piątek, 15 marca 2013

Oppan Supernatural style, czyli jak napisać książkę i się nie spocić

Ze względu na widocznie słabnące działanie naszego dyżurującego szczeniaczka, jesteśmy zmuszone opublikować kolejną analizę. Z pewnością szybko przekonacie się dlaczego tym razem nie wyrobiłyśmy się czasowo, bowiem materiał jaki wzięłyśmy na warsztat to ciężki przypadek. Mamy tu do czynienia z wariacją na temat piekła z Celiną Dioną przewijającą się w tle, główną bohaterką będącą w rzeczywistości uroczym liskiem oraz kształtnymi pośladkami czającymi się za rogiem. Nie byłoby aż tak źle, gdyby nie to, że to dzieuo zostało wydane w formie papierowej. Zrozumcie to, ktoś w wydawnictwie to przeczytał (ktoś kto powinien się na tym teoretycznie znać) i stwierdził, że to warte publikacji. Do roboty, skoro na naszym rynku można wydać coś takiego, nie zwlekajcie i zabierajcie się za swoje niedokończone opowiadania!
Ze względu na poziom materiału musiałyśmy przywołać do pomocy braci Winchesterów. Przepraszamy za to osoby, które nigdy nie miały styczności z serialem Supernatural. 



Żeby w pełni docenić klimat książki zapraszamy do obejrzenia jej zapowiedzi:
http://www.youtube.com/watch?v=0ka0Ye8XseI
Już wiecie o co chodzi?
W takim razie zapraszamy!



Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, diablica, wyd. W.A.B, 2010

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja

1
Stanęłam naprzeciwko prostego metalowego biurka. Na drzwiach z numerem 6, które właśnie minęłam, była tabliczka: Dział zatrudnienia.
Siedzący przede mną osobnik wyglądał jak typowy urzędnik. Miał zapięty pod samą brodę kołnierzyk, krawat w szarą igiełkę i czarny, niemodny garnitur. Wypisz, wymaluj pracownik skarbówki. 
Albo łowca podszywający się pod agenta FBI.


Niepewnie podeszłam do krzesła naprzeciwko niego. - Proszę usiąść - usłyszałam polecenie. Posłusznie zajęłam miejsce.
Miły jakiś jak na pracownika administracyjnego. Koleżanka to chyba nigdy w dziekanacie nie była.

Urzędnik nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi, z rozmachem przybijał czerwone pieczątki do podań przed sobą, jak gdyby od tego zależało jego życie.
Nie można poprosić o zajęcie miejsca i jednocześnie nie zwracać na kogoś uwagi. Pisaku, robisz to źle.
Jak gdyby od tego zależało jego życie - miotał się, dyszał i z obłędem w oczach przybijał te pieczątki, w impecie je rozmazując? Wyobrażając sobie przeciętną panią Halinkę z urzędu, jakoś trudno mi zobaczyć taki obrazek.

Lekko przesunęłam się na krześle, które okazało się piekielnie niewygodne.
Tutaj czai się gra słów, o której jeszcze nie wiecie, ale na zaś możecie zacząć się już śmiać, bo nic zabawniejszego was tu nie spotka. 

- Proszę się nie wiercić - zwrócił mi uwagę, a ja zamarłam w połowie ruchu. Z głośnym trzaskiem po raz ostatni uderzył pieczątką i zwrócił na mnie swoje czerwone tęczówki.
Reszta jego twarzy nadal zwrócona była w stronę dokumentów na biurku.
Dobrze, że nie same źrenice. O to w opku nietrudno.

 Nie wyglądał jak typowy diabeł. Miał grube baranie rogi, wyrastające znad ludzkich uszu, brunatną skórę i wystające z ust żółte kły.
Oczywiście, jak wiadomo typowe diabły wyglądają zupełnie inaczej.


Muszę was od razu przeprosić, bo jak widzicie, nie odpuszczę tej analizie analogii do Supernatural.



 To musiał być jakiś demon niższej kategorii. Z całą pewnością nie diabeł. Diabły były piękne.
Dokładnie, patrzcie obrazek wyżej.

- Nazwisko - warknął.
- Biankowska - wydusiłam, starając się usilnie nie patrzeć na niego z odrazą.
- Imię.
- Wiktoria.
- Zmarła.
- Eee... co?
- Kiedy zmarła - urzędnik był bardzo rozdrażniony. Chyba zauważył, że moje spojrzenie cały czas wędrowało do jego baranich rogów...
- Ach! Dzisiaj. - Zerknęłam na zegarek, który stanął w momencie mojej śmierci. - W nocy, o 1.43.
- Przyczyna. - Demon sprawnie wypełniał czerwonym piórem wszystkie wolne pola w formularzu przed sobą.
Przepraszam, ale mam deja-vu. Moja ostatnia wizyta w dziekanacie wyglądała poza małymi szczegółami praktycznie identycznie.

Zamyśliłam się. Niewiele pamiętałam... Była noc, wracałam do domu po imprezie w Stodole.
Uhu, impreza w Stodole, to się nigdy dobrze nie kończy.
Dlaczego, byłam kiedyś na zlocie W.i.t.c.h. i nic mnie nie pożarło.
Ale czujecie ten smrodek dosłownej lokalizacji? Dokładne adresy w książkach z międzywojnia wyglądają dobrze, ale w sąsiedztwie diabelsko-baranich rogów jakoś tak... nie bardzo. 

Ktoś wyszedł za mną z klubu. Śledził mnie. Potem gonił. Tuż przy Polach Mokotowskich złapał za ramię, zaczął szarpać. Krzyczałam. Ale nikt mnie nie usłyszał... Mężczyzna wlókł mnie w stronę parku, między drzewa. Wyrwałam mu się, chciałam uciekać, ratować życie, ale on wyjął nóż. Błysk ostrza w świetle samotnej latarni.
"Zdania bez orzeczenia.
Pustka"
I tak wspólnymi siłami napisałyśmy haiku.
Dramatyczne rwanie zdań jest dramatyczne.

- Nóż. - Widząc, że wymagał dokładniejszej odpowiedzi, dodałam: - Rany kłute w brzuch... Zaczęłam się zastanawiać. Dlaczego wyszłam sama z tego klubu? Nie mogłam sobie przypomnieć. Nigdy tak nie robi-
łam. 
Muszę się przyczepić, przepraszam. Ja wiem, że ten cały dialog służy ku temu, abyśmy dowiedzieli się jaka jest historia głównej bohaterki. Ale kurna nikt mi nie wmówi, że administracja pierdzielonego piekła nie zna takich szczegółów! Dajcie spokój, mówimy tu o piekle, a trzeba przyznać, że goście mają już na swój temat wypracowaną pewną opinie. 

Zawsze wracaliśmy całą grupą przyjaciół. Nie rozdzielaliśmy się. Dlaczego popełniłam takie głupstwo? 
Bo inaczej Pisak nie mogłaby napisać tej książki skarbie. Spokojnie, później wymyśli, jakąś kiepską, nie klejącą się niczego wymówkę.
A propos tego, że mamy z tej reminiscencji poznać historię bohaterki, to poczujcie ten klimat: umarliście. Zabiło was na śmierć. Jest źle. Jesteście roztrzęsieni, nie wiecie, co się z wami dzieje i dlaczego mówi do was bękart kozy i człowieka. Z całą pewnością opowiadacie sobie w głowie całą historię od początku, wtrącając zdania w stylu "no przecież z klubów zawsze wracałam z przyjaciółmi".

I czemu na litość boską zaczęłam iść w stronę parku?! To zupełnie do mnie niepodobne.
- Rozumiem - mruknął. - Skierowana przez...? Przed oczami stanął mi przystojny brunet, który pokłóciwszy się z jakimś wyniosłym blondynem, wysłał mnie tu po krótkim wyjaśnieniu, że umarłam i pójdę do Piekła, ale że jestem ładna, żeby marnować się na, jak to określił, „gorącym południu". Za cholerę nie zrozumiałam, o co mu chodziło... Azazel kazał mi tu przyjść...
Przepraszam na prawdę się staram, ale to jest silniejsze ode mnie.


Proszę państwa, oto Azazel, następnym razem, kiedy Pisak będzie go opisywała jako niesamowite ciacho, proszę miejcie ten obraz w swojej pamięci.

Wszystko się zgadza. Proszę podpisać - podsunął mi dokument, a ja złożyłam swój podpis. - Dostanie pani ode mnie to skierowanie. Następnie pójdzie pani do Przydziałów do pokoju 66. Tam otrzyma pani dalsze informacje. - A...? - zaczęłam, ale mi przerwał:
- Drzwi są za panią. Dziękuję i życzę miłego dnia. - Posłał mi uśmiech, który nie dosięgnął jego oczu.
Uśmiech miał za małe rączki, jak Tyranozaur Rex.



Miałam pewien kłopot z oderwaniem wzroku od tych jego paskudnych zębów, które ociekały śliną. Po prostu obrzydliwe!
Dziewczyno, jesteś w piekle. Wydaje mi się, że zęby ociekające śliną (sic!) są najmniejszym z twoich problemów.

 W końcu opanowałam się, zaniknęłam usta, ścisnęłam kurczowo w dłoni podany świstek i wyszłam z pokoju.
Spojrzałam przed siebie. Przede mną były drzwi z tabliczką: Przydziały, i wielkim numerem 66. Przysięgłabym, że wcześniej ich tam nie było.
Można by powiedzieć, że... to nie z tego świata!



Niech mnie ktoś powstrzyma.


 Odwróciłam się. Dział Zatrudnienia, z którego właśnie wyszłam, przestał istnieć. Była za mną zwykła ściana. Spojrzałam najpierw w prawą stronę wąskiego korytarza, w którym stałam, a potem w lewą. Ciągnął się w obie strony bez końca.
A jedyne drzwi znajdowały się przede mną. Nie miałam wyboru. Mogłam wejść tylko tam.
Chciało mi się płakać. Kompletnie pogubiłam się w tym, co się działo. Umarłam... Poszłam do Piekła... A teraz jestem w jakimś Urzędzie!!!
Poczułam pod powiekami ciepłe łzy. Jeszcze nigdy nie czułam się taka zagubiona!
Hm, jeżeli trafilibyście do piekła, wierząc, że jest takie, jak opisuje je katolicyzm - nieustające wyrzuty sumienia, nieodwracalna utrata możliwości zobaczenia Boga, wiekuista ciemność itd. i do tego wszystkiego świadomość, że to będzie trwać przez całą nieskończoność - chyba poczulibyście coś więcej, niż tylko ciepłe łzy pod powiekami.  

„Wdech i wydech. Pamiętaj, zawsze w tej kolejności. Nigdy dwa wdechy albo dwa wydechy z rzędu", przypomniałam sobie słowa mojej najlepszej przyjaciółki z dzieciństwa, Zuzy. To były oczywiście żarty, niemniej podniosły mnie teraz na duchu i pozwoliły się uspokoić.
Aha ha haha ha.
Widzicie, mówiłam, że po tamtym tekście o piekielnie niewygodnym krześle nic zabawniejszego was nie spotka.

Spojrzałam na drzwi i westchnęłam ciężko. W końcu nic gorszego niż śmierć spotkać mnie już nie może. Nie ma się czego bać.
Nie chciałabym cię martwić, ale piekło jednak brzmi dosyć poważnie. 
Stary dobry Dumbledore zawsze powtarzał, że są gorsze rzeczy niż śmierć. 





 Chyba... Zapukałam. - Proszę - zza drzwi odezwał się znudzony głos.
Weszłam do środka. Spodziewałam się zastać tam kolejnego demona, jednak, ku mojemu zaskoczeniu, za biurkiem siedział przystojny chłopak.
I zaczyna się, ogłaszam Drinking Game. Pijemy za każdym razem gdy Pisak opisuje kogoś przystojnego.
Weź mi polej już na starcie.

Na mój widok przerwał teatralne ziewnięcie.
- O! Nowa! - stwierdził.
Stanęłam niepewnie w progu, nie wiedząc, co powinnam zrobić. - Wejdź - wykonał zapraszający gest.
- Przysłano mnie z pokoju 6 - powiedziałam i usiadłam naprzeciwko niego.
Miał kruczoczarne włosy, momentami wpadające w granat, które zaczesał do góry w niedbałego irokeza, duże usta i złote tęczówki.
Przygotujcie się również na opisy złożone jedynie z epitetów.

- Witaj, jestem Beleth - przedstawił się i uśmiechnął zachęcająco. - Mogę podanie?
Jestem w bezdennej studni rozpaczy, nie mam do kogo odnieść Beletha, nie pojawił się w Supernatural.




Spoks, Google Ci pomoże:



Podałam mu je i zaczęłam błądzić wzrokiem po białych ścianach, na których wisiały tandetne akwarele.
Akcja przeniosła się więc do amerykańskiej ambasady.
Nie, poważnie, nie uwierzycie ile potrafią wstawić kiczu do jednej sali.

W kącie pokoju stała zasuszona paprotka. Gdyby wszyscy naokoło nie wmawiali mi, że jestem w Piekle, spokojnie pomyślałabym, że trafiłam do zwykłego urzędu.
- Jak z całą pewnością zauważyłaś, wszystkie urzędy świata wzorują wystrój wnętrz na nas. Wiesz, kto wymyślił podatki? - zapytał.
- No... ludzie?
- Nie. My! Widzę, że Dział dezinformacji naprawdę dobrze się spisuje - diabeł puścił do mnie oko.
Ha ha ha ha.
Kolejna zasada drinking game. Pijemy przy każdym suchym żarcie.

Drinking game, pijesz, kiedy:
1. Pisak opisuje kogoś pięknego.
2. Pisak wstawia w tekst suchy żart.

Począwszy od starożytności, osobiście fatygowali się do każdego monarchy i szeptali im na uszko "Królu, to będzie zajebiste, ściągnąć zboże od tego plebsu".

Byłam pewna, że to diabeł. Był piękny.
DK pkt.1 
Zapomnijcie o wyjściu z tego na trzeźwo.
Swoją drogą, jestem ciekawa skąd bohaterka czerpie swoje wiadomości na temat mieszkańców piekła?
Od dilera.

- Tak, jestem diabłem - mruknął, odkładając moje podanie na bok. Zdziwiłam się. Skąd wiedział, o czym myślałam?
- Jesteś jeszcze na tyle ludzka, że z łatwością może ci czytać w myślach zwykły demon - wyjaśnił. - Po pewnym czasie, gdy się przystosujesz, twój umysł będzie zamknięty dla wszystkich. Nawet dla aniołów i diabłów.
Nagle zrozumiałam, czemu tamten urzędnik był taki niemiły. On po prostu słyszał, jak w myślach komentowałam fakt, że jest taki odrażający!!!
Skarbie, patrząc na tamtą scenę to każdy by się domyślił o czym myślisz, skoro patrzyłaś się z odrazą na jego twarz.
I rogi. I zęby.

- Taaak - mruknął Beleth. - Mógł się na ciebie za to obrazić. Widzę, że Azazel niczego ci nie wyjaśnił.
Przykro mi, Azazel jest niestety trochę w tej chwili niedostępny.



No wiecie, ryzyko zawodowe.


 Ale się nie martw. Ja ci wszystko wytłumaczę. Umarłaś. W chwili, gdy to się stało, czas się dla ciebie zatrzymał - wskazał na zegarek na moim przegubie. - Teraz jesteś istotą wieczną. Czas już nie ma na ciebie wpływu. Gdy umarłaś, pojawiły się przy tobie dwie postacie: anioł i diabeł. Następnie rozpoczęły targ o twoją duszę. Wyliczały twoje dobre uczynki, ile grzechów głównych popełniłaś, ile przykazań złamałaś.
Jestem ciekawa jaki anioł trafił na nią. Znając życie mógłby to być Balthazar.



Tak właśnie było. Gość był zbyt zajęty przeciwdziałaniem powstaniu piosenki Celine Dion, żeby przejąć się targowaniem o duszę bohaterki. 

Przypomniałam sobie poranną scenę. Anioł wymieniał moje dobre uczynki. Kto by pomyślał, że podczas swojego krótkiego, dwudziestoletniego życia aż pięćdziesiąt cztery razy ustąpiłam staruszkom miejsca w tramwaju!
Zmieniam zdanie, już wiem, kto się targował o jej duszę.



Tylko Castiel byłby w stanie wyciągnąć takie rzeczy z jej życiorysu.

Mimo wszystko moja komunikacyjna szlachetność nie zwyciężyła z nagminnie łamanym drugim przykazaniem...
- Jak sama widzisz, Azazel wygrał i trafiłaś do nas - kontynuował Beleth. - Jednak tak się spodobałaś Azazelowi, że postanowił ominąć procedury.
Tia, Azazel zawsze miał jakieś dziwne ciągutki co do niektórych dzieci.



Naprawdę jest mi przykro z powodu tego, że ta analiza będzie zupełnie niezrozumiała dla ludzi, którzy nie obejrzeli ani jednego odcinka Supernatural.

Tak na marginesie, to jakimś cudem właśnie on zawsze dostaje najładniejsze dziewczyny, ale cóż... Normalnie ktoś, kto tu trafia, staje się obywatelem Piekła. Taki osobnik wybiera sobie miejsce, gdzie chce zamieszkać, co robić i tak dalej. Nawiasem mówiąc, w Piekle nie jest źle. Nikogo nie smażymy, nie przypalamy, nie torturujemy. To propaganda tych tam - wskazał na sufit. - U nas po prostu jest cieplej ze względu na bliskość jądra Ziemi. Jesteśmy dość głęboko. W Niebie jest podobnie. Wieczne wakacje. Jednak, jak już mówiłem, za bardzo się spodobałaś Azazelowi i staniesz się jedną z nas.
-Jak to?
Całkiem się w tym pogubiłam. Najpierw wmawia mi, że w Piekle jest luz i zabawa, a teraz jeszcze może mają wyrosnąć mi rogi?
Z rogami nie ma zabawy, to dlatego krowy nie chodzą na dyskoteki.

 - Bez przesady. Rogi? - zaśmiał się. - Masz obsesję na tym punkcie. Beleth wyjął z kieszeni ozdobną srebrną papierośnicę. Wyciągnął ją w moją stronę, jednak pokręciłam przecząco głową. Pstryknął palcami. Jak zaczarowana, patrzyłam na mały płomyk, który pojawił się znikąd, a teraz błąkał się po jego
opuszkach. Diabeł jak gdyby nigdy nic przyłożył płonący palec wskazujący do czubka papierosa i przypalił go. Chwilę później płomyk zniknął, a wszystkie palce Beletha były całe i zdrowe. Zaciągnął się i wypuścił w powietrze kilka kółek dymu.
Będzie to uwaga zupełnie nic nie wnosząca do treści, ale podobny myk wymyśliłam w swoim opowiadaniu, kiedy miałam 17 lat. Czuję się z tym trochę dziwnie.

- Właśnie o to mi chodzi - powiedział. - Będziesz pełnoprawną diablicą, będziesz miała moc. Jak wiesz, wszystkie anioły to mężczyźni.
Jeżeli już czerpiemy z tradycji judaistycznej, anioł jest istotą duchową, która nie posiada płci. Ale rozumiem, bohaterka nie może migdalić się z bezpłciowym bytem eteryczno-ognistym.

A jakkolwiek by na to patrzeć, diabły to też anioły, tylko strącone z Niebios. Tak więc diablice i anielice nie istnieją. Jednak Piekło jest znacznie bardziej postępowe od Nieba i zaczęliśmy rekrutację ponętnych śmiertelniczek.
Mówiąc to, mrugnął do mnie. Speszyłam się. Nigdy nie uważałam się za specjalnie urodziwą.
Naturalnie, przecież jesteś z pokolenia, które uważa, że docenianie swojej urody jest złe i sprawi, że żaden wychudły pseudo-wampir ani psychopatyczno- sadystyczny dupek z zaburzeniami osobowości cię nie zechcą. 

Miałam za duży nos i usta, a moje włosy przypominały nastroszone ptasie pióra.
Oj już się tak nie staraj, bo ktoś pomyśli, że lecisz na długowieczność i kasę.
Coś mi to przypomina...
"Do diaska z tymi włosami, zupełnie się nie chcą układać", "Wzdycham z irytacją i przyglądam się bladej szatynce z niebieskimi oczami, zbyt dużymi w stosunku do całej twarzy". Albo ktoś tu czytał 50 Shades, albo można już prowadzić badania nad podświadomością zbiorową Ałtoreczek.

- Kochanie, jesteś diabelnie piękna - stwierdził Beleth. -Sądzisz, że bierzemy na diablice kogo popadnie? Jest ostra selekcja. A ty masz wszystko, czego potrzebujemy. Jesteś piękna i ponętna - faceci na ciebie lecą. Jesteś inteligentna, a w tej pracy trzeba być pomysłowym, żeby przegadać anioła.
DK 3. Pijemy za każdym razem, kiedy ktoś powie bohaterce komplement, który w żaden sposób nie przekłada się na rzeczywistość. Bo niech mi ktoś znajdzie w tej książce dowód jest niesamowitej inteligencji. 

Kolejna reminiscencja: "Już nigdy miałbym nie zobaczyć [...] tego błysku intuicji w oczach", rzekł Eduardo do Belli, która wgapiała się nań z rozdziawionymi ustami.


Drinking game, pijesz, kiedy:
1. Pisak opisuje kogoś pięknego.
2. Pisak wstawia w tekst suchy żart.
3. Pojawia się komplement z dupy.
Z takimi kryteriami to wytrzeźwieję dopiero za tydzień.

Poza tym jesteś słodka, kiedy się denerwujesz.
"Tak słodko się rumienisz", dodał Edek.
Nie pytajcie, skąd w mojej pamięci tak mroczne obszary.

 - Uśmiechnął się do mnie ciepło.
Jak na zawołanie się zaczerwieniłam.
Polecam krem na cerę naczynkową.
Serio, królestwo nie za konia, a za książkę, w której bohaterka nie rumieni się co pięć minut.
Swoją drogą, niejaki Christian G. potrafił werbalnie doprowadzić kobiety do orgazmu, więc to, że Beleth potrafi telepatycznie sprawić, że kobiety się czerwienią nie jest żadną nowością. 
A w poprzedniej analizie facet samym spojrzeniem doprowadził bohaterkę do omdlenia, też niezłe osiągnięcie.

Oczywiście zaraz się za to przeklęłam. Zaśmiał się serdecznie. Przeklęłam się jeszcze raz. No tak, przecież on doskonale słyszy moje myśli.
Nie mów, że dopiero co zdałaś sobie z tego sprawę.

- Już niedługo - znowu się zaciągnął. Zakasłałam od dymu.
- Czemu palisz? - zapytałam. - To niezdrowe. Zatrzymał się w pół ruchu zbity z tropu, a następnie zaczął się; głośno śmiać.
- Kochanie, jesteś najsłodszą osobą, jaką spotkałem -stwierdził rozbawiony.
Komplement z dupy, piję.

- Przecież jestem wieczny. Nie dostanę raka płuc, jak wy śmiertelnicy, i nie umrę. Tak samo jest z alkoholem. Samonaprawialna, wieczna wątroba, marzenie każdego alkoholika.
Nie chcę się czepiać (nie prawda, bardzo tego chcę), ale mylisz pojęcia. Wieczna wątroba jest marzeniem studenta, marzeniem alkoholika jest niekończący się strumień procentów i możliwość nietrzeźwienia.

 Czy to nie piękne?
- Eee... tak... Czyli czekaj. Zostanę diablicą, tak? Kiwnął głową, wbijając we mnie swoje złotawe oczy. - Będę miała moc, tak?
Znowu kiwnął głową. Po jego ustach zaczął błąkać się uśmiech.
Uśmiech jakoś nigdy nie mógł trafić do celu bez mapy. 
I w końcu utknął w lewej dziurce nosa.

-I co dalej? Mam dla was pracować?
- Tak, będziesz robiła to samo, co Azazel. Rekrutowała nowych obywateli Piekła.
- Znaczy potępionych? - zakpiłam.
Nie, popitolonych. Czy ktoś tu jeszcze wątpi w niesamowitą inteligencję głównej bohaterki? 

 Diabeł skrzywił się.
- To tak nieładnie brzmi. Obywatel Piekła jest wdzięczniejszym określeniem. Poza tym jest bardziej poprawne politycznie.
Jean Jacques Rousseau i John Locke approve, bo obywatel, a nie poddany.
Swoją drogą, kraina koką i wódą płynąca, a mówią o poprawności politycznej. 

Musisz zrozumieć różnice pomiędzy Piekłem a Niebem. Tu i tu jest fajnie i wszyscy są szczęśliwi.
Jest pięknie, cudownie, mentalny wieczny orgazm, wszyscy tańczą i śpiewają, co kojarzy mi się z tym:


Tyle że w Piekle jest weselej. My mamy różnego rodzaju używki, sporty ekstremalne i inne zabawne rzeczy.
Bo nie ma nic zabawniejszego jak po heroinie wypchnąć kogoś z balkonu a następnego dnia złamać sobie kręgosłup skacząc ze spadochronem. 

 Tu wszystko, no prawie wszystko, jest dozwolone.
Poproszę o listę rzeczy zakazanych, zobaczymy czy będzie się pokrywać z tą sporządzoną przez prawników Christiana G.?

 Za to w Niebie jest spokój, wyciszenie i wspólne śpiewanie. Nuuuudaaaa...
Zredukuj koncept nieprawdopodobnej, nieskończonej szczęśliwość, łaski zjednoczenia z Panem itd. do wspólnego śpiewania w stylu niedzielnego kółka różańcowego. 
Coś kłuje mnie w okolicach wątroby. Od picia chyba.

- Zaraz - przerwałam mu. - Czyli na to wychodzi, że wszystkich po śmierci czeka nagroda? A co z mordercami? Gwałcicielami?
- A to inna bajka. Oni przestają istnieć.
Jeżeli nie wiesz jak rozwiązać problem- usuń go! Nie ma to jak olać teologię, filozofię i inne logie za jednym zamachem. Jaki z tego morał? Nie martw się, rób co chcesz, po śmierci najwyżej przestaniesz istnieć. Dokładnie o to chodzi w tej całej Biblii.

Ich byt wewnętrzny, dusza, ka, rozum, czy jak tam zwał, znika.
Sądzisz, że chcemy mieć w Piekle takich degeneratów? - obruszył się.
Z definicji jesteś upadłym aniołem, ya now?
Wydaje mi się, że po strąceniu z nieba razem ze skrzydłami oberwali im także jaja. 

- To co to by było za Piekło?
No nie wiem, jakieś takie z prawdziwego zdarzenia, a nie ten mamuci wypierdek?

 Musisz zrozumieć, że znajdujesz się teraz w miejscu wiecznej zabawy. Z mordercami czy psychopatami nie ma dobrej zabawy...
No ja tam nie wiem, niektórzy wydają się dosyć rozrywkowi.


Siedziałam dość długo w milczeniu, układając sobie w głowie to, co usłyszałam.
- Czyli nie jestem zła i nie dlatego trafiłam do Piekła? -zapytałam w końcu.
Jeżeli to sprawi, że poczujesz się lepiej, trafiłaś tu przez losowanie. Anioł, z którym walczył Azazel nie wiedział, że w kamień, papier, nożyce dozwolone jest używanie prawdziwych nożyc.

- Kochanie...
- Wiki - przerwałam mu. - Mów mi Wiki, wszyscy mnie tak nazywają.
- Dobrze, Wiki. - Uśmiechnął się do mnie ciepło. Gdybym go spotkała w normalnym życiu, od razu straciłabym dla niego głowę. Uśmiech na twarzy diabła znacznie się poszerzył. Cholera... usłyszał...
Dodaję do Drinking Game zasadę: pijemy za każdym razem, kiedy główna bohaterka zapomina o tym, że Beleth czyta jej w myślach. W ty tempie nikt nie dożyje drugiej części tej analizy.

- Wiki, nie jesteś zła. No dobrze... kryształowa też nie jesteś, bo inaczej trafiłabyś do Nieba.
Tak z czystej ciekawości: skoro największym przewinieniem Wiktorii było powtarzanie "o, Boże", i nawet jeśli traktować to jako GRZECH!!!1!11oneone - ale w miarę lekki - to dlaczego nie poszła do czyśćca czy coś w tym stylu?
No dobra, w czyśćcu pewnie nie ma mężczyzn z fantastycznie ukształtowanymi pośladkami.

Ale wierz mi, tu bardziej pasujesz. Sama powiedz: chciałabyś przez resztę wieczności śpiewać hymny? Przecież zwariować by można. Owszem, jest w tym ogromna dawka emocji, rodzaj swoistej ekstazy, przeżywania Jego obecności...
Diabeł rozmarzył się i na chwilę odpłynął gdzieś myślami.
Rozmarzył się na myśl, że mógłby przeżywać Jego obecność? DIABEŁ!? Błagam pisaku, trochę spójności. Jeżeli Beleth twierdzi, że całe to śpiewanie hymnów to nuda, to nie może być rozmarzony myśląc o tym, bo to sugeruje, że chciałby jednak te walone hymny śpiewać. 

Odchrząknął, lekko zawstydzony tym przypływem ciepłych wspomnień.
A widzisz, było nie schodzić do piwnicy, tylko siedzieć na tym swoim upierzonym tyłku i tłuc różaniec. 

 Klasnął w dłonie i otworzył segregator.
Jednocześnie? Czy to działa na tej samej zasadzie co klaskany włącznik światła?

- Dobra, my tu gadu-gadu, a trzeba ci przydzielić wszystko, czego potrzebujesz. W końcu nie bez powodu zajmuję się przydziałami.
Jeden lateksowy kostium, jedne czerwone szpilki, jedne puchate rogi, jeden trójząb (bo to cosplay sexy Posejdona), jeden pejcz bo nie obejdzie się bez skojarzeń z 50 shades, ta książka poważnie mnie zniszczyła. 

Chwilę kartkował zawartość segregatora. - O! Jest - podał mi kartkę ze zdjęciem ślicznego domu w stylu hiszpańskim, z basenem i zadbanym ogrodem. - Proponuję ci ten dom. Blisko morza, na niewielkim wzniesieniu. Cicha okolica, ale do dobrych klubów jest dokładnie rzut beretem.
Jeden rzut beretem = 13, 5 metra.

Jest jeszcze jeden plus, ja mieszkam niedaleko.
To brzmi jak jeden z tych suchych tekstów na podryw.
"Mała, masz u mnie szanse, nie spitol tego."

- Uśmiechnął się drapieżnie. Nawet tego nie skomentowałam.
- Czyli, jak widzę, zgadzasz się. - W jego dłoni zmaterializowały się klucze. - Proszę, są do drzwi wejściowych. Ubrania znajdziesz w szafach. Co do twojego diabelskiego image'u, to proponuję, żebyś ubierała się w skóry, faceci będą schodzić na sam twój widok.
Albo dochodzić, ehehehe.
...Przepraszam.
Bohaterka jest seksbombą, pijemy!

A to - podał mi jakąś kartkę, którą przed chwilą wypełnił drobnym pismem czerwonym atramentem - skierowanie do pokoju 666, gdzie otrzymasz moc. Jutro jeden z naszych konsultantów pojawi się u ciebie, żeby wprowadzić cię w zawód diabła.
Konsultant ds. mocy piekielnych, założę się, że gość chciał tej pracy tylko dlatego, żeby móc wyrobić sobie taką wizytówkę. 

- OK. - Wzięłam wszystko i podniosłam się. - Naprawdę bardzo miło było mi cię poznać. - Uśmiechnął się, a jego oczy zamigotały. - Do zobaczenia wkrótce.
- Cześć - odpowiedziałam. Gdy zamknęły się za mną drzwi, odetchnęłam głęboko. To jakaś makabreska! Albo sen!
Ja jednak obstawiałabym narkotyki, w końcu laska jest studentką wracającą z imprezy, na pewno nadal jest na haju.

 Tak, to na pewno sen! Przecież to niemożliwe! Nie mogłam umrzeć. To na pewno jakiś koszmar. Zaraz się obudzę. Muszę się obudzić. Poza tym co z Markiem, moim starszym bratem? Miałam tylko jego, bo nasi rodzice zmarli, jak byłam mała.
Pozbycie się rodziców, nie wyjaśniając przyczyny - odfajkowane. I to zanim zaczyna się fabuła, fak je...

Od tamtej pory mieszkaliśmy razem, a on się mną opiekował.
E? Ile lat ma ten brat? Z dalszej fabuły wynika, że nie jest jakoś bardzo wiekowy, więc tak sobie we dwójeczkę mieszkali dalej, a prawo do opieki spłynęło na niego na mocy Imperatywu Blogaskowego?

Gdybym umarła, zostałby sam. Całkiem sam.
Zupełnie sam, bez ani jednej osoby, do której mógłby się odezwać. OK, ja rozumiem, siostra umarła, smutna sytuacja, ale to jest drobna przesada z tym "zostałby sam".

To znaczy, pół roku temu się od niego wyprowadziłam, bo ma narzeczoną, z którą zamierzali się pobrać, ale przecież pewnie strasznie za mną tęsknił.
Ojej, jest taki sam. Tylko on... i jego narzeczona, i ich znajomi, przyjaciele, rodzina narzeczonej (chyba, że ich też Pisak się pozbyła). Jej brat jest doprawdy taki samotny. Jak tylko bohaterka wychodzi z jego mieszkania jest taki samotny, że prawdopodobnie ustają mu funkcje życiowe do momentu kiedy się znowu nie spotykają.

Wiadomość o mojej śmierci musiała nim wstrząsnąć. Znowu miałam ochotę się rozpłakać; uczucie zagubienia, na chwilę przegnane przez rozgadanego Beletha, powróciło.
Ciacho znika z ekranu, to dobry moment, żeby bohaterka przypomniała sobie, że dopiero co umarła, prawdopodobnie tragiczną śmiercią. 

 Atrament na skierowaniu wysechł. Czerwone litery robiły się coraz ciemniejsze. Miałam nadzieję, że to zwykły tusz, a nie
krew...
Westchnęłam i spojrzałam na drzwi przed sobą. Niekończący się korytarz przypominał mi labirynt. Tylko Dawida Bowie w formie złego demona brakowało...
Ahahaha... ha.



Wyczuwam suchara mającego udowodnić, że Ałtorka jest ukulturalniona i znakomicie obeznana w filmach fantasy <przechyla kielona>.

Wyciągnęłam rękę i zastukałam mocno... Do drzwi z numerem 666.
- Proszę - odpowiedział mi gardłowy głos. Nie wiedziałam, czego się spodziewać. Na środku pokoju będzie stał ociekający krwią ołtarz z zabitą owieczką? A może zobaczę płomienie piekielne i szatana rodem z ludowych opowiadań, dzierżącego w szponach widły?
Moja ręka z kieliszkiem zastygła w połowie drogi do ust. Nie wiem, czy to ma podchodzić pod Element Komiczny.
W ogóle to jakie ludowe opowiadania, w średniowieczu taki wizerunek był brany całkiem na serio.
Aha, znając tę książkę za drzwiami zobaczymy szatana walącego szoty w pępka transwestyty, czy coś w tym stylu. 

Jednak srodze się zawiodłam, bo przede mną nie było niczego takiego. Weszłam do najnormalniej wyglądającego biura, niczym nieróżniącego się od poprzednich dwóch. Za metalowym, surowym biurkiem
Biurko nie dosyć, że było stanowczo niedosmażone, to na dodatek bezceremonialnie wydawało osądy na temat innych.

siedział zwykły demon w niemodnym garniturze. Jeszcze brzydszy od tego z pokoju 6.
Czy mi się wydaje, czy Pisak po prostu tymi wszystkimi opisami demonów chce podkreślić ciachowatość diabłów i nadzwyczajną urodę Bohaterki?

W chwili, gdy to pomyślałam, demon zmrużył groźnie oczy.
I to tyle, jeśli chodzi o dowody na inteligencję bohaterki - do pewnych rzeczy trudno się przyzwyczaić, 
ale chyba da się zapamiętać od razu, żeby nie ryczeć w myślach na widok każdego demona "Boże, jaki on brzydki". Coś w klimat "nie myśl o białym niedźwiedziu", ale ona nawet nie stara się nie myśleć...
Pijemy!

Odruchowo odwróciłam się i zerknęłam na drzwi 66, które oczywiście zdążyły już zniknąć. Dlaczego tam siedział diabeł, skoro wszędzie były demony?
Bo jeżeli wszędzie chodziłby tylko Beleth-sam-sex-i-przyjaciele to ta książka byłaby zbyt monotonna. Nie żeby i bez tego taka nie była...

Dawanie śmiertelnikom mocy było chyba poważniejszym zajęciem od przydzielania mieszkań. To w tym pokoju powinien znajdować się diabeł.
No wiesz, Beleth mniej wdzięczne zajęcie zostawił urzędnikowi, a wolał osobiście zakwaterować swoją przyszłą laskę.

Podeszłam do biurka i położyłam skierowanie.
- Hm... mam dać ci moc - mruknął demon. - Człowiekowi... Znowu...
Tak, wydaje mi się, że dawanie mocy na przykład leniwcom byłoby o wiele zabawniejsze, albo takim lisom, wyobrażacie sobie coś takiego?
Kto poza mną głosuje za daniem diabelskich mocy temu lisowi? Gdyby Bohaterka byłaby czymś takim ta książka byłaby sto razy ciekawsza.


- Widać było, że nie miał na to najmniejszej ochoty.
- A ilu ludziom dano już moc? - zapytałam, siadając na niewygodnym krześle.
- Licząc z tobą, czterem kobietom... Z czego diablic mamy aktualnie dwie. Ty będziesz tą drugą - powiedział, grzebiąc w szufladzie.
Na meblach, segregatorach i lampach leżała bardzo gruba warstwa kurzu. Tutaj także stała paprotka, która jednak w porównaniu z okazami z poprzednich biur była dosłownie w stanie mumifikacji...
Cztery diablice. Demon zbytnio się nie przepracowywał.
Sprzeciw! To jest demon, na prawdę nie ma w tym wypasionym piekle jakiejś opcji samoczyszczenia otoczenia? Oj, Bohaterko, nabili cię w butelkę, w niebie na pewno nie istnieje coś takiego jak kurz.

- A co z pozostałymi dwiema? - zapytałam.
- Zrezygnowały z mocy po wygaśnięciu kontraktu - odparł z wyraźną niechęcią. - Wolały zostać zwykłymi obywatelkami Piekła.
Prychnął głośno z pogardą, przy okazji plując na blat. Najwyraźniej nie mógł zrozumieć ich decyzji.
- Kontrakt? - od razu podchwyciłam. - To jest jakiś kontrakt?
- Tak... W chwili, gdy w gabinecie numer 6 złożyłaś podpis na skierowaniu, kontrakt zaczął działać. Trwa sześćdziesiąt sześć lat od teraz.
- Jak to już trwa? Czemu nikt mi nie powiedział?! Jak to sześćdziesiąt sześć lat?! - Chwyciłam się kurczowo biurka.
Welcome to hell, sunshine.
Trzymam kciuki za to, że drobnym druczkiem na kontrakcie jest zapisane, że po godzinie 22 w całym piekle na pełny regulator grają "Life will go on" Celiny. Oto, proszę państwa, jest moja definicja piekła. To i całkowity brak żelków w piekle. 

- I właśnie dlatego nie lubię ludzi - rzekł demon bardziej do siebie niż do mnie. - Trzeba czytać mały druk na dokumentach, które się podpisuje. Poza tym masz przed sobą wieczność. Co cię kosztuje sześćdziesiąt sześć lat?!
Właściwie miał rację... Niemniej nadal czułam się oszukana.
Gdyby rozpisać ten dialog prościej, wyglądałby mniej więcej tak:
- Zrobiliśmy cię w balona i teraz będziesz dla nas tyrać przez 66 lat.
- Cooo?!
- Nie marudź, twoja wina, bo szok po śmierci nie zwalnia cię z czytania przysłowiowych małych druczków, których pewnie i tak nie było, a poza tym co ci szkodzi.
- OK.

Położył przede mną jabłko i kilka identycznych kartek, na których było oświadczenie, że przyjęłam moc, i miejsce na podpis.
- Proszę - powiedział takim tonem, że wcale nie zabrzmiało to uprzejmie. - Sześć egzemplarzy deklaracji.
To tyle? To jest ta epicka piekielna administracja? Spodziewałam się, że ten kontrakt będzie wyglądał przynajmniej jak ten:

<zignorujcie napis na gifie, nie mam takiego talentu, żeby go usunąć, a nie chciało mi się szukać gifa bez nich>

 - Nie jestem głodna. - Przesunęłam jabłko na bok, szukając drobnego druku na jednej z kopii dokumentu.
Po kilku minutach bezskutecznego wpatrywania się w kartkę doszłam do wniosku, że albo był tak mały, że nie było go widać, albo go po prostu tam nie było. Na wszelki wypadek sprawdziłam jeszcze, czy kopie aby na pewno były kopiami.
W końcu znajdowałam się w Piekle. Prawdopodobieństwo, że ktoś mnie tu oszuka, było ogromne.
Już to zrobili, kochanieńka.

- A moc? - zapytałam.
Demon wskazał na małe zielone jabłko, przypominające papierówkę.
- To jest moc? - Miałam ochotę się zaśmiać.
- Musisz je zjeść - wyjaśnił. - Jesteśmy tradycjonalistami.
Pomysł fajny, nie powiem - ale zasadniczo Adam i Ewa po zeżarciu owocu (wcale nie musiało to być jabłko) nie dostali jakichś supermocy, tylko kapnęli się, że latają po raju na golasa.
Zamiast tego zaproponowałabym granat, owoc, który ma większe tradycje w zawieraniu krzywych układów.

Czekałam, aż wyśmieje mnie, że dałam się nabrać, ale on siedział poważny ze splecionymi dłońmi.
- Serio? - zapytałam jeszcze, biorąc jabłuszko do ręki. Nie odpowiedział. Uznał najwyraźniej, że jest to poniżej jego godności. Gdy już miałam je ugryźć, mruknął: - Podpis na sześciu kopiach proszę...
Podpisałam się czerwonym piórem w pustych miejscach i ugryzłam jabłko. Oczekiwałam jakiegoś prądu, który przebiegnie przez moje ciało, palenia w przełyku, mroczków przed oczami, jednak i tym razem się zawiodłam.
Osobiście trzymałam kciuki za błyskawicę, która ją przeszyje, albo nagłe samospalenie. Ale niestety, czasami za bardzo się oszukuję z moją nadzieją. 

Smakowało jak najzwyklejsze jabłko i nie wywołało żadnych skutków ubocznych. Po chwili został mi tylko ogryzek.
- I co teraz? - zapytałam.
- Wyrzuć go do kosza do utylizacji. Nie możemy dopuścić do tego, żebyś zatrzymała pestki i wyhodowała sobie własne drzewko mocy.
Epickie Drzewko Mocy! Wiecie kto mógłby z niego skorzystać?



Posłusznie wrzuciłam ogryzek do podanego mi pojemnika.
- Gratuluję, stała się pani diablicą - powiedział demon oschłym, służbowym tonem. - Po powrocie do przydzielonego domu znajdzie tam pani szczegółowe informacje, dotyczące postępowania z mocą, a także Regulamin Piekła.
Boru, jeżeli to jest to super imprezowe piekło to rzeczywiście zrobili ją w balona na pełen etat.

- To co teraz ze mną będzie? - zapytałam bezradnie.
- Ma pani kilka dni na przystosowanie się do nowej sytuacji i umiejętności, a potem musi pani zgodnie z umową przystąpić do pracy.
Bo jak dobrze pamiętasz, to piekło, można tu robić wszystko. Chyba, że podpisałaś super- kontrakt, który zmusza Cię do robienia dokładnie tego co ci każą. Już słyszę pierwsze wersy piosenki Celiny.

Patrzyłam na niego w napięciu. To musi być sen. Ja się na pewno zaraz obudzę. To tylko tragiczny sen.
- To nie jest sen. - Demon podał mi mały metalowy klucz z przewieszonym srebrnym łańcuszkiem. Wzięłam go do ręki i przesunęłam palcem po misternych zdobieniach. Był żłobiony w drobne różyczki. Bardzo misterny.
Bardzo misterny, drobne różyczki, bardzo misterne, misternie wyrzeźbione.
Czy to na prawdę przeszło edycję redaktorską, czy kopia posłużyła jako podstawka pod paprotkę i na tym się skończyło?

Azazel też miał taki klucz, tylko bardziej toporny. Dosłownie wsadził go w ścianę i wyczarował drzwi, które doprowadziły mnie tutaj.
Czy tylko mi się wydaję, że Azazel coś sobie rekompensuje tym topornym kluczem?

- Właśnie tak - mruknął. - Należy pomyśleć o miejscu docelowym. Skierować klucz na wolną powierzchnię płaską, najlepiej ścianę, na której zmieści się przejście, i płynnym ruchem zagłębić go w materii, jednocześnie przekręcając w prawo sześć razy. Niedługo mają podobno wejść jakieś unowocześnienia. Azazel zaciekle walczy, by powstały piloty jak do telewizora... - Demon prychnął pod nosem: - Jeszcze trochę i zamienimy się w ludzi.
To nie byłoby takie złe. Ludzie są ładniejsi... - pomyślałam.
To nie był przytyk, więc ktoś jeszcze żywi nadzieję, że nasza bohaterka jest ponadprzeciętnie inteligentna?

Demon zmrużył gniewnie oczy.
- Dopóki nie nauczysz się ukrywać swoich myśli, powinnaś w ogóle nie myśleć.
Totalnie popieram gościa. Demon z pokoju 666 i Epickie Drzewko Mocy są od tej pory moimi ulubionymi postaciami tej książki.

 Wyszłoby ci to na zdrowie... - warknął, znowu przechodząc na „ty". Zawstydzona spuściłam oczy.
-Teraz żegnam. Pomyśl o swoim domu, który Beleth ci zaproponował, i przekręć klucz.
Wstałam i na sztywnych nogach podeszłam do ściany. Zerknęłam na demona, który wpatrywał się w każdy mój ruch z niekłamanym zainteresowaniem.
Ten sam demon, który był śmiertelnie znudzony cały czas i wszystko mu tak bardzo zwisało? Ale rozumiem, że bohaterka ze względu na swoją zajebistość ma taryfę ulgową. Jej się nie olewa.

- Czy gdybym nie dostała mocy, to klucz by zadziałał? -zapytałam.
- Nie.
- A jak nie zadziała mimo jabłka?
- Zadziała...
Boże, myślałby kto, że diabeł nie myśli penisem. Jeszcze kilka takich rozgarniętych delikwentek, a sprowadzą na siebie zagładę.

Pomyślałam intensywnie o małej willi nad brzegiem morza, z małymi cytrusami dookoła. Wyciągnęłam rękę i pchnęłam ją w stronę białej ściany. Ku mojemu zaskoczeniu, klucz wszedł w nią z lekkim oporem, zupełnie jakbym zagłębiała go w świeżo rozrobione ciasto. Jeszcze raz przywołałam w pamięci obraz domu i sześć razy przekręciłam klucz w prawo.
Dziewczyno, jesteś niezła. Widziałaś chałupę przez minutę na zdjęciu i jesteś w stanie ją odtworzyć w pamięci. Ja z pamięci nie jestem w stanie powiedzieć po której stronie w moim samochodzie znajduje się obrotomierz a ty zapamiętałaś walone cytrusy!?

Ściana przed moimi oczami zaczęła falować i zmieniła kolor na ciemnowiśniowy.
Coś mi się wydaje, że Bohaterka jest na tych samych prochach co nasz lisek.
Ten gif nigdy mi się nie znudzi.

 Chwilę później zobaczyłam przed sobą drewniane, stare drzwi. Mój klucz tkwił w ich zamku. Wyjęłam go i nacisnęłam na klamkę.
Po drugiej stronie znajdowała się mała brukowana ścieżka, otoczona falującymi na delikatnym wietrze egzotycznymi roślinami.
Egzotyczne rośliny jej falują. Utworzyłam nowy Headcanon, nasza bohaterka totalnie jest naszym liskiem. Miejcie to w pamięci czytając kolejną część analizy.

Tuż za nią widziałam wejście prowadzące do mojego nowego domu.
Odwróciłam się i spojrzałam na demona, który nadal bacznie mnie obserwował.
- Witamy w Piekle - powiedział, uśmiechając się do mnie chyba po raz pierwszy całkowicie szczerze. Odwzajemniłam mimowolnie uśmiech i przeszłam na drugą stronę.

Dokładnie, witamy w piekle, to jedno z nielicznych zdań całkowicie oddających klimat tej książki. Na dzisiaj wystarczy, ale nie myślcie sobie, że to koniec.
Hue hue hue...

7 komentarzy:

  1. Ta bohaterka raczej nie ma nic wspólnego z Bellą czy Anastazją, zdaję się, że widziałam ją w bibliotece na długo przed pojawieniem się tamtych tworów. Tak więc stawiam na zbiorową podświadomość Ałtoreczek :D
    Gify z Supernatural wybornie dobrane i bardzo miłe, w szczególności, że już tak długo czekam na kolejny odcinek serialu ;)
    A lisek jest najlepszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, taka mamy mode, ze jedyna bohaterka to taka, ktora twierdzi, ze jest brzydka slaba i jedynie silny mezczyzna jest w stanie jej udowodnic, ze jest inaczej. I nagle bum, okazuje sie, ze mamy do czynienia z modelka Victoria's Secret o IQ powyzej 150.
      A na nowy odcinek Supernatural ja rowniez czekam z utesknieniem. Z reszta widac jak to czekanie odbija sie na mojej psychice.
      toldie
      (przepraszam za brak polskich znakow, komputer w biurze mnie nie lubi)

      Usuń
  2. Za waszą radą zabiorę się za publikację swoich opowiadań. Najpierw je napiszę i o nich zapomnę.
    Co się tyczy analizy:
    - treść książki zdaje się być wesołą nastolatkową twórczością, poddaną edycji.
    - piekło jawi się jako wysoce wyspecjalizowana biurokracja, której istnienie zapewnia rozwinięta gospodarka usługowa. System taki charakteryzowałby się ciągłym niedoborem rynków zbytu, nie dziwi więc zacięta walka o ludzkie dusze i nowelizacje protokołu ich pozyskiwania. Clearly mamy do czynienia z bańką spekulacyjną leżącą u podstaw stworzenia piekła( w uniwersum książki), pomysłem który zakładał osiągnięcie szczęścia na drodze uciech stricte sensualnych, nie prowadzących do refleksji i zrozumienia działania wszechświata. Dlatego diabły, reprezentanci piekła, są piękni, estetyczni a demony, siła napędowa piekła, jego rdzeń i personifikacja systemu, to bestie ze stygmatami pożądania. Niebo stoi w przeciwieństwie do takiego obrazu, ma być nudne, nie dostarczające wrażeń godnych zmysłowej ekscytacji. Co daje jednak przesłankę do wyższego wartościowania porządku niebiańskiego to opisane rozmarzenia diabła na wspomnienie o utraconej harmonii. Z lakonicznego opisu, wnioskuję o Niebie jako o rodzaju komuny, której dobre warunki do rozwoju są gwarantowane przez przestrzeganie praw boskich. Te dobre warunki to spokój, brak rozpraszających uwagę bodźców- w piekle rozpraszają coraz to silniejsze, nowe doznania, wolność w sensie pozytywnym. Prawa boskie to: wspólnotowość i kontemplacja. Być może wraz ze stworzeniem świata materialnego Lucyfer dał się uwieść jego idei( tego świata) i postanowił stworzyć ład idealny w miejscu które idealne nie było, co od początku stanowiło gnijący fundament. Bóg zaś traktował ten świat jako platformę przez której kontemplację można było osiągnąć doskonałość, nie zaś kultywując sprzężone z nią dyspozycje.Może się w tym momencie pojawić pytanie po co Bóg stwarzał człowieka? Odpowiedź jest banalna: Nie Twój interes.
    - jak zawsze cieszy poziom erudycji komentatorek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Również głosuję za tym, by dać moc liskowi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Totalnie was uwielbiam za gify z Spn! I za liska. I, oczywiście, za te niesamowite komentarze. <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak przeczytalam tytul to pomyslalam ze to ksiazka z SPN, bo z tego co pamietam jest ich kilka. Moze i lepiej ze jednak nie :D
    Gify cudne, chyba zaraz odpalam pierwszy sezon i zaczynam od poczatku.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dzięki wam mam kolejny serial do obejrzenia (o ile znajdę trochę czasu), jest to kolejna analiza z tekstem opartym o Supernatural (jeżeli popełniłam jakiś błąd w nazwie, to wybaczcie) i chociaż jest wiele rzeczy, które mnie śmieszą chcę do końca zrozumieć wszystko (chociaż wiem, że w przypadku tych blogów, które analizujecie nigdy nie będzie to możliwe)

    OdpowiedzUsuń