poniedziałek, 11 listopada 2013

Odcinek specjalny: kuśki, maile i problemy w związkach

Witajcie!
Obiecałyśmy coś specjalnego z okazji stu polubień naszego profilu na Facebooku i oto jesteśmy! Postanowiłyśmy wrócić do najbardziej wdzięcznego do analizowania tekstu wszech czasów. Pamiętacie jeden z największych bestsellerów ostatnich lat? Tę głośną powieść erotyczną, która cudownie uratowała wiele związków na całym świecie? Pamiętacie, że to wszystko było totalną bzdurą? Świetnie, w takim razie spodoba wam się!
Naszą przygodę ze wszystkimi pięćdziesięcioma twarzami Greya, czy co mu tak dolegało, przenosimy do sceny, kiedy Ana przeczytała już kontrakt, który uprzednio wysłał jej Christian. Opuściłyśmy ten fragment, bo faktycznie AŁtorka zamieściła w tekście cały kontrakt, ze wszystkimi najnudniejszymi częściami, jakie każdy kontrakt mieć powinien. Ana i Christian do tej pory spotkali się jedynie kilka razy i to dosyć, można by powiedzieć, przelotnie.
Będzie mnóstwo kiepskich dialogów, marne opisy, majteczki, mruczenie i cały ten bajer, do którego już zdążyła nas przyzwyczaić AŁtorka.
Indżojcie!

Przedmiot analizy:
E. L. James, Pięćdziesiąt twarzy Greya, wyd. Sonia Draga, 2012

Zanalizowały:
Żabencja
Toldie


ROZDZIAŁ DWUNASTY
Po raz pierwszy w życiu dobrowolnie idę pobiegać.
Wcześniej robiłaś to jedynie, kiedy ścigały cię wilki, czy ktoś cię do tego zmuszał biczami? (huehuehue)

 Zakładam paskudne, w ogóle nieużywane adidasy, spodnie od dresu i T-shirt.
 Czy adidasy są paskudne, bo nigdy nie używane czy akcja dzieje się w latach dziewięćdziesiątych, kiedy buty biegowe jeszcze nie wyglądały dobrze?


Bo ja nie wiem, czy to ja mam spaczone poczucie estetyki, ale biegowe adidasy są niczego sobie. 

Włosy związuję w dwa kucyki, rumieniąc się na wspomnienia, które przywołują.
Przypominają jej te czasy, gdy lizała tylko lizaki... 
A mi film o Pippi, który oglądałam gdzieś w podstawówce. 

Zabieram także iPoda. Nie jestem wstanie dłużej siedzieć przed cudem techniki i dowiadywać się kolejnych niepokojących rzeczy. Muszę się pozbyć nadmiaru osłabiającej energii.
Osłabiająca energia. Prawie jak przygnębiające szczęście.

Szczerze mówiąc, jestem w takim nastroju, że mogłabym pobiec do hotelu Heathman i zażądać od tego despoty seksu.
No to jakoś niezbyt ją osłabia.

Ale to osiem kilometrów, a nie sądzę, bym dała radę przebiec choćby dwa. Niewykluczone poza tym, że despota by mi odmówił, a takiego upokorzenia bym nie zniosła.
Przebiega dziewczyna te osiem kilometrów, dopada gabinetu Christiana, spocona, zdyszana, ledwo żywa łapie się framugi.
Ana: Seksu!
Christian: Nie.
<kurtyna>

Kiedy zamykam za sobą drzwi, Kate właśnie wysiada z samochodu. Na mój widok z wrażenia prawie upuszcza torby z zakupami. Ana Steele w adidasach. Macham jej i nie zatrzymuję się, żeby nie wzięła mnie w krzyżowy ogień pytań.
O nie, jak ta suka Kate może być tak natrętna i zadawać pytania Anie? Czy jej bezczelność nie ma granic?!

Muszę pobyć sama. Do uszu ryczy mi Snow Patrol. Oddalam się w kierunku niebieskawozielonego zmierzchu.
Albo ja żyję jakoś bardzo krótko i wielu rzeczy jeszcze nie widziałam, albo gdzieś w Ameryce rzeczywiście występują zielone zmierzchy.
Wy też to wyłapaliście? "Zmierzchu", nie "zachodu słońca", "zmierzchu", tak jakby AŁtorka do czegoś tu nawiązywała. 

Biegnę przez park. I co ja mam zrobić? Pragnę go, ale czy na jego zasadach? Po prostu nie wiem.  Może powinnam ponegocjować. Punkt po punkcie przeanalizować tę absurdalną umowę i zdecydować, co jest dopuszczalne, a co nie. Dzięki researchowi wiem, ż epod względem prawnym umowa jest nieważna. Christian na pewno to wie. Tak sobie myślę, że to po prostu określenie kryteriów i granic relacji. Umowa pokazuje, czego się mogę po nim spodziewać i czego on oczekuje ode mnie – całkowitej uległości. Jestem gotowa mu ją dać? Czy w ogóle jestem do tego zdolna?
Podpowiedź - jeżeli nie jesteś pewna, czy jesteś w stanie być całkowicie uległa mężczyźnie, którego dopiero co poznałaś, to prawdopodobnie nie jesteś. Znajdź sobie kogoś bez zaburzeń osobowościowych. 

Dręczy mnie jedno pytanie – dlaczego Christian jest właśnie taki? Dlatego, że został uwiedziony w tak młodym wieku? Po prostu nie wiem. Nadal stanowi dla mnie zagadkę.
Śmiała teza, skoro naprawdę znasz go jakiś tydzień.
To jest ten moment, kiedy bohaterka nadal jest w szoku, że piętnastolatek może uprawiać seks. Ja wiem, że kobieta, która go "uwiodła", jeżeli możemy w ogóle użyć tu takiego słowa, była od niego dużo starsza, ale wydaje mi się, że AŁtorka koncentruje się wyłącznie na fakcie, że Christian miał 15 lat. 15 lat, serio? To nie jest tak, że był dzieckiem, piętnastolatkowie robią o wiele gorsze rzeczy, niż seks z jedną partnerką za zgodą obu stron. 
Cienias, Slash zaliczył w wieku lat dwunastu. Za zgodą obu stron, to jest koleżanki z bloku.

Zatrzymuję się przy wysokim świerku, opieram dłonie o kolana i oddycham głęboko, wciągając do płuc życiodajny tlen. Och, to takie oczyszczające.
Jestem sportowym gamoniem i gdy się zatrzymam po biegu, zawsze chcę umierać, gdy oddycham, bo tak mnie bolą płuca. Jeśli Ana jest na poziomie sprawności podobnym co ja, ostatnie, czym można nazwać ten stan, to oczyszczającym.
Pierwszy bieg ever? Nie sądzę aby było to za bardzo oczyszczające, ale w sumie każdy przeżywa to po swojemu. 

Czuję, jak moje postanowienie się umacnia. Tak. Muszę mu powiedzieć, co wchodzi w grę, a co nie. Muszę przesłać mu mejlem swoje przemyślenia, a w środę będziemy je mogli przedyskutować. Biorę głęboki, oczyszczający oddech, następnie wracam truchtem do mieszkania.
Kate była na zakupach ciuchowych przed wyjazdem na Barbados.
Spojler - Kate nie robi w tej książce nic poza byciem córką bogatych rodziców. 

Głównie bikini i dobrane do nich sarongi.
Musiałam wyguglować czym są sarongi, bo przez chwilę wydawało mi się, że Kate kupiła pasujące do bikini tropikalne zwierzątka lub coś w tym stylu. 
Sarong - spódnica z upiętego płata tkaniny, noszona na Malajach przez zarówno przez kobiety, jak i mężczyzn.

File:Sarungan.jpg

We wszystkich będzie wyglądać fantastycznie,
Ta suka Kate, jak śmie.

ale i tak każe mi siąść i wydawać opinie, gdy przymierza każdy po kolei.
Przyjaciółka, która w twoim mniemaniu we wszystkim wygląda fantastycznie, a ty we wszystkim wyglądasz jak worek na ziemniaki wielokrotnego recyklingu - odfajkować.

Ile razy można mówić: „Wyglądasz bosko, Kate”?
Wiele, bo kurna na tym polega przyjaźń, ty pipo. 

Ma szczupłą figurę z krągłościami w odpowiednich miejscach.
Zasadniczo krągłości zawsze mają swoje miejsce, nawet, jeśli ich jest trochę za dużo. O nieodpowiednim miejscu można mówić, gdyby miała tłuszcz na czole.
Dobrze więc wiedzieć, że Kate nie miała zbędnego tłuszczu na czole, poczułam się bezpiecznie. 

Wiem, że nie robi tego celowo, ale zabieram swój żałosny, spocony tyłek do sypialni pod pretekstem pakowania.
Ile razy Ana powie jeszcze jak bardzo przypomina dzwonnika z Notre Dame zanim ktoś zachwyci się jej urodą?
 Ej, ale takie spocone pośladki to już kwestia nadmiernej potliwości...

Przy niej tak bardzo sobie uświadamiam własne niedoskonałości.
Ana najwidoczniej nie obejrzała zbyt wielu filmów Disneya, żeby wiedzieć, że prawdziwe piękno kryje się wewnątrz. I nie mam na myśli takiego wnętrza o którym będzie mowa w następnych rozdziałach. 

Zabieram ze sobą srebrny cud techniki i stawiam na biurku.
Dawno temu czytałam tę książkę, dlatego trochę mi zajęło przypomnienie sobie, że ów cud techniki to MacBook. Tak bardzo skomplikowana maszyna, że Ana potrzebowała informatyka, który go dla niej włączył. Dla niewtajemniczonych, proces konfiguracji MacBooka zabiera kwadrans i może go zrobić szympans. Dlatego też Ana nie miała szans.
   
Piszę mejl do Christiana.
Tego nie będę tłumaczyła, zbyt skomplikowane, tylko Ana, bogini informatyki potrafi dokonać czegoś takiego.

A oto jeden z tysiąca maili, z którymi będziemy musieli się męczyć przez kolejne dwie części książki. Bo AŁtorka nie może opisać co w nim było, w każdym rozdziale musi znaleźć się każdy mail, wraz z nadawcą, odbiorcą, mało śmiesznym tematem i podpisem, który w dziewięćdziesięciu procentach sytuacji jest niezmienny. Tak, to jest ten światowy bestseller. 

Nadawca: Anastasia Steele 
Temat: Zaszokowana studentka 
Data: 23 maja 2011, 20:33 
Adresat: Christian Grey

Okej, dość już widziałam.Miło było Cię poznać. Ana.

Klikam „wyślij”, śmiejąc się z tego żarciku. A on uzna go za zabawny? Cholera, pewnie nie.
Christian Grey nie słynie z poczucia humoru.
Prawdopodobnie nikt, kto nie jest tobą, nie uzna tego za żart. Taki los posiadania hermetycznego poczucia humoru.
Masz do czynienia z facetem, który ma zerowe poczucie humoru, czego możesz nie wiedzieć, bo dopiero co go poznałaś. Skoro nie przeszkadzało ci to w przespaniu się z nim i zaplanowaniu już kolejnych lat wesołym związku sado-maso powiem tylko, że nie, nie jest to dobry pomysł.

Ale ja wiem, że je ma, miałam okazję się o tym przekonać.
Podajcie mi jeden moment w książce, w którym Christian przejawia jakiekolwiek poczucie humoru, stawiam piwo. Bohaterka ma już chyba omamy słuchowe i patrząc po ilościach uwag na temat tego, że musi coś zjeść obawiam się, że mogą być z niedożywienia. 

Może posunęłam się za daleko. 
To nie o to siłę rażenia chodzi, tylko o uruchomienie myślenia o te kilka cennych sekund za późno.

Czekam... i czekam. Zerkam na budzik. Minęło dziesięć minut.
O nie, Christian Grey, prezes czegoś tam czegoś Enterprises nie odpowiada od razu na twojego maila?

Aby zagłuszyć rosnący niepokój, zabieram się za to, czym wyłgałam się od prezentacji Kate – za pakowanie.
Ja bym jednak radziła prysznic, właśnie wróciłaś z biegu. 

Zaczynam od książek. Mija dziewiąta i nic.
W sensie, że do dziewiątej nie spakowała żadnej książki?

Może gdzieś wyszedł.
A może nie jesteś na czele listy jego priorytetów?
A może nie odbiera maili co dziesięć sekund?
A może rozładowała mu się komórka?
A może jedzie samochodem/ leci samolotem?
Możliwości są praktycznie nieograniczone. 
  
Krzywię się z rozdrażnieniem i wkładam do uszu słuchawki.Słuchając Snow Patrol,
Nie wiem jakie pieniądze zapłacił E. L. James agent Snow Patrol, ale mam nadzieję, że nie duże. 
Pytanie, czy agent i sam zespół o tym wiedzą.
   
siedzę przy biurku, ponownie czytam umowę i dopisuję swoje uwagi.
Nie wiem, dlaczego unoszę głowę, być może dostrzegam kątem oka jakiś ruch, nie mam pojęcia, ale kiedy to robię, okazuje się, że Christian stoi w drzwiach mojej sypialni, przyglądając mi się uważnie.
Ja wiem, że ona ma słuchawki na uszach, ale trudno jest nie zauważyć, że facet wchodzi wam do pokoju. 

Ma na sobie szare spodnie i białą koszulę.
Facet jak gdyby nigdy nic stoi w drzwiach waszej sypialni. A wy się nie wydzieracie, nie karzecie mu się wynieść i nawet nie rzucacie w niego czymś, co akurat macie w ręce, tylko kontemplujecie jego ciuchy.
Ja się nie dziwię, że ona nawet tego MacBooka odpalić nie może.
Ale i tak najważniejsze jest, że Christian jest ubrany w szare spodnie i białą koszulę, przecież bez tego tej scenie wiele by brakowało. 

Obraca w palcach kluczyki do samochodu. Wyciągam słuchawki i zamieram. Kurwa!
Pierwsza scena, w której Ana widocznie boi się Christiana i jego reakcji. Dlaczego? W żadnym związku, nawet takim, na jaki namawia ją Christian, nie może być mowy o strachu. Takie związku zbudowane są przecież na zaufaniu, a obawiam się, że w momencie, gdy Ana boi się reakcji Christiana na jej maila, nie może być mowy o zaufaniu. 

– Dobry wieczór, Anastasio. – Głos ma spokojny, a z jego twarzy nic się nie da wyczytać. Nie jestem w stanie wydusić z siebie ani słowa. Cholera, że też Kate musiała tak go wpuścić bez ostrzeżenia.
Sam się wpuścił, co na przyjaciółkę winę zwalasz.

 Dociera do mnie, że nadal mam na sobie spodnie od dresu, jestem nieumyta, klejąca się, no a on wygląda jak zawsze olśniewająco.
Ktoś tu musi przewartościować swoje priorytety i to szybko. Już pomijając to, że przecież mogła się umyć i przebrać sama dla siebie, by czuć się dobrze, ale nie - zaraz wepchnie sobie poduszkę za koszulkę, by jeszcze lepiej udawać Quasimoda. Chociaż w postaci Quasimoda chodziło właśnie o to, że czasem powierzchowność ma bardzo małe znaczenie.

– Uznałem, że twój mejl wymaga osobistej odpowiedzi – wyjaśnia sucho.
 Pamiętajcie, że Christian w wyobraźni Any ma poczucie humoru, które powala mu na odpowiednie odebranie jej prześmiesznego maila. 

Otwieram usta, a potem je zamykam.
Imponująca konsekwencja zdarzeń, szkoda, że tak mało jej w tej książce.

Nawet przez ułamek sekundy nie spodziewałam się, że Christian rzuci wszystko i się tu zjawi.
Ale spodziewałam się, że zajęty prezes z miejsca odpowie na prywatnego maila. 

– Mogę usiąść? – pyta.
Władował się do mieszkania, a teraz jak grzecznie pyta, powitajmy mistrza savoir-vivre'u!

W jego oczach tańczą iskierki rozbawienia.
Czy to taniec na rurze czy zwykła samba, bo myślę, że może być to znaczące dla dalszej fabuły. 

Dzięki Bogu, może jednak uznał mój mejl za zabawny?
Nie, on właśnie sobie wyobraził, jak cię wyłotoszy za takie wieloznaczne wiadomości. Bądźmy realistami.
Przyszedł się razem z nią pośmiać. 

Kiwam głową. Nadal nie mogę wydobyć z siebie głosu. Christian Grey siedzi właśnie na moim łóżku.
Już nigdy nie zmieni pościeli. 
Myślałam, że napisałaś "pośladków".

– Zastanawiałem się, jak wygląda twoja sypialnia – mówi.
Możn aby mu kąśliwie odpowiedzieć, że się najpierw puka, ale to bardzo kiepski pomysł.

Rozglądam się, obmyślając drogę ucieczki.
Drogę ucieczki? Poważnie, możemy się pośmiać z idiotyzmów tej książki, ale zasmuca mnie fakt, że wiele osób nadal uważa tę historię za romantyczną i chcą takiego związku. Przepraszam, ale jeżeli w momencie, kiedy facet wchodzi do twojego pokoju, szukasz drogi ucieczki, to coś jest trochę nie tak. 

Kiepska sprawa – mam do wyboru drzwi albo okno.
Na którym piętrze mieszkasz, słońce?
Nie ważne, im wyżej, tym lepiej, nie powstrzymuj jej. 

Mój pokój jest funkcjonalny, ale przytulny: meble z białej wikliny i białe podwójne łóżko z kutego żelaza, zaścielone patchworkową narzutą zrobioną przez mamę, która jakiś czas temu przechodziła etap fascynacji ludowością. Ściany są jasnoniebiesko-kremowe.
Panie i panowie, w tej pełnej napięcia scenie, gdzie przynajmniej planowo powietrze jest tak naelektryzowane seksem, że nie można oddychać, dostajemy uroczą wzmiankę o mamie z jej fascynacją ludowością. Niech utrata wzwodu będzie karą za niekonsekwentne budowanie opisów.

– Bardzo tu pogodnie i spokojnie – stwierdza.
Nie w tej chwili... Nie, kiedy ty tu jesteś. W końcu rdzeń przedłużony przypomina sobie, do czego służy mowa.
Rdzeń przedłużony odpowiada za funkcje odruchowe. Jeśli oddychasz i wydzielasz pot tak samo nieświadomie jak mówisz, to nie zazdroszczę.

– Skąd...?
Uśmiecha się do mnie.
– Mieszkam nadal w Heathmanie.
To akurat wiem.
Napawajcie się tym fragmentem wspaniałego dialogu. 

– Napijesz się czegoś? – Uprzejmość wygrywa z tym, co naprawdę chciałabym powiedzieć.
– Nie, Anastasio, dziękuję. – Obdarza mnie olśniewającym uśmiechem, lekko przekrzywiając głowę. – A więc „miło” było mnie poznać?
O w mordę, czyżbym go uraziła?
O w mordę, nawet jeżeli to co z tego? Jeżeli facet na każdy mail z głupim tekstem reaguje nagłą wizytą domową to chyba z nim jest coś nie tak. 
Nieźle go można wytresować - ustawiasz automatyczne wysyłanie wiadomości w stylu 'Ecie pecie chuj w berecie' i nie musisz już biec te osiem kilometrów, by powiedzieć Christianowi, że chcesz seksu.

Wlepiam wzrok w dłonie. Jak ja się teraz z tego wyplączę?
Powiedz mu, żeby podwiązał sobie nasieniowody, bo mu się testosteron przelewa. 

Jeśli mu powiem, że to był żart, raczej nie zrobi to na nim najlepszego wrażenia.
Pewnie, zachowuj się jakby to było prawdą, na pewno będzie lepiej. 

– Sądziłam, że mi odpowiesz mejlowo. – Głos mam cichy, żałosny.
– Celowo przygryzasz dolną wargę? – pyta głucho. Mrugam powiekami i uwalniam wargę.
– Robiłam to bezwiednie – bąkam.
Bąkam, nie, to nie tłumaczenie, to AŁtorka używa wszystkich słów, które mogą w dialogu zastąpić "powiedział/a" jakie tylko istnieją. 
Już "przebąkuję" brzmi o niebo lepiej niż BĄKAM. 


Serce wali mi jak młotem. Czuję między nami przyciąganie, ten rozkoszny prąd wypełniający przestrzeń wyładowaniami.
Christian siedzi tak blisko mnie, oczy ma niemal grafitowe, łokcie opiera na kolanach. Przechyla się i powoli zdejmuje mi gumkę z jednego kucyka, uwalniając włosy.
Jeżeli szukaliście najbardziej dezorientującej czytelnika sceny, to przestańcie szukać, już znaleźliście. Proszę, niech mi ktoś powie ci o tej sytuacji myślą bohaterowie, bo mnie to już przerosło. 

Oddech mam płytki i nie jestem w stanie się ruszyć. Obserwuję zahipnotyzowana, jak jego dłoń biegnie do drugiego kucyka, pociąga za gumkę, następnie przeczesuje palcami włosy.
Te spocone po biegu włosy.
Jeszcze raz, tak to ta głośna powieść erotyczna, która ocaliła wiele związków.

– A więc postanowiłaś poćwiczyć. – Głos ma miękki i melodyjny. Delikatnie zakłada mi włosy za ucho. – Dlaczego, Anastasio? – Palce zataczają powolne kółka, a po chwili delikatnie, rytmicznie pociągają za ucho. To takie zmysłowe.
Jakkolwiek  w praktyce może tak to wyglądać, w opisie jest równie pociągające co okładanie się porem po tyłku.
Tak jak wszystko w tej książce, dlatego AŁtorka musi nam wskazywać te "zmysłowe" fragmenty, inaczej nikt by się w tym nie połapał. 

– Potrzebowałam czasu, aby pomyśleć – szepczę. Czuję się jak krążąca wokół ognia ćma... a on doskonale wie, co mi robi.
– Pomyśleć o czym, Anastasio?
– O tobie.
– I doszłaś downiosku, że miło było mnie poznać? Masz na myśli poznanie w znaczeniu biblijnym?
O cholera. Oblewam się rumieńcem.
– Nie sądziłam, że znasz Biblię.
Nie trzeba znać Biblii, by znać kilka związków frazeologicznych, litości.

– Uczęszczałem do szkoły niedzielnej, Anastasio. Dużo się tam nauczyłem.
O miłości w sensie biblijnym? Boru, nawet w Supernatural o tym było, a ty musiałeś po to do szkoły niedzielnej chodzić?
Cienko trochę, skoro najbardziej erotyczny tekst w Biblii ma w sobie wers "Zęby twe jak stado owiec strzyżonych, gdy wychodzą z kąpieli".

– Nie przypominam sobie, aby w Biblii była mowa o klamerkach na sutki.
Widocznie czytaliście inne rozdziały. 

 Być może ciebie uczono z jakiegoś nowoczesnego tłumaczenia.
"I wtedy Dżizas zapodał tak: Prędzej wielbłąd popierniczy przez ucho od igły, niż nadziany dostanie się do Boogielandu."
A poza tym skąd wiesz, że to kwestia tłumaczenia, może znajdzie się jakiś apokryf traktujący o klamerkach. Watykan ma u siebie różne ciekawe skarby.

Usta wygina w półuśmiechu, a ja wpatruję się w nie jak zahipnotyzowana.
– Cóż, pomyślałem sobie, że powinienem przyjechać i przypomnieć ci, jak „miło” było mnie poznać.
O kuźwa.
Tak, o kuźwa, nie muszę już przypominać jaką książkę czytamy, prawda?

 Wpatruję się w niego zotwartymi ustami. Jego palce przesuwają się z ucha do brody.
– Co ty na to, panno Steele?
Jego spojrzenie wwierca się we mnie, rzucając mi wyzwanie. Usta ma rozchylone
W ten sposób oboje wyglądają jak dorodne glonojady.


  – czeka, gotowy do ataku.
Na glony, om nom nom.

W głębi mego brzucha wybucha niegasnące pożądanie.
Zgaga, a nie jakieś pożądania, wydziwia panienka.

Wykonuję ruch wyprzedzający
Ruch wyprzedzający to tak samo jak manewr wyprzedzający? Jeżeli tak, mam nadzieję, że użyła kierunkowskazu, bo w innym wypadku nie trudno o kolizję.
W rezultacie zderzyli się czołami i stracili przytomność. Koniec. 

i sama rzucam się na niego.
Z nożem w ręku! <epic plot twist>
Ze szpikulcem do lodu, jak w Nagim Instynkcie!

I nie mam pojęcia, jak do tego  dochodzi, ale sekundę później leżę na łóżku z rękami przygwożdżonymi nad głową. Wolną ręką Christian przytrzymuje mi twarz, a jego usta szukają moich.
Nie ma łatwo, najpierw trzeba wyruszyć na wyprawę w celu poszukiwania ust. 

Jego język wdziera się do środka, władczy i nieustępliwy, a ja upajam się jego siłą.
Poważnie, czy ona w ogóle przeczytała to co napisała? Bo to w żadnym stopniu nie jest erotyczne. 

Czuję go wzdłuż całego ciała.
Język? O boru, ktoś tu zaszalał z prochami.
No ja myślę, że to język...

Pragnie mnie, właśnie mnie. Nie Kate w skąpym bikini, nie jednej z piętnastu, nie występnej Mrs Robinson. Mnie.
I po był to ten cały martyrologiczny wywód o spoconym tyłku na początku rozdziału - wszak tylko Kopciuszek mógł mieć nadzieję na seks. 
Boru, ona ma takie kompleksy, że nie związek jest jej potrzebny, ale dobry psychiatra. 

Ten piękny mężczyzna pragnie mnie.
Może ma fetysz spoconego tyłka, twoja radość jest przedwczesna.
Fetysz nie fetysz, nieważne jaki jest, ważne, że ją chcę i ma zgrabną dupę. 

 Moja wewnętrzna bogini tak promienieje, że zdołałaby oświetlić całe Portland.
Czy twoja wewnętrzna bogini jest Polką, która wyjechała do Paryża na studia i została jedną z najbardziej znanych kobiet zajmując się pierwiastkami promieniotwórczymi? Bo jeżeli nie, to wydaje mi się, że mamy poważny problem z GMO. 

Christian przerywa pocałunek. Otwieram oczy i widzę, że wpatruje się we mnie.
Zdziwiłabym się, gdyby po pocałunku wpatrywał się w szafkę nocną. 
Może tak na prawdę to szafka go kręci, ale z braku możliwości musi się wyżyć na Anie?

– Ufasz mi? – pyta bez tchu.
Nie, ale to już zostało powiedziane.

Kiwam głową.
Ana jest pełna sprzeczności. 

Oczy mam szeroko otwarte, serce obija mi się o żebra, w uszach czuję dudnienie krwi.
Z kieszeni spodni wyjmuje srebrzystoszary jedwabny krawat... 
A z drugiej butelkę Perwollu.

TEN krawat,
OMG, TEN krawat! Ten, który rozkręci sprzedaż mało gustownych szarych krawatów na całym świecie!

który pozostawia na mojej skórze odbicie splotu.
Takie romantyczne. <3

Porusza się bardzo szybko [ten krawat], siadając na mnie okrakiem [no nieźle, jak na zwis męski ozdobny] i krępując nadgarstki, ale tym razem drugi koniec krawata przywiązuje do jednego ze szczebli w moim białym łóżku. Sprawdza, czy węzeł jest wystarczająco mocny. Nigdzie się nie wybieram. Jestem przywiązana, w sensie dosłownym, do łóżka,
Nie, tylko platonicznym. Nasza relacja wciąż się rozwija, bo ostatnio ucinam sobie popołudniowe drzemki, ale na razie wstrzymujemy się z wiecie czym. 

i niesamowicie mnie to podnieca.
Zsuwa się ze mnie i staje obok łóżka. Patrzy na mnie oczami pociemniałymi z pożądania.
Wiecie, ta cała akcja z ciemniejącymi oczyma niby sprawdzała się w Tłajlacie, gdzie miało to jakiś tam sens. Tutaj nie ma. Oczy nie ciemnieją, pogódźcie się z tym. 

W jego spojrzeniu triumf miesza się z uczuciem ulgi.
Na zderzaku samochodu ma kreski oznaczające ilość kobiet, które przywiązał krawatem do łóżka. 

– Tak lepiej – mruczy i uśmiecha się szelmowsko. Schyla się i zaczyna rozwiązywać sznurówkę jednego adidasa. O nie... nie... moje stopy. Nie. Niedawno biegałam.
"To z pewnością doda tej scenie pikanterii" pomyślała E. L. James nie zdając sobie sprawy z tego jak bardzo się myli. 
Nie pomyślała też o tym, że większość osób zdejmuje buty w domu, zwłaszcza te do biegania.

– Nie – protestuję, próbując go odepchnąć.
Skoro zostały jej tylko nogi, mogę sobie jedynie wyobrazić kopa w twarz.

Przerywa to, co robi.
A nie przerwał tego, czego nie robił.

– Jeśli będziesz się rzucać, nogi też ci skrępuję.
Bo w naszym związku najważniejsza jest dobrowolne poddanie się przyjemności. Czy jakoś tak. 

Jeśli zaczniesz głośno protestować, Anastasio, zaknebluję cię. Bądź cicho, Katherine nasłuchuje pewnie teraz pod drzwiami.
Tak, to właśnie TA głośna erotyczna powieść. 

Zaknebluje mnie! Kate! Nieruchomieję.
Kate cię zaknebluje? Umowa nie obejmowała trójkąta!

Zdejmuje mi buty i skarpetki, a potem sprawnie zsuwa ze mnie spodnie. Och – jaką założyłam dziś bieliznę? Unosi mnie, wyciąga spode mnie narzutę i kołdrę i kładzie z powrotem, tym razem na samym prześcieradle.
Seks na pościeli jest kategorycznie zabroniony w tym związku. Na pewno w kontrakcie jest na to specjalny przepis. 

– No dobrze. – Powoli oblizuje usta. – Przygryzasz wargę, Anastasio. Wiesz, jak to na mnie działa. – Ostrzegawczym gestem przesuwa palcem wskazującym po moich ustach.
O rany.  Ledwie jestem w stanie się opanować,  leżąc bezradnie i patrząc, jak Christian porusza się z gracją po moim pokoju.
Poszedł pooglądać sobie książki i pobawić się bibelotami.
Poruszanie się z gracją nasuwa mi na myśl Christiana trenującego balet na środku pokoju. 

To uderzający do głowy afrodyzjak.
Ooch, Tołstoj!...

Powoli, niemal leniwie, zdejmuje buty i skarpetki, rozpina spodnie i ściąga przez głowę koszulę.
Ale zdjął te spodnie czy nie? Czy liczy na to, że jak będzie szedł, same się zsuną do kostek i będzie mógł chodzić jak pingwin?

– Myślę, że za dużo widziałaś. – Chichocze przebiegle.
Jeszcze raz, ile egzemplarzy tego dzieua sprzedało się na całym świecie? Na ile języków to przetłumaczono? Kto będzie grał w filmie?

 Ponownie siada na mnie okrakiem, podciąga T-shirt, ale go ze mnie nie zdejmuje, czego się spodziewam, lecz zwija go aż do szyi, a potem zakłada mi na głowę, tak że on widzi moje usta i nos, ale oczy mam zasłonięte.
Próbuję sobie to wyobrazić i chyba nawet okładanie porem jest seksowniejsze.
To jest jasny przekaz, myślę, że nie myliłyśmy się za bardzo z tożsamością Any.


– Mhm – mruczy z zadowoleniem. – Robi się coraz przyjemniej.
Powiedział zasłaniając partnerce twarz. 

Idę po coś do picia.
Po czym wstał i poszedł, zostawiając mnie z przepoconym t-shirtem na oczach. Wówczas po raz pierwszy zaczęłam się zastanawiać, czy ta znajomość ma przyszłość.

Nachyla się nade mną, całuje czule, a potem wstaje z łóżka. Słyszę ciche skrzypnięcie otwieranych drzwi. Coś do picia. Gdzie? Tutaj? Do Portland? Do Seattle? 
Pojechał po colę do Kalifornii. Wróci za trzy dni. 

Wytężam słuch. Słyszę jakieś głosy i wiem, że rozmawia z Kate – o nie... jest praktycznie nagi.
Musi mieć naprawdę wysoką samoocenę, skoro rozmawia z nią, mając spodnie spuszczone do kostek.
Chwila, chwila. Po pierwsze Christian podobno zdjął koszulę. Po drugie podobno na klatce piersiowej ma blizny, których się wstydzi i nie chce ich nikomu pokazywać. Także, o ile nie mamy tu do czynienia z koszulocepcją, ktoś tu plącze się w zeznaniach. 

Co ona powie? Słyszę jakieś stuknięcie. Co to? Wraca, ponowne skrzypnięcie drzwi, odgłos kroków i stukających o szkło kostek lodu. Co to za drink? Christian zamyka drzwi i zdejmuje spodnie.
A wiem to, bo opanowałam bilokację i jednocześnie obserwuję go zza drzwi. Dzięki temu czytelnik wie dokładnie co się dzieje. 

Opadają na podłogę i wiem, że jest nagi.
Wie to, bo połączyła ich niesamowita więź, dzięki której oboje wiedzą dokładnie co ma na sobie druga osoba. 
Usłyszała, jak jego kuśka siecze powietrze.

Ponownie siada na mnie.
O ile Christian nie jest anorektykiem, wydaje mi się, że Anie może nie być za wygodnie.
  
– Chce ci się pić, Anastasio? – pyta lekko żartobliwie.
Haha, u so funny.
To stąd wiemy, że Christian ma niesamowite poczucie humoru. 

– Tak. – Dyszę, ponieważ nagle zaschło mi w gardle. Słyszę stukające o siebie kostki lodu, a potem on się pochyla i mnie całuje, wlewając do ust pyszny chłodny płyn. Białe wino. 
I subtelna nutka śliny. Pić sobie z dzióbków nabiera nowego znaczenia.

To takie niespodziewane, takie palące, mimo że zarówno płyn, jak i usta Christiana są chłodne.
To takie... ble. 

– Jeszcze? – pyta szeptem.
Kiwam głową. Wino smakuje niebiańsko, ponieważ wcześniej było w jego ustach.
Od tej pory to nie Christian, tylko Chrystus. Bo jak inaczej wyjaśnicie to zjawisko? 

 Po chwili do moich wlewają się kolejne krople... o matko.
– Tylko się nie zapędźmy. Wiemy, że masz bardzo słabą głowę, Anastasio.
Człowieku, do kogo ta mowa, ta dziewczyna w książce nie pije niczego innego jak alkohol. Tutaj nie ma sceny, w której Ana nie żłopie wińska. 

Nie mogę się powstrzymać. Uśmiecham się szeroko, a on nachyla się i częstuje kolejnym łykiem. Zmienia pozycję i leży teraz obok mnie, napierając nabrzmiałym członkiem na moje biodro. Och, tak bardzo pragnę poczuć go w sobie.
A ja teraz myślę o Kate za ścianą i zastanawiam się, co ona teraz może sobie robić, gdy kuśka Christiana napiera Anie na biodro.

– Czy tak jest „miło”? – pyta. Słyszę w jego głosie nutkę groźby.
Zdrowe związki są najlepsze!

Sztywnieję. 
Najwyraźniej nie tylko ty...

Ponownie nachyla się nade mną, całuje i razem z winem wpuszcza do ust kawałek lodu.
Krztuszę się nim, nie mogę oddychać. Słyszę śmiech Christiana, kiedy wychodzi z pokoju. Dźwięki cichną.
KONIEC.

 Powoli, niespiesznie obsypuje chłodnymi pocałunkami moją szyję, schodząc wdół do piersi, a stamtąd do brzucha. Do pępka wrzuca kostkę lodu w towarzystwie schłodzonego wina. Robi mi się gorąco w podbrzuszu. O rany!
Dobra, co kto lubi, ale nawet w Dziewięć i pół tygodnia Mickey Rourke nie wpychał Kim tej kostki lodu do pępka...

– A teraz leż nieruchomo – szepcze. – Jeśli się ruszysz, Anastasio, wylejesz wino na łóżko.
Odruchowo wyginam biodra.
– O nie. Jeśli rozlejesz wino, ukarzę cię, panno Steele.
W tej książce nie można marnować ani kropli alkoholu.

Jęczę i rozpaczliwie walczę z pragnieniem uniesienia bioder. O nie... błagam.
Jednym palcem odciąga po kolei miseczki stanika, uwalniając moje piersi. Chłodnymi ustami całuje najpierw jeden sutek, potem drugi. Walczę ze swym ciałem, które próbuje wygiąć się w łuk.
– A to jest „miłe”? – pyta, dmuchając na jeden sutek. Słyszę kolejne stuknięcie kostek lodu, a potem czuję go wokół prawego sutka, gdy tymczasem lewy pozostaje w jego ustach.
Zaraz, to co się dzieje z prawym, bo nie ogarniam?
W sensie, że smaruje jej sutek lodem?

Jęczę, z całych sił starając się nie ruszać. To słodka, przejmująca tortura.
Oraz inne kiepskie, nadmiernie dramatyczne teksty.

– Jeśli rozlejesz wino, nie pozwolę ci dojść.
Jeszcze jeden taki tekst i ja nie dojdę do toalety.

– Och... proszę... Christianie... proszę pana... błagam.
Doprowadza mnie do szaleństwa. Słyszę, jak się uśmiecha.
Oficjalnie odpadłam, jego wargi same w sobie wydają dźwięki...
On ją doprowadza do szaleństwa tym lodem? Boru, co z tą książką jest nie tak?

Lód w moim pępku topi się. Jestem gorąca – gorąca, mokra i spragniona.
Jedno jest niepodobne do reszty...

Pragnę go w sobie, natychmiast.
Ten lód? Bo ktoś tu chyba zapomniał o podmiocie.
Jak tak, to polecam ten wibrator inspirowany Edziem Cullenem, podobno imituje jego lodowatą skórę. 

Chłodnymi palcami gładzi leniwie mój brzuch. Skórę mam tak wrażliwą, że automatycznie unoszę biodra i ogrzany płyn wycieka z pępka na brzuch. Christian szybko zaczyna go zlizywać, całując mnie, lekko podgryzając, ssąc.
– Och, Anastasio, poruszyłaś się. I co ja mam teraz zrobić?
- I nie będzie orgazma, niah niah!

Głośno dyszę. Koncentruję się jedynie na jego głosie i dotyku. Cała reszta jest nierzeczywista.
Jaka reszta? Masz zasłonięte oczy, więc nie ma reszty. 

Nic innego się nie liczy, nic innego nie jestem w stanie rejestrować.
Niczego innego nie możesz zarejestrować, bo masz na twarzy swoją śmierdzącą koszulkę. 

Jego palce wślizgują się pod materiał majtek. Słyszę, jak wciąga powietrze.
Najwidoczniej nie tego się spodziewał. 

– Och, mała – mruczy i wsuwa we mnie dwa palce.
Tak, powieść erotyczna, nie mylicie się. 

Wydaję głośny jęk.
– Tak szybko na mnie gotowa – mówi.
Bestseller. Ekranizacja w trakcie produkcji. 



<aż się prosiło o naszego ulubionego brudasa, zwłaszcza, że zrezygnował z głównej roli>

 Drażniąco powoli porusza palcami, wsuwa i wysuwa, a ja napieram na niego, unosząc biodra.
– Zachłanna z ciebie dziewczyna – beszta mnie łagodnie.
Gdzie tu jest jakikolwiek element besztania?
Zachłanność jest zła, przez nią można spłonąć w piekle!

Jego kciuk zatacza kółka wokół łechtaczki, by po chwili dotrzeć na miejsce.
Palce dotarły na miejsce i powoli zaczęły się rozpakowywać, ciesząc się, że zamieszkają w tak uroczej okolicy.
<ding dong> Następna stacja: Ratusz Arsenau.

Jęczę, wyginając ciało pod jego wprawnymi palcami. Christian wyciąga rękę i ściąga mi T-shirt przez głowę, abym mogła go widzieć. Mrugam w bladym świetle lampki. Tak bardzo pragnę go dotknąć.
– Chcę cię dotknąć – dyszę.
– Wiem – mruczy. Nachyla się i całuje mnie, a jego palce dalej poruszają się rytmicznie wewnątrz mnie, kciuk masuje i uciska.
Drugą dłoń zanurza w mych włosach i unieruchamia głowę. Jego język naśladuje ruchy palców.
Kręci jej językiem w uchu?
Fuj, to najbardziej irytująca rzecz na świecie.

Nogi zaczynają mi sztywnieć, gdy napieram na jego dłoń. Christian cofa rękę, cofając mnie znad krawędzi przepaści.
Jakie to poetyckie, bardziej niż sam Mickiewicz na Judahu skale.

Robi to jeszcze raz, i jeszcze.
I jeszcze raz, i jeszcze raz, i jeszcze raz. 
Wypijmy za błęęęędy...

To takie frustrujące... Och, błagam, Christianie – wołam w myślach.
– To twoja kara, tak blisko, a jednocześnie tak daleko. Czy to jest „miłe”? – szepcze mi do ucha.
Boru, jeżeli on jej to robi za napisanie głupiego maila to co będzie, jak w końcu ze sobą zerwą? Bo wiemy, że to się stanie. Przeczytaliśmy Zmierzch. 

Jęczę cichutko, wyczerpana tą słodką torturą. Jestem bezsilna, uwięziona w erotycznych męczarniach.
– Proszę – jęczę i w końcu robi mu się mnie żal.
Zdrowy związek, odsłona kolejna.

– Jak mam cię przelecieć, Anastasio? Och... ciało zaczyna mi drżeć. Christian nieruchomieje. 
– Proszę. 
– Czego pragniesz, Anastasio? 
– Ciebie... teraz!
– Mam cię przelecieć tak, a może tak, a może tak? Wybór jest nieograniczony – dyszy mi do ust.
 Srak - odparłam wkurzona.

Cofa rękę i sięga na stolik po foliową paczuszkę.
Sakramentalna foliowa paczuszka, yay!

Klęka między moimi nogami i bardzo powoli ściąga mi majteczki, wpatrując się we mnie płonącym wzrokiem.
Już kiedyś o tym mówiłyśmy: majteczki! Bo nic nie psuje zabawy bardziej niż myśl, że bohaterka ma dwanaście lat.

 Zakłada prezerwatywę. Patrzę jak urzeczona.
Nietrudno ją czymś zająć. 

 – A to jest „miłe”? – pyta, stymulując się.
Ciekawy dobór słów jak na... powieść erotyczną!
Co w sumie z tą założoną już gumką nie jest zbyt mądre.

– To miał być żart – szepczę. Proszę, przeleć mnie, Christianie.
Unosi brwi, przesuwając dłonią w górę i w dół swej imponującej męskości.
Brwi dostroił do rytmu marszczenia freda, wyglądało to całkiem ciekawie.
To taka sztuczka, na imprezie raczej jej nie pokażesz, ale mimo wszystko, robi wrażenie.

– Żart? – Głos ma niebezpiecznie łagodny. 
– Tak. Błagam, Christianie. 
– Śmiejesz się teraz? 
– Nie – miauczę.
Żarty się kończą w momencie, kiedy jesteś związana, a nad tobą klęczy facet trzymający w ręku kuśkę. (Swoją, że by nie było.)
A ty miauczysz...

Jestem kłębkiem seksualnego napięcia i pragnienia. Przez chwilę przygląda mi się, badając siłę mojego pragnienia,
Miał do tego jakąś aparaturę?

następnie chwyta mnie i szybko obraca na brzuch. Bierze mnie tym z zaskoczenia, gdyż ręce mam związane i muszę się wesprzeć na łokciach. Popycha mi kolana do góry, tak że pupę mam teraz w powietrzu, i daje mocnego klapsa. Nim zdążę zareagować, wchodzi  we mnie. Wydaję okrzyk  – wywołany klapsem i jego nagłym wejściem,
Kate za ścianą nie wytrzymała i zaczęła się śmiać w poduszkę.

i natychmiast dochodzę, jeszcze i jeszcze, rozpadając się pod nim na kawałki,
Przyznajcie się, czekaliście na ten kiepski tekst, który będzie nadużywany w tej książce, aż wszyscy się porzygamy.

gdy tymczasem on dalej rozkosznie wbija się we mnie. Nie przestaje. Już po mnie. Nie dam rady... a on wchodzi we mnie i wchodzi... i wtedy znowu to się zaczyna... chyba nie... nie...
...nie trafił...

– No dalej, Anastasio, jeszcze raz – warczy przez zaciśnięte zęby i to niewiarygodne, ale moje ciało reaguje na to polecenie,
To rzeczywiście niewiarygodne, a wręcz nieprawdopodobne. 

 zaciskając się wokół niego, gdy od nowa szczytuję, wołając jego imię. Znowu rozpadam się na maleńkie kawałki, a Christian nieruchomieje, w końcu odpuszczając, w milczeniu przeżywając rozkosz. Pada na mnie, ciężko dysząc.
Jak na faceta z takim doświadczeniem to niewiele czasu mu trzeba. 

– A to było „miłe”? – pyta przez zaciśnięte zęby. O rety.
Boru, czy ten facet nie przestanie? To zaczyna być nudne. 

Dyszę wykończona i z zamkniętymi oczami,
Ona jest nie tylko wykończona, ale również z zamkniętymi oczyma. 

gdy tymczasem on powoli zsuwa się ze mnie. Wstaje i od razu się ubiera.
– No to na razie mała, pieniądze są na stoliku. Zadzwonię później  mówi i wychodzi trzaskając drzwiami. 

A potem wraca na łóżko, delikatnie rozwiązuje krawat i ściąga mój T-shirt. Rozcieram nadgarstki, uśmiechając się na widok odciśniętego na nich splotu. Poprawiam stanik, gdy Christian naciąga na mnie kołdrę i narzutę. Wpatruję się w niego w oszołomieniu, a on uśmiecha się z wyższością.
– To było naprawdę miłe – szepczę, uśmiechając się z fałszywą skromnością.
Skąd tu skromność z jej strony, bo nijak nie rozumiem?

– No i znowu używasz tego słowa.
– Nie lubisz go?
– Nie. W ogóle mi ono nie odpowiada.
W sumie się nie dziwię. Słowo "miłe" w odniesieniu do seksu nie jest najbardziej trafione. Szczególnie, kiedy ma się do czynienia z facetem o kompleksach większych niż jego konto bankowe. 

– Och, sama nie wiem... Wygląda na to, że ma na ciebie dobroczynny wpływ.
– Dobroczynny wpływ, tak? Dlaczego tak bardzo ranisz moje ego, panno Steele?
Ale tak na poważnie, to facet chyba niektóre rzeczy bierze sobie za bardzo do serca. 

– Uważam, że twoje ego ma się całkiem dobrze.
Gdyby jego ego można było przedstawić w formie graficznej prawdopodobnie miałoby kilkadziesiąt metrów wzrostu, napędzane byłoby reaktorem atomowym i miałoby wyrzutnie rakiet. 
Czyli prezentowałoby się mniej więcej tak:



 – Ale nawet gdy wypowiadam te słowa, nie jestem do nich przekonana. Coś nieuchwytnego przebiega mi przez głowę, jakaś przelotna myśl, ale ucieka, nim udaje mi się ją rozpoznać.
 Tak, to jedno z tych zdań, które nie mają większego sensu.

– Tak myślisz? – Głos ma miękki. Leży obok mnie ubrany, z głową wspartą na łokciu, a ja mam na sobie jedynie stanik.
– Dlaczego nie lubisz, gdy cię ktoś dotyka?
– Nie lubię i już. – Przechyla się i całuje w czoło.
Grunt to dobrane i wyczerpujące argumenty.

 – Więc ten twój mejl był tylko żartem, tak?
Uśmiecham się ze skruchą i wzruszam ramionami.
– Rozumiem. A więc bierzesz pod uwagę moją propozycję?
– Twoją niemoralną propozycję...  Owszem. Chcę jednak omówić kilka kwestii.
Uśmiecha się do mnie, jakby z ulgą.
– Rozczarowałbym się, gdyby było inaczej.
– Zamierzałam wysłać ci to w mejlu, ale można powiedzieć, że mi przerwałeś.
– Stosunek przerywany.
Boru, tak sucho, że zabrakło wody w całej okolicy. 

– Widzisz, wiedziałam, że gdzieś tam skrywa się w tobie poczucie humoru – uśmiecham się.
I zniknęłam gdzieś przywalona tym betonem. 
Gdzieś tam pięćdziesiąt metrów pod ziemią pod metalową kopułą, broniony przez cały silos rakiet typu ziemia- powietrze. 

– Nie wszystko jest zabawne, Anastasio. Sądziłem, że mówisz „nie”, że nie będzie żadnej dyskusji.
– Tego jeszcze nie wiem. Nie podjęłam decyzji. Będziesz zakładał mi obrożę?
Czy istotą tego rozdziału nie było przypadkiem to, że to Ana miała dyktować warunki co do tej umowy?


Unosi brwi.
Czy pamiętając ostatnią sztuczkę, drugi element też się uniósł?

– Widzę, że się przygotowałaś.
Przygotowałaś? Obroża to jedno z najprostszych skojarzeń z sado-maso. Nie musiała siedzieć pół dnia nad książkami, żeby rzucić tym tekstem. 

 Nie wiem, Anastasio. Jeszcze nigdy tego nie robiłem.
Och, powinno mnie to dziwić? Tak mało wiem na ten temat...
– A tobie ktoś ją zakładał? – pytam szeptem. 
– Tak. 
 Ja też mogę ci ją założyć?

– Pani Robinson?
– Pani Robinson! – Śmieje się głośno i wygląda przy tym tak młodo i beztrosko, że jego śmiech robi się zaraźliwy. – Powiem jej, że tak ją nazwałaś; będzie zachwycona.
Chłopie, właśnie się przyznałeś, że dałeś sobie założyć obrożę, nie widzę w tej sytuacji nic zabawnego...
Może przegrał zakład na studiach?

– Nadal regularnie się kontaktujecie? – Jestem zaszokowana i nie potrafię tego ukryć.
Tym, że ktoś założył temu facetowi obrożę, czy tym, że była to dziesięć lat od niego starsza kobieta, z którą stracił dziewictwo w wieku lat piętnastu?

– Tak. – Poważnieje.
Och... gdzieś w głębi duszy czuję chorobliwą zazdrość – jestem poruszona głębią tego uczucia.
Iiiiii powrót kompleksów.

– Rozumiem. – Głos mam zduszony. – Jest więc ktoś, z kim omawiasz swoje niekonwencjonalne życie, ale nie ze mną.
 No wiesz, jakoś przesadnie długo się nie znamy.

Marszczy brwi.
I jedziemy w dół...

– Ja tak tego nie postrzegam. Pani Robinson stanowiła część tego życia. Mówiłem ci, teraz się przyjaźnimy. Gdybyś chciała, mogę cię przedstawić którejś z moich dawnych uległych. Mogłabyś z nią porozmawiać.
Mogłybyście sobie razem pójść na zakupy i do kosmetyczki, a ona opowiedziałaby ci, jak zwinnie używam pejcza.

Że co? Czy on celowo próbuje mnie zdenerwować? 
– Tobie wydaje się to zabawne? 
Już ustaliliśmy że gość nie ma najlepszego poczucia humoru. 

– Nie, Anastasio. – Zdeprymowany potrząsa głową. 
– Nie, sama się tym zajmę, wielkie dzięki – warczę, podciągając kołdrę pod brodę. Patrzy na mnie zaskoczony.
– Anastasio, ja... – Brak mu słów. Pierwszy taki przypadek. 
I na dodatek nie jesteśmy w stanie stwierdzić dokładnie dlaczego, bo ta rozmowa tak jakby nie ma większego sensu. 

– Nie miałem zamiaru cię obrazić.
– Nie jestem obrażona, ale zbulwersowana.
– Zbulwersowana?
– Nie mam ochoty rozmawiać z żadną z twoich byłych dziewczyn... niewolnic... uległych... jak tam je nazywasz.
A masz pretensje do niego, że po twoim durnym mejlu się osobiście pofatygował... 
Są dla siebie stworzeni. 

– Anastasio Steele, czy ty jesteś zazdrosna? 
Robię się purpurowa na twarzy. 
– Zostaniesz na noc?
– Chcesz ciastko?
Skaczą po tematach jak mucha po serze.

– Rano mam spotkanie w Heathmanie. Poza tym mówiłem, że nie sypiam z dziewczynami, niewolnicami, uległymi ani z nikim. Ostatni weekend stanowił wyjątek. To się więcej nie powtórzy. – W jego niskim, chrypliwym głosie słyszę zdecydowanie.
Prawo opkowe numer 3: im bardziej na zdecydowanego chce wyglądać Truloff i im bardziej radykalne postanowienie ogłasza, w niedalekiej przyszłości zrobi dokładnie coś odwrotnego, jeszcze z przewróceniem się na plecki, by być pogłaskanym po brzuszku.

Wydymam usta.
– Cóż, ja jestem zmęczona.
– Wyrzucasz mnie?  –  Unosi brwi,  rozbawiony i lekko skonsternowany.
 A co ty myślałeś, skoro humpanie już było, że będę cię rozmową zabawiać?
Przed chwilą powiedział, że nie śpi z kobietami, więc niech się nie dziwi. 

– Tak.
– No to mamy kolejny pierwszy raz. – Mierzy mnie uważnym spojrzeniem. – A więc teraz nie chcesz porozmawiać? O tej umowie?
– Nie – odpowiadam z rozdrażnieniem.
– Boże, chętnie spuściłbym ci porządne lanie. Poczułabyś się znacznie lepiej, no i ja także.
Mocne ręce, które leczą. 

– Nie wolno ci tak mówić... Jeszcze niczego nie podpisałam.
– Można sobie pomarzyć, no nie, Anastasio? – Nachyla się nade mną i bierze pod brodę. – Środa? – mruczy, a potem całuje mnie lekko w usta.
Czy ktoś liczy ile razy oni coś do siebie mruczą? Gdzieś miałam notatki z tego, ale chyba mi zginęły. 

– Środa – potwierdzam. – Odprowadzę cię. Potrzebuję chwili, okej? – Siadam i sięgam po T-shirt. Christian niechętnie wstaje z łóżka. – Podaj mi, proszę, spodnie.
Podnosi je z podłogi i podaje.
–Tak jest, psze pani. – Bez powodzenia próbuje ukryć uśmiech.
Tak, to są jedyne wątki humorystyczne, które tutaj znajdziecie. 

Wciągając spodnie dresowe, mrużę oczy.
A majtki to gdzie?

Włosy mam w nieładzie i wiem, że po jego wyjściu będę musiała stawić czoło Inkwizycji Katherine Kavanagh.
Dlaczego wszystkie te bohaterki na myśl o swoich przyjaciółkach dostają jakiegoś napadu lękowego?

 Podnoszę gumkę do włosów, podchodzę do drzwi, otwieram je i wyglądam. Kate nie ma w salonie. Chyba rozmawia u siebie przez telefon.
Opowiada wszystkim, tak to goły Christian G. przemaszerował przez jej przedpokój.
Relacja na żywo na Twitterze. Tumblr ma już odpowiednie gify, na Facebooku powstał fanpejdż.

Za mną wychodzi Christian. Podczas tej krótkiej trasy od sypialni do drzwi wejściowych moje myśli i uczucia ulegają transformacji. Nie jestem już na niego zła i nagle robię się nieznośnie nieśmiała. Nie chcę, aby wychodził. Po raz pierwszy żałuję, że nie jest „normalny” – pragnę normalnego związku, niewymagającego dziesięciostronicowej umowy, pejcza i karabińczyków pod sufitem pokoju zabaw.
Zapamiętajcie te słowa, bo jeszcze kilka razy się zmienią. 

Otwieram mu drzwi i wbijam wzrok w dłonie. Po raz pierwszy uprawiałam seks na własnym terenie, w dodatku nie byle jaki seks. Ale teraz czuję się jak pojemnik – puste naczynie, które on napełnia, jeśli ma taki kaprys.
Nie dramatyzuj, przecież miał kondom.

Moja podświadomość kręci głową. „Miałaś ochotę biec do Heathmana po seks – otrzymałaś go przesyłką kurierską”.
No mówiłam, więcej głupich maili!

Krzyżuje ręce na piersi i stuka z rozdrażnieniem stopą. Christian staje w drzwiach, ujmuje moją brodę i zmusza, abym na niego spojrzała. Marszczy czoło.
– Wszystko dobrze? – pyta czule, przesuwając delikatnie kciukiem po mojej wardze.
– Tak – odpowiadam, choć wcale nie mam takiej pewności.
To fajnie, że jesteście wobec siebie szczerzy i takie tam...

 Wiem, że jeśli wejdę w ten układ, będę cierpieć. Christian nie potrafi ani nie chce zaoferować mi więcej... a ja pragnę więcej. Znacznie więcej. Ukłucie zazdrości, które czułam zaledwie parę chwil temu, mówi mi, że żywię do niego większe uczucie, niż jestem to skłonna przyznać.
 Boru, oni znają się dopiero od kilku dni a ona już jest w stanie wplątać się w ten cały kontrakt, tylko po to, żeby z nim być. 

– Środa – potwierdza, a potem nachyla się i całuje mnie delikatnie. Coś się zmienia; jego usta stają się coraz bardziej niecierpliwe, dłoń przesuwa się z brody na bok głowy, drugi bok trzyma druga. Oddech mu przyspiesza. Pogłębia pocałunek, wtapiając się we mnie.
I stopieni stają się wielkim, pożądliwym glutem rodem z opowiadania Lovecrafta.

Kładę mu ręce na ramionach. Mam ochotę przeczesać palcami jego włosy, ale wiem, że jemu by się to nie spodobało. Opiera się czołem o moje czoło. Oczy ma zamknięte, głos pełen napięcia.
– Anastasio – szepcze. – Co ty mi robisz?
– O to samo mogłabym spytać ciebie – odszeptuję.
Bierze głęboki oddech, całuje mnie w czoło i odchodzi. Zdecydowanym krokiem idzie w stronę zaparkowanego przed domem samochodu i przeczesuje dłonią włosy.
A jej nie dał, cham jeden.

Otwierając drzwi, podnosi wzrok i uśmiecha się zniewalająco. Uśmiech, który posyłam mu w odpowiedzi, jest blady i po raz kolejny przypomina mi się Ikar szybujący zbyt blisko słońca. Zamykam drzwi, gdy wsiada do samochodu. 
Ikar przynajmniej nie jojczał cały czas, kiedy klecił te skrzydła, więc przestań z tym porównaniem. 

9 komentarzy:

  1. O,wróciłyście do Greya,ale fajnie! Fajna analiza.No,uroczy utwór po prostu...
    "I wtedy Dżizas zapodał tak: Prędzej wielbłąd popierniczy ..
    To taka sztuczka, na imprezie raczej jej nie pokażesz, ale mimo wszystko, robi wrażenie -świetne!

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. "Może ma fetysz spoconego tyłka, twoja radość jest przedwczesna." - to było tak w tekście, czy to słowa Żabencji? Bo jest białe i się pogubiłam :(
    "Nie pomyślała też o tym, że większość osób zdejmuje buty w domu, zwłaszcza te do biegania." - To samo pomyślałam. Jak można łazić po domu w butach? To nie M jak miłość. I już pozostawiając kwestię brudzącej się podłogi, przecież to niewygodne! Stopy jej się odparzą!
    "Poruszanie się z gracją nasuwa mi na myśl Christiana trenującego balet na środku pokoju." - te same odczucia i u mnie ;)
    "Powiedział zasłaniając partnerce twarz. " - :D
    "Musi mieć naprawdę wysoką samoocenę, skoro rozmawia z nią, mając spodnie spuszczone do kostek." - i tu znów konfuzja, tak było w oryginale? Bo jest na biało... Jeśli tak, to chciałam powiedzieć: to rzeczywiście chciał pochodzić jak pingwin! Ale potem pomyślałam, że to już zbytni absurd jak na tę książkę i stąd konfuzja. :)
    "To takie... ble. " - e tam, wcale nie. wiele razy tak piłam z byłym chłopakiem piwo, całkiem fajnie :D
    "– Jak mam cię przelecieć, Anastasio? Och... ciało zaczyna mi drżeć. Christian nieruchomieje. " - wyobraźcie sobie, że to wszystko zostało wypowiedziane przez Christiana :D

    I ogólnie super analiza, nieźle się uśmiałam, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fetysz i pingwin to moje, urwało mi od zielonego. Dzięki za dostrzeżenie!

      Usuń
  3. Pingwin :D
    Nie dość, że Grey pomyka po domu Any pingwinim chodem, to jeszcze przejął pingwinie nawyki żywieniowe. Pingwiny karmią swoje pisklęta poprzez zwracanie na wpół strawionego pokarmu prosto w dzioby młodych. To najobrzydliwsza i najbardziej nieromantyczna z rzeczy, które miały być romantyczne, o jakich czytałam.
    Tak bardzo chore...

    OdpowiedzUsuń
  4. Wiecie, co do tego okładania porem po tyłku, zdania są podzielone - w "Allo Allo" była to ulubiona rozrywka erotyczna w pewnych kręgach (no dobrze, to był seler, ale naciowy). :-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteście genialne, uwielbiam was <3 Przy niektórych komentarzach wybuchałam jakimś dziwnym śmiechem, najbardziej chyba przy: "– Srak - odparłam wkurzona."

    OdpowiedzUsuń
  6. Swietne :) Najbardziej podobal mi sie fragment:

    - "I sama rzucam sie na niego.
    - Z nozem w reku!
    - Ze szpikulcem do lodu!"

    Tutaj mam wrazenie, ze nawiazalyscie w pewien sposob do trylogii "1Q84" Harukiego Murakamiego, ktora moim zdaniem jest swietna. W sumie czesto sie zastanawiam, co by bylo, jakby glowna bohaterka tej trylogii miala spotkac Greya i na pewno bez szpikulca by sie nie obylo :p

    OdpowiedzUsuń
  7. "Ana potrzebowała informatyka, który go dla niego włączył." - dla niej;
    " Powiedz mu, żeby podwiązał sobie jajowody" - nasieniowody;
    "nie ważne jaki jest" - nieważne;
    "wewnętrzna bogini jest polką" - Polką;
    "tak na prawdę to szafka" - naprawdę;
    Tyle, dalej mi się już nie chce. Sprawdzajcie przed publikacją, bo poza tym analiza jest piękna, cudna i miodna i szkoda dostarczać żeru hejterom.

    Przy programowaniu Greya za pomocą "ecie pecie" i glonojadach kwiknęłam jak dorodny prosiaczek.:D

    OdpowiedzUsuń
  8. "chyba nie... nie...
    ...nie trafił..."
    Hahahahahah.
    ANALIZA WSPANIAŁA !
    Analiza - ANAliza - Ana...lizała - ANALiza.

    OdpowiedzUsuń