poniedziałek, 30 grudnia 2013

Peklowana wołowina z kosmosu atakuje, czyli wielki comeback Obrończyń!

Witajcie!
Na sam początek należą Wam się przeprosiny za naszą niewybaczalnie długą nieobecność. Niestety ,wiat poza internetami wciągnął nas w swoje sidła tak mocno, że nie miałyśmy przez ostatni miesiąc ani chwili na poświęcenie naszej małej analizatorni. Mówimy poważnie, bo jeszcze tydzień temu naszła mnie myśl, że "fajnie byłoby mieć czas na jakąś analizę", a jeżeli mózg podsuwa wam coś tak masochistycznego, to wiedzcie, że coś się dzieje. Tak czy inaczej, nie było nas długo, za co przepraszamy. Jednocześnie dziękujemy za masę komentarzy, na które postaramy się w jak najszybszym czasie odpowiedzieć, za wspaniałe życzenia świąteczne (tym postem już chyba jakieś spełniłyśmy) i pozostaje nam życzyć wszystkim szczęśliwego nowego roku, pełnego najwspanialszych chwil. 
Dzisiaj wracamy do korzeni, będzie Mary Sue, będzie bezsens, trochę kazirodztwa i standardowe motywy, które możecie znaleźć w opkach, jak spodnie rurki i Motyw Martwych Rodziców. Będzie też trochę przełomowych pomysłów jak schodzenie nie na śniadanie, a na <werble> kolacje (!) oraz kilka dziwnych pomysłów jak wymachiwanie wazonem obok psa i dywany bez rąk.
Nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić was na analizę.
Indżojcie!


Adres blogaska:
(Warto zwrócić uwagę już na to "paranolmal".)

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja


1. Odnaleziona
18 października 2012
Wreszcie skończyłyśmy rozdział, i chyba wyszedł nawet fajnie tak nam się wydaje. xD
Trudno się z wami, dziewczęta, nie zgodzić, iks de.
Może tylko tak wam się wydaje? Może żyjecie w ciągłej iluzji? Może to wszystko co widzicie naokoło to tylko Matrix?

Fajnie byłoby jakbyście go skomentowali,
Możecie na nas liczyć! 

żebyśmy wiedziały co dalej pisać.
A opkowi w żłoby dano, w jednym komcie, w drugim... nie wiem, emotikony na przykład.
Już ogarniam komentarz z prośbą o zamienienie bohaterów na peklowaną wołowinę i przeniesienie akcji na pierścienie Saturna. 

Możecie też pisać jakieś pomysł y czy coś. :3
Mówiłam już, że to peklowana wołowina z Marsa pragnąca dominacji nad produktami drobiowymi? W razie czego zaklepuje prawa autorskie. 

 A i to opowiadanie ma być komedio
Komedio - gatunek dramatyczny wynaleziony w starożytnej Grecji, pierwotnie będący komedią, ale podpieprzony został przez pewne barbarzyńskie plemię słowiańskie. 
Piszo, że to komedio i się dziwio, ze ludzie nie czytajo. 

 więc dodałyśmy trochę momentów.
Ale... wiecie, że w opkach "momenty" to są... SEKSY?!
Nie, AŁtorka po prostu chce nam powiedzieć, że sztucznie napompowały czasowo opowiadanie. Puste momenty są jak bańki powietrza między poszczególnymi elementami fabuły. 

  Mamy nadzieję, że nam się udało. ZAPRASZAMY!

*******************************************

Było ciepłe, wiosenne przedwieczorze.
To, że jakiś wyraz (wbrew pozorom) występuje w słowniku, nie oznacza tego, że brzmi on mądrze w tekście.
No jak. Ranek, poranek, przedporanek, wieczór, przedwieczór, powieczór, noc, przednoc, ponoć (ha!)

Susan, jak zwykle o tej porze, leżała na swoim łóżku z twarzą zwróconą ku poduszce, zawzięcie myśląc.
Jak tak dalej pójdzie to się udusi, zanim coś wymyśli. 
Rozumiem, że każdego przedwieczora Susan rezerwowała sobie czas na zwracanie się twarzą ku poduszce i rozmyślania? 
Niektórzy to lubią żyć na krawędzi.

Rozmyślała o sensie życia,
Każdego wieczora. Człowiek mógłby pomyśleć, że już coś wymyśliła...
Odrzuciła wszelkie założenia aprioryczne w tym zakresie i zrezygnowała z używania Gugla.

początku swojego istnienia oraz o innych ważnych, od dawna nurtujących ją kwestiach.
Nad początkami swojego istnienia to chyba nie musiała się długo zastanawiać, ale może wciąż upiera się przy wersji, że było to niepokalane poczęcie.
Może dziwiła się, że to z czego wyszła wcale nie wyglądało jak kapusta?

Zawsze, podczas swoich rozmyślań, traciła kontakt ze światem rzeczywistym 
Mózg jej się przegrzewał i dla bezpieczeństwa się wyłączał. 

i pogrążała się w swoim własnym, małym świecie. Niczego wokół nie było, tylko ona i jej świat, w którym może się pogrążać.
W czasie tego pogrążania się w tym świecie traciła kontakt z rzeczywistością. Nie była wówczas w rzeczywistości, tylko w swoim małym świecie. Często się w nim pogrążała.
Mogę tak dalej...

Wiele osób z jej otoczenia uważało to za dziwne i niebezpieczne, ale ona tak nie uważała.
Rodzice jej nie powiedzieli, że ma zespół Aspergera. 

Nie było nic złego w odrywaniu się od rzeczywistości co jakiś czas.
O ile w tym czasie nie gotujesz świątecznego indyka dla królowej angielskiej albo nie przeprowadzasz transplantacji nerki.
Albo nie prowadzisz spożywczej wojny na pierścieniu Saturna. 

A przynajmniej ona tak nie uważała.
Susan nie uważała wielu rzeczy, nie sądzicie?

 Od jakiegoś czasu jej rzeczywisty świat zaczął się zmieniać, coraz mniej nad nim panowała.
Zaraz... Dziecko, czy ty w swoim mniemaniu panujesz nad całą rzeczywistością?
*level of being Mary Sue - overload*

Miała wrażenie, jakby wymykał się spod kontroli i żył własnym życiem. 
Czy wy też uważacie, że otaczający was świat żyje własnym życiem?

Jakby nie był już tylko jej.
- Niemożliwe…  -burknęła schowana w błękitnej poduszce,
Trochę ciasno musi jej być w tej poduszce.

po czym zaczęła powoli się podnosić. Jej długie, karmelowe włosy, które błyszczały na słońcu, podniosły się z pościeli,
Powiedzcie, że jestem jedyną osobą, której nasuwa się tu skojarzenie z porannym wzwodem.

a orzechowe oczy otwarły się, pokazując swą zawartość całemu światu.
Gałki oczne rozwarły się niczym żarłoczne paszcze plugawej, pozaziemskiej istoty <Lovecraft_mode_on>.

Susan była piękna i od zawsze o tym wiedziała. Nie uważała tego za swój priorytet,
Bycie piękną było daleko na liście jej priorytetów. Jednak zawsze pamiętała o tym, aby dostojnie podnieść włosy z pościeli. 

 po prostu przyjęła to do wiadomości.
Już jako kilkulatka przyjmowała komplementy z idealnym zblazowaniem.

Jej karmelowe włosy i czekoladowe oczy idealnie komponowały się z jej malinowymi ustami i figurą z piernika, godną modelki.
Chyba znalazłyśmy idealną partnerkę dla niego:


Wstała z łóżka i podeszła do swojej wielkiej, mahoniowej szafy. 
To jest ten świat, w którym meble mogą być zrobione jedynie z mahoniu, a pościel jedynie z jedwabiu. Bohaterka ma jedyne słuszne malinowe usta i czekoladowe oczy. Te wszystkie wyrażenia możecie odnaleźć w Słowniku Mowy Opkowej (patent pending).

Otworzyła drzwiczki,
Z pewnością taka wielka szafa ma małe drzwiczki. No chyba że są tylko dla krasnoludków z Kinsajzu.

po czym wysypała się na nią sterta ciuchów.
Jak to, czy nasza idealna bohaterka ma nieidealny bajzel w szafie? Toż to musi być artystyczna dusza!

- No tak, dawno tu nie sprzątałam… – stwierdziła z degustacją,
Pewnie tej czekolady i malin. W końcu coś trzeba jeść.

 po czym zaczęła grzebać w jej wnętrzu. Udało jej się wydobyć granatową bluzkę z dekoldem, czarne rurki i niebieskie skarpetki.
Okej, bujanie w obłokach i te sprawy, ale nie udzielił mi się nastrój i zapytam rzeczowo: a majtki gdzie?
Majtasy, cyckonosz? A może ona jest z tych, co nie lubią bielizny?

Spojrzała jeszcze raz na swoją zdobycz, po czym mozolnym krokiem ruszyła za parawan.
Za tym parawanem chowała się przed kim? Przed zaangażowanym w akcję narratorem?

Lubiła go, nie musiała dzięki niemu chodzić do łazienki.
Za parawanem również się myła i załatwiała potrzeby fizjologiczne.
Rozumiem, że jeżeli przebrałaby się jak człowiek w sypialni, mogłaby eksplodować?

To było bardzo wygodne w codziennym życiu, tym bardziej, że miała brata.
Brat-voyeurysta czyha na nią za każdym razem w łazience? 

W głębi serca go kochała, ale tak naprawdę go nienawidziła.
Czasami jakby lubiła, ale potem zaczynała okładać go krzesłem.
To się dopiero nazywa ambiwalentny stosunek do brata! Głębokie postacie rządzą!

Był on bowiem synem jej ojca z kochanką.
W sensie że kochanka była w pakiecie wraz z synem? 

Ich ojciec 2 lata temu zginął w wypadku samochodowym wraz z kochanką.
„Szkoda…” – pomyślała, wciągając na siebie bluzkę i dopinając spodnie.
Chyba dobrze wiedziała, że rodzice podlegają Prawu Martwych Rodziców, skoro jedyne, na co ją stać, to "szkoda" przy dopinaniu spodni.

Po wykonaniu wszystkich tych czynności była już gotowa, aby zejść na kolację.
Nie wiemy, jakich czynności, więc równie dobrze może być to zarówno szybkie przemalowanie ścian, jak i depilacja pach woskiem.
Widzę, że AŁtorki przewrotnie zmusiły bohaterkę do zejścia na kolację a nie, jak się do tej pory przyjęło, na śniadanie. Prawdziwy przełom w literaturze. 

Sięgneła jeszcze tylko do regału, po swój „talizman”.
Notatka na marginesie: tak użyty cudzysłów oznacza ironię.

Był nim zwykły kryształ górski, ale od zawsze przynosił jej szczęście i nigdy się z nim nie rozstawała.
Ciekawe czy miała do ze sobą w dniu śmierci jej ojca i jego kochanki. To by nam naświetliło dokładnie jej stosunek do tego wydarzenia. 

 Tak przygotowana wtargnęła do kuchni, gdzie czekał już na nią brat.
Przygotowana? Ona wzięła kamyk w dłoń, czy naostrzyła swoją katanę?

Był on właściwie niczego sobie siedemnastolatkiem, chociaż ona sama nigdy nie myślała o nim w „tych” kategoriach.
Eee...



Jasne...

Traktowała go tylko jako swojego brata,czego nie można powiedzieć o nim samym.
W takim razie naprawdę czyha na nią w łazience. I ona, zamiast słowa sprzeciwu, zaczęła myć się za parawanem.

Często razem się droczyli, ale to nie zmienia faktu, że się kochali. Co prawda była od niego młodsza tylko o rok, ale był od niej dużo wyższy.
Brat jest kradziejem, bowiem roczny przydział wzrostu dla młodego mężczyzny wynosi jedynie 3,6 centymetra.
Może miał w sobie krew olbrzymów czy coś...



Jego czarna czupryna idealnie grała z jego błękitnymi oczami.
Czupryna i oczy były świetnie zgraną drużyną hokejową, lubili też grać w badmintona. Tylko do brydża im czwartego brakło.

- Cześć, Susi,
Albo nasza Susi jest sportsmenką z Niemiec, bo sporo tam jest lekkoatletek o tym imieniu, albo na arenę wydarzeń wszedł japoński emigrant z kolacją.

co tak długo, mama już przygotowała kolację.– Powiedział Emanuel, wskazując ręką na obficie zastawiony stół.
Emanuel? Zastawiony stół?

 

- Musiałam pomyśleć, Emuś. – Powiedziała, specjalnie drażniąc brata.
Rzygam albo tęczą, albo tym głupim zdrobnieniem. 
Może o takie emu chodzi.



- Szkoda, że zdarza ci się to tak rzadko… – odpowiedział przekornie, uśmiechając się i zabierając za swoje kanapki z szynką.
Tak bardzo tęskniłam za tymi świetnie napisanymi dialogami, w których wychodzi dojrzałość i inteligencja głównych bohaterów. 

Spojrzała na niego z głupią miną, wyrażającą politowanie i złość.
Na raz? Czy jedna strona jej twarzy wyrażała politowanie, a druga złość? Bo jeżeli tak, to szykujcie się, że DC Comics zgłosi się po prawa autorskie.




Wzięła talerz i kilka kromek chleba, kilka plasterków sera, masło, pomidora,kilka plasterków ogórka, trochę szynki i oliwki.
Zbilansowana dieta. 

 Pośpiesznie chwyciła także parówkę, którą dostrzegła na drugim końcu stołu. W drodze zabrała także paprykę i ketchup.
 Ona je kolacje, czy robi kolaż z jedzenia?



- Nie chciałbym cię martwić, ale i tym razem nie pójdzie ciw cycki. – stwierdził wesoło Emanule,
...Co tu się właściwie dzieje? *zdezorientowanie*
I czy Emanule jest złym bratek bliźniakiem Emanuela?
I co ważniejsze, czy AŁtorki przewidują trójkącik?

kiedy Susan zaczęła wcinać już drugą kanapkę. Spojrzała na niuego z miną „powtórz to, a zginiesz”, ale on nie zwrócił uwagi na nią, tylko podszedł do Susan i pocałował ją w policzek.
Bohaterowie pełni sprzeczności, część druga. On nie zwrócił na nią uwagi, ale jednak do niej podszedł. 

Odniósł talerz do zlewu i wrócił do swojego pokoju, śmiejąc się po drodze.
- Żebyś zdechnął – powiedziała ze wściekłością Susan,
- Zła forma fleksyjna czasownika "zdychać" - powiedziała ze spokojem Żabencja.

choć tak naprawdę tego nie chciała. Co prawda po śmierci ojca i kochanki oswoiła się z nią, ba, była jej już prawie obojętna,
Kostuchę również rekreacyjnie tłucze krzesłem.

ale nie chciała żeby spotkała brata. Zbyt bardzo go kochała… 
A ludziom, których kocha nieco mniej, życzy w kartkach świątecznych, by spadła na nich któregoś dnia kasa pancerna.  
  
Uratowałaby go za wszelką cenę, nawet jeśli owom ceną byłoby jego życie…
To znaczy uratowałaby go nawet za cenę nieuratowania go?
A poza tym...
OWOM OWOM OWOM

- AAAAAaaaaaa!!! – nie skończyła pogrążać się w swoich myślach, gdyż zza schodów dobieg ją odgłos jej brata.
Brat nie jest porcelanową figurką, by wydawał odgłosy, gdy rąbnie o podłogę.

Intuicyjnie podniosła się z krzesła
Bo tylko w nagłym przebłysku myśli byłaby w stanie to zrobić.
Gdyby nie działała intuicyjnie zapewne wyjęłaby zestaw do szydełkowania. 

i pobiegła w stronę krzyku. 
Tego krzyku?

 File:The Scream.jpg

Jak najszybciej przeskakiwała schodki i już po chwili znajdowała się na samej górze.
Chwila, krzyk przecież dobiegał zza schodów?

To co zobaczyło przeraziło ją jeszcze bardziej… Jej brat leżał na dywanie, który zrobił się czerwony, mimo że zwykle był biały.
Szybko wyjęła zza pazuchy vanisha do dywanów i zabrała się do dzieła!

Dopiero kiedy podeszła bliżej, zobaczyła, że on… nie ma jednej ręki…
Wskazówka - dywany i tak zwykle nie mają rąk. 

 Krew zabarwiła go na czerwono…
To w końcu krew, czy farbki do jajek?

Otworzyła szerzej oczy, chciało jej się wymiotować, nigdzie nie było zaginionej kończyny, co w sumie było dobre.
Brak kończyny to jak dobra kończyna.

Dopiero potem zauważyła, czarne i pomarszczone coś, co stało na końcu korytarza. Jego oczy świeciły się na żółto, a kły rozwarte w nieprzyjaznym geście śledziły każdy jej ruch. Z daleka przypominało psa, ale nie miało futra.
To zwierzę, które jest łyse, czarne i pomarszczone:
a) ma kły, które posiadają fantazyjną zdolność do rozwierania się;
b) które mają też system samonaprowadzający;
c) i których szczerzenie jest gestem, które w świecie zwierząt musi być równoważny pokazaniu środkowego palca.
Wniosek? Jest to kosmiczna odmiana shar-pei.


 Wyglądało strasznie, tak samo jak jego odgłos…
 Jego odgłos tez wyglądał strasznie? Bo jak patrzę na jego odgłos, to w sumie nie wydaje się zbyt przerażający. 

Susan spojrzała szybko na brata, który zdawał się żyć, apotem spojrzała na stworzenie.
A niech brat se krwawi dalej, grunt że dywan uratowany.

Chwyciała wazonik który stał na stoliku i dalej się na nie patrzyła. W tym samym momencie, ono zdawało się nię zauważyć.
W końcu odebrało sygnał z kłów?
Czego nie zauważyć? Dlaczego bohaterka sięgnęła po wazon i nadal gapiła się na łysego shar pei? To opko ma więcej pytań bez odpowiedzi niż ostatni odcinek Supernatural. 

Jego oczy zmieniły barwę na szarą, a kły nporzestały się szczerzyć… Susan wydawał osię,m że staje si ę bardziej łagodne. I miała rację. W końcu zwierzę przemieniło się w zwykłego psa, lecz nadal nie spuszczao jej z wzroku. Dziewczyna stała w holu ledwo, miała wrażenie, że zaraz się przewróci, więc przytrzymała się o ścianę. Ręką zahaczyła o obraz „no tak, on przecież zawszetu wisiał”.
-Czy… to… ty…? – wywarczał pis nadal się na nią patrząc.
Alert, alert, niepożądane treści polityczne!

Susan miała wrażenei, że przeszły ją dreszcze. 
Wrażenie? W sensie, że nie wiedziała czy to dreszcze czy poraził ją prąd? A może telefon w kieszeni jej wibruje? Albo pies zaczął humpać jej nogę?

To jest pies! Jak on może gadać?!
Ten pies jeszcze przed chwilą był potworem, który najwyraźniej oderwał twojemu bratu rękę a twoim największym zmartwieniem jest to, ze potrafi mówić?

Otworzyła jeszcze szerzej oczy… 


To niemożliwe, coś tu sięnie zgadza. Psy nie gadają, nawet w Wigilię.
Nieprawda. Gadają. Nigdy nie oglądałaś "Wszystkie psy idą do nieba"?

 Nie, nie. Nie. Osunęła się pościanie na ziemię i chwyciła za głowę rękoma.
-S-s-skąd… w-w-wiesz… ?! …?! – wyjąkała nie patrząc się w tamtą stronę
Gadający pies pyta się, czy to ty. Odpowiedź "skąd wiesz" jest co najmniej zaskakująca.

-Więc… to… prawda…? Jednak… cię… znalazłem… – wywarczał izaczął iść w jej stronę
Wywarczał? Nawet jeżeliby to wybekał byłoby to bardziej zrozumiałe. 
I bardziej zatrważające, nawet w przypadku shar pei.

-N-nie! N-nie z-zbliżaj s-się! – krzyknęła, jąkając się jednocześnie. 
I tu jest problem. Jąkanie się polega na tym, że nie jesteśmy w stanie czegoś powiedzieć, może nie jestem specjalistką, ale czy jąkanie się podczas krzyczenia jest w ogóle możliwe? Spróbujcie. 

Chwyciła wazon i  zaczęła w szale machać nim obok psa. 
Chwyciła ten sam wazon, który chwyciła już jakiś czas temu? Odłożyła go z powrotem i znowu wzięła do ręki czy to jakiś błąd w Matrixie?
A ten pies musiał być mocno skonfundowany, skoro zaczęła wymachiwać tym wazonem OBOK niego.

Popatrzył onb na nią trochę zdziwiony, ale potem niewytrzymał.
Zaniósł się gromkim rechotem, a potem odczuł niepohamowaną potrzebę recytowania czegoś z Sonetów krymskich.

Miał ochotę się uśmiechnąć, ale zamiast tego warknął jeszcze głośniej.
On też cierpi na ostrą ambiwalencję - zapewne przenosi się drogą kropelkową.

Susan była już bliska płaczu, ściskała w rękach wazon, jakby było todla niej coś ważnego. On w tym czasie podchodził coraz bliże, wpatrując się wnią swoimi czerwonymi ślipiami.
Dywany bez rąk, wazony z oczami. Mój pomysł na peklowaną wołowinę z kosmosu wydaje się mieć coraz więcej sensu...

Całe życie zaczęło przewijać jej się przes oczami, zobaczyła brata i wtedy się rozpłakała. 
Tego brata, który właśnie umiera na dywanie? W czas.

Jedna łza wyryła w jej policzku ścieżkę,
Jedna Idealna Łza!
A jakże, tytanowa wręcz, skoro zdołała wybobrować sobie koryto.

 za którą poleciało wiele kolejnych. 
 Instynkt stadny im się włączył. 

 Chwilę później była już cała mokra,
Nie chcę zadawać pytań, ale czy była mokra od tych łez, czy tu chodzi o coś innego?
Shar pei się tak obśmiał, że aż ją obślinił.

 pies się zbliżał. Był od niej już na metr, kiedy się zatrzymał. Miał dziwną mine,podszedł do niej i wciągnął krechę powietrze. Jego żółte ślepia otworzyły się szeroko,
Jak jeszcze nauczy się zmieniać ich kolor na zielone, może sobie dorabiać jako sygnalizacja świetlna.

a z pyska wydarł się nieokreślony skowyt i jęk.
-Ty… wysapał patrząc na nią cały czas
Susan próbowała wytrzeć łzy, ale coraz bardziej było to trudne, bo nie chciały przestać lecieć. Pies wpatrzył się w jej oczy, a zaraz potem na jego mordzie pokazał się uśmiech,


 który zdradzał wiele emocji, takj akby chciał jej coś powiedzieć, ale bał się reakcji i samego siebie, która niewiadomo jaka była przez to wszystko co się wydarzyło i co się wydarzy już niedługo, bo on to czuł i był tego pewny, ona NADCHODZI.
Ostro klepie ta krecha.

16 komentarzy:

  1. Analiza jak zawsze wspaniała !
    Wyczuwam, że ktoś tu czeka na następny odcinek supernatural. Mam to samo ;P
    Wasze dywany nie mają rączek ? Mój miał i zgubił. Smutne. ,, Ten Dramatyzm,, ,,Te przecinki,,
    Im więcej analiz czytam, tym bardziej chciałabym mieć talent AŁtorek i zacznę je kopiować ! <333
    Ale mówiąc szczerze to można obudzić cały dom i opluć klawiaturę czytając wasze analizy.
    Macie mi więcej nie znikać i liczę na wspaniały gify z spn <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój dywan nie ma rączek, bo pod spodem mam pułapkę na diabła, także dywan jest grzeczny. Brak Supernaturala nie skomentuje, bo już nie wiem do kogo powinnam wysyłać wredne listy za hiatus (pardon, hellatus) w takim momencie...

      Usuń
  2. Właśnie! Ja też!
    Fajnie,ze wróciłyście! I to z dobry tekstem.
    To jak tu są sami zainteresowani,to może następnym razem jakieś opko supernaturalowe?

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem jak najbardziej za, tylko trzeba by poszukać czegoś co nie byłoby destielem. Mam już dosyć tych krzywych tekstów. Czas zajrzeć na ff.net

      Usuń
    2. Może Bobby + Crowley? Oddam rękę żę takie cudo gdzieś widziałem.

      Zelaznostopy

      Usuń
    3. To ja jednak poproszę o szybką interwencję najbliższego anioła. Oczy nie będą mi już potrzebne...
      Ogólnie to już na samą myśl jak nieporadne byłyby te opisy przechodzą mnie dreszcze.

      Usuń
  3. Jeej powróciłyście! A już się bałam, że to koniec. Ale doskonale rozumiem, że nie zawsze jest czas na prowadzenie bloga, trzeba też mieć życie ;)

    Analiza jak na powitanie całkiem zacna. Jedno pytanie: ojciec miał syna z kochanką, ale to syn był starszy. Czyli mimo posiadania dziecka z kochanką pozostał z żoną i jeszcze jej zrobił dziecko? Nieco okrutne... A potem on i kochanka umarli, to ta mama, która przygotowała ten suto zastawiony stół, to mama bohaterki? Czyli opiekuje się bękartem męża? Normalnie święta jakaś!

    OdpowiedzUsuń
  4. Analiza genialna, mamę zawołałam, też się pośmiała XD

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo zgrabna analiza. Swoją drogą: bohaterka nie schodzi na śniadanie, ale ma bluzkę z DEKOLDEM. To najważniejsze.
    Intrygują mnie w tym opku trzy kwestie:
    1) Dlaczego bohaterka wychowuje się z synem ojca i jego kochanki? Może romans wyszedł na jaw dopiero po śmierci ojca, a matka "Susi" stwierdziła, że chłopak sierota za grzechy rodziców pokutować nie musi i go przygarnęła?
    2) Jak ona zmieściła na jednym talerzu "kilka kromek chleba, kilka plasterków sera, masło, pomidora, kilka plasterków ogórka, trochę szynki i oliwki" i jakim cudem "w drodze" z talerzem zgarnęła jeszcze paprykę, ketchup i parówkę. Tych trzech rzeczy raczej nie da się utrzymać w jednej ręce.
    3) Czy ona naprawdę jest ludzikiem z piernika? Wasza hipoteza ma naprawdę mocne podstawy, bo bohaterka najpierw ma oczy orzechowe, a po chwili czekoladowe. Pewnie wydłubuje te oczy z twarzy jak rodzynki z piernika i wstawia potem nowe bakalie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie no... Super :)
    Pierwszy raz jestem na tym blogu, ale z pewnością nie ostatni. Fajne, inteligentne komentarze, nic na siłę, a co najważniejsze zabawne! Mam nadzieję, że pisząc je, ubawiłyście się tak samo, jak ja ich czytaniem. Rewelacja iks de.

    OdpowiedzUsuń
  7. O hell yeah, nareszcie! Już straciłem zupełnie nadzieję, a tu taka miła niespodzianka na Nowy Rok! Super żeście wróciły! :) Analiza jednak niedobra na tak późną porę, boję się że śmiechem rodzinę pobudziłem. ;]
    I rozumiem że prawdziwe życie też czasami wzywa, dlatego się na was nikt nie obrazi. Ale następnym razem jak coś wam wypadnie to wpadnijcie chociaż na dwie minuty i napiszcie króciótką notkę, coby było wiadomo że chociaż żyjecie! :P

    Dobra, przyklejamy Obrończynie Kanonu z powrotem do zakładek. I oby tam zostały na długo! Trzymajcie się, zdrowia, szczęścia i dużo analiz na nowy rok!
    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obiecujemy następnym razem (którego, mam nadzieję nie będzie) się odzywać. Za każdym razem, kiedy myślałyśmy, że w końcu się uda, szara rzeczywistość znowu nas wzywała. Taka karma, życie mści się na nas za znęcanie się nad AŁtoreczkami.

      Usuń
  8. Mnie to powaliło,ale nie wiem czy się do analizy nadaje.

    http://swindchesterlover22.deviantart.com/art/Making-a-Deal-Crowley-x-Reader-369990888
    Crowley leczący białaczkę spowodował u mnie nerwowe tiki i walenie głową w biurko..

    Chomik...

    OdpowiedzUsuń
  9. "...ale bał się reakcji i samego siebie, która niewiadomo jaka była przez to wszystko co się wydarzyło i co się wydarzy już niedługo, bo on to czuł i był tego pewny, ona NADCHODZI."

    Co te ałtoreczki brały?

    OdpowiedzUsuń
  10. Strasznie mnie rozbawiło to zdjęcie z Tomem Hiddlestonem. Możecie mi powiedzieć z jakiego filmu jest ten typek co ma tylko pół twarzy, co jego zdjęcie dałyście pod komentarzem o dwóch wyrazach twarzy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Harvey Dent czyli Dwie Twarze z uniwersum batmańskiego (tu w wersji filmowej, grany przez Aarona Eckharta).

      Ija Ijewna

      Usuń