wtorek, 5 listopada 2013

Jesień z Anielicą, cz. 11 - I znów kłody pod nogami, czyli obleśne pośladki na niedźwiedziej skórze

Hej!
Miętoszące nas ostatnio życie nieco nam przeszkadza w regularnym analizowaniu, ale wiedzcie, że myślimy o Was, o blogaskach i paru nieco strasznych słowach kluczowych, które widnieją w statystykach bloga (poważnie, internet to zupełnie osobny wszechświat). Dzisiaj powracamy do naszej starej znajomej Wiktorii - tak, wracamy do analizowania Anielicy. W ramach jakiegoś ogarnięcia tego dzieua będziemy od teraz wybierać co durniejsze rozdziały,bo, uwierzcie, ciurkiem się nie da, klawiatury zamokłyby nam od łez bólu. A trzeba zmasakrować tę książkę, zanim ona doszczętnie zmasakruje nas - co w sumie nieźle jej się udaje i to też było przyczyną opóźnienia ('Bożeeee, nieeee').
A poza tym - bardzo, bardzo dziękujemy za 100 polubień na fejsbukaczu! Na tę okoliczność przygotujemy następnym razem zacny bonus, a tymczasem... indżojcie!

Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja

Wiki udało się olać Beletha, by spotkać się z rodzicami sam na sam. Rodzice, jak się okazuje, są nieźle zorientowani w życiu swojej córki, bo od czasu do czasu podglądają ją przez magiczne okno, co wywołuje u niej przerażenie - wszak okazjonalnie było widać, jak humpała się z Piotrusiem, ale tego akurat  nie widzieli. Państwo rodzice ponadto są nieźle skonsternowani, że ich progenitura szlaja się z diabłami. Tymczasem pojawia się Moroni, którym pani mama jest zachwycona i która bez oporów wypuszcza córkę na randkę z aniołem. Anioł czegoś od niej chce, marudzi o jakichś kluczach, zdobyciu świata i w to marudzenie wplata też ostentacyjne pragnienie uczynienia z Wiki swojej partnerki (rz)życiowej. Beleth i Azazel tym razem nie przejmują i cała trójka idzie zgodnie na imprezę, gdzie diabły przedstawiają się jako Bartek i Arek. Między wierszami nic nie wnoszącej rozmowy z Piotrusiem Wiki stwierdza, że przynajmniej nic jej do tego związku już nie zmusza (!) i w ogóle to było szczeniackie uczucie. 
Jeżeli wyjęliście scyzoryk albo cegłówkę, jeszcze ich nie używajcie, przydadzą się na potem.

Rozdział 20
Jeszcze długo rozmawiałyśmy na imprezie. O Piotrku, Bartku, nowej miłości Zuzy, czyli Arku. Nie zawiodłam się na niej. Zawsze miała dość specyficzny, przeważnie chybiony, gust, jeśli chodziło o dobór mężczyzn.
EHEHE. HE.

 

By zapobiec kolejnej katastrofie, wyjaśniłam jej, że Arek jednak nie jest do wzięcia, ponieważ jest gejem. Stara się tylko sprawiać wrażenie hetero, żeby nie zostać wyśmianym i napiętnowanym.
Bo młodzi ludzie w XXI wieku wciąż uważają, że geje to ci, co noszą damskie sukienki i ranią tym Jezusa.
Nie wiem jak ty, ale na każdą imprezę ja biorę żelazo do piętnowania. Tak na zaś, jakby się jakiś gej pokazał.
Ale tylko w soboty, piątki mam zarezerwowane na palenie czarownic. Niedziela to dzień krucjat, więc zabieram dzieciaki z podwórka i idziemy się naparzać z kibolami z bloku naprzeciwko.

Od razu jej przeszło.
Znowu miałam spędzić noc w rezydencji Beletha.
Straszne, jak to dobrze, że jesteś tak niezależna i bez problemu możesz spać gdziekolwiek, jeżeli tak Ci źle u Beletha.

Diabeł, wyraźnie zdołowany moimi dobrymi stosunkami z Piotrusiem, starał się zrobić wszystko, byle mnie tylko uwieść.
 Ma tysiące lat, jest potężnym demonem. Zazdrosny o to, że dziewczyna rozmawia ze swoim byłym.
 Oba zdania idealne jako opisy do Trudnych Spraw.

Gdy lekko zawiani wróciliśmy do jego posiadłości, Beleth stwierdził, że powinniśmy zdecydowanie zjeść jeszcze kolację.
Tak, pijani ludzie po przyjściu do domu myślą tylko o "kolacji". Dwa dania i wino to minimum.

W końcu nie można kłaść się o pustym żołądku. Inaczej alkohol mógłby nam zaszkodzić.
Zjedzenie masy żarcia po piciu z pewnością wyjdzie wam na dobre.
Nie rozumiesz, jeśli czegoś nie zjedzą, mogą UMRZYĆ!

Nie wiem, czemu na to przystałam.
Bo nie jesteś w stanie sprzeciwić się czemukolwiek co powie ktokolwiek kto jest wyższy od ciebie.
Czy w tym byciu wyższym zawiera się też długość penisa?

 Chyba tylko i wyłącznie z ciekawości, co on tym razem wymyśli.
No chyba tylko dlatego, bo gdybyś naprawdę uznała, że alkohol zaszkodzi twojej nieśmiertelnej powłoce, zwątpiłabym nawet w to IQ kukurydzy, które tak wszyscy wychwalają. 

Diabeł na tę okazję wybrał dużą jadalnię stylizowaną na zamkową komnatę. Duży stół, przeznaczony raczej do biesiad niż skromnej kolacji we dwoje, wyglądał przeraźliwie pusto. Przykryty burgundowym obrusem
haftowanym w białe róże pasował do ozdobnych kilimów przedstawiających barwnych rycerzy zabijających smoki.
O kiedy to:
jest tym samym, co to?


Dookoła głów smoków były wyszyte strugi krwi. Przeurocze.
Aż zrobiłam się głodna.

Z sufitu zwieszał się okazały żyrandol z kilkudziesięcioma zapalonymi świecami, z których skapywał gorący wosk.
Mniam mniam...
Mam nieodparte wrażenie, że nasi przodkowie jakoś zatrybili, że trzeba coś wymyślić, by ten wosk na łby podczas biesiady nie kapał.

 To było romantyczne, ale i strasznie niepraktyczne. Już się obrus zniszczył. Diabeł odsunął mi krzesło i posadził u szczytu stołu. Sam zajął miejsce po mojej prawicy. Klasnął w dłonie i na pustym stole pojawiła się zastawa i piękne dania.
Ej oni podobno się troszku spili. Gdyby ta scena miała cokolwiek wspólnego z realizmem na tym stole pojawiłyby się syfne kebaby z centralnego.

- Chyba nie sądzisz, że tyle zjem? - zaśmiałam się.
Ha ha ha, you so funny.

Na środku leżało ogromne prosię z jabłkiem w pysku. Tak się na nie zagapiłam, że nie usłyszałam, co mi odpowiedział.
Bohaterka totalnie nie ma podzielności uwagi, albo jej organizm ogranicza się do przyjmowania jedynie jednego bodźca w danej chwili. Gdyby zaczęła go słuchać prawdopodobnie przestałaby chwilowo cokolwiek widzieć. 
Po raz kolejny ukonstytuowałaś nowe blogaskowe prawo: 
"W przypadku podjęcia przez główną heroinę czynności B poprzedzoną czynnością A, zmysły odpowiedzialne za odbieranie bodźców towarzyszących czynności A ulegają natychmiastowemu wyłączeniu."

- Przepraszam, możesz powtórzyć? - skupiłam uwagę na moim towarzyszu.
- Powiedziałem, że nieważne, ile zjesz, wiem, ile ja zjem. Zamierzam zjeść dzisiaj ciebie - uśmiechał się kusząco.
A ja już dzisiaj nic nie zjem, bo mi się cofnęło. Wielkie dzięki.
To się nadaje na jakąś stronę z kiepskimi tekstami na podryw. Bije na głowę wszystko, co do tej pory słyszałam. 

- No, no! Zły wilku. Nieładnie - zakpiłam.
Dobrze, że ludzie wynaleźli bardziej finezyjne formy flirtu, inaczej nasz gatunek już dawno by wyginął.
Może to w sumie dobrze, że żadne z nich nie potrafi flirtować? Może to jakiś rodzaj selekcji naturalnej?

Jak zrobić, żeby alkohol wyparował z mojej głowy i żebym natychmiast wytrzeźwiała? Pomyślałam intensywnie o tym, że chcę być trzeźwa. Ku mojemu zaskoczeniu udało mi się. Odetchnęłam z ulgą. Byłam bezpieczna.
Panie i panowie, nasz lisek w końcu nauczył się trzeźwieć! 
Jeżeli ktoś miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że nasza bohaterka jest Mary Sue, teraz już nie ma. 

Bez słowa podał mi półmisek z wędlinami.
- Życzysz sobie? - zapytał z galanterią.
A ja całe życie myślałam, że galanteria to coś więcej, niż proponowanie szynki w dwóch słowach.
Gdyby nie użył skilla galanterii, prawdopodobnie po prostu donośnie by beknął w stronę talerza.

Poczęstowałam się i zrobiłam sobie dość prostacką kanapkę.
Moje horyzonty mnie zawodzą, nie wiem, jak wygląda prostacka kanapka. Jak spytałam papę Gugla, pokazał mi dwie szarpiące się kobiety, kurczaka i zmielone kiwi.

Żeby już nie była taka całkiem zwyczajna, położyłam na niej kawałek pieczarki i plasterek
pomidora.
Aha, więc przez "prostacka" rozumiesz bułę z samą szynką. Sypnij jeszcze trochę cynamonu, będziesz miała prawdziwie sarmacką kanapkę.

Diabeł nałożył sobie na talerz przepiórkę i sprawnie zaczął ją kroić pozłacanym widelcem i nożem. Wzięłam do ręki jeden z takich sztućców. Jego rączka wysadzana była maleńkimi diamentami, rubinami i szmaragdami.
To była masochistyczna zastawa, tymi diamentami człowiek się tnie podczas jedzenia.

 Na wszelki wypadek odłożyłam go na miejsce, żeby nic nie popsuć.
Rany boskie, jesteś w niebie, jesteś naspeedowanym mocą lisem i podobno masz iskrę jakąśtam. Z taką mocą mogłabyś sobie stworzyć rozum. Poza tym musiałabyś się naprawdę zawziąć, by rozwalić złoty widelec inkrustowany kamieniami szlachetnymi.

Podczas jedzenia rozmawialiśmy na neutralne tematy. Beleth w skrócie powiedział mi, gdzie się wybierzemy jutro na spacer i co zwiedzimy.
Bo dobrze wiedział, że jestem w stanie decydować o sobie, jestem pewną siebie kobietą, która wie co chce robić.
To nie ja się powtarzam, to AŁtorka cały czas uparcie twierdzi, że tak jest.

- Spodoba ci się tak zwane Anielskie Centrum Dowodzenia - zachwalał. - To stamtąd kierujemy i obserwujemy cały ziemski świat.
Nie wiemy czym kierują tam anioły, ale z pewnością nie był to świat, bo przecież taka niezgodność w formie podmiotu nie przeszłaby korekty redaktorskiej. Prawda?

- My? - zapytałam. - Jeszcze nie zostałeś aniołem.
Ani Beleth za bardzo nim nie jest. W tym wypadku Wikta i Beleth mogą sobie pokierować co najwyżej meleksem, żeby dojechać na miejsce. 

- To tylko kwestia czasu - zapewnił spokojnie. - Wina?
Zanim zdążyłam odpowiedzieć, nalał, przepisową według zasad savoir-vivre'u [unf], ilość czerwonego trunku do kieliszka.
Czy savoir-vivre nie nakazuje przypadkiem podania jedynie małej ilości wina na spróbowanie, aby towarzyszka mogą się przekonać czy to konkretne wino jej odpowiada, czy oglądaliśmy inny program o kulinariach?

 Swoją drogą bardzo pięknego. Szklany kielich osadzony był na srebrnej nóżce oplecionej złotymi liśćmi. 
Mnie to tam przypomina znicze do kupienia pod cmentarnymi bramami.
A mi stare, odpustowe kieliszki z PRLu wykonane z barwionego na różne kolory szkła. Fancy as fuck...

Trzeba było przyznać Belethowi, że gust miał nienaganny.
Eee, plebejskie. Złocony puchar z czaszki wroga to jest to!

- Oczywiście, że tak. Upiję cię, a potem wykorzystam twoją słabość do mnie - uśmiechnął się zmysłowo.
Całkiem niezły materiał na perpetuum debile, przepraszam, mobile. On ją upija, ona trzeźwieje, on ją znowu upija, ona znowu trzeźwieje...
Pamiętaj o wykorzystywaniu. Wykorzystywanie jest ważne, chociaż znając ich to pewnie polegałoby na zmuszanie drugiej osoby do prawienia sobie kiepskich komplementów.

- Słabość? Chyba zwariowałeś - prychnęłam i spojrzałam na wino w kieliszku, żeby nie mógł zajrzeć mi w oczy.
Ona słaba? Toż to swarna dziołcha jest!

- Wracając do naszej rozmowy o wycieczce - zignorował moją uwagę. - Potem zabrałbym cię do Obserwatorium, a wieczór moglibyśmy spędzić w teatrze. Co ty na to, żeby zobaczyć Antygonę graną przez antycznych aktorów? Całkiem nieźle się trzymają.
Biorąc pod uwagę, że wtedy Antygona grana była przez faceta w peruce, ja bym jednak spasowała.

- Brzmi obiecująco - wzruszyłam ramionami. - A macie tu jeszcze jakieś cuda?
Pitu pitu, antyczne teatry, jakiegoś klubu gdzie się można porządnie ubzdryngolić tu nie ma?
Albo takiego z niegrzecznymi anielicami?

Czy reszta jest zwyczajna tak jak w Piekle?
Zwyczajna, tandenta podróba Ibizy, ćfe!
...W sumie racja.

Rozparł się wygodnie na krześle i z kieliszkiem w dłoni zaczął zachwalać Niebo.
Jestem ciekawa co będą zachwalać w trzecim tomie, kiedy Niebo będzie już passé.

- Arkadia jest znacznie bardziej... czarodziejska od Piekła, jeśli o to ci chodzi.
Chyba nie o to, skoro się spytała czy reszta jest taka jak w Piekle.

 Weźmy chociaż te golemy sprzed bramy. Nigdzie więcej takich nie spotkasz. Są jedyne w swoim rodzaju... O! - wykrzyknął zadowolony, że coś mu się przypomniało. - Jeżeli jesteś taka żądna cudów, to mamy coś, czego nigdzie nie ma. Jezioro Czasu.
Miałam więcej szczęścia niż rozumu.
Ale żeby tak prawdą między oczy, no wiesz...

 Chyba szybciej, niż myślałam spełnię obietnicę daną Piotrowi.
 O której już chyba wszyscy zapomnieliśmy. Trudno pamięcią przebić się przez te wszystkie pokłady tandetnych tekstów na podryw, które całkowicie zalały już tę szczątkową fabułę.

- Co to jest? - upiłam łyk wina i wzięłam do ust ostatni kęs niezwykle smakowitej kanapki z wędzoną szynką.
...pieczarkami i pomidorem, nie zapominaj o tym, bo inaczej będzie jedynie plebejską kanapką, a jak wiemy, ty nie zniżasz się do tak niskiego poziomu. 

 Usiłowałam nie dać po sobie poznać, że już coś na jego temat słyszałam.
- To, jak nazwa wskazuje, jezioro. Tyle że niezwyczajne.
Zamiast wody jest Fanta, a pływają w niej gigantyczne szczypawki.
Bąbelki zamiast się wnosić, opadają na dno z głuchym łoskotem. Ryby mają po trzy pary oczu, a dom Spongeboba znajduje się tuż za muszlą Arielki.
Plus za wyjaśnienie, że nazwa nie jest zmyłką i rzeczywiście jest to jezioro...
Może to ichniejsze jezioro to coś jak Morze Kaspijskie - niby całkiem duże jak morze, ale potem dopada cię straszna prawda, że to jednak jezioro.

W tym jeziorze płyną wody czasu.
Jezioro czasu to jezioro w którym płyną wody czasu. 
Dejm, studiuję na polonistyce drugi miesiąc i już widzę, że z tą definicją coś jest nie tak.
Tym bardziej, że w jeziorze woda jest stojąca.

Gdy wypłyniesz łódką na jego środek i wychylisz się za burtę, możesz dostrzec przeszłość, teraźniejszość i przyszłość.
Teraźniejszość to ja nawet w zwykłym stawie rybnym mogę zobaczyć. Ale okej, akweny w niebie są bardziej poszi.
Ich teraźniejszość jest widocznie bardziej teraźniejsza od twojej teraźniejszości.

To była dla mnie szansa. Jeśli zerknęłabym do Jeziora Czasu, mogłabym się dowiedzieć, czy diabły rzeczywiście stały za zdradą Piotra.
Jeżeli użyłabyś mózgu, mogłabyś to przewidzieć już w pierwszych rozdziałach. Ałtorka zdecydowanie dba o to, byśmy miały co analizować.

Jeśli nie, to mogę przestać mieć wyrzuty sumienia, gdy jestem z Belethem.
A nie dalej jak rozdział wcześniej twierdziła, że przecież Piotruś to takie szczeniackie zauroczenie. 
Co za pinda.
Bo Ałtorka jeszcze nie jest pewna z kim chce, żeby Wikta skończyła, musi zostawić sobie furtkę otwartą na obie możliwości.

A jeśli tak - to biada diabłom. Nikomu nie pozwolę rozbijać moich związków dla kaprysu!
Ale na wszelki wypadek posiedzę tu jeszcze trochę i połechcę sobie ego zalotami Beletha.

- I tak po prostu można zobaczyć przyszłość i przeszłość? W wodzie? - zdziwiłam się.
W sumie jak zobaczysz płynącego ku tobie rekina z otwartą paszczą, możesz poniekąd powiedzieć, że widzisz przyszłość.
To jak z tym tekstem:
Z dłoni każdego można wiele wyczytać. Na przykład jeżeli jej palce są zaciśnięte na twojej szyi, jest to pewna wskazówka odnośnie intencji.

 - To coś jak okna w parku do podglądania śmiertelników?
 Nie, to coś jak szklana kula wróżki, jeżeli już szukamy jakichś szybkich analogii. 

- Niezupełnie. Chociaż podobne jest to, że w obu przypadkach zaglądasz w wodę - wyjaśnił.
Czy Dumbledore wie, że w Krainie Kucyponków sprzedają na lewo podróby jego myślodsiewni?

- Chętnie bym zobaczyła to jezioro - powiedziałam i szybko skłamałam: - Jestem ciekawa, jak potoczy się moja przyszłość.
Skoro skłamała, to nie jest ciekawa. My też nie jesteśmy tego specjalnie ciekawe, bo przeczytałyśmy już całą trylogię i groziła nam śmierć pnia mózgowego.

- Och, na pewno dobrze - wziął mnie za rękę. - A w moim towarzystwie to wręcz wspaniale!
Beleth nigdy nie był skromny.
Istnieje raczej pewna różnica między "skromny" a "niebędący groteskowym bucem".

- Jest tylko jeden problem - oświadczył. - Nie możesz wypłynąć na jego wody.
Z cyklu: to jest bardzo ciekawa rzecz, możesz się z niej dowiedzieć mnóstwa bardzo ciekawych rzeczy, totalnie muszę ci ją pokazać. Jest tylko jeden szkopuł, nie możesz się do niej zbliżać na mniej niż dwa kilometry.
To jeszcze gorsze od tego, kiedy kupiłam bardzo ciekawą książkę i o godzinie 23 dowiedziałam się, będąc w połowie lektury, że z powodu błędu drukarskiego brakuje z niej czterdziestu stron.

Znowu kłody pod nogami.
"Pod nogi". Kłody pod nogami nie są zbytnim problemem, chyba, że ktoś ci je pod nogi rzuca. 

 Pomimo że to zwykła przenośnia, to poczułam, jak dostałam nimi po piszczelach...
NFZ raczej nie refunduje leczenia bólów fantomowych.
Ale myślę, że spokojnie przyjęliby ją do miłego zakładu bez klamek.

- Dlaczego? - zawołałam zawiedziona.
- Bo nikomu nie wolno zobaczyć przyszłości - wzruszył ramionami. - Nawet mnie.
On chyba naprawdę się spodziewał, że po jego przybyciu do nieba Jahwe z miejsca ogłosi wakat na swoje stanowisko, a Gabriel będzie się wyrywał, by wymasować mu stopy.


Ej, w takim razie po co im to jebutne jezioro w samym środku nieba? Czy oni chcą powtórki tej historii z gadem i jabłkiem?
Noe zrobił sobie oczko wodne odpowiednie do jego godności.

Jedynie Bóg ma w nią wgląd.
To takie urocze, że wszechwiedzący Bóg musi wypłynąć na jakieś jeziorko, by dowiedzieć się, czy na przykład nastąpi apokalipsa czy nie.
Właśnie sobie wyobraziłam faceta jak z obrazu Michała Anioła wiosłującego na takiej małej łodzi pośrodku jeziora.
- Wiedziałem, kur*a, że trzeba było stworzyć przenośną misę, ale nie, zachciało się cholernego jeziora. 

- A gdybym chciała zobaczyć przeszłość? - zapytałam. - To wtedy już mogę wypłynąć?
 Przeszłość chyba nie jest okryta tajemnicą? W końcu już się wydarzyła. Wszyscy ją znają.
Jako niedoszły historyk zaraz przerzucę cię przez kolano i dostaniesz manto tysiącstronicową cegłą do starożytności. 
No chyba że uważasz, że wszyscy na świecie wiedzą, kiedy ząbkowałaś i kiedy pierwszy raz usiadłaś na nocnik.

- Także nie. Jezioro nie jest zbyt wybiórcze w pokazywaniu obrazów. One się mieszają, więc możliwe, że zamiast przeszłości, zobaczyłabyś przyszłość. A tego robić nie wolno, dlatego panuje ogólny zakaz.
Musiałam dostać się do tego jeziora. Nie miałam wyboru. Inaczej nigdy nie zaznam spokoju, nie poznam prawdy.
Poważnie, ona chce złamać kategoryczny zakaz panujący w niebie, tylko po to, żeby przekonać się, że jej były jej nie zdradził? Jeżeli to nie jest płytkie, to ja nie wiem co jest. 

Diabły przecież mi jej nie wyjawią.
A żaden z uczynnych kolegów w sandałach nie jest w stanie ci powiedzieć co się wydarzyło?
Nie, bo gdy próbują powiedzieć coś na temat nawiązujący do seksu, tajemnicza siła sznuruje im usta.

Uśmiechnęłam się do siebie. Miałam już cel! 
Cele są ważne. Dobrym celem byłoby na przykład nie dać się wypierdzielić z drugiego już miejsca wiecznego spoczynku w tym samym roku. Chyba, że idziesz na rekord.

Nie miałam co prawda jeszcze planu, ale od razu zrobiłam się spokojniejsza, wiedząc, do czego mam dążyć.
Nie mam planu, ale chcę to zrobić mimo wszystko, chociaż dopiero co mi powiedziano, że jest to kategorycznie zabronione. YOLO.
Rany boskie, nawet Harry jako jedenastoletni chłopczyna ułożył sobie jakiś plan zdobycia Kamienia Fizjologicznego.

Diabeł chyba mylnie odczytał moje zadowolenie i przypisał je doskonałemu winu.
- Co powiesz na to, żebyśmy usiedli przy kominku i napili się jeszcze tego
zacnego trunku? - zaproponował i wskazał na gołą ścianę.
- Tu nie ma kominka - zaoponowałam. Aż tak pijana nie byłam. Nie będzie mi wmawiał, że jestem ślepa.
Jeśli to alkohol metylowy, to nie będzie wmawianie, tylko stwierdzenie faktu.

- Przecież to żaden problem.
W jednej chwili stół skurczył się i zniknął. Zaskoczona tą nagłą zmianą o mało co nie wylałam wina z kieliszka. Świece nad naszymi głowami przygasły. Ściana zaczęła falować.
Metylowy czy nie, w tym kieliszku było coś naprawdę mocarnego...

Cegły przesuwały się z chrzęstem, tworząc olbrzymi kamienny kominek. Czarna marmurowa posadzka zadrżała. Zaczęło wyrastać z niej miękkie brązowe futro. Powoli wyłoniła się z niej głowa niedźwiedzia, a przed kominkiem zaległa jego skóra.
Imponujące.
Raczej tak stereotypowe, że aż mi plomba z wrażenia wypadła. 

Tak mnie zadziwił, że tę ostatnią uwagę chyba nawet powiedziałam lub pomyślałam głośno, bo rzucił mi pełne dumy spojrzenie.
- Usiądziemy? - pstryknął palcami, a w kominku pojawiły się szczapy drewna i zapłonął wesoły pomarańczowy ogień.
Kiedy tylko wstałam z krzesła, ono znikło. Już nie miałam odwrotu.
Królowa dramatu wróciła! Krzesło zniknęło, w takim razie nie mam wyboru, muszę się z nim przespać!

 Musiałam usiąść obok Beletha na niedźwiedziej skórze.
I wtedy piętro niżej nastąpił koniec cywilizacji. Dziewczyno, poczucie dramatyzmu to ty masz...

Hm, kominek, wino, włochata, miła w dotyku sierść. Scena jak z filmu.
Nawet wiem, jakiego:


Jednak, skoro to serial HBO, spodziewaliśmy się humpania - a tutaj to co najwyżej można liczyć na kilka cienkich jak dupa węża tekstów...

Zerknęłam na czujnie obserwującego mnie znad kieliszka diabła. Poczułam się jak zwierzyna tropiona przez drapieżnika.
- Opowiedz mi coś jeszcze o Niebie - zażądałam.
Jeżeli nie powiedziała tego z niemieckim akcentem, przyklejając go do krzesła taśmą izolacyjną, to mamy tu niezgodność opisu ze stanem faktycznym. 

 - Jak to jest z Bogiem, na przykład. Mogę go spotkać i z nim porozmawiać?
 Jasne, przyjmuje w każde piątki po osiemnastej. A jak będziesz miała szczęście to załapiesz się na partyjkę brydża, gra zawsze w czwartkowe popołudnia. Chyba, że lubisz hinduskie żarcie, wtedy zapraszamy na wtorkowe śniadanie. 

Osłupiał. Dopiero po chwili zaczął się tak bardzo śmiać, że aż musiał odstawić kieliszek, żeby nie rozlać wina.
Poczucie humoru tego gościa nigdy nie przestanie mnie zadziwiać. 

 Położył się obok mnie, trzymając się za brzuch.
Kolego, jeśli już chcesz pohumpać, radziłabym ci zmienić strategię.

- Jesteś rozbrajająca - oświadczył mi przez łzy śmiechu. - Boga nie można przecież zobaczyć. On jest wszędzie! Wszędzie!
A jest to tak oczywiste ponieważ nawet Lucyfer nie różni się za bardzo od innych, ale Bogu to już musi być transcendentnym, niematerialnym zbiorem konstruktów czy coś w tym stylu?

- Aha... - mruknęłam lekko zawstydzona moim najwyraźniej żenującym poziomem wiedzy.
Tutaj akurat wyjątkowo jestem po stronie Wikty, bo nie widzę nic dziwnego w uważaniu, że Boga można spotkać w Niebie skoro podpierdzieliło się jabłka samemu Luckowi.

Co poradzę, że wyobrażałam sobie Boga jako sympatycznego staruszka z brodą, odrobinę przypominającego Zeusa z greckich rzeźb?
Nic nie poradzisz, bo od późnego średniowiecza w malarstwie pojawia się motyw Boga Ojca wyglądającego jak dobrze odżywiony Dumbledore, więc taka wizja całkiem nieźle zakorzeniła się w naszych mózgach.
No nie wiem, ja wolałam sobie wyobrażać Boga jako podpitego pisarza z problemami z osobowością:


Albo jako samochód, jeszcze nie jestem zdecydowana:

<Bo Dean jeździ Bogiem na akcje>

 Myślałam, że czasami przybiera ludzkie kształty. Nie przypominamy mgły czy czegoś równie wszechobecnego, więc to oczywiste, że w moich wyobrażeniach Bóg nabrał ludzkich kształtów.
 Mgły może i nie, ale złoty deszcz jest bardziej prawdopodobny.
 <ekhem> mitologia to mitologia <ekhem>

- Ale stworzył człowieka na swoje podobieństwo - próbowałam się bronić. - To powinien wyglądać podobnie.
- Ale nie wygląda 
To koniec, ostateczny argument został wysunięty, nie mam więcej pytań, wysoki sądzie, wszyscy możemy iść do domu. 

- znowu się zaśmiał. - Och Wiktorio, naprawdę jesteś czasami przeurocza.
Spoważniał, patrząc głodnym wzrokiem na moje usta. Zignorowałam uwagę i pełne pożądania spojrzenie.
- A jak to jest z Jezusem? - szybko zmieniłam temat. - Jego też nie mogę spotkać?
Dobrze wiedziałam, że mogę, bo widziałam go niedaleko Administracji. Chciałam sprawdzić, czy Beleth przypadkiem mnie nie okłamuje.
Jaka ty jesteś przebiegła, ty.

- Dość już rozmowy o bzdurach - szybko się do mnie zbliżył, tak że siedział teraz tuż obok mnie.
Spróbuj powiedzieć coś takiego przed pałacem prezydenckim w okolicach dziesiątego kwietnia to inaczej porozmawiamy. 

 Dotykaliśmy się ramionami. - Przejdźmy do rzeczy.
Okej, miała być zmiana strategii, ale... 

- No chyba nie uważasz Boga za bzdurę. Z takim podejściem raczej nie zostaniesz aniołem - powiedziałam, odsuwając się od niego. 
Oboje mają mistrzowską taktykę. 

Ja się odsuwałam, a on się przysuwał.
Oho, kolejna propozycja na perpetuum debile, ciekawe, czy dałoby się z tego wykrzesać jakąś energię do zasilania?
Umieścić ich na kołowrotku i niech się tak przysuwają/ odsuwają to przynajmniej ciepłą wodę będą mieli za darmo. 

- Praktycznie już nim jestem. Dzięki tobie, moja piękna - szeptał. - Stworzyłaś mi skrzydła, za co zawsze będę ci wdzięczny. Może odwdzięczę ci się teraz? Jak sądzisz? Mogę oddać dług, powiedzmy... w naturze.
Krowa, dwie świnie i snop owsa wystarczą.
Dorzuć dwa pęta kiełbasy to ci jeszcze ogon dla większej stabilności lotu dorzucę. 

Musnął delikatnie opuszkami moje ramię. Gorące palce parzyły moją skórę.
W końcu skończyła się skóra niedźwiedzia. Miałam do wyboru albo wstać, albo usiąść na zimnej posadzce.
Oh nein, tylko nie to. Jeszcze wilka złapie!

 Oczywiście mogłam też przestać uciekać, ale tego w żadnym wypadku nie zamierzałam robić. Ulec Belethowi oznaczałoby przegrać naszą grę.
Ja to nazywam seksem, no ale jak wolisz.

Zerwałam się na równe nogi. On także wstał.
- Sądzę, że pójdę spać. Tak, to bardzo dobry pomysł. Za dużo wypiłam - podałam mu kielich i posłałam zadowolone z siebie spojrzenie. - Jeżeli mam być jutro wypoczęta i gotowa na wycieczkę, to powinnam się porządnie wyspać.
- Chcesz pójść do łóżka? - zapytał, udając, że głęboko się nad tym zastanawia. - Masz rację. Tu, na niedźwiedziej skórze byłoby może romantycznie, ale na pewno nie tak wygodnie jak na materacu.
On się w ogóle nie męczy? W końcu te drętwe teksty będą musiały mu się skończyć.
Prawda?
Toć mówię, perpetuum debile. On już zawsze będzie generowały takie betony.

- Idę sama - zaznaczyłam. - Dobranoc.
Zabawa się skończyła. Lubiłam z Belethem grać, ponieważ był naprawdę świetnym flirciarzem,


No co ty nie powiesz.

ale często dochodziliśmy do miejsca, z którego już mogło nie być odwrotu, gdyby diabeł za bardzo się „nakręcił”. To był właśnie taki moment.
W sensie, że istnieje taki moment, w którym dwie strony muszą po prostu przyznać, że nie zostało im żadne wyjście poza seksem? Tracą wolę walki czy jak?

Ruszyłam szybkim krokiem przez labirynt korytarzy. Żeby nie musieć pytać się go o drogę, pstryknęłam palcami, prosząc o wskazówki.
Obczaiła to zaklęcie, dzięki któremu Harry nie gubił się podczas trzeciego zadania w Turnieju Trójmagicznym. 

 Na posadzce, niczym namalowane kredą przez dziecko, pojawiły się białe, świetliste strzałki.
A ostatnia kończyła się na kroczu Beletha, tak jakoś podświadomie się zrobiło.

- Sprytne - pochwalił mnie Beleth, idąc oczywiście za mną. - Wiesz, w tych spodniach masz naprawdę zgrabne pośladki. Aż mam ochotę ich dotknąć.



Odwróciłam się do niego zgorszona.
Kobieta, która była w piekle jest zgorszona tym, że facet pochwalił jej pośladki?

- Obleśne. Myślałam, że stać cię na coś lepszego.
Fuj, on powiedział "pośladki"!

 Zrównał ze mną krok, złapał za ramię i przyparł do muru.
 To przenośnia, czy rzeczywiście to zrobił? Bo wygląda jak przenośnia.

- Możemy się przekonać, czy stać mnie na coś lepszego - jego szept łaskotał mnie w szyję, gdy pochylił się do mojego ucha. Po plecach przebiegł mi rozkoszny dreszcz. Przeklęłam się w myślach. Czemu moje ciało tak na niego reagowało?! Nie zgadzam się na to!
Śpieszymy z wyjaśnieniem tego niezwykłego fenomenu:


- Co powiesz na to, żebym poszedł z tobą do sypialni - kusił zmysłowy, niski głos. - Pościel na pewno wymarzła. Pomogę ci ją rozgrzać...
Byłam uwięziona między jego silnymi ramionami. Podniósł głowę, do tej pory wtuloną w moją szyję i spojrzał mi prosto w oczy. Jego tęczówki wyglądały jak płynne złoto. 
Ach, piękne.


Przymknął powieki i oparł czoło o moje, rozkoszując się naszym dotykiem.
- Bardzo mi pochlebiasz, Belecie - odparłam schrypniętym głosem. - Ale chyba ci podziękuję.
- Twoje usta mówią „nie”, ale twoje ciało „tak” - delikatnie mnie pocałował.
Bardzo, bardzo pragnę teraz, by Beleth był prawdziwy, bym mogła się zmaterializować tuż przed nim i kopnąć go w mosznę. Takie teksty kojarzą mi się tylko z gwałcicielami.
*spuszcza powietrze, bo wie, że reszty analizy nie da rady na poważnie*

Smakował winem i pożądaniem.
Jak smakuje pożądanie? Dla mnie jak praliny Lindora.
Pożądanie kojarzy mi się z nazwą perfum, ale nie jestem pewna co do ich walorów smakowych.

Ukucnęłam szybko i przemknęłam pod jego ramieniem.
Beleth ma tak wielkiego bica, że trzeba ukucnąć, by pod nim przejść? Bo kucanie w takiej sytuacji może być odebrane dość dwojako.
No wiesz, Ałtorka nigdy nie doprecyzowała jakiego wzrostu dokładnie był Beleth, dla dobra analizy możemy uznać, że miał metr czterdzieści.
Niedługo dowiemy się też, że ma włochate stopy.

Nie zdążył mnie złapać. Zanim się obejrzał, byłam już w połowie korytarza. Zaśmiał się głośno:
- Chcesz, żebym cię gonił? To może dodać pikanterii.
Pamiętacie ten fragment o tym, że Beleth jest świetnym flirciarzem?...
Ja nie wiem, jak on to swoje zmutowane dziecko zrobił, chyba chciał sobie dorobić jako dawca spermy.

Dotarłam do swoich drzwi i zadowolona z siebie szarpnęłam klamkę. Już miałam wskoczyć do środka, kiedy czyjeś umięśnione ramię złapało za skrzydło drzwi.
Nie wiadomo czyje, w tym domu to normalnie nawałnica umięśnionych ramion.

- O! - odwróciłam się do niego zaskoczona. - A jak ty się tu tak szybko znalazłeś?
- Czary - pocałował mnie w czubek nosa. - Berek.
- Chcę zostać sama - oświadczyłam.
Zrobił zbolałą minę.
- Nie chcesz się pobawić? Nawet chwilę? Proponuję chowanego pod pościelą. Ja szukam pierwszy.
Czujecie to napięcie seksualne, tę chemię między dwójką bohaterów? Bo jedyne co ja widzę to dwójka wyrośniętych pięciolatków.

Jego zmysłowy głos był jak szal, który otulał moją skórę. 
A stąd tylko krok do Kamiennojedwabnego Snape'a ©.

Beleth był ucieleśnieniem nocnych marzeń, grzechu, zakazanego owocu.
- Nie powinnam cię całować - westchnęłam. - W ogóle nie powinnam tu mieszkać. Byłam głupia, że się zgodziłam.
A my zgadzamy się z tym stwierdzeniem tak gorliwie, że aż nam się alkohol, którym się znieczulamy, rozlał.

 Od jutra nocuję u rodziców.
Taki foch, że aż wyprowadza się do mamy. 

- To trochę nam utrudni wspólne spędzanie nocy - udał, że głęboko się nad czymś zastanawia. - Oni mnie chyba nie lubią jako byłego diabła.
- No jasne, że cię nie lubią. Dlatego nie będziemy spędzać wspólnie nocy - powiedziałam kategorycznie. - Sprowadzasz mnie na złą drogę.
- Złą? A co powiesz na drogę rozkoszy?
Tę, po której chadzała Ania z Zielonego Wzgórza? Ona to sobie lubiła fantazyjnie nazywać różne rzeczy, ale jestem prawie pewna, że przy tej alejce nikt się nie humpał w krzakach.

Gdyby nie fakt, że mówił to z przekonaniem, to chyba bym go wyśmiała. Czasami potrafił rzucić tekstem, którego nie słyszano od kilkudziesięciu czy kilkuset lat,
- Daj, ać ja pobruszę, a ty poczywaj! - ryknął Beleth głębokim basem. 
Co prawda "rozkosz" kilkaset lat temu oznaczała ogół przyjemnego życia i rozrywek, nie tylko aktywne i dogłębne poznawanie się - ale gdzie ty widzisz w tym archaizm?

albo mówił jak bohater telenoweli meksykańskiej.
Nie, on nie mówi jak bohater telenoweli meksykańskiej. On JEST bohaterem telenoweli meksykańskiej. 

To znaczy, nie mówię, że było to nieprzyjemne.
Ja tam bym się czuła zażenowana, gdyby ktoś mi przyfasolił tekstem z Posłańca szczęścia albo z Palomy, a potem zadowolony z siebie jeszcze proponował seks.

No cóż, ale nie popadajmy też w przesadę.
I kto to mówi?

- Do jutra, Belecie. Idę teraz spać. Sama - wyraźnie zaakcentowałam ostatnie słowo.
- Ile nocy jeszcze będziesz mi się opierać? - był tym autentycznie zaciekawiony. - Jeszcze żadna kobieta nie była tak niedostępna.
- Jestem śmiertelniczką, a ty diabłem. Oboje będziemy mieć kłopoty, łamiąc boskie prawa. Poza tym nie kocham cię - oświadczyłam. - Wybacz.
Nieufnie zmarszczył brwi.
- Nie wierzę ci - skwitował.
Poważnie, ten facet ma zadatki na niezłego gwałciciela. Ciekawe do ilu osób nie może zbliżyć się na mniej niż kilometr nakazem sądu. 

- Jak wolisz - wzruszyłam ramionami.
Mars zniknął z jego przystojnej twarzy.
Najwyższy czas, żeby Mars znalazł sobie inne miejsce do przesiadywania.

Diabeł rozpogodził się, jakby wpadł właśnie na świetny pomysł.
- W takim razie najwyraźniej muszę cię w sobie rozkochać - lekko się pokłonił. - Do zobaczenia jutro, najmilsza.
Następnie odwrócił się i ruszył przed siebie korytarzem, zostawiając mnie samą.
Nie mogłam uwierzyć, że tak łatwo udało mi się go pozbyć.
Podejrzane...
Nie dziw się, z twoim nastawieniem do sprawy to każdy z miejsca straciłby wzwód...

6 komentarzy:

  1. Jej Anielica powróciła! Ekstra ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak na zaś, jakby się jakiś gej pokazał - doobre!
    Obydwoje są seksowni i dojrzali,aż się słabo robi.Demon to by ją złapał za kudły i.. a potem ...
    Będziecie na Falkonie?

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wiem czy indżojić, czy smutać że się tak przy tym "dziele" męczycie. D: Ale cóż, analiza przednia, szczególnie tekst z jeziorem mnie rozwalił. :)

    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
  4. Ciekawa jestem, czy dotrwacie z analizami do końca tej zacnej trylogii [bez popadnięcia w alkoholizm] :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie przestaje mnie fascynować wizja Beletha rzucającego tekstami z gimbazy.
    To sie robi coraz bardziej absurdalne ;-)
    Będziecie analizować część trzecią?
    pzdr, Llyann

    OdpowiedzUsuń
  6. ,,Byłam uwięziona między jego silnymi ramionami." Borze, borze, przeczytałam ,,pośladami" D:

    OdpowiedzUsuń