poniedziałek, 6 stycznia 2014

Kiedy nawet Bóg nie jest kanoniczny, czyli jak bardzo Super jest twój Natural

To znowu my! Tym razem na warsztat poszedł wytwór Supernaturalo- podobny. Dlaczego podobny? Bo na nic szukać kanonu, sensownego zachowania postaci, dialogi się nie kleją a bohaterowie zachowują się jak potrąceni. AŁtorka twierdzi, że akcja dzieje się jakoś w szóstym sezonie, ale jakoś trudno się tego doszukać. Na dodatek zastosowany został ciekawy zabieg wrzucenia tu treści Kluczy Salomona, książki, z której mocno Supernatural czerpie niektóre motywy, ale jeszcze nikt nie upadł tam tak na głowę, żeby dosłownie wkleić w dialogi fragmenty. AŁtoka próbowała... i nie wyszło, jak wiele innych rzeczy. 
Kilka ostrzeżeń:
1. Analiza była pisana o drugiej w nocy, Toldie była w środku tłumaczenia napisów do nowego Sherlocka, dlatego treść może być mocno abstrakcyjna, przygotujcie się.
2. W związku z niewyspaniem Toldie wyłączyły się filtry, dlatego istnieje moment, w którym nazywa Biblię mitologią. Osoby, których uczucia religijne można łatwo urazić, proszone są o przestanie czytania w tym momencie, albo o niewyrzucanie swoich problemów w komentarzach, ostrzegłyśmy. 
3. Analiza może zawierać śladowe ilości spojlerów z szóstego sezonu Supernatural.

Na koniec chciałybyśmy podziękować wszystkim za frekwencję w zeszłym tygodniu. Licznik odwiedzeń dobił nam prawie do 900, co dla nas jest liczbą niesamowitą, bardzo dziękujemy!


Przedmiot analizy:

Analizę przeprowadziły:
Toldie
Żabencja


1. Porwanie

Był słoneczny poranek.
Pierwsze zdanie od razu nawiązuje do klimatu tego serialu.

 Sam, już pełny energii, siada do na łóżku i budzi Dean'a:
Z cyklu, AŁtorka jest jeszcze w fazie eksperymentów z czasem narracji. Jak to mówią: w życiu trzeba wszystkiego spróbować. 
Sam chyba występuje w reklamie żelu pod prysznic, ta radość jest podejrzana.

- Ej, Dean! Wstawaj mamy sprawę.
W sądzie.

- Jaką?- Spytał spokojnym i jeszcze sennym głosem Dean.
- W ciągu tygodnia doszło do trzech porwań.
Łoś ściąga te dane na żywo z internetu przez poroże. 
My już wiemy, na czym te jego risercze w bibliotekach naprawdę polegały...

 Doszło do nich równo o północy. Jedyne ślady zbrodni to jakiś proch rozrzucony po sypialni ofiary. Musimy to sprawdzić.
Sammy jest na speedzie, chyba też obejrzał nowy odcinek Sherlocka.

- Taa. No pewnie. Jeszcze 5 minutek- Powiedział Dean miłym głosem, ziewając.
Dean i miły głos z samego rana - to jest właśnie to, co nazywamy gwałceniem kanonu kijem od szczotki.
Drucianej.


Sam pomachał głową
Ja wiem, że jest późno, ale Sam zdejmujący sobie głowę z ramion i machający nią jak flagą musi być zabawny także w normalnych godzinach.
Może Ałtorka po prostu nie napisała, o głowę jakiego Sama chodzi - może to flaga z podobizną Wuja Sama?

 i poszedł sam do domu, w którym doszło do porwania.
 Rozumiem, że albo dom ofiary był zaraz za rogiem, albo Sammy postanowił spróbować chodziarstwa.

 Ofiarą była 24-letnia Alissa Black. Z zeznań matki wynika, że ktoś się wkradł oknem i po prostu porwał jej córkę.
  Tak po prostu. A matka siedziała w progu z popcornem.
- Obraz normalnie w HD, 3D!
  
 Sam postanawia rozejrzeć się po sypialni dziewczyny.
Wow, Ałtorko, nie szalej tak z tymi czasami. Jestem ciekawa, kiedy przestawimy się na czas przyszły, tego w opkach nie widziałam. 
Podczas jego wdzierania się do domu matka dziewczyny robiła w mikrofali kolejną porcję popcornu.
   
- A to co?- Powiedział do siebie zaciekawiony Sam.
Dlaczego to wszystko zaczyna przypominać Scooby'ego? Wyobraźcie sobie Sammy'ego jako Kudłatego i już nie będziecie musieli się dziwić, że zachowuje się jak potrącony.
Scooby chrupki wyjaśniałyby to nakręcenie.

Chłopak ujrzał wokół łóżka dziwny, szary proch. Postanowił wziąć go trochę, by sprawdzić co to jest. W pokoju nie znalazł oprócz tego nic podejrzanego. Okno zamknięte, żadnej krwi, siarki czy pola magnetycznego. Następną ofiarą była Amanda Firebird.
Obie te dziewczyny mają porażająco opkowe personalia, nie sądzicie? 
Ałtorka w poszukiwaniu inspiracji dla nazwisk przeniosła się z palety kolorystycznej do katalogu samochodów lat siedemdziesiątych. Czekam na Melissę Thunderbird i Samanthę Bel Air.
I Lanę Del Rey.

 Sam, jako agent FBI, przeszukał i dom tej dziewczyny.
Rozumiem, że poprzedni dom przeszukał jako Sam - obwoźny sprzedawca środków czyszczących? Albo:


Albo kiedyś zbyt mocno zaangażował się w swoją postać podczas LARPu i wciąż wierzy, że naprawdę jest agentem FBI.

 W jej sypialni również znalazł to samo co wcześniej-proch wokół łóżka.
Pozostając w klimatach Scooby Doo - z pewnością właściciel tych ziem przebrał się za ducha Mściwego Farmera i strzela ze starej dubeltówki.

  Sam wraca do motelu, w którym się wcześniej zatrzymał wraz z bratem. Sam wchodzi i przyłapuje Dean'a na rozmowie telefonicznej. Prawdopodobnie z Lisą. Dean widząc go w drzwiach rozłącza się.
Ja wiem, że w poradnikach pisania zawsze się mówi, żeby nie przesadzać z opisami, ale w tym wypadku Ałtorka idzie po całości. Jestem pewna, kiedy przejdziemy do równoważników zdań. 
Lub haiku:
Choć zasięg mają
Dean przerywa tak nagle
Nić połączenia.

- Co u Lisy?- Pyta Sam.
- Nic... Jak te porwania?- Zmienia temat Dean.
- Przeszukałem domy dwóch dziewczyn i znalazłem ten proch.- Sam wyjmuje z kieszeni marynarki próbkę prochu i pokazuje Dean'owi.
- Nie widziałem czegoś takiego. To chyba nie jest siarka.
Ej, to jest szary proch. To nie są lewitujące miniaturowe jednorożce, nie spinajcie tak pośladów.
Może to kurz?

- Masz rację. Chyba zadzwonię do Bobby'ego.
Bobby musiał być zachwycony.
-Nie wiem, Bobby, niczego takiego wcześniej nie widzieliśmy. To... szary proch.


Próbuję wyobrazić sobie reakcję Bobby'ego - waham się między tłustą wiązanką i wyrwaniem telefonu ze ściany, a czymś w stylu "Nie wiem, co zrobiłeś z prawdziwym Samem, ale znajdę cię i wypruję ci flaki przez otwór gębowy".

Sam rozmawiał z Bobby'm ponad 20 minut.
20 minut? Mam nadzieję, że wymienili ze sobą wszystkie ploteczki, bo ostatnim razem, kiedy widziałam dwóch facetów rozmawiających przez telefon dłużej niż pięć minut było nigdy, bo takie sytuacje się nie zdarzają. 

 Okazało się, że to święty proch, który pozostaje w miejscu zjawienia się archanioła.
Ahahaha ha ha. Ale poważnie, święty proch?
Mają efekciarsko płonące szaty.
- Ale po co archanioł ma porywać jakieś laski? W niebie nie mają żadnych?- Zapytał zaciekawiony Dean.
Uwaga, element komiczny. Ja wiem, że humor Deana nie należy do najbardziej wyrafinowanych, ale w tej scenie to Sammy nie ma duszy...

- Tego nie wiem. Może poprośmy Cas'a o pomoc.- Proponuje Sammy.
AŁorka skąpi opisów, za to apostrofami rzuca na prawo i lewo.
To nie apostrof, to cierń cierpienia wbity w imię Castiela!

- Okej. Ej, Cas! Jeśli mnie słyszysz to rusz ten anielski tyłek i się pokaż! Mamy dla ciebie sprawę.
Nastąpiła chwila skupienia i ciszy. Po chwili w drzwiach pojawia się Castiel.
Może po prostu udajmy, że to nie opowiadanie, tylko dramat i nie będziemy sobie zawracać uwagi opisami?

- Chodzi Wam o święty proch, prawda?- Pyta pewny siebie.
Mrugając do widowni.
Dramat, niewiedza
Anielski tyłek w drzwiach
Skupienie, cisza.

- Wow, Cas! Zjawiłeś się. No brawo. Tak chodzi o święty proch. Wiesz coś o tym?- Pyta szyderczo Dean.
- Wiem tyle co wy. Sam sprawdzałeś wszystkie pięć porwań?
- Ile?! Myślałem, że był tylko trzy.- Powiedział zdziwiony Sam.
Bo mu poroże łapie tylko na wolnym łączu od kiedy skrócił włosy w ósmym sezonie.

- Porwano dwie dziewczyny i trzech mężczyzn. Na miejscu porwania był ten sam proch. Sprawdziłem to. Każdy z nich urodził się 24 grudnia. W dzień Bożego narodzenia.
Myślę, że Bóg ma wobec nich jakieś plany.- Powiedział Castiel.
Bóg dał się nabrać na ten stary numer, że Jezus urodził się w grudniu? Trochę kiepsko, że nie pamięta daty urodzin własnego syna. a tak BTW, dzień Borskiego Narodzenia to 25 grudnia.
I nie wie tego anioł, chyba na górze zrobili cięcia kosztów, jeśli chodzi o szkolenia pracownicze.

- Czyli próbujesz nam wmówić, że oni są teraz w niebie? No pięknie... Można ich jakąś stamtąd wyciągnąć?
W sensie, że Bóg porywa ludzi do nieba? Jak to w ogóle ma mieć sens?
W średniowiecznej ars moriendi miałoby. To widowiskowe umieranie Rolanda to w rzeczywistości preludium do kidnapingu.

- Poczekajcie!- Krzyknął Sam. - Spójrzcie. Gdy połączymy na mapie miejsca w których doszło do porwania powstaje krzyż.
Ej tam, jak się dobrze postarasz to wyjdzie nawet motyl, wystarczy trochę inwencji twórczej.
A jak połączysz na mapie wszystkie większe miasta Teksasu, wychodzi trochę krzywa świnka morska!

Chłopaki podeszli do Sam'a i nie uwierzyli gdy zobaczyli. Rzeczywiście wszystkie domy po połączeniu  mazakiem przypominały krzyż.
Ale że każdy dom z osobna przypominał krzyż? To musiała być mocna ingerencja mazaka w takim razie.
Albo ludzie w tym stanie mieszkają w bazylikach na planie krzyża. To na pewno Alabama czy coś.

- Co teraz zrobimy? Musimy się jakoś dostać do nieba.- Mówi Dean.
No problemo, strzelcie sobie nawzajem w twarz, to jest ta najkrótsza droga.



- Nie możemy. Co najwyżej mogę spróbować zesłać jedną osobę z tych porwanych.
To opko chce nam bezczelnie wmówić, że łatwiej ściągnąć kogoś z nieba niż tam trafić. To, albo Eric Kripke oszukuje nas już dziewiąty sezon.
I robi to nadzwyczaj zręcznie, bo strzelenie w twarz jest chyba łatwiejsze niż jakikolwiek rytuał.

 O ile nie są pod ochroną archanioła.
 Nie no, pewnie supertajna akcja porwania ludzi do nieba zakłada puszczenie ich samopas. Imperatyw blogaskowy tak mówi, więc musi mieć sens.

 Bracia pokiwali głową na znak zgody.
 Na znak zgody, że o ile nie są pod ochroną archanioła? To już czyste podlizywanie się Casowi.

  Castiel narysował kredą krąg, położył obok biblię, krzyż, zdjęcie Alissy Black, wodę święconą i zaczął recytowac: "Accendant in nobis Domine ignem sui amoris, et flammam aeterni caritatis".
Biblia. Podajcie mi jeden rytuał w serialu, który wymagał użycia tej mitologii i stawiam piwo. Już byłoby bardziej sensownie, jakby rzucił tam manuskryptem Klucza Salomona, czy innej fajnej książeczki o wzywaniu postaci nadprzyrodzonych. 
"Panie, rozpal w nas ogień swej miłości i płomień miłości wiecznej" (w wolnym tłumaczeniu) - fits perfectly. Znalazłam tę inkantację także na jakiejś stronie z rytuałami enochiańskimi, myślę, że jeśli figuruje tam też "gwałtowny deszcz gwiezdnych pocałunków kąpie twe ciało", można sobie odpuścić i iść na piwo.

 Podłoga zaczęła się trząść. Okno w pomieszczeniu roztrzaskały się i wokół było słychac okropny dźwięk- mowę archanioła. Nagle wszystko ucichło i przed Cas'em ukazała się dziewczyna- Alissa. 
To tyle? Żeby ich zgarnąć do nieba, potrzebny był archanioł, ale żeby powrócili na ziemię wystarczył niezbędnik moherowego beretu i lewa inkantacja po łacinie?


Jak wcielić zwięzłość haiku w życie, odsłona kolejna.
  
- Kim jesteście?!- Zapytała.
Przybywamy w pokoju i mamy nadzieję, że nie masz choroby lokomocyjnej, bo tak z góry na dół i z dołu na górę to każdemu byłoby niedobrze.
Jakiś czas temu zamieniono Drabinę Jakubową na superszybką windę, normalnie żołądek podjeżdża do góry.

Castiel zobaczył, że dziewczyna na ramieniu ma znak archanioła Jehudiela.
Tak po sąsiedzku. Jegudiel (lub Jehudiel) anioł piątku i Castiel anioł czwartku. Jeżeli ten pierwszy nie jest aniołem imprez i zapojek to ja się wypisuję (nie jest, za to często jest przedstawiany z płonącym sercem w dłoniach).
Myślałam, że napisałaś "z płonącym serem".

- Zaraz zjawi się archanioł Jehudiel! Musimy się pośpieszyć!- Mówi nerwowo Castiel.
- Co robicie w niebie?!- Krzyczy Dean.
Układamy puzzle i gramy w twistera!



- Ja wraz z innymi służymy bogu.- Odpowiada spokojnie Alissa.
- Jak to?! Przecież już po apokalipsie!
Ekhm, czy ja muszę się tak denerwować po północy?

- Tak, ale Bóg zostanie uwięziony przez sześćdziesiątego czwartego ducha goecjii. Jest to upadły anioł, generał piekła! Bóg nas szkoli byśmy go pokonali! 
Uhuuu, ktoś tu poczytał Klucz Salomona. Szkoda tylko, że co drugi był tam generałem i innym i nie oznacza to wcale, że gość był kimś super ważnym, biorąc pod uwagę, że mogłeś go sobie wezwać za pomocą kolorowej kredy i garści ziół. 
Nawet nasz poczciwy Beleth miał pod sobą 80 legionów piekielnych - a jednak myślał, że zaciągnie laskę do łóżka przy pomocy cytatów z harlequinów. Chyba generalska fucha trochę ostatnio straciła na prestiżu.

Jesteśmy wybrani i naznaczeni. Dostaliśmy miecze, które sie nazywają Zulfikary i święty napój który...- Allisie nagle przerwał potworny dźwięk.
Oj, zakłócenia na linii. Poroże odbija. Aha, i Zulfikar był tradycyjną islamską bronią. Więc Bogu coś tam się chyba rozpędził.
Od poniedziałku do piątku był Jahwe, ale w weekendy postanowił przedstawiać się jako Allah.

To był on. Jehudiel.
- Co wy tu robicie! Jak śmiecie mnie odsyłac bez mojej Alissy?- Pytał przerażająco archanioł.
Jak się pyta przerażająco? Po znaku zapytania śmiał się mrocznie i zdania 'ludzka rasa wyginie' używał jako przecinka?

Jehudiel był bardzo wkurzony.
Wow, to zdanie totalnie sprawi, że postać Jehudiela będzie dla nas bardziej przerażająca. 

 Spytał:
- Noo... To który pierwszy?
- Nic nam nie zrobisz.- Odpowiedział stanowczo Dean.
Bo stracił już resztki instynktu samozachowawczego, oraz najwyraźniej rozum, bo nawet Dean (właściwie w szczególności) wie, że archanioł może im zrobić i o sporo nieprzyjemnych rzeczy.
Wizja wiecznej gry w Twistera stała się dlań wybitnie pociągająca.

- Ach tak?- Spytał Dean'a trzymając go za gardło i dusząc.
-Ach tak- odpowiedział Dean krzyżując ręce na piersi i tupiąc nogą.

- Byłeś w piekle, prawda? Fajnie było? Hmm... Może chcesz tam wrócić?- Mówił Jehudiel.
Rzucił Deanem o ścianę. Na archanioła napadł Sam.
Zamaskowany i z bronią w ręku.
Cas tymczasem stał w kącie i anielskim ostrzem leniwie wydłubywał brud spod paznokci.

 Zaczął dźgać go nożem,
Do krojenia chleba chyba.
Albo do smarowania masłem, w końcu to tylko łoś.

 ale niestety to nie było wstanie zabić archanioła.
Sammy stracił chyba nie tylko duszę, ale również pamięć tego co działo się przez dwa ostatnie sezony.

 Castiel nie mógł się ruszyć, gdyż Jehudiel groził mu, że jak podejdzie, wszystkich rozerwie na strzępy. Alissa stała bezczynnie aż nagle chwyciła nóż i powiedziała:
- Zostaw ich!- I rozcięła znak na swoim ramieniu. Archanioł stanął w płomieniach i zniknął.
To świetny pomysł, by naznaczać śmiertelnika znakiem, który odsyła cię z powrotem na Ziemię. Jeszcze jakieś światłe idee?
No i stąd szary proch, to zwykła popelina!

- O mój Boże! Nic Wam nie jest?- Pytała zapłakana Alissa.
Ja wiem, że rozwój postaci i w ogóle, ale chyba ktoś tu zaszalał.

Wszyscy stali wgapieni w Alissę. Chłopcy odnieśli duże obrażenia, więc strażniczka podała im święty napój.
Duże obrażenia? Deanem rzucono o ścianę (a dla przypomnienia, rzucanie Deanem na odległość stało się w serialu niemalże sportem i następuje przynajmniej raz w odcinku), a Sammy tylko bezskutecznie dźgał archanioła nożem - więc o ile nie strzelili sobie przypadkiem w stopy z własnej broni, nie mam pojęcia, skąd mogły wziąć się ich poważne obrażenia.
Może Sam też zaczął się poważnie zastanawiać nad tym Twisterem i sytuacja trochę wymknęła się spod kontroli.

---------------------------------------------------------------------------------
Na razie tyle :) Wiem muszę nad tym popracowac, ale będzie dobrze:)
Szczerze wątpię, ale grunt to pozytywne myślenie.


Alissa przenosiła chłopaków do motelu po drodze rozmawiając z Castielem.
Na rękach ich przenosiła, że miała czas po drodze rozmawiać z Casem?

- Słuchaj, ty się na tym znasz, na tych całych aniołach, prawda? Co ja właściwie zrobiłam?- Pytała Alissa.
Z cyklu "mam moce z dupy i nie wiem co się dzieje".
Czy to Diablica Wiktoria objęta programem ochrony świadków?

- Nie jestem pewien, ale chyba go po prostu odesłałaś do nieba. I to chyba na dobre.- Odpowiedział Cas.
Tak, jeszcze raz powiedzcie mi, jak genialnym planem było wyposażanie jej w pieczęć odsyłającą archanioła na zawsze do nieba. I od kiedy to odesłanie na dobre rzeczywiście było trwałe? Przecież archaniołowie w Supernaturalu wracali szybciej niż bumerang.

Alissa była w szoku. Miała zostać strażniczką Boga. Powinna byc posłuszna a właśnie zapuszkowała swojego obrońce Jehudiela.
"Zapuszkować'" to bardzo adekwatne słowo, tak.

Będąc 2 dni w niebie nauczyła się tylko jak operować mieczem.
Aha, czyli nauczyli ją władać mieczem i wytłumaczyli jak działa pieczęć, wie kim jest, ale nadal nie wie co robi?
Operować mieczem to chyba tylko jachtowym.

 Od tego czasu nosi go przy sobie. Podobno można nim zabić nawet Boga,
Tak, właściwie robi też całkiem niezłą kawę, a w czwartkowe popołudnia obrasta sierścią i miauczy.
Archanioły instalują na swoich protegowanych pieczęcie, których moc jest w stanie odesłać ich do nieba, Goda można unicestwić pierwzym lepszym majchrem. Chyba w niebie zapanował jakiś straszny defetyzm.
  
dlatego strażnikami mogą zostać osoby, które do tego się nie posuną, które wierzą i kochają Boga.
Osoby, które wierzą i kochają boga (cokolwiek miałoby oznaczać wierzenie Boga) raczej nie odsyłają archanioła właściwie z byle powodu, bo Jehudiel miał całkowite prawo skopać dupy naszemu kochanemu trio.
   
- Uff, dotarliśmy do motelu.- Powiedziała Alissa kładąc Sama na łóżko.
Boru, ja tylko żartowałam z tym niesieniem na rękach.
Kolejne opkowe prawo - jeśli z czegoś żartujesz, to na bank pojawi się to w fabule.
Nic nie jest zbyt głupie, aby pojawić się w opku.



- Rany aleś ty ciężki...- Dodała.
Dean obudził się i ledwo zipiąc spytał:
Zaraz, obu ich niosła na rękach, a Cas szedł obok jakby nigdy nic?
Ręce miał zajęte, wciąż dłubał pod paznokciami. Swoją drogą, ta dziewczyna musiała nieźle wyglądać, niosąc dwóch wielkich facetów przerzuconych przez ramię jak worki z ziemniakami.

- Co jest...?
- Słuchajcie. Znam was jeden dzień, ale jakoś bardziej wam ufam niż temu całemu Jehudielowi.
Because fuck you, that's why.
Nie, serio, niektóre rzeczy muszą mieć jakąś podstawę. Nie da się powiedzieć "ufam, bo tak" i liczyć na to, że czytelnik to połknie.
Bo przyjaciołom się UFO, cytując starą reklamę.

 Boga nawet nie widziałam! Nie wiem czy dobrze zrobiłam. Może powinnam tam wrócić i ...- Nagle Cas przerwał Alissie. Podszedł do niej i powiedział:
- Jehudiel jest archaniołem, miał styczność z Bogiem i zapewne możesz mu zaufać. Jeśli chcesz to możesz wrócić. Powiemy Twojej mamie aby się nie martwiła.
Cas martwiący się o rodziców laski. Aha.
Mama to jakoś przełknie, razem z popcornem.

- Co ty pierdolisz Castiel? Widziałeś tego archanioła czy nie?! Jest niebezpieczny!- Zaczął krzyczeć Dean.
- Dean ma racje, nie jesteśmy pewni czy możemy mu zaufać. - Dodał Sam.
Sam, jak ty potrafisz pięknie wszystko ubrać w słowa.
To jest właśnie moc wyższego wykształcenia.

Tym czasem w niebie.
Tym czasem, tamtym czasem, a kto go wie.

- Gdzie ja jestem?
- Witaj Jehudielu.
- Czy to ty Boże?- Spytał nie dowierzając.
- Tak Jehudielu. Zawiodłem się na tobie. Miałeś szkolić tę dziewczynę, ale przez twoją nieodpowiedzialność mogę zginać.
Nawet Bogu obawia się marysójek ze scyzorykiem.

 Na szczęście nie jest źle. Jest w rękach Winchesterów.
Ogólnie to spierdoliłeś, ale spoko, mogło być gorzej. Tylko przez wieczność będziesz przerzucał węgiel w piekle.
To raczej Winchesterowie są w jej rękach, a nawet NA rękach, EHEHE.

- Wiem Boże. Przepraszam. Chwileczkę! Jak to 'na szczęście'?! Winchesterowie są niebezpieczni! Powinieneś ich zabić i przywrócić Alisse do mnie!- Buntuje się archanioł.
O stary, ja bym nie próbowała. Boru nie za bardzo cierpliwości do tego całego buntu.

- Widzę, że jesteś odważny Jehudielu. Dałem Ci już szansę, gdyż popełniłeś ogromny błąd, zabijając swojego brata.- Mówił Bóg.
- Ależ kiedy to było! A zresztą! Należało mu się!
Ej poważnie, ten gość sam się prosi, żeby wrzucić go do jednej klatki z Lucyferem.
Odzywki w rodzaju "należało mu się" sugerują też, że Jehudiel wynurzył się z piaskownicy.

 Proszę wybacz mi Boże, daj mi ostatnią szansę!- Błagał Jehudiel.
- Gdy krzywdzisz bliźniego i nie opiekujesz się należycie naszą Alissą, nie mogę dać ci tego darować.
Nie mogę dać ci tego darować, poczułam się jak na karuzeli.

- Powiedział Bóg i zaczął wyciągać rękę w stronę archanioła.
Ale już nie skończył jej wyciągać - okrążył całe niebo ta ręką, póki nie mógł podrapać się po plecach.

- Nie! Proszę, tylko nie to!!!
- Tak Jehudielu. Jestem sprawiedliwy. Tak...- Powiedział Bóg i pozbawił Jehudiela szkrzydeł. Dodał jeszcze- Teraz idź i nie grzesz więcej.
Mam dosyć, to za wiele.
Wizja Boga jako znudzonego spowiednika jest zbyt przerażająca.

I odesłał go do czyśćca jako zwykłego śmiertelnika.
W czyśćcu nie było zwykłych śmiertelników, o to właśnie tam chodziło.
- Strażnicy! Przybądźcie do mnie!- Rozkazał Pan i mówił do nich.- Idźcie, szukajcie waszej koleżanki Alissy Black.
Koleżanki, dobrze, że nie ziomalki, czy psiapsióły.
Jak ją znaleźli, nie wrócili do nieba, a urządzili sobie piżama party i całą noc gadali o chłopcach.

 Nie lękajcie się używac swoich mieczy. Pamiętajcie, możecie nimi zabic wszystko.
Czy on przed chwilą nie pozbawił Jehudiela skrzydeł za to, że krzywdził bliźniego?
Tradycyjnie plątanie się w zeznaniach. Mów, że nie można zabijać, ale sam ześlij okazjonalnie jakąś plagę lub mały potop.

Tymczasem w motelu.
Poproszę o dżingiel z Alfa, bo to nie jest dramat, tylko sitcom z lat osiemdziesiątych.
Winchesterowie mają za sobą doświadczenie bycia w sitcomie - Alissa to tak naprawdę ta dziewczyna w bieliźnie.

- Nie Castielu, nie wrócę tam, wolę zostać na ziemi.- Powiedziała Alissa.
Nagle zapadła ciemność. Rozpętała się burza.
Czekam na wypowiedź chóru.
I klimatyczny temat na organy.

- Alissa, nie!!!
Sam i Dean wpatrywali się w przerażoną dziewczynę którą wyglądała przez okno. Alissa dostrzegła innych strażników na ziemi i spytała:
- Co ja do cholery zrobiłam i co oni tutaj robią?!
Kiedy rozpętuję się burza a pierwszą twoją myślą jest "co tym razem spierdoliłam" nie jest dobrze.

-  O nie... Swoim sprzeciwem i odesłaniem archanioła złamałaś pięczęc- Oznajmił Castiel.
Nie, ona złamała pieczęć, czego skutkiem było odesłanie archanioła. Związek przyczynowo skutkowy się trochę posypał.

- Jak to? myślałam że...-Anioł przerwał Alissie i powiedział:
- To nie pieczęcie apokalipsy. Uwolniłaś Hauresa. On ma swoją własną pieczęć zrobioną z miedzi. Złamać ją można poprzez sprzeciwianie się Bogu. Tylko strażnicy Boga mogą ją złamać.
Poważnie, ja wiem, że Supernatural czerpie sporo z Klucza Salomona, ale przynajmniej nie wrzucają nieobrobionych tekstów do fabuły. I podstawowa treść Kluczy trochę tak kiepsko pasuje do ogólnego zamysłu serialu. 
W takim razie ten cały Haures lata na wolności już od czasu buntu Lucka.

- No pięknie, nie mogłeś mnie wcześniej o tym poinformować? Słyszałam o tym Hauresie czy jak mu tam.
Jest wielkim księciem, tak jakby generałem piekła, zarządza legionami piekielnymi.
Czyli, jak wspomniała Toldie, jak co drugi, który tam siedzi. Ten ma do tego miedzianego itema, poza tym nic nowego.

 W szczególności Abaddonem i Azraelem, ale także zwykłymi demonami.- Opowiedziała Alissa.
Dziękujemy za tłumaczenie, szkoda, że bez przypisu.

- No super, czyli następny koniec świata?- Spytał Dean.
Jezuuuuuu, trzeci raz w tym tygodniu...
I poszli na browara.

- Nie. Heuresowi zależy na tym aby ludzkość ucierpiała na nieposłuszeństwu.
Komuś od deklinacji urwało.

 Będzie nas powoli zabijac, tak abyśmy cierpieli. Wtedy zstąpi Abaddon- anioł zagłady, który wyłoni się z otchłani jako książę czeluści piekielnych i podzieli ludzkośc na dobro i zło.
 Plot twist- Abaddon okaże się kobietą!
 I cwana jest, dzieli ludzi na byty abstrakcyjne.
  Azrael ma tablicę na której są zapisane imiona i losy ludzi, którzy żyli, żyją i będą żyli- od pierwszej pary aż do końca świata. - Powiedział Castiel.
- A co ma jedno do drugiego?- Spytał Sam.
Nic, dlatego Klucz Salomona tu nie pasuje.

- Haures po prostu jest zazdrosny o Boga. Mówi, że źle nas karze. Chce przejąc jego władzę by nauczyć nas po słuszności.
Po słuszności i po prawdzie to coś tu nie gra.
Jużci, bo nie ogarniam, jak można karać źle. Zupełnie jakby Jahwe za bunt w niebiosach odsyłał na karnego jeżyka, ale potem i tak rozdawał lizaki i głaskał po głowach.

 Sam Haures nie jest silny, ale kiedy ześle Abaddona może byc ciężko.- Tłumacz Cas.
Cas awansował. Kiedyś był aniołem Castielem, teraz jest tłumaczem Casem.
Tłumacz Cas - niesamowite przygody anioła, który dorywczo robi tłumaczenia z enochiańskiego, następna część serii w kioskach prawdopodobnie nigdy.
- Jak ja mogłam coś takiego zrobic. Ale ja jestem głupia. Po prostu mnie zabijcie. Nie mam ochoty na to wszystko patrzec.- Alissa załamuje się i oddaje swój miecz Castielowi.
Co to tam było, że ten miecz może nosić tylko osoba oddana Bogu? 
Swoją drogą, czyj to był pomysł, by na obrończynię Boga rekrutować laskę, która po pierwszej porażce jęczy 'zabijcie mnie, nie chcę już żyć'?

- Nie obwiniaj się Alisso. Nawet gdybyś nie ty to zrobiła, to któryś z strażników na pewno. Bóg był tego świadomy, ale nie przewidział, że tak szybko to nastąpi.- Cas pogłaskał Alissę po głowie.
Ciii, nic się nie stało. Każdemu może się zdarzyć rozpętać koniec świata, Sammy to potwierdzi.



- Castiel ma rację. Musimy coś z tym zrobic.- Powiedział Sam.
Nagle ktoś puka do drzwi.
- O nie to pewnie strażnicy!- Wykrzykuje Alissa.
Bo mordować i torturować to tak, ale bez pukania się nie wchodzi. 

Dean otwiera drzwi. Wszystkich zamurowało. W futrynie stał John Winchester. Bracia stali bez ruchu.
Bo na archanioła Sammy leci z nożem, ale na widok ojca żaden się nie ruszy ze strachu. Jak spierdzielić wychowanie synów. Trzytomowy poradnik by John Winchester.

- Nie przywitacie ojca?- Spytał John.
- Nie to pułapka!!! Uciekajcie!- Krzyczał Castiel.- To jest Abaddon!
Ale poważnie, nawet nie zabezpieczyli progu solą? Nic? 
John naprawdę spierdolił sprawę.

- Oh Cas coś ci się pomyliło. To ja Heures i...- Przerwał mu Sam rzucając się na niego z nożem.
Sammy wyskakujący z nożem jest jednym z lepszych motywów tego opowiadania.
Przywiązuje go sobie do poroża i naparza na wrogów z groźnym prychnięciem.

- Ej... Nie tak prędko synku! Tatusia skrzywdzisz?- Pytał Heures.
- Wyłaź z jego ciała sukinsynie!- Zaczął Dean.
Stary, jakiego ciała, spaliliście je w drugim sezonie właśnie po to, żeby coś takiego nie miało miejsca. 
Co się stało z rzucającym się Samem? Nie trafił i rozpłaszczył się o ścianę, czym nikt się nie przejął?

- O proszę cię Dean, twoje słowa na mnie nie podziałają.
To dziwne, Dean jest w stanie poderwać nawet kanapkę z szynką.

 Czyż tam nie stoi moja mała piękność Alissa?
Alissa nie pewnie schowała się za chłopców.
Ach, wszechpotężna istoto, silna postaci kobieca, która na widok papy Winchestera chowa się za Deana.
Schowała się nie pewnie, więc może jeszcze przez chwilę rozważała bycie silną postacią.

- Chodź tu kochanie, nie zrobię ci krzywdy.
Chodź, pokaże ci małe kotki w piwnicy.

- Gadaj! Jak zdobyłeś ciało naszego ojca!- Przerwał Sam.
Była wyprzedaż na e-Bayu. 

- Sammy proszę cię, rozmawiam z Alisską...
- Gadaj albo pożałujesz!- Sam wziął miecz strażniczki i zaczął grozic przeciwnikowi.
Coś on ma z tym dźganiem, Freud miałby tutaj coś do powiedzenia.

- No dobrze. Jest taki magiczny system Goecja, opiera się on na przyzywaniu duchów, ciał czy też demonów z piekła do realnego świata. Teraz na przykład wasz ojciec jest na moje usługi. Więc zapożyczyłem sobie jego ciało.- Powiedział Heures i odepchnął z całej siły Sama, który z hukiem wypadł przez okno z trzeciego piętra.
No fajno, tylko, że w mitologii Supernatural (jeżeli możemy tak to nazwać) w zaświaty się chodziło tylko bez ciała (z małymi wyjątkami, ale nie obowiązują one w wypadku śmierci), tak więc znowu, zrzynka z Kluczy jest tu jak z dupy. Cieszę się, że ktoś przeczytał chociażby streszczenie na wiki, ale to nie wszystko.

- Sammy!- Wykrzyknął zapłakany Dean- Dobra, czego chcesz ?!
Dean płaczący za wypadającym przez okno Sammym. Szkoda, że nie założyłam od razu licznika absurdów, przydałoby się. 
Najlepsze jest to, że Sam jeszcze nie skończył lecieć, a Dean już eksplodował płaczem.

- Nie wiele, nie du żo, po prostu mojej Alissy.- Odparł Heures.
- Ty sukin...!
- Dobra pójdę!- Przerwała Alissa Deanowi.
Ona wraca do nieba, czy to przepychanka z rodzaju "ja dzwonię, ale ty gadasz"?

- Nie rób tego. On cię skrzywdzi!- Przejął się Castiel.
Przejął się Castiel. Nie muszę mówić, że to szósty sezon i Cas jest jeszcze zatwardziałym BAMFem? Nie ma przejął się, bierzesz anielski sztylet i lecisz.

- Jeśli was skrzywdzi, to ja sobie tego nie wybaczę! Ktoś musi powstrzymać Abaddon. Pójdę z nim.- Powiedziała stanowczo Alissa.
- Halooo?! Ja tu czekam!- Pośpieszał Heures.
Dziewczyna podeszła niepewnie do niego. Odłożyła miecz i powiedziała:
- Jestem gotowa.
- Alissa...! Co ty...?- Powiedział zapłakany Dean.
Niech mi ktoś w końcu powie, że to prowokacja, proszę.
Dean jest załamany, bo nie zdążył jej zbajerować na "ostatnią noc na ziemi".

- W porządku Dean, nic mi nie będzie. - Mówiąc to powoli zniknęła wraz z Heuresem.
- Cholera jasna!- Wykrzyknął Dean.- Już po niej?
Ej, bez spiny, laska po prostu wróciła do nieba, są chyba gorsze rzeczy od tego.

- Tego nie wiem, ale mam pomysł.- Powiedział Cas.
- Oby dobry.- Odparł nerwowo Dean.


---------------------------------------------------------------------------------------------
Czekam na komentarze :) I z góry sorki za błędy.
Soraski za błędaski, ale pewnych rzeczy wybaczyć się nie da. 
Toldie, to brzmi jak hasło na plakat.
Zrobi się z tego hasło na koszulkę, czas założyć sklep.

12 komentarzy:

  1. Cudne! To opko już chyba Przyczajona Logika analizowała,ale Wy macie inne spojrzenie.
    I nie wie tego anioł, chyba na górze zrobili cięcia kosztów, jeśli chodzi o szkolenia pracownicze
    Albo ludzie w tym stanie mieszkają w bazylikach na planie krzyża. To na pewno Alabama czy coś.
    Jezuuuuuu, trzeci raz w tym tygodniu...
    No,co drugie zdanie coś wspaniałego.Wy macie talent!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, dopiero teraz przeczytałam wersję Przyczajonej, widzę, że zgadzamy się w kilku kwestiach. :)
      Cieszę się, że się spodobało, budząc się następnego dnia po napisaniu tego tekstu sama nie wiedziałam co zastanę. Takie uroki nocnego analizowania. :)

      Usuń
    2. Faktycznie! Też mi się wydawało, że jakieś znajome to opko :)

      Usuń
  2. Bardzo! To może jakiś supernaturalowy erotyk?

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. Ahahaha, zgadzam się z Chomikiem, bardzo się wam udał ten anal. Ale całą obsadę serialu musieli chyba podmienić kosmici, bo ja nie wierzę po prostu co aŁtorka z nimi zrobiła.
    Ogółem analiza idealna by zminimalizować psychiczny impet pierwszego dnia szkoły po feriach. Tak trzymać! ^^

    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha. Wy wszyscy jesteście w błędzie, to nie jest analiza supernatural. Haha, jakie żarty, tu są tylko podobne imiona.
    Błagam, powiedzcie, że tak.
    Zabawne, ciekawe i świetne, jak zawsze.
    Dobiła mnie treść, jak można coś takiego stworzyć ?! JAK ?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Powinno być jeszcze ostrzeżenie: nie czytać na wykładach ;) Na szczęście udało mi się powstrzymać wybuchy śmiechu, lecz w pewnym momencie przerwa była konieczna. Nie ma to jak aktywne słuchanie na filozofii nauk(i) :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam trudności ze zdecydowaniem, kto w tym gronie jest na najlepszych prochach: Dean, wybuchający płaczem z częstotliwością emo trzynastolatki, Sam - nożownik czy Cas z nową przyjętą filozofią 'I don't give a flying fuck (unless it's for Alissa)'.

    Będzie druga część?

    Maryboo

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba mnie przerosła wizja Castiela klepiącego kogoś po główce.

    OdpowiedzUsuń
  8. O boże! :D Od dzisiaj jestem waszą fanką <3
    Hahahahahaha :D Lecę czytać więcej waszych postów ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. "20 minut? Mam nadzieję, że wymienili ze sobą wszystkie ploteczki, bo ostatnim razem kiedy widziałam dwóch facetów rozmawiających przez telefon dłużej niż pięć minut było nigdy, bo takie sytuacje się nie zdarzają."

    Zgadzam się, że Dean na pewno nie rozmawiałby z Bobbym dwadzieścia minut o jakimś proszku, o którym wie tylko tyle, że leżał w domu porwanej i był szary, ale

    ... ale nie uogólniajcie zachowań nastoletnich kumpli na ogół facetów. Jak mój mąż dzwoni do swojego taty mieszkającego w innym mieście, to faktycznie opowiada, co słychać u niego, u mnie i u dzieci, tata opowiada, co u niego, i dwadzieścia minut spokojnie zleci. A jak kiedyś, kierując się wskazówkami taty udzielanymi na żywo, próbował naprawić instalację elektryczną w domu, to pękła prawie godzina.

    OdpowiedzUsuń
  10. Popłakałam się czytając to. Jest 5:05, a ja próbuje nie obudzić nikogo moim śmiechem ��

    OdpowiedzUsuń