poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Lato z Anielicą, cz. 7 - Heaven, I'm in Heaven...

Witamy!
Oto siódma już analiza Anielicy - totalnie speszul, wszak siódemka to liczba magiczna i boska (o czym Ałtorka przypomina nam na każdym kroku). O tyle też speszul, że nasza boChaterka vel Lisek w końcu dotrze do nieba bram. Chociaż, jak sama przyzna, nikt jej tam nie zapraszał.
Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, czy niebo istnieje i czy rzeczywiście aniołki hasają sobie tam po chmurkach, macie już odpowiedź. O ile Piekło to połączenie Ibizy z dosyć ubogim Las Vegas, Niebo okazuje się być istną Krainą Różowości i Puszystości. Czyli po prostu wydało się, gdzie mieszkają kucyki.
Alohomora... to znaczy indżojcie!



Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja


Rozdział 11
Kleopatra nie przyszła na zabieg. Najwyraźniej nie ciekawiła jej cała procedura.
Może w końcu zdała sobie sprawę, że coś jest nie tak z tym jacuzzi w egipskim pałacu.
W sensie że utknęła w odpływie?

Azazel siedział, wpatrując się wyczekująco w drzwi.
Niechybnie czekał aż się otworzą zapominając o magicznym słowie.
Alohomora.

Obok niego na wysokim stołku kiwała się Śmierć. Tylko ona jedna z naszych znajomych przyszła kibicować.
Kiedy na ważne wydarzenie w twoim życiu przychodzi jedynie śmierć, już wiesz, że zrobiłaś coś nie tak. 
Zwłaszcza, że to, jakby nie było, operacja...

Niby była bezcielesna, ale falowanie jej habitu wskazywało, że wesoło machała nogami.
Nie, to oznacza, że jest jedynie niewidzialna. Gdyby była bezcielesna nie mogłaby ruszać habitem, chyba, że za pomocą telekinezy, ale wtedy te nogi to tak trochę z dupy.
To dopiero szczyt lansu - nie masz ciała, ale masz telekinetyczne nogi do majtania.

 Bawiło ją to, co zaraz mieliśmy zrobić.
 Nie bez przyczyny na youtubie największą oglądalność mają filmiki ludzi, którzy zwalają się w roweru na chodnik twarzą naprzód.

Beleth spojrzał na mnie wyczekująco.
Znajdowaliśmy się w mojej kuchni. Wszystko w tym pomieszczeniu było białe lub chromowane. Wręcz klinicznie czyste. To chyba dlatego wybrałam właśnie kuchnię do tak zwanej operacji.
No tak, szpital, klinika czy jakiekolwiek miejsce z dostępem do materiałów chirurgicznych było daleko na liście miejsc, w których można bezpiecznie wyczarować komuś skrzydła bez doświadczenia. 
Ale jak się wyczaruje coś nadprogramowo, zawsze można od razu wrzucić to do gara i upichcić.

Nie podejrzewałam, żeby podczas tworzenia skrzydeł ktoś zaczął krwawić albo wydalać jakieś inne płyny ustrojowe, zawsze jednak lepiej być ostrożnym i przygotowanym.
Pewnie, co prawda w kuchni nie miałam żadnych narzędzi higienicznych, ale przynajmniej demony nie będą krwawić na dywan w salonie. 
"Wydalanie jakichś innych płynów ustrojowych", czysta poezja. Poza tym to by było dziwne, gdyby po stworzeniu skrzydeł nagle dostał krwiomoczu.

Kleopatra wciąż nie przychodziła. W końcu uznałam, że nie ma sensu na nią czekać.
- Zaczynamy - klasnęłam w dłonie. Diabeł Azazel niechętnie zdjął czarną koszulę. Miał śnieżnobiałą skórę na piersi.
Bo poza tym pewnie był opalony na mahoń. Tak to jest jak człowiek popitala w krótkim rękawku po mieście nie używając filtra. 



W jednym miejscu szpeciła ją długa, przypalona blizna.
Kolejny, który opala sobie rany dla lansu. A sądziłam, że po kolczykach w penisie nic mnie nie zdziwi.

To w tym miejscu zranił go diabelski gorejący miecz, gdy usiłowaliśmy ratować ludzi z Iskrą Bożą.
Przez szpeciła, AŁtorka tradycyjnie miała na myśli "nadawała drapieżnego charakteru, albowiem nic nie jest w stanie prawdziwie oszpecić śnieżnobiałej piersi Azazela".

Uratowałam wtedy Azazela, zasklepiając ranę i odtwarzając tkankę. Kto wie, czy nie zginąłby, gdybym tego nie zrobiła?
Skromność bohaterki jest zaiste wzruszająca. 
Skoro odtworzyła tkankę, to z jakiej paki on ma tę bliznę? Blizna powstaje właśnie wtedy, kiedy skóra właściwa jest uszkodzona. 

Mogłam zlikwidować także bliznę.
Ale jak już zostało powiedziane, nadawała ona mu drapieżnego charakteru. Bez tej blizny kto wie, na co zarywałby laski. 
Dokładnie, chodzenie bez koszulki jest o niebo praktyczniejsze niż chodzenie bez spodni.

Trochę się bałam, czy zdołam zwrócić im skrzydła. Nie wiedziałam, czy posiadam taką samą siłę. Poprzednio byłam pełnoprawną diablicą, a nie tylko człowiekiem, który zjadł jabłko z Drzewa Poznania Dobra i Zła.
Bohaterka ma chyba jakiś zanik pamięci krótkotrwałej, bo jeszcze niedawno twierdziła, że jest potężniejsza od samego Boga. 
Ale wiesz, w tej książce Bóg to chyba tylko leży na leżaku i sączy drinki z palemką, nie jest to najlepszy miernik mocy. 

- Jesteście gotowi? - zapytałam, sama dodając sobie tym otuchy. - To który pierwszy na ochotnika?
Azazel i Beleth spojrzeli po sobie. Mój przystojny diabeł przeczesał dłonią czarnego irokeza. Spojrzał mi prosto w oczy.
"Jej przystojny diabeł", czyli oczywiście w żadnym wypadku bohaterka na niego nie leci, nic zupełnie ich nie łączy, nie ma co doszukiwać się w tym czegoś, czego nie ma. 
Wskazówka dla osób, które nie czytały książki: co prawda do pewnego momentu AŁtorka odnosiła się zarówno do Azazela jak i Beletha, jako o "przystojnym diable". Jednak od pewnego momentu (trudnego do ustalenia) "przystojny" oznacza Beletha, natomiast na Azazela mówi się "podstępny". Nie ma za co, bo tak na marginesie, zrozumienie o co chodzi AŁtorce w drugim tomie nie jest łatwym zadaniem. A niby w swoim czasie to Stephen King ćpał podczas pisania. 
Bo zasadniczy myk polega na tym, że King nawet mając przećpany umysł POTRAFI pisać.

- Próbuj na mnie - usiadł plecami do mnie. Azazel odetchnął z ulgą i puścił do mnie oko.
- Tylko pamiętaj, lubię go. Nie zabij go przypadkiem - zaśmiał się.
Jak zabić napięcie, które powinno być w tej scenie, w mniej niż dziesięciu słowach. Wydanie drugie, poprawione. 

Aż miałam ochotę powiedzieć do niego „avada kedavra” i zamachać palcem jak Harry Potter. 
Mój wewnętrzny nerd krzyczy. Harry Potter nigdy nie czarował wymachując palcem! W tym uniwersum, aby rzucić jakikolwiek silniejszy czar potrzebna była różdżka. Do your research, damnit!!!


Nie, jeden nie wystarczy, aby wyrazić poziom mojej irytacji.



Powstrzymałam się, bo i tak nie zrozumiałby aluzji...
Ty sama jej nie rozumiesz! ARGH!

Stanęłam za Belethem. Jego oliwkowa skóra pleców była ciepła i aksamitna w dotyku. Na obu łopatkach znajdowały się poszarpane czarne blizny.
A ten z kolei sobie je rozkrawa. Boru, może tak naprawdę obserwujemy rytuał przejścia w jakiejś loży ostrego BDSM?

Ślady po odciętych przed tysiącleciami skrzydłach.Położyłam na obu dłonie i zamknęłam oczy.
- Lubię, jak mnie dotykasz - stwierdził Beleth niskim, zmysłowym głosem. Azazel za moimi plecami zachichotał złośliwie, kiedy zauważył, że się zaczerwieniłam.
Jak zabić napięcie w scenie, tom drugi.

- Bądź cicho, usiłuję się skupić - warknęłam. - Chyba ze chcesz mieć na plecach drugą parę rąk.
Lepsza druga para rąk, niż piersi na plecach.

Diabeł przezornie zamilkł, a ja z całych sił skupiłam się na znalezieniu w sobie mocy. Ona gdzieś tam była, gdzieś głęboko w środku. 
Coś usilnie chce się wydostać z bohaterki, ale nie jestem pewna, czy o taką moc jej chodzi.

W klatce piersiowej. Czasami, gdy miałam jej użyć, czułam, jakby coś się tam we mnie ruszało. Żyło.






Wyobraziłam sobie skrzydła. Poczułam, jak coś porusza się pod skórą Beletha tuż przy moich dłoniach. Delikatny ruch, uniesienie.
To brzmi jakby jej dłonie bynajmniej nie leżały na jego plecach, tylko zgoła w innym miejscu.
I z pleców spektakularnie wystrzeliły dwa penisy. Albo to:



Skrzydła. Skrzydła. Skrzydła.
Jeżeli ktoś się jeszcze nie zorientował w sytuacji:



Kość, ścięgno, tętnica, żyła, pióro. Czułam, jak coś z mojej piersi przepływa do ramion, potem do rąk i
wpływa do ciała Beletha poprzez moje palce. Płynęło. I płynęło. Czułam, że to się kończyło.
Czyli było, a potem przestało.
Mana jej się skończyła, musi wypić niebieską miksturę.

Wzięłam głęboki oddech, lecz mimo to do moich płuc nie dostało się powietrze. Mimo że miałam otwarte oczy, nic nie widziałam. 

Do płuc zamiast powietrza dostał się kisiel i przecier pomidorowy. Oraz śladowe ilości orzechów arachidowych.

Choć chciałam się odezwać, z moich ust nie popłynęło żadne słowo. Opadłam na kolana.

Bohaterka cierpi na przypadłość, która sprawia, że mdleje, jeżeli raz na minutę nie wydobędzie z siebie dźwięku.
Ciężka choroba, ale większość chorych udowadnia, że da się z tym żyć i normalnie chodzi na przykład do kina albo na wykłady.

Miałam teraz plecy Beletha na wysokości twarzy.
Wcześniej były na wysokości kolan?
Skoro opadła na kolana, to przed oczami ma tę bardziej wypukłą część jego pleców.
Mówisz, o "tym miejscu, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę" jak to mówiła moja polonistka z gimnazjum?
Dokładnie, i to tam, gdzie słońce nie dochodzi.

Oparłam policzek na oliwkowej skórze. Czułam, jak drżała pod dotknięciami mocy.

Ja bym coś zrobiła na jej miejscu, bo najwidoczniej gość dostał ataku padaczki.
Ja bym się odsunęła, nie chciałabym dostać skrzydłem w oko. O ile to będzie skrzydło.
W ogóle to fascynujące, laska nie może oddychać, a myśli sobie o jego oliwkowe skórze.

 Przystojny diabeł chciał wstać, ale Azazel go powstrzymał.

Aha! Dzięki moim wcześniejszym wskazówkom, wiecie już, że mówiąc przystojny diabeł, ałtorka ma na myśli Beletha. Bo wiecie, równie dobrze mogłoby jej chodzić o Lucyfera. Ale tego bardziej wiarygodnego:


Kazałam im nie przerywać mi, gdy będę tworzyła. 

Im nie przerywać mi, im nie przerywać mi. Brzmi trochę jak węgierski.

Postanowiłam skończyć to, co zaczęłam. Na własną odpowiedzialność. Kto wie? Może gdyby mi przerwali, już nigdy by mi się coś takiego nie udało?
Ciemność rozlewała się jak plama przed moimi oczami.
Skrzydła. Skrzydła. Skrzydła. To jedno słowo tłukło mi się uparcie po głowie.
Nic dziwnego, sezon paralotniowy w pełni, pozwól, że ci pomogę:



Zawsze warto mieć na komputerze folder z paralotniami, właśnie dla takich okazji.
A tłukło się to słowo, bo miało dużo miejsca w głowie.

Już.
Moje dłonie odskoczyły od łopatek Beletha. Osunęłam się na podłogę. 
Też bym się osunęła, gdyby mi dłonie zaczęły samoistnie skakać.

Piękny diabeł w jednej chwili znalazł się przy mnie. Zdążył mnie złapać, nim uderzyłam głową o posadzkę.

Chyba czas zacząć prowadzić licznik pięknych diabłów, bo to zaczyna wymykać się spod kontroli.
Piękny diabeł: 3

- Wiki! Wiki! Nic ci nie jest? - wziął mnie w ramiona.
Otworzyłam oczy. Wreszcie zaczęłam widzieć. 
A to, że to akurat Beleth ją złapał, wiedziała dzięki węchowi.
Albo rozpoznała go po kształcie pośladków.

Spojrzałam na mojego zatroskanego diabła. 
Poważnie? Zatroskany diabeł? AŁtorka ma chyba zaległe zajęcia z zaimków do zaliczenia. 

Dotknęłam jego stworzonych do całowania ust.
Ciekawe kto mu je stworzył, skoro ona mu stworzyła skrzydła do latania.
Prawdopodobnie Wypacykowana Kapłanka Miłości. W każdym razie w efekcie musiał jeść uszami.

 Cofnęłam rękę, sama zaskoczona tym czułym gestem.
- Chyba - wydusiłam. - Chyba mi się udało.
- Udało? Jakie udało?! - krzyknął zawiedziony Azazel, spacerując w tę i z powrotem za plecami Beletha. - On nie ma żadnych skrzydeł. Nic. Jedyne, co zrobiłaś, to usunęłaś blizny. To katastrofa!
Co prawda mogła niechcący unicestwić Beletha, ale skoncentrujmy się na najważniejszych rzeczach.

Stanął nade mną, dalej się awanturując:
- Nie ma skrzydeł. W ogóle. Zobacz. Ma gładkie plecy. No i cały nasz plan szlag trafił! Kurwa!
Beleth zamknął oczy. Poczuł to.
A ona to wie, bo są teraz połączeni w magiczny sposób i za każdym razem, jak on czuje swoje skrzydła, to ją coś łaskocze tam na dole?
Weź, bo mi się wizualizuje, że to on ją łachocze tymi skrzydłami...

One tam były. Anioły nie chodziły cały czas ze skrzydłami na wierzchu. Beleth już kiedyś mi to tłumaczył. Nie robiły tego, bo po prostu było to niepraktyczne i niewygodne. 

Ale za to jak zajebiście wyglądało:



Panie i panowie, oto jedyny poprawny sposób szpanowania anielskimi skrzydłami!

Według mnie skrzydła pokazywały tylko wtedy, gdy chciały zrobić wrażenie na śmiertelnikach. Pozerzy.




Powiedziała najbardziej powierzchowna postać w historii literatury, która co chwila musi wszystkim przypomnieć jaką to ona ma niesamowicie wyczepistą moc.

- Mam je - szepnął Beleth.
O czym może mówić facet, kiedy stwierdza że "je" ma?
No wiesz, w końcu teoretycznie anioły były bezpłciowe, może Wikta nie wzięła tego pod uwagę?

Podniósł się wolno, pomagając mi wstać. Zamknął oczy. Na jego usta powoli wypłynął szeroki uśmiech.
Uśmiech tak szeroki, że z boku miał wypisane USS Destroyer.

- Mam je - powtórzył.
Zafascynowana przyglądałam się jego plecom. 
Ja wiem, że sztuka nowoczesna przybiera różne formy, ale idę o zakład, że niedługo w galeriach będzie trzeba uważać. Nie wiesz, czy to ktoś sobie normalnie stoi i podziwia sztukę, czy może jego plecy są eksponatem.

Na gładkiej skórze pojawiły się dwie wypukłości na wysokości łopatek. 



Takie?
Dupa mu się przemieściła, nagle życie stało się koszmarem.

Skóra rozstąpiła się, ale nie pękła. 

Mówiłam, to jakaś loża BDSM. Ja jestem twoim Mojżeszem, ty moim Morzem Czerwonym, coś w tym stylu.

Gładko zaczęły się z niej wysuwać lotki.

Za lotkami powoli zaczynała się wysuwać tablica do gry w darty oraz pięciu Brytyjczyków.

Złote pióra robiły się coraz dłuższe. Skrzydła rosły, aż w końcu przewyższyły Beletha, który śmiał się radośnie i beztrosko niczym mały chłopiec.
Kurczę, nie dziwie się, że się śmiał. Musiał być nieźle nawalony, skoro widział jak z pleców wyrastają mu skrzydła. Muszę przyznać, towar w piekle trzyma poziom.

Rozłożył je na próbę. Słońce zabłysło w lotkach, zupełnie jakby były zrobione ze szczerego kruszcu.
Słońce ostatnio nie zniża się do błyszczenia w rzeczach, których wartość nie liczy się w karatach. 

Były piękne. Miały ten sam odcień płynnego złota, co tęczówki oczu przystojnego diabła.
Nigdy nie potrafiłam zrozumieć tego fenomenu "płynnego złota".


O co ten hałas?
Zdziwiłabym się, gdyby istniały jakieś inne tęczówki niż te w oczach. 
Na nadgarstkach miał zapasowe, gdyby skończyło mu się płynne złoto w oczach.

Beleth spojrzał tęsknie na okno. Już chciał wypróbować skrzydła.
Azazel patrzył na niego z szeroko otwartymi ustami. Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. Zaśmiał się złowieszczo.
Szczerze, przeczytałam ostatni akapit kilka razy i nadal nie wiem dlaczego Azazel miałby śmiać się złowieszczo.
Na pewno wyobraził sobie, jakie gilgotki zada swoimi skrzydłami Kleopatrze.

- Udało ci się! - zawołał zafascynowany. - Naprawdę ci się udało! 
Beleth odwrócił wzrok od okna i pokłonił mi się.
- Dziękuję ci, Wiktorio. Jestem twoim dłużnikiem. A teraz wybaczcie. 
Czyli w skrócie: dzięki za skrzydła, a teraz z drogi plebejusze, wylogowuję się z tej imprezy.

Szybkim krokiem wyszedł z mojego salonu na werandę i dalej na żwirową ścieżkę. Usłyszeliśmy łopot olbrzymich skrzydeł i jego śmiech. Odleciał szybować razem z ptakami nad zboczami Los Diablos.
Boru, niech tam będzie ten orzeł od Prometeusza, błagam...
Albo żeby chociaż te skrzydła okazały się lepione na wosk.

Odetchnęłam głęboko. Zawroty głowy i mroczki przed oczami minęły. 
Niechybnie dzięki zajebistości płynnozłotych skrzydeł Beletha.

Szybko wracałam do sił.

Ale wytrzeźwieć na zawołanie nadal za nic nie mogłam. 
Może miałaś rację z tym alkoholem w roli kryptonitu. 

 Mogłam się już zająć Azazelem. Spojrzałam na niego wyczekująco. Wyglądał przez okno i podziwiał powietrzne wariacje Beletha.
Usiadł przede mną na miejscu, które poprzednio zajmował przystojny diabeł.
Przystojny diabeł: 4.
Dobrze, że nie mam już tej Whiskey, bo to by się skończyło kolejnym kacem mordercą.

 Jego zuchowata mina powoli znikała z twarzy. Zerknął tęsknie na drzwi.
- Chcesz stąd wyjść, czy czekasz, aż Kleopatra przyjdzie? - zapytałam złośliwie.
Facet ma poważny dylemat, a przynajmniej chce, by jego kobieta zobaczyła, jak on odzyskuje skrzydła, a ta od razu na niego najeżdża. Zastanawiam się, jaki to typ zaburzeń.

Zły odwrócił się w moją stronę. 
- Na nic nie czekam. Zaczynaj - rozkazał. 
Czy istnieje w tej książce przynajmniej jedna postać, którą można przynajmniej odrobinę polubić?
W sumie Behemota da się polubić. Bo nic nie mówi.

Pokręciłam głową, Śmierć zachichotała na stołku obok mnie. Azazel już się wczuwał w rolę przyszłego Archanioła.

W sensie, że założył już te nieszczęsne sandały i skarpetki? Bo do tego momentu, to była jedyna charakterystyczna cecha aniołów, jaką AŁtorka była nam w stanie przedstawić. 

Skupiłam się z całych sił i powtórzyłam to, co zrobiłam z Belethem. Było mi ciężej niż poprzednio, ale dałam radę.
Było ciężej niż poprzednio, ale nie zemdlałam. Czy tylko ja tu widzę pewne błędy w logice?
Ciężej, bo Azazel nie ma płynnozłotych oczu, po prostu mniej jej się chciało.

 Nie stało się nic nieoczekiwanego. Ręce mi nie wybuchły, głowa nie odpadła ani nie umarłam, tak jak toldie miała nadzieje, że się stanie początkowo się obawiałam.
Gdy tylko odsunęłam się od diabła, ten zerwał się na równe nogi i zaczął tworzyć skrzydła. Jego pióra były błękitne. Błyszczały jak zrobione z metalu. Takie same jak dwa małe piórka, które nosił na szyi na rzemyku.
Zrozumiałam, że miał je zawsze na sobie z sentymentu i tęsknoty za utraconymi kończynami.
"O, jak dobrze nam było w Arkadii", ujęcie dwudzieste trzecie. Kto jak kto, ale gościu, który chciał obalić Lucka i przy okazji podbić świat, na pewno roni samotną łzę za każdym razem, gdy spojrzy na te piórka.

Nie podejrzewałam, że był taki uczuciowy.

A powinnaś, żadna z postaci w tej książce nie jest obdarzona dobrem o nazwie "spójny charakter".

Nawet zrobiło mi się go żal. Zaraz jednak mi to przeszło, gdy nawet nie mówiąc „dziękuję”, wybiegł na zewnątrz wypróbować skrzydła.
Wyszłyśmy ze Śmiercią przed dom. Na tle białych chmur widać było dwa kształty mieniące się złotem i błękitem, kręcące w powietrzu szalone spirale i prześcigające się w podniebnych wyczynach.
Wywołają prawdziwą sensację w Niższej Arkadii. Nie ma co.
Poważnie? W świecie, po którym chodzą wszędzie demony, ludzie rozbijają się Lamborghini po ulicach największą sensacją będzie dwóch facetów ze skrzydłami? To miejsce chyba rzeczywiście nie jest tak fajne jak to opisywali w pierwszej części.
- Czy to ptaki?
- Czy to samoloty?
- Nie, to tylko dwóch sentymentalnych debili z odtworzonymi skrzydłami, wracajcie do domów.

Rozdział 12
Skrzydła wywołały sensację.
W piekle zaroiło się od reporterów BBC News, Hollywood już szykowało się do zekranizowania życia naszej bohaterki. Angelina Jolie i Brad PItt już potwierdzili, że będą grać główne role. Dwóch latających debili od tygodnia nie schodziło z okładki Faktu.
A wyobraź sobie te nagłówki: "Latający debil wszedł mi do łóżka", "Te pióra odmienią twoje życie erotyczne", "Nie śpię, bo muszę latać".

Następnego dnia tylko do dwunastej rano zgłosiło się do mnie sześćdziesiąt sześć diabłów z prośbą o zwrócenie skrzydeł. 
Ja rozumiem, że liczba 6 miała być w tej książce takim drobnym efektem komicznym, ale to przestało być śmieszne mniej więcej na trzeciej stronie pierwszego tomu. Szczególnie, że w tej scenie nie ma ona żadnego wytłumaczenia, chyba, że diabły rezerwowały sobie miejsca na ten event na TicketPro.
Może to jest coś w stylu chińskiej polityki, gdzie można mieć tylko jedno dziecko - diabły wyrzynają się wzajemnie, byle tylko utrzymać ludność w liczbie składającej się tylko z szóstek.

Nie wiem dlaczego, ale przyszedł też jeden demon. Może myślał, że zrobię z niego diabła?
Na razie zdołałam się wykręcić, twierdząc, że moce mi się skończyły, ale sądzę, że długo moja bajeczka nie przetrwa.
Sorry, gniazdka nie mogę znaleźć i poszedł mi kabel od ładowarki, wiesz, jak jest.

Już widzę, jak Lucyfer wydaje jakiś specjalny dekret zakazujący mi używania mocy. 
Jeszcze kilkanaście stron temu bohaterka stwierdziła, zresztą błędnie, że Lucyfer nie ma nad nią żadnej władzy. Ja wiem, że spójność fabularna nie jest mocną stroną tej książki, ale błagam...
Mnie zastanawia ten zabawny zaimek "mi". Beleth i Azazel tuż przed nosem swojego szefa szybują sobie beztrosko pod... niebem (bo chyba te chmury z poprzedniego rozdziału musiały po czymś płynąć) i on nic, zupełnie?

Władca Piekieł nie mógłby się przecież pogodzić z faktem, że wszyscy jego demoniczni poddani chcą mieć skrzydła niczym anioły.

Myślę, że również czytelnicy mogliby się do tego trochę przyczepić.
Wytłumaczcie mi, jaki jest związek między "władca" a "nie może się pogodzić z czymś". 

 Tego by jeszcze brakowało, żeby nagle większość mieszkańców Niższej Arkadii stwierdziła, że woli mieszkać w Niebie.

Właśnie dlatego twierdzenie, że po śmierci człowiek może sobie wybrać gdzie chce być nie jest najlepszym pomysłem. A skoro już przy tym jesteśmy, to skoro ci ludzie chcieli być w piekle, to o co ten cały hałas?
Po rewolucji Lucyfera jej uczestnicy pewnie myśleli, że za karę Gabriel każe im przepisywać zdania lub coś, a tu taki klops. 

Szatan by się chyba zapłakał i zamknął w sobie.

Tupnąłby nóżką i powiedział, że on się tak nie bawi.
Potem wysyłałby wszystkim liściki "Jesteś głupi" i poszedłby do pani.

Oczywiście wcześniej pewnie skróciłby mnie o głowę pod pretekstem wszczynania zamieszek...
Znając Diablicowego Lucyfera obstawiam raczej za tą pierwszą opcją.

Pogłaskałam leżącego na moich kolanach Behemota po miękkim kremowo-rudym uchu. Zamiauczał przeraźliwie, wpatrując się we mnie olbrzymimi oczami.
- Będę za tobą tęsknić - powiedziałam. - Naprawdę nie chcesz iść ze mną? Kotek pokręcił przecząco łebkiem i znowu miauknął. Rozumiałam, dlaczego nie chciał ze mną iść. 
Wszyscy rozumiemy dlaczego jakiekolwiek żywe stworzenie nie chce z tobą iść. Gdziekolwiek.
Tym bardziej Behemot da się lubić. Nie możemy go przecież winić za imię, które nosi, a które jest jawną zrzynką z Bułhakowa.

Mój demoniczny pieszczoch niezupełnie pasował do Arkadii. Postawiłam go na chłodnej terakotowej podłodze w salonie Usiadł i smutno zwiesił łebek. Odprowadził mnie spojrzeniem do drzwi, za którymi czekał już na mnie Beleth i Azazel.

Czekał. Nie czekali. Albo Azazelowi nadaje się tu przedmiotowość warzywa tylko dlatego, że nie ma fantastycznie ukształtowanych pośladków, albo bohaterka z góry zakłada, że jest dupkiem i nie będzie na nią czekał.

- Cały dom jest twój - oświadczyłam mu. - Możesz drzeć wszystkie poduszki, pościel, firanki. Wszystko jest twoje.
Kotek pochylił główkę, jakby rozważał moją propozycję.
Główka po wcześniejszym pochyleniu odpadła od tułowia i odbiła się od podłogi.
Na wuj mu darcie mebli, skoro nakarmić go nie ma komu.

- Będę cię odwiedzać - obiecałam mu. - A ty wpadaj do mnie czasem na Ziemi. Znasz adres.
O ile wskutek nieoczekiwanych zwrotów akcji i wydarzeń, z całą pewnością zupełnie niezależnych od diabłów, będę jeszcze mogła kiedykolwiek wrócić na Ziemię...
Dzisiaj mieliśmy wyruszyć do Nieba. Miałam złe przeczucia co do tej wyprawy.
Beleth uśmiechnął się do mnie szeroko, gdy stanęłam obok niego. Azazel posłał mi tajemnicze spojrzenie.
Azazel nie jest w stanie robić niczego co nie jest tajemnicze, złowieszcze ani podstępne.

Poza nami w moim ogródku, pomimo że się na to nie zgodziłam, było całkiem sporo osób. 
Na co się nie zgodziłaś? Na to aby w twoim ogródku ktoś przebywał? Kilka stron wcześniej narzekałaś, że mało osób przyszło na zabieg i teraz narzekasz, że wszyscy chcą, żebyś się wreszcie stamtąd wyniosła. Nie wiem czego ty jeszcze oczekujesz...
Przyszło mnóstwo baśniowych stworzeń jak w Shreku. Wilk zdążył rozbić namiot w azaliach, ktoś zjadł Ciastka, trzy ślepe myszki próbowały upiec kiełbasę na ogniu, który zaczął się rozprzestrzeniać na Pinokia.

Kilkoro diabłów znałam. 
"Kilkoro". Zajrzyjmy do Słownika Języka Polskiego: "liczebnik określający liczbę większą od dwóch a mniejszą od dziesięciu, używany w odniesieniu do osób różnej płci, dzieci i młodych zwierząt oraz do przedmiotów o nazwie występującej tylko w liczbie mnogiej". No chyba nie, skoro diabły są według Ałtorki jedynie płci męskiej, a sporo to chyba więcej niż dziesięć.

Dodatkowo pojawili się dawno zmarli śmiertelnicy, którzy znaczyli coś w Piekle.
Pożegnalna impreza rozkręciła się na moich rabatkach z kwiatami.
Poważnie, jeżeli nie jest to impreza "ten półmózg wreszcie wyjeżdża" to ktoś tutaj zaprzepaścił całkiem niezłą okazję.

Kleopatra dzisiaj także nie przyszła. Zamierzała porozmawiać z Azazelem po przemianie, czyli ich wesoła pogawędka już się odbyła. Czyżby królowa go w końcu rzuciła? A może on ją?
A może zrobili to synchronicznie, na trzy-cztery? A może ktoś zrobił to za nich? Możliwości są nieograniczone!
Konsultanci od rzucania, to całkiem chwytliwe.

Azazel stał obok mnie, a zatem najwyraźniej wybrał Niebo. Nie zaskoczyło mnie to.
Nie, siedział obok ciebie dla jaj. Jak tylko zaczniecie wychodzić zatrzaśnie za wami drzwiami i krzyknie "żartowałem"!

- Gotowa? - zapytał Beleth, wyrywając mnie z rozmyślań. 
- Tak - kiwnęłam głową. - A jak dostaniemy się do Nieba? 
Azazel podszedł bliżej. Przestał już rozglądać się po otaczającym nas tłumie. Ja starałam się na nikogo nie patrzeć. Wszędzie widziałam, jeśli nie zachwyt nad moimi mocami, to zazdrosne spojrzenia.
Tak, tak, wmawiaj to sobie. Zachwyt nad mocami, oczywiście...

 A zazdrość jest niebezpieczna.
Patologiczna głupota również, a mimo to ta książka ma trzy tomy.
Dziwne truizmy mające uchodzić za objawione mundrości również.

- Bardzo kulturalnie - wyjaśnił. - Drzwiami. 
- To się tak da? - zdziwiłam się. 
Azazel posłał mi pełne wyższości spojrzenie. 
- Oczywiście, że tak...
Przez cały czas podróżują tymi walonymi drzwiami między światami, co ona myślała, że polecą  za pomocą proszku Fiuu?
Albo że tuż przed nią rozwiną się złote schody do nieba i wokół niej zaczną fruwać kupidyny grające na złotych trąbkach. Drzwi są przecież dla plebsu. 

Odkąd stworzyłam mu skrzydła, ani razu ich nie złożył. Teraz także niby mimochodem rozpostarł je na chwilę. Otaczający nas tłum westchnął z zachwytu i żalu.
Toldie westchnęła z zażenowania i rezygnacji...
Oni wszyscy naprawdę powinni zrobić zawody na długość kusiek.

Diabelskie drzwi prowadzące do Nieba - intrygujące. Czyżby to oznaczało, że klucz diabła jest jednocześnie kluczem anioła? A może mieszkańcy Arkadii mieli inne sposoby na przemieszczanie się z miejsca na miejsce?
- Kto z nas tworzy przejście? - zapytał przystojny diabeł.
Przystojny diabeł: 5
Coś czuję, że ten licznik totalnie zdissuje Piotrusiomierz.

- Przecież to proste, ja - żachnął się Azazel. - Wrócę tam w chwale. A moja potęga oślepi wszystkie anioły!
Stary, nie nadymaj się, dostałeś te skrzydła niecałe dwadzieścia cztery godziny wcześniej, nie sądzisz, że ta za szybko, aby ogłaszać swoją dominację nad światem?

Zerknęliśmy po sobie z Belethem, ale żadne z nas nie skomentowało przemowy diabła. Dość często zdarzały mu się takie złote myśli.
- Poza tym moje drzwi wyglądają okazalej od waszych - Azazel uśmiechnął się złośliwie i przekręcił swój klucz diabła w ścianie mojego domu.
Moja kuśka jest większa, skrzydła bardziej skrzydlaste, a powietrze z moich płuc bardziej bogate w tlen, tak, wiemy.

Miał trochę racji. Dopóki mój klucz znajdował się w posiadaniu Piotrusia, korzystałam z klucza Beletha. 
Kolejny atak pamięci krótkotrwałej. Przecież zrobiłaś kopię klucza Beletha i to z niej korzystasz. No chyba że Beleth rości sobie prawa patentowe.
Piotrusiomierz: 9

Jego przejście było bardzo ładne - niczym turecka lampa. 

W sensie, że się świecą i mają oczojebne kolory? Poniekąd praktyczne, gdy się przemieszczasz po ciemku.

Jednak nie do porównania z wysokimi czarnymi wrotami Azazela. One były... demoniczne. Idealne do wielkich wejść.

Czy były wyposażone w głośniki, które grały Marsz Imperialny za każdym razem jak je otworzył? Bo jeżeli nie, to nic nie wiecie o wielkich wejściach.

Wzięłam głęboki oddech. Będę odważna. Azazel sięgnął do klamki. 
- Jak tam jest? - zapytałam szybko Beletha. 
- Pięknie. 
Azazel niecierpliwie szarpnął drzwi. Poraziło nas białe światło.
Gdyby było to zielone światło, dawałoby to trochę nadziei na zakończenie, a tak to kiepsko.

Zamknęłam oczy i zatrzymałam się, ale Beleth pociągnął mnie za sobą. Przekroczyłam próg. Za naszymi plecami głośno wiwatowali mieszkańcy Niższej Arkadii.
A gdy Wiki i diabły znikli z zasięgu wzroku, splądrowali cały dom.

Gdy zdołałam już otworzyć oczy, wrota za naszymi plecami zamieniły się w lśniący w powietrzu kontur. Zapadła głucha cisza. Za to przed nami...
Mleczna, lekko różowa mgła rozlewała się pod naszymi stopami, zakrywając ziemię i nasze buty. Beleth wciąż trzymał mnie za rękę. Pociągnął mnie teraz szybko w stronę... bramy do Nieba.
Zaraz... bramy?
Nie, kurczę, wyrwy w żywopłocie. Poważnie, nie wiem kto może być zdziwiony tym, że Niebo może mieć bramę. Na pewno nikt, kto obejrzał kiedykolwiek to:



Poważnie, najlepszy pełnometrażowy film animowany, który nie jest Królem Lwem...

Piekło w przeciwieństwie do Nieba nie było ograniczone żadnym murem. Tam każdy był witany z szeroko otwartymi ramionami i wesołym, choć odrobinę fałszywym uśmiechem. 
"Fałszywy uśmiech. Niekonsekwentna wyższość Nieba nad Piekłem", nowa publikacja Instytutu Badań nad Zjebaniem Logiki już wkrótce.

Za to Arkadia? Jak okiem sięgnąć, w obie strony ciągnęło się metalowe ogrodzenie.

Niechybnie aby trzymać takich jak wy z daleka. Mam nadzieję, że ogrodzenie jest pod napięciem.

Srebrne wysokie sztachety zakończone były złotymi ostrzami mieniącymi się w słońcu.
Ciekawe użycie słowa "sztacheta", jesteś pewna, że o nią ci właśnie chodziło?
Na pewno, pamiętaj, kim tak naprawdę są anioły, złote sztachety są bardzo w stylu polisz arkitekczer.

 U dołu ogrodzenia co dziesięć metrów siedziały dziwne stwory.




AŁtorka nie pokusiła się o sprecyzowanie wyglądu "dziwnych stworów", w związku z tym możecie sobie wybrać coś z tego. Proponuje kucyponki, w sumie zawsze wydawały mi się jakieś takie dziwne. 
Cicho, kucyponki to moje dzieciństwo.

Powoli ruszyliśmy w stronę złotych wrót. Tu także znajdowały się te tajemnicze postacie. Były to chyba złote rzeźby istot podobnych do małp o czterech ramionach. W całości wykonano je z drogiego kruszcu,
Wiedziałam to, bo studiowałam jubilerstwo i od razu przystąpiłam do analizy składu chemicznego materiału, z którego wykonane zostały "dziwne stwory".
Zwłaszcza że na początku określa je jako "chyba" złote. Złoty może być też określeniem koloru, obstawiam więc, że stwory zmieniały kolory jak świąteczne lampki.

każda miała oczy zrobione z olbrzymich rubinów, a w dłoni zakrzywioną srebrną szablę. Z półotwartych ust wystawały im kawałki pergaminu. Były całkiem ładne, gdy błyszczały wesoło w słońcu.

Te opisy są o wiele lepsze, kiedy pozostaniemy przy opcji, że bohaterka mówi o kucyponkach.
Jak można błyszczeć WESOŁO? Chichrają się, ilekroć padnie na nie słońce?

Chciałam podejść, żeby przyjrzeć im się z bliska i dotknąć ich, ale Beleth złapał mnie mocno za ramię.
- Nie zbliżaj się do nich - ostrzegł.
 - Dlaczego? - zaoponowałam.
Potem zafelgowałam i zakołpakowałam.
Poważnie, nie wierzę, że ta książka przeszła korektę redaktorską, w momencie, kiedy AŁtorka uważa słowa "zaoponowałam" i "zapytałam" za synonimy!

 - Przecież to tylko rzeźby. Azazel pokiwał przecząco głową. - To nie są rzeźby. To złote golemy. Co tu robiły golemy? O ile dobrze pamiętałam, były jakimiś mitycznymi żydowskimi morderczymi potworami.



Nailed it!

- A one przypadkiem nie powinny być z gliny? - zdziwiłam się. 

- Te tworzone przez ludzi były z gliny - wyjaśnił mi Beleth. - Te stworzone przez świętego Piotra są ze złota. 
Po raz kolejny moja niewielka wiedza zdobyta na lekcjach religii została wywrócona do góry nogami.
Dwa zastrzeżenia:
1. Nigdzie nie ma wzmianki o tym, że golemy mogły być ze złota. Jedynym materiałem z jakiego były wykonywane, według podań jest glina. Dlatego ja bym się tu nie czepiała Wiktowego wykształcenia.
2. W jakim kraju ona żyje, że na lekcjach religii w ogóle się wspomina o golemach?!
Dorzucę trzecie:
3. Z jakiej paki chrześcijański święty zajmuje się rzeczami z pogranicza kabały?

 - Ale dlaczego święty Piotr tworzy golemy? - zapytałam zdumiona. Beleth mocniej ścisnął mnie za rękę i uśmiechnął się do mnie ciepło, tak jak ludzie uśmiechają się do małych dzieci.

- Wiesz, kto to święty Piotr?
Poczułam się jak bachor pouczany przez nauczyciela. - Oczywiście, że wiem! - oburzyłam się. - To apostoł. Poza tym był pierwszym papieżem. A w miejscu jego śmierci stoi Bazylika św. Piotra w Rzymie.
Diabły spojrzały po sobie.
- To najkrótsza biografia świętego Piotra, jaką kiedykolwiek słyszałem - zaśmiał się Azazel. - Niemniej zgrabnie ujęłaś wszystko, co najważniejsze. Zapomniałaś tylko dodać, że święty Piotr stoi u bram Niebios i pilnuje wejścia. Trafiła mu się posada odźwiernego.
Rzeczywiście, fakt, że na miejscu jego śmierci wybudowano kościół jest z pewnością o wiele ważniejsze, niż to, że jest strażnikiem bramy w niebie.
Poza tym dziwna by to była polityka, gdyby pochowano go dokładnie w tym samym miejscu, gdzie umarł. Według tradycji został ukrzyżowany na Wzgórzu Watykańskim, a potem niejaki Marcellus pochował go w swoim grobowcu i to tam ma stać dziś Bazylika.

Rozejrzałam się w obie strony, ale wszystko przysłaniała kłębiąca się mleczna mgła. Nie mogłam dojrzeć nawet tego, co znajdowało się za ogrodzeniem. Niemniej nigdzie nie widziałam żadnego człowieka.
Nie chcę wydać się zbyt zarozumiała, lecz czy nie uważasz, że nie widzisz żadnego człowieka, bo jak już powiedziałaś przez mgłę w ogóle mało widać?
Sztachety były zbyt gęsto powbijane w ziemię.

- To gdzie on jest? - jeszcze raz spróbowałam go wypatrzyć.
- Skoro zamiast niego stoją golemy, to pewnie gra na Polach Elizejskich w golfa - oznajmił mi Beleth. - Jest naprawdę niezły. Potrafi wygrać z każdym. Ostatnio namiętnie współzawodniczy z Bobbym Jonesem. To jeden z najsłynniejszych golfistów na świecie. To znaczy był, bo już umarł.
Przestałam słuchać paplaniny diabła.
Rzeczywiście, jak ten się rozgada to nie ma przebacz.

 Hm, skoro Lucyfer ogląda filmy z Angeliną Jolie, to czemu święty Piotr nie miałby grać w golfa?

Bo jest bezcielesnym bytem, ciałem astralnym, które nie potrzebuje wypełniać sobie czasu golfem? To tylko jedna z moich propozycji.
Wychodzi jednak na to, że coś w tym jest: https://www.facebook.com/StPetersGolfSociety

- Aha - mruknęłam. - A czemu nie wchodzimy do środka?
Azazel dmuchnął na mlecznoróżową mgłę kłębiącą się przy ogrodzeniu. Użył mocy piekielnych, ponieważ od zwykłego dmuchnięcia nie rozeszłaby się tak szybko.
Azazel ma takie kompleksy, że nawet do dmuchania musi używać mocy. 



Naszym oczom ukazał się w oddali widok Arkadii. Najpierw mgła odsłoniła kilka marmurowych schodków prowadzących do bramy, a potem zobaczyliśmy, co znajduje się za nią.
Na tle błękitnego nieba błyszczały złote, szmaragdowe i różowe kopuły.
Odrobinę bizantyjskie niczym Bazylika św. Marka w Wenecji.
 Piękne:


Mieniły się, odbijając światło. 

Za to w Piekle przedmioty mienią się, odbijając ciemność.

Przez chwilę wydawało mi się, że zobaczyłam gdzieś nad nimi sylwetkę z szeroko rozpostartymi skrzydłami. To musiał być anioł! Prawdziwy anioł!
Piękne!
- Nie wchodzimy do środka, bo gdybyśmy podeszli bliżej, golemy odrąbałyby nam głowy. Mają w dłoniach miecze z gatunku gorejących - skwitował kwaśno Azazel z gatunku diabłowatych i podstępnych.

Od roziskrzonych w słońcu kopuł wróciłam spojrzeniem do rzeźb. Stały nieruchomo.
Obawiam się, że gdyby rzeźby nie stały nieruchomo nie byłyby już z gatunku rzeźbowatych.

 Zrozumiałam teraz ostrożność diabłów. Istoty piekielne można było zabić tylko na dwa sposoby. Pierwszym było obcięcie głowy lub po prostu rozczłonkowanie gorejącym ostrzem.
Drugim zaś sposobem było namówienie kogoś takiego jak ja, żeby je zniszczył.
W takim razie dlaczego ona, ze swoją asertywnością, jeszcze w ogóle żyje?

- To jak tam wejdziemy? - zapytałam.
Azazel zamiast mi odpowiedzieć, delikatnie przesunął stopą po niewidocznej posadzce ukrytej we mgle. Stanął na pierwszym stopniu.
- Chcemy rozmawiać ze świętym Piotrem - oznajmił w przestrzeń.
Nawet nie zdążyłam zdziwić się, co robi, bo nagle z głośnym chrzęstem poruszyła się głowa golema znajdującego się najbliżej niego. Skierował na Azazela swoje niewidzące rubinowe oczy. Następnie wstał i rozpostarł z przeraźliwym zgrzytem dwie pary złotych skrzydeł. Kpiąc sobie z grawitacji, wzbił się w powietrze i młócąc skrzydłami, przeleciał na drugą stronę bramy.
Golemy były dość głośne w użyciu. Chyba jednocześnie miały służyć za alarm dźwiękowy.
Sama spróbuj poruszać się cicho, kiedy jesteś zrobiona ze złota, mądralo.

Zorientowałam się, że cały czas kurczowo trzymam Beletha za rękę. Zawstydzona puściłam go i objęłam się ramionami.
Zza ogrodzenia wyleciał mały ptaszek, żółty kanarek. 
Ktoś niepostrzeżenie zrobił im zdjęcie.

Pierwszy malutki mieszkaniec Nieba, którego spotkałam. Kołował nad głową jednego ze złotych wartowników.

Obniżał lot do pięciu tysięcy i wywoływał wieże, aby poprosić o pozwolenie na lądowanie.

W końcu usiadł na jej czubku i zaczął wesoło świergotać. Nie minęła chwila, a na błyszczącą rzeźbę poleciało ptasie guano.

Guano to nazwa odchodów ptaków morskich (i nietoperzy). Ale jeśli tutaj kanarki robią takie zrzuty, można zrobić na tym niezły biznes nawozowy.

Tak szybko, że ledwo to zauważyłam, złoty golem machnął szablą nad swoją głową. Usłyszeliśmy tylko, jak ptaszek pacnął na marmurową posadzkę ukrytą w mlecznoróżowej mgle.
Tak to jest jak lądujesz bez pozwolenia od wieży.

Przełknęłam z trudem ślinę i z powrotem przysunęłam się do Beletha. 
- Można je jakoś zniszczyć? - zapytałam. 
- Tak - odparł. - Zobacz, każdy z nich ma w ustach kawałek pergaminu. Jest na nim napisane słowo „emet”, czyli po hebrajsku prawda. Jeżeli wyjmiesz golemowi z ust tę kartkę i wymażesz pierwszą literę, to powstanie słowo „met”, czyli śmierć. Wtedy golem ginie. Trzeba jednak uważać, bo one są bardzo uparte. Jak któregoś z nich zaatakujesz, to nie będzie takiego miejsca na Ziemi, w Niebie czy w Piekle, w którym cię nie znajdzie, by cię zniszczyć.
- Czy komuś udało się wyjąć tę kartkę?
Nie wyglądało to na zbyt łatwe zadanie. Kanarek nawet nie zbliżył się do ust potwora, a już został zlikwidowany.
- Z tego, co wiem, jeszcze nikt nie zdołał tak rozbroić złotego golema. To bardzo dobrzy strażnicy.
Na wszelki wypadek cofnęłam się o krok.
Wiedząc, że jestem najpotężniejszą istotą na świecie, przed którą nawet archanioły powinny trząść portkami.
A wystarczyłby pistolet na ssawki z długim sznurkiem.

- A czemu nie stworzymy sobie drzwi po drugiej stronie ogrodzenia? - zapytałam. - Uniknęlibyśmy wtedy przechodzenia przez bramę.
- Dopóki nie zostaniemy wpuszczeni do Nieba i administratorzy nie wypełnią jakichś tam papierków o naszym pobycie, nie możemy sami przestąpić granicy Arkadii - wyjaśnił mi Azazel. - Ale potem możemy tworzyć sobie drzwi, gdzie tylko chcemy.
- Administratorzy? To Niebo jest tak samo zbiurokratyzowane jak Piekło? - zdziwiłam się.
- Tak - potwierdził Beleth. - Tyle że w Niebie ta jednostka nie nazywa się Urząd, a Administracja.
W tej chwili ciszę przerwało mechaniczne młócenie powietrza. Znad bramy Niebios wyleciał złoty golem, trzymając pod pachy starszego jegomościa w długiej kremowej szacie.
Jak dostojnie wyjść na spotkanie z diabłami, krok pierwszy. Nie przylatuj udając, że jesteś świeżo wyklutym golemem.

Jak zauważyłam, spod togi wystawały mu stopy odziane, o dziwo, nie w sandały jezuski, ale w profesjonalne buty do golfa.
Ponieważ nawet święty Piotr potrzebuje dobrej przyczepności na każdej powierzchni.

To musiał być święty Piotr.
Dodatkowo, gdybym nie poznała butów, znaczną podpowiedzią byłby kij golfowy, który trzymał w zaciśniętej dłoni.
Uwaga, studenci historii sztuki oraz archeologii, od tej pory atrybutami świętego Piotra nie są już klucze, kogut, ani odwrócony krzyż. Od tej pory jedynie buty i kij do golfa.

<ciach>
Piotr drapie się po brodzie, a Azazel wita się z nim jak z Zenkiem spod warzywnego.

- To, że masz skrzydła, diable, nie czyni cię moim sprzymierzeńcem - oświadczył spokojnym, głębokim głosem.
Święty Piotr miał mądre spojrzenie starszego mężczyzny, który niejedną rzecz widział w swoim życiu. Doświadczenie odbiło się też na jego twarzy, znacząc ją siecią drobnych mimicznych zmarszczek. 
Całe jego doświadczenie życiowe opierało się na częstym marszczeniu czoła.

Azazel opuścił ramiona rozdrażniony.
- No dobra, dziadku, nie obchodzi mnie, co o nas myślisz. Rusz tyłek i otwieraj bramę, bo się wkurzę, a wtedy zrobię się nieuprzejmy. Wróciliśmy do domu, wchodzimy!
Przed chwilą obejrzeli państwo krótki film instruktażowy "Jak zajebać w trzech zdaniach cały misterny plan".

Święty nie zdenerwował się na jego słowa. Wszystko przyjmował ze stoickim spokojem. U bram Nieba pewnie wielokrotnie spotykał się z awanturnikami, którzy usiłowali się dostać do środka.

No ba:





- Wiem tylko, że dwa diabły mają się stawić w Administracji. O tej dziewczynie nie słyszałem - oświadczył.
Miał rację. Nikt mnie do Arkadii nie zapraszał. Zabranie mnie tutaj było prywatną inicjatywą moich towarzyszy. Chociaż podejrzewam, że potajemnie Lucyfer z nimi sympatyzował. Jemu chyba najbardziej ze wszystkich mieszkańców Piekieł zależało na tym, żeby raz na zawsze pozbyć się z Niższej Arkadii diabłów, a także mnie.
Ach, te Lucyferowe rządy silnej ręki.

- To nasza dobrodziejka - Azazel objął mnie ramieniem. - Dzięki niej odzyskaliśmy skrzydła. W nagrodę chcieliśmy przedstawić ją największym sławom w Niebiosach. Poza tym to sierota! Jej rodzice zmarli, gdy była jeszcze dzieckiem. Przebywają aktualnie w Arkadii. Wiktoria bardzo pragnie ich zobaczyć. To niesamowicie samotna dziewczyna pozostawiona na ziemskim padole na pastwę okrutnego losu! Sierota!
Odchrząknęłam lekko. Azazel odrobinę się zagalopował. Już nie róbmy ze mnie męczennicy. Nie było mi łatwo. Było nawet bardzo ciężko. Jednak dzięki wsparciu mojego starszego brata Marka wyszłam na ludzi.
Czy ja wiem...


Chociaż biorąc pod uwagę towarzystwo, z którym się obecnie zadawałam, chyba nieco zboczyłam z prostej ścieżki...
I bez nich zachowujesz się jak pijany zając w kapuście, nie dramatyzuj.

Oblicze świętego Piotra odrobinę złagodniało.
- Sam nie wiem - westchnął i wyjaśnił już wcale nie tak pewnym głosem: - Miałem wpuścić dwa diabły. O dziewczynie nikt mi słowem nie wspomniał.
Azazel nic nie powiedział, tylko gładził mnie pocieszająco po ramieniu i robił smutne oczy do świętego. Pewnie także powinnam udawać smutnego szczeniaczka, ale było to poniżej mojej godności. 
Skarbie, ty mi nic nie mów o godności, skoro ślinisz się do własnego mordercy.

Święty Piotr musi zdecydować sam, zgodnie ze swoim sumieniem.
- No dobrze - w końcu złamał się. - Ciebie też wpuszczę. W Administracji zdecydują, czy możesz zostać na dłużej.
Święty odwrócił się do nas plecami i podszedł do złotej bramy. Golemy nawet nie drgnęły. Najwyraźniej nie reagowały na swojego stwórcę.
Dopiero teraz zauważyłam, że po prawej stronie od wejścia wisiał mały srebrny dzwon, z którego zwieszała się długa lina. No proszę, czyżby Niebo miało dzwonek do drzwi? Święty Piotr pociągnął za sznur siedem razy. Siedem czystych dźwięków potoczyło się nad wzgórzami Arkadii.

Przygotujcie się na najgorszy opis Nieba, po którego przeczytaniu miałam ochotę zdzielić AŁtorkę tą książką:




Właściwie mam ochotę zdzielić ją tą książką już od dawna, nie wiem dlaczego dopiero teraz o tym wspominam. 

Złota brama powoli zaczęła się otwierać. Ciepły wiatr poruszył moimi włosami. Doszedł do nas zapach kwiatów i owoców. Wcześniej go nie czuliśmy, zupełnie jakby złota brama skutecznie nie przepuszczała powietrza. Usłyszeliśmy śpiew ptaków.
Różowa mgła pojaśniała, ukazując naszym oczom mnogość szczegółów. Tuż za ogrodzeniem stały piękne pastelowe budowle ozdobione roślinami, złotem i drogimi kamieniami.
Toldie, miałaś rację. To Kraina Kucyków! <radocha>




- W takim razie zapraszam was, moi mili, do Nieba - uroczystym tonem oświadczył święty Piotr. - Oto Arkadia!

7 komentarzy:

  1. Dawno nie czytałam analizy z taką ilością świetnych tekstów!
    Tablica do gry w darty, latający debil wszedł mi do łóżka", wyrwy w żywopłocie, wszystkie teksty o Lucyferze no i złote sztachety!
    Super!
    Nie,tego się nie da na trzeźwo..
    I dzięki za Castiela.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. O mąko borska, to to cudo ma jeszcze trzecią część?!
    Już nie mogę się doczekać ;-)
    pzdr, LLyann

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziewczyny, jesteście boskie. A skecz Neo-Nówki znam chyba na pamięć i również świetnie dobrałyście go do tekstu, choć spodziewałam się większej ilości gifów z Supernatural. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Może jeszcze nie w tym momencie, ale czuję, że wkrótce bardzo się takie obrazki przydadzą ;)

    https://www.google.pl/search?q=rzygam+t%C4%99cz%C4%85&rlz=1C1LENN_enPL452PL452&source=lnms&tbm=isch&sa=X&ei=f8UUUtzJJ6Kp4ATLMQ&ved=0CAkQ_AUoAQ&biw=1138&bih=535

    OdpowiedzUsuń
  5. eno, bułhakowego Behemota nie można nie lubić! :D
    analiza borska :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdzielić autorkę "Dobrym Omenem"? Przecież jest lekki jak zeszyt. Hm. Jakby to powiedzieć. "Siewca wiatru" jest trzytomowy...
    - Nik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lepiej ,,Drogą Królów'' Jak wyjdzie w twardej okładce będzie jeszcze lepiej xD

      Usuń