poniedziałek, 18 listopada 2013

Twoje imię to tylko imię, czyli narkotyki to zło

Hej!
Przetrwałyśmy jakoś spotkanie z naszym Christianem G., a od Anielicy musiałyśmy zrobić sobie chwilę przerwy, by nie popaść w psychozę. Dziś na ruszt wzięłyśmy opko podesłane nam przez znajomą (którą serdecznie pozdrawiamy!), ale chociaż zanalizowałyśmy je na wszystkie strony, w gruncie rzeczy wciąż nie wiemy, o co w nim chodzi. Celem Ałtora chyba było stworzenie czegoś w cyber-kosmiczno-fantastyczno-postapokaliptycznej przestrzeni, co miało być też swoistym traktatem o egzystencji i przemijaniu, ale można jedynie domniemywać, kto jest kim i co tu się właściwie dzieje. Jedyne, co wydaje się być pewne, to pauzy tam, gdzie ich być nie powinno, porażająca ilość narkotyków, wirowanie, które było efektem wpadnięcia do betoniarki, Spartanie z mrugającymi światełkami i majaczący gdzieś orła cień. A już z całym przekonaniem można powiedzieć, że nie ma tu ani jednego zdania, które ma sens. 
Zapraszamy!

Przedmiot analizy:

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja


Rozdział 1  Aris 

Jest rok 2026. Miasto zapada w mrok , 
W mrok wielkiej dziury, która utworzyła się ze wszystkich spacji przed przecinkami w tym opku. 

a na horyzoncie gwiazdy palą się jak krwiste ogniska.
Innymi słowy, gwiazdy są czerwone? Wyjaśnienie jest tylko jedno: WIDMO KOMUNIZMU.

Całe miasto wydaje się martwe. Po chwili widziałem [zobaczyłem, ale i tak nie zmienia to faktu, że urwało tu od właściwego czasu] twarze przerażonych żołnierzy, Uciekali ze swoich wojskowych baz umieszczonych nad morzem.
Te bazy to są w tym mieście, które wydaje się martwe?
Ci żołnierze musieli się naprawdę dobrze kamuflować.

 To coś ich ścigało nad wybrzeżem i snuło się za nimi jak czarny potężny cień.
Nieźle się zaczyna - najpierw komunizm, teraz najwyraźniej nadciągają faszystowskie Czarne Koszule.
Czarne Koszule ścigające żołnierzy uciekających po plaży ze swoich nadmorskich baz, znajdujących się w wymarłym mieście. Zapowiada się ciekawie. 

Pomyślałem , że wybuchła wojna z nieznanym do tej pory wrogiem , który użył straszliwej broni. Ale zrozumiałem nagle czym jest ludzka bezsilność bo nagle ukazała się potworna ściana wody.
Stary, ty tu nie dywaguj o bezsilności ludzkiej, zacznij uciekać chociażby dla przyzwoitości...

Cała moc fali kierowała się w stronę miasta przez koryto rzeki i nagle opadła , ścierając wszystko na swojej drodze.
Okej, pojawia się kolejna niezręczna kwestia - gdzie jest narrator, skoro to wszystko obserwuje na żywo? Surfuje zblazowany na tym tsunami?

Spienione odmęty wody w szybkim tempie przedostawały się na ulice miasta gdzie jeszcze tak niedawno było wielu miejscowych ludzi i turystów.
Wszyscy studenci z innych miast, dyplomaci i tak zwane słoiki twardo stali na swoich posterunkach.
To zdanie brzmi trochę tak, jakby narrator nie zaliczał turystów do ludzi. To znaczy ja wiem, że czasami potrafią zachowywać się jak zwierzęta, ale bez przesady, turysta też człowiek. 

Może ja śniłem ale ból narastał a strach uciskał klatkę piersiową. Tej nocy już nie istniałem a następnego dnia już nie było.
Albo gość ma na myśli wielki Byt, którego już nie Było, albo chce bardzo poetycko zobrazować moment, gdy urwał mu się film.

Zmielony beton od murów miasta spływał teraz po moim ciele ,
Beton mu od murów urwało. 

porwany przez niszczycielski wir będąc na dnie jego szału.
Czytaj: na tej imprezie wpadłem do betoniarki.
Śmiechłam. Ale to nie jest śmieszne, narkotyki to straszna rzecz.

Ten wir miał swoje dzikie oblicze
Oraz oblicze, które czytało Prousta i grało w szachy. 

a ja byłem jego pulsem pod delikatnym naskórkiem własnego strachu.
Wir miał twarz i puls, którym był ten facet, który sam był tym pulsem, a puls był pod naskórkiem strachu faceta.
Dopalacze szkodzą.

Tak naprawdę byłem niczym pośród niczego ,
Tak naprawdę to nic tu nie ma sensu.

nie miałem świadomości ,
Ale rano koledzy pokazali mi zdjęcia i filmiki, na których wiruję w betoniarce i już wiedziałem, dlaczego mam coś twardego między zębami.

choć bylem na dole wydawało mi się ze frunę do wysokiej wieży z której wszystko mogłem zobaczyć z góry.
Niby w dole, a jednak na górze.
Na rowerze samochodem?

Bylem nad tym wszystkim co się działo pozbawiony ciężaru ciała i myśli.
Nie wiem jak z tym ciałem, ale ktoś tu z pewnością jest pozbawiony ciężaru myśli. 

Bylem gdzieś pomiędzy powietrzem a ziemią.
Chyba jestem na to zbyt trzeźwa.
Na drzewie siedział, proste.
  
- Aris? -
- Obudź się ! ( głos który usłyszałem porwał mnie jak ten wir spienionej wody siedząc niczym na dzikim ptaku w baśniowej opowieści. )
Zachodni wiatr spienione goni fale, a ja dopalaczy nie brałem wcale... 
No, kamikadze boski wiatr, nie ma przebacz.
Podsumowując. Rzecz dzieje się w baśniowej krainie, gdzie najwidoczniej samoświadome wiry wodne osiągnęły tak wysoki pozom cywilizacyjny, że udało im się udomowić dzikie ptaki i używają ich jako formy transportu. 

Znalazłem się na pustyni która raziła mnie w oczy od blasku ostro świecącego słońca.
No dobra, ślepoty śnieżnej można dostać nawet na plaży, ale mechanizm opisanego tu zjawiska jest co najmniej enigmatyczny.
Ta suka pustynia znowu sobie w kulki leciała...

Mogłem później zobaczyć kształt tej postaci.
Masz na myśli, eee, słońce?
Ale to później było, a teraz jesteśmy teraz. 

Był to posąg orła ,
Widziałam ooooooooorła cieeeeeeń!


 ale to nie on mówił do mnie tylko to coś co było za nim.
Orzeł jest Muppetem?


Nie wiem co znaczyło imię Aris i dlaczego tak do mnie mówiono.
Bo może... <dum, dum, dum> tak właśnie się nazywasz?



Moja podróż trwała chwile ale gdy się skończyła bylem wewnętrznie bardzo stary jakbym przeżył całe wieki.
To musiał być niezły trip.

Kołysałem się w mydlanej bance i spokojnie obserwowałem światy które widziałem w mojej podróży.
Jestem ciekawa, czy Ałtor przejdzie w końcu do rzeczy czy dalej będzie gadał jak potrącony. 
Nie bądź dla niego taka surowa, wpadnięcie do betoniarki pozostawia ślad na całe życie. 

 Te wszystkie światy odbijały się we mnie zapisując swoje kształty i zapachy.
W rezultacie wyglądałem trochę jak nietoperz i trochę jak palma daktylowa. Poza tym śmierdziałem nieziemsko, bo wszystkie te zapachy zaczęły się mieszać.
Mi też coś się zaczęło odbijać, ale raczej nie są to światy. 

Jakbym trafił do środka kroniki Akaszy.
Ale masz na myśli akaśę hinduistyczną czy tę nagrzaną wampirzycę z Kronik Wampirów?  
Czy to jest ten fragment, kiedy wszyscy zachwycają się faktem, że w tekście padł tytuł opowiadania?




Nazwano mnie Aris co znaczyło tyle co Mały człowiek.
Zaraz, przed chwilą bohater sam się pytał co miało oznaczać to słowo, którym go nazwano. Ktoś tu tradycyjnie plącze się w zeznaniach. 

Granice rzeczywistości zatarły się z fantazją i prawdą. 
Wciągnęła mnie otchłań niczym trąba powietrzna.
Ach ten wspaniały świat metafor. To prawdziwa sztuka, wiecie?
Ale całkiem sensowna, jeśli wciąż mówimy o rozszalałej betoniarce.

Ten wodny wir i fala tsunami zabrała mnie do mojej krainy Oz.. 
A jednak surfował zblazowany.
A ja nadal nie wiem, czy gość jest na jakimś dziwnym odlocie narkotykowym, czy faktycznie porwało go to walone tsunami. Co tu się w ogóle do kurny jasnej dzieje?

Ten nowy świat przypominał błyskawiczne połączenie z internetem 
Nic, tylko zrobić z tego magnes na lodówkę.
"Nowy świat jest niczym błyskawiczne połączenie z internetem"
Producenci hipsterskich gadżetów właśnie drukują zeszyty z wąsem i tym hasłem. 

gdzie można z każdym rozmawiać na dużych odległościach ale bardziej fizycznie będąc obecnym tam gdzie chciało się być.
Masz na myśli jakiś rodzaj niepełnej teleportacji, gdzie na przykład rozmawiam z Mietkiem na fejsie i nagle głową jestem w mieszkaniu Mietka, ale tyłek został przed komputerem? 
To brzmi jak rozmawianie przez sieć Fiuu, gdzie tylko głowa przenosi się kominkiem do innego domu. 

Wszystko jednak było takie beztroskie i nie systematyczne.
O ile zostawienie gdzieś tyłka nosi znamiona nosi znamiona beztroski.

Moje przemieszczanie się przypominało transplantacje na żywym organizmie
Było się z Mietkiem nie łączyć w sposób niesystematyczny, wciąż miałbyś ważne narządy.
Ceny połączeń poszły w górę, bohater musiał sprzedać nerkę i jedno płuco.

Poznajamiając tajniki teleportacji w tej nadrzeczywistości uwierzyłem że wszystko tutaj może być możliwe a jednocześnie nie musi być ! 
Nerka mi odrosła, ale jednak nie.
Bohater pełen sprzeczności nabiera nowego znaczenia. Jest jeszcze niezdecydowany.

Podróżowano przez kapsuły które były windami poruszającymi się w każdą możliwą stronę i pod każdym możliwym kontem.
Coś chyba się dzieje pod szwajcarskimi bankami i nie jest to dobre.

Nie mogłem nic zaplanować bo to nie miało sensu.
I tak wszyscy umrzemy.
Koniec.
Co do braku sensu się zgadzam, ale czy w końcu dowiemy się o co chodzi, czy AŁtor nadal będzie krążył bez sensu wokół jeszcze do końca nie znanego nam tematu?

Gdym chciał dokładnie trafić w jakieś konkretne miejsce popsuł bym całą zabawę.
Mam nadzieję, że to "gdym" to tylko literówka, bo to słowo ni w ząb nie pasuje ani do sensu tego zdania, ani to formy tekstu. 
Ja z kolei mam osobliwą pewność, że "popsuł bym" jest rozprute spacją całkiem umyślnie.

 Byłem jak łuk który napina strzałę ale bylem tym i tym.
Innymi słowy jestem długi, naprężony i mam... czubeczek.
Ten świat musi rzeczywiście być dziwny, skoro w nim to łuk napina strzałę, a nie łucznik cięciwę łuku. 
W rezultacie ten członek musi być równie alternatywny. Chyba szykuje się konkurent Super Kuśki.

Łuk oznaczał archetyp dobra a strzała odzwierciedlała archetyp zła.
Czy to jakieś nawiązanie do Sama Winchestera i jego zabójczej kuśki? Bo kobiety, z którymi sypia, wyglądają z początku na zadowolone, ale potem umierają w przykrych okolicznościach.
Ale czy to zdanie oznacza, że zło jest spowodowane bezpośrednio przez działanie dobra? Bo tak to można odczytać, skoro to łuk wysyła strzałę, to jako symbol dobra wypuszcza na świat zło. 
Jesteś boginią, skoro umiesz to tego stworzyć sensowną interpretację.

Nie było w tym logiki.
Celne spostrzeżenie.
Że tak powiem, trafiłeś prosto w sedno.
Tą strzałą, którą napiął łuk. Jakkolwiek to zrobił.

To było połączenie dobra ze złem.
Dalej jesteśmy w tematach okołokuśkowych, czy już gdzieś indziej?
Wydaje mi się, że sam Ałtor do końca nie wie gdzie jesteśmy. 
Jeśli dalej skupiamy się na anatomii, to doszliśmy tam, gdzie słońce nie dochodzi.

Połączenie porządku z chaosem , celu i zagubienia.
Z widoczną przewagą chaosu i zagubienia.
Czy w końcu dowiemy się, o co chodzi?

Postać która zbliżała się do mnie była podobna do anioła ale to był archetyp o imieniu Ter.
W takim razie rozmawiasz z elementem strukturalnym niedowiedzionej naukowo nieświadomości zbiorowej, chyba nie da się z takim pójść na kawę.
Nie jestem pewna, czy narrator zna znaczenie słowa "archetyp", ale wydaje mi się, że nie do końca. 
Bo jeżeli Ter jest archetypicznym aniołem to przygotujmy się na dużą dawkę miłości i niewinności. Ogólnie duża ilość skrzydlatych blondynków w sukienkach. 

Wyjaśnił mi że ludzie i archetypy szykują się na starcie ze zbuntowanymi archetypami które przestały służyć ludziom i chcą być ich Bogami
Jung, czytając to, musiałby mieć taką minę:


Wynik tej bitwy będzie miał ogromny wpływ na mój świat z roku 2026. Zostałem poinformowany , że w moim czasie rządzi Mad 
M.A.D.? Ta organizacja z Inspektora Gadżeta z Doktorem Klaufem na czele?
A może magazyn MAD?



który wprowadza zamęt ale jego misja z góry jest skazana na porażkę
Jak zabić napięcie w jednym akapicie? Zaznacz, że wróg i tak musi przegrać. 

bo jego cel jak każdy inny cel nie łączy się z dziką naturą stworzenia i pierwotnym Universum.
Cel tego opka jeż jakoś nie łączy się z niczym, a poza tym wszyscy umrzemy.

Ter wyjaśnił mi że największym problemem nie są sami ludzie czy zbuntowane archetypy ale nasza materialność i niepewność.
Wiedziałam, że najlepszym rozwiązaniem problemów ludzkości jest pozbycie się naszych ciał i kompleksów! Ludzie, sprzedajcie Hammery, kupujcie komputery, w które wgracie swoją świadomość!

Istniejemy pod innym kontem postrzegania świata niż nam się wydaje bo jesteśmy odwróceni od prawdy.
Prawda jest za nami, a banki nie są dobrym wyjściem. 
Czas wrócić do średniowiecza. 
Z całą pewnością całodzienne odrabianie pańszczyzny przywróci narratorowi sens życia.

- Aris... Twoje imię to tylko imię...
To jest takie głębokie, że nawet nie widzę kto mówi!

(głos Tera był wyrazisty i dostojny a jednocześnie bardzo delikatny i miły.)
Nie wiem jak wam, ale dostojeństwo jakoś mało kojarzy mi się z delikatnością. Ale to może w sumie tylko ja. 

- Wiec co ja tu robię , Ter? - Odpowiedziałem.
Właściwie to raczej zapytałeś. Ale w sumie to dobre pytanie. Co on do kurny nędzy tu robi i właściwie to gdzie my jesteśmy?
Ale dlaczego pyta, co tu robi, skoro anioł raczy go jakimiś coelhizmami na temat jego imienia?

- Zostałeś zesłany z czasu wielkiego ucisku by spisać wskazówki które wam pozwolą żyć godnie i funkcjonować w przyszłości.
Witaj na posadzie etatowego proroka, baw się dobrze!



Nie miałem jeszcze pojęcia o czym mówił Ter.
- Aris. Porzuć wiarę , że można zmienić świat. Sam nie dasz rady !
To po kij mu te wskazówki?
Żeby napisać całą serię proroczych książek, dzięki którym ktoś inny będzie mógł uratować świat od zagłady. Całe jego zadanie polega na siedzeniu przed laptopem i jedzeniu chrupek.

Musisz bardzo uważać na ten świat ... 
Ten świat jest bowiem bardzo delikatny i łatwo go obrazić. 
Jeszcze ci buchnie lawą w twarz. 

Bo wielu już zmienił... !
Wielokropek i wykrzyknik. Dla tych, którzy są zdecydowani, że nie chcą dokończyć tego zdania. 

Po rozmowie z Ter[em, jeśli to facet, ale skoro to anioł...] zostałem zabrany do innego miejsca w centrum metalurgicznego miasta.
Ok, to już coś, jesteśmy w mieście posiadającym... centrum metalurgiczne?
W Radomsku!

Wszystko było zachwycające i miałem myśl że znam to miejsce chociaż jest całkiem inne. To było moje miasto ale teraz jest rok 3100.
Aha, taki kij, że po tysiącu lat byłbyś w stanie w jakikolwiek sposób rozpoznać miasto będąc w jego centrum.
Na pewno mają tam budowlę w stylu Dworca Centralnego, która przetrwała wszystko, dlatego poznał. 

Zostałem zabrany do owalnego pomieszczenia z wielkimi oknami z widokiem na miasto Universum.
Owalne pomieszczenie z wielkimi oknami było w tym centrum metalurgicznym?

W tym momencie szarpnęło mnie coś od środka i trafiłem do kapsuły.
 A ja zadawałam pytania na temat owalnego pomieszczenia...

Przez moment poczułem się jakbym był częścią wodospadu.
Byłeś w stanie płynnym, czy woda po tobie spływała i wierciła dziurę w dnie?
Ostatnio trafiamy na jakieś dziwne fiksacje wodne. W opku o Zdech Nołcie to prawie cięli się deszczem, tutaj facetowi wydaje się, że jest wodospadem...
  
Spływał po mnie subtelny dźwięk muzyki ,
Aha, chyba że tak.
   
która pulsowała mi pod czaszką i sprawiała dreszcz na mojej skórze.
Skarbie, albo wywoływała dreszcze, albo sprawiała, że przechodził cię dreszcz. Nie możesz mieć obu na raz. 
    
Moje uniesienia przerwał Ter. A druga postać odpowiedziała:
- Zabierz Arisa do wieży światła ! -
Tajemnicza postać miała na imię Roby.
Świetne imię jak na tajemniczą postać z dupy wziętą. 
A może jednak Ruby?
Jeżeli to ta Ruby, to mają przesrane.




 Z wyglądu postać była po części mężczyzną i kobietą bez konkretnej płci z rozwiniętym astralem ciała.
Jeżeli postać była po części mężczyzną i kobieta to ośmielam się twierdzić, że miała konkretną płeć. Nawet dwie. 
A tak przy okazji, AŁtor musi przestać używać słowa, brew ich znaczeniu. Astral ciała to nie to samo co ciało astralne i jako taki nie ma za bardzo sensu. 
Zawsze można powiedzieć, że był to hermafrodyta, którego nie było.

Była to istota która ma wyrównaną energię żeńska i męska i stanowi dopełnienie Universum. Istota z dalekiej przyszłości która ma bezpośrednio wiele wspólnego z przeszłością.
I to wszystko wywnioskował, bo nie mógł określić czy Roby jest facetem czy kobietą? Nazywajcie to jak chcecie, ale ja to nazwę nadinterpretacją. 

To był dziwny rytuał przejścia.
Narrator ma lekkie problemy z wprowadzaniem nas w to co się dzieje w tej chwili. 

Podobało mi się to ale bylem coraz bardziej zaniepokojony tym wszystkim co się dzieje , pomyślałem że to jakaś gra. Moim oczom ukazała się wielka szachownica złocisto czarna i biała.
Albo mówimy o szachownicy mającej trzy kolory, albo Ałtor odkrył nowy kolor - złocistoczarny. Czy to trochę jak jasnoniebieski? Pastelowo różowy? Bladozielony?
To czarny posypany złotym brokatem.

- Aris zobaczysz plan działania Mada i z góry zobaczysz co się dzieje z twoim światem i kto ma nad nim władze!
Czy to trochę nie popsuje całej zabawy? To znaczy jeżeli oni mają sposób na dowiedzenie się co planuje wróg dlaczego go nie użyją i nie powstrzymają Mada przed czymkolwiek, co ma plan zrobić?

 Zanim dotrzemy na miejsce przejdziesz przez próbę i staniesz przed archetypem zwanym w waszym świecie Lucyferem. Jest nim energia zazdrości i oszczędza tylko ludzi o czystym sercu.
Co ty nie powiesz, nasz archetypowy Lucek raczej nie miałby gestu, by oszczędzić kogokolwiek.

Aris wiemy że nie będziesz sam wstanie przejść tej przeszkody dlatego jestem tu z tobą
Grunt to podbudować delikwenta.

Dla archetypu czystego zła możesz być jeszcze postrzegany za kogoś niepewnego ! 
Nie pamiętam co działo się dalej , gdy ujrzałem plany szachownicy
Szachownica musiała planować coś rzeczywiście niecnego. 

i system panujący w moim świecie
System operacyjny? Polityczny? System znaków składających się na język pisany? Możliwości są nieograniczone. 
Może ma na myśli archetypowe masońskie gejowsko-żydowskie lobby?

ogarnęła mnie fala rozpaczy i smutku. Czułem się po tym jakbym stoczył bitwę z całą armią , byłem całkowicie rozbity ,
Oj, nie bądź taką królową dramatu. 

w głębi ducha otrzymywałem ciosy i padałem na kolana sam przed sobą , przed swoimi słabościami. Wewnętrznie bylem pokonany ale fizycznie czułem większe siły i ochotę do walki. Ale tylko poddając się będę gotowy iść dalej. 
Wiecie w czym tkwi problem? Może i czytelnik by się przejął tym opisem GDYBY TYLKO WIEDZIAŁ O CO W NIM CHODZI!

Dostaliśmy się do Universum które było czymś w rodzaju akademii dla adeptów.
Jej, czas na montaż szkolenia, z którego bohater wyjdzie silny, gotowy do stawienia czoła nieprzewidywalnemu wrogowi, który zaraz ma wprowadzić w czyn swoje niegodziwe plany, które zostały nam przedstawione wcześniej.
Oh wait...
To jest jakiś kociokwik, najpierw metalurgiczne miasto, teraz akademia dla adeptów, zaraz się okaże, że to jakieś kolumbijskie miasto przodujące w wytwarzaniu koki połączone z tym barem z Gwiezdnych Wojen.

Universum było pełne archetypów a nad nim krążyły statki powietrze , przepiękne latające żaglowce z rożnych epok istnienia świata.
Ach te wszystkie historyczne latające żaglowce, jak dobrze widzieć je tu wszystkie. 

W istocie były to transportery windowe.
A tak, to dużo wyjaśnia. Dzięki temu opisowi czytelnik może się dokładnie dowiedzieć z czym ma do czynienia. 
Po wpisaniu "transporter windowy" w Gugla wyskoczył Volkswagen. Gdzie to ma żagiel to ja nie wiem.

Przed akademią widziałem setkę wartowników podobnych do Spartańskich wojowników ale ich wysokość mierzyła 3 metry a każdy z tych postaci była jakby martwym posagiem ze złota Jednak ich spojrzenia były przerażająco żywe.
No tak, spartańscy wojownicy jak żywi. 



Kolumny Universum lekko unosiły się ponad powierzchnią pod wielkimi podłużnymi schodami. Ter wyglądał dostojnie jak młody Bóg.
Nie wiem jak wyglądał Bóg za czasów swojej młodości, ale musiał być rzeczywiście dosyć poważnym nastolatkiem. 
Już wtedy miał brodę do pasa.

 Każdy z wartowników posiadał przy pasie miecz z pewnym urządzeniem na rękojeści z czerwonym lub niebieskim zapalnikiem.
Pewne urządzenie robiło "dzyng" oraz "bip", kiedy było to potrzebne. Czasami też światełko migało w losowej konfiguracji.
Jeszcze tylko kula dyskotekowa odbijająca te światełka i odpowiedni układ taneczny:


To by kryształ , który emitował pole ochronne i osłaniał rękę aż do łokcia i przysłaniało pierś jak magnetyczna tarcza.
Cieszę się, że bohater posiada tę wiedzę z dupy wziętą. To nadaje mu autentyczności.
Zwłaszcza, że w czasie tych wędrówek nie zdobywał wiedzy z innych światów, tylko się obijał w jakiejś bańce i śmierdział.

Z tego urządzenia wartownik wypuszczał wiązkę światła która jarzyła się złotym płomieniem na 20 cm na samym ostrzu miecza.
Całkiem to wielofunkcyjne, czy tak wyglądają scyzoryki z przyszłego tysiąclecia?

Później widziałem że ten płomień miał kształt malej piramidy która z przejściem do ataku odrywał się od miecza i odwracała się stożkiem w dół mogąc przy tym trafić w dowolny cel nawet na kilka km. Zdziwiło mnie jak okazało się że w każdym z tych archetypów był umieszczony adept który sterował wewnątrz jego mocą.
Zaraz zaraz. Chcecie mi powiedzieć, że na paskach wartownicy mieli miecze, na których końcach pojawiały się małe piramidy, w których ktoś się jeszcze znajdował, aby po wystrzeleniu mógł nią wcelować w cel?
Nie traktuj poważnie faceta, który wciąż ma beton między zębami.
     
Każdy z adeptów posiadał na ramieniu symbol oznaczający odwróconą piramidę.


I nie mówcie mi, że nikt się z tego nie nabijał. Przecież ci ludzie pewnie nie mieli życia. 

Za to zbuntowane archetypy co dziwne miały symbole piramid , które nie były odwrócone i oznaczały znak rządów na ziemi.
I to właśnie dlatego strzelano do nich piramidami. To się nazywa ironia, proszę państwa! Wszyscy mogą iść do domu. 
A mówiłam, że masoni!

Ich przodkowie niegdyś byli kapłanami i faraonami dawnego Egiptu a teraz ich władza została przekazana królewskim rodom na świecie.
Ja wiem, że piramidy to pierwsze co kojarzy się z Egiptem, ale jako grobowce nie są najbardziej trafnym symbolem związku archetypów z tą cywilizacją. 
  
A ich nowe centrum stanowił Londyn.
Czyli w tej części to Londyn ucierpi. Nowemu Jorkowi dajemy chwilę wytchnienia przed kolejnym atakiem obcych. 
Chociaż ostatnio w Londynie też było gorąco:

 

A jak się tak zastanowić, to Londyn ma coś kiepski czas:




W tym sezonie po prostu panuje moda na destrukcje Londynu. Nowy Jork jest już totalnie passe.
   
Siedziba Mada od tysięcy lat była w ukryciu w podziemnej twierdzy pod starym miastem Rzymu.
Czekajcie, czy Mad nie był dowódcą zbuntowanych archetypów? Dlaczego w takim razie ich centrum stanowi Londyn, ale Mad mieszka sobie wygodnie w Rzymie?
Zaraz, zaraz, skoro mieliśmy Czarne Koszule, a teraz Rzym... Czyżby Mad miał coś wspólnego z niejakim Benito M.?
    
Podziemne korytarze prowadziły nawet pod gigantyczny wodny wulkan na morzu Śródziemnym.
Podziemny korytarz z Rzymu do wulkanu na morzu śródziemnym? Ktoś tu naoglądał się za dużo kreskówek o nastoletnich agentkach czy czymś takim. 
A Mussolini nie jest jednym z tych złoczyńców z monoklem, którzy głaszczą koty.
     
Przez mroczne windy adepci Mada podróżowali tajemniczą siecią kanałów połączonych z piramidą Cheopsa. Mogli także przemieszczać się w czasie.
W sumie to mogli wszystko, więc powodzenia w walce z nimi.

Jeszcze przed budową piramid stwórca Mada był równy Bogu...
Też miał brodę do pasa już w wieku nastoletnim?

18 komentarzy:

  1. Jeszcze nie czytałam, zamierzam jutro, ale mam nadzieję, że zrobicie sobie o wiele dłuższą przerwę od anielicy, bo już strasznie mnie nudzi. Poczytałaby jeszcze z chęcią analizy Christiana Greya :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zachodni wiatr spienione goni fale, a ja dopalaczy nie brałem wcale... Cuudne!
    Miał rację Kres:nie opisze taki ciotki za stołem,tylko zagłady,absoluty,wojów,tajne szkolenia....I nie wiadomo o co chodzi!
    Ja przeczytam i Anielice i Greya! Bardzo się Wam ta analiza udała!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja chętnie poczytałabym chętnie kolejną waszą analizę Grey'a :) Co nie znaczy, że cykl o Anielicy mi się nie podobał! Ta książka jest tak absurdalna, że grzechem byłoby jej nie zanalizować :3

    OdpowiedzUsuń
  4. O jeżu jakie to było masakryczne. Typowe pytanie "co autor miał na myśli" raczej nie ma tu racji bytu, bo wątpię czy cokolwiek sam zrozumiał z tego co napisał. Ale analiza super, wasza betoniarkowa interpretacja zrobiła mi dzień : D

    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
  5. Czytam to opko już trzeci raz i nie mogę dojść nawet do połowy (mimo waszych niesamowitych komentarzy). Po prostu nie daję rady przejść przez te wszystkie nieogarnięte fakty. Czy to opko to wymioty słów .. Nie wiem, jak przez to przebrnęłyście :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. "Ja z kolei mam osobliwą pewność, że "popsuł bym" jest rozprute spacją całkiem umyślnie."

    Rozprute spacją. Rozprute. Spacją.

    ...Zrobiłyście mój dzień. <3

    OdpowiedzUsuń
  7. gdzie jest nocia! gdzie jest nocia! *skanduje, machajac beretem*

    OdpowiedzUsuń
  8. Właśnie! Żądamy nowej noci! To już... *szybka matematyka* ...bardzo długo bez nowej noci! T_T
    Dawajcie, wierzę w was! Już Czarne Owce są zawieszone, nie chcę was też stracić! D:

    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
  9. Tak sobie myślę gdzieś między rozpaczaniem, że wciąż nie ma nowej analizy... Może mogłabym Wam coś podrzucić?
    http://myowndarklife.blogspot.com/ - kolejna moda na Lokiego, doszczętne zepsucie postaci, gwałt na kanonie jakich mało (Loki ze złotymi lokami i w trampkach, ehehehe) i obowiązkowo Marysójka! Może zerkniecie? :)

    Liczę, że niedługo naskrobiecie jakąś analizę :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    Tuśka

    OdpowiedzUsuń
  10. Nowa nocia byłaby bardzo na miejscu... Już nie mogę patrzeć na to imie, które jest tylko imieniem, kłuje mnie w oczy, że nie przeczytałam do końca, ale ja naprawdę nie dam rady! Proszę o jakąś Anielicę-Diablicę czy inne AnnyBezMózgu. <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Analiza jak zwykle świetna, uwielbiam Wasze poczucie humoru. W ciągu ostatnich kilku dni przeczytałam wszystkie starsze analizy....kiedy będzie nowa? :-)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ejże dziewczyny, co się stało? ): Dajcie nam przynajmniej znak życia, miesiąc w internecie to całkiem długo!

    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
  13. Moim zdaniem to juz brak szacunku do czytelnika. Potrzebujecie przerwy, macie natlok zajec i zycie - ok, zrozumiemy, ale wypadaloby napisac chocby jedno zdanie wyjasnienia. Swoista netykieta. Wchodzilam regularnie co tydzien, ale po miesiacu milczenia z waszej strony moge powiedziec tylko: fajnie bylo, ale sie skonczylo :( Zegnam. ~~Byla Czytelniczka

    OdpowiedzUsuń
  14. Wszystkiego naj na Święta i Nowy Rok, takie wspaniałego poczucia humoru dobrego materiału do analiz,ulubionego bohatera pod jemiołą (lub wieńcówką)

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...no i najważniejsze chyba, żeby dziewczyny w końcu dały znak życia jakiś.
      Wesołych Świąt! Tobie Chomiku również :)

      Zelaznostopy

      Usuń
    2. Właśnie! Dziękuję bardzo!

      Chomik

      Usuń
  15. "Kocham" takie wywody o niczym. Dla mnie to najbardziej męczący rodzaj opek, bo nawet jeśli nie rozumiesz sensu całej fabuł, to jednak dobrze jest, czytając opko, rozumieć chociaż sens pojedynczych zdań samych w sobie :D
    BTW ta grafomania przypomina mi taką przedziwną grę komputerową, w której też nie było wiadomo o co chodzi. Najpierw bohater coś robi na początku (nie pamiętam już co), potem nagle jest scena, jak siedzi w więzieniu, nie wiadomo za co, a jakaś babka w zwiewnej sukni coś mu tłumaczy, że jej ojciec coś tam, że on musi uciec gdzieś tam, że ktoś tam ma mu pomóc (chyba, już nie pamiętam sensu), a potem nagle bohater pojawia się w jakimś miasteczku z fontanną z czterema głowami, każda coś gada i trzeba odgadnąć jakoś, co i przyporządkować coś do czegoś wedle tej zagadki, itp. itd. To było tak dziwne, że nawet potem ta osoba, która mi tę grę pokazała, po jakimś roku nie mogła sobie w ogóle przypomnieć, że w coś takiego graliśmy i się wypierała xD Mindfuck jak i w tym opku :D

    OdpowiedzUsuń
  16. Kronikaa Kaszy? :D

    OdpowiedzUsuń