poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Lato z Anielicą, cz. 6. Odwrócony syndrom Michaela Jacksona i prawdziwa archeologia

Witamy!
Czasami materiał analizowany jest tak trudny do zniesienia, że analizatorki potrzebują wsparcia z zewnątrz. Wszystkie oddziały SWAT i GROMu akurat robiły coś innego, dlatego musiałyśmy poradzić sobie w inny sposób. Przygotujcie się więc na duże ilości tych irytujących ruszających się zdjęć bez dźwięku. Na pocieszenie dodam tylko, że są przynajmniej miłe dla oka. W przeciwieństwie do analizowanego dzisiaj materiału. Za ich nadmierną ilość należy obarczyć Toldie, która w tym tygodniu odpowiedzialna była za edycję tekstu.
Dzisiaj do czynienia będziemy mieli z ekspresowym, odwróconym syndromem Michaela Jacksona, prawdziwymi faktami archeologicznymi oraz czymś co można jedynie ująć słowami "totalny bezsens" oraz "koszmarna żenada". Jeżeli myśleliście, że przeczytaliście już w swoim życiu najgorszy dialog na świecie, jesteście w błędzie. Prawdziwe piekło dopiero nadciąga.

Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Toldie

Żabencja

Rozdział 10
Następnego dnia, tak jak obiecałam, wybrałam się z wizytą do Kleopatry. Była to nasza ostatnia szansa na rozmowę. Po południu miałam spróbować stworzyć diabłom skrzydła, a potem ruszyć razem z nimi do Nieba na małe zwiedzanie.
Odkąd "małe zwiedzanie" jest eufemizmem na "opuszczam ten padół, już nigdy, nigdy, nigdy więcej się nie zobaczymy, jakiekolwiek próby kontaktu, z którejkolwiek ze stron zakończą się niepowodzeniem"?

Beleth chciał pokazać mi Arkadię, która tyle dla niego znaczyła.
Przez te miliony lat od strącenia do Piekła męczył się strasznie, biedaczek.

Rezydencja Kleopatry przypominała jej stroje.
Była prześwitująca i wykonana z lekkich, powiewających na wietrze materiałów?

 Była piękna i piekielnie droga.
Albo i tak...

 Stylizowana na egipskie pałace z okresu największej świetności tego państwa, posiadała liczne udogodnienia takie jak sauna, jacuzzi, siłownia, prywatne zoo.
Kurna, archeolodzy kopią i kopią w tym Egipcie, a jakoś jeszcze nie udało im się znaleźć żadnej sauny czy siłowni w pałacu. To pewnie to są te wszystkie kultowe pomieszczenia, o których tyle się mówi.

Dostałam się do niej za pomocą klucza diabła. Gdy pojawiły się przede mną białe drzwiczki z dziesiątkami kolorowych szkiełek, westchnęłam ciężko.
Nawet drzwi muszą jej robić lipę na każdym kroku, życie jest ciężkie.

Lubiłam Kleopatrę, ale na dłuższą metę tylko z daleka.
Wikta, najlepsza przyjaciółka ever. Zero fałszu, zero kłamstw, skarb nie dziewczyna.

 Potrafiła być bardzo męcząca. Niemniej opiekowała się moim kotem pod moją nieobecność, za co byłam jej bardzo wdzięczna. 
A pamiętamy, jaki syf miała w domu Wiki po powrocie i że prawdopodobnie Behemot musiał polować na ptaki, by nie paść z głodu.

Najwyraźniej nadszedł moment spłacenia długu.
W sumie rzeczywiście, po tym jak opiekowała się twoim domem i zwierzakiem przez kilka miesięcy możesz przynajmniej wpaść do niej na obiad i nie pokazywać swojego zgorszenia jej zachowaniem.

Zastukałam sześć razy w twarde drewno.
- Ależ proszę - odpowiedział mi sopran Kleopatry.
Alt i tenor siedziały obok niej na kanapie w ciszy, kiedy sopran powitał gościa. 

Nacisnęłam klamkę i weszłam do sporego pomieszczenia, które spokojnie mogło być starożytną salą balową.
No co ty nie powiesz. Egipcjanie przykładali sporą wagę do tańca we wszystkich grupach społecznych, ale na zabawach i przyjęciach tańczyły tylko trupy taneczne, złożone z niewolników, służących lub kobiet z haremów. Wysoko urodzeni Egipcjanie nigdy nie tańczyli publicznie. A pierwsza jakakolwiek wzmianka o balu pochodzi z 1588 roku.
Sala balowa w pałacu Nowego Państwa znajdowała się pewnie po drugiej stronie korytarza od jacuzzi i zoo, zaraz za siłownią. Czekam aż pierwszy rok archeologii na zajęciach będzie miał za zadanie podpisać te pomieszczenia na planie Karnaku.


Proszę, poprawiłam.

Pokój łączył się z ogromnym tarasem, rozpościerającym się nad szeroką rzeką z błękitną wodą. 
Wyspecjalizowani niewolnicy codziennie w wyznaczonych miejscach wrzucali do rzeki niebieski barwnik.
Może to była ta dziwna, błękitna woda z toalet? W końcu gdzieś musieli ją wylewać. 

Nie zdziwiłabym się, gdyby była to imitacja Nilu stworzona na zamówienie królowej.
Ach te błękitne wody Nilu.




Białe szyfonowe firany rozciągały się pomiędzy kolumnami, oddzielając wnętrze od tarasu. Na złotej żerdzi przy złotym tronie siedział sokół w kapturze na główce.
Ufff, już się bałam, że sokół też jest złoty. W ten mniej przyjemny sposób.




W pierwszej chwili nie zauważyłam Kleopatry. Dopiero jej wołanie zaprowadziło mnie na ocieniony taras. Siedziała tam na pozłacanym leżaku w towarzystwie... rudej dziewczyny z klubu Pod Głową Anubisa.
- Cześć - mruknęłam, zerkając na obcą.
- Usiądź, kochanie - Kleo wskazała mi miejsce obok siebie. - Napijesz się czegoś? Pijemy właśnie martini.
- Nie, dziękuję - usiadłam.
Dzisiaj musiałam być w dobrej formie. 
Bo dalej nie sprawdziłam, czy potrafię wytrzeźwieć na zawołanie. Co prawdopodobnie nie sprawiłoby większych problemów, skoro umiem zamieniać anioły w mrówki.

Nie mogłam niczego popsuć podczas tworzenia skrzydeł diabłom.
Pewnie, nikt nie chciałby robić tego na kacu.

 Alkoholowe odurzenie nie było mi w tym momencie potrzebne. Jeszcze zamiast skrzydeł z piórami zrobiłabym im skrzydła nietoperza.
Wersja o trzeciej nodze bardziej mi się podobała. Za jednym zamachem można zrobić z Azazela i Beletha bóstwa priapiczne.

Chociaż Azazelowi byłoby z takimi chyba do twarzy.
Ruda towarzyszka Kleo przyglądała mi się pełnym wyższości spojrzeniem. Oceniała mnie, lustrując całą moją sylwetkę. Najwyraźniej to, co zobaczyła, nie spodobało jej się, bo uśmiechnęła się pogardliwie.
I to chyba jeden z głównych problemów tej 'powieści'. Wszyscy bohaterowie są tak żałośnie powierzchowni, że to aż boli. Czy na przykład Wiki kiedykolwiek zwróciła uwagę na to, że facet jest na przykład sympatyczny albo dobrze się z nim rozmawia? Gdzie tam, rzęsy Beletha rzucające głębokie cienie rzucają te cienie na wszystko inne.

- A więc ty jesteś Wiktoria - powiedziała, zniekształcając słowa. Miała bardzo silny amerykański akcent. - Niedoszła diablica - dodała.
Silny amerykański akcent? Czy mam przez to rozumieć, że w tej powieści wszyscy mówią płynną polszczyzną bez naleciałości?

- A ty to kto? - zapytałam. - Nowa służka Kleopatry?
Zwróciłam się do królowej, ignorując zaczerwienioną twarz rudej.
- Moja droga Kleo, powinnaś ukrócić jej smycz. Służba powinna wiedzieć, gdzie jej miejsce.
Stawiam piwo, kto mi objaśni, z jakiej paki ona już na wejście rzuca taką chamówą. Bo ruda się na nią krzywo popatrzyła, podważając Majestat Maryśny? Bo wczoraj ośmieliła się potrącić ją łokciem i w dodatku spojrzała na JEJ przystojnego diabła?!
Spójrz na to z innej strony. A mogła zabić...

- Nie jestem służką! - warknęła wściekła kobieta i zerwała się z leżaka.
Kleopatra zaśmiała się sztucznie i uniosła do góry dłonie.
- Kochanie, ależ spokojnie. Nie wypada tak się ze sobą droczyć. To jak, zgoda? Porozmawiajmy.
Odchrząknęła znacząco, gdy żadna z nas się nie odezwała.
- W takim razie dokonam prezentacji - klasnęła w dłonie. - Wiktorio, poznaj Phylis, nową diablicę. Phylis, oto Wiktoria, była diablica.
Wpatrywałam się w rudą, nie mogąc uwierzyć w to, co właśnie usłyszałam. Co? Nowa diablica? Ale jak to?
- Niemożliwe - pokręciłam głową. - Przecież Lucek zarzekał się, że nie będzie więcej diablic.
Kleopatra wzruszyła ramionami.
- Niby to kobieta zmienną jest, ale widać diabły też cierpią na tę przypadłość - stwierdziła.
Czyli klasyczne "because of reasons". Po co wynajdywać jakieś powody dla tego co się dzieje, kiedy można po prostu powiedzieć "bo tak"?

Phylis ponownie rozparła się na leżaku. Miałam okazję dokładnie się jej przyjrzeć. Rudoczerwone włosy opadały falami na ramiona. Mocno podkreślone zielone oczy wpatrywały się we mnie ze złością i pogardą. Umalowane czerwoną szminką usta wygięły się w obscenicznym uśmiechu.
Czyli w jaki sposób? Jednocześnie udawała, że robi fellatio?



Ubiór był nie lepszy. Mocno dopasowany czarno-czerwony skórzany kostium nie zostawiał wyobraźni zbyt wielkiego pola do popisu. 
Oto Ameryka i jej imperialistyczne gołe dziwki!
Ta książka nie wytrzymuje długo bez opisu gołych dziwek. 



Za głęboki dekolt ukazywał jej dość spore piersi. Wyglądały, jakby zaraz miały się wydostać na wolność.
No oczywiście. Wszystkie kobiety poza Wiktorią albo są moherami po menopauzie, albo prawie nagimi lafiryndami (bo Kleo też więcej odsłania niż zakrywa).
Ta scena jest o wiele zabawniejsza, jeżeli wyobrazicie sobie, że Phillis ma pod sukienką dwa gołębie, które chcą się wydostać.

- Wcale nie jest taka ładna - powiedziała Phylis do Kleopatry, traktując mnie jak powietrze. - Nie wiem, kto miał oczy, wybierając ją na to stanowisko.
- Ja przynajmniej nie musiałam ubierać się jak tania dziwka, żeby ktoś zwrócił na mnie uwagę - wymruczałam.
Te czerwone sukienki z głębokim dekoltem w pierwszym tomie zupełnie się nie liczą.
Już od dawna wiadomo, że cokolwiek wydarzyło się w pierwszym tomie się nie liczy.

Twarz Phylis pociemniała.
Czyżby odwrócony syndrom Michaela Jacksona, wersja ekspresowa?

- Uważaj, jak się do mnie odzywasz - warknęła. - Bo możesz mnie popamiętać. Nie jestem głupim śmiertelnikiem. Jestem diablicą.
- A ja mam Iskrę Bożą, więc weź na wstrzymanie. Zabijałam już diabły.
Ale wytrzeźwieć to nie umiem.
Stara dobra gra "moja kuśka jest większa od twojej" opcja na nośniki feromonów.

Moja przeciwniczka oddychała ciężko przez nos. Uśmiechnęła się ponuro.
- O nie, nie zwiedziesz mnie tym. Dobrze wiem, że jesteś słaba i do dzisiaj cierpisz z tego powodu. Słyszałam plotki. Twój blef się nie udał.
Przy tym zdarzeniu były trzy osoby, które widziały jej (chwilową) histerię: Piotr, Azazel i Beleth. No któż to mógłby te plotki rozsiewać?
Piotruś odpalił Twittera i już wszyscy o tym wiedzą.




Miałam tego dosyć. Nie rozumiałam, po co zostałam tu zaproszona. Jeżeli celem było tylko poznanie tej całej Phylis, to równie dobrze mogłam już iść.
- Kleo, ja już pójdę - oświadczyłam, siląc się na grzeczny ton. - To spotkanie nie było najmilsze.
Co nie ma nic wspólnego z twoim zachowaniem. 

- No dalej, uciekaj - powiedziała złośliwie ruda. Królowa w ślad za mną zerwała się na równe nogi.
- Och nie, Wiki, poczekaj. To nie tak miało wyglądać. Muszę z tobą porozmawiać.
- Nie będę rozmawiała w jej towarzystwie - podparłam się pod boki. Ruda zaśmiała się szyderczo:
- Nie stawaj tak, bo wyglądasz grubo.
Nawet tego nie skomentuję...



- Żegnaj, Syfilis - pożegnałam się z nią złośliwie.
Proszę państwa, oto przedstawiamy wam wyżyny dowcipu tej książki. Prosimy nie głaskać i aż tak bardzo się nie załamywać.
 Błyskotliwe dialogi, pełne kolorytu rubaszne opisy? Nie, po co. Są przecież żarty z czyjegoś imienia!

- PHYLIS! - wycedziła z furią.
Kleopatra złapała mnie za ramię i pociągnęła w stronę wyjścia z tarasu.
- Może porozmawiamy gdzie indziej - zaproponowała szybko. - Poczekaj tu na mnie, Phylis!
- Ma na ciebie czekać? A jednak to służąca - skomentowałam na tyle głośno, żeby ruda jeszcze zdołała mnie usłyszeć.
Ja nie wiem, jak po tym fragmencie ktoś może żywić jakiekolwiek pozytywne uczucia względem głównej bohaterki. 

Królowa prawie biegiem pociągnęła mnie przez szereg pokoi i komnat w swoim pałacu, zupełnie jakby chciała oddzielić mnie od Phylis jak największą liczbą ścian.
W końcu zatrzymałyśmy się w niedużym pokoju przeznaczonym do... kąpieli.
W kraju, z którego pochodzę nazywamy to pomieszczenie łazienką, ale mogę się mylić.

A w każdym razie tak wywnioskowałam po wannie mającej ze trzy metry długości i tyle samo szerokości.
Nie, tak naprawdę była to arena przeznaczona na walki żuków-gnojarków.

- Po co ci taka wanna? - zapytałam.
- Żeby kąpać się w mleku - machnęła niecierpliwie ręką. 
Bo jak wiadomo klasyczne wanny służą jedynie podczas imprez jako naczynie do picia piwa. Udowodnione archeologicznie. Może nie poprzez odkrycia, ale sprawa również związana jest z wykopaliskami.

- A teraz powiedz mi, co ty najlepszego wyprawiasz?! Jeszcze chwila, a rozpętałaby się między wami wojna. Jestem pewna że mój wspaniały pałac mocno by na tym ucierpiał.
Potoczyłam spojrzeniem po ścianach pokrytych kolorowymi hieroglifami i złotem. Miała rację. Trochę zdobień mogłoby odpaść.
Nie tylko zdobień, ale i kolumn, ścian i sufitów, grzebiąc wszystkie trzy bohaterki i tym samym spektakularnie kończąc książkę.

<ciach>
Że tak powiem śpiewająco: nic ciekawego!

Kleo także nie miała na sobie dużo lepszej sukni. Była prawie całkiem przezroczysta, a moja przyjaciółka nie nosiła pod spodem bielizny.
Twoim zdaniem taka przywiązana do swoich czasów królowa włożyłaby białe majtasy na gumkę?
Takie kupowane z kółeczka na bazarku.

- Czemu mi ją przedstawiłaś? - zapytałam.
- Myślałam, że się polubicie...
- Niedoczekanie. To prawdziwa zołza.
Jej zdolności samooceny są niesamowite.

- Diablica - sprecyzowała Kleopatra. - A diablice chyba z definicji nie powinny być miłe i usłużne.
No tak, to dlatego ja byłam taką beznadziejną diablicą.
Jesteś w miejscu, gdzie wszystkie definicje szlag trafił, więc aż tak bardzo się nie przejmuj.

- Ciekawe, jakie ona ma wyniki. Zdołała w ogóle namówić kogoś na Piekło? - chciałam wiedzieć.
- Nie przegrała żadnego targu, odkąd otrzymała moc.
Prawie musiałam się pozbierać z podłogi po usłyszeniu tej rewelacji. To niemożliwe! Ona nie mogła być aż tak skuteczna! Ta tandetna ruda lala?
Pamiętajcie, potencjalnie nietrafiony ubiór od razu odejmuje 10 punktów zawodowej skuteczności. To dlatego babka z ZUSu była taka opryskliwa, bo miała na sobie tandetny kostium w jodełkę.

Przecież od razu widać, że jest farbowana! Jak taka bezguściasta baba mogła osiągać sukcesy?
A jak osoba z Iskrą Bożą może mieć zamiast mózgu fistaszek?

- Na pewno nie trafili jej się tak trudni klienci jak mnie - zaoponowałam. - Gdyby dostała moherowy beret albo innego staruszka, toby sobie nie poradziła.
Jak to "tak trudni klienci jak mnie"? Jeden z nich sam chciał iść do piekła!

Kleopatra nic mi na to nie odpowiedziała. Za to westchnęła ciężko:
- Zaprosiłam cię do mnie, ponieważ chciałam, żebyś ją poznała. Przepraszam, że wyszło to tak niefortunnie. Phylis, zresztą tak jak ty, nie ma szlacheckich korzeni. Nie sądziłam jednak, że jest aż taką plebejką. Nie wiem, co się dzieje. Lucyfer chyba traci gust - uśmiechnęła się do mnie ciepło. - Ty pomimo braków w rodowodzie byłaś świetną diablicą.
Podziękowałam jej, zaskoczona tym niespodziewanym komplementem.
Ja też jestem tym zaskoczona.

- A drugim powodem mojego zaproszenia cię było to, że już postanowiłam, co zrobię z Azazelem - oświadczyła.
- I co zrobisz? - zapytałam zaciekawiona.
Rzuci go?
Pojmie i będzie torturować?
Wykastruje?
Nie, bo to by było zbyt zgodne z kanonem postaci.

- Porozmawiam z nim.
Przyznaję, że byłam zawiedziona. Myślałam, że Kleo ma większą wyobraźnię.
Rzeczywiście, rozmowa jest tak totalnie bez gustu i wyobraźni, wymyśliłaby coś bardziej fantazyjnego!

- Dzisiaj zrobisz im skrzydła, prawda? - upewniła się.
- Tak.
- Porozmawiam z nim i zobaczymy, co zdecyduje. Czy zostaje ze mną w Piekle i ze swoimi nowymi skrzydłami, czy idzie do Nieba.
Nie wierzyłam w to, co słyszę. Kleopatra miałaby poddać się bez walki?
No tak, dlaczego by nie?


To do niej niepodobne.
- Tak po prostu pozwolisz mu odejść? - zdziwiłam się. - A co będzie, jeśli wybierze Niebo?
Na twarzy Kleo pojawił się złowieszczy uśmiech.
- Nie martw się, kochanie. Znajdę sposób. Już ja go przy sobie zatrzymam. Czy tego chce, czy nie.
Wspominałaś coś o tym, że to Azazel zadecyduje...?
Pewnie odetnie mu wacka i wrzuci go do Nilu, to takie egipskie.

Zdecydowanie nie chciałabym mieć w niej wroga.
- W takim razie ja uciekam. Pozdrów ode mnie Syfilis.
- Phylis - poprawiła mnie, odrobinę zbita z tropu. - Czemu przekręcasz jej imię? Co to znaczy syfilis?



Przez ostatnie pięćset lat bycia diablicą w ogóle nie przeprowadziłam targu o duszę kogoś, kto zmarł na ten syfilis.

- Ona zrozumiała. To pewna choroba. Niech ci wyjaśni jaka.

6 komentarzy:

  1. Taaak!
    Rzeczywiście,dialog stulecia.
    Nieco nielogicznie stwierdzę:to niemożliwe,książki które są wydawane nie mogą być tak głupie....

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. Boru, jakie to durne!
    Niemniej czytanie tego sprawia mi wiele masochistycznej przyjemności. Czekam na więcej! Analiza świetna.
    Llyann

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak bardzo miłość do was, kiedy czytam te wasze analizy. Jak to dobrze wiedzieć, że nie tylko jak potrafię docenić przesłanie i głębię jakże ambitnych Ótworów literackich.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytając "Ja, diablica" nie mogłam otrząsnąć się ze swego rodzaju stuporu. Coś takiego zostało wydane. Czytywałam lepiej opisane historie na blogaskach.
    Dzięki, Wam dziewczyny za analizę, ja nie mogłabym się zmusić do przeczytania "Anielicy", ale ten blog czytam ze złośliwą przyjemnością.

    OdpowiedzUsuń
  5. Boru, przecież to brzmi jak opko pisane przez jakąś mentalną gimbazę, tylko i wyłącznie na bloga, którego czytają tylko koleżanki aŁtorki i są tak samo głupie, jak one. Te dialogi to już naprawdę dno poniżej rowu Mariańskiego... I ludzie w wydawnictwie nie lepsi, że pozwolili, żeby coś takiego ukazało się drukiem.
    Jestem zniesmaczona. Błe.

    OdpowiedzUsuń