piątek, 19 kwietnia 2013

Oppan Supernatural Style vol. 3 - Liskopokalipsa

Oto ja, Toldie przybyłam tutaj aby kajać się swoim lenistwem i proszę o wybaczenie. Analiza pojawiłaby się bowiem o wiele szybciej gdybym spięła poślady i dokończyła pisać swoje teksty. Błagam o wybaczenie raz jeszcze i zachęcam do lektury.  Nie, to tak jakbym zachęcała Was do włożenia włosienicy. Ale wiecie o co mi chodzi.
W dzisiejszym odcinku odeszłyśmy od pomysłu śledzenia poczynań bohaterki na każdym kroku jej pasjonującego życia. Postanowiłyśmy więc stworzyć swoiste The Best Of, wybierając co ciekawsze kawałki. A mówiąc ciekawsze wcale nie mam tego na myśli. Powiedziałabym raczej, że co gorsze, ale to brzmi jakoś tak krzywo.
W tym tygodniu będzie więcej liska, więcej nawiązań do Supernatural, mniej logiki i sensu, więcej idiotycznych tekstów i mamy nadzieję, że pod koneic nie usiądziecie w rogu pomieszczenia i nie zaczniecie się ślinić wykazując podstawowe symptomy choroby sierocej.
Aby nie przedłużać, oto i ona (analiza, nie choroba sieroca), indżojcie!


Przedmiot analizy:Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, diablica, wyd. W.A.B, 2010


Zanalizowały:
Toldie
Żabencja



Chwilę później Beleth wyszedł, zostawiając mnie sam na sam... z dawno zmarłą królową Egiptu. 
Dziękujemy Ci, o Pisaku, za przytoczenie nam sylwetki Kleopatry, bo gdybyś nie napisała, że była dawną zmarłą królową (sic!) Egiptu pomyślałabym, że chodzi Ci o palestyńską wdowę, będącą świętą katolicką, albo o żonę Filipa II Macedońskiego  Bo o to, że Wiktoria rozmawia z planetoidą nr 216 nikogo tutaj nie posądzam. 
Albo posadził ją przed monitorem, Kleopatra: Królowa Nilu to dodatek do wdzięcznej strategii Faraon. Grało się, grało i stawiało mastaby...

Przyglądałam się jej z zaciekawieniem. Miała dość spory nos (zupełnie jak na kreskówce z Asteriksem i Obeliksem!), ale była bardzo ładna. 
Ekhm, wiecie co te przypisy w nawiasach mi przypominają? Nieudolność AŁtorek, które muszą posługiwać się postaciami spoza kanonu aby opisać czytelnikowi swoją postać. A przypominam, że mamy do czynienia z wydaną powieścią. 

Egzotyczna uroda połączona z pewnością siebie, widoczną w każdym geście, skutecznie przyciągała uwagę. - We wszystkich filmach o twoim życiu, które widziałam, grały cię znacznie brzydsze aktorki - wyznałam.
No tak, na Monikę Bellucci przecież nie można było patrzeć, była tak odrażająca, to samo tyczy się Elizabeth Taylor i rozumiem, że przedwojenna uroda nie wszystkim może się podobać, ale ja tam do Claudette Colbert nic nie mam. 

Kleopatra popatrzyła na mnie z politowaniem. - Ludzie w dwudziestym pierwszym wieku naprawdę są beznadziejni... 
Oh yeah, bo rozdział bez zmanierowanej postaci jest rozdziałem straconym. 

Dziewczyno, czego w życiu dokonałaś? Tylko nie spiesz się z odpowiedzią.
No, jak poznaję kogoś nowego, też od razu pytam, czego dokonali w życiu. 

Spojrzałam przez witrynę na małą uliczkę. Czego ja dokonałam? Hm... musiałam chwilkę się zastanowić.
- Zdałam bardzo dobrze maturę, a za drugim razem zrobiłam prawo jazdy - odezwałam się po długiej ciszy. Kleopatra przerwała grę na gameboyu i zerknęła na mnie z tym samym pobłażliwym uśmiechem, co poprzednio.
Nie łatwo jest obrzydzić mi postać już w pierwszej scenie, choćby nie wiem jak beznadziejna by była zwykle czekam z oceną kilka rozdziałów, ale nie w tym wypadku. Oficjalnie hejtuję Pisakową Kleopatrę. 
Przyłączam się do hejtu, a tak na marginesie, skąd wziął się ten gameboy? Aż sprawdziłam w poprzedniej analizie, czy nie miała go wcześniej w rękach, ale go nie ma. Widać albo zmaterializował się w jej rękach z od razu załadowanymi Pokemonami, albo jak Simy wyciągnęła go z tyłka.

Dziewczyno... - westchnęła, odkładając elektroniczny gadżet na stół, i oparła wdzięcznie brodę na splecionych dłoniach.
Elektroniczny gadżet. Kiedy otworzyłam tę książkę dzisiaj, żeby zacząć pisać analizę to był pierwszy tekst, który rzucił mi się na oczy i na początku nie byłam pewna o co chodzi. Czy to był telefon? Coś nowocześniejszego? Mini komunikator wkładany do ucha i sterowany głosem? Może to szminka, za pomocą której Kleo jest w stanie sprowadzić sobie swój zdalnie sterowany samochód?
Nie, to musiał być Gameboy. W czasach gdy mamy PS Vita o dwóch ekranach, tablety z dopinanymi kontrolerami albo Wii Move? Poważnie, Pisaku?
Czy to dla ciebie jest elektronicznym gadżetem?

PS. Wiem, że od tego czasu Game Boye przeszły małą ewolucję, ale Pisak nie pokusiła się o wyjaśnienie, o którą konsolę chodzi, więc dajcie mi się wyżyć. 
I tak, to jest dosłownie pierwsze zdjęcie, które pojawi się w guglach po wpisaniu frazy "Game Boy". Niezły gadżet, co nie?

A teraz wyobraźcie sobie z powyższym "gadżetem" wcześniej wspomniane aktorki:







Jak to się mówi, znaj proporcjum, mocium panie.

Przygotujcie się teraz na najgorszy z opisów zawierających fakty historyczne na świecie. Zanim to zrobicie, idźcie proszę po dowolny alkohol (byle mocny).
Dla zmniejszenia działania tej masakry zastosujmy liskoterapię. 


- Gdy miałam siedemnaście lat, objęłam władzę nad Egiptem po śmierci mego ojca Ptolemeusza XII Auletasa. By móc władać moim umiłowanym krajem, musiałam poślubić mojego młodszego brata, dziesięcioletniego Ptolemeusza XIII. Nie cierpiałam gówniarza, ale nie miałam wyboru. Jego opiekunowie - zrobiła w powietrza znak cudzysłowu - usiłowali się mnie kilkakrotnie pozbyć, lecz im się to nie udało. Wygnano mnie, ale w Palestynie zebrałam wojsko i najechałam na Egipt. Potem przy pomocy mojego kochanego Cezara pozbyłam się i opiekunów, i ich marionetki, czyli głupiego Ptomcia. Po śmierci Cezara razem z moim synem Cezarionem zostaliśmy sami, znowu musieliśmy walczyć o to, by Egipt nie został podzielony i przekazany jakiemuś rzymskiemu namiestnikowi. Dopiero z mym mężem Markiem Antoniuszem doprowadziliśmy Egipt do rozkwitu. Niestety późniejsze zawieruchy i wewnętrzne konflikty w Rzymie zmusiły nas do ustąpienia. Antoniusz popełnił samobójstwo, a ja... no cóż... jako że umarłam kilka lat wcześniej w połogu, sfingowałam swoją śmierć, dając się ugryźć kobrze królewskiej, co na zawsze okryło mnie chwałą i uwielbieniem mego narodu.
Czy wy też czujecie ten dramat wojny? Tragedię bycia kobietą w świecie zdominowanym przez mężczyzn? Cierpienie osoby, która musiała poślubić kogoś kogo nie chciała, a kto na dodatek by jej bratem?
Ja też nie, pijmy więc dalej. 
Ten opis brzmi mniej więcej tak dramatycznie jak: poszłam do sklepu, a że nie lubiłam marchewek musiałam iść do Ikei. 
...Głupi Ptomcio is my favourite.

Kleopatra promieniała, opowiadając mi historię swojego życia. Patrząc na nią, zrozumiałam, że nie jestem pierwszą (a nawet nie jestem w pierwszej setce...) osobą, która słucha tej skróconej biografii.
W tym wypadku autobiografii, skarbie.

Westchnęła ciężko, oceniając mnie spojrzeniem swoich przenikliwych czarnych oczu. 
Nie ma czegoś takiego jak czarne oczy. Są ciemnobrązowe, ale nie czarne.

- Trzeba będzie długo nad tobą popracować, by uczynić cię prawdziwą diablicą... 
To po to była ta cała historia? Jeżeli ktoś widzi jakikolwiek związek przyczynowo- skutkowy w tym dialogu, znacie mojego maila. 

Zaraz! Jak to umarła w połogu, a parę lat później sfingowała swoją śmierć? Coś mi tu nie pasowało. 
- Jak to umarłaś w połogu? Popełniłaś samobójstwo z kobrą...
Bohaterka chyba musiała się zrestartować, albo ta opowieść tak ją zanudziła, że zapadła w chwilową śpiączkę (co nie jest wykluczone), bo pojęcie tego, co powiedziała do niej Kleopatra zajęło jej  aż sześć wersów. 
Kobra widać popełniła samobójstwo wespół z Kleopatrą. 

Zrobiła pretensjonalną zdziwioną minę. 
- O... to nikt ci tego nie wytłumaczył?
Jak mogli, mieli czas na ten cały "Jesteś diablicą, oto rzeczy, o których musisz wiedzieć" a nie wspomnieli nawet o tak istotnej rzeczy jak prawdziwy powód śmierci Kleo? Skandal!

Czułam, że zaraz wybuchnę. Czyżby Beleth zapomniał mi powiedzieć o pewnym drobnym szczególe? Na przykład takim, że może nadal żyję?!
Sposób w jaki bohaterka wysuwa wnioski jest doprawdy niesamowity. 
Niechybnie wyciąga je z dupy - jak Kleo gameboya. 

- Nie... - prawie warknęłam. - Czy ja jeszcze żyję? Mogę wrócić na Ziemię? 
Teraz na pięknej twarzy Kleopatry malowało się tylko współczucie. Pocieszająco poklepała mnie po dłoni. 
- Nie, Wiktorio... Ty nie żyjesz, nie możesz tam wrócić, by żyć... 
Posmutniałam. A już myślałam, że może znowu zobaczę brata. Powiem mu, że ze mną wszystko w porządku. Na pewno się martwił. Nie mieszkaliśmy razem, ale często do siebie dzwoniliśmy. Wczoraj nie zadzwoniłam.
Wczoraj nie zadzwoniłam - brat z pewnością umiera z niepokoju. Błagam, mówimy tu o samodzielnej, mieszkającej samej studentce! Jeżeli jej brat potrzebuje od niej codziennych telefonów, to obawiam się, że coś tutaj jest nie halo. 

Czy już znaleźli moje ciało? Policja kazała mu rozpoznać moje szczątki? Przełknęłam głośno gulę w gardle. Jak mogły wyglądać moje zwłoki? Nie wiedziałam, co zrobił z nimi morderca. Poczułam mdłości.
Ja mam nadzieje, że nie odnajdą ją przebraną za owcę. Ja tam nie wiem, co dzieje się na Polu Mokotowskim, ale przy niedużej odległości od akademików kto wie, jacy zboczeńcy tam grasują. 

- Wiktorio... Nie możesz tam wrócić, aby żyć, ale możesz tam wrócić, aby istnieć. - Kleopatra uśmiechnęła się radośnie.
Co jest w tym zabawnego nie wiem, i prawdopodobnie nigdy się nie dowiemy. Jednak powoli zaczynam podejrzewać, że Kleopatra ma jakiś problem z mięśniami twarzy. 
Zawsze myślałam, że żyć to to samo co istnieć, no chyba że weźmiemy pod uwagę, że kamienie też istnieją i Wiki powróci na Ziemię w charakterze otoczaka. Ale co ja tam wiem, nie władałam Egiptem. 

Czułam się, jakbym rozmawiała z żeńskim odpowiednikiem Beletha... Czy mówienie zagadkami to domena diabłów, na miłość boską?!
Nie, anioły też sobie nieźle z tym radzą.



- Posłuchaj, podpisując kontrakt, stałaś się diablicą. A diabły nie mają ciała - usiłowała mi wytłumaczyć sytuację. 
Niech mi to ktoś wyjaśni: jeżeli ona nie ma ciała, to w jakiej formie teraz egzystuje - zwłaszcza że, jak się okaże później, jest widzialna (i dotykalna) dla śmiertelnych? Jeżeli nie miałaby ciała, to nie potrzebowałaby jeść i widocznie te fantastyczne suknie nakłada na próżnię. I tym bardziej nie odczuwałaby erotycznych ciągutek do Beletha - no chyba że jakimś magicznym sposobem jego unaoczniony intelekt ma kształt doskonale rzeźbionego torsu.

- To znaczy, że twoje ziemskie szczątki zamieniły się w popiół w tej samej chwili, w której skończyłaś pisać ostatnią literę swojego nazwiska na formularzu.
Wydaje mi się, że ten kontrakt tak mniej więcej od połowy zapisany był drobnym druczkiem. 
Tudzież atramentem sympatycznym.

- Rozumiem. Czyli nikt nigdy nie znajdzie moich zwłok - odparłam. 
- No właśnie. Poza tym masz klucz diabła. A z nim możesz przedostać się wszędzie, do każdego wymiaru. Nie możesz tylko podróżować w czasie. - Skrzywiła się. - To potrafią tylko prawdziwe męskie diabły.
Seksistowski alarm! Sprzeciwiam się męskiej dominacji! Ale tak na serio, w jaki sposób posiadanie wacka może ułatwiać im podróż w czasie? Poza tym jakoś do tej pory nikt nie wspominał, że laski mają jakąś mniejszą moc (a jeżeli pamiętacie ten bolesny dialog z Belethem z ostatniego rozdziału to pewnie zdajecie sobie sprawę jak długo jojczyli na temat różnic ich dzielących). 
Wiesz, jak się zmniejsza pęd w tunelu czasoprzestrzennym, zawsze można dopomóc sobie... śmigłem.

Umieją zabierać ze sobą pasażerów, ale nie chcą tego robić, bo im nie wolno. Myślałby kto... W kółko łamią boskie zasady, a zabrać mnie do krainy przodków to nie łaska. 
Po raz pierwszy zgadzam się z Kleopatrą. Na miłość wszystkiego co święte, to są walone diabły i ja mam uwierzyć, że na propozycję przeniesienia kogoś w czasie powiedzą "Sorki, ale nie, zasady mi tego zabraniają"?!
No i, eee, są upadłym aniołami, to chyba łamią boskie zasady z wdziękiem i palcem w dupie?

Teraz nawet nie mam po co pojawiać się w Egipcie. Panoszy się w nim ta brudna arabska hołota! A co z moją wiarą? Z prawdziwą wiarą w bogów egipskich? Zginęła zamieniona na Allacha.
Kochana, jakby ci to powiedzieć - właśnie znajdujesz się w chrześcijańskim Piekle.

- Poczekaj - przerwałam jej gderanie. - To znaczy, że mogę wrócić na Ziemię, będę całkowicie widzialna dla wszystkich i będę mogła udawać, że nadal żyję? 
- Tak. - Wdzięcznie wzruszyła ramionami. - Ja tak zrobiłam. 
Otworzyłam szeroko oczy ze zdumienia. Od razu pospieszyła z wyjaśnieniami:
Tak, to oznacza dokładnie to co myślicie, także na waszym miejscu przyszykowałabym alkohol. Kolejny nudny monolog nadchodzi niczym zima w Grze o Tron. Tylko akurat w tym przypadku mamy pewność, że nastąpi i nie musimy czekać na to siedmiu sezonów i pięciu książek.

- Niestety po ciężkim porodzie mojego najmłodszego syna Ptolemeusza Filadelfosa zmarłam z powodu zakażenia. Ale nie chciałam umierać. Po podpisaniu kontraktu dowiedziałam się, że mogę wrócić, i tak zrobiłam. Owszem, musiałam brać udział w targach o dusze, lecz dzięki temu, że byłam skuteczna, mogłam mieć sporo wolnego czasu, który spędzałam z Antoniuszem i dziećmi. 
Którzy w żaden sposób nie byli zdziwieni tym, że laska umarła, zamieniła się w popiół a potem po kilku dniach wróciła, żeby zmieniać dzieciakowi pieluchy.


No i nadal władałam mym krajem. A potem jeszcze to samobójstwo. Ależ to był akt polityczny! Dzisiejsi politycy nie potrafią zdobyć się na takie czyny. Ciepłe kluchy...
O Boru, naprawdę. Nigdy nie sądziłam, że jedna kiepsko napisana postać jest w stanie tak zirytować człowieka. Swoją drogą rzeczywiście, samobójstwo to mistrzowski akt polityczny. Przeciwnicy Kleopatry z pewnością poczuli się zwyciężeni przez to niesamowite zagranie. 
"A to zabiję ćwieka Oktawianowi!" pomyślała Kleo, zastanawiając się jeszcze, czy użyć trucizny, czy dać się spektakularnie ukąsić kobrze (królewskiej, a jakże inaczej). Oktawian popadł w lekki stupor - ale że był zdecydowanie ciepłą kluchą, w rezultacie tylko nakazał zabić jej syna, ostatniego Ptolemeusza i zarazem ostatniego faraona egipskiego.

- No, ale ty i tak byłaś martwa. Tobie nie zależało, jak się drugi raz zabijałaś na niby - zauważyłam. Kontynuowała, tak jakby nie usłyszała mojej uwagi:
- Ach, żałuję, że potem odeszłam w niebyt. Mogłam udać zmartwychwstanie! Wyobrażasz to sobie? Moi wrogowie musieliby mnie uznać jako wcielenie bogini Izydy za jedyną prawowitą władczynię krainy nad Nilem. Jakże żałuję, że wpadłam na ten wspaniały pomysł dopiero po stu latach, gdy już było za późno.
Tak, też jestem zdziwiona, że zabrało jej to tak mało czasu, biorąc pod uwagę jej przebiegłość. 
W piekle mają pewnie darmowe drinki z palemką, może dlatego tyle jej zeszło.

Zdałam sobie sprawę, że ktoś tu cierpiał na przerost ambicji. - Kleopatra VII, wcielenie bogini Izydy. - Westchnęła z rozkoszą. - Ależ miałabym piękne inskrypcje na pomnikach! I zbudowałabym nowe świątynie! Jedną w Aleksandrii, a drugą w Karnaku! Moi ziomkowie oddawaliby mi hołd i wielbili me imię. Kleopatra VII, wcielenie bogini Izydy... ziemskie wcielenie bogini Izydy... wcielona bogini Izyda... stąpająca po ziemi bogini Izyda...
Nic nie mówiąc już o tym, że za wcielenie boga uważano każdego faraona. Ale kto by się tam przejmował, kiedy możesz dostać taką fajną czapę.



Odchrząknęłam głośno, przerywając jej litanię pochwalnych tytułów. Poważnie, faceci musieli lecieć na jej urodę, bo charakter miała odrobinę koszmarny...
Zastanów się więc na co lecą w twoim przypadku, skoro według ciebie jesteś brzydka, a według nas z pewnością nie inteligentna.
Może robi dobre schabowe?

- To co teraz? - zapytałam. - Mogę wrócić do domu, po klucz, który tam zostawiłam, i udać się na Ziemię, tak? 
- Zostawiłaś klucz w domu? - znieruchomiała. - Zwariowałaś?! 
Postanowiłam nie odpowiadać, bo najwyraźniej było to pytanie retoryczne. 
- Musisz nosić go zawsze przy sobie! A jak ci go ktoś ukradnie?! Drugiego nie dostaniesz! - pouczyła mnie i wrzuciła gameboya do torebki. 
To z pewnością jedna z tych rzeczy, o których jej nie wspomnieli na szkoleniu. Pewnie dlatego, że przez ten cały czas Beleth wolał się jej gapić na cycki. Czy tylko ja uważam, że facet trochę daje dupy w tej roli?

- Szybko! Idziemy do twojego domu! 
- A kto miałby mi go ukraść? - zapytałam lekko zaniepokojona i też wstałam. Kleopatra wsunęła swój klucz diabła w ścianę restauracji i spojrzała na mnie jak na kompletną idiotkę: - Haaaalooooo, jesteśmy w Piekle... - oświeciła mnie i wskazała na sufit. - Ci dobrzy i prawi są piętro wyżej.
Tutaj przestrzega się zasad tylko wtedy, kiedy jest to potrzebne dla dobra fabuły. 
Porażająca niegodziwość zieje z każdego zakątka Piekła, zwłaszcza z tej knajpy, gdzie trzeba było grzecznie podziękować za zrobienie jedzenia. Wiki stanowczo powinna przeczytać ten Regulamin Piekła, założę się, że jest tam tylko jedno zdanie: "Lol, you're fucked".

 Wbrew jej przypuszczeniom w moim domu nie było nieproszonego gościa. Klucz leżał tam, gdzie go zostawiłam, czyli spokojnie pod poduszką na szezlongu. No, OK... tam, gdzie mi pewnie wypadł z kieszeni, co oburzona Kleopatra uznała za co najmniej obrazę majestatu.
No wiecie, bo bohaterka jest taka inteligentna, dojrzała, odpowiedzialna itp.

Na szczęście pozbyłam się jej kilka minut później. Jej mentorskie wywody już mnie męczyły. Poza tym chciałam czym prędzej wrócić. Wrócić na Ziemię.
Podajcie mi przykład jednego "mentorskiego wywodu" Kleopatry. Przez cały czas mówiła tylko jak jej życie było do dupy a ona jest niesamowita, a później wytknęła bohaterce jedynie, że nie wzięła ze sobą jednej rzeczy, której powinna pilnować. No ale skrytykowała główną bohaterkę, za co należy jej się wieczne potępienie. 
Ale ona już jest potępiona na wieki, hahahaaaa!!!!11!1oneone *krwotok z nosa*

Gdy wreszcie udało mi się wyprosić Kleo, mogłam wziąć swój klucz diabła i po przebraniu się w swoje stare ciuchy wejść w ścianę...
To zdanie bez kontekstu to jedna z najfajniejszych rzeczy na świecie. Zaraz obok liska oczywiście.


A teraz, biorąc pod uwagę fakt, że lisek to tak naprawdę bohaterka, wyobraźcie sobie to:

Albo to:



Przenosimy się odrobinę z akcją, bo uwierzcie mi, nie chcecie czytać tego w całości. Bohaterka przeszła przez ścianę i znalazła się w swoim dawnym pokoju. Gdzie czeka na nią sadystyczny morderca... wiem, chcielibyście, niestety to tylko jej brat. 

Komórka zmaterializowała się w mojej dłoni. Uśmiechnęłam się pod nosem, gdy stwierdziłam, że z karty nie zniknęła nawet złotówka. 
Always look on the bright side of life. Zostałaś zgwałcona i zamordowana, ale morderca przynajmniej nie wygadał ci darmowych minut na telefonie. 

Mój uśmiech trochę przygasł, gdy zobaczyłam sześć nieodebranych połączeń od Marka. Czym prędzej do niego oddzwoniłam.
- Wiki, gdzieś ty się do cholery podziewała?! - ryknął w słuchawkę.
Taki znerwicowany i dzwonił do niej tylko sześć razy? Z dalszego dialogu wynika, że byłby zdolny do co najmniej dwudziestu połączeń na godzinę i wyważenia drzwi do jej mieszkania.

-Też cię kocham i miło słyszeć mi twój głos... - wymruczałam. 
Jej, pranie chyba mi się wysuszyło przez ten ostatni tekst.

- Wiesz, jak się martwiłem?! - dalej krzyczał. - Gdzie byłaś? Czemu nie odbierałaś? Co się stało?! Skrzywiłam się. Teraz jeszcze musiałam kłamać.
Spoko i tak jesteś już w piekle, generalnie gorzej być nie może.
Mój system immunologiczny zaczął działać, dla własnego dobra zaczęłam wyprzedzać suchary.

 No, ale przecież nie mogłam mu powiedzieć: „Sorry, braciszku, ale kopnęłam w kalendarz, a Szatan nie pozwolił mi wcześniej zadzwonić".
Widzicie, o to mi właśnie chodziło. 

 - Byłam na imprezie - powiedziałam potulnym głosem. - Nie słyszałam, jak dzwonisz, a potem całkiem zapomniałam oddzwonić. Dzisiaj przez cały dzień miałam prawdziwe urwanie głowy. Wiesz, na uczelni... 
- Na imprezie? - znowu ryknął.
Gość totalnie myli rzeczywistość z książkami Jane Austen, zaraz zaproponuje jej usługi najbliższej przyzwoitki.
I zaaranżuje małżeństwo z pastorem.

Marek zawsze bardzo się o mnie troszczył. Odkąd się niedawno wyprowadziłam, a on zamieszkał z narzeczoną, ciągle mnie kontrolował, martwiąc się, że sama nie dam sobie rady.
Wiecie, w sumie patrząc na to co się z nią dzieje w tej chwili to jakoś się temu nie dziwię. Ale przecież wszyscy naokoło twierdzą, że Wiktoria jest tak niesamowicie odpowiedzialna i inteligentna, także pytam się tylko, skąd ten brak spójności?

- Piłaś? Ktoś cię potem odprowadził do domu? Jakiś chłopak? Najlepiej duży? 
- Mmm, braciszku, żebyś wiedział, że duży.

Wiesz, że mieszkasz w niebezpiecznej dzielnicy. Nie chcę, żeby coś ci się stało.
- Spokojnie, kolega mnie odprowadził - skłamałam gładko.
- Jaki kolega?
- Spotykamy się od jakiegoś czasu - brnęłam dalej w moją małą mistyfikację. - Dzisiaj też idę z nim na randkę. 
Będę się za te oszustwa smażyć w Piekle. A nie... zaraz... ja już się w nim smażę... 


- Chcę go poznać - zażądał. - Skąd on jest? To warszawiak? Bo jak jest z innego miasta, to może cię wykorzystać, a potem wcale nie związać się z tobą na zawsze.
Facet z Mokotowa oświadczy ci się po miesiącu znajomości, ale jeśli mieszka już za Wolą Grzybowską, nawet z nim nie rozmawiaj!
Serio, to nawet nie śmieszne, aż mi słoma z jego butów wyszła klawiaturą.
Ciekawi mnie podejście "Tylko warszawiak jest godny zaufania, ludzie spoza miasta od razu wepchną cię w krzaki i zgwałcą".

Wróci tam, skąd przyjechał i...
Boże, tego Roberta to chyba wykorzystał jakiś facet z Mińska Mazowieckiego. A kawaler nie słyszał o związkach na odległość, albo, bo ja wiem, przeprowadzce do innego miasta?
Poza tym doświadczenie czterech lat studiowania mówi mi, ze na studiach trudno znaleźć kogoś z Warszawy. Marek albo nigdy w życiu nie przestąpił progu uczelni albo był typem katatonika, który tylko stoi pod ścianą, a o tym jak brzmi jego głos dowiadujesz się po czterech miesiącach, kiedy w końcu gość musi wygłosić referat na zajęciach. 

- Marek... - przerwałam mu. - Czy ty za bardzo nie wybiegasz w przyszłość? Mam dwadzieścia lat... związać się z kimś na stałe zamierzam dopiero za jakiś czas, a o małżeństwie nawet jeszcze nie myślałam.
Na razie interesuje mnie tylko jednorazowy seks bez zobowiązań.

- O Boże, wy ze sobą śpicie? - W głosie Marka usłyszałam panikę. 
- Pewnie, śpimy razem. On ma fantastyczną piżamkę w króliczki i masz go zaakceptować!
OMG WTF LOL ROTFL <Frowny face>. Zaczynam mieć dziwne wrażenie, że Marek na nazwisko ma Darcy  i nie chodzi mi tu o tego z Bridget Jones. 

I właśnie dlatego poczułam radość, gdy się od niego wyprowadziłam. Chociaż straszliwie za nim tęskniłam, a pusta kawalerka czasami mnie przytłaczała. No i nadal potrafiłam stracić głowę, gdy kran zaczynał cieknąć, gdzieś pękła uszczelka albo po ścianie chodził najzwyklejszy pająk.
Jak ona przeżyła mieszkając sama, skoro wpada w panikę na widok popsutej uszczelki albo tego najzwyklejszego pająka?
Och, przecież nie przeżyła.
Mój mózg został zainfekowany wirusem z planety Suchar-6, to koniec. 
Jeżu z Kabackiego, ja nie wiem na jakiej podstawie w piekle wybierają ludzi, ale wydaje mi się, że ktoś w personalnym nieźle nawala.

Niemniej uniemożliwienie mu inwigilowania mojego życia na każdym kroku dawało mi satysfakcję, która spokojnie rekompensowała te drobne niedogodności.
Przepraszam, w jaki sposób ona uniemożliwiała mu inwigilacje, kiedy dopiero przed chwilą mówiła, że gadali ze sobą codziennie a Marek często przychodził do jej mieszkania?

- Marek! - krzyknęłam. - Nie śpię z nikim! Raz się z nim spotkałam, a...
- Raz się z nim spotkałaś, a on już cię odprowadza do domu? - złapał mnie za słowo. 
Błagam, wódka mi się skończyła a na trzeźwo trudno się czyta takie bzdury. A większego shitu już dawno nie czytałam. Czy on przypadkiem nie powinien się cieszyć, że ktoś ją odprowadza z imprezy do domu? Czy to nie jest oznaką, że ktoś się o nią troszczy? Ja wiem, że jestem dzieckiem z małego miasta, ale nawet w Kielcach nie podejrzewaliśmy wszystkich o natychmiastową rządzę mordu.


- Marek. Zaczynasz przesadzać. Westchnął ciężko i zaśmiał się pod nosem. 
- Jeeezu. Zaczynam zachowywać się jak twój ojciec.
Ich rodzice zmarli, gdy byli mali - wobec tego pan Biankowski musiał wypytywać swoje kilkuletnie dzieci, z kim sypiają.

- Dokładnie, pojawiają się u ciebie wszystkie najgorsze cechy...
Jejku, jakie to miłe. Ja rozumiem, że pierwszą zasadą pisania opek jest pozbycie się jak najszybciej rodziców, ale trzeba ich od razu hejtować?

- No to słuchaj, mała, wujkiem zostać nie zamierzam na razie, wiesz o tym. Rozumiem, że potrzebujesz więcej swobody... przepraszam... ale naprawdę bardzo się o ciebie martwiłem i trochę puściły mi nerwy.
Jeszcze chwilę rozmawialiśmy. Kiedy wreszcie kliknęłam czerwoną słuchawkę na telefonie, westchnęłam z ulgą. Marek potrafił się rozkręcić z kazaniami. Nagle komórka rozdzwoniła się w mojej dłoni.
- Cześć - powiedziałam do Zuzy, mojej najlepszej przyjaciółki. Znałyśmy się od podstawówki i zawsze byłyśmy nierozłączne. Poszłyśmy nawet na te same studia. 
Tak z rozpędu, po co się przejmować swoją lub koleżanki pasją i umiejętnościami.
Swoją drogą całkiem niezłego ma farta. Po kilku dniach odzyskała telefon i od razu do niej dzwonią. Tak właśnie osadza się bohaterkę w centrum wszechświata i ustawia postaci poboczne aby były w danym miejscu kiedy tylko są potrzebne. 

- Kobieto, usiłuję się do ciebie dodzwonić od dwóch dni! Dzisiaj jest impreza u Tomka, idziesz z nami, słyszysz?
Nie możesz od dwóch dni dodzwonić się do przyjaciółki? Gdy odbierze, zaproś ją na imprezę. Na miejscu Wiki bym się porżnęła, mając takich bliskich.
Kto chce się założyć, ze Zuza będzie miała osobowość równie ciekawą co pralka?

- Eee... - mruknęłam niechętnie. - Trochę mi się nie chce. 
- Będzie Piotrek.
Te dwa jakże magiczne słowa podziałały na mnie jak redbull. Dosłownie wyfrunęłam z łóżka i zaczęłam przeglądać szafę w rozpaczliwej próbie znalezienia jakiegoś ekstraciucha. 
A może być najpierw się pożegnała z koleżanką i skończyła rozmowę?
Kij tam koleżanka, przecież to truloff wkroczył na scenę. 
Drogi czytelniku, brace yourself, oto nadchodzi Piotruś. Już wkrótce będziesz go nienawidzić.

Z tego wszystkiego zupełnie zapomniałam, że mogę go sobie po prostu stworzyć.
Ech... Piotr, Piotrek, Piotruś... moja wielka niespełniona miłość.
Drodzy czytelnicy, musimy was ostrzec: po lekturze tej analizy (lub książki, jeśli macie ochotę na jakąś sadomasochistyczną lekturę) oficjalnie znienawidzicie imię Piotruś. Od tej pory, gdy ktoś przy was użyje tego zdrobnienia, dostaniecie drgawek. Naprawdę.
I jeszcze jedno. Czytając tę analizę, pamiętajcie proszę, iż ów Piotruś to nie pięciolatek z podwórka. Mówimy tu o dorosłym mężczyźnie.

Wysoki brunet, z niesfornymi czarnymi włosami, opadającymi na przenikliwe oczy.
Ała, włosy w oczach to nic przyjemnego.

 Mhm... i ten seksowny, jednodniowy zarost dookoła zmysłowych ust, po których tak często błąkał się ironiczny, odrobinę wszechwiedzący uśmiech. Jeśli chodzi o wnętrze, nigdy tak naprawdę go nie rozgryzłam.
Buahahaha, kto by się przejmował wnętrzem skoro gość ma idealnie ukształtowane poślady?

 Często milczący, zawsze ważył wszystkie słowa, nigdy nie paplał tak jak ja. Intrygował mnie.
Czy wy też zakochujecie się w pierwszym przystojnym gościu, który nie potrafi sklecić zdania złożonego?

Byłam w nim zakochana od kilku miesięcy. Najzabawniejsze, że wcześniej w ogóle nie zwracałam na niego uwagi. Piotruś był po prostu kumplem, z którym jeździłam autobusem, z którym się wygłupiałam, któremu mogłam o wszystkim powiedzieć.
O Boru, zaczyna się. Dla czystej rozrywki, żeby nie musieć przywiązywać zbyt dużej wagi do wątpliwej jakości treści pozwolę sobie policzyć ile razy bohaterka nazwie go "Piotrusiem".
Piotrusiomierz - 2
Czy muszę przypominać, że za każdym razem pijemy?

Tak jakoś dostałam strzałą Amora po tyłku, zupełnie bez powodu, kiedy na jakiejś imprezie siedzieliśmy sami na balkonie i patrzyliśmy w gwiazdy. 
Skarbie, strzałą anioła możesz dostać w serce a nie po tyłku. To nie jest walone 50 Shit.

Rozmawialiśmy o niczym ważnym, o naszych studiach.
Pewnie, takie tam duperele. Studia, kariera, przyszłość.

 Po prostu siedział obok, paląc papierosa i patrząc przez sztachety na szare blokowisko na Żoliborzu, a ja poczułam, że mogłabym siedzieć tak obok niego przez wieczność.
Kurczę... a zawsze sobie powtarzałam: „nie bądź taką kretynką jak Bridget Jones", a tu co? Jeszcze tylko dziesięć kilo nadwagi i będę mogła z nią konkurować o nagrodę największego pechowca życiowego.
OK, to koniec, straciłam jakikolwiek szacunek do tej postaci. Bo jeżeli ktoś mówiąc na dorosłego faceta Piotruś, zachwycając się niedopiętym guzikiem od koszuli pierwszego lepszego faceta i nie potrafiąc opanować swojej sraczki myślowej nazywa Bridget kretynką, to ja przepraszam, wypisuję się z tego klubu. 
Jestem oficjalnie wściekła. I tak, oglądam Bridget średnio raz na pół roku. I tak, czytałam książki. Książki, które były napisane w faktycznie zabawny i niewymuszony sposób. W przeciwieństwie do tego gówna. 

Wsadziłam klucz w ścianę i szybko przeskoczyłam do swojego domu w Los Diablos. Postanowiłam ubrać się w ciuchy, które włożył mi do szafy Beleth. W końcu był facetem, wiedział, co jest sexy.
Nagość na przykład.
Gdzie się podziała postawa "o nie, nie dam się wcisnąć w tę kusą kieckę, jestem jak silną i pewną siebie postacią, że nie muszę świecić cyckami, żeby coś osiągnąć?"


Przenosimy się na imprezę. Oh yeah...

Zuza pociągnęła mnie za ramię, żeby odejść, póki nie wybuchnie. Paweł naprawdę dorównywał inteligencją trzonkowi od młotka... 
Przypomniała mi się teoria, że kolba kukurydzy ma podobno 30 punktów IQ.
To pewnie o jakieś 10 więcej od bohaterki, także uważaj co mówisz, Wiktorio.

Jakim cudem dostał się na polibudę i jeszcze go nie wywalili, chyba na zawsze pozostanie dla mnie zagadką. 
Byś na UW zawitała to przestałabyś mieć z tym problemy. Tam dopiero się cuda dzieją przy rekrutacji.

Podeszłyśmy do grupki, w której siedział Piotruś. 
Piotruś, lat dwadzieścia kilka, przystojny truloff. P.I.O.T.R.U.Ś.
Piotrusiomierz - 3

- Cześć. - Usiadłam obok niego.
Kiwnął mi głową na powitanie i na tym się skończyło. Wrócił do przerwanej rozmowy. 
Aha, od razu widać, że są dla siebie stworzeni.

Włączyłam się do niej, jednak nie zmieniło to faktu, że dla niego nadal byłam fragmentem barwnego otoczenia. Uroczo...
Ale, żeby nie było wątpliwości, Piotruś jest uosobieniem ideału.

Miałam głęboki dekolt, znakomicie dopasowane spodnie, ładnie wyglądałam... i nic. 
Czego się spodziewałaś, że na środku pokoju wsadzi ci rękę w ten dekolt? I sama uważasz, że nie jesteś  "specjalnie urodziwa", więc albo zaczniesz patrzeć na siebie bez fałszywej skromności, albo przynieś Piotrusiowi schabowego.

Owszem, rykoszet trafił w jego kumpli. Chwilę później Maciek przysunął się do mnie i zaczął ze mną rozmawiać.
Bo pamiętajcie, że bohaterka według siebie wygląda jak Yeti, a mimo to każdy facet poza Truloffem od razu na nią leci.

Piotruś to albo facet ze stali, albo kompletnie mu się nie podobałam... Co było ze mną nie tak?
A teraz wyobraźcie sobie, że wszyscy faceci w pokoju nerwowo próbują ukryć erekcję, tylko Piotruś z twarzą pokerzysty dalej przeżuwa chrupki.
Jeszcze raz. Bohaterka co prawda twierdzi, że jest zupełnie nierzucająca się w oczy i w ogóle mało atrakcyjna a dziwi się, że facet, z którym rozmawiała w życiu może kilka razy nie staje na jej widok na baczność.
<if you know what I mean>



Piotrusiomierz - 4

W końcu dałam sobie spokój i odeszłam do koleżanek. Za mną poszedł Maciek. Super, jeszcze chwila i znowu się wpakuję. Chyba najgorsze, co istnieje, to powiedzieć komuś, że nie jest się zainteresowanym. 
Nie chce mi się tobie przypominać, że jesteś martwa i potępiona, twierdzisz, że jesteś brzydka, a my uważamy, że jesteś tylko trochę inteligentniejsza od tej kolby kukurydzy. A kataklizmy, epidemie i wojny to takie tam randomowe utrudnienia w życiu.

Sama nie chciałabym tego usłyszeć, więc przeważnie nie mam serca tego mówić... Przez co zadziwiająco często pakuję się niestety w sytuacje bez wyjścia i muszę iść z kimś na randkę.
Zadziwiająco często? Opowiedz więc nam jeszcze raz o tym, jaka to jesteś nieatrakcyjna.

Najwytrwalszy dzwonił trzy razy (średnio raz w tygodniu), ale też w końcu zrezygnował, kiedy wciąż mówiłam, że nie mam czasu.
Tak, coś takiego jest z pewnością mniej bolesne dla faceta, niż powiedzenie mu, że nie jesteś zainteresowana. 

Zuza wciąż mi powtarza, że uciekam, a książęta z bajki nie będą mnie gonić wiecznie. Zawsze jej odpowiadam, że ani oni nie wyglądają na królewiczów, ani ja na księżniczkę, więc mogłaby mi z łaski swojej dać święty spokój.
Widać zwyczajni ludzie vel plebs już nie mogą nawiązywać romantycznych związków. Zrozumiałabym od biedy tę logikę, gdyby bohaterka była nieodwołalnie zakochana w Piotrusiu, świata za nim nie widziała i dlatego spławiałaby tych wszystkich facetów - ale na Beletha leci jak halny wczesną wiosną.

Koło drugiej w nocy zagadnęłam Piotrusia, czy nie wraca do domu, tobym się zabrała razem z nim, żeby nie chodzić sama po ciemku. Miałam szansę chociaż w nocnym autobusie być z nim sam na sam. Owszem, szedł już do domu, ale razem z nim Maciek, z którym mieszkał.
Może to Maciek jest odpowiedzią, dlaczego Piotruś nie zwraca na ciebie uwagi...
Piotrusiomierz - 5


Bohaterka wraca do swojej skromnej hacjendy w piekle, gdzie przygotowuje się do swojego pierwszego zadania jako diablica. 

Równo o godzinie trzynastej zadzwonił dzwonek do drzwi. Zapewne spałabym znacznie dłużej, ale upierdliwy ktoś za drzwiami nie zdejmował palca z guzika. Przeklinając go głośno, zarzuciłam na siebie satynowy szlafrok i zbiegłam po schodach.
To kolejna tortura piekła tak naprawdę. Zaraz obok wiecznego słuchania "My heart will go on" osoba potępiona każdego ranka jest budzona natrętnym pukaniem do drzwi na dwie godziny przed planowaną pobudką. Od przyszłego tygodnia zaczynam ustępować miejsca w autobusach paniom z wózkami przystosowanymi do wciągania po schodach.

Przelotnie zerknęłam w lustro w sypialni i stwierdziłam, że wyglądam koszmarnie. Włosy sterczały mi we wszystkie strony, niezmyty makijaż lekko się rozmazał. Istna świeżość i radość o poranku...
Ahh, istną świeżość o poranku to ja będę miała, bo znowu muszę sięgnąć po flaszkę, słuchając opowieści, jaka to jesteś odrażająca. Każdy, kto nie występuje w reklamie płynu do płukania, rano wygląda jak przepuszczony przez drylownicę, co w tym dziwnego?

Zamierzałam zdrowo wygarnąć temu gościowi przy drzwiach, który usiłował chyba przebić się palcem na wylot do środka domu. 
Wiesz, nie żebym była ekspertem, ale wydaje mi się, że dobrym pomysłem byłoby otworzyć drzwi zamiast stać przed lustrem i narzekać, że ktoś się dobija do drzwi.

Jednak kiedy otworzyłam drzwi, oniemiałam.


Jeżeli to nie będzie coś równie zaczepistego co Winchesterowie/ księża/ Chippendalesi to ta książka jest gorsza niż myślałam.

Przede mną stał niski człowiek w habicie. Miał góra metr pięćdziesiąt wzrostu, może nawet metr czterdzieści. Długie rękawy zasłaniały jego dłonie, w których trzymał teczkę z napisem Top secret, a twarz była skryta w cieniu dużego kaptura. Nie byłam pewna, czy to kobieta, czy mężczyzna. Brązowy habit skutecznie tuszował sylwetkę. 
- Diablica Wiktoria? - zapytał skrzekliwym głosem gość.
- No... - przytaknęłam. - A ty to...? 
- Śmierć. Miło mi cię poznać.
Jestem jak najbardziej za łamaniem stereotypów, ale jak zapewne zdążyliście się domyślić, autorka nie jest w stanie podołać takiej sytuacji i sprawić, że to co przeczytamy, będzie choć w małej części strawne.

Zorientowałam się, że stoję z otwartymi ustami. Zamknęłam je czym prędzej.
Biorąc pod uwagę fakt, że bohaterka jak dotąd spędza większość swojego czasu z otwartymi ustami wydaje mi się to niepotrzebne.
PS. Ona wygląda jak glonojad.

- Mnie ciebie też - mruknęłam i postanowiłam się pilnować, żeby nie wpatrywać się w nią z takim zdziwieniem. - A więc przyniosłaś mi... zlecenie. - Starałam się, żeby zabrzmiało to profesjonalnie.
- Tak. - Śmierć lekko skłoniła głowę i podała mi teczkę w taki sposób, że nie zobaczyłam jej dłoni.
To znaczy jak? Owinęła dłoń rękawem? Rzuciła Wiktorii tę teczkę w twarz? Czy w rzeczywistości mamy do czynienia z Jedi i po prostu użyła do tego Mocy zamiast rąk?
Ważniejsze jednak wydaje mi się pytanie gdzie ta teczka miała rzeczoną dłoń i dlaczego Śmierć chciała ją schować przed bohaterką?

- Dziękuję. Może chciałabyś się czegoś napić? 
Przychodzi do Ciebie Śmierć - na pewno golnęłaby sobie kawki.
Racja, wszyscy wiedzą, że śmierć woli jeść na mieście:


- zaproponowałam uprzejmie, chociaż wcale nie miałam ochoty wpuszczać jej do swojego domu. - Dzisiaj jest strasznie ciepło, a ty jesteś w takiej długiej... sukience.
Nie sądzisz, że to trochę impertynenckie - zwłaszcza, że sama wcześniej stwierdziłaś, że to habit? To tak, jakby księdzu powiedzieć, że do twarzy mu w tej kiecce. 

- Nie jestem kobietą - usłyszałam. 
Oj... szlag... 
Wydaje mi się, że ktoś w tym opku powiedział bohaterce, ż jest inteligentna, prosiłabym o przynajmniej jeden przykład jej inteligentnego zachowania bo jak do tej pory nie znalazłam ani jednego. 

- Bardzo przepraszam - powiedziałam szybko. - Po prostu po polsku śmierć jest rodzaju żeńskiego, więc pomyślałam... 
- Po angielsku jest męskiego - stwierdził mój gość. - Ale mężczyzną też nie jestem.
Nie, po angielsku śmierć jest rodzaju nijakiego, ponieważ śmierć jako słowo nie zalicza się do ludzi, którzy jako jedyni w języku angielskim mogą mieć rodzaj męski lub żeński (No chyba, że mówimy o imionach zwierząt, czy słowach opisujące płeć, jak samica psa, czyli jak wiemy "Plaża", Britney Spears nauczyła nas tego w tej piosence z WILL. I. AM.). Jest przedstawiana jako mężczyzna w wielu kulturach, a to, że w języku polskim nadano jej rodzaj żeński też nie oznacza, że śmierć jest kobietą. 

- Och... to kim jesteś? - zapytałam zbita z tropu. 
Walonym jednorożcem do kurny nędzy.

- Jestem rodzaju nijakiego - poinformowała mnie z godnością.
Osoby rodzaju nijakiego od lat zażarcie walczą o swą godność, poprzyjmy je!

- Nijakiego... - powtórzyłam. Chociaż nie widziałam jej zakapturzonej twarzy, czułam, że się ze mnie śmieje. - Perełko, a czy słyszałaś o tym, żeby śmierć się rozmnażała? - zapytała mnie. - Skoro się nie rozmnażam, to po co mi rodzaj?
Rzeczownik też ma rodzaj, kto wie, może kopulują gdzieś po kątach.

Pokiwałam ze zrozumieniem głową, chociaż nic nie rozumiałam. 
Wydaje mi się, że się już przyzwyczaiłaś do tego stanu rzeczy. Nie będę ci więc przeszkadzać. 

- Dostarczę klienta o wyznaczonej godzinie w wyznaczone miejsce - powiedziała zagadkowo Śmierć. - Do zobaczenia. 
Bardzo zagadkowo. Śmierć w poprzednim wcieleniu musiała być walonym sfinksem, bo nie wiem co w tym zdaniu może być zagadkowego, poza tym, że bohaterka widocznie nie ma zielonego pojęcia co ma robić. Ale skoro zamiast czytać manuale wolała dowiedzieć się jak wyglądać seksi w skórze to ja nie mam się już do czego przyczepić.

Odwróciła się do mnie plecami, a przed nią pojawiła się czarna dziura. Nie zauważyłam, żeby wyjmowała skądś klucz. Śmierć widocznie miała swoje sposoby transportu. Już miałam zamknąć drzwi, kiedy dobiegł mnie jej głos:
- I postaraj się nie wyglądać na targu tak, jakbyś właśnie wstała z łóżka po ciężkiej balandze. 
- OK! - odkrzyknęłam, patrząc na czarną dziurę, która wessała Śmierć. Dobiegł mnie tylko głośny furkot jej habitu i już jej nie było. Czad! Też chcę przenośną czarną dziurę! 
Pożycz od Różowej Pantery:



(Wiem, że ta grafika już pojawiła się w którejś z analiz, co jakoś mnie dziwnie rozczula.)

Usiadłam przy kuchennym stole i po stworzeniu solidnego śniadania (bezkalorycznego rzecz jasna - za życia o to nie dbałam, to chociaż po śmierci mogę)
Ja w takiej sytuacji zżarłabym pół kilo chałwy za jednym zamachem, ale ja to ja.
Jadłabym Haribo do nieprzytomności. Ale nie szukaj tu logiki, już dawno popełniła samobójstwo i mam nadzieję, że siedzi w niebie, bo do tego grajdołu to ja jej nie życzę trafić.

zasiadłam do czytania zawartości tajemniczej teczki. Była tam mała książka zatytułowana Krótka biografia Stefana Żytomskiego. Krótka... dobre... miała ze trzysta stron!
Parafrazując uroczych studentów pierwszego roku archeologii, których udało mi się podsłuchać niedawno na korytarzu:
OMFG czysta stron! Tego przecież nie da się przeczytać, taki grube! 

A tak na poważnie, błagam, trzysta stron można przeczytać w jeden dzień jeżeli masz wystarczająco dużo czasu i wcale nie jest to przesadą. Już nie pamiętam kiedy ostatnio przeczytałam książkę, która miałaby mniej niż trzysta stron. Więc calm you tits, bohaterko, i się ogarnij.

 także fotki uroczego dziadka i kartka z terminem: poniedziałek, 13 maja, godzina 15.45, rak. Czyli jutro. Miejsca spotkania ze Śmiercią nie podano. Zapytam o to Beletha.


I oto następuje scena, w której to nasza przytulaśna bohaterka w końcu wybiera się na imprezę. Pamiętacie jak to się skończyło ostatnim razem?
Dla przypomnienia- tak, ostatnim razem po imprezie kopnęła w kalendarz. Niestety, tym razem nie będzie tak rozrywkowo.

Zdawałam sobie sprawę z tego, jak wyglądam. Zanim wyszłyśmy, dokładnie przyjrzałam się sobie w lustrze. Karminowa suknia skutecznie zasłaniała to, co powinno być zasłonięte, jednocześnie dając łatwo się domyślić, co się pod nią znajduje.
Bo gdyby założyła zwyczajny t-shirt, nikt w życiu by nie odgadł, że ma cycki.

Ciężki rubin błyszczący między piersiami przyciągał spojrzenie. Kleopatra przeszła samą siebie, niemniej czułam się nieswojo w takim ubraniu.
Aha, jassssne...
PS. co stało się z silną kobietą, która sama potrafi o siebie zadbać i się ubrać?



Ten gif jest tak uniwersalny, że pasuje do każdej sytuacji.

Do naszego stolika podszedł mężczyzna w nakryciu głowy faraona. 
Czyżby chodziło Ci o nemes? <Tak, to jest ta chwila, w której Toldie postanawia zaszpanować wiedzą zdobytą podczas swoich studiów>
A poza tym lubię, jak ludzie nazywają rzeczy po imieniu. Właśnie dlatego nasz język nie składa się tylko z kilkunastu tysięcy słów. Czekam aż Pisak pójdzie za Orwellem i zamiast "wspaniale" będzie pisała "dwa plus dobrze".
Chociaż oczywiście o znajomość Orwella jej nie posądzam.

Spod przepaski wystawały mu rude włosy. 
Której przepaski, biodrowej?!

- Witaj, Kleopatro - przywitał naszą towarzyszkę. - Belecie...
- To Wiktoria - przedstawiła mnie. - Nowa diablica. 
Wydaje mi się, że albo gość ma rozdwojenie jaźni i sam sobie przedstawia Wiktorię, albo Pisak zapomniała zaznaczyć, że to Beleth wymawia tę kwestię. 

- Ach, diablica. - Uśmiechnął się chytrze.
Nie, kurna alpaca! A kogoś się spodziewać w walonym piekle?
Pierdół z rozdwojeniem jaźni?

Wręcz czułam, jak coś kombinuje i kalkuluje po cichu. Przyjrzałam mu się uważnie. Jego rodacy w starożytnym Egipcie musieli się nieźle naśmiewać z jego dość egzotycznej jak na tamten region, ryżej czupryny.
- Będziesz zawsze mile widziana w moim klubie - powiedział. - Mnie też miło cię poznać - skłamałam.
Boru, jaka ona miła i dobrze wychowana.

- Poprosimy trzy ibisy - powiedziała Kleopatra, na co Ramzes II skłonił głowę i odszedł.
Wdałam się z Belethem w pogawędkę o moim nowym targu, w którym miał mi towarzyszyć. Przystojny diabeł wpatrywał mi się w oczy, zupełnie jakby chciał mnie przewiercić na wylot. Zrobiło mi się gorąco.
Ekhem, może rzeczywiście chce cię "przewiercić"...


Podczas rozmowy Beleth przysunął się bliżej mnie i niedbale położył rękę na oparciu kanapy, tuż za moimi plecami. Czułam pulsujące od niej ciepło.
Po chwili podszedł do nas Ramzes II z trzema czerwonymi drinkami w wysokich szklankach. 
Umm... Dlaczego Ramzes, również mający podstawę mniemać, że jest bogiem, dał się zdegradować do pozycji kelnera - a z jego perspektywy przynoszenie drinów swojemu potomkowi, a w dodatku kobiecie (mimo że w Egipcie kobiety miały dosyć wysoką pozycję), musi być tym bardziej uwłaczające?

Pływały w nich poziomki. 
- Poziomki? - zdziwiłam się. - One chyba nie rosną w Egipcie... 
*facepalm*

Kleopatra spojrzała na mnie z wyższością i powiedziała pewnym głosem:
- W Egipcie rośnie wszystko! 
Wolałam nie wdawać się z nią w dyskusję. Jeszcze bym się dowiedziała, że kartofle, które przywieźli odkrywcy Ameryki Południowej, jednak też najpierw urosły w Egipcie... Nagle gwar panujący w sali zatłoczonego już Pod Głową Anubisa przycichł. Przez niezwykle wystawne, dwuskrzydłowe
drzwi wkroczyła na salę kobieta ubrana... w taką samą sukienkę jak Kleopatra. 
Dwie takie same sukienki! Kłaki będą fruwać...


Oh no, she diint!

- Hatszepsut - imię przybyłej Kleopatra wycedziła z nienawiścią. Zerknęłam na Beletha, którego twarz od mojej dzieliło może piętnaście centymetrów.
Beleth powinien się nauczyć czym jest personal space. Gość najwidoczniej ma z tym problem.
Wiki też mogłaby przestać zachowywać się jak wodorost i określić swoje granice fizyczne, zamiast robić minę upośledzonego glonojada na każdą próbę ich naruszenia.

 Nie zauważyłam, w którym momencie jeszcze bardziej się do mnie przysunął. Wzruszył ramionami i zaciekawiony śledził ruchy Hatszepsut, której twarz wykrzywiła się we wściekłym grymasie, gdy zobaczyła Kleo w takiej samej sukience. Ruszyła w naszą stronę.
- Wizerunek Izydy nie jest twoją własnością! - wykrzyknęła do Kleopatry. - Znowu musiałaś włożyć jej suknię ceremonialną?! Przecież ty nawet nie jesteś Egipcjanką!
O EM GIE. Błagam. Dlaczego, och dlaczego Pisak z każdej wielkiej postaci historycznej musi zrobić rozwrzeszczaną dwunastolatkę, pytam się?!

Beleth pochylił się do mnie, odgarnął mi włosy na plecy i wyszeptał prosto do ucha:
- Powtarzają te samą kłótnię prawie co tydzień... Hatszepsut rządziła Egiptem o wiele wcześniej przed Kleo i jako jedna z nielicznych kobiet nosiła tytuł faraona. Męski tytuł...
O, dziękujemy Ci, Belecie, za tę wnikliwą analizę faktów historycznych. Bez ciebie nie posiadalibyśmy tak ważnego dla tej sceny kontekstu.

Włoski na karku podniosły mi się pod wpływem jego ciepłego oddechu. Mimowolnie wstrzymałam oddech. Od razu przeklęłam samą siebie za tę słabość do Beletha.
Jeżu, on mógłby jej opowiadać o metodach irygacji pól ryżowych, a ona za każdym razem miałaby kisiel w majtkach.

Błagam, zostańcie z nami, to bardzo trudny fragment, bez niego nie będziecie wiedzieli co się dalej dzieje (ponieważ w tej książce każdy, najkrótszy nawet dialog wnosi wiele do fabuły). Boru, tęsknię za tą karteczką z napisem "sarkazm".
- Może nie jestem Egipcjanką z krwi, ale na pewno lepszą władczynią od ciebie! - wrzasnęła Kleopatra. - Nie musiałam udawać mężczyzny, żeby rządzić krajem!
- Ja przynajmniej byłam faraonem! - odparła oburzona Hatszepsut. - A ty? Grecka plebejka, która dorwała się do władzy!
- Ale ja przynajmniej władałam Egiptem jako kobieta. Nie musiałam przebierać się za faceta i odstawiać całej szopki „róbcie statuy bez biustu"! 
- Ale to ja zbudowałam najwspanialsze świątynie!
- Ale to ja jeździłam na wyprawy wojenne! Podczas twoich rządów umocniła się koalicja!
- Ale to nie po moich rządach Egipt został całkowicie przejęty przez Rzym, a nasza wiara umarła!
Panie i panowie - tak właśnie wygląda dyskusja dwóch ze znamienitszych kobiet władających starożytnym Egiptem. Podobno powtarzana co tydzień.
...Nawet ich pojazdy są cienkie jak zupa więzienna - ten okres to nie moja kuweta, ale wspomagając się nawet pobieżnym riserczem można twierdzić, że:
- Ptolemeusze byli dynastią pochodzenia nie tyle greckiego, co macedońskiego - mimo odwiecznych sporów między historykami, czy Macedończyków można uznać za Greków czy nie, to jednak nie jest jedno i to samo;
- zarzut, że Kleopatra jest plebejką, jest jeszcze bardziej wzięty z dupy niż ten gameboy, Hatszepsut już lepiej by jej pocisnęła, gdyby wyzwała ją od cór Koryntu;
- Hatszepsut rzeczywiście kazała przedstawiać się w męskiej postaci - jednak robiła to prawdopodobnie dlatego, by tym bardziej podkreślić swoją rolę jako samodzielnego władcy i wcielenia Horusa, a nie jako małżonki królewskiej, córki itd., prywatnie nie negowała swojej kobiecości; nie przyjęła też jednego z imion horusowych;
- jaka koalicja, przepraszam? Obfitość informacji mnie przytłoczyła;
- obwiniać Kleopatrę o to, że to przez nią Rzym "przejął" Egipt jest równie sensowne, jak całkowite obarczanie winą naszego króla Stasia za rozbiory, nie biorąc pod uwagi sytuacji w czasach saskich.

Na sali zapadła cisza. Hatszepsut wytoczyła najcięższą artylerię. Dawni władcy Egiptu do dziś nie mogli znieść, że już nikt nie czci starych bogów, a także ich samych. Każdy z faraonów otrzymywał bowiem tytuł „wcielenia Horusa", jednego z bogów panteonu egipskiego.
Zakład, że Pisak wzięła te wszystkie fakty z książki jak "Jak Egipcjanie zbudowali piramidy, wersja dla najmłodszych?" Bo założę się, że ta książka miała więcej obrazków niż tekstu. To by wiele wyjaśniało.

- Przecież ich wiara i tak nie była prawdziwa - szepnęłam do Beletha. - Nie ma bogów z głowami psów czy ptaków. Jest jeden Bóg, anioły i diabły.
Dziękujemy Ci, o bohaterko, za ten przejaw tolerancji religijnej. Możesz się pożegnać ze swymi siedemdziesięcioma dwoma dziewicami.

- Od trzeciego tysiąclecia przed naszą erą nikt nie zdołał im jeszcze wytłumaczyć, że ich wiara nie jest prawdziwa.
...
Nie no, serio? Latający Potwór Spaghetti jest urażony taką nietolerancyjną postawą. 


Tobie raczej też się to nie uda... - wymruczał.
Mówił o nich, jednak patrzył na mnie. Podziwiał zagłębienie tuż nad obojczykiem, łuk ramienia, cień rzucany przez brodę. 
Ja też, gdy obserwuję atrakcyjnych mężczyzn, zachwycam się cieniem rzucanym przez ich brody.

Jego spojrzenie paliło skórę.
- Och, proszę - warknęła Kleopatra. - Idź pogadaj z Belfegorem. Macie wiele wspólnego.
Jak w mordę strzelił:



Plik:Belphegor.jpg 


Po drugiej stronie sali, typowo kobiecym gestem, pomachał do nas szczupły mężczyzna z długimi włosami, ubrany... w sukienkę z falbanami...
Aha...

- A to...? - mruknęłam, ledwo wydobywając dźwięk z zachrypniętego gardła. Usta Beletha prawie dotykały mojego ucha, przez co ledwo mogłam skupić się na jego słowach. 
- To Belfegor, jeden z diabłów. Zanim zaczęliśmy rekrutować kobiety jako diablice, kochany Belfegor zgodził się udawać kobietę, by w ten sposób kusić mężczyzn. Z początku wszyscy podziwialiśmy go za odwagę i poświęcenie. Potem Belfegorowi bardzo się spodobało być kobietą...
Gdyby nie konwencja genewska powiedziałabym, że ta książka byłaby dobra do przesłuchiwania więźniów. Jednak nikomu nie życzę takiego losu.

Pokiwałam głową i pochyliłam się w stronę stołu, sięgając po swojego drinka. Musiałam na chwilę odsunąć się od diabła. Przy nim, tak blisko jego ciała, nie mogłam myśleć, skupić się. 
Byłam na siebie zła za to, jak reagowałam na jego dotyk i spojrzenie.
Czekam na moment, w którym zacznie się umartwiać za karę.

Pociągnęłam duży łyk. Miałam dość mocną głowę. Nie groziło mi, że po jednym drinku zacznę chichotać jak kretynka i kleić się do Beletha.
Już to praktycznie robisz, więc gdy popijesz, prawdopodobnie tylko zjedziesz pod stół.

Uch, był mocny! Spojrzałam zaskoczona na mojego towarzysza. 
-Mają koło pięćdziesiąt procent - odparł i także się napił.
- Pięćdziesiąt procent? Rany, to chyba w większych dawkach można od tego umrzeć!
Widać, że dziewczyna na imprezy studenckie to chyba tylko na Reddsa chodziła. Ja wiem, że studiuję na najbardziej pijańskim kierunku, ale błagam...

Beleth zatrzymał szklankę przy ustach. Spojrzał na mnie rozbawiony: 
- Kochanie... ty już nie żyjesz... Bardziej nie można.
Znowu mi poszła krew z nosa, zatamuję tym sucharem.
Poza tym od biedy można bardziej umrzeć, bo sam Beleth mówił, że tzw. niegodziwi ludzie znikają ot tak.

Po kolejnych kolejkach (UNF...) , których Ramzes II nam nie żałował, ramię Beletha obejmujące moje plecy przestało mi już przeszkadzać. Nawet wyciągnęłam go na parkiet. Szaleliśmy przez kilka godzin, bacznie śledzeni przez czujne spojrzenia innych diabłów. Kilka razy musiałam też zatańczyć z innymi. Nie potrafiłam odmówić.
Okej, piję. Jest uprzywilejowaną diablicą, a dalej ma problemy z asertywnością. 
Wątpię, żeby wiedziała czym jest asertywność. Prawdopodobnie nadal twierdzi, że to rodzaj drinka.

W końcu, kiedy trochę za bardzo świat zaczął mi wirować, powiedziałam Belethowi, że chyba poszukam ściany. 
Niby wiadomo, po co jej ta ściana, ale brzmi to tak, jakby bardzo musiała się o nią oprzeć, albo ją obrzygać. I kurde, ile trzeba wypić, by nie widzieć ścian?

- Już? - zapytał wyraźnie zawiedziony. Jego dłonie błądziły po moich nagich plecach.
Hmmm, to zwykle kobieta jest zdziwiona, że się tak szybko skończyło.

- Tak, chciałabym jeszcze raz przejrzeć swoje notatki jutro rano, a po takiej imprezie mogę być trochę nie do życia. Poza tym okropnie kręci mi się w głowie. - Zaśmiałam się głośno.
- A może cię odwiozę samochodem? - zaproponował. - Dłużej będziemy razem. 
- Chcesz prowadzić po pijaku? - zdziwiłam się.
Beleth znowu miał minę, jakbym powiedziała coś bardzo śmiesznego. 
Ja rozumiem, że czasami uda się rzucić suchara, ale takiej ich ilości nie widziałam odkąd w trzeciej klasie ze względu na chorobę musiałam przez trzy tygodnie być na ścisłej diecie mając do wyboru albo sucharki albo owsiankę. Owsianka to dzieło szatana, zapamiętajcie moje słowa.

- Jestem diabłem, wciąż zapominasz o tym drobnym szczególe - poprowadził mnie w stronę wyjścia.
Nie mogłam się powstrzymać - pomachałam Belfegorowi. Posłał mi uśmiech, dzięki któremu poznałam stan jego ósemek, i wdzięcznie odmachał. Urocze!
Rzygam tęczą po prostu.

Przed wejściem Pod Głową Anubisa, tuż obok nas, zmaterializowało się krwiście czerwone lamborghini Beletha.
Gdy jechaliśmy, opowiadałam mu o mojej liście grzechów pierwszego klienta, o odwiedzinach Śmierci, o mojej ziemskiej rodzinie, płynnie przeszłam nawet do wycięcia wyrostka, kiedy miałam siedemnaście lat. Jednak jemu to nie przeszkadzało, śmiał się i komentował moją historię.
Czego facet nie zrobi, żeby tylko zamoczyć.
Albo zjeść dobrego schabowego.

Dojechaliśmy w jednym kawałku. Ani razu nie zarzuciło samochodem.
Beleth odprowadził mnie pod same drzwi. Oparł dłoń na framudze, zagradzając mi drogę. - Świetnie się dzisiaj bawiłem.
- Ja też. - Posłałam mu mój uśmiech nr 6 (może bez ósemek, ale z siódemkami na pewno).
Przysunął się bliżej. Delikatnie pogłaskał mnie po ramieniu. Miałam ochotę go pocałować, oj miałam. Był taki pociągający: wysoki, w czarnej koszuli idealnie leżącej na jego idealnej sylwetce, z lekkim idealnym uśmiechem na idealnej twarzy. Biła z niego męska energia zdobywcy.
Aha, germańskiego najeźdźcy chyba.

Pochylił się i pocałował mnie. Zarzuciłam mu ręce na ramiona, a on objął mnie w pasie. Jeszcze nikt wcześniej nie całował mnie z takim żarem, uczuciem. Nikt... Przed oczami zobaczyłam twarz Piotrusia. 
WTF?
Piotrusiomierz - 6

Jego pełne usta, czarne jak węgiel oczy, otoczone długimi rzęsami. Gdyby on mnie tak pragnął...
Odsunęłam się od Beletha. Spojrzałam w jego lekko zamglone oczy. Nie powinnam go całować. 
- Chyba już pójdę - powiedziałam. - Dziękuję za miły wieczór. Do jutra. Cmoknęłam go w policzek i przeszłam pod jego ramieniem. Dopiero kilka minut po zamknięciu za sobą drzwi usłyszałam, jak odpala silnik...

W końcu dotarliśmy do momentu, w którym nasza bohaterka będzie mogła wykazać swoją inteligencję podczas targowania się o duszę. Chyba nie muszę mówić jak to się skończy?

Znaleźliśmy się w dziwnym miejscu. Pamiętałam je z chwili mojej śmierci. Było biało, przy ziemi unosiła się mleczna mgła. Nie było ścian ani sufitu. Wszystko było białe i nierealne. Zamazywało się przed oczami.
- Twoim przeciwnikiem będzie Muriel. 
Ta Muriel?




Oj, trudny przeciwnik, ja bym się zastanowiła czy bym chciała z nią zadzierać. 

Należy do chóru Panowań - poinformował mnie Beleth. 
- A ty do jakiego chóru należysz? - zapytałam.Nie wiedziałam, że oni mają jakieś chóry. Kurczę... ja się naprawdę musiałam dokształcić w tej kwestii.
No, myślę, że gdyby nie twój paniczny strach przed książkami mogłoby coś z tego wyjść.

- Potęgi... należałem do Potęg...
Aha, a co dokładnie sobie tym rekompensujecie?

- No, gdzie ten anioł? - zapytałam, zmieniając chyba niezbyt miły Belethowi temat. 
- Zaraz się pojawi - mruknął.
W chwili gdy to powiedział, naprzeciwko nas pojawiły się czarne, proste drzwi. Przeszedł przez nie wysoki, ubrany na biało mężczyzna. Tak samo jak Beleth był słusznej postury, tylko w odróżnieniu od niego jego twarz okalały półdługie blond włosy, idealnie podkreślające zarys kwadratowej szczęki. Spod grzywki poraziło mnie błękitne spojrzenie. Uśmiechnął się do mnie.
Matko Boska - on wygląda jak Brad Pitt!!! 






Kiedy już myślałam, że gorzej być nie może.

Beleth miał minę, jakbym go czymś uderzyła, a anioł pochylił szybko głowę, bym nie zobaczyła uśmiechu na jego twarzy.
O cholera... znowu pomyślałam za głośno. 
- Witaj, jestem Muriel - starał się być poważny, jednak widziałam, jak pod skrywanym uśmiechem drżą mu kąciki ust.
POD uśmiechem? To znaczy, że miał nałożone na siebie dwoje ust? Zaraz, nawet ten uśmiech był skrywany... 




Nie wierzę, że udało Ci się znaleźć gifa pasującego do tego. Jesteś moją bohaterką.

- Cześć, a ja jestem Wiki. - Uśmiechnęłam się do niego. I za głośno myślę... 
Tego Muriel już nie zniósł, zaniósł się głośnym śmiechem, który odbił się echem w tym dziwnym świecie. Jego ciepły śmiech sprawił, że zrobiło mi się wesoło i byłam szczęśliwa. Oho, kolejne czary, Beleth też mnie czasem tym traktował. Tyle że on używał niskiego, zmysłowego głosu, który otulał mnie niczym aksamit.
Brak mi słów. Widzicie, na tym polega problem tej książki. Bo to wcale nie jest zły pomysł, sama idea jest moim zdaniem całkiem niezła. Gdyby tylko nie została zarzucona milionem tekstów o metaforycznych perfekcyjnie ukształtowanych pośladkach.

Na moje szczęście (i Muriela, bo Beleth wyglądał, jakby miał wybuchnąć) tuż obok nas powstał mały wir, który przeistoczył się w czarną dziurę. Przeszła przez nią Śmierć pod ramię z wystraszonym dziadkiem. Wszyscy od razu spoważnieliśmy.
Muriel machnął ręką i z niczego powstało krzesło, na którym usiadł pan Stefan. Śmierć pomachała do mnie wesoło i stanęła za nim. Ciekawe po co? Biedak wyglądał, jakby drugi raz miał zamiar umrzeć, tylko tym razem na zawał serca... raczej nie wyglądał, jakby miał ochotę uciekać...
Bo w tej książce wszyscy co do jednego pozbawieni są odruchów samozachowawczych.

Posłałam mu miły, uspokajający uśmiech. Nie podziałał... Staruszek cały czas patrzył z nadzieją na Muriela, który wyczarował sobie skrzydła. Pozer...
- Panie Stefanie Żytomski - powiedział anioł. - Zmarł pan dzisiaj. Teraz ja i wysłanniczka Piekieł - wskazał na mnie - przeprowadzimy targ o pańską duszę. Od tego zależy, czy trafi pan na wieczny odpoczynek do Nieba, czy na potępienie do Piekła. Jednak ostateczną decyzję podejmuje pan.
Miałam ochotę zaprotestować. Muriel tak nakreślił sprawę na samym początku, że już prawie nie miałam szans. Staruszek patrzył na mnie teraz z nieufnością.
Oh yeah, od razu widać jak się świetnie do tego nadajesz, pierwszy tekst a ty już rezygnujesz. Byłaby z niej świetna negocjatorka kontraktów.

- Panie Żytomski - odezwałam się szybko. - Wszyscy tutaj chcemy, by podjął pan najlepszą dla siebie decyzję i nie żałował jej przez wieczność, która, jak wszyscy wiemy, jest bardzo długa. 


Będzie pan musiał zdecydować po tym, jak oboje z Murielem przedstawimy niewątpliwe zalety swoich światów. 
- Jasne - mruknął staruszek.
Przystąpiliśmy do dzieła. Ku mojemu zaskoczeniu Muriel zaczął z pamięci cytować wszystkie dobre uczynki Stefana Żytomskiego. Kurde... ja grzechy umiałam tylko ładnie przeczytać. Nie wiedziałam, że muszę się ich nauczyć! 
Beleth po raz kolejny dał dupy. Lucek powinien go spopielić.
Ładnie przeczytać. Jeszcze raz przyczepie się do faktu, że mamy tu studentkę. Pierwszą rzeczą, którą cię uczą na porządnych studiach to przestać czytać z kartki, tylko nauczyć się tego walonego tekstu i nie wyglądać jak pół dupy zza krzaka.

Gdy skończył, spojrzał na mnie z zachętą.
Tą w Warszawie? W sensie, że Muriel przytaszczył ze sobą cały budynek Zachęty? Nie wiem co się tu dzieje, ale podoba mi się jego taktyka.

Odchrząknęłam i wyciągnęłam z kieszeni kartkę, która rozwinęła się na parę metrów i upadła na ziemię aż pod stopy dziadka. Ucieszyłam się, że na samym początku swojej listy pogrupowałam sobie, które przykazania i ile razy złamał nieboszczyk. Wymieniłam znacznie więcej grzechów niż Muriel dobrych uczynków. Ha! Staruszek spojrzał na anioła.
- Chcę iść do Nieba - powiedział pewnym głosem i zwrócił się do anioła: - Mogę, prawda? 
- Ależ oczywiście - przytaknął Muriel. - Czekamy już tam na pana. 
Staruszek uśmiechnął się zadowolony z takiego obrotu spraw. O nie! On tego pragnie! Nie zdołałam go przestraszyć ogromem jego grzechów! No, co to za człowiek?! W ogóle mu nie przeszkadza, że tyle nagrzeszył? To w dzisiejszych czasach nie ma już skruchy?
A w czym mu to ma przeszkadzać? Ma WYBÓR i ostateczna decyzja należy do niego, nie usłyszał, że jest niegodny Nieba - to co będzie się przejmował swoimi grzechami? Oni serio nie wzięli pod uwagę, że wychowani w takiej a nie innej kulturze, chrześcijanie praktycznie ZAWSZE wybiorą niebo, a atrakcyjną(?) wysłanniczkę Piekieł uznają za kuszenie diabła.

 - Panie Żytomski - zaczęłam. - Zanim podejmie pan ostateczną decyzję, musi pan zrozumieć, co różni Niebo od Piekła. Tak naprawdę nic ich nie różni.
Wszyscy spojrzeli na mnie lekko zaskoczeni. 
- W Piekle jest zdecydowanie lepszy klimat - zachwalałam. - Doskonały na leczenie schorzeń reumatycznych. 
Ładnie pięknie, ale kto by się przejmował reumatyzmem po śmierci, zwłaszcza, że w perspektywie są niebiosa.

Mamy wspaniale rozwiniętą sieć restauracji, barów, całą infrastrukturę. Z całą pewnością jest tam wielu pańskich kolegów...
- No jasne - prychnął staruszek. - Te diabły na pewno smażą się w ogniu piekielnym. Należy im się!
Oto idealny kandydat do nieba, Pisaku, you're doing it wrong.

Zbyszek do dzisiaj nie oddał mi pięćdziesięciu złotych, które przegrał ze mną w karty! A emeryturę dostawał wyższą ode mnie! Umarł, a nie oddał, stary pryk! Dobrze mu tak. A niech się smaży!
Gdyby Wiki była inteligentniejsza od wspomnianej już kukurydzy, zaczęłaby przekonywać Stefana, że nikt tam się nie smaży.

Muriel uśmiechnął się do mnie z wyższością i pogardą pewnego siebie zwycięzcy.
- Panie Żytomski, ale co na pana czeka w Niebie? - postanowiłam zacząć z innej strony. - Co pan tam będzie robił przez wieczność? Śpiewał Ave Maria? Można zwariować... Za to w Piekle jest bardzo dużo ładnych... eee... staruszek - mrugnęłam do niego.
Bądźmy realistami, dziadek wolałby w Piekle oglądać striptiz gorących diablic niż swoich równolatek.

- Skarbie, ja umarłem na raka prostaty... - oświecił mnie pan Stefan.
Czyli, że co, to mu odebrało jakiekolwiek chęci w momencie kiedy jest już w pełni sprawna? To jakby rowerzysta wolał niebo bo tam nie ma rowerów a on przecież umarł jadąc na jednym z nich.

Spojrzałam na Śmierć. Tego nie było w dokumentach! Był tylko rak! Śmierć wzruszyła beztrosko ramionami.
Mogłaby dodać, że wszystkie schorzenia nie mają w Piekle już racji bytu. Ale po co. Ja rozumiem, że to jej pierwszy raz, ale jako diablica nie ma kaca po wczorajszej pochlejawie i na litość boską, to jest Maryśka Sue... 
No chyba że to Przepisowa Pierwsza Porażka, która zaowocuje następnym razem spektakularnym zwycięstwem.

- Podjąłem decyzję - powiedział uroczyście pan Żytomski. - Chcę iść do Nieba. Pragnę tego z całego serca. Przykro mi, skarbie. - Uśmiechnął się do mnie.
-Ale... - zaczęłam, jednak Beleth położył dłoń na moim ramieniu. 
- Koniec targu - oświadczył. - Przegrałaś.
Gejm ołwer.

Spojrzałam na zadowolonego z siebie Muriela. Nie miał się z czego cieszyć. Tak naprawdę nic nie zrobił. Po prostu ładnie wyglądał z tymi skrzydełkami, dzięki czemu skusił mojego klienta. Skandal!
Aha, wmawiaj sobie. Chociaż dopiero co bohaterka nam powiedziała, że Muriel w przeciwieństwie do niej nie czytał jak łamaga z kartki i właściwie powiedział coś co mogłoby zachęcić klienta. Ale pewnie, w rzeczywistości tylko stał tam i się uśmiechał.
Swoją drogą a ona co, cycków nie ma?

 Uścisnęłam mu dłoń na znak zakończenia targu. Gdy nasze ręce się dotknęły, zapłonęły blaskiem.
Muriel wziął pana Żytomskiego pod ramię i przeszedł z nim przez czarne drzwi. W nicości zostałam tylko ja, Beleth i Śmierć. - Nie było tak źle jak na pierwszy raz - zaskrzeczała Śmierć. - Chociaż z tymi staruszkami to trochę nie trafiłaś.
Jej śmiech brzmiał jeszcze długo po tym, jak zniknęła w czarnej dziurze. - Naprawdę było dobrze. - Beleth uśmiechnął się do mnie. - Jeszcze trochę poćwiczysz i na pewno kogoś namówisz na Piekło albo tak zręcznie odczytasz grzechy i podważysz dobre uczynki, że zmarły nie będzie miał prawa decydować. Następnym razem ci się uda.
Następnym razem to przycisnę Śmierć do muru, żeby mi wyśpiewała dokładnie, na co petent umiera...
Aha, powodzenia.

- No już, mała, nie łam się. - Przyjacielsko objął mnie ramieniem.
Przyjacielsko...

 - To był twój pierwszy raz. Następnym razem pójdzie ci lepiej. 
- Kiedy będzie następny raz? - zapytałam.
- Śmierć przyjdzie do ciebie jutro z kolejnym zleceniem. Damy ci więcej czasu na przygotowanie się do niego.
Westchnęłam ciężko. Teraz już będę musiała nauczyć się wszystkich grzechów. Durna biurokracja. Zupełnie jak gdyby odczytanie win nie wystarczało...

Tak oto kończyny tę wspaniałą analizę, mamy nadzieję, że Wam się spodobała. Nam nie za bardzo, ta książka sprawiła, że będę musiała nauczyć się Klucza Salomona na pamięć, żeby odkupić swoje winy. BTW, czy wiecie, że powstały dwie kontynuacje? To nam daje tyle możliwości na przyszłość.

7 komentarzy:

  1. To jest wspaniałe. Zaśmiewałam się jak szalona na całe gardło podczas rozmowy Wiki z bratem. On jest taki nieświadomy życia studenckiego, to takie... słodkie. :)
    A cała idea piekła i nieba w ogóle traci tutaj sens. Skoro i tu i tu jest super wspaniale, to po co to rozdzielanie? Po co targa, skoro ilość grzechów tak naprawdę się nie liczy?

    Lisek wygrywa, i rzeczywiście pasuje prawie do każdej sytuacji. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. http://imageshack.us/a/img690/8031/oczyol.jpg -fragment z wniosku o dowód osobisty. Czarne oczy ftw xD
    Ta Śmierć jest nawet sympatyczna, ale jakaś taka żałosna mimo wszystko.. Już Śmierć wg Pratchetta całkowicie przy niej wygrywa. No ale nie ma co porównywać tych dwóch dzieł, w sumie.

    Kiedy wracacie do blogasków? =D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do blogasków jeszcze nie, ale do opek wracamy już niedługo. Na naszym fejsie już pojawiło się zdjęcie z prac nad naszą nową analizą.
      Swoją drogą CZERWONE i NIEOKREŚLONE też skłaniają do refleksji.

      Usuń
  3. Omujborze, uwielbiam owsiankę! Czy to znaczy, że jestem szejtanem? ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam zamiar skomentować wszystko co ciekawsze ale nie dam rady. Robicie to perfekcyjnie. Oby tak dalej.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń