czwartek, 16 maja 2013

Ballada o umięśnionym brzuchu Deana, czyli jak nie należy spędzać Walentynek

Hej!
Przyznajcie, na pewno nie spodziewaliście się analizy opka Supernatural. Na pewno. A jeśli macie w pamięci to, co działo się w poprzedniej analizie - czyli Maryśki Sue, Sama piwożłopa i anioła zaradnego jak kozia dupa -  zaprawdę powiadamy Wam, to był pryszczyk. Jeżeli nie śledzicie serialu, musicie wiedzieć, że wstawianie Mary Sue jako uber-siostry bliźniaczki któregoś z braci Winchesterów wcale nie jest najczęstszą praktyką "literacką" AUtoreczek. Nie, te wolą robić slashe. Tak, między braćmi. Tak, między Deanem i aniołem, który podobno jest równie wysoki jak budynek Chryslera i lubi rzucać od czasu do czasu mołotowem.
I nie, nie obchodzi ich kanon. Tak samo jak nie obchodzi ich Sam, o którym słuchy chodzą, że jest dosyć znaczącą postacią w serialu - ale z niewyjaśnionych powodów albo zostaje wysyłany na piwo, albo jest narowistym bucem, po czym ulega dezintegracji. Innymi słowy, zaczyna być Ronem Weasleyem. 
Analiza zawiera lokowanie produktu, amerykańską szkołę średnią, potężną dawkę egzaltacji i pośladki Deana, indżojcie!

Adres blogaska:

Analizę przeprowadziły:
Żabencja
Toldie


Młody chłopak wstał dziś wyjątkowo wcześnie. 
Chciałabym zobaczyć, jak wygląda stary chłopak.

To był dzień, w którym musiał wyglądać perfekcyjnie. Nie mógł zapomnieć o żadnym szczególe. Wyłączył skrzeczący budzik, zrywając się na równe nogi. Szybko wbiegł do łazienki, prawie nie potykając się o leżący na ziemi klamot.
Czy to znaczy, że się jednak o niego potknął?  Czyżby był to dzień, kiedy nasz tajemniczy perfekcyjny bohater w końcu nie potknie się o coś?

 Jeszcze tego brakowało, by narobił sobie guza!
 A tego przecież byśmy nie przeżyli. BTW, przypominam, że to opko Supernatural, co znaczy, że bohater jest najprawdopodobniej jednym z naszych trzech BAMFów. 
Guza się zwykle nabija, a nie robi. Robienie guza to jak hodowanie na sobie komórek rakowych.

Zrzucił wypłowiały dres i wskoczył do ciasnej kabiny.
Jak to, szczyt zajebistości i wypłowiały dres? Impossibru!

 Odkręcił dopływ ciepłej wody,
 <ekhem, włączył ciepłą wodę>
    
 rozsmarowując brzoskwiniowy żel pod prysznic, po całym ciele.  Rozkoszował się w przyjemnym zapachu, czując przypływ pozytywnej energii. 
Było dokładnie tak, jak obiecywał producent na etykiecie -  otuliła go delikatna mgiełka zapachu brzoskwiniowego sadu, a wokół zaczęły fruwać kolibry.Nawet niepotrzebny przecinek obmył jego ciało, mmm.

Przez moment zatracił się, zapominając o szybko ulatującym czasie.
Nadal jestem pod wrażeniem ludzi, którzy biorą prysznic jak w reklamie Palmolive. Ja rano po prostu włączam funkcję szoku termicznego, żeby się dobudzić i próbuję nie pomylić szamponu z pastą do zębów.

- Skup się!
Dokładnie, stary, zmywanie pasty do zębów z włosów nigdy nie jest zabawne. A szampon wcale nie ma cytrynowego smaku.

Z szerokim uśmiechem na twarzy wyszedł z kabiny i owinąwszy się ręcznikiem, podszedł do lustra. Dłonią pogładził sterczące na wszystkie strony świata włosy, 
Hmm, sterczały więc w czterech punktach horyzontu i czterech pośrednich?
Jego fryzura wyglądała jak róża wiatrów?

chcąc choć odrobinę je przygładzić. Po piętnastominutowym zmaganiu – zwyczajnie odpuścił.
Pokażcie mi gościa, który przez piętnaście minut przygładza włosy a ja załatwię wam numer do terapeuty.

- Trudno. – wymamrotał pod nosem. – Najwyżej będę wyglądać, jak mokra fretka. – westchnął zrezygnowany.
Raczej jak jeż, skoro przypomina różę wiatrów.

Twarz pokryta trzydniowym zarostem wygięła się w jeszcze szerszym uśmiechu. 
Uśmiechnął się, a twarz odgięła się pod kątem 45 stopni.

– Jak przystojna, mokra fretka!
Always look on the bright side of life. Poza tym urok mokrej fretki jest rzeczą mocno dyskusyjna.
Dobrze, że nie mokry bóbr...

Sięgnął po piankę do golenia, nakładając co nieco, na porośnięte policzki. Ostrożnie przyłożył ostrze, nie chcąc poranić skóry, tak jak ostatnio. Przez tydzień wyglądał, jak szwajcarski ser!
To golił się, czy wysłali go na front?
Może pomylił ostrze z AK47, wiesz, niektórzy są naprawdę nieprzytomni rano. 

- Długo jeszcze? – Zza drzwi dobiegł go zniecierpliwiony głos przyjaciela. – Twoja mama mnie wpuściła. Mówi, że od pół godziny z kibelka nie wychodzisz! – zaśmiał się szyderczo.
Hue hue hue, dojrzały jak nie wiem co. Żarty o nie wychodzeniu z kibla są takie dżezi. 
Nie wiem, co w tym śmiesznego, przez biegunkę odwodnić się można.

 Castiel oczami wyobraźni widział ten sam, kretyński wyraz twarzy i ten sam jeszcze bardziej idiotyczny uśmiech, który pewnie pojawił się teraz na twarzy Balthazara.
 Ahu ahu ahu ahu, Balthazar to mniej więcej ostatnia osoba uznająca żarty o "kibelku" za śmieszne. To znaczy, dajcie spokój, gość nie dopuścił do zatonięcia Titanica, żeby nie musieć słuchać Celine Dion, trzeba docenić jego poczucie humoru. 

- Już idę! Nie marudź! – odpowiedział, zmywając resztki białej piany. Jeszcze pokropił ciało wodą kolońską i wyszedł z pomieszczenia.
Boru, woda kolońska, ile gość ma lat, 50?

– Co się tak gapisz? – spytał blondyna. Ten stał z szeroko otwartą buzią, nie wiedząc co powiedzieć.
- No, bo wiesz… - Złapał się za głowę, uciekając wzrokiem w stronę sufitu. – nagi jesteś.
- Co?! – pisnął. Mechanicznie zakrył odkryte krocze dłońmi, rozglądając się za zaginionym ręcznikiem. – Przecież...
- Tam jest. – Wskazał palcem.
Zguba wisiała przytrzaśnięta przez łazienkowe drzwi. 
Czy on ma skórę nosorożca, skoro nie poczuł, jak zsunął mu się ręcznik z bioder?
Nie pytaj się o sens, kiedy w grę wchodzi element komiczny.

Ciemnowłosy chłopak zaczerwienił się, próbując opanować szybkie bicie serca. Jak mógł się tak skompromitować?
- Nie patrz się! Zamknij oczy! Nic nie widziałeś!
- Hm… - Złapał się za brodę, przybierając postawę „a la myśliciel". 



AUtorko, jesteś pewna, że właśnie o to Ci chodziło?

– Nie wiedziałem, że jesteś tak dobrze obdarzony. – W jego głosie czuć było bolesny sarkazm.
Aha, to jest dokładnie to co facet mówi drugiemu facetowi żeby go ośmieszyć. Ha ha ha, jesteś goły, ale masz wielką kuśkę!

Cicho bądź! Odwróć się i mnie nie podglądaj! – Pogroził palcem. Policzki piekły go niemiłosiernie, przez co czuł się gorzej, niż powinien. – Rozumiesz?
- Dobrze, Kocurku.
- Grr…!
Brunet podszedł do wielkiej dębowej szafy, otwierając szufladę z bielizną. Błyskawicznie włożył pierwsze lepsze bokserki, jakie wpadły mu w ręce. 
Kardynalne Bokserki! Bo coś takiego jak Prozaiczne Slipy nie może dotknąć pośladków bohaterów.
No wiesz, bo jak jest tak dobrze obdarzony, to w slipach by go uwierało to i owo.

Byle pozbyć się dyskomfortu gołych pośladków. 
A dyskomfort gołego bądla był zupełnie nieistotny. Dyskomfort Gołych Pośladków, brzmi jak zespół niespokojnych nóg.
Albo całkiem chwytliwa nazwa dla kapeli rockowej.
W takim razie dobrze, że w szafie miał coś poza stringami. 

Przez dłuższą chwilę zastanawiał się, co na siebie włożyć. Tego dnia musiał wyglądać elegancko, ale nie sztywno. Seksownie, ale nie lubieżnie. 
Chryste, jaki facet kalkuluje sobie rano, ze chce wyglądać lubieżnie? I chyba nie chcę wiedzieć, jak taki lubieżny wygląd przedstawia się w praktyce.

Wyjął dwie koszule, dumając nad wyborem koloru.
Załóż obie, do tego wymięty prochowiec, zbyt duży garnitur i zrób sobie syf na głowie, po czym mów, jakbyś całą poprzednią noc spędził na koncercie punkowym, Dean totalnie na to poleci.

- Jesteś gorszy niż moja siostra. – burknął.
Kto? Sam to do siebie powiedział, czy ten cały cyrk odstawił przed Balthazarem? Cały garnizon aniołów prawdopodobnie ma materiał do naśmiewania się przez następne dwa tysiąclecia.

- Proszę, pomóż mi! – wrzasnął piskliwie, ignorując kpiącą uwagę nastolatka. – Ta, czy ta? – Pokazał dwie koszule, trochę różniące się odcieniem czerwieni.
Bo czerwone koszule to coś co z pewnością założyłby każdy amerykański nastolatek. 

- Obydwie wyglądają tak samo.
- Co? – obruszył się. – Ta jest wiśniowa, a ta malinowa!
Czy ktoś tu na widowni wątpi jeszcze, jaki charakter będzie miała relacja bohaterów?
Czy ktoś tu na widowni może mi powiedzieć, w jaki sposób malinowy jest odcieniem czerwieni?
Z tymi odcieniami to grubsza sprawa zawsze była, pamiętaj. 

- Jeśli tak uważasz. – Wzruszył ramionami, beznamiętnie spoglądając w stronę strapionego bruneta.
 – Cassie, jesteś słodki, jak malinka. Musisz… tylko stanąć w większym rozkroku.
- Bardzo śmieszne. – odchrząknął nerwowo. - Dzięki za pomoc.
- Przestań się mazgaić. – Nie mógł opanować śmiechu, który tańczył w jego gardle. 
Po czym zrobił dziwną minę, charknął dwa razy i wypluł całkiem dorodny śmiech.

Usiadł na kanapie, podkurczając nogi. Schował głowę między kolana, by jeszcze bardziej nie zirytować przyjaciela.
Zachowuje się jak studentka w czerwonym pokoju bólu *kaszel*. Oni tu odgrywają jakąś scenkę rodzajową z 50 Shits, zaraz zaczną się klamerki na sutki.

- Chcę dziś dobrze wyglądać. Tyle. – Włożył jaśniejszą, dopasowując czarny krawat. – To takie dziwne?
- Nie.
No nie wiem, Cassie, to się chyba zalicza pod jakiś paragraf.
Czarny krawat do czerwonej koszuli, chyba wybiera się na jakiś zlot młodych marksistowskich fanów Green Day.

- Więc, czemu wciąż się brechtasz?
Wiem, że to bardzo naiwne pytanie, ale czy AUtorka rozumie, że w gatunku FanFiction przynajmniej niektóre z cech bohaterów (a powiedziałabym nawet, że przeważająca ich część) powinna pozostać? Stawiam piwo temu, kto znajdzie przynajmniej jedną z cech kanonicznego Casa w tym opku.

- Przypomniałem sobie o twoim małym kurczaczku, między nogami…
...Gdak. Z braku pomysłu na konstruktywny komentarz.

- Zabiję cię!
Castiel wiedział, że ten dzień będzie ciężki. Wiedział, że pewnie okażę się jedną, wielka klapą – jak całe jego życie. 
Narrator jakoś nazbyt surowo się ocenia. Hej, ktoś tu tylko wystawił pindola na widok publiczny, to nie powód by uważać, ze twoje życie jest na dnie kibla.

Choć może święty Walenty, tym razem poda mu pomocną dłoń?
Stary, mam nadzieje, że święty Walenty nigdy nie będzie ci potrzebny, jako, że ma on chronić przed ciężkimi chorobami jak epilepsja. Ale śmiało, nie żałuj sobie deptać czegoś, co tak mocno odrzuca standardowy punkt patrzenia na religię.  Żeby nie być gołosłowną, macie tu uroczego Kupidyna:






Blondyn sapnął ciężko, przykrywając głowę poduszką. Jakiś cholernie uporczywy dźwięk zakłócał jego spokój! Zacisnął powieki, próbując wrócić do krainy Morfeusza, jednak on bezczelnie zamknął mu drzwi przed nosem.
- Dean! Wstawaj! – Usłyszał słodki głos matki - uporczywie pukała w drzwi, doprowadzając nastolatka na skraj załamania nerwowego.
Moja rodzicielka budząc spóźnionego brata do szkoły tez ma głos słodki jak najprzedniejsze miody. A nadwrażliwość słuchowa przykrą chorobą jest, skoro pukanie doprowadza go do kryzysu psychicznego.
Biedny Dean, taki delikatny! Jeszcze raz, jeżeli ktoś znajdzie tu jakikolwiek pierwiastek kanonicznego Deana, stawiam piwo

 – Na którą idziesz do szkoły?! Halo, synku!? Słyszysz mnie!?
- Za dużo pytań… - wymamrotał zrezygnowany. Zacisnął powieki, wduszając twarz w materac.
Czy to jest ten typ opka, w którym Deana przestawia się jako tępego mięśniaka? Jeżeli tak to ja się wypisuje z tego klubu. Właśnie obejrzałam finał ósmego sezonu i nie wolno mi się denerwować.

Kobieta wtargnęła do pokoju, niczym rozpędzona torpeda. Odsłoniła ciężkie zasłony, wpuszczając do pokoju promienie jeszcze zimowego słońca. Zebrała rozrzucone po podłodze ubrania, wrzucając do wiklinowego kosza. Musiała przyznać, że nic nie denerwowało ją bardziej, od bałaganiarstwa Dean'a. 
Nie znam się na dzieciach, ale wydaje mi się, że wyręczając je w obowiązkach, których zaniedbywanie jest tak irytujące, jest równie skuteczne jak walenie głową o ścianę. 
I jeszcze jedna rzecz, w wypadku Deana nie ma apostrofu przed ostatnim "a". Imię kończy się na spółgłoskę, więc znając podstawy gramatyki wiemy, że to dosyć logiczne. 

Pod nosem mruczała tekst, tylko sobie znanej piosenki – nieustannie krzątając się po pomieszczeniu.
Czy możemy wrócić jeszcze do faktu, że Mary (załóżmy, że z kanonu jednak zostało jej imię, choć równie dobrze może mieć na imię Scholastyka) MRUCZAŁA tekst piosenki? tzn, ja rozumiem nucić, ale ja ostatnio mruczałam, kiedy mama drapała mnie po plecach i to z pewnością nie brzmiało jak "Hey Jude".

Chłopak nie miał ochoty wstawać dziś z łóżka. Najchętniej zaszyłby się na bezludnej wyspie. Z daleka od szkolnego jazgotu, z którym przyjdzie mu się spotkać. Wychylił głowę, chcąc zaczerpnąć nieco powietrza.
- Daj mi spokój, mamo! – krzyknął, znów okrywając się kołdrą po sam czubek głowy. – Wyjdź stąd!
- Już! Wstawaj!
- Nie!
- Dosyć tego. – Pogłaskała okryte ciało, zupełnie ignorując sprzeciw ze strony syna. Uśmiechnęła się pogodnie. Wokół oczu pojawiły się urocze zmarszczki.
Czy gdy widać urocze zmarszczki, każdy od razu chce je przytulić, czy co?

 – Zobacz, jaki piękny dzień.
Kobieto, błagam, zedrzyj z niego tę kołdrę, poduszkę chociaż zabierz, a nie słodko się uśmiechasz jak dobrotliwa Matka Teresa.
Przyznajmy to, każda z nas chce, aby ona jak najszybciej zerwała z niego tę kołdrę i nie chodzi mi tylko o fakt, że ta scena już jest zbyt długa. 

- Piękny? – zakpił. – Koszmarny.
- Czemu?
Winchester nie cierpiał Walentynek.
Nieprawda, Dean kochał walentynki, nawet miał na nie fajną nazwę, "Unattached drifter's Christmas".

 Co roku wyglądały tak samo! Co roku, jakieś szurnięte dziewczyny nachodziły go po szkole! Co roku dostawał setki kartek z miłosnymi wyznaniami! Co roku czuł, że więcej nie wytrzyma!
Tyle dowodów uznania, tyle wyznań miłosnych, tyle peanów na cześć jego przystojnej twarzy, kto by to wytrzymał!!!11!!11!oneone
Boru, jakie jego życie jest trudneeee!

Co roku ignorowała go osoba, którą kochał!
Susie z biologii ignorowała go, kiedy pluł jej na książki, ciągnął za włosy i posypywał mąką w stołówce, jak mogła nie widzieć jego wielkiej miłości!
Może mąkę pomylił z wąglikiem?

- Bo tak. Mogę nie iść dziś do szkoły? – zapytał, wynurzając się spod ciepłego okrycia. – Plosię!
- Nie ma mowy! – burknęła. - No już, już! Szybciutko! Marsz do kuchni. – Pocałowała nastolatka w czoło i wyszła z pokoju.
A Dean stwierdził, ze w takim razie to pierdoli i spod kołdry nie wyszedł do wieczora.
Jeszcze raz, ile ona ma lat? Bo to brzmi jakby miał mniej więcej dziesięć. Tzn. ja wiem, że Dean przez pierwsze... trzy sezony nie był najbardziej dojrzałą postacią, ale dodatkowe infantylizowanie go wcale mnie nie przekonuje. 

Dean ospale wstał, rozluźniając zastygłe przez noc mięśnie. 
Paraliż senny, załamanie nerwowe, nadwrażliwość słuchowa. Przerąbane.

Jak codziennie zlustrował swoje ciało, nie mogąc ukryć zachwytu. 
Wcześniej sam sobie wydał akt prawny, na mocy której dokonał owej lustracji, która miała potwierdzić niezmąconą seksowność.
Boru, Dean wpadający w samozachwyt na widok swoich pośladów, tego mi tutaj jeszcze brakowało. 

Przejechał dłońmi po umięśnionym brzuchu. Jak można było go nie pokochać? Był ideałem mężczyzny!
I z tej bezbrzeżnej miłości fapił przez kwadrans.
Jak zacznie sobie strzelać foty i wrzucać na fejsa będę musiała wypalić sobie oczy czy coś w tym stylu. 
To byłoby jeszcze gorsze niż te wszystkie fotomontaże, gdzie ludzie doklejają głowę Jensena do ciał aktorów porno...

- Nie ma co się zachwycać. – Sammy uśmiechnął się kpiąco.
Yyy... Sammy wszedł do pokoju, czy raczej, biorąc pod uwagę, jak nagle i od czapy to zrobił, chyba zamienił się w mgłę i dostał się tu przez wentylację? 
Ja rozumiem, Jared ma całkiem niezłe, hm, warunki, ale Jensenowi tez nic nie brakuje.
To nic, Sammy po prostu się teleportował do łazienki. Normalka, albo to, albo Dean musi odwiedzić okulistę, bo nie zauważyć łosia w łazience... to już jest dosyć poważne
Tak bardzo chciałam znaleźć kadr z komiksu o Sknerusie, gdzie łoś utknął w oknie, ale nigdzie nie ma...

- Spadaj, człowieku.
- Spokojnie, tygrysie. – Uniósł ręce. – Widzę, że humor nie dopisuje.
Tygrysie, czy to już Wincest i mogę iść się porzygać?

- Dobrze widzisz. – wymruczał.

Po pierwsze: przepraszam za tak długą przerwę! W moim życiu trochę za wiele się działo... Mam nadzieję,że jakąś wierna duszyczka została i przeczyta moje kolejne wypociny^^ 
Jestem wierna do bólu. Jestem wierniejsza niż wkurzony duch nawiedzający twoja chałupę, AUtoreczko. I tak masz mnie postrzegać. 

Żeby nie przedłużać. Enjoy!
P.S. To była jedyna tak długa przerwa, jaką zgotowałam - to się więcej nie powtórzy! ;3
No ja myślę, bo naślę na Ciebie kosmitę, który lubi wolne tańce do przebojów z lat osiemdziesiątych.

Idąc do szkoły, zastanawiał się nad scenariuszem dzisiejszego dnia.
 Choć wieczorem , zanim poszedł spać – wszystko dokładnie przeanalizował - nadal czuł pewien niepokój. Gdzieś w środku. 
Bo zwykle wystawiał niepokój na noc na zewnątrz, by się wietrzył, ale tym razem zapomniał.
Ja też raz czułam niepokój gdzieś w środku. Od tej pory obiecałam sobie, że już nigdy nie zjem frytek w kawiarni na wydziale. 

Bezpodstawnie zadręczał się niepotrzebnymi wątpliwościami, co tylko przyćmiewało mu poranną pewność siebie. 
Poranna pewność siebie... Wiecie, co teraz mi się wizualizuje, prawda?

Spojrzał w górę, na lekko rozpromienione niebo, chcąc jak najszybciej zdusić w sobie negatywne emocje.
Czy mam przez rozpromienione niebo rozumieć, ze miało ono twarz?

Nie cierpiał zimy. To była jedna z tych pór roku, która przyprawiała go o niemalże depresje. Nie mógł znieść zimna, szarości dnia, braku słońca. Jedyne, co sprawiało mu radość – to uśmiech Dean'a Winchestera.


Mam nadzieję, że są tylko przyjaciółmi, mój mózg nie zniesie więcej Destiela. 

Gdy Castiel widział piękną twarz nastolatka, serce wznosiło się po sam Olimp, a ciało wbijało w ziemię, niczym mosiężne kowadło.
Aby wyręczyć naszych Czytelników w wizualizacji, pozwoliłam sobie zrobić stosowną grafikę:



To musiało być dosyć bolesne. 

- Jesteś moim uzależnieniem. – mruknął pod nosem, znów przenosząc się do świata fantazji. Do miejsca, gdzie czuł się najszczęśliwszy. W objęciach miłości jego życia. – Mhm..
To znaczy, że przez niego od czasu do czasu traci przytomność, i musi być hospitalizowany w specjalnej jednostce medycznej? To znaczy, Sammy też jakiś czas temu był uzależniony i dobrze wiemy, że nie było to dla niego zbyt przyjemne doświadczenie.




- Cas?
- Mhm..
- Dobrze. Się. Czujesz? – Szturchnął przyjaciela w ramię. 
Stawianie kropek po każdym słowie przywodzi na myśl napinanie się na klozecie, ten kibelek chyba wciąż jest zajęty.

– Cas! Nie jęcz na ulicy, bo się ludzie gapią!
- Co? Słucham? O co chodzi? – Przetarł nieco zamglone oczy, wpatrując się w zbulwersowanego chłopaka. – Znowu masz problem?
Wydaję mi się, że problem ma Cas, w sumie zamglone oczy kojarzą mi się tylko z jaskrą.

Słońce, stłumione jeszcze przez chłodny wiatr 
Wiatr od dłuższego czasu nękał psychicznie słońce, ale ono postanowiło, że nie da się tak łatwo tłamsić.
Słońce za głośno dzisiaj świeciło, wiatr postanowił interweniować.

próbowało przebić się przez grubą warstwę chmur. Drobne promyki rozjaśniały pokaźnie zarumienione oblicze bruneta, próbując zakamuflować wstydliwą prawdę.
Promyki z braku innych możliwości wypaliły w twarzy Castiela dwie pokaźne dziury.
Promyki, you're doing it wrong.

- Jesteśmy na dworze, między ludźmi, mój drogi. – Wskazał na niewielką grupkę, zmierzającą w tylko sobie znanym kierunku. – Widzisz?
 Azaliż, mój niski przyjacielu, spójrz oto na otaczający nas świat. Czy nie dostrzegasz innych osób w spokoju toczących swój kamień życia?
Proszę, naprawiłam to zdanie, żeby jeszcze lepiej pasowało do dwóch nastolatków. Nie dziękuj AUtorko, z tym trzeba się po prostu urodzić

- I?
- Ty nie masz wstydu, perwersie! – krzyknął, niespodziewanie ciągnąc Castiela do siebie. – No to powiedz maleńki, o czym znów marzyłeś. – Wydął usta i zwiesił nadgarstki. 
Próbuję sobie to wyobrazić. Jedyne, co widzę, to Batlhazara, z rozpostartymi dłońmi, który wykonuje ćwiczenia na zespół cieśni nadgarstka.

– Mów, mów, szybciutko!
- Spadaj!
- Ej! Bo się obrażę! – wysyczał, gestykulując na wszystkie strony. Podparł się na biodrach, uporczywie tupiąc w pokryty śniegiem chodnik.
To znaczy, ja rozumiem, ze Balthazar nigdy nie był ucieleśnieniem najbardziej męskiej postaci z drużyny, ale robienie z niego Tomboya to chyba lekka przesada.


Nie wiem, co na to Sebastian Roche (Balthazar), ale jestem pewna, że Misha Collins (Castiel) spokojnie by się wbił w niektóre stroje z tego teledysku. 



Cas otworzył usta z zamiarem wypowiedzenia kilku brzydkich słów, ale w ostatniej chwili się opamiętał. 
Ostatnio przy mamie wypsnęło mu się"siusiak" i musiał wrzucić 25 centów do Słoika Przekleństw.
Nie, brzydkie słowa to: chrobotać, szczypiorek i chochla.

Przezwiska, które normalnie obraziłyby rozmówcę - w tym przypadku podziałałyby wręcz przeciwnie. 
No, jeżeli dla niego przezwisko to powiedzenie komuś, ze ma wielką pałę, no to się nie dziwię.
Właśnie wyobraziłam sobie Balthazara dziękującego, ze ktoś powiedział do niego assbutt.

Chłopak postawił na mniejsze zło. Uśmiechnął się szeroko, łapiąc Balthazara pod pachę. Chciał uniknąć niezręcznych pytań, na które mimo własnej niechęci i tak udzieliłby pożądanej odpowiedzi.
To najlepszy manewr wymijający o jakim w życiu słyszałam, nie mogę się doczekać, aż go zastosuje w prawdziwym życiu:
PROMOTOR: No, pani Katarzyno, kiedy dostane pani licencjat?
TOLDIE: Hehe

- To będzie wspaniały dzień!
- Taa, kurczaczku. – odpowiedział, nieco zbity z pantałyku.
Tak, ja też się dziwię, kiedy ludzie mi mówią, ze to będzie dobry dzień. Cas, zachowujesz się coraz dziwniej.

- Przestań już, okey? – Zrobił naburmuszoną minę, spoglądając na przyjaciela kątem oka. – Mówiłem, żebyś o tym zapomniał.
- Ale ja nie potrafię! On był taki maciupeńki!
Jezu. Czasem spotykałam się z tym, że faceci lubią się z siebie nabijać, mruczeć do siebie i czasem wyzywać od pedałów, ale żaden nie nabijał się z cudzej kuśki dłużej niż 2 minuty i nie nazywał jej pieszczotliwie kurczaczkiem. Coś tu jest nie tak.

- Jeszcze chwila, a cię zabiję! – Mimo lekkiego uczucia złości, jego twarz wciąż zdobił szeroki uśmiech. – Cicho bądź, Balthy!
Rzygam tęczą. 

- Wiem, co teraz robisz. – odparł po chwili, niskim, nieco srogim tonem. – Znam cię lepiej, niż sobie wyobrażasz. - Spojrzał w górę, niczym starożytny mędrzec. - Nawet sam nie wiesz o sobie, niektórych rzeczy. 
- Za to ty stawiasz przecinki w niewłaściwych miejscach, dziubasku.
Bo on jest tajemniczy, to jego interpunkcja tez musi być. Na przykład teraz siedzisz i zastanawiasz się cóż ten przecinek tu robi.

- Jedną dłonią masował się po brodzie, marszcząc jasne, odsłonięte czoło. - Choć dla wszystkich zdajesz się zagadką, dla mnie jesteś niczym otwarta księga. Znam każdy rozdział, wers… 
Cas miał na plecach wytatuowane co ciekawsze wersy z Księgi Psalmów, żeby jego kochankowie mogli się dodatkowo rozerwać w trakcie seksu.

- Modulował głos, nadając wypowiedzi, dziwnie dramatyczny wydźwięk. – Ty Castielu, jesteś zbyt przewidywalny, dlatego nie omieszkam sądzić, iż to właśnie o Deanie marzyłeś.
Zaiste, waćpanie.

- Ja…
- Nawet zachowanie zdradza twe myśli, skarbie.
- No ej! W co ty się zmieniłeś? W poetę od siedmiu boleści?
Nie, to tylko kanon wychodzi z Balthazara. Taka drobna sugestia, Cas.

- Krzyk, którym mnie raczysz w tej chwili, nie jest w stanie ukryć prawdy, jaką widzę w twych oczach.
Ok to już przesada, co prawda aniołowie w Supernatural czasami zalatują archaizmami, ale kurczę, to nie walony Shakespeare!

- Daj mi spokój!
- O czym myślałeś? – Naciskał. – Powiedz.
- O niczym. – odpowiedział pośpiesznie. Policzki zapiekły go, perfidnie pokazując to, co chciało ukryć serce.
To było „schorzenie", z którym nastolatek walczył od wczesnego dzieciństwa. 
Homoseksualizm? Od 1973 nie jest uznawany za schorzenie, bejb. 
Jestem ciekawa, jak walczył ze swoim homoseksualizmem we wczesnym dzieciństwie? Na zeszytach w podstawówce wypisywał: "Ciumcie przed kuśkami?"
<Wszelkie prawa autorskie odnoszące się do słowa "ciumcia" należą do Stephena Kinga>

Będąc małym berbeciem, później młodzikiem – nie mógł poradzić sobie z nadwrażliwą, silnie reagującą na bodźce naturą.
Kwiatki go atakowały jak je zrywał? Drzewa dawały z liścia, jak chciał wyryć na nich swoje imię? Opowiedz mi więcej o silnie reagującej naturze.

 Nie mógł kłamać, oszukiwać. A, okej, więc nie homoseksualizm. Jego ciało reagowało zbyt emocjonalnie, przez co tracił wiarygodność. Nos nieoczekiwanie się wydłużał i mało wiarygodnie wyglądał, łapiąc się za niego i piszcząc. Twarz robiła się czerwona, a język poczynał plątać się w ustach.
Kiedy, droga AUtorko, doprecyzuj kiedy, bo jeżeli coś się działo z jego językiem, kiedy, dajmy na to, jadł truskawki, to śmiem twierdzić, że może być to sprawa alergiczna. 

- Zresztą, czemu tak naciskasz?
- Z ciekawości. – Uniósł brwi, drapiąc się w czubek nosa. – Więc?
- Nikt ważny.
- Czyli jednak, to 'ktoś'! – Kąciki ust uniosły się w cwanym uśmieszku. 
Gdyby było "coś", zrobiłoby się trochę niezręcznie, chociaż widziałam kiedyś program, w którym facet zakochał się w murku (nie, że lubił sobie na nim posiadywać, to był poważny związek).

– Czyli to Dean. – stwierdził.
I całą tajemnicę szlag trafił! Jak on to zrobił?

- Nie! No coś ty! Ja? On!? Błagam cię! Przecież to głupek! Nie! Nie myślałem o nim, bo po co? Prawda? Mam wiele innych rzeczy do robienia!
- Nie musisz znów krzyczeć.
Tak Cas, wszyscy dobrze wiemy, jak to się kończy. Niestety, z powodu braku odpowiedniego gifa będę musiała posłużyć się zaawansowaną technologicznie rekonstrukcją tego, co się wydarzyło, gdy Castiel ostatnio krzyczał.
To było coś jak to:



Tylko, że z tymi dwoma:




- Tylko nie myśl, że wystroiłem się dla niego! Proszę cię! – 
Serce biło w nienaturalnie przyśpieszonym tempie. Chłopak nie potrafił się opanować. Zupełnie, jakby stracił kontrolę nad swoim ciałem. Drżące ręce, przerywany oddech.
Też tak mam jak wyjdę pobiegać i zapomnę wziąć przedtem leków na astmę.

- Młody, wyluzuj. – Blondyn czerpał z tego widoku niesamowitą i niczym niewytłumaczalną satysfakcję.
To się voyeuryzm nazywa.
Łe? Jaki blondyn? Problem polega na tym, że za każdym razem jak AŁtorka pisze o blondynach w wyobraźni widzę któregoś z Malfoyow. Natomiast z Rochewłosami problem jest taki, że są jakieś takie nijakie kolorystycznie.




 – Jeszcze nabawisz się nerwicy. – Stanął naprzeciwko rozdygotanego chłopaka, kładąc mu dłonie na ramionach. – Wdech i wydech…
Boru, jeżeli Cas w serialu tak by reagował na jakąkolwiek wzmiankę o Deanie to prawdopodobnie padłby na zawał gdzieś w okolicach drugiego odcinka czwartego sezonu. 
BTW, tak, wiem, ze Cas jest aniołem i teoretycznie nie może zejść na zawał... a jednak. 

- Wdeeech i wydeeeech. – powtórzył, biorąc porządny haust chłodnego powietrza.
- Brawo. Grzeczny chłopczyk. – Poklepał bruneta po głowie i ruszył przed siebie.
- Ja…
- Wiem.
- Nie! Ty nic nie wiesz! Ja go nie kocham! Ba! Ja go nawet nie lubię!
- Lubisz go, Cas.
- Taaaak! – krzyknął nagle, upadając na kolana. Złapał się na kark, kiwając ciałem w przód i w tył. – Co ja mam zrobić?! Pomóż mi! – wyjąkał żałośnie.
Kanoniczny Castiel, choć był aniołem, rzucił potężnego pawia w pobliskie azalie. Destiela zdołał już jakoś odchorować, ale nie spodziewał się, ze ktoś kiedykolwiek zrobi z niego taką pretensjonalną ciotę.

- Wstań głupku, ludzie się na nas gapią! – Odwrócił się w stronę bruneta.
- No i? – oburzył się, jeszcze głośniej lamentując. – Ja go tak mocno kocham! To mój ideał!
 – Teatralnie przyłożył rękę do piersi, drugą przykładając do czoła.
Psując tę wielce stymulującą intelektualnie scenę - po chuj on to robi?
Bo on go kocha, na miłość borska! Jak on ma tak żyć bez Deana?!
Jeszcze chwila i idę zawrzeć pakt z diabłem, poważnie. Zamawiam sobie całuśną sesję z Markiem Sheppardem i mam gdzieś wieczność w piekle.




- Dziwny jesteś.
- Te zielone oczy!
- Cas? Wiesz, co? Chyba powinieneś wstać.
- Cudowny uśmiech!
- Ta wielka kuśka!
Jestem ciekawa jednego. Czy AUtoreczki w ogóle oglądają ten serial? Bo jeżeli by obejrzały i dotarły tak mniej więcej do czwartego sezonu nie omijając wszystkich scen, w których nie pojawia sie Cas albo Dean to wiedziałyby, ze już od lat producenci nabijają się z psychofanek piszących kiepskie Destielowe opka. To znaczy postać Becky nie pojawiła się bez przyczyny, dziewczęta, to była taka delikatna sugestia.
BTW, jako analizatorka i prywatnie, uwielbiam Becky, to wspaniała postać i byłabym zachwycona móc zanalizować jedno z jej Wincestowych opek.
*Chwila wyjaśnienia dla osób, które nie oglądają SPN oraz spory spojler dla osób, które są przed czwartym sezonem. Otóż gdzieś w czwartym sezonie pojawiła się postać Becky. Becky była psychofanką Winchesterow piszącą Wincestowe opka (czyli pornoopka, w których główną rolę odgrywali bracia. Tak, właśnie to o czym myślicie) Becky była idealną bronią w rekach producentów, bo właśnie przez nią naśmiewali się z prawdziwych psychofanek zalewających internet kiepskiej jakości opkami, które z kanonem nie miały nic wspólnego. Nawiasem mówiąc, szacunek do producentów, którzy zamieścili w Supernatural motyw książek o tym samym tytule, dzięki czemu mogli do woli nabijać się z fanów i ich odchyłów. 

- CAS!
- Chcę mu o tym powiedzieć! Teraz! Natychmiast! Nic mnie nie powstrzyma! Muszę go znaleźć!
Dean to usłyszał, ale zanim zaczął pośpiesznie się pakować by uciec gdzieś do Alabamy, także puścił obfitego bełta.
Dean niech lepiej ucieka do Meksyku. Cas się tak napalił, ze zaraz zgwałci pierwszego faceta w skórzanej kurtce, jakiego spotka po drodze.

- Kogo? – Winchester zmierzył klęczącego nastolatka, robiąc zszokowaną minę. 
...Szlag, przysięgam, że nie widziałam, ze Dean się teraz pojawi.
Dean się teleportował? Lubie te momenty, w których postać pojawia się totalnie z dupy i my mamy uwierzyć, ze reszta postaci jej nie zauważyła. 

Wiedział, że ciemnowłosy jest dziwnie specyficzny. Wiedział, że niekiedy zachowuje się w niekonwencjonalny sposób. Jednakże w tej dziwaczności się zakochał.


O boru, wchodzę na mapy Googla i szukam najbliższego rozdroża, jednocześnie sięgając po zestaw do makijażu. Jak ja się pokażę Crowleyowi bez maskary?

 Oryginalność chłopaka, rozpalała w nim tak silne uczucia, że obawiał się za nimi podążać.
Świat się kończy, że te walone uczucia spitalają nie wiadomo gdzie, zamiast siedzieć na miejscu. Człowiek się za nimi nałazi jak głupi.

 Nie był pewien, dokąd może doprowadzić go miłość – w jego mniemaniu jednostronna – z którą zmagał się już od roku. 
Daj spokój, jakbyś nie wiedział, ze wszystkie Destiele prowadzą do Mrągowa łóżka.
Oni się zmagają z tą swoją miłością i zmagają, daliby sobie spokój, bo w końcu to się źle skończy.
To opko mi coś przypomina, i nawet bohater wygląda jakoś tak podobnie:



Tak, wiem, że jakość kiepska, ale oczy was nie mylą. Gdybyście kiedykolwiek z jakichś powodów chcieli szantażować Jensena, to tego jest dosyć sporo na YT.

Lecz mimo wszystko tkwił w niej, nie zamierzając przestać.
W czym tkwił? Bo ostatnio za czymś podążał i coś gdzieś go doprowadzało, a tu nagle Dean jest strasznie statyczny.
Jak doprowadzało i tkwił, to już wiesz, o co chodzi.

W tym samym czasie Castiel poczuł, jak rozsypuje się niczym miliony ziarenek piachu. 
Boru, co cytat z Coelho tu robi? A sio!

Znał TEN głos. Doskonale wiedział, do KOGO należy. Zamknął oczy, chcąc zapaść się pod ziemie – głęboko, po same królestwo Hadesa! 
Tak Cas, zamknij oczy, to sprawi, że będziesz niewidzialny. Totalnie muszę wypróbować te sposoby na wymijanie odpowiedzi.
To opko się nada, jeśli zdecyduję się na pisanie licencjatu na temat "Recepcja motywów antycznych w internetowej fikcji fanowskiej".

Zagryzł dolną wargę, czując drobne krople potu na karku.
Poci się jak Jared na konwencie. Dajcie mu jakiś wachlarz, albo wiatraczek nie wiem.




Postawił przed sobą dwie alternatywy wyjścia z tej sytuacji. Jedna dotyczyła spanikowanej ucieczki w nieznanym kierunku - byle uniknąć rozmowy z nowoprzybyłym typem spod budki z piwem. Druga wymagała nieco większych zdolności.
Zaśmiej się, weź go pod rękę i udawaj, że nic się nie stało. Z Balthazarem to przeszło.

Serce, oddech, dłonie – to niewiele spośród tego, nad czym musiałby panować. Musiałby, ale z pewnością! nie dałby rady.
Przecinki w środku zdania tak bardzo! dodają tekstowi dramatyzmu.

Balthazar zaśmiał się głośno, klepiąc Winchestera po plecach.
Balthazar widzę, że też ma swoje sposoby na niewygodne sytuacje. 

 Ten stał, niczym marmurowy posąg, spoglądając wyczekująco w stronę nadal klęczącego bruneta. Najchętniej sam padłby na ziemię i wziął w ramiona to drobne ciałko, lecz nie miał w sobie wystarczająco dużo odwagi. 
Ooooo, to drobne ciałko...


Podparł ręce na biodrach, nachylając się nad ciemnowłosym.
- Powiesz coś, fretko?
- Nie. – wymruczał, ledwie słyszalnym głosem. Zakrył twarz dłońmi w nadziei, iż blondyn odpuści.
Wiesz, zasłanianie oczu rozwiązuje problemy tylko wtedy, gdy masz trzy lata, a i tak potem musisz zjeść tę kaszkę.
Kto to powiedział? Bo blondynem ostatnio opisywaliśmy Balthazara, który z reszta był też ostatnią osobą, która powiedziała do Casa "fretko". Ale tak jakby z szyku zdania wychodzi, ze to jednak Dean powiedział.


- Chcesz wyznać miłość? Komu? – Zgrywał pewnego siebie, choć w środku pozostawał nieśmiałym, wstydliwym chłopcem.
Trochę ten wstydliwy chłopiec nie łączy się z nabożnym kontemplowaniem własnego sześciopaku.



- Ja… - Uniósł głowę. – To nie twój interes. S-spadaj!
Wow, nie ma to jak linia na podryw. Wyrobił się chłopak, nie ma co.

- I tak się dowiem. – zapewnił. Poczuł ulgę. Był świadkiem wszystkiego. Widział, jak chłopak upada na kolana, głośno krzycząc. Słyszał słowa, które wypowiadał.
Nagle, jego serce wzniosło się w przestworza, a umysł przepełniła fala szczęścia.
- Nie.
Aha. No dobra, to ma sens.




- O tak. – Zły humor, niechęć i negatywne nastawienie do wszystkiego, co go otaczało – wyparowało w jednej chwili. Nie spodziewał się podobnego obrotu sytuacji. – Do zobaczenia w szkole, fretko. – rzucił na odchodne. Drżące ręce schował do kieszeni, mocno zaciskając pięści. Po stokroć zastanawiał się, w jaki sposób wyzna chłopakowi miłość.
Dean, nie przestawaj robić tego co robisz, myślę, że już nieźle go urobiłeś. Totalnie po tej scenie na ciebie poleci.

 Teraz, gdy znał intencje bruneta – nie potrafił skupić się na sklejeniu myśli. Rozproszony dumał wyłącznie nad słowami błękitnookiego.
Którymi słowami? "Spadaj", "nie" czy "interes"?
Bogu, czy istnieje gdzieś w internetowej przestrzeni opko, gdzie bohaterowie nie są określani jako "błękitnooki" albo "brunet"? Nie wspominając o możliwości pojawienia się DWÓCH brunetów w JEDNYM opku? Błagam więcej inwencji, nawet jeśli miałby to być blondyn-kuternoga.

„Ja go tak mocno kocham! To mój ideał! Te zielone oczy! Cudowny uśmiech!"
Powiedział Draco Malfoy pod prysznicem.

- Ja ciebie też, fretko. – wyszeptał. - Kocham najbardziej na świecie. – Zerknął na czerwonego nastolatka, 
Kurde, jakby nie patrzeć "czerwony nastolatek" brzmi naprawdę dziwnie.
Może chodziło o czerwonoskórego? Chociaż Misha Collins nie wygląda jak Indianin to kto wie, co ten człowiek skrywa?
Poza tym, czy Dean nie odszedł przed chwilą? Nie do końca rozumiem, co tu się dzieje.

uśmiechając się niepewnie. – Wkrótce będziemy razem, zobaczysz.
Castiel zwiesił głowę. Wstał, otrzepując kolana z białego puchu. 
Topole pylą ostatnio jak wściekłe.

Przyłożył dłonie do piekących policzków, zerkając na roześmianego kompana.
- Balthy, ty idioto! Czemu nie powiedziałeś mi, że ON stoi obok?
Bóg jest nie tylko obok, Bóg jest wszędzie.
Eeeee, co? Ta scena jest tak napisana, że ja już nie wiem co tu się dzieje. 

- Nie zauważyłem go! – krzyknął. – Piękne przedstawienie.
Trickster byłyby z Ciebie dumny, Cas.

- Zamknij się. Wracam do domu. – Castiel warknął groźnie, chcąc udać się na przystanek. – Do zoba…
- Słucham? O nie, nie, nie! Wracaj tu!
Keeee? AUtorko, błagam, opisywanie, kto mówi jaką kwestię, jest dosyć ważnym elementem narracji.

12 komentarzy:

  1. O BORU.
    Też jestem świeżo po obejrzeniu finału 8 sezonu i przy tym opku po prostu wymiękłam. Na początku nie mogłam ze śmiechu złapać powietrza (branie prysznica rodem z reklamy Dove mnie powaliło), potem było już tylko wielkie WTF...
    Zaprawdę powiadam wam: wspaniała robota.
    ~ Earl

    PS
    Jeszcze długo będę mieć przed oczami żabencjową wizję serca Castiela, wznoszącego się na Olimp.

    OdpowiedzUsuń
  2. O, analiza jest!!!
    Parafrazując Douglasa Adamsa - ludzie, którzy piszą takie rzeczy pierwsi staną pod ścianą w dniu, w którym przyjdzie rewolucja!
    Co za koszmar…
    PROMOTOR: No, pani Katarzyno, kiedy dostane pani licencjat?
    TOLDIE: Hehe -oj ,dobre!

    Jeszcze chwila i idę zawrzeć pakt z diabłem, poważnie
    A wiesz co będzie potem? Będą Ci czytać takie opka 24 godziny na dobę…. Po trzydziestu latach się złamiesz i sama zaczniesz takie pisać i czytać innym…

    A te okropne zdjęcia to się przyśnić mogą!
    Idę sobie posłuchać supernaturalowej wersji " What does'nt kill make you stronger"
    Chomik

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piekło analizatorek to najstraszniejsza rzecz, o której słyszałam i nie mogę przestać o niej myśleć. Zastanawiam się, czy Alastair byłby w swojej krzywo-zgryzowej formie, bo jeżeli tak to ja bym się poddała po godzinie.

      Usuń
  3. A na dobitkę będą puszczać wszystkie części "Zmierzchu" i wtedy dopiero się śmiać odechce!


    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  4. Taka jedna refleksja,Ameryki nie odkrywająca:Ałtoreczki z uporem splatają bohaterów na łożu ..No cóż,każdemu jego porno,jak ktoś słusznie na Armadzie (?) Logice(?) napisał,ale ciekawe co by powiedziały,gdyby naprawdę zobaczyły dwóch gejów w bramie.

    Chomik

    OdpowiedzUsuń
  5. Analizatorki wiszą mi nowego laptopa, bo swojego oplułam a jeszcze się osmarkałam. Przez wasze analizy staję się niemowlakiem, jak zacznę ssać stopę to was znajdę !
    Czytam wszystko, czekam na więcej !

    OdpowiedzUsuń
  6. I dlatego polskiego fandomu SPN nie tykam kijem przez szmatę...
    Za to wyznanie pewnie zostanę sponiewierana, ale co mi tam. Lubię Destiel, ale opko mnie rozwaliło. Nawet nie chodzi o kanon, bo AU rządzi się swoimi prawami, ale przez płaskie postacie, wszechobecne OOC i kiepski "humor" tego się nie da czytać. Oryginalne tez nie jest, bo co trzeci fic to highschool!AU. Lecę czytać dalej.
    Hypnos

    OdpowiedzUsuń
  7. Pisanie takich rzeczy powinno być zakazane

    OdpowiedzUsuń
  8. Wizja z sercem wznoszącym się ponad Olimp była powalająca :D Prawie się udusiłam xD

    OdpowiedzUsuń
  9. Popatrzcie na ten gif z Kupidynem słuchając "Sztukę Latania" Lady Punka :D Normalnie duszenie do rytmu :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Zadzwoniłam do Laurea. Mam 26 lat i pracuję jako pedagog w szkole
    na południu Paryża.
    po urodzeniu mojego pierwszego dziecka, mój mąż rzucił duch i m"ma
    po lewej stronie wiele wydatków.
    Wtedy jego rodziny, którzy przybyli, aby wysłać mnie z powrotem do mieszkania
    mojego zmarłego męża dla mnie, to nie jest moje miejsce jest tutaj.
    Wszystko mylić, kładę się na ulicy z moim synem.Pod wpływem strachu, który ja
    był
    w centrum odbiorczym, który zgodził się mi pomóc.Jest to droga, na który zostałem
    kelnerka w kawiarni-baru.
    To nie było dla mnie łatwe, bo wielu mężczyzn, którzy chcą spać
    ze mną
    złoto kocham swojego syna i chcę lepszej przyszłości.Ogarnia
    wydarzenia, które jestem pełen determinacji
    porozmawiaj z księdzem, aby mógł mi pomóc wydostać się z tego zła
    przygody.Po wielu krokach
    odbywa się z arcykapłanem Fa wydaje mi się uśmiech 7 dni po
    doradztwo i obrzędy.
    Jestem zupełnie nie w radość. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Nawet jeśli jestem
    Nie jestem bogaty
    Ja należę do grona bogatych Francji mam mój super-markety i kredyt
    nosić to działa dobrze dla mnie
    ze względu na wielki kapłan Fa. Uratował mi życie.ci, którzy czytają to przesłanie swojego
    życie może się zmienić, jeśli wierzysz
    można zmienić, musisz zmienić, jeżeli zrobisz to
    adresse:grandpretrefa@gmail.com
    powodzenia.

    OdpowiedzUsuń

  11. Bonjour

    Grand voyant medium spiritual spécialiste de tous travaux occultes !

    - Vous avez un problème de mariage ?

    - Vous avez des problèmes a concevoir un enfant ?

    - Vous avez des problèmes dans votre familles ?

    - Vous avez des problèmes financiers ?

    Il vous aide à résoudre tous vos problème, même les cas les plus désespère : Amour, protection contre les ennemies et les mauvais sorts, guérit l’impuissance, fidélité absolue (affection retrouvée).Fait venir ou revenir la personne que vous aimez, complexe physique et moraux, chute de cheveux, attraction de la clientèle pour les vendeurs, chance dans tous les domaines, réussite dans les affaires, examens, permis de conduire, concours et timidité.

    il est au BENIN (Terre du VODOUN et FETICHES)

    Une solution adaptée a vos problèmes après consultation Reçoit tous les jours sur RDV.

    CONTACT:

    spiritualistezangan@gmail.com

    Whatsapp Uniquement : 00 22961757949


    Whatsapp Uniquement : 00 22961757949

    OdpowiedzUsuń