wtorek, 10 września 2013

Lato z Anielicą, cz. 8 - Dazed and confused, czyli bekające putta

Witajcie! Jak sami zauważyliście, analiza wyszła z lekkim opóźnieniem. Niestety, tak to jest, gdy postanawiasz sobie zrobić Lato z Anielicą - w pewnym momencie nadchodzi kryzys i zwyczajnie lasuje ci się mózg od analizowania tego cudnej urody dzieua. Prawdopodobnie też ostatnia awaria naszego edytora tekstu jest dziełem jakiegoś Belethopodobnego stwora. Ale po odprawieniu paru stosownych egzorcyzmów i przegrupowaniu sił, rozbijamy butelkę szampana i wypuszczamy kolejną analizę Anielicy na wody żałoby po dobrej literaturze.
W poprzednim odcinku nasza bohaterka sięgnęła w końcu Nieba bram, gdzie notabene nikt jej nie zapraszał, a teraz syci swoje oczy widokami, których nie powstydziłaby się Kraina Jednorożców. Czy uda jej się uzyskać w trybie ekspresowym pobyt czasowy w niebiosach? Indżojcie!

Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja



Rozdział 13
Wolnym krokiem szliśmy za świętym Piotrem uliczką wyłożoną różowym marmurem. Dookoła nas wszystko było czyste i kolorowe.
Albowiem święty Piotr pozwolił nam pociągnąć ze swego niebiańskiego bonga.

Dominowały pastele, nie było raczej zdecydowanych barw.
Raczej ich nie było czy były raczej zdecydowane?
Były jedynie barwy niezdecydowane. Te, które wiedziały co chcą od życia, już dawno spierdzieliły na południe.

Czerwony zdarzał się rzadko, czarnego nie widziałam prawie wcale. Czyżby była to barwa
zarezerwowana dla zła?
Nie tylko, w Chinach jest to kolor małych chłopców.

Zerknęłam na idącego obok czarnowłosego Azazela. Miał na sobie czarną koszulę i spodnie. Jedynie na szyi niebieskie piórko zawieszone na rzemyku przypominało, jakiego koloru miał skrzydła. Nie wiem, czemu je ukrył. Zrobiłby większe wrażenie na wejściu, gdyby się nimi chwalił.
Jejku, i kto tu im wypominał, że cały czas tylko szpanują tymi piórami?

Czarny Azazel. Tak - czerń zdecydowanie była zarezerwowana dla zła.
Azazel jest tak czarny i zły, że aż pochłania światło.
Nie czarny, lecz afroamerykański. Stawiamy na poprawność polityczną. 
"Okazało się, że Azazel nie był Murzynem, ani czarnym - on był Afroamerykaninem..."

Na ulicy, którą szliśmy, było cicho i spokojnie. Zmarli obywatele przechadzali się, nigdzie się nie spiesząc.
 Ubrani byli w stroje z różnych epok, tak samo jak w Piekle, tutaj jednak ubrania były bardziej stonowane, spokojniejsze.
Pastele- najspokojniejsze kolory świata. Coś jak kraina kucyponków, na sam widok masz ochotę zacząć egzorcyzm.

 Nikt nie gorszył głębokim dekoltem czy krótką spódnicą. 
Przypomniał mi się artykuł z jakiejś mocno prawicowej strony, który nawoływał do skromnego ubioru, bo tylko taki wzbudzi "podziw ludzi szlachetnych" (cytat z pamięci, ale autentyczny).

Fakt, zobaczyłam kilkoro ludzi ubranych w skóry, ale one też nie psuły efektu całości.
Noszenie skóry = dziwka/harleyowiec chadzający na dziwki. A nie, pardon, jej po prostu chodzi o wrażenia estetyczne... Zupełnie jakby miasto było jakimś zdobieniem tortu.

Wolno minął nas zabytkowy bentley. Z jego rury wydechowej wydostawały się mydlane bańki błyszczące w słońcu. 


Auto wyglądało, jakby było rekwizytem z filmu wyprodukowanego w latach pięćdziesiątych.
No raczej, żaden szanujący się samochód (i to z lat pięćdziesiątych) nie popierdywałby bańkami mydlanymi.
Nie wiem jak wam, ale Bentleye z lat pięćdziesiątych nie wydają się jakoś strasznie niebiańskimi samochodami. Ten wygląda jakby urwał się z jednej z powieści Kinga.


Skoro mówisz o Kingu - to teraz wyobraź sobie, że zamiast tego sunlinera z Dallas '63 główny bohater jedzie udaremnić zamach na Kennedy'ego takim prukającym bańkami Bentleyem.

Za kierownicą siedział starszy mężczyzna. Chwilę później minął nas jeździec na koniu.
Wszystko było takie spokojne.
Bentleye, jeźdźcy na koniach, chyba mamy inne definicje spokoju. 

 W Piekle także nikt się nie spieszył. W końcu wszyscy mieli wieczność na załatwienie swoich spraw.
 Poza tym Bentley z lat pięćdziesiątych rozpędzał się do setki w piętnaście sekund, czyli mniej więcej wieczność. 

Prosto na nas jechała dwójka dzieciaków na rowerach.
No to rzeczywiście, spokój jak w mordę strzelił. 

 Usunęliśmy im się z drogi (skoro "im", byli to chłopcy, nie można było tak od razu?), a oni minęli nas ze śmiechem, wprowadzając trochę wesołego rozgardiaszu do tego stonowanego krajobrazu.
Beleth szedł obok mnie uśmiechnięty od ucha do ucha. Zupełnie nie przypominał tego dawnego diabła, którego poznałam w Niższej Arkadii. Nie szydził z mieszkańców Nieba, nie krytykował ich ubiorów i zachowań. 
Słowem - całkowicie wykastrowałam go z jego charakteru, YAY!
Powiedziała ta, co zawsze i wszędzie jest ubrana najlepiej.

Nie trajkotał, w czym to niby Piekło jest lepsze.
Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś, że w tej części wszyscy, łącznie z tobą, na dźwięk słowa "niebo" mają zbiorowy orgazm?

Cieszył się jak dziecko, że miał okazję znowu się tu znaleźć i iść ulicami tego pięknego, odrobinę baśniowego miasta.
Tuż przed nami wyrosła ryjąc ziemię, przewalając budynki; w sumie zbobrowała połowę miasta duża, kilkupiętrowa budowla z setkami kwadratowych okienek z białymi okiennicami. Nie miała na szczycie kopuły, tylko spadzisty dach z powyginanymi srebrnymi rynnami, przypominający pagodę.
Że jak? Kilkupiętrowa pagoda z olbrzymią ilością okien? AŁtorka chyba sztachnęła się z Piotrowego bonga. 

- Oto Administracja - oświadczył nam święty Piotr, zatrzymując się przy wejściu.
A święty Piotr to już nie ma co robić, tylko oprowadzać zwiedzających po Niebie? On nie ma przypadkiem do tego ludzi/ aniołów?
Mówisz o facecie, który zamiast kluczy do niebiańskiej bramy trzyma kije do golfa.

Mówiąc to, oparł się na kiju golfowym niczym na lasce. Uśmiechnął się, spoglądając na budynek. Chyba lubił tu przychodzić.
A jest to fakt bardzo istotny dla fabuły dlaczego dokładnie?

Nie rozumiałam tego. Jak można lubić chodzenie po urzędach?
Niektórzy lubią jak się ich związuje, albo przypala, więc chodzenie po urzędach chyba nie jest najgorszym zboczeniem. 
Libertyński seks w budynku ZUSu, ktoś ma ochotę?

- Gdy przekroczycie jej próg, każdy z was dostanie swojego własnego konsultanta, który pomoże wam załatwić formalności... Uważaj na siebie, dziecko - święty Piotr położył mi rękę na ramieniu. - Spotkaj się z rodziną i jak najszybciej wracaj na Ziemię. To nie jest ani miejsce, ani czas dla ciebie.
To oficjalne, nigdzie jej nie chcą, nawet w niebie. 
Nawet skarbówka jej nie chce.

Kiwnęłam głową.
Później kiwnęłam śledzioną i lewą stopą. 

Staruszek spojrzał z potępieniem na diabły obok mnie. 
- Ani towarzystwo... - dodał ponurym głosem. - Bądźcie zdrowi!
Następnie odwrócił się do nas plecami i wesoło postukując w marmury kijem do golfa, ruszył w stronę, z której przyszliśmy.
Nie wiem gdzie dokładnie w Biblii jest napisane, że św. Piotr jest niebiańskim oprowadzaczem, ale myślę, że tradycyjnie możemy zwalić to na kiepskie tłumaczenie. 

Polubiłam go. Był miły. I znał się na ludziach, a raczej diabłach.
A może byś, jak to się mówi... wyciągnęła z tych słów jakieś wnioski?

- Wchodzimy! - klasnął w dłonie Azazel.
W sensie, że jak zaklaskał to brzmiało to jak "wchodzimy"?
To taki wyższy stopień wtajemniczenia jeżeli chodzi o klaskanie. Założe się, że Rubik dałby się za kogoś takiego pociąć. 

Zgodnie ruszyliśmy po marmurowych schodach. Przesunęłam dłonią po także marmurowej poręczy. 
Bo to, że poręcz jest marmurowa, jest tak bardzo kluczowe dla fabuły. Trzeba było w związku z tym walnąć aż dwa debilne zdania.
Schody były marmurowe, poręcz była marmurowa, a Piotrowy kij obijał się o marmury, kiedy odchodził. Wyczuwam tu pewną prawidłowość...

Były na niej roślinne motywy kute ze złota i wprawione sprawnie w kamień.
Wprawione sprawnie, wprawione sprawnie... boli mnie głowa.

W środku Administracja w niczym nie przypominała piekielnego Urzędu. Prędzej wyglądała na elegancki szwajcarski bank albo jakąś prywatną klinikę. Ściany, pomalowane na bladoróżowy kolor, były ozdobione u dołu drewnianą, luksusową boazerią. 
Podłogę także wyłożono marmurami, jednak tym razem szarobiałymi. Przykryto je czerwonym perskim dywanem. 
Rany boskie, to jakiś pierdolec dekoratorski: różowe ściany, czerwone dywany, drewno, marmur w dwóch kolorach... Czy niebo jest w stylu polisz arkitekczer?

Moje stopy od razu się w niego zapadły.
Po kostki, normalnie mówię wam.
Może to nie dywan, tylko ruchome piaski? Dlatego w niebiańskich urzędach tak mało ludzi, tam się z kolejkami walczy aktywnie. 

Wszędzie stało mnóstwo dużych roślin doniczkowych - palm, drzewek bonsai, białych orchidei. Przy ścianach miękkie kanapy zapraszały, by na nich usiąść i chwilę odpocząć.
Poważnie, pierdolnik niezły jeżeli chodzi o wystrój wnętrz. Jestem ciekawa czy dla kontrastu kanapy nie są przypadkiem granatowe. 
Tam granatowe, stawiam na oczojebną zieleń.

Idąc przed siebie, zagapiłam się na kryształowy żyrandol wiszący pod sufitem. Odbijał światło w taki cudowny sposób! Dookoła nas wirowały setki gwiazdek tworzonych przez złapane przez niego promienie. Wyobraziłam sobie, jak piękne dźwięki musiałyby wydawać zawieszone na złotych łańcuszkach kryształy, gdyby poruszył nimi wiatr.
Wydaje mi się, że takie dźwięki, wraz z przeładowanym otoczeniem bardzo skutecznie odstraszają ludzi. I mamy kolejne wytłumaczenie dlaczego nie ma tu tłumów. 

- Witamy w niebiańskiej Administracji. Już za chwilę każdy z państwa otrzyma do pomocy osobistego asystenta. Czy życzą sobie państwo coś do picia? Kawa, herbata? A może coś do jedzenia? Może woleliby państwo chwilę odpocząć, zanim przystąpimy do załatwiania spraw, z którymi państwo przyszli? Dysponujemy doskonałą restauracją z najlepszymi kucharzami wszystkich epok...
Z epoki kamienia też? W takim razie zamawiam prawie dopieczone mięso i niezidentyfikowane grzybki.
Dla mnie tylko szpik z kości, nie jestem głodna.

Odwróciłam się w stronę tego niezwykle uprzejmego i grzecznego głosu,
Chcecie mi powiedzieć, że ten ktoś tak nawijał, a ona stała do niego dupą i odwróciła się dopiero, gdy skończył mówić?
Uprzejmość nakazała jej się nie wiercić, kiedy ktoś do niej mówi. 

który skojarzył mi się z telemarketem. Jednak moje spojrzenie napotkało pustkę.
Bo w niewiadomych przyczyn zaczęłam patrzeć wgłąb czaszki, ale o tym ćśś.

Powoli opuściłam wzrok na wysokość około metra. Przed nami stały trzy bardzo malutkie karły.
A w oddali majaczyły bardzo wielkie olbrzymy.

Każdy z nich miał blond loki, małe białe skrzydełka na plecach i białe majtki, podejrzanie przypominające pieluchę. Na pierwszy rzut oka wydawały się urocze. 
Czy ktoś jeszcze ma wątpliwości, że oto AŁtorka wprowadza najmniej komiczny motyw komiczny?

Jednak po bliższych oględzinach...
- Ach! Putto i to razy trzy! - Azazel wyglądał, jakby miał zamiar zaklaskać z uciechy. - Ja biorę tego! - wskazał palcem na karzełka z lekkim zarostem i krzaczastymi brwiami.
A pomyśleć, że trafficking nie powinien mieć miejsca w niebie. 

- Ja tego - Beleth podszedł do swojego, który miał bardzo wystającą dolną szczękę i owłosiony garb na plecach między skrzydełkami.
Ja rozumiem, że istoty, które, o zgrozo, nazywa się puttami, są pozbawione własnej woli i można wybierać je jak pokemony?
Ale nawet Pikachu wykazywał jakąś wolę ogarnięcia i nie tak łatwo dał się wsadzić do pokeballa.

Mnie został stosunkowo najwyższy, jednak najbrzydszy. 
No ja naprawdę nie wiem, jak ci współczuć, skoro musisz zadawać się z brzydkimi ludźmi.

Na brodzie miał co najmniej czterodniowy zarost, na tłustym ramionku tatuaż przedstawiający serce przebite strzałą, a zza majtek wystawało mu opakowanie papierosów.
To nie są putta, to te dzieciaki z reklamy Heyah. Na pewno wydzwaniają co jakiś czas do Lucka i nabijają się z jego śmierdzących nóg czy coś w tym stylu.
Rozumiem, że bohaterka właśnie w tym zdaniu opisała brzydotę postaci? Zarost, tatuaż i papierosy? Niech ja przejrzę niezliczone zdjęcia facetów z tatuażami, którym do twarzy z zarostem. 
Wiem, że się czepiam, ale kiedy się mówi, że ktoś jest strasznie, okropaśnie brzydki, to przydałoby się przynajmniej jednym zdaniem opisać o co chodzi. Papierosy są fuj, ale niekoniecznie dają komuś plus 50 do brzydoty. 

- Putto? - zapytałam powoli.
Ja będę się o to pytać, aż szanowna AŁtorka nie wytłumaczy mi, dlaczego myli motywy z zakresu historii sztuki z hierarchią anielską. Bo kurna, choćby walone cherubiny byłyby już bardziej na miejscu. 

Azazel uśmiechnął się zadowolony, że będzie mógł mi udzielić wykładu na ten temat.
Bo jest równie interesujący co glony, dlatego możemy zwracać na niego uwagę jedynie, kiedy wchodzi w relacje z główną bohaterką. 
No fakt, na glony zwracasz uwagę głównie wtedy, gdy okręcają ci się wokół palców.

 Jednak mój osobisty asystent go wyprzedził. Niskim, zachrypniętym głosem, zupełnie niepasującym do postaci tych rozmiarów, wyjaśnił:
- Każdy z nas to putto.
Oderwaliśmy się od ściany jakiegoś pałacu, to generalnie była ostra faza.
W nawiązaniu do wcześniejszego komentarza, podłóżcie sobie do poniższej wypowiedzi głos Mirosława Zbrojewicza.
Że niby o co chodzi z tym głosem pasującym do rozmiarów? Czy ta kobieta słyszała kiedyś o facecie, którego zwą Peter Dinklage? To niech sobie puści film, gdzie on coś mówi, bo dla mnie to nie brzmi jak falset. 

Ludzie mylnie nazywają nas cherubinami albo amorkami.
Nie, ktoś mylnie nazwał was puttami. 

 Staliśmy się bardzo modni w okresie renesansu i baroku, kiedy to często nasze postacie umieszczano na freskach i malowidłach. Nazywa się nas także kupidynami, cherubinkami (Tak, już przed chwilą o tym słyszeliśmy, mówiłeś o tym w poprzednim zdaniu, łap za thesaurus, albo ogranicz rzeczowniki), aniołkami...
No ta, spotykam istotę nadnaturalną i na pewno zrobi mi uprzejmy wykład na swój temat. Ałtorko, takie informacje wplata się dyskretnie w treść książki, by czytelnik nie miał wrażenia, że jest przymusowo oświecany. A ty robisz to nie pierwszy raz.

- zakończył przepitym głosem i beknął.
Wszędzie pastele, połysk i błogość, ludzie wyglądają jak z żurnala nawet wtedy, gdy chcą nawiązywać wyglądem do blackmetalowców - a tu nagle karłowate Zenki i Wieśki spod monopolowego. Z jakiej paki w ogóle tacy groteskowi obwiesie są tolerowani w tym nieskazitelnym Niebie? Nikt się z nich nie zbija ani nic? Co prawda w niebiosach wygląd zewnętrzny powinien zejść na dalszy plan na rzecz przymiotów duszy, ale jak sobie przypomnę tę błyszczącą, odpasioną pagodę, to mam pewne wątpliwości.

 Miał w sobie tyle z aniołka, co ja z diablicy... 
 No, przynajmniej tutaj się w czymś zgadzamy. Mówię to tylko dlatego, że za kilka stron bohaterka prawdopodobnie zmieni zdanie. Chyba że już totalnie hejtuje piekło, za którym mówiła, że tęskniła jeszcze w poprzednim rozdziale. Ale kim to ja jestem, żeby wypominać takie rzeczy.

 Azazel nie wytrzymał. Musiał się wypowiedzieć:
 Bo jeżeli Azazel nie zabiera głosu w jakiejś sprawie, wybucha i musi się potem przez kilka następnych godzin zbierać do kupy. Nie jest łatwo, kiedy wątroba ląduje w piachu. 

- Co do cherubinów, to bardzo mylne i krzywdzące nazywać tak te kreatury! 
Pytanie tylko, dla której ze stron jest to krzywdzące.
Myślę, że bardziej krzywadzące jest nazywanie ich kreaturami, jak się już mamy kłócić o dobór słów. 

Ja kiedyś byłem cherubem! Uwierzysz Wiktorio? Stałem w szeregu tuż za Bogiem. Byłem jedną z najwyższych, najwspanialszych, najdostojniejszych...
No nie bardzo, bo wszystkie przerażająco tęczowe katolickie strony internetowe jasno mówią, że wyżej od cherubinów są jeszcze serafiny, więc spadaj na drzewo, stałeś daleko za Bogiem a widok i tak pewnie zasłaniał ci wysoki gość o imieniu Metatron. BTW, ciesz się, że nie jesteś od szyi w dół bobrem, czy czymś podobnym. 

- I najbardziej w sobie zadufanych - wtrącił cicho Beleth.
- ...postaci anielskich! - dokończył Azazel. - A wiesz jak wyglądają cheruby?
Nie odpowiedziałam. Potulnie czekałam, aż sam przestanie mówić.
Co jest z tą dziewczyną, że nie może znieść wypowiedzi dłuższej niż dwa zdania?

- Cheruby - mówił dalej podekscytowanym głosem - mają ludzkie twarze, orle skrzydła i tułów na poły wołu, na poły lwa! Czy to nie piękne?
W sensie masz wołową dupę i przednie łapy lwa? Czy nie nastręcza to problemów z poziomem? Orle skrzydła są przyczepione do lwa czy wołowej dupy?

- No to, gdzie masz kopytka? - zapytałam.
Ohohohho, tacy jesteśmy komiczni. 

Azazel najwyraźniej nie oczekiwał takiej odpowiedzi, bo się zmieszał.
To chyba wykastrowany wół był, bo kurcze, żeby diabeł nie mógł znaleźć dobrej riposty na kiepski żart to już trochę żenujące. 
Woły w ogóle są wykastrowane, więc wykastrowany wół to takie bardzo smutne combo jakby.
W przypadku Azazela możemy więc do czynienia z przypadkiem podwójnej kastracji. Potrójnej, jeżeli uznamy, że kanonicznie od pasa w dół jest Kenem. 

- Daj spokój, przecież nie będę chodził w takiej postaci. To strasznie dziwnie by wyglądało. No i miałbym ogromne problemy z podrywaniem kobiet, na przykład Kleopatry.
Czy ja wiem, jechanie na oklep na swoim facecie musi być luzackie. Zaraz...

W tym momencie posmutniał. Widocznie przypomniał sobie, że już nie byli razem.
Pewnego razu w strategicznym momencie kopytko mu wyszło, co tylko przypieczętowało jego decyzję o powrocie do Nieba.
Może ona nie lubi włosów na plecach?

Naprawdę pasowałyby mi do niego kopytka. Jeśli nie jako symbol anielskości, to jako wskazówka, że jest diabłem.
Albo tym koniem, którego przeleciał Loki. Tudzież centaurem.

- Dobra, nieważne - machnął ręką. - Idziemy załatwić formalności. Potem spotkamy się wszyscy przed budynkiem Administracji.
Tak, rozdzielcie się, łatwiej wam będzie Michałowi dopaść was i porąbać tym wypasionym płonącym mieczem. 
<Toldie przeprasza, bo jest pod wpływem literatury>

 Wiktorio, pamiętaj, że chcesz sobie tu załatwić pobyt czasowy, jasne? 
Dobrze widzę, czy on właśnie mówi Wiki, czego ona ma chcieć?
Nie, on tylko tłumaczy czytelnikowi co się dzieje, bo przez te wszystkie kiepskie dialogi czasami trudno jest się połapać. 

Idziemy!
Popchnął swojego putta i razem się oddalili. 
Ałtorka zapomniała o pewnym szczególe, a mianowicie, że putto, jako motyw dekoracyjny, jest rodzaju nijakiego.
Oj tam, zrobiła z niego przepitego karła w majtach, to co się będzie ograniczać?




Beleth ruszył ze swoim karzełkiem w jeszcze inną stronę. Zostałam sama z moim asystentem. Patrzył na mnie wyczekująco.
- Chciałam załatwić sobie pobyt czasowy - powtórzyłam grzecznie to, co powiedział mi diabeł.
- Rozumiem - mruknął. - Proszę za mną. Chyba że woli pani się czegoś napić bądź coś zjeść?
- Nie, nie. Miejmy to już za sobą.
Po namyśle uznałam, że zdecydowanie wolę putta od demonów z Piekła. Tamte były nieuprzejme i się śliniły. 
Wiesz, każdy byłby trochę nieprzyjemny w obejściu, gdyby przez całe spotkanie słyszał myśli petenta w stylu "jasny chuj, jaki on brzydki".

Mój putto się nie ślinił. A w każdym razie jeszcze tego nie zaobserwowałam. Owszem, wyglądał dość pokracznie, ale całkiem sympatycznie. 
Jeszcze kilka wersów temu bohaterka mówiła, że jest brzydki jak noc. To miło, że zaczyna widzieć jakieś pozytywy. 



Sympatyczniej niż demony.
Podeszliśmy do drzwi z numerem siedem. Mój mały asystent zastukał siedem razy.
Eksperyment: podejdźcie do najbliższych drzwi w swoim otoczeniu, wyobraźcie sobie, że chcecie złatwić coś ważnego za tymi drzwiami, zapukajcie siedem razy i spróbujcie nie poczuć się przy tym głupio.

- Lubicie siódemki? - zapytałam.
Nie kurna, tak sobie pukam, bo brakuje mi innych priorytetów w życiu.

- Oczywiście - oświadczył. - To ważna cyfra. Niebo i Piekło są podzielone na siedem sfer, jest siedem grzechów głównych i siedem sakramentów, jest siedem cnót głównych, siedem cudów świata, tydzień ma siedem dni, jest siedem sztuk wyzwolonych, czyli umiejętności godnych człowieka wolnego, jest...
Piwo sprzedajemy w siedmiopakach, każdy z naszych budynków ma siedem pięter. Wmyśliliśmy także podwójnie brzydkiego Fiata Multiple z siedmioma siedzeniami. Nie uwierzysz, gdzie wepchnęliśmy dodatkowy fotel.
Była też taka bajka, Wesoła Siódemka, tamtym zwierzakom to dopiero było bardzo wesoło. Ale nic dziwnego, skoro przywódcą twojej paczki jest kanadyjski łoś.

- Dobrze, już dobrze - przerwałam mu. - Zrozumiałam. Tak, w Niebie zdecydowanie traktowali siódemkę tak samo poważnie, jak w Piekle cyfrę sześć.
W życiu bym się nie domyśliła, że i tutaj AŁtorka wymyśliła coś równie debilnego. 
Od czasu do czasu składali Wielkiej Siódemce ofiary z frajerów, którzy przyłazili uzyskać POBYT tymczasowy. Bo nie ma czegoś takiego, jak obywatelstwo na jakiś czas.

- Proszę - odezwał się uprzejmy głos zza drzwi. Weszliśmy do pokoju, który okazał się wyposażony tak samo stylowo jak hol. Usiedliśmy na obitych pluszem krzesłach naprzeciwko biurka, przy którym także urzędował putto.
Aż trudno mi patrzeć na tę rozbieżność płciową.




 Ten oprócz majtek miał na sobie jeszcze króciutki krawacik.
Aż westchnęłam. Krzesła były WYGODNE! W Piekle można było dostać odcisków na tyłku nawet po krótkim kontakcie z siedzeniami.
To naprawdę raj. Teraz już byłam tego pewna.
Chyba mamy trochę odmienne wizje raju. Tobie wystarczy przebieżka do Ikei, jak dla mnie raj byłby wtedy, gdyby w tych spadających gaciach latał cudownie odmłodzony Robert Plant - ale skoro jestem w niebie, chyba nie powinnam zwracać uwagi na fantastycznie umięśnionych mężczyzn, co?

- Witam uprzejmie. Może czegoś się pani napije? - zaproponował mi karzełek za biurkiem.
Pokręciłam przecząco głową.
Bo czasami kręcę twierdząco. A o słowach 'nie, dziękuję' nie słyszałam.

<ciach>
Putto ubrane w zwis męski ozdobny wyciąga formularzyk do wypełnienia. Po wysłuchaniu rzewnej historii Wiki idzie skonsultować rzecz z przełożonym, będąc przy tym podejrzanie uprzejmym.

I wraz z tym tętniącym emocją cliffhangerem to wszystko na dziś - w przyszłym tygodniu reszta tego wyjątkowo długiego rozdziału. Do zobaczenia!

9 komentarzy:

  1. "wołowa dupa" wygrała u mnie w rankingu śmieszności :D
    zaraz potem jest "jasny chuj, jaki on brzydki"
    gratuluję zwycięzcom, a teraz kilka refleksji.

    Oczywiście rzygający tęczą gif, być musiał, tak jak przypuszczałam. Nawet nie mogłam się skupić na ogarnięciu jak to wszystko wyglądało, bo jedyne co widziałam to lukier. Blech.

    A tak poza tym, to wciąż zastanawia mnie fakt przydzielania do nieba/piekła. Uczynki nie mają tu żadnego znaczenia, samemu decyduje się, gdzie chce się iść. Rozumiem, że może trafić się kilka wyjątków, które marzą o piekle, ale chyba zdecydowana większość powinna decydować się na niebo, czyż nie? W końcu mamy od dziecka wciskane do głowy, że to właśnie tam chcemy się znaleźć. No i jak to było z przydziałem Wiki? Zdaję się, że na początku pierwszego tomu od razu było pokazane jak jest w Urzędzie i tylko miała jakieś przebłyski z tego całego targu, jak w takim razie mogła decydować? Ale w tym momencie to i tak chyba nie ma znaczenia.

    Druga refleksja a propos diabłów. Na chuj były im te skrzydła? Przecież nie chodziło o to, że mają podfrunąć do bramy, czy cuś. I tak skorzystali ze swoich drzwi... To nie mogli tego wcześniej zrobić i tak samo poprosić ładnie o wpuszczenie? Czy po prostu bez skrzydeł nie uzyskaliby zgody? Ta fabuła jest dla mnie zbyt skomplikowana :(

    OdpowiedzUsuń
  2. "Pokręciłam przecząco głową".
    «Bo czasami kręcę twierdząco».

    - a i owszem, chyba później pojawia się motyw, że bohaterka kiwa głową przecząco, a więc w jej świecie wszystko jest możliwe :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A z ciekawości, gdyby to były dwie dziewczynki na rowerach albo chłopiec i dziewczynka, to w jaki sposób "im" byłoby niepoprawne?

    OdpowiedzUsuń
  4. O,jesteście!Znowu Anielica,super.

    Libertyński seks w budynku ZUSu, ktoś ma ochotę?
    Jakoś nie....
    Piekło juz było kiepskie, ale niebo poszło jeszcze gorzej,te putta choćby.
    Tego się nie da czytać na trzeźwo,a ja w pracy jestem...
    Jakbym wiedziała,że jesteście na Polconie, piwo bym postawiła jako wierny czytelnik czy coś..

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. A to nie czasem koń przeleciał Lokiego, a nie Loki konia? D:

    Analiza świetna, ale o swojej zajebistości to już pewnie wiecie. :) Ciekawa jestem, jakby wyglądała Apokalipsa w wykonaniu pani Miszczuk? A Bóg? (pewnie byłby jak Święty Mikołaj). Wystój administracji bardziej skojarzył mi się z burdelem, albo tanim motelem.
    Kiedyś znalazłam "ja, diablica" w empiku i zastanawiałam się czy nie kupić, bo lubię książki o takiej tematyce. Na szczęście dostałam linka do waszego bloga, dzięki czemu nie straciłam pieniędzy, a moja psychika nie ucierpiała.

    Tak btw, ekranizacja "50 twarzy Greya" została oficjalnie potwierdzona i aktorzy również zostali już wybrani. Podobno premiera w 2014. :) To z tej okazji może kontynuacja analizy bądź analiza kolejnych części? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, to koń przeleciał Lokiego, nie loki konia :D

      Usuń
  6. Najgorsze wyobrażenie nieba ever. Już bardziej logiczne by było, gdyby się okazało krainą Troskliwych Misiów.
    Nic dziwnego, że duszyczki same wybierają, gdzie chcą iść. Bez różnicy, gdzie trafią, bo i tak mają...

    Pozdrawiam :>

    OdpowiedzUsuń
  7. Komentarz trochę późno, ale... Jak to się stało, że po przeczytaniu "Good Omens" przy wzmiance Bentleyu nie nawiązałyście do Crowley'a xD? Toż to się aż o to prosi!

    OdpowiedzUsuń
  8. Odkopuję stare, ale po prostu nie mogę się powstrzymać. Czepiacie się kiwania głową (tak, można kiwać czymś innym niż głową. Na przykład ręką -.-), a same robicie takie kwiatki jak "wgłąb", co wypala oczy. Trudno was więc traktować czasami poważnie. Może, jeżeli same macie problemy, to zostawcie nadmierne czepianie się stylu, kopiując przyczajoną logikę, a przyłóżcie się do oceniania fabuły, co wam wychodzi o wiele lepiej i śmieszniej?

    OdpowiedzUsuń