niedziela, 31 marca 2013

Oppan Supernatural style 2, czyli jak być potępioną w stylu glamour

Witajcie! Analiza znów trochę z opóźnieniem, ale mamy nadzieję, że spełnimy nasz obywatelski obowiązek, serwując ją Wam w ten, hmm, piękny świąteczny wieczór. Nasza bohaterka vel Lisek tymczasem radzi sobie w Piekle coraz lepiej, a im mniej inteligencji wykazuje, tym lepiej jej wychodzi - innymi słowy, im dalej, tym Analizatorki bardziej się dziwią, jakie siły piekielne opętały wydawcę tej książki. Bracia Winchesterowie ponownie pomagają nam przebrnąć przez analizę, a w ramach specjalnego bonusu - garść informacji na temat Beletha z Klucza Salomona. Jednak nie przejmujemy odpowiedzialności za rezultat przyzwania zainteresowanego, jeśli jego perfekcyjnego torsu nie będzie opinała koszula doskonałej jakości, a za to będzie ział ogniem.
Indżojcie!



Przedmiot analizy:
Katarzyna Berenika Miszczuk, Ja, diablica, wyd. W.A.B, 2010

Zanalizowały:
Toldie
Żabencja


3
Ledwie stanęłam na kostce brukowej, drzwi za moimi plecami zaczęły się zamykać. Po chwili w powietrzu unosił się tylko błyszczący kontur, ślad ich obecności, jednak szybko znikł zdmuchnięty przez morski wiatr.
Wyciągnęłam rękę, lecz napotkałam pustkę. Nie było tutaj ściany. Drzwi zniknęły ostatecznie.
Tak, myślę, że "pustka" i "brak ściany" dosyć jasno już to podkreśliły, ale nie ma problemu, Pisaku powiedz nam to jeszcze. W późniejszych rozdziałach dowiemy się, że Pisak ma problemy z nadmiernym powtarzaniem pewnych wyrażeń.

 Wąski chodnik prowadził od kutej bramy wejściowej do drzwi mojego nowego domu. Z cichym świstem wypuściłam powietrze, które od dłuższej chwili mimowolnie wstrzymywałam. A więc jestem w Piekle.
Temu zdaniu uparcie przeczyło wszystko, co dostrzegałam dookoła siebie.
Mam nadzieję, że to oznacza wielki billboard przez jej domem z napisem "TO NIE JEST PIEKŁO".

 Żywe kolory, malownicza zatoka, jakby wycięta z magazynu podróżniczego, świergot ptaków wśród drzew, lekka słona bryza.
Albo tsunami zalewało okolicę, albo bohaterka ma moc smakowania zapachów.

W oddali widziałam inne rezydencje. W porównaniu z niektórymi budowlami mój kilkunastopokojowy dom wydawał się ledwie chatką... Każdy budynek różnił się od poprzedniego, jednak wszystkie idealnie komponowały się w ten spokojny i senny krajobraz egzotycznego kurortu.
Jeden był neogotyckim dworem w stylu niemieckim, drugi do złudzenia przypominał rezydencję Playboya, ale pięknie komponowały się z klimatem wysp greckich. Oczywiście, wszystko idealnie musi ze sobą współgrać estetycznie, choćby i w Piekle.

Zawsze mogłam tylko pomarzyć o wycieczce w ciepłe kraje. A teraz? Zupełnie jakbym znalazła się na wybrzeżu słonecznej Grecji.
Ale to przecież proste, bohaterko. Przecież jesteś normalną dziewczyną, z którą może utożsamiać się każda czytelniczka, która znalazła się w niezwyklej sytuacji, o której każda czytelniczka marzy. 
Może ona naprawdę jest w Grecji, tylko w hotelu ktoś podał jej LDS?

Ruszyłam powoli w stronę domu. Zacieniony ganek wręcz zapraszał, by przysiąść na chwilę na stylowej kanapie z bambusa i rozkoszować się tym pięknym dniem. Wewnątrz dom okazał się jeszcze wspanialszy. Orientalna stylistyka i umeblowanie sprawiały, że czułam się, jakbym się przeniosła w jedną z tysiąca i jednej baśni opowiadanych szeptem przez Szeherezadę. Przesunęłam palcami po misternej, kwiecistej mozaice na jednej ze ścian.
Tak. Bardzo mi się tu podobało. Jeśli był to tylko sen, to na razie nie chciałam się z niego budzić.
Albo odkryła świadome śnienie, albo oficjalnie nastał zmierzch jej inteligencji.

Położyłam klucz na niskim stoliku zarzuconym grubymi księgami. Odczytałam na głos tytuły na grzbietach: Regulamin Piekła tom I z VI, Zasady korzystania z mocy, Praca diabła - podstawy, Diabeł - powinność czy obowiązek? (a powinność i obowiązek to nie to samo?)666 praw i zasad urzędnika piekielnego, Spis 666 restauracji i klubów Niższej Arkadii, Jak stać się ponętną i seksowną w godzinę.
He, he he he. He.


Zaśmiałam się pod nosem. Podejrzewałam, że ostatnia pozycja to raczej drobny upominek powitalny od Beletha.
Bo Beleth znany jest przecież ze swojego humoru. Ręka do góry, kto chce się dowiedzieć co "Klucz Salomona" mówi o Belecie?

"(13.) BELETH. - The Thirteenth Spirit is called Beleth (or Bileth, or Bilet). He is a mighty King and terrible. He rideth on a pale horse with trumpets and other kinds of musical instruments playing before him. He is very furious at his first appearance, that is, while the Exorcist layeth his courage; for to do this he must hold a Hazel Wand in his hand, striking it out towards the South and East Quarters, make a triangle, Ò, without the Circle, and then command him into it by the Bonds and Charges of Spirits as hereafter followeth. And if he doth not enter into the triangle, Ò, at your threats, rehearse the Bonds and Charms before him, and then he will yield Obedience and come into it, and do what he is commanded by the Exorcist. Yet he must receive him courteously because he is a Great King, and do homage unto him, as the Kings and Princes do that attend upon him. And thou must have always a Silver Ring on the middle finger of the left hand held against thy face,14 as they do yet before AMAYMON. This Great King Beleth causeth all the love that may be, both of Men and of Women, until the Master Exorcist hath had his desire fulfilled. He is of the Order of Powers, and he governeth 85 Legions of Spirits. His Noble Seal is this, which is to be worn before thee at working."
Proszę was bardzo, a jakby ktoś chciał pogadać osobiście to macie jeszcze jego pieczęć, zawieście sobie na szyi czy coś:

Za niskim szezlongiem znalazłam resztę pokaźnych rozmiarów tomów Regulaminu Piekła (każdy miał oczywiście 666 stron), 
Oczywiście. Wszyscy załapali jak bardzo jest to zabawne?
To znaczy, pierwszy raz kiedy słyszysz żart na zasadzie "... miało 666 pokoi/stron itd" może to być jeszcze zabawne. Ale kiedy słyszysz to po raz siódmy czy ósmy zaczyna to być odrobinę męczące.
Może diabły umieją liczyć tylko do sześciu? 6 oznacza "mało", 66 "trochę więcej niż mało", a 666 "więcej niż trochę więcej niż mało".

a także kilka planów okolicy i poradników. Na razie jednak zostawiłam książki i ruszyłam na dalsze zwiedzanie domu, który okazał się ogromny.
Czyżby miał 666 pokoi? Albo przynajmniej metrów kwadratowych?

 Wszystkie pomieszczenia były pełne światła wpadającego przez wysokie okna, zaopatrzone w drewniane okiennice.
W końcu dotarłam do głównej sypialni, w której stało ogromne łoże z baldachimem.
Bohaterka prawdopodobnie padłaby na podłogę w konwulsjach, gdyby nie miała swojego łoża z baldachimem. 10 zł na to, że będzie czerwona pościel.
SATYNOWA czerwona pościel, dokładam.

 Leżała na nim satynowa burgundowa pościel i niezliczone kremowe poduszki.
Boru, wierzcie lub nie, ale nie podglądałam z tą pościelą.
Mnie też wierzcie z tą satynową. Tylko teraz musimy napisać do Pisaka, że jest nam winna po dychu.

 Jego rozmiary mogły sprawić, że w nocy, po ciemku, dwie osoby mogłyby mieć pewien problem ze znalezieniem siebie.
W przypadku bohaterki akurat wątpię, aby była to hiperbola.

Przepastne szafy pełne były dobrej jakości ubrań. Wzięłam do ręki karminową suknię, której dekolt kończył się gdzieś w okolicach pępka. - „Diablo Gabana" - odczytałam na głos.
Powoli zaczynam obczajać ideę piekła. Jeżeli tam roi się od takich suchych żartów, to ja od jutra zaczynam ustępować miejsca w autobusie starszym paniom. 
Widać to z piekła biorą się wszystkie Hugo Hossy, Adidosy i Charnele...

Spojrzałam na tył sukni, ale plecy były jeszcze bardziej wycięte. Tak więc to, co początkowo wzięłam za dekolt, chyba rzeczywiście musiało nim być. Beleth chyba śnił, jeżeli myślał, że ją kiedykolwiek włożę...
Idę o zakład, że za 50 stron będzie to miała na sobie. To jest właśnie kreowanie silnej psychicznie głównej bohaterki, która nagina się męskiej sugestii.
Poza tym nie możemy przegapić okazji, kiedy wszyscy będą podkreślać niesamowitą urodę bohaterki.
I gdy będzie się irytować, gdy łażąc w takim stroju będą patrzeć głównie na jej cycki.

Przerzuciłam jeszcze kilka ubrań, przyglądając się metkom z nieznanymi markami. W końcu natrafiłam na bluzkę podpisaną M&S. O! Marks & Spencer? Wreszcie coś ziemskiego i ludzkiego! Zerknęłam na drugą stronę metki. A jednak nie. Mefisto & Szatan...
He he he he. Właśnie wyobraziłam sobie samego Szatana projektującego damskie szmatki. Założę się, że to on jest powodem, dla którego nie jestem w stanie znaleźć spodni na swój rozmiar. 
Jest Diablo, jest Mefisto, zaraz pojawi się Baalecianga, Izual Vuitton, Duriel Homme i reszta bossów z Diablo II.

Sypialnia była połączona z olbrzymią łazienką. Uśmiechnęłam się pod nosem. Skoro ten sen jeszcze trwa, to mogę go wykorzystać. Odkręciłam kurki w wannie i nalałam pachnącego czekoladą płynu do kąpieli.
Trafiliście do piekła, nie wiecie co teraz, znajdujecie się w dosyć dziwnej i z pewnością stresującej sytuacji. Zupełnie nowe otoczenie i sytuacja, co robicie?
Pewnie mentalny Cedrik Diggory kazał jej się wykąpać. 

Jedna ściana w sypialni była cała zbudowana z luster powiększających i pogłębiających całe pomieszczenie. Spojrzałam na siebie. Wyciągnięte na kolanach dżinsy, ubłocone adidasy, czarna podkoszulka i potargane włosy. Doprawdy sam seksapil...
OK, możemy pić za każdym razem, kiedy bohaterka podkreśli, że wcale nie jest piękna. Co oczywiście zostanie później całkowicie zanegowane przez atrakcyjnego mężczyznę. 
Bo gdyby choć raz stwierdziła "Hej, nieźle dziś wyglądam", z miejsca pochłonęłaby ją ziemia, a Beleth nie mógłby jej tak zbajerować. 

Zerknęłam na czerwoną sukienkę porzuconą na szerokim łóżku z baldachimem. Wzięłam ją do ręki. W końcu nic się nie stanie, jeśli ją przymierzę.
Obstawiałam, że wbije się w sukienkę za 50 stron? Chyba mam zbyt dużą wiarę w tę książkę.

Przez następną godzinę, podczas której woda zdążyła wystygnąć, przymierzałam kolejne ubrania, odwieszając starannie te, które mi się podobają, a rzucając na ziemię takie, których nigdy bym nie włożyła.
"Nigdy", czyli za 20 minut.

Wieczorem, leżąc już w wannie, z maseczką na twarzy i odżywką na włosach, wertowałam Jak stać się ponętną i seksowną w godzinę.
Bo totalnie nie mam wiary w swoją urodę. Jestem taka sama jak ty, czytelniczko. Zupełnie normalna dziewczyna...

Nie była to może literatura najwyższych lotów, jednak uznałam, że Regulamin Piekła i pozycje dotyczące pracy diabła mogę spokojnie przeczytać później.
Poczytaj sobie może jednak "Klucz Salomona" albo coś prostszego jak "Biblia"? Wydaje mi się, że znajdziesz tam trochę informacji, które mogą cię zainteresować. 
Skoro tak się obawia, że na każdym kroku mogą ją wycyckać, to dlaczego nie przeczyta tego regulaminu? 

*** 

Przeciągnęłam się z zadowoleniem. Przyjemnie rozespana przewróciłam się na drugi bok. Na moją twarz padło ciepłe słońce.
Czy możemy w tym momencie zakończyć tę książkę i założyć, że bohaterka nie przeżyła czołowego zderzenia z centralną gwiazdą naszego układu słonecznego?

 Mruknęłam pod nosem coś niezrozumiałego. Było mi tak dobrze. Otworzyłam oczy. Zobaczyłam wysokie uchylone drzwi, prowadzące na balkon. Biała, półprzezroczysta firanka haftowana w złote róże
poruszała się delikatnie na ciepłym wietrze.
Gdzie ja jestem?
Zalała mnie fala wspomnień. Mężczyzna w parku. Nóż. Krew. Ból.
Znowu haiku
Zdania pojedyncze i rzeczowniki
Obłok na chłodnym niebie.
Boru.
Ja wiem, że ktoś kiedyś w podstawówce powiedział Pisakowi, że zdania pojedyncze nadają akcji dynamizmu ale wydaje mi się, że nie do końca o to chodziło.

Złapałam się za brzuch i odwinęłam satynową pościel. Na moim brzuchu pod podkoszulkiem nie było najmniejszego śladu. Przesunęłam palcami po gładkiej skórze. Przez chwilę czułam jeszcze fantom dawnego bólu.
Gdzieś czytałam, że w rzeczywistości nie jesteśmy w stanie zapamiętać samego bólu, ale jedynie samą sytuację w jakim nastąpił.

Ponownie się rozejrzałam. Zalana światłem, utrzymana w ciepłej tonacji sypialnia mojego nowego domu. W Piekle... Po raz pierwszy od śmierci po moim policzku potoczyła się słona łza.
Samotna Kryształowa Łza, wypijmy za nią!
A już myślałam, że ta wiekopomna chwila nie nastąpi. 



Czy jeszcze ktoś ma jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że kiedy skrypt tej książki trafił na biurko redaktora, w wydawnictwie wybuchł pożar i dlatego ktoś to zaaprobował? Bo ja szukam jakiegoś wytłumaczenia, w jaki sposób ktoś stwierdził, że ta książka jest warta publikacji. To znaczy ja rozumiem, że zaraz posypią się głosy na zasadzie "To jest książka młodzieżowa, nie oczekujmy od niej tak wiele". NIE! Nieważne czy to jest książka młodzieżowa, nowy Coelho, czy kolejna część Gry o Tron, na którą tyle będziemy jeszcze czekać, każda z nich musi przejść przez edycję, która powinna usunąć z niej wszystkie kiepskie teksty, błędy w logice czy bezsensowne sceny. A tych znajdziemy tu jeszcze wiele. 

To nie sen. Ja umarłam... Ja naprawdę umarłam. Już nie mogłam wmawiać sobie, że to wyjątkowo rozbudowany sen, omam. To wszystko było prawdziwe.
Nope, to tylko świadomy sen. Lub LSD.

Zaczęłam bardzo tęsknić za bratem. Chciałam się do niego przytulić. Pomyślałam o koleżankach. Zuza była dla mnie niczym siostra.
Tak bardzo tęskni za wszystkimi, że przypomniała sobie o nich już teraz. po tym jak przeszła przez piekielną administracje i na spokojnie osiedliła się w swoim nowym domu nad morzem. Oj tak, bardzo jest jej tu samotnie i źle.

Co teraz? Właśnie szykują mój pogrzeb czy dopiero, zaniepokojeni moją nieobecnością, rozpoczęli poszukiwania mojego ciała?
Trochę wiary, najpierw wypadałoby chyba zgłosić się na policję i uznać ją za zaginioną...
No co ty, toż to przecież BOHATERKA, zapewne już szuka jej detektyw Rutkowski.

Nie wiem, jak długo leżałam, płacząc. Zegarek na moim nadgarstku zatrzymał się w chwili mojej śmierci. Czas już dla mnie nie istniał.
W końcu wygonił mnie z łóżka głód. Nadal w piżamie, na którą wybrałam pierwszy lepszy podkoszulek i krótkie dresowe spodnie (satynowe koszulki z masą koronek jakoś mnie nie pociągały) (co jest tylko kwestią czasu), zeszłam na dół.
Czy wy zdajecie sobie sprawę z tego co się właśnie stało? Brace yourselves, bohaterka zeszła właśnie na śniadanie!!!





W kuchni odkryłam, że lodówka i wszystkie szafki są puste. Owszem, znalazłam masę garnków, patelni i nowoczesnego sprzętu kuchennego, którego nie potrafiłabym obsługiwać nawet z instrukcją, jednak nie było nawet odrobiny jedzenia.
Idę o zakład, że teraz bohaterka zarzeka się, że nie ma pojęcia do czego służy garnek a w następnym rozdziale przygotuje Luizjańską Jambalayę z mięsem wieprzowym, albo Sałatkę Conchiglie z krewetkami.

Zaraz, czy Jezus przypadkiem nie stworzył jedzenia z niczego? Skrzywiłam się. Nigdy nie byłam specjalnie religijna. Będę musiała podciągnąć swoją wiedzę z zakresu Biblii i historii chrześcijaństwa, bo całkiem tu zginę.
Czy ktoś tu choć trochę wierzy, że ona rzeczywiście to zrobi?...
Poza tym wiesz, jesteś w Piekle, niekoniecznie moce Jezusa są tu w pakiecie.
Mam nadzieję, że wypróbuje ten numer z chodzeniem po wodzie. Może nam się poszczęści i bohaterka nie umie pływać?

Poszłam do salonu po książkę o korzystaniu z mocy. Powinnam wczoraj od niej zacząć lekturę, a nie od wybitnego dzieła tym, jak domowym sposobem zrobić maseczkę oczyszczającą z ogórka. W końcu i tak nie miałam ogórków...
Szybko znalazłam rozdział dotyczący jedzenia i tworzenia przedmiotów. Ale zaraz? Miałam wskazać na coś palcem? A może zamachać łyżką jak Harry Potter różdżką?
AHEHEHEHEHE. HE. 
Chyba mam krwotok z nosa, może zatamuję go kolejnym sucharem.

Zdecydowałam się na palec. Wyciągnęłam go w stronę blatu kuchennego i pomyślałam o francuskim rogaliku. Tuż przed moimi oczami pojawił się znikąd. Ha!
No tak, przy moim zakładzie kulinarnym zapomniałam, że przecież Bohaterka jest tak zajebista, że nie musi się nawet wysilać, żeby coś ugotować.

Zadowolona z siebie ugryzłam rogalik. Smakował... no właśnie niczym nie smakował.
Wróciłam do książki. Aaa... musiałam pomyśleć o smaku, zapachu, konsystencji, zawartości odżywczej... Nie za dużo do myślenia? Aż jeść się odechciewa...
Pamiętacie tę scenę, w której Beleth podkreśla niesamowitą inteligencję Bohaterki? Tak, właśnie o to mi chodzi. 

Spróbowałam. Tym razem dietetyczny rogalik francuski na bezkalorycznym maśle był przepyszny. Zjadłam aż trzy, oczywiście najpierw je powielając, żeby nie musieć myśleć o tym wszystkim jeszcze raz.
Książka o mocy była ciekawsza, niż wskazywałaby na to szara okładka i enigmatyczny tytuł.
Ale co się w niej znajdowało pożytecznego, w to już nie wnikajmy. Zwłaszcza w okolicznościach w stylu "nie mam pojęcia, jak poruszać się w obcym miejscu po własnej śmierci".

Po drodze do sypialni stworzyłam na stoliku w salonie kilka fotografii Marka i koleżanek, akwarelę z mojego pokoju na ścianie, rowerek gimnastyczny w kącie i telewizor plazmowy z odtwarzaczem DVD, a także regał, na którym stanęły za jednym machnięciem palca w kolejności alfabetycznej wszystkie książki walające się koło szezlongu.
Jeżeli za dwa akapity będziemy musiały czytać jakie to jej życie jest skomplikowane, to zacznę szukać adresu Pisaka, tylko po to, żeby powiedzieć jej co o niej myślę. 

W chwili gdy siedziałam przy toaletce we właśnie stworzonej błękitnej sukience i eksperymentowałam z makijażem,
Oj dziewczyno, żeby ci tylko kreska nie wyszła krzywo, taka przecież zestresowana jesteś.

ktoś sześć razy zastukał do drzwi... Konsultant.
Avonu?
A może to świadkowie Jehowy? No wiecie, wraz z zasadą "Nigdy nie jest za późno, żeby powiedzieć Jezusowi TAK".


4
Zbiegłam po schodach i otworzyłam drzwi. Tuż za progiem, niedbale oparty o filar na ganku, stał Beleth. Na mój widok uśmiechnął się szeroko i spojrzał na mnie znad lustrzanych szkieł okularów przeciwsłonecznych.
- Kochanie - powiedział niskim, ciepłym głosem, przyprawiającym o gęsią skórkę. - Wyglądasz przepięknie.
Komplement, pijemy!

Zaczerwieniłam się.
Oczywiście. Bo przecież często się czerwienisz i przewracasz, jeszcze trochę i zaczniesz eksperymentować z BDSM.
Tak w razie czego, wiemy, że Ja, Diablica mogła powstać przed innymi powieściami, które może przypominać, chodzi mi tylko o to, że od kilku lat wiele głównych bohaterek popularnych powieści jest właściwie takich samych. Opisywane jako silne kobiety, pewne siebie itd, a w rzeczywistości jeżeli nie ma na horyzoncie prawdziwego mężczyzny nie nadają się zupełnie do niczego. Ale odchodzimy od tematu, a tego oczywiście nikt z nas nie chce.

- Dzięki - mruknęłam. - Proszę, wejdź.
Beleth od razu pewnym krokiem wkroczył do salonu i zaczął się ciekawie rozglądać.
Jak można rozglądać się ciekawie? Czy to jest wtedy, kiedy ludzie patrzą na ciebie zastanawiając się co robisz i nie mogą oderwać wzroku, bo jesteś tak zajmujący?

 Uśmiechnął się do mnie: - Widzę, że cud stworzenia przychodzi ci bez trudu.
Wzruszyłam ramionami. To nie było nic trudnego. Już nawet palca nie musiałam używać.
Nie używam już też mózgu, to moja Przezajebistość przeze mnie przemawia.
Pół godziny temu bohaterka nawet nie wiedziała, że ma moc, a teraz nagle czeka na odbiór Orderu Merlina Pierwszej Klasy?

- Teraz jesteś konsultantem? Już nie pracujesz w przydziałach? - zapytałam. - Coś łatwo się przekwalifikowałeś.
- Powiedzmy, że Azazel był mi winny pewną przysługę i pomógł mi zmienić stanowisko. Specjalnie po to, bym mógł cię spotkać.
- Aha...
To dokładnie to, co chciałam powiedzieć, tylko mniej więcej z taką miną:



Patrzyłam na Beletha siedzącego w swobodnej pozie na szezlongu. Rozpięta pod szyją czarna koszula doskonałej jakości perfekcyjnie układała się na jego równie perfekcyjnym torsie, jego perfekcyjnie wąskie biodra opinały doskonałe spodnie z dżinsu doskonałej jakości, a poniżej perfekcyjnie rysowało się doskonałe wybrzuszenie jego perfekcyjnej priapicznej męskości.



Ekhem...
Wiecie, czasami przy analizie następuje taki moment, że człowiek po prostu musi sięgnąć do swojego folderu gifów z Supernatural.

Spokojnie mógłby śpiewać stary polski przebój Bo we mnie jest seks. Czarne włosy zaczesał do góry, znowu układając je w niedbałego ale perfekcyjnego irokeza. Hebanowy wisior przypominający muzułmański różaniec znikał pod koszulą doskonałej jakości.
Uważaj bohaterko, bo jak tak dalej będziesz hiperwentylować, możesz się udusić. A przecież żadna z nas by tego nie chciała.



Tak właśnie wygląda Bohaterka w obecności jakiegokolwiek mężczyzny w tej książce. Opowiedzcie mi jeszcze o frustracji seksualnej.

Usiadłam naprzeciwko niego.
- O czym pomyślałam? - zapytałam.
- Nie mam pojęcia - powiedział, bawiąc się okularami. Jego spojrzenie bezwstydnie błądziło po moich nogach.
Może ja jestem jakaś dziwna, ale kobiety naprawdę kręci to, kiedy niedawno poznany książę piekieł zupełnie jawnie obmacuje je wzrokiem?

Poprawiłam sukienkę, zakrywając kolano.
- To znaczy, że mogę już spokojnie myśleć to, na co mam ochotę, i nikt mnie nie usłyszy? - upewniłam się.
Oczywiście, przecież wszystkie supermoce zjadłaś razem z tymi śniadaniowymi rogalikami.

- Chyba że będziesz chciała, żeby ktoś cię usłyszał.
- Jak to? - zdziwiłam się.
-Tak zwany wolny przekaz myślowy, po śmiertelnemu telepatia.
- Po „śmiertelnemu"? - zaśmiałam się.
- Tak mówimy w Niższej Arkadii.
Zmrużyłam oczy. „Dobrze ci w tej koszuli", pomyślałam, intensywnie pchając tę myśl w stronę Beletha.
- Dziękuję. Mnie też ona bardzo się podoba. - Lekko skłonił głowę. - Szybko się uczysz.
Z prędkością śniętego żółwia, biorąc pod uwagę to, jak poprzedniego dnia nabijała się z brzydoty urzędników.

- Bo uczę się od mistrza - palnęłam. W odpowiedzi zaśmiał się serdecznie.
- No proszę. Czarować też już umiesz.
O, to chyba moje pranie się wysuszyło!

Chwilę siedzieliśmy w milczeniu. Beleth przyglądał mi się uważnie, lustrując bez żenady każdą część mojego ciała. Na jego ustach malował się delikatny, lubieżny uśmiech.
Boru, czy to kogoś w ogóle kręci? Bo chamskie obmacywanie wzrokiem wydaje mi się mało seksowne.

- A więc jesteś konsultantem - zagadnęłam, żeby jakoś przerwać ciszę.
- Tak - mruknął, przenosząc spojrzenie na moje oczy. - Czy chciałabyś kupić mleczko kokosowe do ciała, a potem porozmawiać o Jezusie? Krótko mówiąc, mam cię wprowadzić w życie Piekła. Wyjaśnić rzeczy, których nie znajdziesz w regulaminie, pokazać Niższą Arkadię, pomóc, gdy dostaniesz pierwsze zlecenie targu. Jestem tą osobą, która z radością sprawi także, że nie będziesz się czuła samotna.
Chciałam napisać "If you know what I mean" ale zostałam dobita tym kiepskim flirtem.

To nie jest człowiek, musiałam o tym pamiętać. To diabeł, dlatego jest aż tak pociągający, piękny i seksowny. Z drugiej strony ja jestem diablicą...
- Wyjaśnij mi to, że jestem diablicą. Jestem kimś takim jak ty? - zapytałam.
Poważnie to ja nie mam pojęcia w jaki sposób ona jeszcze nie zamieniła siebie w wielkiego bakłażana. Jest tak inteligentna, że to nie byłoby takie trudne, biorąc pod uwagę ile już czarowała. 

Odłożył okulary na niski stolik.
- Nie. Nie jesteś taka jak ja. Musisz pamiętać, że urodziłaś się człowiekiem, masz ludzką duszę. Ja nie mam duszy. Nigdy nie miałem ciała. Jestem po prostu częścią Boga. Ty jesteś... - urwał, szukając najlepszego określenia. - No co najwyżej ćwiartką. Ćwiartka Boga. Jak to dumnie brzmi...
Ćwiartka, yeah, poczujcie tę moc. A teraz wyobraźcie sobie Boga podzielonego na cztery idealne części niczym dorodny grejpfrut. 
I w jaki sposób wyjaśnijcie mi tym zdaniem Beleth umniejszył jej wartość? Bo wydaje mi się, że ćwiartka Boga to dosyć sporo, biorąc pod uwagę, że dla ludzkości zostają pozostałe trzy części Boga, to statystycznie dla takiego Beletha niewiele tego Boga zostaje. 

Beleth uśmiechnął się lekko na widok mojej miny.
- To nie takie złe. Też należysz do Niego. Jesteś Jego częścią.
- Czyli tylko tym się od ciebie różnię?
No wiesz, jest jeszcze parę małych szczegółów.

- Nie. - Zaśmiał się. - Można powiedzieć, że nie jesteśmy tym samym gatunkiem. Ja, tak jak inne anioły, powstałem z ognia. Ty z gliny.
O tym chyba nie było na wychowaniu do życia w rodzinie.

Glina nigdy nie stanie się ogniem. Może się co najwyżej zwęglić...
Więc jak będziecie wystarczająco uważać, to może zrodzi się z tego związku dobry garnek.
Jako archeologa bardzo mnie zabolało to zdanie.

Chciałam zaprotestować, ale mi przerwał:
- Tu nie chodzi o to, że są między nami jakieś morfologiczne różnice.
Oj Beleth, wiedzę, że ty też masz ubytki w wiedzy. Nie było się na zajęciach z Wychowania do Życia w Rodzinie Upadłych Aniołów.

 Tu chodzi o zupełnie inną psyche. Jesteś człowiekiem. Jesteś dobra i zła, szlachetna i zawistna, mądra i głupia.
W tym wypadku bardziej to drugie.

 Anioły nie są tak dwoiste, takie słabe. Owszem, zdarza nam się popadać w skrajności. Mamy swoje własne zdanie, także popełniamy błędy, kłamiemy, zazdrościmy, pożądamy. Posiadamy wszystkie wasze słabości, więc przed chwilą sam sobie zaprzeczyłem, można nawet powiedzieć, że odczuwamy je silniej. Potrafimy jednak nad nimi panować, wykorzystywać je.
Bo człowiek zupełnie tego nie potrafi.
Wiesz, jak on ma codziennie do czynienia z takimi jak ona to ja się nie dziwię, że może mieć dziwne zdanie na temat ludzi.

Chociaż, oczywiście, i u nas znajdują się osobnicy, że tak powiem, nieprzystosowani do życia.
W sensie, że jak? Zbuntowane upadłe anioły? Podwójnie upadłe anioły? Mają już swojego fanpejdża na fejsie?

Na ogół ludzkie problemy nas bawią. Dla nas nie ma szarości. Jest czerń i biel.
- Hm... coś jak choroba dwubiegunowa?
Beletha, potocznie mówiąc, zatkało.
- Nie - w końcu wydusił. - Nie jesteśmy szaleńcami. My tylko czujemy... mocniej. Musisz zrozumieć, że jest w nas więcej boskości niż we wszystkich ludziach razem wziętych. Wszystko, co robimy, ma cel.
Gapienie się na twoje kolana też jest elementem boskiego planu.
No może nie, ale muszę przyznać, że to może być jedna z najlepszych linii na podryw.

Siedziałam w milczeniu, starając się jakoś to pojąć. Jednak nie było to łatwe. Do tej pory Piekło malowało mi się przed oczami jako kraina, którą władają przystojni szaleńcy, przekonani o swojej boskości.
Do tej pory? W sensie od poprzedniego wieczora?

 Niższa Arkadia miała wszystkie cechy ludzkiej monarchii...
Zdałam sobie sprawę, że jestem teraz diablicą. Hej! Należałam do klasy rządzącej!
Jak tu istnieje klasa rządząca, to nie monarchia, tylko oligarchia. Albo jakiś dziwny rząd w duchu marksizmu.

- Poza tym nie zapominaj, że tak samo jak inni, pamiętam początek świata, który znasz - kontynuował Beleth. - Ja widziałem, jak dopiero się rodził.
Zajęło mi to jakieś pół miliarda lat, ale rozrywka przednia, pożyczę ci kiedyś na DVD.

Pomagałem w dziele jego stworzenia. Widziałem, jak potomkowie Adama popełniają błędy. Uczyłem się. Mojego doświadczenia nie porównasz z żadnym innym.
No poza garnizonami aniołów, archaniołów, diabłów, czterech jeźdźców apokalipsy, pomniejszych bóstw, samego Lucyfera, Boga i kilku innych. 

- Nic co ludzkie nie jest mi obce - wymruczałam.
Homo sum, nihil humani a me alienum esse puto - przytaknął. - Tylko że ja nie jestem człowiekiem.
Chyba się czepiam, ale jak to ma być wierny przekład, to nie wystarczy wziąć sobie ładnej sentencji łacińskiej z Wikipedii. Pełne tłumaczenie brzmi "Jestem człowiekiem, uważam, że nic co ludzkie, nie jest mi obce".

- Ile znasz języków?
- Wszystkie, które istnieją, i wszystkie, które zniknęły.
Trochę przytłoczyła mnie ta masa informacji.
Bo zamiast mózgu mam dyskietkę komputerową.

 Musiałam to sobie poukładać w głowie. Poza tym zrozumiałam wreszcie, że Beleth nie jest taki, na jakiego wygląda.
Bo przecież znam go tak dobrze... Czy muszę przypominać, że ona go zna od niecałych dwóch dni?

To nie radosny podrywacz niemyślący o przyszłości, ale potężna istota, która po prostu przyjęła taką pozę, bo tak jej wygodnie.
Nie, przyjęła taką pozę, by stała się twoim przepisowym Truloffem.

- Zaczynasz rozumieć - stwierdził.
- Słyszysz moje myśli.
- To nietrudne, kiedy w środku krzyczysz. Aż tak wiele siły, by zachować swoje myśli dla siebie, nie posiadasz. Jednak nie musisz się mnie bać. Nie zrobię ci krzywdy.
Czytaj, co prawda przed chwilą powiedziałem ci, że słyszę twoje myśli, tylko jeśli tego chcesz, ale dla dobra fabuły możemy to totalnie olać. Kontynuuj.

Usilnie starałam się nie myśleć zbyt głośno, co było bardzo trudne. Znowu poczułam się zagubiona. Bardzo zagubiona.
- Mogę cię przytulić, jeśli chcesz - ochoczo zaproponował Beleth.
- Nie chcę.
W odpowiedzi kiwnął głową ze zrozumieniem. W jego oczach zobaczyłam łagodność.
- Masz wiele twarzy - zauważyłam.
Pierwsza: classic latino lover, druga: siostra miłosierdzia. Całkiem sporo.

- Taki zostałem stworzony.
Swego czasu Jahwe taśmowo tworzył bohaterów wenezuelskich telenowel.

Znowu siedzieliśmy w milczeniu. Beleth błądził spojrzeniem po moich kolanach wnętrzu mojego domu, dłużej zatrzymując się na rodzinnych zdjęciach.
- Kto był pierwszy? Adam czy Ewa?
Drgnął zaskoczony moim głosem. Spojrzał na mnie, na jego ustach błąkał się wesoły uśmiech.
- Pytasz serio?
Dokładnie, czy ty w ogóle miałaś kiedykolwiek lekcje religii? Przepraszam, nie jestem chrześcijanką, ale kurna każdy antychryst na tym świecie to wie.

- Tak - odparłam.
- Wy, ludzie, macie dziwne problemy - parsknął. - A czy to ważne, kto był pierwszy?
Wzruszyłam ramionami.
- Byłam ciekawa.
Jasne, przyznaj się, że ta informacja jest ci potrzebna do twojego kółka feministycznego, aby obalić patriarchat. Dlatego dla własnego dobra lepiej, żeby powiedział, że Ewa.

- Przyjrzyj się mi, Wiki. Wyglądam jak mężczyzna. Jestem stworzony na podobieństwo Boga. Tak samo jak pierwszy człowiek... - W jego policzkach pojawiły się dołeczki, kiedy wesoło zaśmiał się z mojej miny. - Tak, wiem - w końcu wydusił. - Zawiodłem w ten sposób wszystkie feministki na świecie.
Pisaczku,"stworzony na podobieństwo Boga" nie oznacza tego, że facet wygląda jak Bóg, bo w Biblii jest niejeden ustęp traktujący o naturze Boga, między innymi to, że jest duchem i nie ma cielesnej formy - nie może więc wyglądać jak Perfekcyjny Beleth czy choćby pan Zdzich z trzeciego piętra. A powoływanie się na to, że to mężczyzna jest stworzony na obraz Boga, od zawsze było ulubionym argumentem teologów w tradycji Tomasza z Akwinu, gdy chcieli dowieść, że kobieta jest czymś w rodzaju ułomnego i chybionego mężczyzny.
BTW, jedziemy mitologią, ale płód do szóstego tygodnia ciąży jest w pewien sposób dwupłciowy (ma zaczątki i nasieniowodów, i jajowodów), ale jest zasadniczo żeński - bo rozwija się jako męski tylko wtedy, gdy w jego organizmie pojawi się odpowiednia ilość męskich hormonów. Nie jest powiedziane, co konkretnie studiuje Wiktoria, ale skoro później mówi, że uczy się tam biologii, to mogłaby się chociaż pokłócić z Belethem... 

Skrzywiłam się. A teraz potężna istota jeszcze się ze mnie wyśmiewała. Urocze...
Ktoś się z ciebie nabija? Rozczulające, doprawdy.

- A możecie mieć dzieci? - zapytałam. - Skoro macie taką samą budowę jak mężczyźni...
Nie byłabym tego taka pewna.



Beleth spoważniał w jednej chwili. Przyglądał mi się w skupieniu. Z jego twarzy kompletnie nie dało się odgadnąć, o czym myślał.
- To tak zwane tabu... - powiedział.
- Czyli nie odpowiesz?
- Nie.
- Skoro się boisz...
Może tu obowiązują trochę inne zasady niż na twojej dzielni i jako upadły anioł on rzeczywiście nie ma prawa o tym mówić? Poza tym, właśnie spytałaś go, czy jurnie pożytkuje swoją kuśkę.
Ona po prostu chciała się go spytać, czy może jurnie spożytkować swoja kuśkę na niej.




Zaśmiał się serdecznie.
- Lubię cię, Wiktorio. Jak nikt potrafisz mnie rozbawić.
- Cieszę się... - prychnęłam.
- Skoro nie masz już więcej pytań, to może zrobimy sobie małą wycieczkę? - zaproponował. Zgodziłam się z ulgą. Miałam już dość tej rozmowy. Czułam, że Beleth się mną bawi.
Dlatego ochoczo zgodziłam się dotrzymać mu towarzystwa, mając nadzieję, że nie będzie się w tym czasie do mnie odzywał.

Już wcześniej zauważyłam przed domem czerwone płaskie auto. Gdy wyszliśmy naganek, zapytałam, jaka to marka. Usłyszałam, że Lamborghini Diablo. Czemu mnie to nie zdziwiło?
Bo już wcześniej pojawiły się tego typu suchary?
Swoją drogą, wiecie dlaczego nie powinno się podawać szczegółów rzeczy związanych z technologią w książkach? A dlatego, że owe Lamborghini to model, którego produkcja zakończyła się w 2001 roku, co oznacza, że nie umniejszając jego legendarności, jest nieco przestarzały. O wiele bardziej Pisak by mi zaimponował gdyby napisała, że Beleth jeździł Aventadorem. Ale nie mogłaby, bo w momencie kiedy książka wyszła, ten model jeszcze nie istniał. 

Chwilę później mknęliśmy szybko wąskimi, krętymi uliczkami po zboczu tuż nad brzegiem morza. Miałam serce w gardle, ale nic nie powiedziałam. Powtarzałam tylko w myślach, że drugi raz nie umrę, gdy spadniemy w przepaść.
Nawet jeśli Beleth słyszał moje myśli, to kompletnie je ignorował, biorąc coraz ostrzejsze zakręty z jeszcze większą prędkością.
Czy każdy, ale to każdy badass musi rekompensować sobie nieużywanego felicjana zamiłowaniem do szybkiej jazdy? I tym samym ignorować swoją pasażerkę (do której swoją drogą podbija), której się to nie podoba?

Musiałam przyznać, że Piekło było piękne. Przypominało mi malownicze greckie lub tureckie panoramy, jednak pozbawione dusznego, wilgotnego powietrza. Owszem, było ciepło, ale nie gorąco. Zapach słonego morza... Raj...
To dziewczę ma naprawdę dziwnie upośledzony instynkt przetrwania. "Och, umarłam, zrobię sobie makijaż", "Nie chcę z nim rozmawiać, pojadę z nim na wycieczkę",  "O Boże, zaraz zwalimy się w przepaść, o, ale tu pięknie".

Gdy wjechaliśmy między budynki, Beleth zwolnił i zaczął opowiadać mi o ich mieszkańcach, a także całym mieście o wdzięcznej nazwie Los Diablos... Swoją nazwę wzięło stąd, że było to największe skupisko diabłów w całej Niższej Arkadii.


Opowiedział mi o powstaniu miasta osiem tysięcy lat temu. Początkowo była to mała nadmorska wioska założona przez kilku obywateli Piekła. Dopiero później stała się modna, teraz zaś zamieszkiwały ją najznamienitsze osobistości „gorącego południa".
Zupełnie jak Juratę w międzywojniu.

W samym sercu dzisiaj już metropolii znajdowała się ogromna rezydencja samego Lucyfera.
Prezydent też ma w Juracie swoją letnią siedzibę.
Aha, bo Lucek z pewnością lubi polansować się na baletach w centrum miasta. 

Słynne ziemskie Los Angeles także zostało stworzone przez anioły.
A nie przez osadników, którzy nazwali osadę na cześć Matki Boskiej Królowej Aniołów? Baj de łej, "także stworzone przez anioły" sugeruje, że obywatele Piekła, którzy stworzyli Los Diablos to anioły, o kij tu chodzi?
Nie pytaj, to nie ma sensu. Bo ja wiem, że cała ta sprawa z "upadłymi aniołami" może skołować, ale błagam, trochę spójności. 

To odpowiednik piekielnego Los Diablos.
Beleth znowu wydał mi się bardzo ludzki.
Uhmm, znamy to. "Och, on jest tak bardzo ludzki!", pomyślała na chwilę przed tym, jak nadział ją na rożen.

Śmiał się z moich nieudanych dowcipów, bezwstydnie ze mną flirtował, gdy spacerowaliśmy wolno po mieście, podziwiając widoki i stare domy, i gdy później wpadliśmy na obiad do maleńkiej restauracji.
Opowiedz mi jeszcze raz o pojęciu czasu w piekle i jak to się ma do ludzkiego a potem wyjaśnij co rozumiesz przez "stare domy"w mieście, które ma niby mieć osiem tysięcy lat. Czy to znaczy, że były lepione z suszonej na słońcu gliny?

- Czy w Piekle są pieniądze? - zapytałam, kończąc doskonałe risotto.
- Nie - odparł. - U nas nie ma pieniędzy, zarobków, wynagrodzeń, podatków. Zerknęłam na talerz i na sympatycznego Włocha, który przed chwilą podał nam własnoręcznie przyrządzone jedzenie, a
teraz siedział przy barze i popijał herbatę, czytając książkę.
No bo jakże inaczej, by właściciel restauracji nie był Włochem. Zaraz wyjmie akordeon i zacznie im przygrywać do spaghetti.

Ciszę w pustej restauracji przerywał tylko szum wentylatora wiszącego pod sufitem i brzęknięcia filiżanki Włocha.
- To jak mu... się odwdzięczymy? - zapytałam.
- W naturze, kochanie, w naturze. I nie my, tylko ty. Myślisz, że dlaczego kazałem ci nosić skóry?

- Grzecznie podziękujemy i pochwalimy jego kuchnię, a potem wyjdziemy, żeby mógł posprzątać - odrzekł Beleth, wzruszając ramionami.
- I nie będzie miał nic przeciwko, że tak kompletnie za free nam ugotował?
- Ależ to jego hobby. - Mężczyzna zaśmiał się. - W Piekle każdy robi to, na co ma ochotę.
Więc jesteśmy na prostej drodze do stworzenia anarchicznego, dystopijnego społeczeństwa. Chyba że Lucek popieli każdego, kto mu wysmaruje sprejem samochód.
Mogę się spytać co robi Beleth, aby odwdzięczyć się społeczeństwu? Czy tu chodzi o to, że tylko frajerzy coś robią, a zajebiste postaci tylko z tego korzystają dobrze się bawiąc czyimś kosztem?

On bardzo lubi gotować, ale nie odczuwa przyjemności, robiąc to tylko dla siebie. Dlatego gotuje dla innych. Tak samo inni uprawiają coś dla siebie i dla pozostałych, szyją, czeszą, uczą, piszą artykuły do gazet. To rodzaj spędzania wolnego czasu.
A przepychać rur to nie ma komu. 
Serio, gdy ma się w perspektywie życie wieczne, można mieć poważny problem z motywacją i spędzić wieki na opierdzielaniu się. Dlatego deadline ma tak wielką moc.
Ja rozumiem. To całe "praca jest dla mnie przyjemnością" ale proszę bardzo. Ludzie w piekle to podobno osoby, które lubią się bawić a tu nagle okazuje się, że trafia tu gość, który w każdej wolnej chwili lubi lepić sobie kluski. Niech teraz mi ktoś powie o co tu chodzi.

Owszem, jest też sporo zmarłych, którzy nie robią nic. Jednak średnio po kilkuset latach obijania się też biorą się w końcu do roboty i uczą się być dla innych. Nie tylko dla siebie.
Jesteśmy w piekle czy w kolonii robotniczej stworzonej w duchu socjalizmu utopijnego?

- Utopia. Na Ziemi to by się nie udało - powiedziałam.
- Na Ziemi nie ma diabłów, które w razie potrzeby stworzą żywność, której brakuje - uświadomił mnie Beleth.
To jest bez sensu - skoro każdy może bez wysiłku stworzyć sobie rogalik i ma dostęp do tej mocy, to po co istnieją tutaj jakieś profesje? Nawet jeśli samemu nie sprawia to takiej przyjemności, zasadniczo chodzi o to, by się po prostu potem nażreć, a nie podniecać samą kreacją.

- Poza tym śmiertelnicy chorują, umierają. Tu nikt nie choruje.
Przetarłam serwetką usta i spojrzałam przez dużą szybę wystawową na spokojną uliczkę, którą przejechało jakieś sportowe auto, a zaraz za nim mężczyzna ubrany w skóry, siedzący na oklep na koniu.
Koń widać lewituje, a mężczyzna przejeżdża sam, skoro wspomniane jest tylko, że na tym koniu siedzi.

- Idziemy? - zapytałam.
- Jeszcze nie - odpowiedział. - Umówiłem cię tu dzisiaj z kimś, kto wyjaśni ci kilka spraw. Sądzę, że o wiele łatwiej będzie ci porozumieć się z nią niż ze mną.
W tym momencie do lokalu weszła szczupła kobieta o egzotycznych rysach.
Specjalnie czekała pod lokalem i nasłuchiwała, aż B. ją zaanonsuje.

Miała czarne włosy do ramion, grzywkę i mocno umalowane oczy. Na jej szyi wśród innych ozdób wisiał na srebrnym łańcuchu klucz diabła.
- O, już jest... - Twarz Beletha w jednej chwili się rozjaśniła. Wstał i wyciągnął do niej ręce. - Piękna jak zawsze. - Przytulił ją i pocałował w policzek.
- Oj, czarusiu... - Poklepała go po ramieniu i zerknęła na mnie. Czułam na sobie jej taksujące spojrzenie, gdy przyglądała się krytycznie mojej sukience i fryzurze. - To ta nowa? - bezceremonialnie zapytała Beletha. - Tak, to Wiktoria... - wyciągnął w moją stronę dłoń.
Kobieta przerwała mu: - Wiktoria to dobre imię. Królewskie.
- Taaak - Beleth puścił do mnie oko. - Wiktorio, jest mi bardzo miło przedstawić ci... Kleopatrę.
Od tej pory możemy oficjalnie powiedzieć, że piekło to dopiero nastanie...
Znowu słyszę w głowie Celinę, to jest gorsze niż myślałam. 



4 komentarze:

  1. Jeejku jak ja się cieszę, że kiedyś, dziecięciem nastoletnim będąc i zastanawiając się w bibliotece czy przeczytać tę książkę, jednak odłożyłam ją na półkę. Ona mogłaby zniszczyć mój mózg!

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam wasze podsumowania "kreatywnej" twórczości ;D
    Uwielbiam spn, hp, a 50 zrujnowało mi psychikę, też kiedyś uwielbiałam Zmierzch ( chyba wyciągną to jako argument, żeby mnie wsadzić do piekła, IQ mi zmaleje, co ja biedna pocznę ? :( ), więc wasze gify i wstawki są wspaniałe. Proszę o więcej ! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. To piękne. <3
    Raz czy dwa opuściłyście jakiś smaczek, ale czytam na raty i pamiętam tylko sam fakt, więc nie napiszę, co to było. :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra. Brak pieniędzy, robienie tylko tego co się lubi, usługiwanie społeczeństwu, miało sens w Eragonie w społeczeństwie elfów. Ale tylko dlatego że elfy były stare (doświadczone- Aryia miała ok 100 lat), z natury nie były Zuuuue( tak jak tutaj próbują nas przekonać), ich społeczeństwo opierało się na jasnych prawach-a tutaj podobno hulaj duszo piekła nie ma( to NIE jest piekło, to jest albo urząd albo bar, ani jedno, ani drugie z wiecznym potępieniem się nie kojarzy). Najgorsze jest to, że mam kilka znajomych, które są fankami tej "powieści".
    Analiza jak zwykle cudowna. Nie komentuję na bieżąco, ale czytam i nadrabiam zaległości. Uśmiechu.

    OdpowiedzUsuń