poniedziałek, 16 września 2013

Lato z Anielicą. cz. 9, o albinosach pragnących dominacji

Witamy! Lato chyli się ku końcowi, a Anielicy zostało nam ho ho i jeszcze trochę. Ale nie zrażamy się, chociaż w niektórych momentach mamy ochotę rzucić komputerem przez pokój i nie musieć mieć do czynienia z bezdenną głupotą tego tekstu. Dziękujemy za nadesłane propozycje blogasków do oceniania. Nie wiemy czy mamy je traktować jak drobną sugestię, żeby przestać męczyć tę nieszczęsną książkę, ale obiecujemy, że niedługo pojawi się coś normalnego. 
W dzisiejszym odcinku ponawiązujemy sobie trochę do innych książek, które można przeczytać bez łez bólu. Będzie trochę Dana Browna, od którego AŁtorka najwyraźniej wypożyczyła tymczasowo Silasa, najwidoczniej, żeby odnaleźć potomka Jezusa, czy coś. Aha, Jezus też będzie, chociaż na szczęście nie na długo. Za to żenująco. Będą durne dialogi, naśmiewanie się z imion oraz próby zawładniecia nad światem, które nie do końca wypaliły. Cokolwiek ma to oznaczać.
Tak czy inaczej, zapraszamy!


Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja


Putto ubrane w zwis męski ozdobny wyciąga formularzyk do wypełnienia. Po wysłuchaniu rzewnej historii Wiki idzie skonsultować rzecz z przełożonym, będąc przy tym podejrzanie uprzejmym.

No tak, sam nie mógł podjąć tak ważnej decyzji, jaką było przyjęcie mnie do Nieba. Nie zdziwiło mnie to. Gdybym była na jego miejscu, też wolałabym zasięgnąć rady kogoś mądrzejszego, żeby to potem on ewentualnie za to oberwał, a nie ja.
Albo mi się wydaje, albo konsultacje z przełożonym nie oznaczają podejścia "jak on będzie decydować, to on wtedy wyląduje na dywaniku, lol".

Zerknęłam na mojego putta.
Moje putto, ale już dobra, ech...

- To może pójdziemy się przejść? - zapytałam. - Chętnie pozwiedzam Niebo.
- Oczywiście, jestem do pani dyspozycji - kiwnął głową tak mocno, że aż loczki opadły mu na twarz.
Wyszliśmy przed budynek. Diabłów nigdzie nie było widać. Pewnie wciąż załatwiały swoje sprawy.
- Czy mógłbym pani coś zaproponować? - zapytał usłużnie karzełek.
- Nie mów do mnie per „pani” - żachnęłam się. - Nie czuję się panią.
Albowiem czuję się panem. Czy raczej - Panem.
W naszej bohaterce odzywa się jej dominująca natura. W końcu przekona się do skórzanych wdzianek, to tylko kwestia czasu. 

Jestem Wiki, a ty?
Laska dostaje wysypki na samą myśl o urzędach, a teraz sobie wesoło nagabuje swojego konsultanta. Poza tym, jeśli chce się z kimś być po imieniu, najpierw należy zapytać, czy druga osoba wyraża na to zgodę, a nie wyjechać beztrosko z "ty, mów mnie po imieniu".

- Zwykle nie spoufalamy się z klientami, ale wyglądasz na miłą dziewczynę. 
To nie miły charakter, to marysuizm tak się czasem wypsnie. Sorry za zniszczenie twojego światopoglądu.
Naturalnie wszystkie postaci, które nie są brzydkie/brudne/śmierdzące/mają wszy/cycki nie są w stanie nie lubić głównej bohaterki. 

Jestem Borys - zacharczał zapitym i przepalonym w ciągu dziesiątek lat głosem.
To ciekawe, bo do tej pory jakoś nikt nam nie powiedział jakoby Borys był alkoholikiem. Poza tym czy uzależnienie od nikotyny nie przeczy trochę niebiańskiej polityce baniek z rur wydechowych?
Może ich papierosy też wydmuchują bańki?

 - Proponuję spacer w stronę złotej bramy.
Chcesz pozwiedzać niebo? Wróćmy się do miejsca, z którego przybyłaś!

Miałam ochotę zaprotestować - tę trasę już znałam, ale spojrzał na mnie jakoś tak błagalnie, że się zgodziłam. Nigdy nie miałam twardego serca.
Inaczej, nigdy nie jesteś w stanie zaprezentować własnego zdania. To między innymi dlatego pomogłaś diabłom odzyskać skrzydła i poszłaś z nimi do nieba, chociaż nie za bardzo tego chciałaś.

Szliśmy w milczeniu. Ja zachwycałam się pięknem krajobrazu, a on dreptał obok mnie. 
Coś mi nie styka w tych dwóch zdaniach, ale pojęcia nie mam co.
Obiad jedliśmy razem. Ja widelcem, a on popijał sokiem. 

W końcu dotarliśmy do błyszczącej bramy.
Czy błyszcząca brama to nazwa czy to wszystko, jeżeli chodzi o umiejętności AŁtorki opisywania świata przedstawionego?

- Co teraz? - zapytałam.
Po drugiej stronie nie było widać świętego Piotra. 
Nadal się go spodziewałaś tam zobaczyć, chociaż nie było go przed bramą, kiedy przybyliście i odszedł w innym kierunku trzymając w dłoni kij do golfa? Nie wiem ile jeszcze potrzebujesz sugestii, że facet nie koczuje przed bramą, ale tyle chyba wystarczy. 

Na straży znowu stały nieruchome złote golemy. Staruszek chyba zbytnio się nie przepracowywał.
A co on niby ma robić, skoro ulepił sobie goryli? Stać w bramie i wymachiwać w stronę interesantów tymi kijami do golfa?

- Tu jest takie małe wyjście - Borys podszedł do ogrodzenia.
Rzeczywiście. Głęboko w krzakach, na prawo od bramy, znajdowały się małe drzwiczki dostosowane wielkością raczej do putta niż do mnie. 
Czekajcie, chcecie mi powiedzieć, że Niebo jest ogrodzone i strzeżone przez armię golemów, a można się do niego dostać przez dziurę w płocie?

On swobodnie przez nie wyszedł, a ja przeszłam na czworakach.
Nie zamknęliśmy ich za sobą, bo jak wyjaśnił mi putto, mielibyśmy wtedy problem z wejściem. Od zewnętrznej strony boczne drzwi nie miały klamki.
A, spoko, jak tak to nie ma problemu. Przecież w żadnym wypadku nie da się zrobić tak, że ktoś otworzy te drzwi od środka i wpuści do nieba każdego, kto będzie chciał wejść.
Rozumiem, że golemy totalnie leją na wszystko co się dzieje naokoło i nie zwracają uwagi na to, że dwie osoby właśnie wychodzą z miejsca, którego powinny pilnować? 

Za bramą Borys wyjął zza majtek paczkę papierosów. Wyciągnął je w moją stronę, ale pokręciłam przecząco głową. Wzruszył ramionami i zapalił. Zaciągnął się z prawdziwą ulgą. Chyba minęło dużo czasu, odkąd wyrwał się na przerwę „relaksacyjną”.
- Czemu wyszliśmy? - zapytałam zaciekawiona.
- Bo w Niebie nie wolno palić - z uwielbieniem wypuścił dym nosem.
Skąd w takim razie biorą papierosy? Czy w niebie funkcjonuje podziemny ruch przemycający fajki z ziemi?

Miałam ochotę zadać mu mnóstwo pytań, ale nie chciałam wyjść na nieuprzejmą.
- Mogę cię o coś zapytać? Nigdy nie spotkałam żadnego putta - przełamałam się.
- Proszę, lalka, wal śmiało - wraz z minięciem ogrodzenia minęły też wszystkie konwenanse.


To ja się zawijam z moim savoir-vivrem.

 - Ale ja też chcę się czegoś o tobie dowiedzieć.
Usiadłam na marmurowym stopniu. Mogłam teraz patrzeć mu prosto w marmurowe oczy. Były zaczerwienione od dymu i lekko pożółkłe.
Ani chybi żółtaczka lub zespół Gilberta.
To znaczy, że Beleth może palić i pić bez problemu, ale Borysowi od fajek już wątroba wysiada?

Na szczęście urocze blond loki z marmuru przez większość czasu je zasłaniały.
Powiadam wam, w tym sezonie marmur to nowy piaskowiec - jeśli pamiętacie analizy 50 Shades wiecie, o co chodzi.

- Możesz latać za pomocą tych skrzydełek?
Wydawały się dość małe i niepozorne.
Tak, to jest właśnie odpowiednie pytanie, kiedy spotykasz putto (bleh!), przebywając w niebie i chcąc się dowiedzieć jak najwięcej na temat otaczającego Cię świata. W sumie dobrze, że nie spytała jakie pali. 

- Mogę, ale jest to trochę trudne. Dużo nie dam rady w ten sposób przelecieć. Najwyżej parę metrów. Szybko się męczę - zakasłał od dymu. 
Tak, fantastyczna istota zamieszkująca Niebo z pewnością ma problemy z powodu wypalonych papierosów. Bo takie rzeczy pojawiają się w tej powieści tylko wtedy, kiedy AŁtorka stwierdzi, że by się przydały. Przypomnimy to sobie następnym razem, kiedy Beleth pstryknie palcami i momentalnie wytrzeźwieje po wypiciu pięciu litrów wódki. 

- Moja kolej. Jak to się stało, że zadajesz się z tymi łachudrami?
Wydmuchał dwa kółka dymu. Ku mojemu zaskoczeniu następnie z jego ust wydostał się kwadrat, a potem trójkąt...
... a następnie trójmasztowiec, bowiem Borys niespodziewanie zamienił się w Gandalfa.

- To bardzo długa historia - westchnęłam, odwracając spojrzenie od tego cudu. Borys miał chyba gumowe usta.
Tak, z pewnością nie miało to nic wspólnego z faktem bycia mieszkańcem zaświatów. 

Opowiedziałam mu wszystko, co wydarzyło się, kiedy jeszcze byłam diablicą, i to, w jaki sposób znalazłam się w Niebie.
Dobrze, że już są w Niebie, bo Borys prawdopodobnie nie przeżyłby takiego stężenia nudy i bezsensu za jednym zamachem. 

Borys zaśmiał się chrapliwie.
- Słyszałaś o czymś takim jak syndrom sztokholmski? 
Chyba rzeczywiście było ze mną coś nie tak. Putto był już drugą osobą, która mi to
wypominała...
Wiecie co? To jest w jakiś sposób przykre.W tym momencie wydaje mi się, że Ałtorka jednak wie, że stworzyła głupkowatą, łatwą do zmanipulowania postać. Wie, że to nie jest normalne, by zdrowy na umyśle człowiek spotykał się z kimś, kto go wykorzystuje, kto go już raz ZAMORDOWAŁ i jest z natury niebezpieczny - stąd takie 'zdroworozsądkowe' wstawki. Stąd też o całe mendzenie w Tłajlajcie spod znaku "Bello, jestem niebezpieczny, zjemy razem lunch?" I to powtarza się we wszystkich tak zwanych romansach paranormalnych - bohaterka musi być bardzo młoda, bardzo naiwna lub po prostu głupia, by w ogóle zbliżyć się do szemranych istot z danego uniwersum. Ale wszystkie powody przeciw jakoś tak nikną, bo przecież fabuła opiera się na kontakcie z diabłami/wampirami/chujwieczym.

- Taa... Moja kolej. Czemu na wszystkich rysunkach cherubinków są namalowane małe dzieci? Nie wyglądasz jak dziecko...
Kiedy mówisz "wszystkich" mam ochotę załatwić sobie jakimś sposobem Michałowy miecz i dźgnąć cię tam, gdzie będzie najbardziej bolało. 




Borys podparł się pod boki. Pet sterczał mu z kącika ust. Pielucha obsunęła się lekko. Zauważyłam, że miał owłosione przedramiona i palce.
Na Bora, to gdzie on miał tę pieluchę i co znajduje się na jej miejscu?
Może to swoista pielucha-kondom-golf i tylko głowę mu widać.

 Miał także pewne braki w uzębieniu.
Jeszcze raz, gdzie ta pielucha?!
Jak widać, również na głowie. Jeśli to prawda, Borys wygląda jak wielki serdel.

 Krzaczaste rudawe brwi opadły mu na oczy, gdy zmarszczył czoło.
Co on, takie obwisłe łuki brwiowe ma, że robią FLOP?

- A podobałyby ci się malowidła ścienne, na których ktoś uwieczniłby mnie?
Okej, miał rację.
- Kim jest ten Piotr? - mrugnął do mnie.
Masz na myśli Adamczyka, Brożka, któregoś z carów rosyjskich, świętych, czy może wracamy do tego Piotra od golfa, bramy i kluczy, których nie ma?

No proszę, minicherubinek mnie podrywa. Westchnęłam i mimowolnie uśmiechnęłam się na wspomnienie Piotrusia. 
Piotrusiomierz: 10
Skarbie, to, że ktoś do ciebie mruga, szczególnie, kiedy chwila wcześniej powiedział do ciebie per "laska" nie oznacza jeszcze, że cię podrywa. Więc ogarnij jajniki. 

Potem zachciało mi się płakać.
- To najwspanialszy chłopak, jakiego spotkałam, ale zdradził mnie.
Jak to się mówi w logice? Założenie nie pokrywa się z wnioskiem...
Miał wspaniały uśmiech, szkoda tylko, że bez zębów.
Był pięknym blondynem o czarnych włosach.
Ładny samochód, chociaż szkoda, że to biurko.

Rzuciłam go. Wiesz, że mówił mi, że nic nie pamięta? Że wszystko mu się zatarło...
Chyba obtarło...

- Uwierzyłaś mu?
Przez chwilę milczałam.
- Tak, chyba mu uwierzyłam.
To dziewczę jest niesamowite. Parę analiz temu (z trudem) zatrybiła, że jest jakiś związek między Piotrusiowym Imperatywem Ciupciania a tym, że sama bezwolnie polazła na Pole Mokotowskie i dała się zaciukać. I DALEJ NIC.

Putto przyglądał mi się uważnie.
- Skoro mu wierzysz, to jest spore prawdopodobieństwo, że mówi prawdę.
Noo... Dlatego niektóre kobiety pożyczają forsę ledwo poznanemu facetowi, bo przecież mieszkanie mu się spaliło i potrzebuje na remont.
Logika tej książki jest tak miażdżąca, że nie dziwie się, że czytam tak mało polskiej literatury. 

Masz czyste serce, lalka, a to ułatwia ci dostrzeganie tej cechy u innych. 
Czy wy też widzicie, jak on ją ostro zarywa? Nie? Bo bohaterka z pewnością to widzi.

Zresztą jak sama wspomniałaś, a także jak słyszałem z plotek krążących po Niebie, diabły pilnie cię potrzebowały do stworzenia skrzydeł. To znaczy, że nie chciałyby, by stanął im na drodze pewien śmiertelnik.
I się wydało! Teraz Wiki na pewno zrozumie, co się za tym wszystkim kryło, wróci do Piotrusia niezależnie od tego, jaki z niego flimun, i razem obmyślą zemstę na diabłach!

Nie miałam ochoty o tym myśleć. Nie chciałam rozmawiać o Piotrze.
- Moja kolej. Skąd masz ten tatuaż? - zmieniłam temat.


JA. PIERDZIELĘ.
Nie. Koniec. Ja tego nie będę komentować, ja się nie będę denerwować, ja po prostu otworzę sobie zamrażalnik, wyjmę litra i tym sposobem zapomnę, jak piramidalnie tępa jest ta bohaterka.

- Aaa - przydusił niedopałek piętą. - Podobała mi się kiedyś taka jedna. Ale była trochę niedostępna. Wiesz... no... lubiła nosić obcasy.
To nie niedostępność, to niezła chamówa - zarywa cię niski gościu, a ty wkładasz obcasy. Też lubię je nosić, pewnie jak idę ulicą to niscy mężczyźni myślą, że jestem oziębłą żelazną dziewicą-feministką.

Pokiwałam współczująco głową.
- To powiedz mi, lalka - przysunął się do mnie. - Czyli jesteś teraz wolna?
Jestem, ale za tę lalkę to kij ci w oko, chamie.
Nie, zapierdalam jak dyliżans.

- Nie - odparłam szybko. - Borys, bardzo mi pochlebiasz, ale ja cały czas rozpaczam po Piotrku.
Ubrania Beletha nieźle sprawdzają się jako chusteczki.
Ona tak strasznie za nim rozpacza, że z tej rozpaczy zaraz przehumpa Beletha do nieprzytomności. Jej cierpienie sprawia, że do oczu cisną mi się łzy.

Jeszcze nie wiem, co zrobię ze swoim życiem.
Mam parę pomysłów, ale one nie nadają się do publikacji.
Facet cię zostawił, zrozum, że nic dobrego cię już w życiu nie czeka. Uwielbiam jak tak zgrywa silną kobietę. 

Teraz on pokiwał głową. Usiadł na schodku i zaczął machać wesoło nogami. Bardzo szybko wrócił mu dobry nastrój.
- A jak to jest? Wy, istoty anielskie, możecie tak ze zwykłymi kobietami?
Twoje nawiązywanie rozmowy jest tak subtelne jak rewolucja październikowa. I litości, naprawdę z góry zakładasz, że Borysowi tylko ciupciać się chce? Cenisz się jak cholera.
Czyt. "Tak bardzo rozpaczam po Piotrusiu... to jak myślisz, będę mogła wyhumpać Beletha?"

- zapytałam. - Bo w Piekle diabły mi powiedziały, że dawno temu Bóg zakazał związków cielesnych między aniołami, czyli też automatycznie diabłami, a kobietami.
Jeżeli jest to zapisane w Biblii, możesz sobie od razu odpuścić, jest tam też kilka tekstów o kamieniowaniu za założenie ciuchów z kilku różnych materiałów.

 To podobno dlatego zrobiłam się taka popularna, gdy stałam się diablicą.
O fak, ona rzeczywiście ma o sobie tak niskie mniemanie...

- Hm... no nie wolno - westchnął ciężko. - Z normalnymi śmiertelnikami niestety nie wolno. To czyni nas wszystkich dość samotnymi.
Impas rodem z seminarium, ale na wszystko jest sposób: romans z prawicą, obłapianie innych kleryków, pardon, aniołów albo bromek potasu - Gabriel pewnie codziennie wlewa go wszystkim do herbat.
<Żabencja nie przeprasza za swój antyklerykalizm>

Wydaje mi się, że zakaz nawet obejmował ciebie, gdy byłaś jeszcze diablicą, ale nie jestem pewien.
- To znaczy, że ja nie mogłam być w związku z człowiekiem? - wolałam się upewnić.
- Nie no, wiązać się możesz, ale czaisz, tylko za rączkę i zero wypuszczania węża na wolność, jeśli wiesz, o czym mówię.
Jak na osobę, która podobno w pierwszej części nauczyła się wszystkich manuali na pamięć, Wikta wydaje się wiedzieć zaskakująco mało.

- Tak.
No proszę, proszę... W takim razie, nie wiedząc o tym, mogłam spowodować prawdziwą katastrofę. Nikt mnie nie uprzedził, że mi nie wolno. Beleth skutecznie nabrał wody w usta, gdy wybywałam gdzieś z Piotrusiem po swojej śmierci. 
Piotrusiomierz: 11
O boru, jaki piękny eufemizm na seksy, wybywać gdzieś z kimś <3

Udawał złego, ale na pewno zdawał sobie sprawę z konsekwencji, które byśmy ponieśli.
Całe szczęście, że wtedy do niczego nie doszło! Moglibyśmy wpędzić się w nie lada kłopoty!
Rzeczywiście, wysadzenie w powietrze księżyca i otarcie się o apokalipsę z pewnością jest niczym w porównaniu do przespania się ze śmiertelnikiem. 

Nagle zrozumiałam motywy przystojnego diabła. 
Przystojny diabeł: <sprawdzić> over 9000 <to nie sprawdzam>

Gdybym wtedy zaszła za daleko z Piotrusiem, na pewno zostałabym ukarana.
Pola dotknął nieurodzaj, krowy przestałyby dawać mleko, twoje łono stałoby się jałowe, potem spopieliłby cię piorun, a Piotruś eksplodowałby niczym bakłażan rzucony z szóstego piętra.
Ale mogłabyś się jeszcze załapać na becikowe. Chyba, że z tym zajściem za daleko, chodziło ci o coś innego. 

A jak wyglądałaby ta kara? Znając Lucyfera, pewnie z kilka tysiącleci odsiadki w Piekle. 
Chwilunia. Zakaz seksa ze śmiertelnikami wprowadzono po to, by zapobiec płodzeniu zmutanciałych dzieci. Tylko że te dzieci były płodzone przez męskie diabły, w końcu diablice to nowe stanowisko. Chcecie mi przez to powiedzieć, że te diablice mogą być w ciąży, czy po prostu nie ma seksa bo nie?

W tym czasie Beleth zadbałby o to, żeby mój ukochany trafił do Nieba, gdzie jako diablica przez wieczność nie miałabym wstępu.
To chyba muszę ci przypomnieć, że jakby nie było, ubiegasz się tutaj o pobyt tymczasowy MAJĄC moce diabelskie.
Jeżeli chodzi o tę książkę, to logika już dawno wyemigrowała na południe, założyła własną rodzinę i zapomniała rodzimego języka.

A to podstępny diabeł!
Nie wprowadzaj zamętu, to Azazel jest tu podstępny!
Ale serio. Co prawda nie zatrybiła, że Przystojny Diabel potrzebując skrzydeł, wszczepił Piotrusiowi Imperatyw Ciupciania. Okej, na razie to zostawmy, przecież bohaterka musi dawkować sobie informacje, inaczej zwoje jej się przegrzeją. Jednak już zakumała fakt, że Beleth już wcześniej chciał rozbić jej związek. I... nic? Nic nie grzechocze? Czy po prostu jest to kolejny dowód na to, że ma Piotrka totalnie w dupie i wcale po nim nie rozpacza?

- W Administracji opowiadałeś mi o siódemkach. Powiedziałeś wtedy, że jest siedem sztuk wyzwolonych. O co chodziło? - postanowiłam zmienić temat.
A do szkoły to panienka chodziła jakiejś?
Tak, do tej, w której uczniów na religii uczy się o golemach.

- To podstawowe wykształcenie w starożytności i średniowieczu.
Co jest lekko przekształconym zdaniem prosto z Wikipedii: http://pl.wikipedia.org/wiki/Siedem_sztuk_wyzwolonych

Człowiek je posiadający był człowiekiem światłym i oświeconym. Składają się na nie: gramatyka, logika, retoryka, geometria, arytmetyka, astronomia i muzyka.
Zamyśliłam się.
- Jestem raczej słaba z gramatyki i liczyć do dziś nie umiem. Ale jestem wygadana, to chyba podpada pod retorykę.
Kochanie, retoryka oznacza umiejętność przekazywania swoich myśli w klarowny, logiczny i piękny wręcz sposób, więc chyba muszę cię rozczarować.
Jestem ciekawa, skąd bierze się jej wygadanie, bo jeżeli uważa, że ta żałosna rozmowa z Phyllis pod to podpada to zaczynam wątpić w rzeczywistość.

No i lubię śpiewać pod prysznicem.




Borys zaśmiał się szczerze i poklepał po kolanach z uciechy.
- Dobra, lalka, już się nad tym nie zastanawiaj. Świetna z ciebie kobitka. 
Tak uroczo popisujesz się swoją ignorancją, jaram się.
Kiedy facet w pielusze sugeruje ci, że jesteś tępą dzidą, skończ.

A teraz chodź, zobaczymy, czy jesteś już obywatelką Niebios.

Rozdział 14
Wracaliśmy tą samą trasą, ale ja wciąż dostrzegałam nowe, ciekawe szczegóły, dzięki czemu się nie nudziłam.
To rzeczywiście, jakbym po raz trzeci szła tą samą drogą w PIERDZIELONYM NIEBIE, byłabym znudzona jak nie wiem co. 

Nagle minął nas biały sportowy samochód. Tak jak wszystkie pojazdy w Niebie nie emitował spalin, tylko bańki mydlane. Wydawało mi się to dość kiczowate, ale nie miałam prawa dyskutować na ten temat. W końcu nawet nie byłam mieszkanką Arkadii.
To tak, jakbyś przyjechała do Warszawy i stwierdziła, bo ja wiem, że Pałac Kultury ssie. No i dobrze, dla jednych ssie, dla innych nie. Zbijanie się z kultury, przyzwyczajeń lub wierzeń jakieś grupy społecznej jest niemile widziane, ale samochody emitujące bańki mydlane są tak chujowe, że aż udzielam ci tego prawa głosu, które sobie odbierasz.
Nie obczajam tego myku z bańkami. Jeżeli tu już i tak nikt nie może wykitować to komu zaszkodziłyby spaliny? Można by też sprawić, że spaliny byłyby bezwonne. Albo zastąpić je po prostu świeżym powietrzem? Albo wodorem, nawet na ziemi istnieją takie technologie. Ale bańki, poważnie? 

Auto wyminęło kilka innych samochodów, dorożek, jeźdźców i pieszych. Za kierownicą dostrzegłam brązowowłosego mężczyznę w dziwnym nakryciu głowy. Na czole miał przepaskę nabijaną srebrnymi kolcami.
Na początku wyobraziłam sobie fana norweskiego blackmetalu, ale po chwili zastanowienia... JEZU, NIE!
...No właśnie. Jezu. Poza tym, Ałtorko, nie masz najwyraźniej pojęcia, jaką symbolikę ma korona cierniowa. Wobec tego specjalnie dla ciebie przygotowałam ustęp z Ewangelii Mateusza: " Wtedy żołnierze namiestnika zabrali Jezusa z sobą do pretorium i zgromadzili koło Niego całą kohortę. Rozebrali Go z szat i narzucili na Niego płaszcz szkarłatny. Uplótłszy wieniec z ciernia włożyli Mu na głowę, a do prawej ręki dali Mu trzcinę. Potem przyklękali przed Nim i szydzili z Niego, mówiąc: "Witaj, Królu Żydowski!" Przy tym pluli na Niego, brali trzcinę i bili Go po głowie."
Taki ze mnie katolik jak z kangura szczoteczka do zębów, ale litości - nosilibyście taką lanserską opaskę, która nawiązuje do waszego upokorzenia i była bonusem do biczowania?

- Czy to był...? - zapytałam.
- Tak, to najnowszy model maserati birdcage 77th! - wykrzyknął putto i zagapił się na dość kosmicznie wyglądający pojazd.
Był bardzo płaski. Całą górną powierzchnię zajmowała szyba. 
Wszyscy dziennikarze motoryzacyjni tego świata po przeczytaniu tego opisu zgodnie rąbnęli głową w stół.
Wyślę AŁtorce rachunek za rezonans magnetyczny. To po pierwsze, po drugie, szyba, która zajmuje całą górną powierzchnię samochodu nazywa się szklanym lub panoramicznym dachem. Do tego nie trzeba być dziennikarzem motoryzacyjnym.



Dorzucam zdjęcie Maserati Birdcage 75th. Model koncepcyjny, na który nie będę już mogła patrzeć z zachwytem. Wyobraźcie sobie w nim Jezusa.
W sam raz na drogę krzyżową, nie ma co.

Wydawało się wręcz, że pojazd promieniał.
Promieniał? Może promieniował? To się właśnie dzieje, kiedy do napędu używa się zubożonego uranu.

 Na dodatek ten mężczyzna w środku!
- Na Ziemi swojego czasu powstał maserati birdcage 75th, który nie został wprowadzony do użytku. My mamy już 77th. Czy on nie jest cudowny? To najszybszy i najdoskonalszy samochód w całym Niebie. Widziałaś tę linię wygięcia podwozia?

Toldie płacze, bo jest fanką motoryzacji i chciałaby ponarzekać, ale boi się, że zanudzi czytelników. Drogi czytelniku, jeżeli motoryzacyjna frustracja Cię nie interesuje, możesz ominąć ten akapit i przejść do dalszej części analizy.
Po pierwsze 75th nie oznacza kolejnej odsłony tego modelu. Birthcage 75th powstał w 75 rocznicę powstania modelu Tipo 61 (nazywanym również Birdcage) oraz rocznicę powstania Pinninfariny, bez której dzisiejsza motoryzacja byłaby odrobinę mniej ciekawa. Nie ma następców.
Po drugie, linia wygięcia podwozia? PODWOZIA? Jeżeli podwozie jest wygięte to znaczy, że najprawdopodobniej samochód miał bliskie spotkanie z latarnią, bo nie ma aerodynamicznego powodu, aby podwozie miało być w jakikolwiek sposób wygięte.
Chyba, że, droga AŁtorko, chodzi ci o zakończenie DYFUZORA, czyli tą śmieszną żebrowaną część z tyłu samochodu, który ze względów aerodynamicznych owszem, jest wygięty.



Kurcze, może i nie jestem specjalistką do spraw motoryzacyjnych, ale zebranie informacji do tego komentarza zabrało mi pięć minut researchu na wikipedii i nawet bez mojego zainteresowania nie jest trudno nie walić głupot za każdym razem, kiedy opisuje się samochód. 

- Całkiem ładny. Ale kto...?
- A właśnie - znowu mi przerwał. - Z tym samochodem wiąże się pewna historia. Ostatnio mieliśmy w Niebie niezłe zamieszanie, bo pewnemu papieżowi bardzo nie spodobał się ten samochód. Gdy trafił do nas po swojej śmierci, obiecano mu, że to on będzie miał najszybsze auto w całej Arkadii.
Ciekawe, czy Ałtorka z pełną świadomością kreuje taki błogi obrazek 'ubogiego' kleru...
Co było tak ważne, że musieli mu obiecać najszybszy samochód? Nie chciał trafić do Nieba? Poza tym, istnieje wiele samochodów szybszych od modeli produkcyjnych. Za przykład można wziąć bolidy Formuły 1. 

No i przez pewien czas miał. Ale wiesz... synowi Szefa nikt nie odmówi, dlatego pomimo protestów papieskich to maserati birdcage 77th jest najszybszym samochodem na świecie i w zaświatach.
To dlatego Jezus nie przychodzi powtórnie na Ziemię, bo jeździ sobie w te i nazad samochodem. Był taki werset o wielbłądzie i uchu igielnym...
Nie na świecie, ten samochód nie istnieje. 

O nic więcej już nie pytałam. Szliśmy w milczeniu ulicami Edenii.
- No pięknie - mruknął ponuro Borys, gdy już dochodziliśmy na miejsce. Zerknęłam na niego zdezorientowana. Podążyłam za jego spojrzeniem. Patrzył z kwaśną miną na przystojnego anioła w niedbałej pozie opartego o barierkę przy Administracji.
Oho, na scenę wkracza przystojny anioł, niechybnie aby robić konkurencję przystojnemu diabłu. 

Gdyby nie to, że posiadał skrzydła, miałabym pewne wątpliwości, czy aby na pewno był aniołem. Miał bowiem kruczoczarne pióra. 
Jakby nie miał skrzydeł, to te pióra lewitowałyby wokół niego. Albo wystawałyby mu z dupy. Fuck logic.
Może AŁtorce chodzi o włosy. To znaczy ostatnio mówiło się na nie pióra chyba w latach osiemdziesiątych, ale już to miałoby więcej sensu niż powyższe zdanie.

Wydawały się pochłaniać światło słoneczne.
Hej, to był mój pomysł z ziejącym niegodziwością pochłanianiem światła!
Hej, wiem, że nie jestem specem od fizyki, ale czy z kolorem czarnym nie ma czegoś takiego, że pochłania światło? Czyli w tej chwili AŁtorka napisała, że skrzydła były czarne i były czarne. 

Mężczyzna był tak jak inne istoty niebiańskie ubrany całkowicie na biało. Miał na sobie lnianą koszulę, ozdobioną delikatnym czarnym haftem na kołnierzu przy szyi oraz na rękawach, i także płócienne spodnie. 
Jak blisko podeszła bohaterka, by móc zobaczyć ten delikatny czarny haft na kołnierzu?
I co ten haft przedstawiał? Czy to był po prostu haft i reszta nie jest istotna?

Jego stopy obute były w sandały jezuski. Jednak w przeciwieństwie do innych aniołów nie nosił do nich skarpetek. Dostał u mnie za to plus.
Oho, przyjezdny. Nie zapominajmy, że anioły to przecież Polacy.
Czy to, że nie miał skarpet oznacza, że jest archaniołem, czy odwrotnie, skarpetki dostaje się przy awansie?
Może to coś odwrotnego do wyzwalania skrzatów u Rowling. Dajesz archaniołowi skarpetę albo inną część ubrania, gdy jesteś zadowolony z jego pracy.

Lecz to nie jego strój zwrócił moją uwagę, 
Jak to, a ten wypatrzony przez ciebie haft?

ale nietypowa uroda. Miał krótkie blond włosy. Tak jasne, że wydawały się wręcz białe. Jego tęczówki miały wyblakły niebieskoszary kolor. 
Matko Bosko, toż to Paul Bettany!


Pierdzielę, kolejny albinos? Przynajmniej nie ma czerwonych tęczówek, ale jeżeli na tym skończy się jego charakterystyka, to będę zła.

Prawie nie było ich widać, przez co wydawało się, że posiada tylko zwężone w szparki źrenice.
Naprawdę nie jestem w stanie pojąć, w jaki sposób kolor tęczówek, choćby i najbardziej transparentny, wpływa na kształt źrenic.
To nie anioł, to Voldemort!

 Był piękny tak jak wszystkie anioły. Jednak było to niepokojące piękno drapieżnego zwierzęcia.



Rozumiem, że jego piękno polegało na tym, że był albinosem? OK, nie będę się czepiać, ale nie lubię, kiedy po raz kolejny AŁtorka opisuje postaci jako albo piękne, albo okropnie brzydkie nie mówiąc poza tym nic innego. Po tym właśnie wychodzi armia przystojnych diabło- aniołów, z którymi czytelnik potem nie wie co ma zrobić. 

Zrozumiałam, kogo odrobinę mi przypominał.




Miałabym jeszcze jeden przykład, ale się nie dorobił jeszcze filmowego odpowiednika (może to i lepiej, bo to polska książka i pewnie zagrałby go Adamczyk czy inny Szyc).

 Skojarzył mi się z Azazelem. Mieli ze sobą coś wspólnego. Mrok w spojrzeniu.
Wymieniali się nim. Azazel miał go w dni parzyste.

Skądś go znałam. Wydawało mi się, że widziałam podobnego mężczyznę w Piekle, ale przecież anioły miały zakaz pojawiania się w Niższej Arkadii.
A diabły w Niebie... oh wait.

W końcu pojawił się przebłysk. On był Pod Głową Anubisa tego wieczoru, gdy rozmawiałam z Piotrkiem. Tuż przed opuszczeniem przeze mnie Piekieł.
Ej AŁtorka to chyba rzeczywiście naczytała się Dana Browna. Jego Langdon też miał takie nagłe przebłyski.

Przyglądał mi się uważnie. Poczułam się nieswojo pod ciężarem jego przezroczystego, odrobinę przerażającego spojrzenia.
Tak, proszę państwa, spojrzenie może być również przezroczyste. 
What the actual fuck...




- Kto to? - zapytałam putta.
- To anioł Moroni. Nie lubię go. Straszny jest - zwierzył mi się.
Gdy wchodziliśmy po schodach, anioł uśmiechnął się do mnie i skinął przyjaźnie głową.
- Witaj - szybko zastąpił mi drogę.
Przyjazny jak cholera.
I kurcze, nawet nie ma za bardzo w co kopnąć dla obrony.

Nie mogłam go wyminąć. Usłyszałam, jak Borys mamrocze coś do siebie pod nosem, wyraźnie niezadowolony ze spotkania.
- Wybacz, że cię niepokoję. Nazywam się Moroni. Słyszałem, że przeprowadzasz się do Nieba. Czy to prawda? - uprzejmie zapytał mnie anioł.
Jestem ciekawa czy Niebo ma swojego własnego Pudelka, czy czerpią te wszystkie newsy z Faktu?

- Tak - odparłam.
Nie wiedziałam, co jeszcze powinnam mu powiedzieć. Wyraźnie na coś
czekał. Złożył skrzydła na plecach. Zaczęły się zmniejszać, aż w końcu znikły. Teraz nie musiał się nimi popisywać. 
"I Bóg rzekł: Niechaj z materii niebieskiej zrodzą się aniołowie, słudzy moi, niechaj majestat ich przewyższy gwiazdy wszystkie i księżyce; z pleców ich niech wyrosną skrzydła, ażeby byciem dżezi i kaczi rodzaj człowieczy przewyższyli..."

Już zdążyłam się dowiedzieć, że był aniołem.
No tak, bo szata i sandały były totalnie za małą wskazówką. Musiał jeszcze swój substytut kuśki wyciągnąć.

- Intrygujesz mnie - stwierdził. - Twoje zdolności, uroda. To naprawdę bardzo interesujące...
Bardzo bolało, jak spadałaś z nieba, niunia? Oh, wait...
Raczej: bardzo bolało, kiedy przebijałaś się przez skorupę ziemską uciekając z piekła?
"Obrończynie Kanonu, niezawodne źródło sucharów na każdą okazję." potrzebujemy jeszcze celebryty, żeby mógł się pod tym podpisać. 

No ludzie, czy ja wydzielam jakieś magiczne fluidy, które sprawiają, że notorycznie lecą na mnie z wywieszonymi językami anioły i diabły? Co to ma być?
Ja też się zastanawiam, bo to całe zainteresowanie twoją osobą jest zupełnie bez sensu.

 Nawet putto chciał poznać sytuację mojego związku.
To nie fluidy, sama przecież powiedziałaś, że wszyscy chcieli cię wyciupciać, bo byłaś nieśmiertelna. Zaraz, jacy wszyscy - tylko Beleth non stop zaprasza cię do łóżka, Borysowe pojedyncze końskie zaloty się nie liczą. A Moroni brzmi raczej jak amator sekcji zwłok, pardon.

- Wiktorio! Tu jesteś! - zza mojego nowego wielbiciela wychynął Azazel.
I tak ukrywał się za jego plecami i się chichrał w dłonie, bo nie było go widać?

Tuż za nim podążał Beleth z zaniepokojoną miną. 
- Moroni! A co ty tu robisz?! Nie powinieneś nękać jakichś niewinnych duszyczek i wmawiać im swoich kłamstw?
Już zdążyłem wmówić dwa na temat urody i zdolności, a z tą niewinnością to sam nie wiem.

Czarnoskrzydły anioł odwrócił się powoli w stronę diabła. Uprzejmy uśmiech spełzł z jego twarzy.

Żenujący dialog za trzy, dwie, jedną...
- Azazel. Widzę, że nic się nie zmieniłeś. Ten sam obłudnik i pieniacz co kiedyś - odparował zniesmaczonym tonem. - Naprawdę jesteś na tyle naiwny, że wierzysz, że uda ci się wrócić do Niebios? Nikt cię tu nie chce, przyjacielu.
Boru, Malfoyowe odzywki z pierwszej części Harry'ego Pottera były ostrzejsze.

- Już mi się udało - zaśmiał mu się szyderczo w twarz i pomachał jakimiś dokumentami. - Od teraz jestem na czasowym pobycie w Arkadii. Za to w czasie rozprawy za dwadzieścia siedem dni archaniołowie postanowią, czy przywrócić mi tytuł anioła. I nie jestem twoim przyjacielem.




Moroni skrzywił się.
- Do czego to doszło, żeby wpuszczać taką hołotę jak ty do Niebios. Liczę, że Rada Archaniołów okaże się rozsądna.
- Liczyć to sobie możesz, w końcu i tak do niej nie należysz - podstępny diabeł zachichotał złośliwie. - Jak to było, Moroni? Wyrzucili cię z niej, nieprawdaż?
Poważnie, trójka nadnaturalnych istot, żyjących od milionów lat i nadal nie są w stanie wyjść ponad poziom żartów z tej samej ligi co "twoja stara pierze w rzece?"

Anioł nie skomentował jego uwagi. Odwrócił się do niego plecami i wyciągnął w moją stronę rękę. Zanim pomyślałam, odwzajemniłam gest. Spodziewałam się zwykłego uścisku, jednak on pokłonił się i delikatnie pocałował wierzch mojej dłoni. Było to zachowanie pełne galanterii i elegancji.
No tak, to nic, że właśnie wdał się w kiepską pyskówę z twoimi znajomymi. Pocałunek w dłoń i facet jest od razu nowym panem Darcym. A mówią, że kobiety mają teraz zawyżone wymagania.

- Cieszę się, że cię poznałem, Wiktorio - szepnął. - Wierzę, że jeszcze nie raz się zobaczymy.
Azazel był lekko zdziwiony, że Moroni nie wdał się z nim w słowną potyczkę. Patrzył zawiedziony, jak tamten odchodzi jak gdyby nigdy nic, a następnie wzbija się w powietrze, przysłaniając na chwilę słońce swoimi czarnymi skrzydłami. Trzeba przyznać, że było to odejście z klasą.
Pamięć złotej rybki mode on, jeszcze przed chwilą używanie skrzydeł było objawem chorobliwej potrzeby zwrócenia na siebie uwagi.

- Czego on od ciebie chciał? - zapytał podejrzliwie Beleth i w jednej chwili znalazł się obok mnie. - Zaczepiał cię? Gdzieś cię zapraszał? Usiłował cię dotknąć?
Ten dialog pasowałby do tej sceny bardziej, gdyby Wiki miała pięć lat, a Moroni byłby przepędzonym właśnie pedofilem z kociętami w ramionach.

- Chciał się po prostu przedstawić - wyjaśniłam zmęczonym głosem. - Nic więcej.
Azazel podrapał się w zamyśleniu po brodzie. 
- Ciekawe, czego on tu szukał...
Może małych kotków?
Albo, jak każdy porządny albinos, szuka sposobu na rozszyfrowanie kodu da Vinci?
W takim razie zaraz pojawi się tu Opus Dei i przy okazji sprzątnie nas za zjechanie Jezusowego maserati.

Borys zerknął na mnie, potem na diabły i powiedział szybko:
- To ja pójdę zobaczyć, czy przydzielono pani zezwolenie na pobyt czasowy w Niebie. Na pewno już dopełniono wszystkich formalności.
On nadal tu jest? Ja rozumiem, że facet jest mikry, ale żeby o nim zapomnieć przez pół sceny to trzeba było się postarać. Co on robił, kiedy Anioły i Demony urządzały sobie konkurs kto dalej siknie?

- Ty! - podstępny diabeł przypomniał sobie o jego istnieniu. - Po co Moroni tutaj był? Co załatwiał w Administracji?
Putto podparł się pod boki i spojrzał na niego z wyższością, pomimo że był o dobre półtora metra niższy:
Po czym podłączył się zdalnie do Wi-Fi administracji, żeby sprawdzić najnowsze rozpatrywane sprawy.

- Niestety nie możemy udzielać poufnych informacji osobom nieupoważnionym przez klienta. Proponuję zwrócić się z tym pytaniem bezpośrednio do anioła Moroniego. A teraz proszę mi wybaczyć.
Odwrócił się na pięcie i zniknął za drzwiami prowadzącymi do budynku.
Putto ma większe jaja od diabłów, nieźle...

- My otrzymaliśmy czasowy pobyt - wyjaśnił mi Beleth. - Tobie na pewno też się uda.
Spróbował złapać mnie za rękę, ale mu się wyrwałam.
- Fajnie - skwitowałam.
Diabeł lekko urażony odsunął się ode mnie i oparł o barierkę w miejscu, w którym przed chwilą stał Moroni.
- Kto to był? - zapytałam.
- Poronioni Moroni - odparł krótko Azazel.
Syfilis, Poronioni, HELP dla życia bez cienkich jak dupa węża pojazdów...
Muszę przyznać, że przy poronionim Moronim Syphillis brzmi całkiem nieźle. A to już coś.

Posłałam pytające spojrzenie Belethowi
- Czyli poroniony Moroni. Azazel nie potrafił nigdy wymyślić mu innego przezwiska, więc używa tego, pomimo że jest beznadziejne... - wyjaśnił.
Skoro nie stać cię na nic więcej niż dowcipy z czyjegoś imienia - pozwól, że podsunę ci angielskie słówko "moron", które jako władający językami diabeł powinieneś znać. 

- Droga Wiktorio - z tego całego zdenerwowania aż warkocz rozwiązał się podstępnemu diabłu.
Włosy reagujące na nastrój, to dopiero magia. Jak jest szczęśliwy pewnie układają mu się w warkocz dobierany, a jak jest zdołowany w kok francuski.

 - To bardzo niedobrze, że Moroni się tobą zainteresował. On jest zbyt podobny do mnie.
Tak, wiemy, bohaterka powiedziała to kilka akapitów temu. To i mówienie, że ktoś kogo właśnie nazwałeś poronionym jest do ciebie podobny, to trochę strzał w kolano.

- To znaczy, że tworzy zadziwiająco głupie teorie i plany zdobycia władzy nad światem, które pomimo jego wielkich nadziei sie nie udają? - zapytałam niewinnym głosem.
Co chcesz, ostatnio prawie mu się udało.

Nie wyobrażałam sobie, by było to możliwe. Przecież nie mogłabym mieć aż takiego pecha, żeby spotkać drugą nadprzyrodzoną istotę, która byłaby tak nienormalna jak Azazel.
- Rzeczywiście - potwierdził.
Ale on załapał, że to była krytyka?...
Mówisz o człowieku, którego szczytem możliwości jest tekst poronioni Moroni, nie wymagaj zbyt wiele. 

 - Z tą różnicą, że jego plany i teorie częściowo się udają - dodał.
W jaki sposób plan zawładnięcia światem może się częściowo udać? Zawładnął jedynie gospodyniami domowymi po pięćdziesiątce? To można zrobić za pomocą rozgłośni radiowej i nie trzeba nawet zbytnich planów. A może udało mu się zawładnąć tylko określonym terytorium? Na przykład Australią? To też bez sensu, bo jedynymi osobami, które by to zauważyły byliby Australijczycy i niektórzy użytkownicy Tumblra.

- No dobra, a co to wszystko ma ze mną wspólnego? - chciałam się dowiedzieć, bo może właśnie nadeszła najwyższa pora, żeby zwiać czym prędzej z Nieba.
- Na razie nic - odparł Beleth. 
Łeee? To skąd ta spina? 

- Jednak musimy na niego uważać. Skoro przypadkiem znalazł się w Administracji w tym samym momencie co my i usiłował z tobą porozmawiać to znaczy, że ma jakiś plan.
Boru, wy to od razu jakiegoś smroda intrygi wietrzycie, a może przywitać się chciał? Lub zwyczajnie zobaczyć, co to za ludzkie kuriozum przylazło nieproszone do Nieba?

 A my nie wiemy jaki.
- A możecie mi wyjaśnić dokładniej, kim jest ten cały Moroni? Ma jakieś tajemnicze zdolności?
Każdy anioł czy diabeł miał stworzenie, które wymyślił i umiał nawiązać z nim kontakt.
Skoro każdy to robi, jak ma się to do tych tajemniczych zdolności? Sugerujesz, że stworzył Wielką Stopę?

Beleth świetnie rozumiał się z kotami. Azazel stworzył komary, a potem udoskonalił je tak by mogły przenosić zarodźce malarii.
Biorąc pod uwagę to ostatnie osiągnięcie podstępnego diabła, mogłam teraz podejrzewać Moroniego o wszystko co najgorsze.
Stawiam na latające skorpiony.



A ja na to, nie wiem co to jest, ale pochodzi z Australii, więc pokrywa się z moją teorią na temat zawładnięcia światem.

- Nie, on chyba niczego nie osiągnął - zaprzeczył Beleth.
 - Nie chciało mu się bawić w wymyślanie stworzeń. A jego jedynym wrodzonym talentem jest manipulacja. Nic poza tym. Tylko zwyczajne zdolności anioła.
Zwykły, pospolity lamus. Bo wszyscy Źli w tej książce są albo głupi jak komplet młotków, albo przy względnym ogarnięciu - nawet będąc aniołem lub demonem - jedyne, co potrafią, to zmienić seler w rzepę. Do wyboru również bramka "paskudne ubranie" z bonusem "cycki żyjące swoim własnym życiem".

- W ogóle powinnaś się czegoś więcej o nim dowiedzieć - odkrywczo stwierdził Azazel. - Słyszałaś o mormonach? A raczej o ich Kościele Jezusa Chrystusa Świętych w Dniach Ostatnich?
No nie, czy czeka nas kolejna mongolska teoria?

- Nigdy nie lubiłem tej nazwy - wtrącił Beleth. - Strasznie długa...
Co, trudno zapamiętać, czy masz takie kompleksy, że nawet długich nazw nie lubisz?

- Coś tam słyszałam. To jakaś sekta w Ameryce, nie? - zapytałam.
Słyszałam o golemach, ale nie mam pojęcia kim są mormoni. Ja wiem, że serial Big Love nie osiągnął jakiegoś spektakularnego sukcesu, ale to miało chyba ponad trzy sezony i dosyć fajnie tłumaczyło całą sprawę. 

- Założona przez Moroniego. Teraz to już legalne stowarzyszenie mające wielu członków, a raczej wiernych na całym świecie - wyjaśnił mi Beleth.
Zaraz, zaraz. Coś mi tu nie pasowało. Jakim cudem Moroni mógł sobie, ot tak, założyć własne wyznanie? Z tego, co wiedziałam, było to karalne. Gdy Azazel stworzył własną sektę, od razu pociągnięto go do odpowiedzialności. Miał teraz w Piekle wyrok w zawieszeniu. Czyżby Moroniemu udało się tego dokonać bez poniesienia konsekwencji?
Tak, zrobił to korzystając z kruczka o nazwie "Because fuck you, that's why", z którego często korzysta również AŁtorka tej książki.

- I nikt się go o to nie czepiał? - zapytałam zbita z tropu.
- Nie, bo nie założył tego wyznania jako anioł, ale jako prorok. Znalazł lukę w systemie
A nie mówiłam?!
Luka luką, ale koleś obwieścił światu (tudzież Josephowi Smithowi), że Bogu to tylko jeden z wielu bóstw i w zasadzie jak się człowiek postara, też może być bogiem, a poza tym Jezus i Lucyfer to bracia. Trochę to wywrotowe, co nie?

 - warknął Azazel. - Oczywiście kiedy ja chciałem założyć sobie sektę, to już nie mogłem z tego skorzystać, bo wprowadzili zmiany do naszego prawa anielsko-diabelskiego. Wyprzedził mnie skur...
Hej, hej, czy to oznacza, że aniołowie i diabły mają ten sam zbiór zasad? Z Lucyfera to się rzeczywiście jakaś miękka parówa zrobiła, skoro zgodził się na takie bzdury.

- Wyrażaj się - przerwał mu Beleth. - Nie wolno ci używać takich słów, tym bardziej tutaj.
Mam ochotę napisać coś w rodzaju petycji o przywróceniu Belethowi choć części amputowanych jaj. Diabeł z instynktem przedszkolanki zasysa tak samo jak ta diablica w ciąży.

Podstępny diabeł zmełł w ustach przekleństwo.
I wypluł na ulicę, niczym tytoń w westernach.

- A teraz nie wiemy, o co chodzi Moroniemu, tak? - upewniłam się.
- Nie mamy pojęcia - westchnął mój przystojny diabeł. - Jednak możemy mieć pewność, że coś szykuje. Inaczej nie byłoby go tutaj. Węszy...
W tej chwili z Administracji wyszedł Borys, niosąc w małej pulchnej dłoni jakieś dokumenty.
- Proszę, Wiktorio - podał mi je. - Od dzisiaj jesteś obywatelką Nieba. Oczywiście czasową, jednak wiążą się z tym wszystkie przywileje, jakich doświadczają normalni mieszkańcy. Gratuluję.
To tyle? Staranie się o wizę do USA zajmuje dziesięć razy więcej czasu niż załatwienie sobie pobytu czasowego w Niebie. Poza tym zastanawia mnie jedna rzecz. Nikt nie wydaje się zaskoczony tą całą procedurą. Czy mam rozumieć, że staranie się o niebiańskie obywatelstwo to rzecz normalna?

Twarz Beletha rozjaśniła się w uśmiechu. Wszystko szło tak, jak sobie zaplanował.
Był on, byłam ja i była Arkadia. Czego chcieć więcej?
Pytanie za trzy, albo sto punktów, co sobie możemy żałować. Czego jeszcze może chcieć Beleth w związku z towarzystwem Wiktorii?
a) seksu
Nie ma innych odpowiedzi.
Sensu, trochę logiki i postaci, których opis nie mieści się w jednym zdaniu?

<ciach>
Na koniec rozdziału Beleth prezentuje swoją kuśkę (czyt. skrzydła), przypomina sobie, że ma w okolicę chałupę, do której naturalnie nie może Wiktorii zawieźć, bo to zajęłoby zbyt dużo czasu i musielibyśmy czytać te kiepskie dialogi. Za to zarzuca są sobie na ramię, niczym człowiek pierwotny i  lecą w stronę zachodzącego słońca. Toldie ma nadzieję na powtórkę z Biblii.
Rozdział kończy się tekstem, którego nie trzeba analizować, on sam sobie strzela w kolano. 

- TYLKO NIE TOOOOOOOOOOO…………….

6 komentarzy:

  1. Wiele rzeczy w tym utworze powala głupotą,ale Jezus mnie ogłuszył....
    Całość czytało się świetnie, ale to jest straszne.Skarpetki,putta w pieluchach,Moroni....

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. W końcówce: zawieźć, nie zawieść. :D
    Analiza przeborska, ale powiedzcie, proszę-proszę-błagam, że punkt kulminacyjny już niedługo! Nie wiem, jak długo jeszcze to zniosę... :C
    Poroniony Moroni jest chyba najgorszym Brawurowym Elementem Komicznym ewaaah.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale nie porzucicie "anielicy" na stałe, prawda?

    Z tym pochłanianiem światła, owszem macie rację, dodam tylko, że każdy kolor w jakiejś części pochłania i odbija światło. Wyjątkami są biały (który całe światło odbija) i czarny (które całe światło pochłania) ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. To jest to wielkopomne dzieUo, którym jarały się moje psiapsióły? O.o
    Posadźcie na mym grobie tulipany - kto to kuriozum wydał?
    Ale dla analizatorek - owacje. Właśnie zdobyłyście nową fankę :)
    Duslawa

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki mały szczególik o tych przekleństwach. Czy nie chodziło o nieużywanie tylko skurwysyn czy sukinsyn? Wydaje mi się, że użyte w stosunku anioła/diabła są obrazą samego Boga, a tego lepiej chyba uniknąć.

    OdpowiedzUsuń
  6. Bożenko... to ksiopko jest tragiczne ( choc analiza cudowna). Ilekroć widzę gify z Supernatural żywię nadzieję, że bracia Winchester oraz Castiel wyskoczą z obrazków i zrobią boCHaterom jesień średniowiecza wiadomo z czego... Wręcz mam ochotę na napisanie fanfika, w którym Crowley torturuje w nieskończonośc Wikisójkę , tak to na mnie działa.

    OdpowiedzUsuń