poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Lato z Anielicą, cz. 5, w której bohaterka zaczyna decydować o tym co robi (chcielibyście...)

Witamy!
Oto przed nami kolejna już, piąta część analizy literackiego bestsellera "Ja, Anielica". O czym będzie tym razem? Poczytamy sobie trochę o tym ile krzywdy może wyrządzić osoba przechodząca przez zatłoczony bar oraz jak niektóre rzeczy lepiej wyglądają, kiedy ich nie widać. Poza tym bohaterka będzie sterowana przez osoby trzecie, lecz nadal będzie twierdzić, że sama decyduje o tym co robi. Będzie też trochę o rudych członkach rodzin królewskich oraz sztuce starożytnego Egiptu.
Zapraszamy!


Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja

Rozdział 9
Mroczny, zadymiony klub huczał od skocznej etnicznej muzyki.
Jeden z pierwszych wyników po wpisaniu frazy "skoczna etniczna muzyka". 

 Bębny wprawiały w drżenie stojące na stoliku szklanki, opróżnione z drinków.
Byłam w Piekle już drugi dzień. Jeszcze nie stworzyłam diabłom skrzydeł. Na razie próbowałam swoich sił na mniejszych rzeczach. Tworzyłam martwe przedmioty. 
Dobrze, że nie tworzyła żywych, bo jeszcze by się gdzieś rozlazły.
Martwe piórniki, zdekapitowane ołówki, utopione tostery i uduszone lodówki. Jej mieszkanie musi teraz wyglądać jak z filmu Tarantino. 

Bałam się, że coś mi się nie uda, kiedy od razu spróbuję przywrócić im dawno odcięte części ciała.
Bo jeszcze trzecia noga by Belethowi urosła, co mogłoby stanowić niejaki problem. 
Zależy jeszcze jaka to noga by była.
Środkowa.

Poza tym spędzałam czas, podziwiając z leżaka piękne widoki z mojego tarasu.
Z łzą w oku wspominając ziemię i tęskniąc do bycia normalną nastolatką w Warszawie. 

 Odcięłam się na te dwa dni od wszystkich. Kleopatra chciała się ze mną koniecznie spotkać, ale ustaliłyśmy, że pogadamy jutro. Musiałam przede wszystkim odpocząć.
Teraz siedzieliśmy w należącym do krewnego Kleopatry, Ramzesa II, klubie Pod Głową Anubisa. Jedynego rudowłosego faraona w historii.
W sensie, że Anubis był jedynym rudowłosym faraonem w historii? Czy klub nim był?

 Biedak miał przez to spore kompleksy.
Ramzes - który prowadził zręczną politykę zagraniczną, podczas którego panowania Egipt przeżywał rozkwit gospodarczy i kulturalny, i który spłodził około setki dzieci - wiele wieków po śmierci i tak miał wielki kompleks: JESTEM RYżY!!!1!!oneone 
Bo jak wiadomo ryży członkowie rodzin królewskich są nawet w dzisiejszych czasach wyśmiewani i ogólnie nielubiani.


W jego knajpce wszystko było egipskie. Począwszy od wystroju, a na menu skończywszy. To był naprawdę bardzo ładny klub. Nie widziałam takiego na Ziemi, w Warszawie.

Ekhem...
Miałaś rację, to dlatego tak usilnie chcą znaleźć się w Arkadii, w sensie w centrum handlowym. Założę się, że jak już się zbiorą, wyjdą przez Powązki. 

Ściany pokrywały stare bloki granitu, wyglądające tak, jakby przez tysiąclecia uderzał w nie ostry piasek pustyni. 
Na licznych kolumnach znajdowały się barwne hieroglify. Może w świetle dnia wydawałyby się tandetne, mieniąc się tyloma kolorami, jednak niknąc w mroku rozciągającym się pod sufitem, wyglądały naprawdę efektownie. 
Mówiąc prościej, wyglądały dobrze tylko dlatego, że nie było ich widać.
W sumie to całkiem niezły pomysł. Sporo rzeczy wyglądałoby lepiej gdyby były niewidoczne: Crocsy, buty EMU, Fiat Multipla...

Okrągłe drewniane stoliki, także bogato zdobione, były otoczone krzesłami i kanapami wzorowanymi na antycznych meblach.
Same stoliki wykonane były w stylistyce Bauhausu, im nie dane było być wzorowanymi na Egipcie. Starożytni Egipcjanie byli ponad to i nie używali stolików. 

 Dosłownie w każdym kącie stała jakaś palma, juka albo inna roślina z dużymi zielonymi liśćmi. Było też kilka kolorowych orchidei.
Czy ta dziwna odmiana horror vacui jest właściwa wszystkim starożytnym Egipcjanom?
Tak jakby:


Nie mniej barwni byli goście klubu. W większości składali się na nich dawno zmarli Egipcjanie.
Jednak pośród nich znaleźć można było również śladowe ilości orzechów arachidowych. 

 Nieraz spotkałam już tutaj Tutenchamona czy Nefretete. Wszyscy przeważnie mieli na sobie stroje ze swoich epok, różniące się od siebie tylko ilością szlachetnych kamieni i piór. 
Przez ponad trzy tysiące lat trwania tej cywilizacji stroje zasadniczo się nie zmieniały, czasem tylko faraon wydawał dekret, by stroje inkrustować kamieniami gęściej niż dekadę wcześniej.

Ubrana w małą czarną wybijałam się z otaczającego mnie towarzystwa. 
Mówisz, że wyróżniałaś się spośród ludzi, którzy byli mniej więcej ubrani w same kamienie szlachetne i pióra? Rzeczywiście...

Z zainteresowaniem rozejrzałam się po sali. Mój wzrok przyciągnął krótko ostrzyżony blondyn o niesamowicie jasnych oczach. Tak jak ja nie pasował do tego lokalu, ubrany wyłącznie w czerń. Zaskoczona zauważyłam, że miał na stopach sandały. Jezuski. Takie obuwie nosiły wyłącznie anioły. 
To znaczy, że ci wszyscy turyści w Zakopcu kupujący takie sandały na Krupówkach to anioły?
Tak, jeżeli w autobusie zobaczycie faceta ubranego w sandały i skarpetki przedstawcie mu swoją listę życzeń na najbliższy rok, kto wie, może być aniołem.

Tylko że ten mężczyzna nie miał do tego białych skarpetek, tak charakterystycznych dla anielskich zastępów.
A jednak. Wydało się, anioły to tak naprawdę Polacy na przedłużonym urlopie.

Nie patrzył w moją stronę. Przeczesywał spojrzeniem inną część klubu i sączył leniwie drinka. Pewnie czekał na jakąś dziewczynę.
Ramzes II postawił przed nami trzecią kolejkę ibisów i uśmiechnął się chytrze.
Ibisy miały prawdopodobnie tyle wspólnego ze starożytnym Egiptem, co wakacje w Sharm-el-Sheikh.

 Te niepozorne różowe drinki z pływającymi poziomkami (wszyscy dookoła usiłowali mi wmówić, że ojczyzną poziomek jest Egipt) miały około pięćdziesiąt procent alkoholu. Wiwat rak przełyku! Wiwat rak żołądka! Wiwat rak wątroby!
Eee... Ałtorko? Naprawdę nie chciałabym trafić do twojego gabinetu, gdy już zaczniesz praktykę. Jeszcze dowiem się, że po wypiciu poziomkówki z Biedry grozi mi zwyrodnienie mięśni czy coś takiego.
Oraz wirusowe zapalenie opon mózgowych. Ja już zaczynam coś czuć. 

Byłam już lekko wstawiona. Przyjemnie szumiało mi w głowie i kręciło się odrobinę. Dawno nie piłam, alkohol od razu na mnie podziałał. Beleth usiłował mnie upić. Podsunął mi szklankę, uśmiechając się wesoło. On był diabłem, musiałam o tym pamiętać. 
Dobre to słowa i mądre, ale nawet o ich pamiętaniu zapominasz.

W razie czego mógł wytrzeźwieć na zawołanie. Możliwe, że też to umiałam, ale nigdy nie
próbowałam. Być może właśnie nadszedł na to czas.
To by było dosyć ciekawe, gdyby poza swoją niesamowitą zajebistością jedyną rzeczą, której bohaterka nie może zrobić, to wytrzeźwieć na zawołanie. Alkohol byłby jej kryptonitem. Książka byłaby wtedy o wiele ciekawsza. Główny badguy przez kolejne dwieście stron próbowałby wymyślić jak to zmusić ją do walnięcia shota wódki. 

- Nie, już dziękuję - powiedziałam i zagapiłam się na Kleopatrę i Azazela. Zajmowali kanapę naprzeciwko nas i intensywnie wymieniali się drobnoustrojami ze swoich gardeł.
To znaczy charkali na siebie wzajemnie?
Nie, wymieniali się drobnoustrojami jak kartami z pokemonami. Dwie sinice za plechowca i stoi.

Gdy zapytałam królową, co takiego chciała mi powiedzieć, ta nabrała wody w usta i uparła się, że możemy rozmawiać dopiero jutro.
Dopiero co przed chwilą w ustach miała tylko Azazelowe drobnoustroje, a tu nagle woda. 
Robi dla tych drobnoustrojów basen.

 Nie rozumiałam, o co jej chodziło. Nie zamierzała chyba mówić o rzuceniu Azazela, bo patrząc na to, jak się właśnie obmacywali, byli najwyraźniej w bardzo dobrych stosunkach.
 Może to miał być seks ostatniej szansy?
Jak będzie dobry, to Azazel zostaje, taki trochę jednoręki bandyta. Nawet wajcha jest.
Beleth siedział obok mnie. Obejmował mnie ramieniem. 
Azazel i Kleo są taaacy wszeteczni, a my z Belethem błyszczymy diamentowym blaskiem czystości.

Czułam jego dłoń na żebrach. Delikatnie masował mój bok. 
Fetysz żeber, to coś nowego.

Pomimo że już kilka razy kazałam mu przestać, on wciąż to robił. A mnie wydawało się to coraz przyjemniejsze.
Bo nic nie jest bardziej kręcące od faceta, który robi coś pomimo próśb aby tego nie robił.

- Napij się jeszcze - mój prywatny kusiciel szepnął mi prosto do ucha. 
Pij, pij, będziesz łatwiejsza.

Po plecach przebiegł mi dreszcz.
- Nie, dziękuję - powtórzyłam.
Gdybym była facetem, dostałabym kociej mordy. Ona wysyła same sprzeczne sygnały, moja potencjalna kuśka musiałaby mieć wielki dar przekonywania, by namówić mnie na spędzanie czasu z tą dziewczyną.

Jego usta były tuż przy moim uchu. Czułam jego ciepły oddech na policzku. Przymknęłam oczy w oczekiwaniu na delikatny dotyk jego warg.
Jeżeli ona zaraz się nie zdecyduje czy chce się z nim przelizać czy nie, to mnie szlag trafi. 

- Czego się boisz? - zapytał jednak.
Pająków, luster o pierwszej w nocy i niewyspanych pilotów podczas ośmiogodzinnego lotu przez Atlantyk.

Odwróciłam się do niego. Prawie stykaliśmy się ustami. Złote oczy pociemniały. 
Gałki oczne założyły okulary przeciwsłoneczne.

Czarne rzęsy rzucały długie cienie na policzki.
- Ciebie - szepnęłam.
- Mnie?
- Ehe!
<tak bardzo sucho>

 - zdziwił się. - Nie masz czego, kochanie.
- Nie jestem twoim kochaniem - zaprotestowałam słabo.
- Jesteś - westchnął i czułym gestem odgarnął mi włosy z twarzy.
Jesteś, bo tak ci mówię kobieto, nie kłóć się ze mną!

 - Ciebie nie można nie kochać.
Przysunął się jeszcze bliżej. Siedziałam już na brzegu kanapy. Nie miałam gdzie uciec przed jego ustami i słodkimi słówkami. Mogłam tylko mu ulec.
Oparłam łokieć o podłokietnik.
Matko Borska, nawet nie zliczę, ile razy opierałam łokcie o podłokietnik (swoją drogą, urocze zdanie), skoro oznacza to bierność życiową, to powinnam się wstydzić. Albo napisać powieść sadomaso.

Nagle przechodząca obok mnie kobieta uderzyła z impetem biodrem o moją rękę. Romantyczny nastrój prysł w jednej chwili.
I to tyle, jeśli chodzi o wieczorny seksik. 
Jeżeli tak niewiele im potrzeba żeby przestać się do siebie ślinić to ja już rozumiem dlaczego Wikta stalkowała Piotrusia przez kilka lat. Ona i Beleth pewnie się spikną w epilogu, którego akcja będzie miała miejsce dwadzieścia lat później. 

- O, przepraszam - rzuciła.
Zerknęła na mojego diabła i uśmiechnęła się. Następnie odeszła i wmieszała się w tańczący tłum gości.
Jak mogła, nie dość, że zaatakowała ją fizycznie, to jeszcze ma czelność spojrzeć na JEJ DIABŁA?!
Jej PRZYSTOJNEGO diabła, pamiętaj.

Widziałam ją tylko przez chwilę, ale zdążyłam przyjrzeć się jej dokładnie. 
A to, że tak powiem, trochę się nie wyklucza?
Zapomniałaś, że to Mary Sue, jeżeli chodzi o zazdrość, to w jej przypadku możliwe jest to, że w ciągu tych ułamków sekundy przeprowadził dogłębny research na temat tej laski. 

Była bardzo ładna, choć drapieżna. Rude włosy spięła w wysoki kok. Pod przezroczystą suknią doskonale było widać jej bieliznę.
Jak wszystkim kobietom w tej książce, które nie są Wiktą. W ten sposób można wyczuć, która z nich okaże się skrajnie irytująca.


Beleth odprowadził nieznajomą ponurym spojrzeniem.
- Coś się stało? - zapytałam.
- Nie, nie - zaprzeczył szybko.
- Znasz ją? - rozmasowywałam uderzony łokieć.
- Tylko z widzenia - wzruszył ramionami. - To nikt ważny. 
Co prawda parę razy bzykaliśmy się jak wściekłe króliki, ale to naprawdę nikt ważny.
Ciekawa jestem czy rozpoznał ją z twarzy czy... nie.

Coś ci się stało?
Nikt ważny ani ostrożny. Na szczęście ręka nie bolała mnie bardzo.
Dobrze, że po tym potrąceniu nie musieli ręki amputować. Takie rzeczy są przecież niebezpieczne!

- Nie, nic - mruknęłam.
- Wiktorio.
- Tak?
Nic, tak tylko przypominałem czytelnikom jak masz na imię, prawdopodobnie niewielu jeszcze to pamięta.

- Miałem pecha, że to Piotra jako pierwszego spotkałaś w swoim życiu. 
W czasie praktyk to ja miałem odebrać poród twojej matki, ale Piotr był szybszy i się wepchnął na miejsce akcji, że tak powiem.
Jak najłatwiej poderwać dziewczynę? Wspomnij jej byłego, to zawsze działa. 

Gdyby było inaczej, to mnie byś pokochała.
Bo Wiki jest jak mała kaczka, która uznaje za matkę pierwsze stworzenie na jakie spojrzy - a spojrzała na Piotrusia i już nikogo więcej nie pokocha. Ach!
No bo to jest klasyczny chwyt na pierwszą miłość. Pierwsza miłość, pierwszy orgazm, pierwsza sesja sado-maso i tak dalej. Nic poza jedynym i wyjątkowym tru loffem przecież się nie liczy. 

W jego głosie słyszałam szczery żal. Nic nie odpowiedziałam.
Prawdopodobnie miał rację. Piotrek był moją pierwszą miłością. 
Najwyraźniej dotknął ją poślinionym palcem i teraz jest już tylko jego. 

To jego usilnie próbowałam zdobyć, więc na wszystkie sposoby odpychałam diabła. Unikałam pokusy.
Czy miałam teraz powód, żeby unikać jej nadal?
Czyli mówisz, że jedynym powodem dla którego jeszcze się z nim nie przespałaś był fakt, że leciałaś na Piotrusia (który tak na marginesie jej wtedy nie zauważał)? Rzeczywiście musiałaś kochać Piotrusia, skoro tak się dla niego poświęcałaś. 

- Chcę wrócić do domu - oświadczyłam.
- Już? - Beleth miał wyraźnie zawiedziony głos.
Wstaliśmy od stolika. Pomachałam Kleopatrze, a ta mrugnęła do mnie znacząco.
Znacząco przekazała jej, że zdobyła tajne dokumenty i przekazała je dalej. Misja zakończyła się sukcesem. Kleo jest z pewnością szpiegiem Mossadu. 

 Przed klubem z całą pewnością stało już krwistoczerwone lamborghini diablo Beletha.
Nagle na ścianie niedaleko nas pojawiły się proste wiśniowe drzwi.
Dobrze że proste, gdyby były krzywe, delikwent musiałby się nieźle nagimnastykować, by przez takie przejść.

Poznaliśmy je bez trudu. Przystojny diabeł zmarszczył brwi.
- Jak on śmie się tu pojawiać! - warknął. - To Piekło!
Okej, czy to oznacza, że jedyny powód, dla którego Wiki może teraz przebywać w piekle, to jej cycki?

Do klubu wszedł lekko zdezorientowany Piotrek. Mrugał przez chwilę, usiłując przyzwyczaić wzrok do panującej w nim ciemności. Wyglądał tak bezradnie, gdy rozglądał się, szukając mnie w tłumie.
Nie minęło dziesięć sekund a bohaterka już założyła, że Piotruś jej szuka. Całkowicie przeskoczyła etap zastanawiania się o on może tu robić. 

Serce wbrew mojej woli zabiło żywiej z tęsknoty. Zaklęłam w myślach. Nie chciałam za nim tęsknić.
Piotruś wreszcie nas dostrzegł. Wyraźnie zmarkotniał, gdy zauważył tuż obok mnie diabła Beletha.
- Wiki - odezwał się czarnowłosy śmiertelnik, podchodząc do naszego stolika.
Właśnie, śmiertelnik. W klubie nagle zrobiło się bardzo cicho. Rozmowy ucichły, zniknęła muzyka. Miałam wrażenie, że wszyscy na nas patrzą. Tak zapewne było.
Bo śmiertelnik w piekle może być tylko jeden. Wszyscy od razu wyczuli pozerstwo Piotrusia. 

Do mnie już się przyzwyczaili. W końcu przez pewien czas byłam diablicą. Jednak widok innego żywego odrobinę wytrącił ich z równowagi.
Po czym oni wnoszą, że Piotruś jest żywy, skoro nawet używa diabelskiego klucza? Pachnie jakoś inaczej? Czy ma to jakoś wypisane na twarzy, niczym rozdziewiczona niedawno niewiasta?

Beleth odepchnął ode mnie mojego byłego ukochanego.
To już? Szybko się odkochała...

<ciach>
Wywiązuje się bardzo żenującej jakości dialog pomiędzy Piotrusiem a Belethem, podczas którego prawie przechodzą do tekstów w stylu "ty śmierdzisz bardziej".

Beleth poczerwieniał. Nic nie odpowiedział. Widziałam, jak pulsuje mu tętnica na skroni. Azazel i Kleopatra się nie wtrącali. Siedzieli na kanapie niewzruszeni, spokojnie obserwując całą scenę.
Na ich miejscu wyjęłabym popcorn.

- Śmiertelnik w mojej restauracji! - wykrzyknął Ramzes II. - Skandal!
- Nie jedyny - wyrwało mi się.
A potem nie tylko na Piotrusiu, ale też na Wiki przeprowadzono zgrabny lincz.

Ramzes II szybko do nas podszedł.
- Bardzo proszę, zachowajcie się jak cywilizowani umarli oraz nieumarli i opuśćcie mój lokal bez wyrządzania nikomu żadnych krzywd, dobrze?
Tja. Ramzes, TEN Ramzes, trzęsie przepaską biodrową przed gośćmi swojego lokalu.

Piotrek posłał mi błagalne spojrzenie.
- Porozmawiaj ze mną.
- Dobrze - zgodziłam się, zanim zdążyłam pomyśleć nad tym, co robię.
Nie pierwszy raz w tej książce. I nie ostatni. 

Wypity alkohol zadziałał. Poczułam przypływ odwagi, który pozwolił mi na konfrontację z Piotrem.
Rzeczywiście, rozmowa z twoim byłym musi być przerażająca, grunt to zdrowe związki.

- Wiktorio! - zaprotestował z wyrzutem Beleth.
- Zrobię, co zechcę - wstając, uderzyłam o stolik. Szklanki zadźwięczały ostrzegawczo.
- Achtung, achtung! - zadźwięczały. Nikt jednak nie zwrócił na to większej uwagi, biorąc ich cienkie głosiki za pijacki omam.

Wyszliśmy na ulicę. Chłodne wieczorne powietrze miło orzeźwiało po kilku godzinach spędzonych w dusznym barze. Pachniało morzem. Podjazd oświetlony był pochodniami. Ogień skwierczał głośno w nocnej ciszy.
Małe kotki miauczały, pandom burczało w mięciutkich brzuszkach a toldie stwierdziła, że ma tego dosyć.

<ciach>
Beleth podsłuchuje ich rozmowę. Piotruś od razu twierdzi, że Wiktoria nie chce z nim rozmawiać, co jest niby prawdą. Nagle Piotr zaczyna się uśmiechać. Nie wiemy dlaczego. W sumie, czy to ma jakieś znaczenie?

- Teraz każde słowa skruchy czy wyjaśnienia, które przez kilka ostatnich dni układałem sobie w głowie, brzmią pusto i fałszywie... Wiki... Nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Ja... - ściągnął brwi. - Ja nie pamiętam... To był jakiś wybuch emocji. 
Dżizas, przeczytałam "erekcji".

Ja nie potrafię tego wyjaśnić.
- Wybuch emocji, co? - diabeł nie wytrzymał i podszedł do nas. - Zdradziłeś ją, śmiertelniku. Najwspanialszą kobietę pod słońcem. Jesteś skończonym idiotą.
Zaraz zwrócę obiad. Tę kwestię wypowiada diabeł na miłość borską!

- Beleth - westchnęłam. - Daj mu mówić.
Tak naprawdę ubodło mnie to, co powiedział Piotrek. „Wybuch emocji”. To znaczy, że przy mnie nigdy nie doświadczył czegoś takiego? 
Pomocy, słabo mi. Niską samooceną tej dziewczyny można by drążyć tunele w kopalniach.

Wydawało mi się, że wręcz przeciwnie, że ostatnie cztery miesiące były niekończącym się pasmem żaru i pożądania.
Zerknęłam na kipiącego ze złości diabła. To jednak on w naszej trójce był mistrzem pożądania.
Jak się osiąga mistrzostwo w pożądaniu? Poprzez zwycięstwo w szermierce na kuśki? Czy poprzez zapamiętanie największej ilości tekstów z wenezualskich telenowel?

- Powiedz mi tylko, dlaczego to zrobiłeś? - poprosiłam. - Aż tak źle ci ze mną było?
Źle na to patrzysz. Z pewnością tym skokiem w bok chciał sobie udowodnić, że z nikim innym nie jest mu tak dobrze jak z tobą! Widzicie, naprawiłam to za pomocą logiki porównywalnej z tą użytą w książce.  
Powstrzymywałam się, żeby nie zacząć płakać. Nie przy nim. Nie teraz. Odwaga napędzana przez procenty gdzieś wyparowała.
- Było mi z tobą wspaniale! - wykrzyknął Piotrek, patrząc mi prosto w oczy. - Przecież wiesz. Ty byłaś dla mnie najważniejsza.
Byłaś, ajajaj.

- Chyba właśnie nie byłam najważniejsza, skoro postanowiłeś się zabawić - stwierdziłam gorzkim tonem.
- Naprawdę nie wiem, dlaczego to zrobiłem. Wszystko jest teraz rozmyte. Ja musiałem...
Spojrzałam na niego ostro.
Musiał?
No wiesz, kuśka nie sługa, czasami po prostu trzeba...

Zabrzmiało znajomo. Ja kilka miesięcy temu też coś musiałam. Musiałam wejść nocą do parku, by mógł mnie zamordować także uwiedziony diabelskim czarem gwałciciel. To od tamtej nocy i tego rozkazu, którego nawet nie pamiętałam, bo skutecznie usunięto go z mojej pamięci, moje życie wywróciło się do góry nogami.
To wszystko przez... dum dum dum... Imperatyw Blogaskowy!!!

 To wtedy poznałam upadłe anioły.
Odwróciłam się szybko do Beletha, żeby zobaczyć, jak zareagował na słowa Piotrka. Miał nieodgadnioną minę.
No, to teraz na pewno już pojęła, o co chodzi, ucieknie z Piekła i na pewno dojdą z Piotrusiem do porozumienia!
...Prawda?

- Wiki, coś tu jest nie tak - Piotruś spojrzał na mnie bezradnie. - Nie wiem, co mam robić, co powiedzieć. Wróć do mnie. Proszę.
- Wiesz, że nie mogę. Zdradziłeś mnie.
Nawet nie będziemy dyskutować o tym, czy coś owładnęło twój umysł i nie miałeś nad sobą kontroli. Zostałeś pośliniony przez inną kobietę i tylko to ma znaczenie.

Stojący obok diabeł zaczął się niecierpliwić.
- Dobra, dość już tych łzawych próśb - Beleth wziął mnie za rękę. - Ona nie chce cię widzieć. Odejdź i zostaw ją w spokoju. Teraz nie ty jesteś dla niej najważniejszy - dodał ze złośliwym uśmiechem.
A ja nie zaprzeczyłam. Chociaż właśnie zatrybiłam, że coś tu pośmiarduje i może Piotrek nie zdradził mnie świadomie. No, ale lizanko z Belethem zaliczone, co daje tym samym niezbity dowód, że zamiast kręgosłupa moralnego mam precel.

Piotruś poczerwieniał, ale posłusznie odsunął się ode mnie.
A ja nie zrobiłam nic, bo kilka zdań temu powiedziałam, że będę robić to co zechcę a byłoby dziwnie, gdybym nagle zaczęła się ze sobą zgadzać w tym co mówię i robię. 

- Bądź ostrożna, Wiki, proszę cię - powiedział tylko. - Oni znowu coś kręcą.
Może nowy odcinek Sherlocka?

 Będę w pobliżu, gdybyś mnie tylko potrzebowała.
Kiwnęłam głową. 
Bo nie miałam nic przeciwko, że ktoś inny wypowiada się w moim imieniu. Jestem w końcu taka niezależna i zawsze robię to, co chcę.

Beleth poprowadził mnie do samochodu. Piotrek stał przy Głowie Anubisa i patrzył, jak odchodzimy.
Samotny śmiertelnik w Piekle.
Diabeł otworzył mi drzwiczki samochodu. Wsiadając, nadepnęłam na leżące na chodniku długie czarne pióro.
Patrzyłam pustym wzrokiem przez szybę, podziwiając spowite w mroku zbocza i urwiska Los Diablos. 
Znowu ładne bo niewidoczne?

Diabeł nie umiał siedzieć w ciszy. Cały czas narzekał na Piotrka i usiłował mnie utwierdzić w przekonaniu, że słusznie zrobiłam, zostawiając śmiertelnika.
- Musiał. Też coś! Najgłupsza wymówka, jaką kiedykolwiek słyszałem.
Mógł wymyślić coś oryginalniejszego. Czyli co on w zasadzie miał na myśli? Musiał cię zdradzić, żeby poczuć coś nowego? Nowy dreszcz adrenaliny? Mając taką wspaniałą kobietę obok siebie? - obruszał się diabeł.
Jakby to powiedzieć... Tylko winny się tłumaczy?

Miałam tego wszystkiego dość. Musiałam pomyśleć nad swoimi uczuciami. 
Bo dwa dni, które na to przeznaczyłam i które spędziłam w odosobnieniu polegały głównie na gapieniu się przez balkon.

Moim głównym problemem było to, że nie ufałam do końca Belethowi. 
W sumie też zerwałaś z chłopakiem, nie umiesz odmówić Azazelowi stworzenia mu skrzydeł i cierpisz na syndrom sztokholmski. Ale ty przecież nie ufasz Belethowi, tak źle!!11!!1oneone

Wiedziałam, że jest notorycznym kłamcą. Musiał nim być - to diabeł.
No ale to, że cię kocha, nie może być kłamstwem!

Jednak po tej zdradzie nie ufałam też Piotrkowi.
A nie pomyślalaś o tym, że tobie tak samo nie można ufać? Zapomniałaś o Belecie tylko dlatego, że odebrano ci pamięć. Piotr też musi czuć się niezbyt fajnie, skoro parę dni po zerwaniu jego była już prowadza się z kimś innym.

Kto okłamywał mnie teraz? Człowiek czy diabeł?
Czy to jest przyjaźń, czy to już kochanie?

Jadąc krętymi uliczkami, przymknęłam oczy. Wciąż lekko kręciło mi się w głowie. Uśmiechnęłam się pod nosem. Dowiem się, kto kłamie, a potem będę szczęśliwa. Oto mój plan.

5 komentarzy:

  1. NOWY ODCINEK SHERLOCKA W PIEKLE? O BOŻE IDE TAM!!! ;-;

    OdpowiedzUsuń
  2. Wydało się, anioły to tak naprawdę Polacy na przedłużonym urlopie.
    To ja nie chcę do nieba.
    A w Egipcie to przypadkiem nie mieli kosmetyki i peruk,jak już Ramzes taki zakompleksiony? Faraon.Zakompleksiony.

    Śliczne te analizy,ale materiał kiepski.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  3. Kolorki się Wam pogubiły w niektórych miejscach.

    I wyłączcie weryfikację!

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie,weryfikacja to zło.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. Omg to gorsze niz nie jedno opko

    OdpowiedzUsuń