poniedziałek, 29 lipca 2013

Lato z Anielicą, cz. 4, czyli herbatka u Szatana

Podobno im dalej w las, tym ciemniej, i w przypadku analizy tej książki to powiedzenie się sprawdza. W poprzednim odcinku bohaterka w spektakularny sposób udowodniła, jak bardzo jest pozbawiona instynktu samozachowawczego i bezwiednie pada w ramiona diabła, który maczał swoje różki w jej śmierci. Jak się okaże, nie robi to wielkiej różnicy, bo ze wszystkich sytuacji podbramkowych Wiki wychodzi cało, oślepiając antagonistów blaskiem marysójkowatości. Nawet szatan nie ma nic do powiedzenia.
Jak należy postępować z mężczyzną, w jaki sposób wykręcić się od potępienia i czy jedwabna pończocha jest skuteczną bronią przeciw władcy Piekieł - to wszystko i więcej w dzisiejszej analizie.
Indżojcie!


Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, anielica, wyd. W.A.B, 2011.

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja



Rozdział 7
Leżałam w burgundowej satynowej pościeli.
Gdyby ktoś mi płacił za każde takie zdanie w książce i opkach, nie jeździłabym już wszędzie rowerem.
Czy Ałtorka spała kiedyś w satynowej pościeli i wie, jakie to okropne uczucie, kiedy się ona ślizga po skórze? Brr.

 Nie miałam ani siły, ani ochoty, by wstać. Szczerze mówiąc, nawet nie widziałam sensu we wstawaniu nie tylko dzisiaj, ale też kiedykolwiek.
Obok mnie leniwie przeciągał się Behemot. Widziałam, jak niby mimochodem zerkał na mnie złotymi oczami. Mały bandyta miał ochotę zanurzyć pazury w poduszce, ale hamował się, dopóki na niego patrzyłam.
Wyciągnęłam dłoń. Stworzyłam sobie w niej kubek z gorącą czekoladą.
- Wiesz co, kocie? - mruknęłam. - Wolałam być zwykłą śmiertelniczką, która do końca nie wierzyła w życie pozagrobowe. 
Powiedziała używając magii, żeby stworzyć sobie poranną kawę. To tak jak kupując nowego Bentleya mówić, że woli się tanie miejskie samochody. 
Teksty w stylu 'tak bardzo brakowało mi mocy piekielnych' to tak naprawdę wołanie o pomoc i uwagę. Nie bądźmy obojętni!

Przynajmniej zmusiłabym się do wstania z łóżka... a tak, to nawet nie muszę...
 Czekam, aż wyczaruje sobie cewnik. 
A myślałbyś, że skoro nie żyjesz, nie obudzi cię już pełny pęcherz. Aaale nieee... 

Przez chwilę podziwiałam w jednym z kilkunastu luster siano, które miałam zamiast włosów. 
OMG. Bo pamiętajmy, że bohaterka jest taka brzydka i nie da się na nią patrzeć. Spokojnie, jeszcze przed końcem tego rozdziału będziemy musieli czytać, jaka to ona piękna i inteligentna. 

To Beleth urządzał mój dom. Uważał widocznie, że to świetny pomysł, żeby cała sypialnia była w lustrach. Pewnie miał nadzieję na jakieś dzikie orgie.
Lustra w sypialni = dzikie orgie. Czy fakt, że moja szafa ma lustrzane drzwi mówi, że oczekuję przynajmniej trójkąta?
Ja mam taką szafę już na wejściu w przedpokoju...

Kot, jak to tylko koty potrafią, kompletnie mnie ignorował.
Kot ten jeszcze chwilę temu bacznie się tobie przyglądał, czekając na okazję do rozprucia poduszki.

- Mam ochotę obejrzeć jakiś film. Najlepiej taki, w którym wszyscy umierają - kontynuowałam przemowę.

Proszę. 

Na jedynej ścianie niezajętej przez lustrzane tafle pojawiły się ogromne, ostentacyjnie złote wrota rzeźbione w hieroglify. Bez trudu mogłam poznać, do kogo należały.
Pewnie do pani Jadzi z szóstego piętra. Ona lubi takie odpustowe motywy.

Oczywiście bez pukania do pokoju wpadła Kleopatra. Półprzezroczysta suknia zakończona długim trenem z piórami zamiotła podłogę.
No, przynajmniej ktoś tu sprzątnie od czasu do czasu. 

 Pięknie plisowany materiał układał się w wachlarz na jej biodrach. Złota korona z kobrą królewską na czole zabłysła w słońcu, gdy Kleo jednym ruchem ręki odsłoniła zasłony. Grubo obwiedzione czarną kreską oczy spojrzały na mnie z potępieniem.
- Co ty robisz? - zapytała.
Kleopatra co prawda była pokazana jak postać skrajnie irytująca, ale nie przypominam sobie, żeby AŁtorka wspominała coś o jej ślepocie. 
Zauważyliście, że przy wejściu każdej postaci MUSI pojawić się dokładny opis tego, w co jest ubrana?

- Rozmawiam ze swoim kotem. Świetnie nam się gada - odparłam i spostrzegłam, że Behemot gdzieś zniknął.
Mały zdrajca <3

Kleopatra posłała mi kolejne spojrzenie ze swojej całej gamy dezaprobujących min i usiadła na moim łóżku.



- Musisz się wziąć w garść - powiedziała. - A teraz mów, jak to było, że się rozstaliście. Ze wszystkimi szczegółami.
Po pierwsze, musisz wziąć się w garść i zapomnieć o swoim byłym. Po drugie, musisz mi opowiedzieć z najdrobniejszymi szczegółami jak ze sobą zerwaliście. Chcę poznać każdy detal i nie wyjdziesz stąd, dopóki mi wszystkiego nie opowiesz.

Co miałam do stracenia? Opowiedziałam, jak prawie ich nakryłam i jak po zjedzeniu jabłka dotarło do mnie, że on być może mnie zdradził, a on wcale temu nie zaprzeczył. Smutne...
Smuteczek...
Ale on tylko nie zaprzeczył, że tylko być może ją zdradził - jest jeszcze nadzieja!

- Czyli czekaj, to ty go zostawiłaś? - upewniła się. 
- No... 
- I bardzo dobrze - uśmiechnęła się zadowolona. 
- Słucham? - aż się podniosłam na łokciu.
- To kobieta powinna pierwsza zostawiać mężczyzn. A nie oni ją. - Nagle Kleopatra jakby przygasła.
To jej głupota w końcu ją obezwładniła. 

- Co się stało? - zapytałam.
Spojrzała na mnie ze smutkiem w oczach. Zobaczyłam w nich łzy. Jednak żadna kropla nie potoczyła się po jej policzku.
Aaaaach, proszę państwa, tak bardzo czekaliśmy na tę samotną łzę spływającą po policzku i nie będzie nam dane tego zobaczyć? Skandal!

 Królowa nie mogła sobie pozwolić na popsucie makijażu.
First things first. Obie postacie stoją w obliczu rozpadu związku i co? Wiki po zerwaniu z Piotrusiem pierwsze co robi, to przywraca sobie 'perfekcyjnie obramowanie oczu', a Kleopatra używa sobie tylko znanej mocy lewitujących łez, byle tylko się nie rozmazać.

- Azazel mnie zostawi. 
- Co takiego? - nie wierzyłam w to, co słyszę. Azazel nie mógłby jej zostawić. Przecież robił wszystko, by Kleopatra była tylko jego. Łącznie z pobiciem Cezara, wskutek czego doszło do dość sporej awantury na balu u Szatana. Że już nie wspomnę o tym, jak wepchnął Napoleona do wazy za to, że ten śmiał przystawiać się do jego kochanki. To niemożliwe, żeby diabeł tak szybko się nią znudził.
Boru, trzy strony temu mówiłaś jeszcze, że do siebie nie pasują i nie wiesz dlaczego są ze sobą. Weź zapisuj to co mówisz, żeby nie plątać się w zeznaniach. 

- Stworzysz im skrzydła, a oni odejdą do Nieba. Azazel mnie zostawi - wyjaśniła.
Usiadłam obok niej i objęłam ją ramieniem. Nagle z rozpaczającej stałam się pocieszycielką. Tak naprawdę tylko po to Kleopatra tu przyszła. Nie miałam co do tego najmniejszych wątpliwości. Nie była typem samarytanki, która wyciąga dłoń do smutnej przyjaciółki.
Ty najwidoczniej też nie jesteś. No, ale to w końcu Mary Sue, tylko ona może rozpaczać i jeżeli światło jupiterów przez chwilę przestaje być skierowane na nią, od razu wiadomo, kogo jest to wina. 

- On cię nie zostawi. Na pewno coś tam wykombinuje, kogoś przekupi i ściągnie cię do Arkadii. Przecież mu na tobie zależy.
Mówiłam tak, ale wiedziałam też, że Azazel kocha wyłącznie siebie.
Może tak naprawdę nie zależało mu na Kleopatrze? Bądź, jeszcze gorzej, zależało mu na niej tylko tak długo, jak mógł korzystać z ich wzajemnej bliskości, a teraz ją zostawi, bo na horyzoncie pojawiło się coś lepszego.
Coś lepszego, czyli niebiańskie obywatelstwo.
- Zostawi mnie - westchnęła do siebie Kleopatra, patrząc pustym wzrokiem w przestrzeń. - Jak Cezar. Też mnie zostawił.
Jeszcze raz, jak to było z tym, że to kobieta powinna zostawiać mężczyznę?

- Ale on cię chyba zostawił, bo umarł... - wtrąciłam. Zamyśliła się, marszcząc swój zgrabny nosek.
- A rzeczywiście. W sumie to ja go zostawiłam, bo związałam się potem z Markiem Antoniuszem - od razu poweselała, gdy uświadomiła sobie, że to ona tak naprawdę dominowała w tym związku.
Istnienie jej kręgosłupa moralnego jest równie fantastyczne jak jednorożce.
Nie mówiąc o prawdopodobieństwie psychologicznym jej emocji. 

 - Jego też rzuciłam. Męczył mnie. Ile można być z jednym mężczyzną? Po pierwszym tysiącleciu już się człowiekowi zaczyna nudzić...
 Ciekawe czy pomyślała o tym, że Azazel może rozumować w podobny sposób? To znaczy, nie wymagam dużo od tej postaci, ale jakaś spójność byłaby mile widziana. Na zasadzie, jeżeli mężczyzn traktuje przedmiotowo i nudzi się nimi jak starymi zabawkami, niech nie oczekuje od nich innego postępowania. 
Wiesz jak to jest - jak Kali ukraść krowa to dobrze, ale jak ukraść krowa Kalemu, to już źle. 

Hm... mój najdłuższy i jedyny związek trwał cztery miesiące. Nie miałam aż takiego doświadczenia. Niezgrabnie poklepałam ją po ramieniu.
- Zobaczysz. Wszystko będzie dobrze. Azazel ściągnie cię do Nieba.
- Nie zrobi tego. Nie mam szans, by przekroczyć złotą bramę Arkadii - zaoponowała, dumnie unosząc brodę.
Powiedzcie mi, jak to jest, że w pierwszej części wszyscy się śmiali z tego, jak to niebo jest frajerskie i nudne do porzygu, a tutaj nagle nie ma postaci, która nie zaczęła się ślinić na dźwięk słowa Arkadia? Chyba że chodzi o centrum handlowe w Warszawie, wtedy rozumiem, mają tak całkiem niezłego Sphinxa, ale coś czuję, że nawet Lucyfer niedługo zacznie się ewakuować w górę i wtedy osiągniemy już wyżyny głupoty.
A może ma na myśli park Arkadia w Nieborowie? Piknik pod akweduktem to super sprawa.

- Kleo, przecież wszystko da się załatwić. Sama mi to mówiłaś. To nieważne, ile ktoś popełnił za życia grzechów, ważne jest, kto licytował twoją duszę. 
Dwa tysiące lat chrześcijańskiej tradycji nauki o grzechu i życiu pozagrobowym eksplodowały z pięknym hukiem.

Może uda się jeszcze raz przeprowadzić targ o ciebie.
Z pewnością w niebie będą zachwyceni z pojawienia się w ich szeregach diablicy. 

- Ponowny targ o moje Ba? - zakpiła. 
Do "ba" w tym miejscu był przypis, w którym autorka wyjaśniała, co to jest: "Według wierzeń starożytnych Egipcjan pierwiastek duchowy. W połączeniu m.in. z Ka (odbiciem ludzkiego ciała, jego energią witalną) tworzył duszę." Po pierwsze, Kleopatra rozmawia z Wiki, dziewczyną, która małe pojęcie ma nawet o swojej religii - i nagle Kleo nie musi jej tłumaczyć, co to jest ba. Po drugie, "między innymi" sugeruje przynajmniej kilka tych pierwiastków, a pozostał tylko jeden, zwany ach - element boskiej mocy, który dołączał do ba i ka już po śmierci. Po trzecie... jak ja lubię takie podejście w stylu 'pozwólcie, czytelnicy, że was oświecę, bo ja WIEM".

- To nic nie da.
- Przecież mówimy o Azazelu - zaprotestowałam. - On mało co nie rozpętał wojny na Ziemi i nie strącił Lucyfera z tronu. Na pewno da radę wkręcić cię do Nieba.
Oczywiście, logika w tej książce jest tak znikoma, że kto wie, w następnej części wszyscy zostaną Elvisami.
Wszyscy jesteśmy Elvisami, już wkrótce na DVD i Blu-Ray.

- Ty nic nie rozumiesz - mruknęła. - Gdy targowano się o moją duszę, nie brano pod uwagę Nieba i Piekła. Chciano wysłać mnie do Tartaru... Na szczęście diabeł był zdolnym naciągaczem i zdołał mnie ocalić. 
Podobno ten proces jest tak jakby ostateczny i nie ma w nim wyboru między Tartarem a Niebem i Niebem Beta. 
Właśnie miałam zwrócić na to uwagę, bo Kleo, jakby nie patrzeć, zdarzyło się parę razy kogoś zamordować. Ktoś tu chyba w łapę daje, nu, nu!

Duży wpływ miała przy tym moja uroda owiana legendą jeszcze za mojego życia. Mam szczęście, że jestem najpiękniejsza i trafiłam do Niższej Arkadii.
No tak, kilka operacji plastycznych i możesz wymordować małą wioskę gdzieś w Somalii, a i tak nic ci nie grozi.
W takim razie grozi nam Tartar i to tylko dlatego, że jesteśmy analizatorkami niszczącymi to doskonałe dzieuo.

Patrzyłam na nią zdumiona. O czym ona mówiła? 
- Jaki Tartar? Co to jest? - zapytałam. - Na pewno o tym słyszałaś. Musiałaś słyszeć. Kleopatra przygryzła wargę. 
Na miłość Borską, jak mogłabyś zdać maturę nigdy nie słysząc o Tartarze?! Co ja mówię, do tego nie trzeba nawet sięgać do literatury, wystarczy przebrnąć przez drugą część Gniewu Tytanów, żeby ogarnąć temat. 
Wystarczy też obejrzeć Herkulesa Disneya. A z kolei w Potępionej (tak, przeczytałam to, uwierzcie na słowo - będzie jeszcze gorzej) wspomina, że przecież czytała mitologię Parandowskiego i z łatwością przypomina sobie jej treść. Mało tego, ona doskonale pamięta, jaką zbroję nosił Achilles w Iliadzie.

To nie był dla niej wygodny temat. 
- Obie wiemy, że zamordowałam wiele osób - westchnęła. - Ale to nic takiego. 
Takie tam, ludziki z przypadku.

I tak miałam szansę trafić do Nieba. Tylko że ja żadnej z tych śmierci nie żałuję. Nigdy nie żałowałam i nigdy nie pożałuję. Należało się łajdakom. Zwłaszcza mojemu bratu, za którego musiałam wyjść. Kiedy nie żałujesz, nawet odrobinę, nie możesz iść do Nieba.
Przerwała na chwilę. Potrzebowała tej rozmowy. Chciała się z kimś podzielić swoimi wątpliwościami.
Hola, hola. Jak to nie miała szans pójść do nieba? W poprzedniej części było mówione, że jeżeli ma wybór miedzy niebem a piekłem, to jak się zaprze, że chce iść do nieba, to nie ma bata, żeby nie mogła tego zrobić! To ja już nie wiem, czy to ja mam dziury w pamięci, czy AŁtorka w rozumowaniu?
Tym bardziej, że jak się okazuje, od zesłania do Tartaru da się wywinąć. Ałtorka nie ma dziur w rozumowaniu, tylko w konsekwencji, bo ładne postacie przecież muszą mieć taryfę ulgową.

- Zostawały mi więc dwie możliwości: Piekło lub Tartar. Do Tartaru trafiają najczarniejsze dusze. Mordercy, gwałciciele, szaleńcy. Nikt nie wie, jak tam jest. 
Bogu też nie ma pojęcia. Stworzył kiedyś przez przypadek dziurę w ziemi, a ta się jakoś tak rozrosła, ale co tam się dzieje, to już nie wnikał.

Nawet anioły i diabły nie mają tam wstępu, rozumiesz? Co to musi być za świat, skoro nie wolno im tam wchodzić?
Nie wiem, ale wydaje mi się, że bez aniołów i diabłów, które powinny trzymać tam porządek musi być tam niezła impreza. Zakład o to, że jak w końcu Wikta tam trafi (bo o mój Boru, przecież nie ma już wyjścia), to się okaże, że wszyscy równo zgonują po ostatniej imprezie? Bo w to, że obczai temat rodem z Supernaturalowego czyśćca jakoś nie chce mi się wierzyć.
Nie mają wstępu, bo to inna mitologia i krąg kulturowy. Odyn też nie lubi, jak mu się jakieś aniołki-pierdziołki kręcą po Asgardzie.

- Beleth zawsze mi mówił, że takie dusze przestają istnieć. Nie wymawiał przy mnie nazwy tego miejsca - wtrąciłam.
Machnęła pogardliwie ręką.
- Jak zwykle bzdury ci mówił. Nie mogą tak po prostu niszczyć dusz. Ich się nie da zniszczyć bez gorejącego miecza. Wszystkie trafiają na to wysypisko, jakim jest Tartar.
Mówiłam już coś na temat tego, jak AŁtorka lubi zmieniać fakty w środku powieści, żeby było jej wygodniej? Oto jeden z przykładów. No, ale wszystko, żeby tylko pchnąć fabułę do przodu. Dawno nie podziwialiśmy żadnych diabelskich dup.
No mówiłam, trafiają tam, bo im miecze  już dawno pordzewiały. Albo to kwestia braku jakiegoś nadnaturalnego kowala w chrześcijaństwie. Hefajstos i Ilmarinen stwierdzili, że nie będą kuć jakichś badziewnych gorejących-grających mieczy, których i tak nikt nie używa.

Tartar. Ciekawe, jak tam jest? Nikt tam nie ma wstępu... to co najmniej interesujące. Przed oczami stanęło mi wnętrze jaskini rodem z greckiej mitologii. To dopiero sceneria jak z horroru.
- Muszę się zastanowić, co zrobię - stwierdziła Kleopatra. - Powinnam dobrze to rozegrać.
- Co rozegrać? - zapytałam wyrwana z rozmyślań.
- Jak załatwić sprawę z Azazelem - wyjaśniła tonem, jakim mówi się do dziecka. I to do głupiego dziecka.
No cóż, coś w tym jest...

 - Nie mogę sobie pozwolić na ujmę na honorze.
- Trzymam kciuki - mruknęłam.
Nie miałam ochoty brać w tym udziału. Najgorsze, co może się przytrafić, to zostać wplątanym w czyjeś miłosne rozgrywki.
Oj, tam, co prawda w pierwszym tomie stwierdziłaś, cytuję, "chyba najgorsze, co istnieje, to powiedzieć komuś, że nie jest się zainteresowanym", ale i tak jakieś tam umierające botswańskie dzieci nie mają co się równać z prawdziwym dramatem.

- A w ogóle to muszę ci kogoś przedstawić - powiedziała królowa. - Pewnie ją polubisz. Tak jak ty nie ma królewskiego pochodzenia, ale obyło się bez tego, to...
Nagle głośno zaterkotał dzwonek do drzwi. Obie z Kleopatrą podskoczyłyśmy. Wsłuchałam się w dzwonek. Ktoś nacisnął go sześć razy.
- Kto to może być? - zdziwiłam się.
Na pewno nie Sheldon Cooper.
Kto i dlaczego wmówił diabłom, że wciskanie dzwonka sześć razy jest fajne, a nie kretyńskie?

Nie spodziewałam się żadnych gości, a Beleth pewnie dostałby się do mojego domu tak jak Kleopatra - czyli prosto do sypialni.
Narzuciłam na ramiona szlafrok i zbiegłam po schodach. Tuż za mną dreptała w złotych sandałkach wysadzanych szlachetnymi kamieniami zaciekawiona królowa.
Bo te wysadzane sandałki są kluczowe dla przyszłych wydarzeń. 

Otworzyłam drzwi i zamarłam. Przede mną stał mój dawny znajomy Belfegor. Jedyny diabeł będący... transwestytą. Podobno dawno temu, kiedy jeszcze Piekło nie zatrudniało diablic, przebierał się za kobietę, żeby skuteczniej kusić mężczyzn.
No i tak biedaczkowi zostało...
Cała społeczność transwestytów powinna spalić teraz autorkę na stosie. To coś jakby powiedziała, że udawał geja i jakoś tak mu zostało. Wrzućcie to na Tumblra, tam przeprowadzą zgrabny lincz na AŁtorce.

Za to teraz miał świetną pracę, którą uwielbiał. Był sekretarką Szatana. 
Sekretarzem, urwa, jakkolwiek długich kiecek by nie nosił, to wciąż diabeł płci męskiej.

Doskonale spełniał się w tej roli. Poza tym robił wspaniałą herbatę!
Albowiem bycie transwestytą automatycznie zmienia charakter w smętną groteskę.

Bardzo go lubiłam. Trochę mnie ubodło, że wczoraj nie przyszedł się ze mną przywitać. 
Co za buc. Widzicie, wystarczy, że przez chwilę wszyscy nie myślą o niej i już jest problem, skarbie, wszechświat nie kręci się wokół ciebie. 

Może nie mógł wyjść z pracy? Albo po prostu nie chciał spotkać Azazela? 
Może monopolowy był zamknięty? Wiesz, na trzeźwo to ja bym nie przychodziła. Musiał się najwidoczniej trochę znieczulić. 

Wydaje mi się, że niestety Belfegor był nim zauroczony. 
Ałtorka chyba też nie wie, że transwestytyzm i homoseksualizm to dwie różne rzeczy i jedna nie musi wynikać z drugiej. A do tego w Potępionej Belfegor jawnie podwala się do Beletha i rzuca w niego sucharami rodem z blogasków yaoi.

Azazel nie podzielał tych ciepłych uczuć, ale z radością skorzystał z jego pomocy, gdy musieliśmy uciekać z Piekła.
- Witaj, Wiktorio - Belfegor uśmiechnął się do mnie smutno.
Po czym zapłakał wesoło.

Sukienka z falbanami, którą miał na sobie, pasowała do niego. Jednak ten ponury uśmiech już nie. Coś było nie tak.
Nagle dostrzegłam za jego plecami trzy postacie. Trzy demony. Te potworki także były sługami Szatana. Zatrudniał je w Urzędzie czuwającym nad porządkiem w Piekle, a także w swojej rezydencji.
Były dość pokraczne. Miały długie rogi wyrastające z czoła, czerwoną skórę i tęczówki oraz poważną wadę zgryzu... Potrafiły obślinić każdy dokument. To dlatego tak nie lubiłam odwiedzać piekielnego Urzędu. Pewnie także z tego powodu Lucyfer zatrudnił jako swoją sekretarkę porządnego i poukładanego Belfegora, który nie zanieczyszczał swojego miejsca pracy.
- Wiktorio - diabeł podał mi zwinięty pergamin. - Szatan chce cię widzieć. Demony odprowadzą cię natychmiast do jego gabinetu.
A nie mówiłam, że Lucek ucieszy się, jak się dowie, że wróciłam...?
Podsumowując, to sam król piekieł wysłał swoją sekretarkę, żeby sprowadziła mu Wiktorię do gabinetu. Piekło przeżywa właśnie kryzys, trzeba oszczędzać na czym się da. 

Rozdział 8
Belfegor razem w demonami prowadził mnie labiryntem białych korytarzy przez podziemia rezydencji Szatana. Mijaliśmy dziesiątki białych, bezosobowych drzwi oznaczonych szóstkami i czwórkami - dwiema ulubionymi cyframi wszystkich mieszkańców Niższej Arkadii.
Ich zamiłowanie do szóstek graniczyło wręcz z obsesją. Bardzo wyraźnie było to widać zwłaszcza przy pokojach, których numer zajmował dwa rzędy cyfr.
To musiał być niesamowicie wygodny i wydajny system. Ja rozumiem, że teoretycznie zadaniem piekła jest uprzykrzanie życia (lub życia po życiu) jego mieszkańców, ale wydaje mi się, że władza raczej powinna się tam nieźle bawić. 

W końcu doszliśmy do drzwi 6666. Było to wejście do sekretariatu Szatana.
Otwieramy drzwi, a tu nie ma Lucka, za to na krześle kokosi się Pani Halinka. GABINET, nie sekretariat. Praca w sekretariacie to stanowisko średniego szczebla i, ładnie mówiąc, polega na organizowaniu kontaktów z klientami, a nie na zarządzaniu daną instytucją, choć na uczelni może wydawać się to prawdą.

- Możecie odejść. Dam sobie radę z zatrzymaną - Belfegor spławił demony.
Te wzruszyły ramionami i szybko zniknęły w niekończących się korytarzach. Nie miały nic przeciwko wcześniejszej przerwie.
- Zatrzymaną? - zapytałam. - Nie wiedziałam, że zostałam zatrzymana.
- Teoretycznie nie zostałaś... Dostałaś tylko zaproszenie od Lucyfera na herbatę - diabeł otworzył przede mną drzwi. - Jednak gdybyś nie zgodziła się go odwiedzić... to kazał nam cię zatrzymać i zaciągnąć siłą.
Miło. 
Bardzo, gdyby Lucyfer nie był taką pierdołą w tej książce prawdopodobnie miłą wersją zatrzymania byłoby ciągnięcie cię do jego gabinetu przez konie po żwirowej drodze, także nie narzekaj i pij tę cholerną herbatkę jak Lucy ci mówi!

- Szykuje się urocza pogawędka - mruknęłam. 
- Nie martw się, na pewno wszystko będzie dobrze. Gdyby coś się działo, gdyby Szatan... - zawiesił głos i spojrzał z napięciem na drzwi windy prowadzącej do jego gabinetu. - Zawołaj mnie. Pomogę ci.
W razie czego Belfegor z pewnością powali samego Szatana na ziemię i zwiąże mu ręce pończochą. 
Albo oślepi go, chlustając herbatą z filiżanki.

Nie rozumiałam, co Belfegor robił w Piekle. Nie przypominał buńczucznego diabła, który stanąłby za Lucyferem podczas rewolucji. Nie był typem wojownika. Miał, co było dość nietypowe w tych zaświatach, dobre serce.
Tak, bo jak pamiętamy, według akurat tego tomu książki, do piekła trafiają tylko niegodziwcy o sercach czarnych jak smoła. I Wiktoria...

- Jak trafiłeś do Niższej Arkadii? - zapytałam. - Nie pasujesz tu. 
- Nie pasuję? 
- Jesteś zbyt miły - wyjaśniłam. Uśmiechnął się smutno. 
- Czasami, Wiktorio, nawet anioły popełniają błędy.
Kiwnęłam głową w odpowiedzi.
- Poza tym z miłości robi się niekiedy dziwne rzeczy - westchnął. 
Powiedział diabeł, który pod postacią fallusa był czczony przez Moabitów jako bożek rozpusty i według niektórych badaczy może być utożsamiany z Priapem. Ałtorko, bycie transwestytą lub gejem naprawdę nie implikuje bycia wzdychającą męską pipką układającą ikebanę w wolnych chwilach.

- Idź już. Lepiej, żeby na ciebie nie czekał.
No tak, kto wie, może wtedy zamiast cukru da ci jedynie słodzik!

<ciach>
Wiktoria wsiada do windy, opowiada nam jak jej to nie lubi, wychodzi z windy i widzi, że jest sama. Uzmysłowiwszy sobie, że jest zamknięta w pomieszczeniu zaczyna nudny opis rzeczy, które Szatan ma w swoim gabineto-muzeum.

Szerokim łukiem ominęłam olbrzymi zakrwawiony krzyż. Nawet nie chciałam przeczytać tabliczki, na której ktoś skrupulatnie opisał jego pochodzenie.
Bo nikt w życiu by się nie domyślił, że to rekwizyt z filmu Mela Gibsona.

Właśnie podziwiałam czarno-białą fotografię, na której ubrany w dość niemodne już ciuchy Lucyfer stał w Watykanie na placu św. Piotra tuż pod bazyliką. Na twarzy miał szeroki uśmiech, włosy rozwiewał mu wiatr. Na zdjęciu ściskał sobie rękę z...
Nie. Aż potrząsnęłam głową. To niemożliwe. Przecież żaden... No przecież by nie mógł.
Szatanowi? Uścisnąć rękę Szatanowi?
Obawiam się, w ciągu swojego pontyfikatu papież ściska ręce dosyć znacznej ilości osób, i nie sądzę aby pytał się kogokolwiek czy przypadkiem nie jest aby upadłym aniołem.
Taki z niego szatan jak z kangura księżyc, więc za nic by się nie zorientował.

No, ale w Kościele katolickim chyba tylko jednej osobie wolno ubierać się wyłącznie na biało...
W tropikalnych regionach jest dozwolone noszenie białej sutanny, ale wiem, czeeeepiam się, czeeepiam.
O mój Boru, czy to oznacza, że ostatnio minęłam dwóch papieży uprawiających Nordic Walking? Na dodatek będących kobietami? Ile za coś takiego dostanę lat szczęścia?

Zanim zdążyłam przeczytać podpis pod zdjęciem i dowiedzieć się, z kim w tak zażyłych stosunkach był Lucyfer, drewniane drzwi, do tej pory szczelnie zamknięte, otworzyły się z impetem.
Aż podskoczyłam przestraszona.
- Aha! - zawołał Lucyfer. - Myszkujemy sobie, tak? Podniosłam obie ręce do góry.
- Przysięgam, że nie dotykałam komputera - powiedziałam. - Zresztą i tak już wiem, jaką masz tam tapetę...
Kij tam tapetę, chcę wiedzieć co Szatan ma w swojej bibliotece iTunes. Może to:


Albo może jednak to:

Jasnowłosy Szatan poczerwieniał. Na pulpicie swojego komputera miał dość tandetny fotomontaż, na którym dokleił do zdjęcia Angeliny Jolie swoją rozanieloną (hue hue hue, takie suche, że mi się pranie wysuszyło) twarz. Nie żebym robiła mu wyrzuty. Każdy ma prawo do swoich... fascynacji. 
Ty to prawo wykorzystujesz już w nadmiarze, i nie chodzi mi tu o zdrobnienie 'Piotruś'.

Poza tym Angie jest naprawdę piękną kobietą. Ma prawo podobać się także Lucyferowi.
Wiktoria ma dziś dobry dzień: nie robi Luckowi wyrzutów za wygląd jego pulpitu i pozwala Angelinie, by mogła mu się podobać.
No wiesz, w końcu to ona może zamienić go w mrówkę i zgnieść. Albo i nie może, bo gdyby mogła, wtedy AŁtorka od czasu do czasu zgadzałaby się sama ze sobą, co nie leży w jej zwyczaju.

- Usiądź. Proszę - powiedział oschle i zajął miejsce po drugiej stronie biurka.
Jego policzki znowu były blade. Posłał mi zmęczone spojrzenie. Był wyczerpany i znużony.
Szatan. Zmęczony. Martwy. Król piekieł.
Znajdźcie, słowo, które tu nie pasuje.

 Praca Szatana, z której nie miał zamiaru zrezygnować, najwyraźniej wymagała od niego wiele wysiłku. Po co więc tak rozpaczliwie trzymał się stołka? Azazel z rozkoszą zamieniłby się z nim miejscami.
Może właśnie dlatego tak się tego stołka trzyma, by nie dobrał się do niego Azazel?

Oczywiście Lucyfer nie był cały czas zmęczony. Bywał też wściekły. Przeważnie na Azazela lub niestety na mnie.
Poza tym najwyraźniej nie robił nic, bo ta postać pojawia się albo w swoim gabinecie, albo na imprezach, więc jak widzimy, to, że Lucyfer jest taki zmęczony jest w stu procentach wytłumaczone. 

- A więc znów jesteś w Piekle - westchnął, splatając dłonie.
No wiecie, nie bez powodu mówią na niego Król Piekieł. 

- Trudno to ukryć - mruknęłam. Od razu pożałowałam swoich słów. Jego spojrzenie momentalnie stężało. Zauważyłam, że obok biurka, w solidnej glinianej donicy stało małe
drzewko. Ślicznie przycięta jabłonka. 
- Och, masz nowe drzewko? - zapytałam, żeby zmienić temat. Jednak Lucyfer nie poweselał, tak jak podejrzewałam. 
A co, spodziewałaś się, że zacznie piszczeć ze szczęścia i odtąd będziecie BFF na wieczność? To trochę za mało jak na zwykłą uwagę o nowym krzaku w biurze. 

- Nie - odparł. - Może cię to zdziwi, ale nie ma zbyt dużo Drzew Poznania Dobra i Zła. Znalazłem w Niższej Arkadii osobę z Iskrą Bożą, która naprawiła zniszczenia po tobie.
Przypadkiem zamieniłam mu poprzednio to drzewko w krzak pomidorów. Tylko skąd, na litość boską, miałam wiedzieć, że to biblijne drzewo i na dodatek jedyny egzemplarz? Nie było przy nim tabliczki...
Podobną tabliczkę przy zakrwawionym krzyżu zignorowała i nawet nie pomyślała, że może właśnie ma przed sobą krzyż syna Szefa.
Bo pomysł, żeby nie dotykać żadnych artefaktów z biura samego władcy piekielnego, wydawał się jej zbytnio naciągany. 

- Przepraszam - mruknęłam, wbijając wzrok w blat biurka.
Spojrzenie Szatana odrobinę złagodniało. Jednak tylko odrobinę. Nadal nie był zadowolony, że byłam w Piekle i musiał ze mną rozmawiać.
Konkurs! Co powinien zrobić władca piekieł, gdy pałęta mu się pod nogami śmiertelnik?
a) spopielić go, by pasował do otoczenia
b) odesłać na Ziemię i przy okazji spopielić
c) okazać niezadowolenie, że jest zmuszony do rozmawiania z nim?
Wybieram odpowiedź d) przestać się pitolić z pyskatą śmiertelniczką i ją spopielić bez zadawania pytań.

Bez słowa wyjął z szuflady biurka jakiś formularz. Zanurzył długie białe pióro w ozdobnym kałamarzu z czerwoną cieczą.
Miałam nadzieję, że był to atrament.
- Pozwolisz, że będę zapisywał naszą rozmowę? - zapytał. - Protokół tego wymaga. Jesteś śmiertelnikiem w Piekle. To ewenement. Muszę wszystko zapisać.
I robi to osobiście. Szef. W dodatku pisze ręcznie. Mając obok komputer. I nie robi tego Belfegor, który siedzi za ścianą, ani, co byłoby bardziej sensowne, stenograf. Oj, Lucek, chyba tniesz koszta za bardzo.
To nawet Rita Skeeter miała magiczne samopiszące pióro. 

- Eee... no nie ma sprawy - mruknęłam zbita z tropu.
Nie miałam się czemu dziwić. Niższa Arkadia była strasznie restrykcyjna, jeśli chodzi o archiwizację, dokumentację i formularze wszelkiego typu. 
Lucyfer z pewnością pluje sobie teraz w brodę za ten debilny pomysł.

Momentami miałam wrażenie, że zanim skorzystam z toalety, powinnam wypełnić jakiś wielce potrzebny urzędowy druczek w sześciu kopiach, bo potem jakaś kontrola się do mnie przyczepi.
Ehehehehe, taki suchar, że się prawie najadłam. 
Bohaterka w całej swojej piekielnej karierze nie wypełniała żadnego walonego druczka, więc niech już przestanie być królową dramatu. 

- Dobrze, w takim razie zaczynajmy. Skąd się tu wzięłaś? - zapytał. - Jakim cudem trafiłaś do Podziemia?
Pytam, bo do tej roboty zgarnięto mnie z ulicy i tak na prawdę nie mam pojęcia co robię. 

Nie było co kłamać. Wyczułby łgarstwo. Poza tym nawet nie wiedziałam, co mogłabym zmyślić.
- Zjadłam jabłko.
Zerknął na swoje drzewko, zupełnie jakby przeliczał owoce. Następnie zanotował moją odpowiedź.
- A skąd wzięłaś to jabłko? - Jeszcze jedno zerknięcie na roślinę w celu upewnienia się.
- Dostałem od obcego na ulicy. - powiedziałam zgodnie z prawdą. 
"Dostałem"? Nie wiem, czy to błąd w druku, czy po prostu w ebooku...

- Od obcego... - zawiesił głos, zupełnie jakby czekał, aż coś dodam. Jeszcze czego! Póki sam, nie zapyta, nie zamierzałam zasypywać go nieistotnymi szczegółami. Na przykład takimi, że to Beleth sprowadził mnie do Piekła.
To brzmi tak, jakby sam Lucyfer wytykał jej jak głupim pomysłem było zjedzenie jabłka od kogoś obcego. 

Jednak o Azazelu mogłabym mu powiedzieć. Nie lubiłam tego dupka. To on mnie poprzednio zabił. 
Dlatego pomagam mu zostać archaniołem.


Może gdybym o nim wspomniała, to nie zostałby wypuszczony z Piekła? Kleopatra by się ucieszyła. 
Tak, byłaby zachwycona, że jej facet trafi do piekielnego więzienia na czas nieokreślony.

Chociaż jak wspomnę o podstępnym diable to Beleth też wpadnie. Z drugiej strony on także brał udział w zamordowaniu mnie...
Dlatego migdalę się z nim w wolnych chwilach. I też z tego powodu pomagam Azazelowi zostać archaniołem.

- Tak - potwierdziłam. - Od obcego.
Twarz Lucyfera rozjaśniła się w szerokim uśmiechu. Chyba właśnie takiej odpowiedzi oczekiwał.
W jego umyśle rozbrzmiewał donośny głos mówiący: DUMB BITCH.

 Zaraz jednak mój rozmówca ponownie przybrał znużoną minę, tak jakby tamte emocje były pomyłką. Dzisiaj wszyscy dziwnie się zachowywali...
- Doskonale - zapisał szybko moje słowa. Teraz tylko w kącikach jego ust czaił się jeszcze tajemniczy uśmiech. 
Uśmiech na razie rozpoznawał sytuację i tylko zerkał z tych kącików, ale kiedyś będzie musiał wyjść.

Wielce niepokojący uśmiech. Blond loki układały się w delikatne fale na jego ramionach. 
Też były te blond loki niepokojące? Bo nie widzę związku między tymi zdaniami.
Nie, to jego niepokojący uśmiech miał blond loki. To taki aryjski uśmiech był. W końcu jesteśmy w piekle, coś tu musi pasować. 

Miał na sobie białą koszulę z szerokim żabotem. Guziki z masy perłowej iskrzyły się w przygaszonym świetle lamp.
Bo to jest idealny moment, żeby w końcu opisać co Lucyfer ma na sobie. To tak jakby zespół natręctw AŁtorki w końcu odpalił i musiała o tym wspomnieć.

- Co ja mam z tobą zrobić? - westchnął, przewiercając mnie spojrzeniem.
Spopielić? Nasłać na nią ogary piekielne? Rozciągnąć na hakach i zacząć obdzierać ze skóry? Możliwości są nieograniczone.
Ale mówisz o prawdziwym Piekle, a nie o tej imitacji plaży na Ibizie.

- Nie rozumiem - poruszyłam się niespokojnie na krześle. 
- Żyjesz i jesteś w Piekle. To pewna nieprawidłowość - stwierdził. - Nie da się jednak cofnąć przydzielenia ci mocy. 
Ostatnio co prawda cofnęliśmy czas, by to zrobić i wrócić ci tym samym życie, ale rozumiesz, mam związane ręce.

Ale ponieważ nie umarłaś, to nie mam nad tobą władzy by zakazać ci używania sił piekielnych. Pat.
Lucyfer nie ma władzy nad kimś kto znajduje się w piekle, to ciekawy zwrot akcji. Ale w sumie demony też nie umarły, bo tak jakby nigdy nie były żywe, czy to znaczy, że Lucy również nam mini nie może sprawować kontroli?
Kontrolę to chyba sprawuje tylko nad swoim ogródkiem zen.

Odrobinę uspokojona wyprostowałam się. Czyli Szatan nie mógł mi nic zrobić? To mi się podobało!
Nie, skarbie. Szatan nie może zabronić ci używać mocy, opcja obdzierania ze skóry wydaje się nadal aktywna. 

 Od razu poczułam się bezpieczniej.
- W takim wypadku proszę cię, byś nie narobiła tym razem kłopotów. - powiedział.
Szatan prosi. Koniec świata, apokalipsa, czterej jeźdźcy i wszystko zaczęło się, kiedy Szatan o coś POPROSIŁ!

Tajemniczy uśmiech nadal błąkał się na jego ustach. 
W końcu wyszedł i swawolił teraz na wargach Lucka.
Nadal nie mogąc znaleźć drogi do łazienki. No a tak cisnęło...

Momentalnie przestałam mu ufać. On czegoś ode mnie chciał.
Podał mi formularz, który wcześniej skopiował sześć razy. 
Czy kopiować też musiał ręcznie, czy w końcu przypomniał sobie, że jest w biurze i ma tu sprzęt, dzięki któremu nie musi się pitolić z takimi rzeczami?

- Złóż swój podpis - powiedział. Wzięłam białe pióro. Na jego końcu błysnęła czerwona kropla. Czułam się, jakbym podpisywała krwią pakt z diabłem. Przebiegłam tekst wzrokiem. „Orzeczenie o pobycie czasowym w Niższej Arkadii” - głosił tytuł. Niżej było napisane i nie stwierdzono, od kogo otrzymałam moc, i że obiecuję nie sprawiać kłopotów. 
Lucek? Twój podwładny wziął sobie jabłko z twojego gabinetu i wciska je ludziom na ulicy, w dodatku komuś, kto ostatnio miał udział w sporym bajzlu. Nawet jak masz w tym swój cel, nie sądzisz, że tak trochę podważa to twój autorytet?
No, ale poprosił ją, żeby była grzeczna, więc wszystko jest ok. 

Na dokumencie, w rubryczce „protokół wykonał”, podpisał się już Szatan. Zamaszysty podpis Lucyfera zajął prawie pół kartki.
- Pobyt czasowy? - zapytałam.
- Jesteś śmiertelna. Maksymalny czas jaki spędzisz w Piekle, to siedemdziesiąt, może osiemdziesiąt lat. Po tym okresie umrzesz i trafisz do któregoś z zaświatów na pobyt stały.
- Ale osiemdziesiąt lat to dużo - zauważyłam.
Ucieszyło mnie, że Szatan wróżył mi aż setkę. Oznaczało to, że pomimo mojego dość specyficznego trybu życia i obcowania z diabłami miałam szansę dożyć emerytury i opieki nad wnukami.
Szczerze mówiąc, o niczym więcej teraz nie marzyłam.
Już marzysz o emeryturze? Ale musisz mieć zapierdol w tej pracy... której nie masz.
Tak, bo kto z utęsknieniem nie czeka na reumatyzm, żylaki i stadko bachorów, które wpycha ci rodzina do opieki. 

- Biorąc pod uwagę, ile milionów lat każdy z nas ma na karku, twoje osiem dziesiątek nie robi na nas najmniejszego wrażenia... - powiedział.
- W sumie racja – podpisałam się w wolnej rubryce, na wszystkich sześciu kartkach.
- Poza tym niech pomyślę - Lucek podrapał się po brodzie. - Jak to jest ze statystykami w Polsce? Ach, już wiem! Średnia przeżycia w zdrowiu wynosi dla kobiet 66,6 lat.
- Słucham?
- Średnio 66,6 lat powinnaś przeżyć bez poważniejszych schorzeń. 
A to dziwne, Newsweek z marca tego roku podaje, że przy średniej długości życia 81 lat u kobiet to 77% przeżywają w zdrowiu, czyli jakieś 62 lata.
Ale 62 nie wygląda tak dobrze jak 66.6, tak więc twój argument jest inwalidą, droga Żabencjo.

Za to średni wiek trwa u was około 79,1 lat. 
Średni wiek dla kobiet czy dla ogółu?
Jak ostatnio sprawdzałam to wiek średnio trwał u nas jakieś sto lat, ale co ja tam wiem po tej archeologii.

Sądzę, że spokojnie wyrobisz się w pobycie czasowym - wyjaśnił władca Piekieł.
Gdy tylko podpisałam wszystkie egzemplarze, Szatan wyrwał mi je z rąk. Zupełnie jakby się obawiał, że je zniszczę, a potem postanowię zmienić zeznania.
Starannie włożył dokumenty do dużej koperty i schował do szuflady biurka. Rozluźnił się dopiero, gdy to zrobił.
- To co teraz? - zapytałam. 
- Życzę ci udanego pobytu - posłał mi firmowy uśmiech.
Firmowy uśmiech piekła? To raczej nie wyglądało jak reklama Colgate.
Raczej jak reklama Pedigree z tymi uśmiechniętymi psami, tylko w tym wydaniu byłyby ogary piekielne.

 - Hm, dzięki - odparłam. - Ale pewnie nie zabawię długo. 
 - Rozumiem - pokiwał głową. - Pamiętaj jednak, że Piekło zawsze stoi przed tobą otworem i na ciebie czeka. 
 Konie, rozżarzone pręty, narzędzia do zdejmowania skóry oraz inne atrakcje czekają na ciebie w piekle, zapraszamy!

 Pomimo że usiłował być tylko uprzejmy, po plecach przebiegł mi dreszcz.
Miliard razy wolałam Ziemię i normalne życie. Naprawdę.
Tak, przypomnę ten fragment następny razem jak będziesz się zachwycała swoimi mocami i tym jak to jest super w zaświatach.

 Wyglądało na to, że audiencja już się skończyła. Wstałam z krzesła.
- To do widzenia - powiedziałam. 
- Żegnaj - odparł zadowolony z siebie Szatan. 
- Żegnaj? - zdziwiłam się. 
- A jesteś pewna, że wrócisz kiedyś do Piekła? 
Jego śmiech odprowadził mnie do drzwi. On wiedział, że pójdę teraz do Arkadii! On wiedział! Musiał wiedzieć! Chociaż z drugiej strony jakim cudem miał nie wiedzieć?
Znając życie właśnie otwierał szampana, ciesząc się, że nie będzie musiał się z nią użerać. Pewnie wcisnął Gabrielowi księżyc, żeby tylko ją stamtąd zabrał.

<ciach>
Wiktoria podziwia zachód słońca i podziwia miejsce wiecznej sjesty, które z niewiadomych przyczyn mieni się Piekłem. Zastanawiając się, jakich celebrytów mogłaby spotkać w Niebie, nagle orientuje się, że w tych zaświatach przebywają też - DUM DUM DUM - jej rodzice.

Czyżby bohaterka zaczęła myśleć o kimś innym niż ona sama i pośladki Beletha? Tego dowiecie się za tydzień! 
(To znaczy, znając Wiki sami wiecie, że przeżyjecie rozczarowanie, ale reklama dźwignią handlu.) 

7 komentarzy:

  1. Lucyfer.W żabocie.Odwala sekretarską robotę..
    Spopielić!! Jestem za spopieleniem!
    Ogródek zen był świetny.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  2. analiza borska. A gdy skończycie Anielicę polecam przyjrzeć się bliżej książce "Jutro" Johna Marsdena. Very analizable.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lustra w pokoju służące orgiom... Ależ się marnuje mój salon, dawniej zajmowany przez siostrę ćwiczącą układy taneczne i z takim zamysłem przez nią urządzony :P

    "Kto i dlaczego wmówił diabłom, że wciskanie dzwonka sześć razy jest fajne, a nie kretyńskie?"

    Jak ja nienawidzę, kiedy ktoś się tak do mnie dobija! Od razu przychodzi mi do głowy, że ktoś ucieka przed mordercą albo potrzebuje natychmiastowego wezwania karetki, a tu sąsiadka potrzebuje trochę cukru...

    Melomanka

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm... Coś tak chyba czuję, że aŁtorka uważa że ,,Jestem facetem który lubi nosić kiecki, więc to oczywiste że jestem miły, mam dobre serduszko i świetnie gotuję... O, i jeszcze lubię obciągać." Transseksualista, transwestyta, homoseksualista... Jeden kij, to to samo, no nie? Jeśli ja wiem, ze to się totalnie nie zgadza, a mam 15 lat i jestę gimbusę, to coś tu jest chyba nie tak. //Rosja

    OdpowiedzUsuń
  5. Alez kanonowi brakuje logiki rownie bardzo, jak Altoreczce: w koncu Skurwiel Numer Jeden z dzisiejszego punktu widzenia siedzi na samej gorze (ze niby nie wolno oceniac na podstawie dzisiejszej etyki Starego Testamentu? A Kleo w piekle nikt sie nie czepia?)

    OdpowiedzUsuń
  6. Chyba cos mi sie nie wyswietla bo nie wiem co Szatan ma w bibliotece iTunes :<
    Postac Belfegora mnie zalamala. Ucieszylam sie jak glupia, a tutaj... Szkoda gadac.
    A jak slysze Gabriel to automatycznie widze Gabrysia z SPN :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Chyba cos mi sie nie wyswietla bo nie wiem co Szatan ma w bibliotece iTunes :<
    Postac Belfegora mnie zalamala. Ucieszylam sie jak glupia, a tutaj... Szkoda gadac.
    A jak slysze Gabriel to automatycznie widze Gabrysia z SPN :D

    OdpowiedzUsuń