poniedziałek, 20 stycznia 2014

Harry Bucpotter i Zakon Suchara, czyli Bo Obliviate Było Za Mocne

Witajcie!
Przeskakujemy do innego uniwersum, ale wciąż pozostajemy w klimatach zamordowanego kanonu. Innymi słowy - nie ma to jak poczciwe potterowe opko. Na tapecie mamy dziś wyjątkowe studium narodzin przemocy i gwałtu na kanonie, jakie zrodziło jedno niepozorne zaklęcie zapomnienia. Niestety, nie ma tak dobrze, jak w Insygniach Śmierci, bo objęło ono nie tylko rodziców Hermiony - wszyscy bohaterowie nagle zaczęli zachowywać się jak po lobotomii, bijąc na głowę płaczącego Deana i Sama-nożownika z poprzedniej analizy. Ponadto sponsorem dzisiejszego odcinka jest niezależny producent eliksiru wielosokowego, dzięki któremu w opku występują trzy Hermiony, a w porywach nawet cztery.
Zapraszamy!

Adres blogaska:

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja

Na peronie 9 i 3/4 siedziała na walizkach oparta placami o murowaną ścianę zamyślona osiemnastolatka. 
Przeczytałam to zdanie i czuję się, jakbym co najmniej przedzierała się przez gęste krzaki. Zanim dowiedzieliśmy się, kto tu w ogóle siedzi, otrzymaliśmy fantastyczną wręcz ilość detali, łącznie z tym, że Hermiona jest oparta o murowaną ścianę plecami (czy placami, jak kto woli).

W rękach trzymała drewnianą klatkę z czarną jak noc sową, 
Sowa była czarna jedynie jak noc, czy też może jak dusza bohaterki?
Hermiona ma duszę ciemną i nieprzebytą jak noc listopadowa.W końcu ten seks na plaży z Krumem to wciąż tylko nasze domysły.

i obserwowała wskazówki zegara wiszącego nieopodal. 
Hermiona westchęła. Do odjazdu pociągu została jeszcze cała godzina, a na peronie dopiero co zaczęli zbierać się ludzie. 
Ach, po co ja przyszłam tutaj tak wcześnie? To znaczy... Nie miałam innego wyjścia, ale dlaczego?!, myślała rozgoryczona. 
Głęboko do serca wzięła sobie postanowienie zaklepania najlepszego przedziału.

Nastolatka postawiła klatkę z sową na ziemi, a sama oparła głowę o kolana i spuściła wzrok.
Spuszczanie wzroku kojarzy mi się z sytuacjami, gdy ktoś czuje się przytłoczony i przerwanie kontaktu wzrokowego to jedyna forma ucieczki. Skoro Hermiona uczyniła to, praktycznie zgiąwszy się wpół, musiała być tego ranka wyjątkowo zgnębiona.

 Przed oczami widziała dzisiejsze wydarzenia...
To rzeczywiście niebywałe, aby w danej chwili obserwować aktualne wydarzenia. To jak widzieć przyszłość bez wyprzedzenia!

   Była godzina szósta rano, gdy Hermiona Granger wstała ze swojego łóżka w Norze
Albo to jest jakieś dziwne AU, gdzie Hermiona została adoptowana przez Weasleyów, albo ostatecznie zaanektowała dla siebie jeden z pokojów?

 i skierowała się ku potężnemu kufrowi pełnego ubrań i innych rzeczy potrzebnych do pobytu w Hogwarcie.
Uroczym jest fakt, że rzeczami najbardziej potrzebnymi do szkoły są tu ubrania. Nauka nago może nie jest najbardziej komfortowa, ale rozumiecie.
Szczególnie, że mówimy o Hermionie, dla której, naturalnie priorytetem nie są książki.

Ciągle czegoś tam brakowało, dlatego dziewczyna biegała jak szalona po pokoju nie mogąc sobie przypomnieć czego zapomniała. 
Zapewne paru bluzek na naramkach. Pożegnajmy kanoniczną Hermionę Samotną Kryształową Łzą ©.

W końcu, zmęczona zatrzasnęła wielką drewnianą skrzynię i padła na łóżko. Ale nie na długo. To całe ,,dopakowywanie się'', zajęło jej pół godziny,
Czy ona sukcesywnie podbierała coś Weasleyom przez te pół godziny? Jest na wakacjach, de facto nie mogła zabrać ze sobą całego dobytku życia.
Ron jeszcze przez jakiś czas będzie szukał swoich ulubionych slipów. 
Ugh, czy Ron i Hermiona są jedną z tych par, które noszą tę samą bieliznę i koszulki z takimi samymi nadrukami?

a ona sama nie była jeszcze przygotowana na podróż pociągiem! 
Jest za młoda, jeszcze nie gotowa, przecież nie wyszła jeszcze za mąż, gdzie jej jechać pociągiem?

Hermiona wyjęła z szafy jakieś lekkie letnie ubranie, był bowiem niesamowicie ciepły miesiąc, i wybiegła do łazienki.
Nie wiem, jak ma się do siebie szukanie ubrania w szafie i nagły, rozpaczliwy sprint do łazienki. No chyba że to reklama Vanisha, a na bluzce jest plama ze szpinaku i  melasy czy czegoś równie absurdalnego.

 Po kilkunastu minutach zeszła zadowolona na śniadanie do kuchni, 
O szczęśliwy dniu! Czuję się tak bezpiecznie, kiedy bohaterka schodzi na śniadanie. To jeden z nielicznych stałych fragmentów mojego życia.

skąd wydobywał się znajomy zapach ciepłych, słodkich bułeczek wyrobu pani Weasley.
Ciepłe słodkie bułeczki pani Weasley, to tekst, który już słyszałam, aczkolwiek niedokładnie w tym kontekście.


   - Dzień dobry wszystkim! - zawołała wesoło Hermiona, jednak w kuchni siedzieli tylko państwo Weasley i Ginny.
I nie należy im się już dzień dobry.   
   
   - A gdzie się te śpiochy podziały? - zapytała ze śmiechem osiemnastolatka mając na myśli Harry'ego i Rona.
Czyżby ten nowy myślnik był sugestią, że to dialog? Zaczynam rozumieć - w tym opku występuje zarówno ktoś podający się za Hermionę i ta osiemnastolatka z czarną duszą.    
   
   - Hmm... Pomyślmy! - Ginny przyłożyła palec do policzka udając zamyśloną. - Prawdopodobnie szukają kolejnych horkruksów albo walczą gdzieś po drodze z Voldemortem! - zawołała, na co wszyscy wybuchnęli śmiechem.


   
Minęły już ponad dwa miesiące od czasu zwycięskiej Bitwy o Hogwart, a wszyscy czarodzieje mówili z nieudawaną swobodą o tego rodzaju sprawach, jak właśnie horkruksy lub sam Lord Voldemort.
Śmierć przyjaciół jest szczególnie wdzięcznym tematem to żarcików-kosmonaucików. Dziękuję, ja wysiadam, i tak nie mam biletu.
Dwa miesiące i Ginny zapomniała, że jeden z jej braci występował w liczbie mnogiej. 

   - Ach, jaka to szkoda, że nie jadą z nami do szkoły! Ale jak już postanowili - chcą pomóc Ministerstwu.
   - Miona, 
Jak już kiedyś padło w jednej z naszych analiz: WYmiona. Nawet Krum na kacu nie wpadłby na taką konfigurację tego imienia.
Szczególnie, że wymowa tego imienia w języku angielskim nie pozwala na wykształcenie takiego skrótu.
   
nie zamartwiaj się, ja też będę za nimi tęsknić, ale pomyśl, przynajmniej mamy zapewniony luz od nich, a nie tylko wieczne kontrolowanie, co też my robimy i jakie mamy plany na wieczór! - Ginny i Hermiona zaśmiały się.
Wszak przestrzeń osobista w związku jednym z gwarantów jego trwałości.
No tak, w końcu Harry i Ron nic nie robili, tylko kontrolowali co robią Hermiona i Ginny. Harry właściwie rzucił marzenie zostania aurorem i zatrudnił się w MI5.

   - Dziewczęta, śniadanie gotowe, jedzcie bo wystygnie! - popędziła je pani Weasley i sama zasiadła do stołu, przedtem ustawiając na nim różne smakołyki.
Cukierki, czekolada, chipsy, ciastka i inne rzeczy, które możemy nazwać smakołykami. Jajecznicy, bekonu i fasolki raczej bym tak nie określiła, ale to już kwestia smaku. 

   - Smacznego! - powiedziała cała czwórka i zabrała się za jedzenie.
Synchronicznie, bo nie tylko usunięto im pamięć, ale również pozbawiono własnej woli.

   - A co to za zjadanie nam śniadania?! - Zza rogu wyjrzeli Harry i Ron z roześmianymi twarzami.
Szkoda, że nie zza węgła. A twarze to chyba ze sobą na sznureczkach prowadzili.
To tłumek fanek, które nie odstępowały od nich na krok. 
   
   - No wreszcie! Już myślałam, że ktoś was zabił po drodze! - Hermiona podeszła do chłopców i przytuliła ich na powitanie.
Śmiej się z groźby śmierci w dwa miesiące od bitwy, w której zginęła część twoich najlepszych przyjaciół. 
   
   - No przecież nie jest znowu tak strasznie późno! - zawołał Harry.
   - Może w zwyczajne dni, ale my tu dzisiaj was opuszczamy! - krzyknęła rozbawiona Ginny.
Opuszczam swojego chłopaka, yaaay!
Serio, czy to będzie kolejna odsłona Harry'ego jako Mighty Buca, do tego znęcającego się nad Ginny?   
   
   - Och, to już naprawdę dzisiaj jedziecie? - jęknął Ron patrząc na dwa wielkie kufry przy drzwiach wejściowych przyniesione przez pana Weasley'a. - Jak ten czas szybko leci! - westchnął, i nagle wziął w objęcia Hermionę jakby nie mógł nacieszyć się jej towarzystwem.
A teraz proszę wyobrazić sobie kanonicznego Rona, którzy rzuca takimi tekstami rodem z drętwej rodzinnej imprezy.  

   

   - Będę tęskniła - szepnęła do jego ucha i odsunęła się lekko. - Ale będziesz nas odwiedział, prawda?
Pewnie, bo odwiedziny w Hogwarcie to taka nowa świecka tradycja. Rodziny przyjeżdżają do uczniów w każdy czwartek, żeby odebrać brudne pranie i zostawić nowe słoiki z bigosem i gołąbkami.

   - Oboje będziemy! - zapewnił Harry słysząc jej słowa.
Oboje. Harry jest do tego stopnia Mighty Bucem, że robi z Rona kobietę.
  
   Po kilkunastu minutach, całe jedzenie zostało skonsumowane, a dwie pary później skonsumowały także swoje związki - Harry z Ginny oraz Hermiona z Ronem, wyszły na dwór pragnąc nacieszyć się jeszcze swoją bliskością.
No tak, bo jeszcze chwilę temu nie pamiętali, że dziewczyny wyjeżdżają, ale teraz będą się żegnać przez godzinę.
Ej, ja tylko żartowałam z tą konsumpcją...
   
   - Harry - szepnęła Gin patrząc głęboko w zielone oczy Wybrańca.
- Ginie, mój wierny towarzyszu niedoli - rzekł Harry, po czym pociągnął z butelki.  
A wybraniec jest z wielkiej, bo ego Pottera nie pozwala na małą?
Nadrabia rozmiar małego Pottera.

- Kocham cię bardzo i będę szalenie za tobą tęsknić kiedy wyjadę wraz z Mioną do Hogwartu!
Po czym rzuciła mu upiorogackiem w twarz, by choć trochę przypominać prawdziwą Ginny.

 Na pewno nie chcesz z nami jechać? I Ron?
   - Ginny, kochanie, wiesz chyba, że nie pragnę niczego innego jak tylko być z tobą przez cały czas! - odparł czarnowłosy patrząc smutno na swą dziewczynę.
Nie żebym uważała Harry'ego za kiepskiego mówcę czy coś, ale chyba wszyscy pamiętają, jak na przykład próbował zaprosić Cho na bal. I nie było to podobne do tekstów kiepskiej ballady z lat osiemdziesiątych.
No wiesz, takie rzeczy jak pokonanie Czarnego Pana i zapewne śmierć kliniczna zmieniają ludzi. Kto wie, przez te dwa miesiące Harry mógł nauczyć się na pamięć dzieł zebranych Szekspira.
Skoro w większości opek jest w stanie opanować przez miesiąc materiał do SUMów, to nauczył się ich z palcem w tyłku.
   
  - Jednak obiecaliśmy Ministerstwu pomóc w ogarnięciu wszystkich tych spraw związanych ze Śmierciożercami, zresztą sami tego chcemy.
Czyli ogólnie kocham cię, ale wolę zostać tutaj z kiepską wymówką. Bo ministerstwo samo nie pozamiata, takie z nich cipy. 

 Nie możemy usiedzieć w miejscu wiedząc, że dokoła czai się mnóstwo tych przestępców. 
A co się stało z aurorami? Wszystkich ich wybiło podczas bitwy o Hogwart, czy wpadli w alkoholizm ze szczęścia?
Ci przestępcy. Śmierciożercy, ci przestępcy, ehehe.


  Wolimy odpuścić już sobie ten jeden rok, żeby pomóc Ministerstwu.
Nie wiem, w jaki sposób jest to dobra wymówka na to, żeby zostawić swoją dziewczynę, ale jeżeli Ginny na to pójdzie, to ja się wypisuję z tej grupy. 

   - Rozumiem cię, ale obiecaj, że będziesz do mnie pisał i odwiedzał mnie tak często, jak tylko możesz!
Szlag.


   - Przysięgam - powiedział, całując Ginny w policzek.   
Harry będzie tropił śmierciożerców tylko w tygodniu. Na weekendy będzie brał sobie wolne na odwiedzenie dziewczyny. 

   Tymczasem, niedaleko nich, na pniu starego drzewa siedziała Hermiona wtulona w ramię Rona. Oni również mówili o wyjeździe dziewcząt i o tym, jak bardzo będą tęsknić. Ten temat krążył wokół całej czwórki przyjaciół niczym bumerang, powracając nieustannie do ich myśli. 
Przez ostatnie tygodnie ze stałą częstotliwością rzucali do siebie zapewnienia, że będą za sobą tęsknić. 
Czy ktoś może mi w ogóle wytłumaczyć po co one wracają do Hogwartu i dlaczego nagle Hermiona ma dwadzieścia lat? Pod koniec  ostatniej części Hermiona mogła mieć maksymalnie osiemnaście, więc gdzie się podziały dodatkowe dwa lata? I po co jadą do Hogwartu? Myślę, że fakt zwyciężenia Voldemorta i jego śmierciożerców wybitnie wykazuje, iż nie jest im potrzebne dodatkowe wykształcenie. O ile mogę sobie wyobrazić Hermionę, naczelną kujonkę szkoły, która wraca na zajęcia, ale Ginny? 

W końcu nastolatkowie wrócili do domu nie mogąc wymyśleć już niczego, czym mogliby się zająć do czasu, aż wybije wpół do jedenastej,
Zamiast brać teksty z kawałków Modern Talking, niech zastosują patent Deana Winchestera z ostatnią wspólną nocą na Ziemi (w tym wypadku w Norze). Może wtedy przyjdzie im do głowy pomysł na produktywne spędzenie wieczoru.


kiedy to Hermiona i Ginny będą musiały opuścić Norę i teleportować się na peron.
   Nagle stało się coś, czego nikt się nie spodziewał. Około godziny ósmej, przyjechała profesor McGonagall będąca teraz dyrektorem Hogwartu (jednak nadal uczyła transmutacji, swego ukochanego przedmiotu).
Przyjechała gotycką karetą zaprzęgniętą w osiem testrali. Aportacja jest przecież dla plebsu.   
Albo na hulajnodze. Mniej rzucała się w ten sposób w oczy. Albo wzięła taksówkę z lotniska. Pociągi są niemodne, dyrektor musi podróżować z klasą.
   
   - Witam wszystkich! - zawołała wchodząc do Nory.
Zamaszystym gestem omiatając starą kuchnię, w której samotnie siedziała Molly. Jakoś im nie idzie witanie wszystkich. 

   - O, witam panią dyrektor! - ucieszyła się pani Weasley wchodząc do przedsionka. - Proszę wejść!
McGonagall była w Zakonie Feniksa - obie musiałyby mieć spore samozaparcie, by w takiej sytuacji być wciąż na "pani".   
   
   - Jak widzę, jesteście zdziwieni moją wizytą. - powiedziała nauczycielka widząc zdezorientowane twarze swoich uczniów. - Przyszłam, ponieważ muszę wam przekazać pewne ważne informacje.
Nie było szans przesłania ich sową, a już na pewno nie zamierzam wsadzać głowy do żadnego zakichanego kominka, nie macie pojęcia co proszek Fiuu robi z trwałą ondulacją. 

   - Och, to chyba nic poważnego?! - Hermiona zerwała się z miejsca.
Nie, ruszyłam dupę z samego Hogwartu, żeby przekazać wam, iż wycyklinowaliśmy podłogę w Wielkiej Sali. 

   Profesor McGonagall popatrzyła na nią ze zmartwieniem.
   - Może dla innych nie, ale... Jedna sprawa dotyczy głównie pani... Nie udało się przywrócić pamięci pani rodzicom, niestety pani czary były zbyt mocne, panno Granger. - 
No dobra, własna wersja wydarzeń, licentia poetica i te sprawy - ale Hermiona, pardon, Kanoniczna Hermiona nie tylko rzucała skuteczne zaklęcia, ale także robiła to precyzyjnie i w przemyślany sposób. Dlatego też bez trudu SAMA przywróciła pamięć rodzicom. 
Chcecie mi powiedzieć, że najwięksi specjaliści od kasowania pamięci nie są w stanie cofnąć zaklęcia rzuconego przez siedemnastolatkę? Impreza zwycięstwa chyba nadal trwa.
   
Nauczycielka transmutacji popatrzyła na nastolatkę ze smutkiem. - Tak bardzo mi przykro!
   - To nic... - Mina dziewczyny wyrażała głęboki smutek i zawód. - Przynajmniej byli bezpieczni...
Rozumiem, że do tej pory Hermiona była zbyt zajęta obściskiwaniem się z Ronem, aby zająć się rodzicami?
Koniec świata, przecież on jest rudy.

   Hermiona przełknęła z trudem ślinę. Czuła wielką gulę w gardle. Jednak mimo żalu cisnącego się do jej serca, była zadowolona z tego, że udało jej się ochronić przed Voldemortem rodziców. Nie rozpłakała się więc.
Pewnie pamiętacie, jak bardzo Hermiona przeżywała to, że rodzice jej nie pamiętają - także jakie emocje wywołało u niej choćby ślinienie się Rona i Lavender. Dlatego nie skomentuję.
Ale poza tym plus dwa punkty dla AŁtorki za zgrabne pozbycie się rodziców. Teraz Weasleyowie będą musieli adoptować Hermionę.
   
Ron otoczył ją ramieniem i poczuła się lepiej. Uśmiechnęła się smutno.
   - Ale jest jeszcze druga sprawa, bardziej... Że tak powiem, kłopotliwa... - Kobieta zmieszała się. - Okazało się, że pan Malfoy wraca do Hogwartu, a z racji tego, że jego rodzice są w Azkabanie, to nikt się nim nie może zająć...
Już wiem, do czego do dąży i nie podoba mi się to...
I znowu, wydaje mi się, że powrót do szkoły byłby ostatnią rzeczą, którą zrobiłby Draco, szczególnie, że nie sądzę, aby był wybitnie lubianą postacią, szczególnie w tej chwili. 
Ten tego - czy Malfoy nie jest przypadkiem, że tak to ujmę, pełnoletni? Już nie wspominając o tym, że prawdziwy Draco wolałby uciec do Turkmenistanu, niż wrócić do Hogwartu.

   Ron prychnął z pogardą. Harry zawtórował mu.
Nie brzmiało to jak uruchamianie Impali, ale było blisko.
I tak sobie prychali. 
   
   - Chodzi o to, że Dracon musi się tak jakby nawrócić, zmienić swój stosunek do innych i do czystości krwi. 
Brzmi jakby Malfoy wpadł w kłopoty alkoholowe, a nie pomógł Voldemortowi opanować Hogwart.
Może ta wielka bitwa wyglądała trochę inaczej, niż opisała to Rowling, a Remus, Tonks i Fred po prostu zezgonowali w taksówce.

Pani, panno Granger... - Profesor McGonall spuściła wzrok i ściszyła głos. - Najlepiej się nadaje na jego... nauczycielkę.
Powiedz dziewczynie, że trwale uszkodziła pamięć rodziców, a potem każ jej niańczyć Malfoya. Minervo, coś straciłaś z ogarnięcia.   
   
   - Ależ pani profesor! Z całym szacunkiem, ale ja go... nienawidzę! Zawsze mnie obrażał, nienawidził mnie, 
Tak, to są właśnie najgorsze rzeczy, jakich się dopuścił. Nie pomoc człowiekowi, który dwa miesiące wcześniej wybił pół Hogwartu. To nic, ale kiedyś ośmielił się nazwać Hermionę szlamą!

dlaczego więc teraz to ja mam go przekonywać o tym całym bezsensie, jakim jest ustawienie hierarchii według czystości krwi?! Niech się sam nawraca, ja mu w tym nie pomogę!
Oj, Hermiono, ty zawsze byłaś taka zdroworozsądkowa i chętna do pomocy. Tak na poważnie, to nie wiem jakby zareagowała, gdyby Hermiona była postawiona przed sytuacją, w której musiałaby pomóc w jakiś sposób Draconowi (szczególnie z polecenia nauczyciela ba, dyrektora!), ale z pewnością nie zareagowałaby na zasadzie "Hell no..." 

   - Niestety będzie pani musiała. Całe Ministerstwo o tym zadecydowało...
Wszystko znajduje się w protokole z posiedzenia o Imperatywie Blogaskowym.   
Protokół z nadzwyczajnego spotkania Ministerstwa w sprawach bardzo importantnych:
1. Ogłoszenie bezsilności w sprawie rodziców Miony.
2. Wyparcie z pamięci bolesnych wspomnień związanych z jakąś bitwą, która gdzieś tam coś tam. Nieważne.
3. Ustalenie osoby odpowiedzialnej za nawrócenie duchowe formalnie pełnoletniego czarodzieja, który nie wiemy dlaczego nie tracił do Azkabanu razem z rodzicami. 
4. Ustalenie, gdzie podziały się osoby kompetentne do rządzenia krajem. 
   
   - Że co?! - Harry, Ron i Ginny z Hermioną na czele, wykrzyknęło jednocześnie te dwa, pełne zdziwienia i złości słowa.
Rozumiem, że mamy do czynienia ze zdziwionym "że" i złym "co", czy może na odwrót?

   - Najważniejsi aurorzy postanowili, że każde dziecko Śmierciożerców z dwóch ostatnich klas Hogwartu będzie mieć kogoś w rodzaju opiekuna.
Bo aurorzy mają zbyt ciężkie dupy, by sami się tym zajęli. 
Naturalnie w żaden sposób nie doprowadzi to do represji ze strony studentów, których bliscy zmarli z rąk rodziców osób, którymi teraz mają się opiekować. Ktoś tu ściągał na egzaminie z pedagogiki.
Jak nie na egzaminie z wiedzy o rzeczywistości. 
   
    Panna Granger ma w swoim przydziale pana Malfoya, zaś panna Weasley... musi się zajmować Pansy Parkinson...
   - Nie no, świat chyba oszalał! - krzyknęła ruda.
Molly czy Rogue i, jeżeli tak, to co co ona robi w tym opku?
Zza węgła wychodzą tu różni ludzie. Zaraz pojawią się inni X-Meni rodem z tłumaczenia pewnej stacji telewizyjnej: Rosomak, Burza i Doktor Iks. 
Ja bym była bardziej za Magneto, który zrzuciłby im na głowy łódź podwodną, albo coś w tym stylu. 

   - Bardzo mi przykro, mnie również to się nie podoba, ale tak musi być.
Musicie współpracować z Imperatywem!   
Jak widać Minerwa kontynuuje tradycję Albusa, polegającą na samodzielności Hogwartu w stosunku do Ministerstwa. 
   
   - No a... reszta Ślizgonów, bo jak mniemam, to tylko oni byli związani z Voldemortem... To kto się nimi zajmie? - zapytał Harry.
   - Ma pan rację, panie Potter. Mało zostało Ślizgonów po ostatnich wydarzeniach. Nie ma nikogo z szóstego roku. Wszyscy zostali zabici.
Ciągnęli zapałki, akurat padło na szósty rok.
   
Muszę też dodać, że w młodszych klasach również przeżyło niewielu.
Czy dobrze pamiętam, że niewielu Ślizgonów w ogóle wzięło udział w bitwie?
Jestem zainteresowana bardziej tymi pierwszoroczniakami, które poszły w bitwę chyba po to, żeby dźgnąć kogoś różdżką. Albo ktoś tu prowadził czystki po bitwie. 

 Podsumowując, to właśnie Ślizgonów, wbrew pozorom, jest najmniej. Nieco ponad trzydzieści osób... 
Według moich wyliczeń na jednym roku w danym domu w Hogwarcie było około dziesięciu osób i to bez odliczania tych, którzy nie wrócili do Hogwartu po powstaniu Czarnego Pana. Przypominam, że bycie Ślizgonem nie oznaczało automatycznie przynależność do śmierciożerców. Konkludując, ślizgonów musiało zostać ponad połowa, a nie, "jedynie garstka".

Z roku siódmego zostali pan Malfoy, panna Parknison, Blaise Zabini, Astoria Greengrass. Panem Zabinim opiekuje się Neville Longbottom, zaś panną Greengrass- panna Lovegood.
   - Biedna Luna - szepnęła Ginny.
   - No a jeśli nie będziemy się nimi ,,opiekować'' to co się stanie? - zapytała wzburzona Hermiona.
   - W pociągu odwiedzą was aurorzy z Ministerstwa, którzy czarami zaklą 
Co zrobio?
Zaklo!
Olaboga!
   
wasze pary tak, aby nie mogły się oddalić od siebie... Można powiedzieć, i psychicznie i fizycznie. 
Co znaczy, że nie będą mogli oddalić się od siebie psychicznie? Zakaz myślenia w inny sposób? I dlaczego, skoro nie będą mogli w ogóle oddalać się od siebie fizycznie, dopuszczone są pary mieszane?
Dumbledore przed śmiercią wydał stosowne rozporządzenie na temat becikowego.

Po prostu, jeśli któreś z was będzie miało zamiar ignorować swojego partnera...
   - Tfu! - wdrygnęła się Ginny na słowo ,,partner''.
Tfu nie jest słowem, które przychodzi mi na myśl, kiedy myślę o wzdryganiu się?

   - ... to nagle... przykleicie się do siebie... po prostu...coś was siłą przyciągnie do partnera...
Ktoś tu chyba dostał dyspensę na użycie całkiem tłustego Imperio.   
Jak długo będziemy musieli czekać, zanim Draco zacznie ignorować Hermionę, kiedy będzie się przebierała?
   
   - O Jezu... - jęknęła Hermiona. -  Yy... W każdym razie dziękujemy za informacje...
Bo zawsze mogli was nie poinformować o skutkach. Becikowe płynęłoby wtedy nieprzerwanym strumieniem prosto na prywatne konto Minerwy. 

   - Nie tak prędko, jeszcze nie skończyłam panno Granger. Pani wraz z panną Weasley musicie już teraz pojechać na peron aby być przed swoimi wychowankami i dopilnować, aby w ogóle przyszli.
Gdyby nie przyszli, macie pojechać do ich domów i ściągnąć z nich kołdry.   
   
   - Musi to tak pani nazywać? - jęknęły obie dziewczyny mając na myśli słowo ,,wychowankowie''.
   - Tak. - odparła nauczycielka i mówiła dalej. - Jesteście gotowe?
   - Tak... - mruknęły w odpowiedzi nastolatki.
   - To teleportujcie się za chwilę na peron. Ja już was żegnam, muszę jeszcze zawiadomić pana Longbottoma i pannę Lovegood. My, dziewczęta, spotkamy się w pociągu. Panno Garnger, dostała pani ode mnie list?
I nagle pojawia się nieznana nikomu panna Garnger. Tak zwana Miona chyba pędzi eliksir wielosokowy gdzieś na boku.
   
   - Nie... - Zdziwiona Hermiona popatrzyła ze zdezorientowaniem na swą ulubioną nauczycielkę.
   - To możliwe, wysłałam go dzisiaj.
Nie wydaje wam się, że McGonagall totalnie odpuściła sobie obowiązki w tym roku?

 Jest pani Prefektem Naczelnym. Patroluje pani korytarze z Draconem Malfoyem. Do widzenia! - zawołała i zniknęła.
   - Super. - powiedziały Ginny i Hermiona i przytuliły mocno Molly i Artura na pożegnanie, po czym teleportowały się na King's Cross wraz z chłopakami.
   - Dziewczyny, przepraszamy, ale nie poczekamy z wami do jedenastej. Mamy pracę...- wyjaśnił Harry.
Stawiam trzy galeony, że Harry ma cycatą kochankę na boku. To jedyne wyjaśnienie jego bucery. 

   Więc Ginny i Hermiona pożegnały się również z nimi i w końcu, gdy wybiło wpół do dziewiątej, zostały same na stacji.
   - No to... Co robimy? - zapytała Hermiona.
   - Nie wiem... O, spójrz, Luna i Neville właśnie się pojawili, chodźmy do nich!
   Dziewczyny podbiegły do dwójki przyjaciół witając się z nimi serdecznie. Ostatnio widzieli się dwa tygodnie temu, kiedy to kończyli odbudowywać Hogwart.
Cały naród buduje swój Hogwart!
   
   - Och nie! - jęknął w pewnej chwili Neville. - Zostawiłem Teodorę w sklepie z różdżkami dzisiaj rano!
   - A ja zostawiłam moje okulary u Madame Malkin! - wykrzyknęła ze zdziwieniem Luna.
   - Musimy w takim razie was zostawić - rzekł chłopak. - Pójdziemy na chwilę na ulicę Pokątną. Popilnujcie naszych rzeczy, proszę.
   - Och, ja pójdę z wami, chciałam jeszcze sobie coś kupić u George'a! - zawołała Ginny.
Wskaźnik Imperatywu Blogaskowego szaleje. Albo całe towarzystwo idzie konspiracyjnie na piwo.   
Ginny nie jest w stanie załapać aluzji, że to ostatni moment na szybki wypad do komórki na miotły zanim kogoś przywiążą im do nogi na kolejne dziewięć miesięcy?
   
 - Oj... Hermi, możesz tu zostać i popilnować naszych rzeczy? Sory, że cię zostawiam, ale sama widzisz... Sytuacje bez wyjścia! - Dziewczyna rozłożyła beztrosko ręce w geście bezradności.
Straszna istoto, co zrobiłaś z prawdziwą Ginny?

  Cała trójka w jednej chwili zniknęła.
   - Jasne, tylko pospieszcie się - mruknęła smutno Hermiona. Nie chciała zostawać sama na stacji, zwłaszcza wiedząc, że lada moment może się tu pojawić pewien Ślizgon... Ale czego się nie robi dla przyjaciół?
Podłóżcie do tego smutną melodię na skrzypce albo temat z Naruto.  
A może dubstepowy temat do Sherlocka? 



   
Hermiona westchnęła. Ginny, Luna i Neville opuścili ją już pół godziny temu, a ona czuła się potwornie wykorzystana. I samotna. I...
...trochę egzaltowana...
...oraz odrobinie molestowana, ale to zaraz...

   Nagle stanął tuż przed nią zwrócony plecami do nastolatki 
Zagadka: ile Hermion przyszło dziś na peron?  

wysoki blondyn w czarnym garniturze. Wyglądało na to, że w cale jej nie zauważył.
   - No i gdzie jest ta szlama? - mruknął zdenerwowany.
   - Tutaj. - odparła Hermiona wstając z ziemi nagle nabierając odwagi. Draco odwrócił się gwałtownie przestraszony. 
   No, panie Malfoy, zobaczymy teraz kto jest lepszy!
Po czym wyzwała go od nędznych karaluchów i przywaliła w nos. Zaraz, jestem przecież w opku.



15 komentarzy:

  1. "O ile mogę sobie wyobrazić Hermionę, naczelną kujonkę szkoły, która wraca na zajęcia, ale Ginny? " - ale przeecież bitwa o Hogwart była w siódmej cześci czyli Hermiona powinna być wtedy w klasie siódmej, a Ginny była w szóstej. Wydaje mi się całkowicie normalne, że Hermiona chciała dokończyć edukację (moim zdaniem powinno być to dla nich obowiązkowe, szczególnie jeśli Harry chciał być aurorem), a Ginny po prostu jechała na swój ostatni rok.
    A co do wieku to widziałam tam tylko dwa razy, że "osiemnastolatka" nie wiem sąd wziełyście dwudziesktę, just seyin ;)

    Ale ogólnie bardzo fajno, choć ostatnie opko było bardziej kwikogenne :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle świetne!!! Po tekście McGonnagal o cyklinowaniu Wielkiej Sali leżę i nie wstaję!! :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Czego to ludzie nie wymyślą,żeby wepchnąć bohaterów do łóżka..To już wolę ostatnią noc na Ziemi....
    Fajnie się czytało.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Ooo... Kocham potterowe opka! Moim zdaniem analizy są z nich najlepsze :D Cóż, tutaj tylko raz przekręciła nazwisko, zawsze coś :P Mam nadzieję na kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kilkanaście minut w łazience nie zostało skomentowane, czyli że ten straszny stereotyp to prawdziwy jest?
    Swobodnie gadali o Voldemorcie etc.? Ja piździu... o tempora o mores, jeśli sprawa stanie się zbyt trywialna to nie magiczne społeczeństwo nie wyciągnie wniosków z całej historii z Voldkiem i zgotują sobie drugiego Hitlera.
    A, tak. "Osiemnastolatka" to jakiś szczególny wyróżnik czy kosmiczna personifikacja wieku?
    "A co to za zjadanie nam śniadania?- Ron z Harrym upewniwszy się, że dziewczęta nie zdradzają ich o poranku, postanowili zaufać im na tyle, by dzielić z nimi posiłek."
    "Harry- Ginny(...) w (...) oczy Wybrańca"- Czy Ginny myśli o Harrym jak o wybrańcu, czy czuje się wywyższona nad innych mogąc obcować z pół-bogiem? Do czego został teraz wybrany Harry?
    Bumerang, tęsknota, rozłąka. Ktoś tu nie wie czym dokładnie jest bumerang.
    Nie zgodzę się z Wami, wg. mnie Mc Gonagall przyjechała na latającym dywanie.
    Draco musi się nawrócić? Odnaleźć miłość Chrystusa? Hermiona to Chrystus?
    Dzieci Śmierciożerców pod czyjąś opieką? Czy w ten standard wchodzi reszta procedury z Xw.: zabicie ojca i obcięcie matce języka?
    Powiedziałbym, że biedna Greengrass... nie będą się mogli oddalić psychicznie i fizycznie. Czyli OOBE i sen we własnym dormitorium odpadają?
    Siłą przyciągnie do partnera? To mi się wydaje zawoalowanym planem asymilacji Śmierciożerców przez nie licujące się z moralnością wciągnięcie ich w rodziny wierne ministerstwu, których członkami swobodnie się szafuje.

    OdpowiedzUsuń
  6. Potterowe opka najlepsze. Ale ten motyw z przymusowym łączeniem par zaklęciem//sypialnią/grubym sznurem to już tak oklepany, że jestem sobie w stanie wyobrazić ciąg dalszy tego opka, łącznie z niespodziewanym zachwytem Dracona Hermioną, nocowaniem Hermiony w ślizgońskim dormitorium et cetera.
    Wojenne wytępienie Ślizgonów. Akurat ich. I rozumiem, że oni są nawet zmuszani do odrobienia roku (podczas którego, by the way, BYLI w Hogwarcie, więc teoretycznie nie mają zaległości, chyba, że gra idzie o OWUTEMy), podczas gdy Harry i Ron mogą bez przeszkód zrezygnować? Ja wiem, że Gryfoni bardziej bohaterscy, ale chodzi mi raczej o to, że skoro ktoś nie chce iść do szkoły, w świetle czarodziejskiego prawa jest dorosły, ergo - nie musi.
    I McGonagall, która czmycha, gdy nie potrafi obronić swojego stanowiska. Perfectly probable.

    Dzięki za poprawę humoru!
    Funtasie

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja nie wiem, o co wam chodzi, mysie pysie, Hermiona WRÓCIŁA po wojnie do Hogwartu, żeby zrobić 7 rok i ukończyć ładnie szkołę. To Rowling tak powiedziała, nie aŁtoreczka :)
    Anyway, opko - klasyk "gatunku" :D
    I czemu wasze analizy są takie krótkie? :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Gin najlepszy.
    Mam nadzieję na kontynuację.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dlaczego w opkach gdy ktoś się nienawidzi (100% konfliktów damsko-męskich) zawsze są złączeni "tym czymś co nie pozwala im odchodzić od siebie na metr, w porywach trzy" ?
    Niech zgadnę, że w kolejnym rozdziale Draco zgwałci WYmionę, ewentualnie ona jego.

    A analiza jak zawsze świetna ;). Piszcie dalej dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń
  10. Analiza boska. Jak tylko zobaczyłam Elfa przypomniało mi się o takim blogasku: http://story-about-rings.blog.onet.pl/ . Nie wiem czy nada się do analizy, ale wstawić linka nie zaszkodzi.

    Głos Twojego Monitora

    OdpowiedzUsuń
  11. "- W pociągu odwiedzą was aurorzy z Ministerstwa, którzy czarami zaklą
    Co zrobio?
    Zaklo!
    Olaboga!"

    Leże XDD

    OdpowiedzUsuń
  12. Hahaha. :3 Boskie! Leżę i nie wstaję xD

    OdpowiedzUsuń
  13. Taa... Najlepsze było ,, - Nie no, świat chyba oszalał! - krzyknęła ruda.
    Molly czy Rogue i, jeżeli tak, to co co ona robi w tym opku?

    Zza węgła wychodzą tu różni ludzie. Zaraz pojawią się inni X-Meni rodem z tłumaczenia pewnej stacji telewizyjnej: Rosomak, Burza i Doktor Iks.

    Ja bym była bardziej za Magneto, który zrzuciłby im na głowy łódź podwodną, albo coś w tym stylu.''
    O taaak! Magneto uratowałby sytuację w tym opku zabijając bohaterów. Już widzę te nagłówki w gazetach: ,,Mutant Magneto - wybawiciel ludzkości!'' xD
    Tak właściwie to jaka stacja telewizyjna tak to tłumaczyła?!
    Ogólnie analiza BOSKA! Znowu mnie rozwaliłyście xD :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co do tego:
      ,,Harry - szepnęła Gin patrząc głęboko w zielone oczy Wybrańca.''
      Czy tylko mi to się kojarzy z tytułowaniem swojego partnera/kochanka/nierozgarniętego chłopaka per ,,Panie''? A z czym mi się kojarzy słowa ,,Pan''?
      Od pewnego czasu nie z Biblią, lecz z innym dzieUem. Chyba wszyscy wiedzą jakim.

      Usuń
  14. Ten blog jest kompletnie nielogiczny. Wasze komentarze ZBAWIENNE :) :D Tak w ogóle to raczej niemożliwe jest, żeby Neville Longbottom znalazł się z Luną razem ze wszystkimi uczniami, bo w ostatnim rozdziale Insygni Śmierci jest wyraźnie napisane, że Neville zaczął pracę w Hogwarcie jako nauczyciel zielarstwa. Jednak, jak widać, autorka zbyt zmieniła fabułę. Nie zdziwiłabym się, gdyby nagle Snape zmartychwstał jako dwunastolatek i zaczął naukę w Hogwarcie.

    OdpowiedzUsuń