku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak!!Koniecznie!!!


      Chomik

      Usuń
  11. Derp. Trochę boli, bardzo bawi. Nie wiem jak tu trafiłem ale dziękuję za brak litości :*

    OdpowiedzUsuń