poniedziałek, 15 lipca 2013

Lato z Anielicą, cz. 2, czyli dlaczego nie należy brać niczego od obcych

Tydzień temu zostawiłyśmy naszą byłą diablicę Wiktorię sam na sam z niesamowitym plot twistem, jakim było wręczenie jej jabłka przez nieznajomego. Normalny człowiek z pewnością byłby na tyle uprzejmy, że podarek by przyjął, ale raczej by nie zjadł - zwłaszcza, że dostało się je od faceta, który umie sterować opadami i wygląda jak nielegalny imigrant. Ale wiemy, z kim mamy do czynienia i w rezultacie nasze biedne czoła są coraz bardziej wygniecione. Łzy zostawimy sobie na później, a konkretnie na moment, kiedy ekranizacja Diablicy wejdzie do kin - bo niedawno jedna z wytwórni filmowych wykupiła prawa do sfilmowania tego Dzieua. Ryzyko, że będzie to padaka podobna do ekranizacji Wiedźmina i że pojawi się w tym filmie Tomasz Karolak, wynosi prawie 100 procent. A tymczasem - zapraszamy.


Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Żabencja
Toldie


Rozdział 3
Wysiadłam z autobusu na przystanku pod domem Piotrka. Cały czas ściskałam w dłoni jabłko. Śmieszny był ten chłopak z przystanku. A jabłuszko wyglądało jak najzwyklejsza polska papierówka. Gdzie mogło urosnąć?
Zapewne w Hiszpanii, teraz z pochodzeniem rzekomo polskich produktów nic nie wiadomo.

Zerknęłam na zegarek. Piotruś spodziewał się mnie dopiero za dwie godziny. Zrobię mu niespodziankę!
Piotrusiomierz: 3
Czy tylko dla mnie nie brzmi to dobrze?

Zadowolona z siebie zaczęłam wbiegać po schodach. 
Robert Plant ci je chyba wyśpiewał i prowadzą do nieba, bo nawet nie weszłaś do żadnego budynku.
Ale grunt, że jest z siebie zadowolona. Poczucie własnej wartości to klucz do sukcesu. 

Obdrapana klatka przypominała setki podobnych na warszawskiej Pradze. 
A wiem, co mówię, każdą z nich zwiedziłam, bo nie mogłam trafić na właściwą.

Nie wyróżniała się niczym szczególnym. Takie same szare schody, nieczytelne graffiti, stłuczona szyba.
Więc każda klatka schodowa na Pradze ma nieczytelne graffiti i stłuczoną szybę. Albo praskie kamienice tak naprawdę zostały wybudowane na jedno kopyto w okresie głębokiego peerelu, albo zostały tu magicznym sposobem wklejone za pomocą Crtl+V.
Istnieje jeszcze opcja, że bohaterka w magiczny sposób została przeniesiona na Kielecki KSM. Chyba, że nieczytelne graffiti i stłuczona szyba jest chroniona prawem autorskim dzielnicy Praga, w takim razie nic nie mówiłam. 

Nagle naprzeciwko pojawiła się Monika.
Zmaterializowała się w powietrzu. Teleportowała się, albo ktoś tu używa świstoklika przy mugolach. 

 Właśnie schodziła z góry.
 Ufff, dobrze, że nie schodziła z dołu, bo w tedy miałybyśmy niemały problem. 

 <ciach>
Monika zachowuje się skrajnie podejrzanie (gada jak potrącona, na widok Wiktorii o mało co nie spada ze schodów), na szczęście nasza bohaterka, wychwalana pod niebiosa za swoją inteligencję, niczego się nie domyśla.

Nie powiedziała nic o najnowszym tuszu do rzęs. Nie zachwycała się swoimi butami na wysokim obcasie. Nie krytykowała protekcjonalnym tonem mojej zmechaconej czapki. Zupełnie jak nie ona.
Naprawdę nie jestem w stanie wyobrazić sobie dziewczyny, która zamiast się przywitać, wyśmiewa moją czapkę.
Moją teorią jest to, że Monikę albo porwali kosmici i zrobili pranie mózgu, albo została opętana przez demona, albo (proszę o werble) wreszcie zachowała się logicznie w stosunku do sytuacji!

Dziwne...
Maciek i Monika? Zmarszczyłam brwi. W życiu... ona by się nim za szybko znudziła. Był zbyt porządny.
Nie wytrzymam tego napięcia, naprawdę. CO TAK NAPRAWDĘ robiła Monika w mieszkaniu Maćka i Piotrka?! 

Postanowiłam nie zawracać sobie tym dłużej głowy. Nie mnie osądzać.
To dziwne, bo od początku książki nie robisz nic poza tym.

 Wyjęłam z torebki pęk kluczy. Jakiś czas temu się nimi z Piotrusiem wymieniliśmy.
Piotrusiomierz: 4. Wróciło mi poczucie bezpieczeństwa.

Chciałabym z nim zamieszkać, ale wiedziałam, że Marek prędzej dostałby zawału ze złości, niż mi na to pozwolił.
Przepraszam, co oznacza to słowo "pozwolił" w sytuacji, gdy jesteś pełnoletnia, mieszkasz sama, a twój brachol notabene ma zamiar niedługo się żenić?
To znaczy, że jej brat wie jak bardzo jest nieprzystosowana społecznie. Na jego miejscu nie spuszczałabym jej ze smyczy i nie zdejmowała kagańca.
A propos smyczy i kagańca, pamiętacie, jaka jest prawdziwa tożsamość bohaterki?



Uśmiechnęłam się w duchu, obracając w dłoni długi klucz do mieszkania Piotrusia. 
Piotrusiomierz: 5
Pióro długie, klucz długi... a cóż to może oznaczać?

Było mi dobrze ze świadomością, że nie jestem sama, że jest ktoś, kto na mnie czeka, tęskni. Kogo mogę prosić o pomoc, kto mnie rozumie bez słów. Przekręciłam klucz w zamku i weszłam do środka.
- To ja, Wiki! - krzyknęłam, rzucając torbę na podłogę. Nikt mi nie odpowiedział. Usłyszałam tylko szum prysznica dobiegający z łazienki.
Mieszkanie chłopców wyglądało... no cóż... jakby mieszkali w nim sami chłopcy. Sterta brudnych butów walała się przy drzwiach wejściowych. 
Cokolwiek robiła Monika w tym mieszkaniu, na pewno nie obejmowało sprzątania.

Drzwi do kuchni zawalonej niezmytymi naczyniami nie domykały się z powodu spuchniętej, po ostatnim wylaniu się wody z pralki, podłogi, a w pokojach panował typowy studencki chaos.
Wbrew pozorom istnieją faceci, którzy dbają o czystość. I na odwrót, istnieją dziewczyny, które potrafią nie myć się przez trzy dni i zmywają dopiero wtedy, gdy nie mają na czym jeść.
Nie burz biednej AŁtorce stereotypów, bo się w sobie zamknie. Pamiętaj, że panie w urzędach potrafią być jedynie nieuprzejme i wylewać kawę na ważne dokumenty, a mieszkanie mężczyzny zawsze wygląda jakby rozegrała się w nim bitwa o Anglię. 

- Maciek? - zastukałam w drzwi, ale odpowiedziała mi cisza. Dziwne... 
Tak, dziwne, że ktoś kto siedzi pod prysznicem nie słyszy twojego pukania.
Pamiętaj, że ona ma na koncie traumatyczne przejścia z dobijaniem się do informacji, nie dołuj dziewczyny.

Zostawiłam kurtkę na wieszaku i poszłam do kuchni. Umyłam małe jabłuszko od tajemniczego nieznajomego.
Szum wody w łazience ucichł. Usłyszałam głos Piotrusia. 
Piotrusiomierz: 6, co się stało ze statecznym Piotrem i rozkosznym Piotrkiem?

Podśpiewywał coś pod nosem.
Wyjęłam nóż z szuflady szafki kuchennej i przekroiłam jabłko na pół. Zanim zaczęłam je obierać, zawahałam się.
- Chyba nie powinnam jeść niczego, co daje mi za friko nieznajomy z ulicy, prawda? 

Spojrzałam na soczysty miąższ. Deja vu. Zupełnie jakbym już kiedyś jadła takie jabłko.
To błąd w Matrixie, pewnie. A tak na marginesie, tak, strasznie jest to dziwne, skoro po tym stwierdzasz, że jabłko wygląda jak zwykłe jabłko... dziwisz się, że już takie jadłaś. To jakbym za każdym razem patrząc na sygnalizację świetlną myślała "Już gdzieś widziałam takie zestawienie kolorystyczne świateł..."


 Bzdura, przecież jadłam w swoim życiu setki jabłek.
 No shit, Sherlock.

Sięgnęłam po nóż, ale znowu się powstrzymałam.
Ten Beleth. Kim on był? W głowie tłukła mi się jakaś uporczywa myśl. Wskazówka. Coś, co uparcie mi umykało.
W jej głowie mógłby właśnie rozwijać się transparent z napisem "ON JEST DIABŁEM", a laska nadal nie wpadłaby na to, co się dzieje.

Skupiłam się na tej myśli z całych sił, jednak nie zdołałam sobie niczego przypomnieć. W końcu się poddałam. Może tylko przypominał mi jakiegoś aktora czy modela, i stąd to podświadome przeczucie, że go znam?
Już padło wyżej, spotkałaś go parę razy w Centrum i na Pradze.

Pomyślałam o Piotrku, który wciąż nie wychodził z łazienki. Jego znałam kilka lat, pomimo że parą byliśmy dopiero od kilku miesięcy. Ależ ja za nim szalałam! Uganiałam się za biedakiem jak głupia, każdego wieczoru marząc o tym, jak to cudownie będzie nam razem, aż w końcu odważyłam się powiedzieć mu, co czuję.
Nie musisz nam tego przypominać po tych setkach Piotrusiów z pierwszego tomu...
No musi, musi, w końcu trzeba jakoś przedstawić akcję z poprzedniego tomu. Co prawda o tym jak szalała za Piotrusiem to my się jeszcze nasłuchamy, bo to przecież najważniejsza rzecz, jaka wydarzyła się w pierwszej części.

Tylko że czasami wydawało mi się, że coś jest nie tak. Nachodziła mnie dziwna tęsknota za czymś nieosiągalnym. Nie potrafiłam jednak sprecyzować za czym. 
*kaszel* za empatią i mózgiem *kaszel*

Dzisiejsze spotkanie z tajemniczym Belethem także wzbudziło we mnie to uczucie.
W sensie, że poczułaś łaskotanie "tam na dole"?

Byłam głupia. Związek z Piotrkiem dawał mi to, czego potrzebowałam. Miałam stabilizację, poczucie bezpieczeństwa, miłość osoby, którą też kochałam. 
Nie chcę cię wyrywać z tego rozkosznego stanu, ale jak możesz mówić o stabilizacji, skoro jesteś z tym człowiekiem dopiero cztery miesiące?
Bo to Tru Loff jest. Nie ważne czy cztery miesiące, czy cztery lata, on jest jej przeznaczony od momentu, kiedy po raz pierwszy skasowali jej pamięć i sztucznie zmienili przeszłość.

Piotr był moim przyjacielem. Miałam wszystko, czego pragnie każda dziewczyna.
W tym momencie popatrzyły na nią gniewnie zdeklarowane singielki, lesbijki  i kobiety, które przeczytały Diablicę i płakały przy tym rzewnie nad drewnianą osobowością Piotrusia.

Tylko czasami dopadały mnie myśli, że za czymś tęsknię.
Może ona skrycie pragnie otwartego związku? W sumie po tym jak stwierdziła, że Piotr jest jej przyjacielem, to ja się nie dziwię. 

Prysznic ucichł. Z łazienki wyszedł Piotrek z przewiązanym w pasie ręcznikiem. Na mój widok stanął jak wryty.
- Cześć, kotku - podeszłam do niego i pocałowałam go w usta. - Wpadłam trochę wcześniej.
A nagrodę za najmniej spostrzegawczą, jeżeli chodzi o zachowanie ludzi, otrzymuje...
Poważnie, z mieszkania twojego faceta wychodzi laska, która dziwnie się zachowuje. Po wejściu do środka twój facet siedzi pod prysznicem, a gdy z niego wychodzi też tak jakoś nie jest normalny. 

- Widzę właśnie - chłopak odzyskał głos. - Dawno przyszłaś...?
Znów miał dziwnie nieobecny wzrok.
Naturalnie, z bólem głowy sprzed paru dni i dziwnym wzrokiem nasz znajomy B. nie miał nic wspólnego. Nic a nic. NIC. 
Naprawdę, skoro jestem dosłownie na dziesiątej stronie książki i już mogę przewidzieć fabułę, to coś tu jest nie tak. A nie jestem Sherlockiem BBC.

- Przed chwilą.
Woda kapała na ziemię z czarnych, lekko kręconych włosów Piotrka. 
Dobra, odwołuję moją tęsknotę za Piotrkiem i Piotrem. W ośmiu linijkach tekstu naliczyłam już czterech.

Migdałowe oczy okolone długimi czarnymi rzęsami wpatrywały się we mnie z mocą.
Kiedy on tej mocy w oczach nabrał, skoro sekundę wcześniej miał nieobecny wzrok?
Bo on patrzył nieobecnie, ale z mocą. Może to była moc widzenia przez ubranie, dlatego był nieobecny?

Na brodzie widoczny był seksowny jednodniowy zarost.
Na szyi na cienkim łańcuszku miał zawieszony mały srebrny kluczyk, grawerowany w różyczki.
Już nie tak seksowny, kiedy pomyślimy o Piotrusiu, nie jako o dwunastolatku, jakim go sobie zawsze wizualizowałam, lecz o dorosłym facecie.

 W dniu, w którym pocałowaliśmy się po raz pierwszy, na imprezie u naszych znajomych, znalazłam ten kluczyk w swojej kieszeni. Do dzisiaj nie odkryliśmy z Piotrkiem, do jakiego zamka pasował. Nie wiedziałam, skąd wziął się w mojej kieszeni.
 Może jest kleptomanką z wybiórczą amnezją? Ktoś może właśnie szukać tego klucza...

Tamten wieczór pamiętam jak przez mgłę. Przesadziłam wtedy z alkoholem i sheeshą.
Odwołuję tekst o wybiórczej amnezji. Ona jest po prostu kleptomanką. Po alkoholu dużo rzeczy można nie pamiętać.

 Kręciło mi się w głowie i miałam małą lukę we wspomnieniach.
Dotknęłam srebrnego kluczyka. Błyszczał na tle oliwkowej skóry mojego ukochanego. Piotrek nosił go na pamiątkę naszego pierwszego pocałunku.
Uwielbiałam go za to.
- Prysznic w ciągu dnia? - zapytałam i puściłam do niego oko. - Co cię naszło?
- Aaa - wyjął mi z dłoni pół jabłka. - Tak jakoś.
Aaa, tak jakoś zmywam z siebie Monikę.

Ruszył w stronę swojego pokoju. Poszłam za nim i usiadłam na łóżku. Opowiadałam mu o przygodzie sprzed kilku dni z urzędem skarbowym. Śmiał się z moich opowieści.
Facet ma bardzo dziwne poczucie humoru. "Słuchaj, co za baba w ogóle tam siedziała, ja najpierw grzecznie łomocę do drzwi i mówię o co chodzi, a ona nie dość, że mi wręcza ulotkę i wygania z pokoju, to jeszcze ma menopauzę!' "AHAHAHA, Wiki, normalnie przepona mi pękła".

Bawiłam się chwilę nożem, odkrawając skórkę mojej połówki owocu.
Piotrek włożył dżinsy. Stał teraz tyłem do mnie. Miałam świetny widok na jego szerokie plecy i poskręcane włosy na karku. 
Ooops, już zauważyła jego włosy na plecach.
Ten związek tonie jak Titanic, tylko ona jest tymi laskami, co udają, że nic się nie dzieje, a Piotr już dawno wsiadł do pierwszej szalupy.

Mięśnie drgały pod skórą, gdy zapinał spodnie.
AŁtorka zapewne chciała opisać tak zwaną seksowną grę mięśni pod skórą, obowiązkową w każdej książce z półnagimi absztyfikantami - ale drganie mięśni wygląda trochę inaczej i jest powodowane przez ich mało romantyczne skurcze.
Kurna, gość ma jakiś atak, a ona się tym podnieca. 

Sięgnął po połówkę jabłka, którą odłożył na biurko.
- Przed chwilą spotkałam Monikę - powiedziałam. 
Owoc wypadł Piotrkowi z ręki. Potoczył się pod krzesło i zatrzymał przy zabłoconych adidasach rzuconych niedbale.
Dobra, teraz do rzeczy: skoro Piter dał swojej kobiecie klucze, to chyba może się spodziewać, że go od czasu do czasu odwiedzi. Nie wstyd mu zapraszać ją do takiego syfu?
Nie rozumiesz, jest przecież mężczyzną, więc naturalnym jest, że jego życiową maksymą musi być "Śmierdzę, więc jestem". 

- Powiedziała, że przyszła do Maćka - dodałam.
- Aaa... tak, tak - potwierdził Piotrek, siadając obok mnie. Wytarł jabłko o spodnie. Jak nic złapie jakiegoś pierwotniaka, nicienia, przywrę czy inne paskudztwo. A ja to potem oczywiście złapię od niego...
Sprawdziłam: nicieniem można się zakazić, jedząc na przykład mięso z nieznanego źródła. Lamblią, owszem, przez jedzenie niemytych owoców i nie myjąc rąk - ale w kontaktach interpersonalnych zakażenie ma miejsce przy stosunku płciowym. Opowiedz nam więc, w jaki sposób złapiesz tego pypcia od Piotrka.
Oj tam, czepiasz się, AŁtorka jest na studiach medycznych, ona wie lepiej.
Podobno już je skończyła. Teraz sobie wyobraź, że idziesz do lekarza i zastajesz panią Miszczuk za biurkiem (prostym i metalowym, naturalnie)...

- Ale Maćka nie ma - zauważyłam roztropnie.
W całej książce przynajmniej ze trzy razy Wiktoria zauważa lub mówi coś roztropnie.
Przestaję się dziwić dlaczego wszyscy uważają ją za tak inteligentną...
Przynajmniej nie jest to "zauważyłam inteligentnie".

- No nie ma - skwitował Piotrek, patrząc gdzieś w przestrzeń.
- To się niepotrzebnie fatygowała - stwierdziłam. - Maciek powinien być w domu, skoro się z nią umówił.
- Tak, tak... - potwierdził Piotrek i ugryzł jabłko. Poszłam za jego przykładem.
Jabłko smakowało... najnormalniej w świecie.
Myślałam o tym, skąd mógł pochodzić tajemniczy Beleth. Zamierzałam potem poszukać w internecie genezy tego dziwnego imienia. W ten sposób odkryję kraj jego pochodzenia.
Zadowolona z siebie i ze swojej pomysłowości 
Odpalenie internetu i wpisanie tam "Beleth" jest szczytem umysłowej finezji, oklaski!

ugryzłam kolejny kęs. Piotrek, siedzący obok mnie, pochłonął owoc w jednej chwili. Był dziwnie spięty, odkąd przyszłam. Musiałam go o to zapytać.
To nie ja mam zespół Aspergera, tylko ona. Oddycham z ulgą.

Już otworzyłam usta, kiedy nagle przed oczami zaczęły mi przebiegać niezrozumiałe obrazy. Złapałam się za głowę, czując nagły tętniący ból. Piotrek zgiął się wpół. Działo się z nim to samo co ze mną.
A mamusia ostrzegała - nie bierz niczego od nieznajomych...

Czułam, jakby ktoś otworzył mi czaszkę i zaczął w niej grzebać. Fala bólu rozlała się po całym ciele. Krzyknęłam.
Obrazy, obrazy, obrazy.
Wyspiański, Malczewski, Podkowiński!

<ciach>
Gdzie bohaterka w bezokolicznikach zdań, brzmiących jak tytuły rozdziałów, streszcza nam całą pierwszą część.
To rozbudowane haiku jest, to bardzo wyrafinowany zabieg!

Beleth.
On chciał, żebym sobie przypomniała. Zrobił to specjalnie. Mimowolnie za nim zatęskniłam. Za jego pełnymi żaru oczami, niskim, aksamitnym głosem, słowami pełnymi niebezpiecznych, niemoralnych obietnic.
Zapamiętajcie te słowa, AŁtorka użyje ich jeszcze kilkanaście razy, żeby opisać Beletha. 
Nie będzie znowu to tak odbiegało od prawdy, bo Beleth nie robi nic więcej poza składaniem niemoralnych obietnic.

Nie. Co ja robię?! Poczułam złość. Pewnie znowu chciał mnie do czegoś wykorzystać. Po co inaczej zwróciłby mi pamięć?
Byłam narzędziem w rękach diabłów. Potrzebowali mnie tylko do politycznej wojny. Miałam zamęt w głowie.
- Skąd wzięłaś to jabłko? - zapytał Piotrek.
A to jest całkiem dobre pytanie i dziwię się, że Piter nie zadał go wcześniej. Gdzie w środku zimy można kupić dobre jabłka? W dodatku papierówkę, która dojrzewa w połowie lipca?

- Dostałam je od nieznajomego na ulicy - mruknęłam. - Teraz wiem, że to był Beleth...
Zawsze lubiłam bajki. Jak więc to się stało, że nie wyniosłam z nich żadnej nauki? 
Jabłko gwałtu to mimo wszystko głupi pomysł, ale jeśli już przy tym jesteś - za moich czasów (a zaprawdę jestem już Matuzalemem, nie wiem, jak jest teraz) w szkołach były pogadanki na temat bezpieczeństwa i często padała tam kwestia przyjmowania rzeczy i jedzenia od obcych. Masz też histeryzującego brata, który zapewne takie rzeczy wbijał ci do głowy nie raz i nie dwa. Poza tym jesteś już dorosła. Zatem odpowiedź na twoje pytanie jest prosta: bo jesteś tępa.

W końcu gdyby Królewna Śnieżka nie zjadła jabłka od nieznajomej staruszki, to nie wpadłaby w śpiączkę. Bądź w zaczarowany sen - jak zwał, tak zwał.
A ja jak ostatnia sierota, nie dość, że wzięłam od nieznajomego jabłko, to jeszcze je zjadłam. No i jak moja prapra (jeszcze pra jakieś kilka tysięcy razy), prababka Ewa pierwsze, co zrobiłam, to poczęstowałam jabłkiem swojego faceta. 
Ałtorko, nie musisz nas wyręczać w interpretacji tego, co napisałaś, pozostaw nam jakieś skromne pole do popisu.

Żałosne... W ogóle nie potrafię uczyć się na cudzych błędach.
Na swoich własnych też, jak się wkrótce dowiemy. Aczkolwiek "cudze błędy" brzmią dziwnie, jeśli nie mówimy o swojej matce czy o Marioli spod trójki, a o baśniowych i mitycznych postaciach.

- Beleth? - warknął Piotrek.
Po czym zaszczekał i zamerdał ogonem. Jabłko miało różny wpływ w zależności od tego, kto je zjadł.

Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę. Woda już nie kapała mu z włosów. Srebrny kluczyk zalśnił w słońcu. 
Przypominam, jeszcze niedawno nad Warszawą wisiały czarne chmury z Mordoru.

Mój klucz diabła, pozwalający na swobodne przemieszczanie po Piekle i Ziemi. Insygnium sił piekielnych. Zapewniał natychmiastową możliwość przeniesienia się w dowolne miejsce. Spojrzałam na ogryzek.
Jabłko mocy. A może jabłko z Drzewa Poznania Dobra i Zła? 
Skoro już przy tym jesteśmy, w Księdze Rodzaju nie ma ani jednej wzmianki na temat tego, jaki to był owoc. Równie dobrze mogły być to winogrona lub granat. 

Nie... to raczej niemożliwe. Ostatnie drzewko w Piekle, należące do Szatana, nieopatrznie zamieniłam w krzew pomidorów.
Czego oczywiście do dzisiaj Lucyfer zapewne mi nie wybaczył...
- Wzięłaś jabłko od nieznajomego? - warknął na mnie Piotrek. - A potem je zjedliśmy? Przecież mogło być zatrute.
Jakby się Beleth postarał, mógłby tak Piotrusia otruć. Ale Piter chyba miałby resztki oleju w głowie i by tego nie zjadł, w najgorszym wypadku kopnąłby jabco gdzieś pod biurko, by tam zgniło w spokoju.

To chyba było zatrute. Jednak nie trucizną. Raczej wątpliwościami. Dlaczego Piotrek brał prysznic w środku dnia?
- Monika nie przyszła do Maćka, prawda? - zapytałam, zaciskając ze złości pięści.
Już wcześniej mieli się ku sobie, jednak Piotruś wybrał mnie.
Piorusiomierz: 7, wypadałoby też podliczyć, ile padło tu Piotrków, ale to ponad moje siły.
Przypomniało jej się to zupełnie przypadkowo dopiero teraz, bo jeszcze chwilę temu ich miłość była wieczna. Ale spokojnie, to nie będzie ostatni moment w książce, kiedy AŁtorka postanowi wybiórczo dodać do akcji element, o którym wcześniej nie wspominała, a który będzie świetnie pasował do nowego kierunku, w którym będzie zmierzała fabuła. 
I nie wzbudzało to w niej jakichś niepokojących uczuć, skoro obiekt zainteresowania leciał na taką tępą dzidę i jeszcze wybierał między nią a obecną dziewczyną? To chyba nie najlepiej o nim świadczy. BTW, która zdradzona dziewczyna, gdy  już się kapnie, o co chodzi, wciąż nazywa faceta zdrobnieniem jego imienia?

Zamiast odpowiedzieć, spojrzał na moją rękę. Nawet nie zauważyłam, że zacięłam się nożem. Strużka krwi popłynęła mi po skórze. Nagle krople zawróciły i wpłynęły z powrotem do rany, która zasklepiła się na naszych oczach. Zgięłam palce, podziwiając nienaruszoną skórę. Czułam w miejscu ukłucia delikatne mrowienie, pamiątkę po zadziałaniu sił.
Moje moce piekielne powróciły, a wraz z nimi spadły mi z nosa różowe okulary.
- Czemu brałeś prysznic? - zapytałam, odkładając nóż.
- Bo jest zima i się chciałem rozgrzać?
- Bo nie lubię śmierdzieć, szczególnie kiedy wiem, że moja dziewczyna przyjeżdża?
- Mam nerwicę natręctw i potrzebuję często się myć?
Szczerze, akurat prysznic jest jedynym elementem w tej scenie, który nie budzi żadnych podejrzeń.

- Wiki, to nie jest tak - powiedział szybko Piotrek. - To nie tak miało być. Ja ci to wszystko wytłumaczę.
Śpiący byłem, myślałem, że to ty, takie jesteście do siebie podobne... W ogóle to ona niechcący pode mnie wpadła!
Potknąłem się, no i tak jakoś wyszło.

<ciach>
Gdzie bohaterce puszczają hamulce i rzuca na Piotrusia klątwę odpadającej kuśki, która o dziwo nie działa. Dochodzi do rękoczynów okraszonych kiepskim, prawie dialogiem, w którym bohater chce się wytłumaczyć, a bohaterka mu na to nie pozwala.

Z całej siły pchnęłam w niego mocą. Odrzuciło go ode mnie. Uderzył w ścianę i osunął się z jęknięciem na ziemię. Podeszłam do drzwi.
A jak tak się szarpią, to nie zsunął mu się przypadkiem ten ręczniczek?
Gdzieś tam już było, że się w końcu ubrał. AŁtorka dba o to, aby nie siać zgorszenia. 

- Czekaj - krzyknął, wyciągając w moją stronę rękę. Drzwi jak na zawołanie zatrzasnęły mi się przed nosem.
Szarpnęłam za klamkę, ale ani drgnęły. Odwróciłam się zaskoczona. Zamknął przede mną drzwi. Jak on śmiał?! A raczej jakim cudem on to zrobił?
Zerknęłam na leżący na ziemi ogryzek. Czy to znaczy, że po zjedzeniu jabłka Piotrek także nabrał nadprzyrodzonych mocy?
Ciesz się, że nie wyrósł mu ogon i nie zaczął oznaczać terytorium. 

Przypomniałam sobie, że tak samo jak ja posiadał siłę Iskry Bożej. Moc po naszych wspólnych przodkach, Adamie i Ewie, których w bezpośredniej linii oboje byliśmy potomkami. 
Zasadniczo według Biblii wszyscy ludzie są ich bezpośrednimi potomkami. Unf.

To zapewne wzmocniło potęgę jabłka i umożliwiło uaktywnienie się w nas mocy za życia. Gdybyśmy nie posiadali Iskry, jabłko po prostu by nie zadziałało.
- O... - mruknął, podnosząc się na nogi, i zapytał zdziwiony: - Ja też teraz tak umiem, skoro to zjadłem?
- Skocz z mostu, może okaże się, że umiesz też latać - warknęłam.
Latać, nawet pomimo Iskry Bożej i mocy piekielnych, nie potrafił. Akurat tego byłam pewna w stu procentach. Swego czasu dokładnie przestudiowałam dokumenty dotyczące Iskry Bożej i zdolności, jakimi jest obdarzona osoba ją posiadająca. Nie było tam słowa o lataniu.
"Dokładnie przestudiowała". O ile sobie przypomniałam, to bohaterka przez kilka stron narzekała, że musi przeczytać książkę, po czym okazało się, że może swoją mocą przyswoić każdy tekst. Także dokładne przestudiowanie może tu być lekkim niedomówieniem. 

Poczułam satysfakcję na myśl o tym, że zachęcony moimi słowami mógłby spróbować.
- Spoko, z okna wystarczy - rzekł i pięknym lotem wyskoczył przez okno.

- Otwórz drzwi - rozkazałam.
- Nie, najpierw porozmawiajmy - powiedział.
- Sam tego chciałeś - odburknęłam.
Udawałam złą, ale w oczach stanęły mi łzy. Miałam ochotę usiąść, schować twarz w dłoniach i się rozpłakać. Nie mogłam jednak zrobić tego tutaj. Nie przy nim. Zdradził mnie. On mnie zdradził. Jak mógł?
I to z Moniką?! Z tą krową?!
Tak, ciekawe dlaczego cię zdradził? Bo jak mógłby, przecież jesteś tak charyzmatyczną i sympatyczną postacią. 

Wyciągnęłam dłoń w stronę drzwi. Z głośnym hukiem razem z futryną trzasnęły o ścianę w korytarzu. Tynk i kawałki cegieł zaczęły sypać się z sufitu. Wieszak spadł z hukiem <ekhem, powtórzenie, ekhem>  na ziemię. Złapałam płaszcz i torbę.
- Wiki! - Piotrek usiłował mnie zatrzymać, ale odepchnęłam go od siebie ze złością.
- Zostaw mnie!
Wybiegłam z mieszkania, wpadając po drodze na Maćka. Zaskoczony stanął w drzwiach, wpatrując się w zniszczenia, których narobiłam.
- Co tu się stało?! - krzyknął, widząc roztrzaskane drzwi i kawałek ściany, a także sypiący się pył i cegły. - Było trzęsienie ziemi?! 
Ostatnie odnotowane trzęsienie ziemi w okolicach Warszawy miało miejsce w Ożarowie Mazowieckim. W 1680 roku.

Budynek się wali?! Musimy uciekać?!
- Pokłóciliśmy się z Wiktorią... - mruknął zrezygnowany Piotrek.
Jeżeli nigdy nie zdarzyło wam się podczas kłótni zdemolować mieszkania, znaczy, że nie staracie się wystarczająco.

<ciach>
Gdzie zrozpaczona bohaterka wybiega z budynku i dyskretnie próbuje nam powiedzieć, że ktoś za nią idzie. Naturalnie żaden z czytelników nie jest się w stanie domyślić o kogo mogłoby chodzić. Bohaterka jęczy też coś o tym, że tęskni za Piotrusiem, co już zaczyna być męczące, a to dopiero trzeci rozdział książki. 

- Zgubiłaś szalik - niespodziewanie ktoś się odezwał.
Dum dum dum, niespodziewany zwrot akcji, na który wszyscy tak czekaliśmy!

Rozdział 4
- Zgubiłaś szalik - powtórzył.
Nade mną stał oczywiście przystojny Beleth. 
Spojler: o ile po pierwszej części zdrobnienie Piotruś wywołuje odruch wymiotny, o tyle po drugiej części na brzmienie słowa "przystojny" dostaniecie drgawek. 
Przystojny Beleth różnił się od tego mniej urodziwego tym, że jako jedyny miał rację bytu w tej książce, o czym AŁtorka będzie z uporem wiertarki udarowej nam przypominać przez najbliższe trzysta stron. 

W opalonej dłoni ściskał mój czerwony szalik. Uśmiechał się wesoło, zadowolony z siebie. Wyglądał jak szczeniak, który przyniósł patyk po poleceniu „aport”. Tylko że Beleth nie usłyszał żadnego polecenia. On nigdy nie słyszał żadnych poleceń i zawsze robił to, o co się go nie prosiło.
Uwaga, oto nadchodzi fala bardzo kiepskiej narracji i jeszcze gorszych dialogów. Przekraczacie punkt bez powrotu, widzom o słabych nerwach zaleca się przejrzenie galerii zdjęć małych kotków. 

- Ślicznie wyglądasz - oświadczył, nie zwracając uwagi na moje milczenie. - Tęskniłem za tobą.
Wstałam, wyrwałam mu szalik z ręki i bez słowa ruszyłam do swojego mieszkania. Nie chciałam widzieć Beletha, nie chciałam z nim rozmawiać. Był źródłem wszystkich moich kłopotów.
Niestety szedł za mną.
Nie bawiłam się w otwieranie drzwi kluczem. Użyłam mocy. Usiłowałam zatrzasnąć mu je tuż przed nosem, ale zatrzymał je dłonią i stanął naprzeciwko mnie.
- Nie wpuścisz mnie? - zdziwił się z zaczepnym uśmiechem. - Tak dawno nie byliśmy sam na sam... Pomyśl, słodkie sam na sam... ze mną!
Przepraszam, idę rzucić hafcik na traweczkę. Podobno denne teksty na podryw czasem działają, no właśnie, czasem.

„Ze mną” - czy on uważał, że to argument nie do przebicia?
Spoliczkowałam go.
A jednak to argument do przebicia.
Te teksty są bardziej suche niż te z pierwszych Bondów, a to już coś. 

Uśmiech spełzł mu z twarzy. Poruszył szczęką, a następnie pogładził się po  zaczerwienionym policzku.
- Trzeba przyznać, że nie wyszłaś z wprawy. Lubię od czasu do czasu małe sadomaso, jednak po głębszym namyśle stwierdzam, że chyba wolałem twoją delikatniejszą wersję...


Miejże litość, nie nadążam z bełtem...
Błagam, idźcie przykuwać się do grzejników gdzieś indziej. 

- Dlaczego dałeś mi to jabłko? - zapytałam pustym głosem.
- Wpuść mnie - poprosił, poważniejąc.
Obok niego przeszła stara sąsiadka, czujnie nadstawiając ucha.
Zrozumiałam, że to nie było miejsce na rozmowy o Piekle i śmierci. Jeszcze wzięłaby mnie za satanistkę, a wtedy koniec z imprezami w mieszkaniu do późna. Gdyby tylko usłyszała głośniejszą muzykę, pewnie zaczęłaby wydzwaniać po straż miejską.
Taa, coś w klimat "poproszę kalafiorek, ziemniaczki i WASZE POGAŃSKIE DUSZE!"  *eksplozja* 
Gdzie tam straż miejska, odmawiałby różaniec za każdym razem, jakby cię zobaczyła.
Ja tam, nie wiem, mam pułapkę na diabła z Supernatural na drzwiach wejściowych i listonosz się jakoś jeszcze nie skarżył.

Wpuściłam diabła do mieszkania, chociaż wcale nie miałam na to ochoty.
Gdybyś miała pułapkę to by się nie wydarzyło...

 Pstryknął palcami. Jego płaszcz zniknął w jednej chwili.
 Bo klasyczne zdejmowanie ciuchów jest takie passe. 

 Nic się nie zmienił. Wyglądał tak, jak go zapamiętałam. Idealny, perfekcyjny, przystojny kusiciel. Diabeł, który sprowadził mnie do Piekła, który usiłował mnie uwieść, a na koniec... oświadczył, że mnie kocha.
Na pewno na to wyznanie miała wpływ twoja bogata osobowość, ciekawe poglądy i miły sposób bycia. No bo chyba nie to, że chce cię przelecieć.

- Naprawdę za tobą tęskniłem - wyznał, bacznie mi się przyglądając.
Za jego przykładem zdjęłam płaszcz. Powiesiłam na wieszaku przy drzwiach i strzepnęłam z włosów pył z rozwalonych ścian w mieszkaniu Piotrka. Spojrzałam w lustro wiszące na drzwiach szafy. Miałam przed sobą zrozpaczoną dziewczynę z rozmazanym makijażem i smugami tynku na policzkach.
Tajemnicze laski z luster. Ktoś tu chyba wzywał krwawą Mary.

Machnęłam dłonią przed twarzą, przywracając perfekcyjne
obramowanie swoich oczu.
Nie, po co zwyczajnie umyć sobie twarz. Perfekcyjna Mary Sue jest perfekcyjna.

Poruszyłam palcami. Nie zdawałam sobie nawet sprawy, jak brakowało mi mocy piekielnych. Codzienne życie i wykonywanie zwykłych czynności było bez nich takie nużące i pracochłonne.
Tak, mów nam jeszcze jak bardzo szare i bez sensu jest życie zwykłych śmiertelników i pogadamy jeszcze, jak będziesz za kilka rozdziałów narzekać, jak to ci brak normalnego życia. 

Usiadłam na kanapie. Byłam zmęczona. Nie fizycznie, ale psychicznie. To było znacznie gorsze. Diabeł zajął miejsce obok mnie. Nie przysunął się jednak, nie próbował obejmować. Szanował moją prywatność i przestrzeń.
Tak uszanował twą prywatność i przestrzeń, że władował ci się do mieszkania bez zaproszenia.

Chyba pierwszy raz, odkąd go poznałam...
- Ja cię nie pamiętałam - mruknęłam.
- Wiem. Dlatego cała ta sytuacja była jeszcze bardziej przykra - wyznał.
Jego spojrzenie błądziło po całym moim ciele. Miałam wrażenie, jakby mnie dotykało, parzyło skórę. Nic się nie zmienił.
Uhm, prywatność i przestrzeń, odsłona druga.

- Czemu dałeś mi to jabłko? - powtórzyłam pytanie.
- Sądziłem, że się ucieszysz, gdy przypomnisz sobie wszystko. Całe życie w Niższej Arkadii. To, co między nami zaszło...
- Między nami nic nie zaszło - warknęłam.
- Ale mogło - uśmiechał się wesoło, jego złote oczy zabłyszczały. - I nadal może.
Czarował mnie. Jak zwykle.
- Expelliarmus! - Beleth rozbroił Wiktorię i potem bez problemu się do niej dobrał.

- Gdy odkryłem sposób zwrócenia ci pamięci, nie wahałem się nawet przez chwilę...
Wyglądał, jakby oczekiwał pochwały za te słowa. 
- I zapewne ten sposób jest całkowicie legalny? - zakpiłam. Beleth skrzywił się nieznacznie. Jednak jego pełne usta po chwili znowu rozciągnęły się w urzekającym uśmiechu.
- Powiedzmy, że na pewno byłby legalny, gdyby na tronie Piekła siedział na przykład Azazel - odparł wymijająco.
I Lucek w ogóle nie wyciągnie z tego konsekwencji. Ale jak wiemy, ma więcej z gamonia niż z władcy piekieł.

To diabeł Azazel doprowadził do mojej śmierci i wybrał mnie spośród dziesiątki osób obdarzonych Iskrą Bożą w tym pokoleniu. Moja „tajna moc”, a dokładniej mówiąc, spadek po przodkach, czyli Adamie i Ewie, zapewniła mi półboską siłę, która w połączeniu z piekielną dała dość osobliwą mieszankę.
Nudnaś, panienko. Kamikaze Kaito Jeanne też miała cząstkę boskiej mocy, i to nie w spadku po Ewie, ona BYŁA Ewą, a ściślej mówiąc, jej reinkarnacją (w prostej linii po Joannie d'Arc). Swoją Jeanne również pracowała dla szatana (przypadkiem), a jej facet był reinkarnacją Adama... Cytując Mariusza Maxa Kolonko: przypadek? Nie sądzę.

O tę mieszankę chodziło Azazelowi, który zamierzał wykorzystać mnie do obalenia Lucyfera. Z początku nieświadomie, a potem już z ogromną motywacją, gdy Szatan postanowił zabić Piotrka, pomogłam w tym podstępnemu diabłu.
Pomogłaś w obaleniu Lucyfera czy w zabiciu Piotrka?

Niestety Niebo okazało się przychylne dla Lucka i nie zdegradowano go ze stanowiska Szatana, władcy Niższej Arkadii, przez co Azazel nie mógł zająć jego miejsca. A cwaniak tak na to liczył.
Beleth, w przeciwieństwie do Azazela, zamierzał po prostu mnie wykorzystać. Jemu nie zależało na stanowisku, tylko na moim ciele. Niezwykle pocieszające...
To dosyć ciekawe, biorąc pod uwagę, że dopiero co powiedziałaś, że gość wyznał ci swoją miłość. 

- Czemu to zrobiłeś? - westchnęłam zmęczona. - Dlaczego nie pozwoliłeś mi być szczęśliwą i żyć w moim małym świecie?
Zapomniałaś dodać, szarym, nudnym świecie, gdzie muszę czytać książki w ten klasyczny sposób układając literki w słowa. 

- Małym świecie pełnym kłamstw twojego wybranka - sprecyzował.
- Mnie się ten świat podobał... A ty mi go zabrałeś.
Chętnie posłuchamy jeszcze twoich wywodów o nużących codziennych czynnościach. A także o brzydkich kobietach z klimakterium, zaspach, ludziach, których chcesz rozjechać "dżipem", Monice i paru innych rzeczach, na które bezustannie narzekasz.

- Niczego ci nie zabrałem. Oddałem ci twoje wspomnienia i twoją osobowość bogatszą o doświadczenia, które przeżyłaś. Kochanie, powinnaś być mi wdzięczna. Dzięki mnie jesteś znowu sobą.
Wszystkie wspomnienia z jakby poprzedniego życia, a raczej rzeczywistości, odżyły w mojej głowie. Przypomniałam sobie kota Behemota. Przybłędę, który wybrał mnie na swoją właścicielkę. Był tak samo demoniczny jak reszta moich piekielnych towarzyszy.
Bo wszystkie czarne koty są takie demoniczne i truu.
BTW, stawiam piwo temu, kto dostrzeże w zachowaniu kota Behemota jakąkolwiek demoniczność.

Pogładziłam poduszkę leżącą obok mnie, na której często się wylegiwał. Zatęskniłam za nim, za jego głośnym mruczeniem, miękką sierścią. Zawsze mi pomagał, pocieszał. Zapragnęłam się do niego przytulić, podrapać go za kremowym uchem.
Zawsze, czyli w przeciągu tych kilku tygodni, które spędziła w piekle, głównie uganiając się za Piotrusiem i chodząc na imprezy? Tak jak mówiłam, AŁtorka lubi wrzucać w tekst zdania, które z żaden sposób nie łączą się z resztą fabuły, ani nie mają poparcia w wydarzeniach z przeszłości.  

- Wiki - głos Beletha przywołał mnie do rzeczywistości. Spojrzałam na niego wzrokiem pełnym skarżeń.
Za pierwszym razem przeczytałam "skażeń" i zastanawiałam się czy ktoś tu rozlał radioaktywne odpady.
Co oczywiście nie umniejsza niezgrabności tego zdania. 
"Oskarżycielski wzrok" wszak jest passé.

 Naprawdę podobało mi sie moje życie w nieświadomości. Nawet jeśli było tylko ułudą.
- Chcesz wiedzieć dlaczego dałem ci jabłko. Zrobiłem to, bo chciałem mieć ciebie tylko dla siebie. Nic nie poradzę na to, że jestem egoistycznym dupkiem.
Dlatego to zdanie nie wzbudziło moich podejrzeń, jeśli chodzi o nieoczekiwaną zdradę Piotrusia.

Jego spowiedź wcale nie rozczuliła mnie tak jak tego najwyraźniej oczekiwał. Jedynie rozbawiła. 
Egoistyczny dupek, z łaciny culus egoisticus, ssak spotykany pod każdą szerokością geograficzną. Mimo swojej nazwy i zachowania, które można określić jako napastliwe wobec koegzystujących z nim gatunków, jest przez ludzi uważany za uroczego i zabawnego, zapewne dzięki skłonności do łaszenia się i długiej, puszystej sierści.

Uśmiechnęłam się pod nosem. Cały Beleth - szczery do bólu. Swoimi bezpośrednimi uwagami zawsze potrafił mnie do siebie przekonać. Był po prostu uroczy.
- Wiki, chcę cię przelecieć.
- Jaki ty jesteś uroczy!

Przysunął się bliżej i położył ramię na oparciu kanapy. Jeszcze kilka centymetrów i dotknąłby mnie. Wpatrywał się z żarem w moje usta. Chciał mnie pocałować. 
Tak bardzo szanuje tę twoją przestrzeń, że dziwię się, że jeszcze nie przylepił się do ciebie Poxipolem.

Ja też tego chciałam.
Skarciłam się w myślach.
Opowiedz nam jeszcze jak idealny był twój związek z Piotrusiem i jak już za nim tęsknisz...

 On zawsze kłamał. Nie mogłam mu ufać. Czarował mnie. Usiłował omamić.
 A mimo to, jak wspomniałaś parę linijek wyżej, zawsze dajesz mu się przekonać.

- A kto wymyślił, żeby dać mi jabłko? - zapytałam niewinnie.
Mina zrzedła mojemu przystojnemu diabłu.
Oho, zaczyna się. Przygotujcie się już na to, że "przystojny diabeł" uchodzi tu za przydomek.

- No... Azazel - mruknął w końcu, zabierając ramię.
Wiedziałam. Po prostu wiedziałam!
- A czemu on wpadł na taki pomysł? - drążyłam dalej. Szczerze wątpiłam w jego dobre zamiary. 
Daj spokój, on tylko udaje takiego nikczemnego, przecież jest jedynie diabłem ze stażem o długości przeciętnej ery geologicznej, który doprowadził do twojej śmierci. W głębi serca jest czułym i bezinteresownym facetem.

Na pewno nie chciał po prostu pomóc przyjacielowi, który nie mógł się pogodzić z faktem, że jakiś nędzny śmiertelnik sprzątnął mu sprzed nosa dziewczynę. 
Jak to jest, że ma tak oczywiste przesłanki ku temu, by podejrzewać, że zdrada Pitera nie była przypadkiem, ale wnioski wyciągnie dopiero w połowie książki?

O nie! Jemu na pewno chodziło o coś więcej.
- Pamiętasz, jak Azazelowi nie udało się objąć stanowiska Szatana?
- No trudno, żebym nie pamiętała... - mruknęłam ponuro.
W końcu to z tego powodu wpadłam w całe to piekielne bagno, a nawet raz przez to umarłam.
Beleth zamyślił się na chwilę, ważąc słowa.
- Azazel zrezygnował już z tego pomysłu. Teraz chce zostać... Archaniołem.
Czasami wydaje mi się, że AŁtorka tej książki rzuca strzałkami w tablicę z najbardziej idiotycznymi pomysłami na fabułę.
Zapewne teraz trafiła dziesiątkę. 

3 komentarze:

  1. Nie chcę się za bardzo czepiać, ale czasem jakoś tak piszecie zdania, że nie za bardzo rozumiem o co w nich chodzi. Może warto zrobić dodatkową korektę, przed publikacją? Na przykład to:
    "Dlatego to zdanie nie wzbudziło to moich podejrzeń, jeśli chodzi o nieoczekiwaną zdradę Piotrusia."
    Nie pamiętam teraz dokładnie, ale zdaję się, że podobne kwiatki były również w innych notkach.

    A tak w ogóle, to Wy przypadkiem nie skończyłyście analizy Diablicy jakoś w trakcie książki? Może coś przeoczyłam, ale byłam przekonana, że tak było, nawet trochę mnie to zmartwiło, bo analizy tego dzieła były fajne.
    Jednak teraz w wypowiedziach sprawiacie wrażenie, jakby wszystkie zdarzenia z książki pierwszej powinny być jasne, a absolutnie nie są. Nie wiem nic o tym konflikcie z między Lucyferem a Azazelem ani o tej Iskrze Bożej i jakiejś specjelnej mocy Wiki. Czuję się zagubiona. :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie również szkoda, że nie dokończyłyście Diablicy, jednak mimo wszystko ta analiza bardzo mi się podobała, nieźle się na niej uśmiałam :D Czekam z niecierpliwością na następną część :)

    OdpowiedzUsuń
  3. To ja kiedy próbuję ogarnąć Diablice i tę Anielicę też:

    http://replygif.net/i/989.gif

    OdpowiedzUsuń