wtorek, 8 października 2013

Co Death Note ma wspólnego z Greyem?

Witamy!
Dzisiaj postanowiłyśmy zrobić sobie małą przerwę od Anielicy. Zbyt duża ilość czasu spędzona nad tą książką omal nie wpędziły nas w alkoholizm. Na szczęście wróciłyśmy i to z dobrą wiadomością!

Podczas dzisiejszen analizy będzie nam towarzyszył gość specjalny. Wiemy, że pewnie wszyscy już to słyszeli pół miesiąca temu, ale dla dobra naszej nie najgorszej opinii przyjmijmy, że wyjechałyśmy w drogę dookoła świata i ominęła nas wspaniała wiadomość o wybraniu odtwórcy naszej najukochańszej postaci ever.
Także tego, Habemus Christian...


Tak, specjalnie wybieram zdjęcia, na których wygląda jak brudas, nie powstrzymacie mnie. Niech te zdjęcia będą z wami, kiedy usiądziecie w fotelu na sali kinowej aby obejrzeć ekranizacje jednej z najgłośniejszych powieści kilku ostatnich lat. My z Żabencją z pewnością tam też będziemy. W pierwszym rzędzie, z wielkim pudłem popcornu i skrzętnie ukrytą w kubku po coli wódką. Bo na trzeźwo z pewnością tego filmu oglądać nie będzie się dało, a czymś walić shoty trzeba będzie.

Dzisiaj Charlie Hunnam, czyli już niedługo Christian Grey, dołączy do nas za pomocą magicznych ruszających się obrazków, które ilustrują jego karierę z czasów, kiedy grał w fajnych Foxowych produkcjach (chyba nadal w nich gra), a nie w Power Rangers dwadzieścia lat później (tak, mam na myśli Pacific Rim, Ron Pearlman też zawiódł moje zaufanie tym filmem, ale o tym kiedy indziej) oraz ekranizacjach kiepskiej pornografii dla mamusiek (z której śmieje się nawet Stephen King, z resztą nic dziwnego, niektóre jego książki mają bardziej kręcące sceny od tego gówna).
Ale wracając do tematu, ten oto Charlie pokaże nam dzisiaj trochę swojej mimiki goszcząc u nas jako jeden ze szczeniaczków (czy jak też ich nazwiemy). 
O czym będzie? O Death Note... chyba, podobno, tak nam się zdaje.
Indżojcie!


Adres blogaska:

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja


1. Samotność

Zimny wiatr muskał jego twarz, gdy wyszedł na dwór w otoczce szarego dymu.
Zgaduję tylko, że to synonim na jakiś zwiewny szaliczek, bo przy wietrze dym papierosowy to taki efemeryczny dosyć jest.
Bardziej martwię się o ten perwersyjny wiatr co go macał po twarzy.

 Zadygotał z zimna, wciskając dłonie do kieszeni.
Zły dotyk boli przez całe życie, jak widać wiatru też to dotyczy.

Delikatna mżawka przeobraziła się w ulewę, która rozszalała się na dobre. Deszcz padał jak z cebra. 
Skoro dopiero co wyszedł, nie mógł wrócić po parasol? Może prawdziwi mężczyźni nie noszą parasola i piją deszcz, nie wiem, nie znam się.
Ulewa? Masz na myśli prysznic?

Czarne strony jesieni dawały się we znaki,
Spadające liście z hukiem uderzały o asfalt, kałuże chlupotały wściekle pod butami, krople deszczu niczym maleńkie bicze smagały plecy przechodniów, a przenikliwe zimno października bezlitośnie wzięło w jasyr stópki Matta. Dramat pełną gębą, możemy wnioskować, że i my nie przeżyjemy tej jesieni w jednym kawałku.
Czy czarne strony to coś jak amerykańskie slumsy? Mam nadzieję, że żaden raper nie został postrzelony podczas tworzenia tego opka.

a on marzył tylko o ciepłym łóżku i kubku rozgrzewającej herbaty przed snem.
Bądź prawdziwym mężczyzną, pij deszcz, a nie jakąś tam pedalską herbatę! 
Może to jest herbata z deszczówki i będzie ją pił tylko wrzącą?

Matt drgnął delikatnie, czując, jak coś uderza go w głowę i upada bezszelestnie na ziemię. 
Martwy gołąb?
Jak coś mogło jednocześnie uderzyć go w głowę i bezszelestnie upaść na ziemię nie wiem, ale moje przypuszczenia idą w stronę cegłówki-ninja.

Kącik ust uniósł ku górze,
Na miłość borską, kto mu uniósł ten kącik? Wiatr? Deszcz? Cegłówka- ninja?

 gdy dostrzegł, że usta Mello otwierają się i zamykają jak u ryby wyciągniętej z wody.
– Czego? – burknął niezadowolony i w przypływie dobroci przyciszył muzykę. 
A mógł zabić!

– Chodź tu – zaproponował Mello, przesuwając się odrobinkę i unosząc zachęcająco rąb kołdry ku górze. 
To robienie karpia miało być w ramach gry wstępnej?
No wiesz, różne są fetysze.
<nie mogę się powstrzymać, nie mogę!>



Matt uniósł pytająco brew.
– Pffu – prychnął pod nosem – nie mam ochoty wylądować na podłodze.
Nie wiem jak wy, ale ja jak prycham, to raczej nie wydaję z siebie dźwięku podobnego w czymkolwiek do "pffu".

– Głupku, nie będziemy przecież spać. – Uśmiechnął się łobuzersko.
I w końcu się nie dowiemy, czy to był martwy gołąb czy nie.
Nie, AŁtorka będzie trzymała nas w niepewności. Prawdziwa mistrzyni suspensu.

Przed jego oczyma malowała się bezgraniczna ciemność, tak jakby ktoś zawiązał mu na oczach opaskę.
Phi, opaska to raptem wersja demo, proponuję włożyć głowę do modelu fizycznego imitującego ciało doskonale czarne. 

Szedł trochę na pamięć, trochę na oślep.
Trochę na czuja, trochę na węch, aż w końcu przydzwonił w latarnię.
Ja wiem, że dużo wymagam, ale chciałabym kiedyś przeczytać opko, w którym Ałtorka nie zmienia scenerii średnio co trzy zdania nie informując nas o tym. 
To znaczy oni nadal są z tym łóżku w środku ulewy czy jak?

Noc była bezgwiezdna, mlecznobiała poświata księżyca próbowała przedrzeć się przez deszczowe chmury, bezskutecznie.
Nie dziwię się, poświata to w końcu dosyć słabe i blade światło. Księżyc pewnie jest na chorobowym.

Zimny wiatr obejmował jego policzki,
- A niu niu niu! - zaszczebiotał wiatr i przeszedł do podszczypywania.
Ten wiatr to rzeczywiście jakiś perwersyjny jest, najpierw go muskał, teraz obejmuje, ja nie chcę wiedzieć co będzie później.



katując jeszcze większym nawałem ciężkich kropel deszczu.
Ej, ja się tylko śmiałam z tego...
To nie tylko wiatr-perwers! To wiatr lubujący się w BDSM! Nasłał go sam Christian!
<Toldie pragnie zaznaczyć, ze wybrała dzisiejszego szczeniaczka całkowicie przypadkowo nie wiedząc dokładnie o czym będzie opko. Za skojarzenia, gify itp. serdecznie przeprasza.>

 Przemoczone do suchej nitki ubranie, ciążyło na nim. Z upadającej na oczy czerwonej grzywki
Potknęła się o rzęsy.
Cholerstwo rośnie teraz gdzie popadnie.

lała się strużka lodowatej wody.
Balansował pomiędzy ludźmi, ignorując ich wszelkie „ochy” i „achy” rzucane pod jego adresem, raz potrącając, raz będąc potrącanym. Zacisnął dłoń w pięść, starając się powstrzymać łzy, które mimowolnie cisnęły mu się do oczu.

Wsparł się na łokciach, aby spojrzeć na spokojną, pogrążoną we śnie twarz Mello. Rozsypane na poduszce kosmyki jasnych włosów lśniły różnobarwnymi refleksami, natchnione młodymi promieniami słońca,
Tak natchnione, kosmyki zaczęły improwizować przy użyciu heksametru daktylicznego. Niektóre też zaczęły malować obrazy ekspresjonistyczne lub tańczyć kozaczoka.
Młode promienie słońca nie miały dowodu z racji niepełnoletności. Próbowały nie dać się przyłapać przez ochronę, lecz nic nie mogło je powstrzymać przed natchnieniem czego tylko popadnie. Nie znały litości albowiem były... promieniowym gangiem.

 które przedzierały się przez wąskie okno tuż nad ich głowami.
Niepełnoletnie promienie to i przez okno wchodzić muszą, jak ich bramkarz nie przepuści.

 Lekko rozchylone wargi, na których błąkał się delikatny uśmiech, sprawiły, że serce Matta zakołatało mocniej w piersi.
– Cii… - syknął przez zaciśnięte zęby, aby je uciszyć. Nie chciał go obudzić, nie chciał słyszeć jego lamentów od samego rana. 
Chrystu Panu, on ma bongosy w klacie, że mogłoby to obudzić Mello?
Bardziej mnie ciekawi Mello robiący awanturę za zbyt głośno bijące serce.

Mello wymamrotał coś niezrozumiałego przez sen i obrócił się na drugi bok, odsłaniając prawy, wykwitły delikatnym różowym rumieńcem policzek.
Policzek mu wykwitł. Nie widzę innego wyjaśnienia jak to, że jest Prometeuszem 2.0 i co rano odrasta mu kawałek twarzy. 

 Matt, może z czystej nudy, a może kierowany dziwnym ojcowskim instynktem, zaczął nucić pod nosem pierwszą lepszą melodię, jaka błąkała się w jego myślach.
Niestety był to Enter the Sandman Metalliki.

- Przestańże wreszcie, strasznie fałszujesz – szepnął cicho Mello. Matt poczuł ciepły oddech na swojej szyi i pierwszy łapczywy pocałunek tego dnia.
Wiatr go obejmuje, dzień go całuje, boru, facet nie ma szczęścia.

 – Odkąd kołysanka to pijacki bełkot, hę? – zaciekawił się, sięgając po omacku dłonią pod łóżko. Papier zaszeleścił żałośnie, gdy odłamał kostkę czekolady
- Nie, nie, nie rób tego, zostaw mnie! – jęczał papier. A może to tylko szelest?...

 i wepchnął ją sobie do ust z miną pięcioletniego dziecka.



Poważnie, niektóre motywy po prostu nie pasują do pewnych scen. Ja wiem, że to wynika z charakteru postaci, ale w momencie, kiedy podczas, teoretycznie, sceny romantycznej jeden z bohaterów napycha się czekoladą zastanawiam się nad tym co Ałtorka myślała podczas pisania tej sceny.

– Nie przesadzasz troszkę ze swoim nałogiem? Zabijasz zmartwienia słodyczami? Jakie to... dziewczęce – zachichotał Matt złośliwie.
Jakie to... szowinistyczne.
Tak na marginesie, zdecydowaną większość alkoholików stanowią mężczyźni, więc porozmawiajmy o rozwiązywaniu problemów nałogami...

I po chwili został pieszczotliwego kuśtańca w bok.
Kuśtaniec. KUŚTANIEC.
Chyba nie tylko włosy zostały natchnione do tańca... 
Czy kuśtaniec to kuksaniec kuśką, czy to tylko ja?



Mello wyplątał się z wilgotnej pościeli i rzucił mu karcące spojrzenie.
– Ja przesadzam? – zapytał, krzyżując ręce na klatce piersiowej i tupiąc nogą jak niezadowolony dzieciak. – Tu się nie da oddychać, mój drogi – wypomniał i na potwierdzenie swoich słów zasłonił twarz dłonią.
Skończyłam czytać Death Note po siódmym tomie, więc nie wiem - czy Matt cierpiał na niekontrolowane gazy? Aaa, to o fajki chodzi...

 Po chwili zniknął za drzwiami łazienki. – Otwórz okno, bo się podusimy i nie podglądaj – rzucił na odchodnym
Co prawda sypiamy razem, ale przecież nie możesz mnie zobaczyć w negliżu!




– Nie marudź. - Matt podniósł się z cichym westchnieniem i włożył papierosa do ust.

Różnokolorowa fala parasoli utrudniała mu widoczność, ale nie dbał o to. Szedł dalej, nie dając się ponieść urokom nocnego życia. Miał wrażenie, że te wszystkie uliczki układające się w labirynt nie miały końca. Któryś już raz z rzędu mijał ten sam budynek, tę samą latarnię i tego samego kota grzebiącego ukradkiem w śmietniku.
Tak to jest, jak się idzie "na pamięć" po "jednym piwie".

Nie!
Znał to wszystko na pamięć - ilekroć tędy przechodził, wszystko rozgrywało się tym samym prostym schematem jak w kalejdoskopie.
To znaczy... niby tylko trzęsiesz, ale jak zajrzysz, dostajesz pierdolca neuronów?
To tylko błąd w Matrixie.

 Zgubił to za następnym skrzyżowaniem.
Co zgubił, szkiełka z kalejdoskopu? 
Nie, ten schemat.

Wszedł do publicznej łazienki. Nie miał ochoty wracać do pustego domu. Jeszcze nie. Odkręcił kurek z zimną wodą i włożył głowę pod kran, zamykając oczy.
...co uczynił, będąc już przemoczonym przez deszcz. 



Matt wszedł jak burza do pokoju i bez słowa rzucił się na łóżko, zanurzając twarz w poduszce. Uśmiechnął się delikatnie, czując wszędzie jego zapach.
I kto tu mówił o kobiecych odruchach?

– Matt...? – Mello, odłożywszy pióro, usiadł na ziemi i opierał się plecami o krawędź łóżka. Wsłuchiwał się w płytki oddech przyjaciela i mógł się założyć, że biegł na długi dystans.
Biec można na sto metrów, albo dwa kilometry, ale długi dystans się przebiega. 

– Co...? – zaciekawił się Matt, zerkając na niego ukradkiem. Kącikiem języka oblizał zastygłą krew na wardze.
– ...kto ci rozciął wargę? - Westchnienie skradło cichy, delikatny pocałunek.
Co to za patologia, że zamiast przemyć sobie wargę, gość wbiega do pokoju i sniffa poduszkę?

Przyglądał się swojemu odbiciu w lustrze. Ta sama twarz. To samo spojrzenie. Ta sama noc.
Nie wiem, gdzie może być umiejscowiona noc na twarzy, ale obstawiam, że wychodzi czasem z nosa.

Zaciągnął się papierosem i wbił smętne spojrzenie w szary dym, który, unosząc się swawolnie w powietrzu, tworzył awangardowy wzorek.
Prychnął pod nosem jak rozjuszony kot.
I wysmarkał resztki nocy.
Ten dym prychnął, czy już awangardowy wzorek? BTW, niech ktoś zapisze dym na ASP.

 Nie potrafił sobie przypomnieć dokładnie konturu jego twarzy, chociaż były [był, ten kontur] bardzo delikatne. Jakby trochę kobiece. Oczy niebieskie, prześwietlające wszystko na wskroś… i… i…
...i to dzięki niemu dowiedziałem się, że kość piszczelowa mi się krzywo zrosła...

Wszystkie myśli, które tworzyły z zlepków wspomnień układankę, rozleciały się jak domek z kart.
Paulo Coelho.

Sięgnął do kieszeni po telefon. Nacisnął zielony przycisk i przysunął telefon do ucha, nie rzuciwszy nawet jednego spojrzenia na wyświetlacz.
Prawdziwi mężczyźni nigdy nie patrzą na wyświetlacz, kiedy do kogoś dzwonią. Telefon się boi  połączyć ze złym numerem.

– Cześć. Właśnie wysadziłem budynek w powietrze i chyba nikt oprócz mnie nie przeżył.
A poza tym wszyscy zdrowi, dziękować.

Nie mogę się ruszać, a te ściany za chwilę na mnie runą. 
Mógłbyś….?
Nie, cholera, nie mógłbym, pomyślał rozzłoszczony, puszczając mimo uszu jego dalszy potok słów. Ten charakterystyczny, rosyjski akcent poznałby nawet na końcu świata.
On z kimś rozmawia, czy to się dzieje w jego myślach? Te poziome kreseczki są właśnie dla tego, żeby informować czytelnika o takich sprawach.

– Daj mi chwilę. Zaraz będę.
Uśmiechnął się krzywo. Wiedział, że zdania Rosjanina nie zapomni do końca życia.
Cztery lata długiego, bolesnego milczenia. Oczekiwania, aż ten łaskawie się odezwie. I nawet maniakalne usuwanie jego numeru nie przynosiło pożądanego skutku.
Usuwał go ze ścian, z telefonu, z marginesów swojego dziennika i w końcu usunął sobie nawet ten tatuaż z pośladków.

 Znał go na pamięć. To była kwestia czasu, kiedy znów go wystuka na klawiaturze i po raz setny spróbuje się dodzwonić. Jednak nie potrafił zmusić Mello, aby odebrał.
W końcu się doczekał – ma wyciągnąć z aktualnie wysadzonej kryjówki mafii swojego przyjaciela, a właściwie to, co z niego pozostało. Cudownie!
Nie kumam, czemu się tak burzy, przecież Mello robi taką klasyczną damsel in distress, że gdy Matt wyciągnie go spod gruzu, nie będzie innej opcji jak Przeciągły Pocałunek Wdzięczności.

Dlaczego nie potrafił odmówić? Dając upust swoim emocjom, kopnął mocno w ścianę. Odpadła farba. Poczuł piekący ból w nodze. Wcale nie pomogło.
Matt nie wierzył w szczęśliwe zakończenia, ale wystarczyło mu tylko pięć minut, aby być w drodze na lotnisko.
Jesteśmy w opku, więc takie pierdoły jak dwugodzinna odprawa niech nie zakłócają nam odbioru. 

Szczerze powiedziawszy, oprócz Miheala Keehla  nie miał w życiu nic więcej.
Parasola tym bardziej.
Ale mam nadzieję, że przynajmniej bieliznę ma, bo może mieć problem z tą odprawą.

2. Strach

Mello nie miał pojęcia, gdzie idzie. Po prostu szedł, ostrożnie posuwając się na przód a potem do ty łu w wąskim tunelu śmierdzącym stęchlizną i pleśnią. Przejście, które znajdowało się przed nim, było tak ciasne, że nie dopuszczało żadnego światła. Sam raz na kogoś jego postury.
Postury główki od szpilki, najwyraźniej.

Czuł się bezpieczniej w odcieniach ciemności, które napływały z każdej strony.
Przestał się czuć bezpiecznie, gdy odkrył, że ciemności jest już tyle, że sięga mu po kolana - a jej poziom wciąż rósł.
Odcienie ciemności. Czy to tytuł książki, która opowiada o młodej studentce, która poznaje starszego od siebie, tajemniczego mężczyznę, który odkrywa przed nią swoje tajemnice i wprowadza ją w świat rozkoszy?
Jeżeli nie, to zaklepuję ten tytuł.


Wślizgnął się w małą przestrzeń pomiędzy kamienną ścianą a olbrzymim włazem i przeszedł do innego pomieszczenia. Poczuł przeszywający ból, ale on nie był wstanie odwieść go od ucieczki z tej zapadającej się ruiny. Ciemnoczerwona ciecz spływała po podbródku, plamiąc obficie wszystko, co stanęło jej na drodze.
No weź połknij ten barszcz, a nie w polikach trzymasz.
Wielu próbowało ją powstrzymać, lecz ciemnoczerwona ciecz była niepowstrzymana.
Film Quentina Tarantino, już wkrótce w żadnym z kin.

Rana była zbyt głęboka, by krew mogła skrzepnąć i zatrzymać krwotok. Mello przygryzł wargę, aby chociaż przez chwilę zagłuszyć niekontrolowany jęk bólu, który systematycznie przedzierał się przez jego gardło. Żałował, że nie przygotował się na taką ewentualność i nie uzbroił ani w trombiny, ani prochy przeciwbólowe. Musiał za wszelką cenę znaleźć coś, czym zatamuje krew. Przeszedł jeszcze kawałek, czując coraz mocniejsze zawroty głowy. Oddychał płytko, nierówno. Czuł się jak na diabelskim młynie w wesołym miasteczku.
Czy wokół było mnóstwo wrzeszczących dzieci i rumun, który zbierał kasę za przejażdżkę?

Poczuł, jak ugięły się pod nim nogi.
Myślał gorączkowo, jak wyjść z tej sytuacji obroną ręką, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Mdliło go od utraty krwi, ponadto budynek chwiał się jak pijany i w każdej chwili mógł się zawalić, zabierając Mello do najbardziej odległych odmętów piekła.
Jak tam już trafisz, Mello, pozdrów od nas naszą ulubioną diablicę...
Nie żebym się jakoś super na architekturze znała, ale wydaje mi się, że budynek bliski zawaleniu nie chwieje się jak pijany. 

Wysiadł prąd. Teraz szedł trochę na oślep, a trochę na pamięć,
My już znamy to chodzenie na pamięć, znamy.
Czekaj, to do tej pory miał światło? Przecież było mówione, że nic nie widział?

jako że dokładnie studiował plany tego miejsca, na wypadek szybkiej ewakuacji.
Nie dowiemy się jednak co to za miejsce. Ani co dokładnie uderzyło jednego z bohaterów w pierwszej scenie.

 Jednak drzwi awaryjne były dwa piętra niżej. Kalkulując w myślach swoje szanse na dotarcie tam były równe zeru.
Budynek podobno został wysadzony w powietrze, wydaje mi się, że drzwi ewakuacyjne wiele nie pomogą. 

Był daleko od ciekawskich szeptów i karcącego spojrzenia jałowego durnia, Neara. Lodowata woda spływała duszkiem po kamiennych ścianach
Spływała duszkiem. Duszkiem to ja idę obalić kielona, by być w stanie jakoś to zanalizować do końca.

i boleśnie kaleczyła 
Co oni tak się kaleczą i chłoszczą tą wodą, jakaś trauma po biczach wodnych w sanatorium?

jeszcze zakrwawioną i niezabliźnioną szramę na lewym policzku. 
Nie masz się co przejmować, rano wykwitnie ci nowy.
Czekaj, to on tak mdleje z powodu jednej rany na policzku? Ja rozumiem gdyby mu przecięło tętnicę, ale o ile się orientuje na policzku nie ma niczego co miałoby jakoś dramatycznie krwawić.

Pod wpływem wybuchu musiały pewnie pęknąć rury.
Rury pękły, ale wyjście ewakuacyjne totalnie jest nietknięte.

Zadygotał z zimna. Miał wrażenie, że minęła wieczność, odkąd po raz ostatni widział biały świt i nawet nie mógł przypomnieć sobie głosu, który jeszcze przed paroma minutami drążył w nim nadzieję.
Tak tę nadzieję wgłąb wybobrował, że Mello aż poczuł słynne dziwne ciepło. *konspiracyjnym szeptem* Tam Na Dole.

Wołałaś?

Miał wrażenie, że za chwilę straci zdolność poruszania się. Czy mógłby wtedy liczyć na sen? Skuliłyby się gdzieś, owinięty smrodem trupów i krwi, aby zaznać spokoju na wieki.
Smród trupów to jeszcze nie teraz. Żeby do tego doczekać to musiałby się mocno kimnąć.

 Ewentualnie mogły przez jego ciało przejść spazmy niepohamowanego bólu i zimna przedzierającego przez każdą komórką jego ciała.Śmierć.
Opierał się dłońmi o ścianę, zdzierając sobie skórę z dłoni i nadgarstków. Wciąż przebierał nogami. Nie był gotowy na śmierć. Nadal istniała możliwość, że Matt, przepełniony litością, przyjdzie go poratować, prowadzony dobrocią serca.
Duuude, nie bój żaby -  pamiętasz przecież, jak w przypływie dobroci Matt ściszył muzykę, możesz na niego liczyć.

Ave Maria, gratia plena, Dominus tecum;
benedicta tu in mulieribus,
et benedictus fructus ventris tui, Iesus.
Eee... Obawiam się, że noszony przez niego różaniec spełnia wyłącznie funkcję ozdobną. Na upartego można stwierdzić, że przecież wychował się w tym sierocińcu dla uzdolnionych w Winchester, więc mamy jakiś powiew anglikanizmu, ale katedra w pobliżu nie daje wbrew pozorom +10 do wiary. I do znajomości łaciny.

Jeszcze nigdy nie znajdował się w tak groteskowej sytuacji.
No rzeczywiście, boki zrywać.

 Przesuwał swoje umorusane we krwi palce po paciorkach różańca zwinnością i precyzją, której nie powstydziłby się niejeden gorliwy katolik.
Nogi same odmówiły mu posłuszeństwa. Oparł się o zimną, zakurzoną ścianę, ześlizgując się po niej. Dobrze, że ten kawałek nie był chropowaty jak jej większa część.
Był jedną nogą w grobie. Przy życiu utrzymywała go tylko nadzieja, że przybędzie jego wybawiciel i wyciągnie go z ruin kryjówki mafii, którą sam wysadził w imię przesadnego optymizmu. 
Do diabła z tym!, pomyślał. Matt równie dobrze mógł uznać to za kiepski żart. 



Sancta Maria, Mater Dei, ora pro nobis peccatoribus,
nunc et in hora mortis nostrae. Amen.

Jak trwoga to do Boga, a Mello taki właśnie był.
Powtarzał słowa “Zdrowaś Maryjo” w łacinie jak mantrę, bynajmniej nie dlatego, że liczył na życie wieczne i odkupienie wszystkich grzechów, ale dla samej istoty zabicia czasu. Nudził się okropnie, wsłuchując się we wrzaski swoich pobratymców, które brzmiały jak jęk kurw z ulic czerwonych latarni. 
Przepraszam, coś mi w mózgu strzeliło i nie mogę przez chwilę komentować.
Eeee, ja wiem, że miałam ciężki tydzień, ale spróbowałam przeczytać to na kilka sposobów i nadal nie jestem w stanie nic powiedzieć na ten temat.


Przychylił ociężałe powieki, starając się jak najmniej poruszać mięśniami twarzy. Jeszcze chwila, pomyślał gorączkowo, jedna, dwie lub trzy minuty.
Jednak miał wrażenie, że te kilka minut przeobraża się w nieskończoność. Poczuł się sennie.
Jakby wcale mu nie urwało od twarzy. Opkowa Narkolepsja strikes back!

 Tak bardzo, że nie mógł powstrzymać się od ziewnięcia. Za frywolną pokusę przyszło mu słono zapłacić. 
Przez chwilę myślałam, że to uczucie senności to z osłabienia, utraty krwi itp. Ale wtedy przeczytałam dalej i wtf? Gość jest po prostu znudzony i zaraz uderzy w kimę?

Zawył z bólu jak pies prowadzony na rzeź.
Pies prowadzony na rzeź? Czy to jest jakieś nawiązanie do kultury Azji, gdzie w niektórych regionach je się psy czy AŁtorka właśnie uznała psy za zwierzęta rzeźne?

Był zmęczony, zmarznięty i co najważniejsze, śmiertelnie ranny. 
W policzek. Ja wiem, że kanoniczny Mello w taki właśnie sposób dorobił się blizny, ale to wszystko brzmi tak, jakby go tylko kot drapnął.
Boru, długo jeszcze będzie narzekał na to zacięcie na policzku, ludzie sobie ręce odcinali i nadal jakoś żyli.

Miał wrażenie, że był nosicielem śmiercionośnej choroby i ostatnim człowiekiem na ziemi, który przeżył krwawą masakrę. Nie licząc tych wszystkich bezdennych głupców, którzy nadal liczyli,
Był ostatni, nie licząc innych.



 że pojmą system mordercy, który bez Notatnika Śmierci, był wart tyle samo, co zmieszane z błotem buty L’a.
Mieszanie butów z błotem musi być ciekawe.
- Wy parszywe kierpce z odpadającymi podeszwami, chyba nie myślicie sobie, że będę w was chodził, hę?! 

 Choć myśl, że może go szukają, może depczą mu po piętach, nadawały nowego sensu podbramkowej sytuacji, w której się znalazł.
Chłopie, nie szukaj sensu tam, gdzie go w ogóle nie ma...
Jakie depczą po piętach? Gość się przecież nie rusza?

 Może nie odejdzie zapominany przez cały świat. Nadal ktoś będzie czuł do niego nienawiść.  Lubił te [TO] słowo. Było takie ludzkie.
Wyglądał jak wrak człowieka. Długie, jasne włosy przesiąknięte brudem, pyłem i kurzem, kleiły mu się do czoła od potu i krwi.
Albo Mello ma zamiast włosów wielką żółtą gąbkę, albo ktoś tu jeszcze ma pierdolca neuronów.

Lewa strona twarzy była zmasakrowana przez bombę, która wybuchła pół godziny temu, aby umożliwić mu ucieczkę.
Zaczęliśmy od rany na policzku, teraz ma zmasakrowaną połowę twarzy. Ktoś tu rozbudowuje historię, żeby móc potem zarywać laski...

 To skutecznie odebrało mu dziewczęcy urok, jaki kiedyś sobą prezentował. Jedynie niewielkie pobudki człowieczeństwa wciąż odsuwały go od absurdalnej myśli, która była jak samobójstwo. Ból. Póki odczuwał ból, był pewny, że nie włóczy się w zaświatach jak bezdomny kot.
Nagle powietrze się przerzedziło. Nie śmierdziało już tak bardzo zwłokami, spalenizną, metalicznością i pleśnią.
Jak pachnie metaliczność? Jak ludzie wracający z koncertu Slayera?

 Było świeższe, bardziej rześkie. Oddychał coraz spokojniej, naturalniej, mniej łapczywie.  Ponadto usłyszał kroki odbijające się echem po zapadniętym korytarzu. I zaczął się gorączkowo zastanawiać, kogo licho niesie do jego skrypty osamotnienia.
Skrypta - ciasne miejsce, z którego nie wyjdziesz, póki nie opanujesz materiału ze skryptu.
Skrypt osamotnienia, nie było tego w sylabusie, czy to lektura dodatkowa?

Zanim zmusił  się do jakiegokolwiek refleksji, poczuł zimny gnat pistoletu na swojej skroni.
W sensie że ktoś miał pistolet, a ten pistolet miał pistolet?
Pistoletocepcja!


 Zacisnął dłoń na paciorkach różańca, tak mocno, że służący mu przez wiele lat łańcuszek przerwał się. Pojedyncze, czarne korale spadały kolejno na podłogę, turlając się po krzywo wyrytym kamieniu. Westchnął z ulgą, wdychając deszczowe powietrze. Lubił, gdy warkocze lodowatej wody uderzały o jego twarz, włosy, ręce. 
Dżizas, co oni mają z tą wodą?!

Miał wrażenie, że chociaż na chwile jego ciało jest obmyte ze wszystkich grzechów.
W niebieskoszarych oczach Mello czaiły się iskry zmęczenia i wyczerpania. Zemdlał.
Koniec końców i tak miał wielkie szczęście. Mógł stać się kaleką do końca życia.
Chyba umysłową.

14 komentarzy:

  1. Bardzo dziękuję za analizę XD Widziałam, że warto było wysyłać do was linka ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczęłam jakoś od środka tej analizy pisać komcia, ale potem mi się znudziło. Wybaczcie ^^
      W każdym bądź razie senkyu za wypisanie niektórych bzdur, które z miłą chęcią poprawię. XD

      Bardziej mnie ciekawi Mello robiący awanturę za zbyt głośno bijące serce.
      Aż mam to przed oczami XD

      Wiatr go obejmuje, dzień go całuje, boru, facet nie ma szczęścia.
      Niektórzy mają gorzej. XD

      Poważnie, niektóre motywy po prostu nie pasują do pewnych scen. Ja wiem, że to wynika z charakteru postaci, ale w momencie, kiedy podczas, teoretycznie, sceny romantycznej jeden z bohaterów napycha się czekoladą zastanawiam się nad tym co Ałtorka myślała podczas pisania tej sceny.
      Nie pamiętam, o czym dokładnie myślałam, ale zakładam optymistycznie, że o lodówce. XD

      Jakie to... szowinistyczne.
      W 100%, dlatego to mój ulubiony fragment XD

      Skończyłam czytać Death Note po siódmym tomie, więc nie wiem - czy Matt cierpiał na niekontrolowane gazy?
      Też nie wiem. Autor DN nie udostępnił tych tajnik informacji. Smutam :(

      Co prawda sypiamy razem, ale przecież nie możesz mnie zobaczyć w negliżu!
      Bo spać razem, a sypiać ze sobą to dwie różne rzeczy. Przynajmniej według mnie XD

      I kto tu mówił o kobiecych odruchach?
      Ja XD

      Co to za patologia, że zamiast przemyć sobie wargę, gość wbiega do pokoju i sniffa poduszkę?
      Łazienka była za daleko. Poza tym czymże jest rana na wardze na prawdziwego faceta? Nie rozśmieszaj mnie :D

      Nie wiem, gdzie może być umiejscowiona noc na twarzy, ale obstawiam, że wychodzi czasem z nosa.
      A czasem z ucha ^^

      Ten dym prychnął, czy już awangardowy wzorek?
      Wzorek, ofc! XD

      ...i to dzięki niemu dowiedziałem się, że kość piszczelowa mi się krzywo zrosła...
      Oczywiście. Trzeba poszerzać swoją wiedzę z anatomii XD

      Prawdziwi mężczyźni nigdy nie patrzą na wyświetlacz, kiedy do kogoś dzwonią. Telefon się boi połączyć ze złym numerem.
      Problem w tym, że on do nikogo nie dzwonił ^^

      A poza tym wszyscy zdrowi, dziękować.
      Pomijając fakt, że nie najprawdopodobniej nie żyją i to pewnie masz rację :D

      On z kimś rozmawia, czy to się dzieje w jego myślach? Te poziome kreseczki są właśnie dla tego, żeby informować czytelnika o takich sprawach.
      Oczywiście, że przewołał duchy i z nimi rozmawiał. A te poziome kreseczki zostały zdefiniowane jako pauzy, chyba XD

      Usuwał go ze ścian, z telefonu, z marginesów swojego dziennika i w końcu usunął sobie nawet ten tatuaż z pośladków.
      Oksy. Szczerze powiedziawszy nie mam bladego pojęcia o so chodzi, więc wtf? ^^

      Nie kumam, czemu się tak burzy, przecież Mello robi taką klasyczną damsel in distress, że gdy Matt wyciągnie go spod gruzu, nie będzie innej opcji jak Przeciągły Pocałunek Wdzięczności.
      Obawiam się, że nie do końca :D

      Będzie ciąg dalszy upojnej analizy „paradoksu”? ^^

      Usuń
    2. *Pomijając fakt, że najprawdopodobniej nie żyją i to pewnie masz rację :D

      Usuń
  2. A może teraz jakąś analizę pseudo Harry'ego Pottera? ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. A poza tym wszyscy zdrowi, dziękować i ciepło na dole -to mi się podobało najbardziej!
    Ale czekam na Anielicy cd.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Hej, mam pytanie odnośnie któregoś z wcześniejszych wpisów, jedna z was irytowała się ze słowa "dżip". Chodziło wam głownie o to że to jest nazwa, czy ogólnie- angielskie pisać po angielsku? Zajmuję się pisaniem (chociaż nie wiem czy to tak można nazwać; skrobie, skrobie, czasami mi coś wychodzi...) i jestem ciekawa formy dżinsy/jeansy. Która poprawna? Czy może obie są dozwolone? Bo widziałam w wielu książkach słowo "jeans", ale również spolszczone "dżins". Więc zastanawiam się, może któraś z was wie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że obie formy są dopuszczalne, zrobiłam też risercz i obie formy pojawiają się w słownikach. Pewnie dlatego, że jest to tkanina, a nie nazwa marki - bo te dżipy też figurują w słownikach, ale jako potoczny synonim na samochód terenowy. No i jednak mówimy o nazwie własnej, więc spolszczenie to tak nie bardzo. No i "dżinsy", przynajmniej moim zdaniem, wyglądają nieźle, a "dżip"... eee.
      Żabencja

      Usuń
  5. Trafiłem tu z Czarnych Owiec zupełnie przez pomyłkę, ale zostałem bardzo pozytywnie zaskoczony :) Analiza barwna i zabawna. A "pierdolec neuronów" w ogóle bardzo mi się spodobał. :D Tak trzymajcie i powodzenia w następnych analkach!

    Pozdrawiam,
    Zelaznostopy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, dopiero teraz dowiedziałam się, że Owce mają nas w linkaczach. Osobiście czuję się zaszczycona.
      Cieszę się, że analiza się spodobała i dziękujemy za miłe słowa. :)

      Usuń
  6. Nie tylko one, Niezatapialna Armada też.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja wam na maila wysłałam taki blog, że brak słów, nazywa się ,, Leśny Zamek"

    OdpowiedzUsuń
  8. http://lesnyzamek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. To blogasek mojej siostry ;)

    OdpowiedzUsuń