niedziela, 24 lutego 2013

Boże, gdzie mój samochód? - czyli o skutkach bezstresowego wychowania

Witajcie! Dziś zajmiemy się opkiem opartym na kanonie, chociaż opartym na nim tak stabilnie niczym mop o ścianę. Miałyśmy poważne podejrzenia, że Ałtoreczka chce powtórzyć sukces niejakiej pani James i zręcznie ominąć prawa autorskie, zmieniając nazwiska bohaterów Zmierzchu
Jak na opko przystało, rodzice zostaną wzorowo i spektakularnie wyłączeni z biegu wydarzeń, a procedura adopcyjna Belli mogłaby być nieocenioną pomocą dla Snape'a, gdy zapragnie być ojcem Harry'ego. Belka zaskoczy nas swoim krasomówstwem: raz mówi z prędkością światła, raz literuje, a raz sypie groźbami rodem z podstawówki. Poznamy też nowego bohatera - jej samochód.
Indżojcie!

Adres blogaska: http://my-history-twilight.blog.onet.pl/2011/11/

Analizowały:
Żabencja
Toldie

1. Smutna prawda.

Nie śpieszyłam się ani z braniem prysznica, ani pójściem spać.Rodzice mają wrócić późno,więc włączyłam jeszcze laptopa.Po za tym jest 10.57 a tata z okazji 18-rocznicy ślubu zaprosił mamę na kolację, więc mam chatę wolną.
To dopiero trzecie zdanie a AŁtorce już pomieszały się czasy narracji. Tak, żeby nie było, że nie mam się do czego przyczepić na sam początek. 

Czy jestem szczęśliwą nastolatką?O TAK !Mam kasy jak miodu w ulu i kochających mnie rodziców.
Kasy jak miodu w ulu? Czy to znaczy, że od czasu do czasu do ich domu wchodzi gość w dziwnym kapeluszu z welonem i zabiera im całą gotówkę? Tak mam rozumieć tę metaforę?
Warto zwrócić też uwagę na kolejność, najpierw kasa, potem rodzice. Coś w rodzaju klasyka "kochane pieniążki przyślijcie rodzice".

Czego można życzyć sobie jeszcze??
Pokoju na świecie? Jedzenia i wody dla dzieci w Afryce? Zaprzestania rzezi słodkich fok dla ich skór?

No popatrzcie, jakie to pocieszne. Dlaczego bohaterka nie może życzyć sobie czegoś takiego?
Skoro jest nastolatką, to dlaczego nie życzy sobie Pattinsona?

Nigdy nie podniosłam na mamę czy tatę głosu.
Mieć takie dziecko to prawdziwe szczęście.

Zawsze dostosowywałam się do ich reguł.Tak samo moi rodzice nigdy na mnie nie podnieśli głosu,nie mówiąc już o biciu.
I zaraz zobaczycie do czego prowadzi takie bezstresowe wychowanie.

Nigdy nawet nie dostałam klapsa!
Tak, już to mówiłaś. Myślę, że można to podpiąć pod punkt o "nie podnoszeniu ręki" i "nie biciu".
Ale klaps to ino nie bicie, nu! 

Moim przyjaciele i rodzina mówią,że jesteśmy ideałem rodziny.Moje rozmyślenia przerwał telefon.
-Halo?
-Dzień dobry czy to posiadłość państwo Swam?-Zapytała roztrzęsiona kobieta.
Hnftf, mam nadzieję, że to tylko literówka, chyba, że AŁtorka zmienia imiona i nazwiska bohaterów bo stara się wyminąć prawa autorskie z myślą o publikacji dzieua.



Oj, skąd tu się to wzięło? Zaraz przy tekście o prawach autorskich? Dziwneeee.

-Tak,ale rodziców nie ma.Czy mam coś przekazać?
-Wiem,że ich tu niema, bo mieli wypadek samochody.Nie żyją.
Nagrodę za najdelikatniejsze przekazanie wiadomości o śmierci rodziny otrzymuje... pani z drugiego końca kabla!
*oklaski*
Nie ma tu ich, bo nie żyją. <3

-Serce zaczęło mi łomotać dwa razy szybciej niż powinno.Łzy popłynęły mi po twarzy.Byłam w szoku.Nie to nie mogło się stać.
Bohaterka nigdy nie czytała opek i jeszcze nie rozumie, że wyeliminowanie rodziny to punkt pierwszy w opkowym kanonie.
Dzielna bądź, Bohaterko, przynajmniej starzy nie będą ci przeszkadzać w spotykaniu się z przyszłym Truloffem.

-Panno Swam?
Ekhu, ekhu.


est panienka tam?

-Ta…k, tak jestem.-wykrztusiłam.
-Bardzo mi przykro…-zaczęła, ale jej przerwałam:
-Gdzie oni teraz są?-zapytałam.
-W szpitalu w Jacksonville.
Tak z ciekawości sprawdziłam. W Jacksonville jest około 10 szpitali i pochodnych. Niech sobie Belka wybierze, w którym z nich są jej rodzice. 

-Zaraz tam będę.Dziękuje za informacje.Dowiedzenia.-powiedziałam nie czekając na odpowiedź.Przebrałam się i pojechałam swoim wozem do szpitala, który dostałam od rodziców rok temu na szesnaste urodziny.
Uwaga, to opko zawiera lokowanie produktu. Bo jak inaczej wyjaśnić to, że zaraz pod tym tekstem AŁtorka wrzuciła zdjęcia kabrioletu Audi?

 
Samochód Belli :




"Kochane pieniążki...", nawet tragedia nie przeszkodzi we wspominaniu słodkiej szesnastki. Choć z dwojga złego lepiej zobrazować sobie jej samochód niż trupy rodziców.

Wyjechałam z piskiem opon.Miałam daleko to co sobie pomyślą o mnie sąsiedzi.

Bardziej jestem ciekawa, gdzie ona ma to, co pomyśli sobie o tym policja. 
I ludzie, których potrąci.

Teram liczyło się tylko to by być jak najszybciej przy rodzicach.Jechałam 180/h.
Aha, milion km/h. Widać, że AŁtorka nigdy samochodu nie prowadziła. Z taką prędkością i w takim stanie bohaterka musiałaby być Stigiem, żeby nie wbić się w latarnię na najbliższym skrzyżowaniu.

Po piętnastu minutach byłam na miejscu.Weszłam do szpitala, chciałam jak najszybciej być z rodzicami.Na korytarzu zobaczyłam zrozpaczoną kobietę.Od razu ją poznałam.Była moją nianią.Bardzo ją lubiłam.Podbiegłam do niej i objęłam.
-Tak mi przykro.-powiedziała przez łzy.Na jej twarzy malował się żal.Pewnie martwi się co ze mną będzie.
Oczywiście, że bohaterka ani przez chwilę nie zwątpiła w to, że wszystko obraca się wokół niej. Niania przecież nie mogła myśleć o jej rodzicach, którzy dopiero co zmarli. 

Mnie to ani troszkę nie obchodziło.Nie mogę sobie wyobrazić,że ich już nigdy nie zobaczę.Dlaczego oni nie ja.Boże, wszystko bym dała żeby się z nimi zamienić.Napłynęły mi do oczu świeże łzy.
Wcześniejsze już się przeterminowały. 

Przed nami pojawił się doktor.Miał blond włosy i bardzo jasną cerę.Był bardzo…piękny?
Twoi rodzice umarli, jesteś w rozpaczy, życie ci się kończy. Co robisz?
a. zastanawiasz się nad swoją przyszłością?
b. rozpaczasz z powodu śmierci swoich rodziców?
c. zachwycasz się urodą lekarza, którego po raz pierwszy widzisz na oczy?
d. znajdujesz w niedalekiej przyszłości Truloffa?

Tak, to chyba najwłaściwsze określenie.
-Bella Swam?-zapytał melodyjnym głosem.
Wiem, że będę się czepiać w tej chwili, ale za każdym razem gdy AŁtorki opisują głos jako "melodyjny" wydaje mi się, że bohaterowie wyśpiewują swoje kwestie. 

-Tak, to ja. -odpowiedziałam szybko, pewnie miał mi do przekazania coś ważnego.
Na przykład to, że twoi rodzice nie żyją. Tak tylko zgaduję. 

-Czy mogę panią prosić.Chciałbym porozmawiać w cztery oczy.-A co z nianią?Nie mogę ja tak zostawić!
Oczywiście, przecież jesteś jedyną odpowiedzialną osobą, mogącą opanować tę sytuację. 
W dodatku na pewno jedyną pełnoletnią, a-ha, a-ha.

-Mógłby pan poczekać 15 min.?Chciałabym odwieźć tą [TĘ] panią do domu.
Jako, że niania jest postacią drugoplanową nie dajemy jej żadnego wyboru. Bohaterka mówi, że ją odwiezie, więc tak będzie (przy okazji walić cały stres w jakim musi się znajdować, ona będzie prowadzić samochód, nie będąc w szoku po nagłej śmierci swoich rodziców. Błagam o choć trochę realizmu!)
Niania chyba z rozpaczy zaczęła jeść szpitalne linoleum, skoro nie można było zostawić jej na 15 minut. 

-Dobrze.Jak co to będę w gabinecie.
-Dobrze, dziękuje.-powiedziałam i poszłam do niani.
-Odwiozę panią do domu.-powiedziałam i podając rękę kobiecie wyszłyśmy ze szpitala.Teraz jechałam o wiele wolniej.Nie chciałam przestraszyć biedaczki.Jeszcze by prze zemnie zawału dostała!Po chwili byłyśmy przed jej domen.

Domen, brzmi jak jakiś japoński dom wypoczynku.

-Odprowadzę lepiej panią do domu.-powiedziałam głosem nie znoszącym sprzeciwu.Wzięłam nianię pod rękę i zaprowadziłam pod same drzwi.
-Dobre z ciebie dziecko.Rodzice wychowali cię na porządną dziewczynę.
-Dużo zawdzięczam pani.-powiedziałam uśmiechając się.Ona też odwzajemniła uśmiech, po czym weszła do domu.Stałam jeszcze pod domem jakieś 30 sekund, odmierzyłam to z zegarkiem w ręku, a potem odwróciłam się i powędrowałam w stronę samochodu.Miałam już wsiadać kiedy usłyszałam krzyk niani.
Szybko weszłam do domu i zobaczyłam kobietę leżącą na podłodze.Podbiegłam do niej i sprawdziłam czy żyje.Niestety zawiodłam się.
Pewnie, ona już przeżyła tyle śmierci bliskich, że jeszcze jedna to w sumie nie robi na niej już takiego wrażenia. 
Ale jest napisane "kobieta", więc to nie niania, ta tylko krzyczała. Może schowała się gdzieś w szafie?

Dlaczego muszę tak cierpieć?Dlaczego Ja?!
Och okrutny losie, dlaczego mnie tak karzesz?
*dramatyczna melodia z czołówki "Dlaczego ja"* Forks. Tu mieszka 17-letnia Isabella Swam wraz ze swoimi rodzicami. Tworzą szczęśliwą, kochającą się rodzinę, w której jest kasy jak miodu w ulu i nikt nie podnosi na nikogo ręki. Jednak pewnego dnia wszystko się zmienia...

Po chwili usłyszałam szyderczy śmiech.Odwróciłam się napięcie i zobaczyłam mężczyznę w blond włosach i jasnej cerze,ale to nie był pan Cullen.
Dziękujemy za sprostowanie. Bez tego mogliśmy pomyśleć, że każdy kolejny aryjczyk to Cullen. BTW, dlaczego to nazwisko nie jest zmienione? Na przykład na Kallen? Widzicie, od razu może iść do druku i nikt się nie przyczepi o prawa autorskie!
Czyli mogę napisać własną erotyczną wersję Jane Eyre, zmieniając imiona bohaterów na Jaśkę i Eustachego, i odniosę sukces wydawniczy, ha! BTW, ten facet jest "w blond włosach", był nimi obklejony, czy może siedział w takim monstrualnym kołtunie?

-To ty zrobiłeś?-spytałam.Ten się uśmiechnął i pokiwał głową.
-Świetnie się bawiłem.-odpowiedział robiąc krok w moją stronę.Wstałam.
-Dlaczego?
-Bo miałem taki kaprys.
Widzicie? To się właśnie dzieje, kiedy AŁtorki nieudolnie próbują stworzyć psychopatę. 
Tudzież seksownego fana BDSM z manią kontrolowania otoczenia *khe, khe*.

-Nie wytrzymałam rzuciłam się na niego i z całej siła zamachnęłam się by go uderzyć.Jednak ten w ostatniej chwili złapał mi rękę i zaczął ściskać z niewiarygodną siłą wiłam się z bólu.
Ja nie wiem co trzeba zrobić, żeby z niewiarygodną siłą wić się z bólu. 
Widzicie? Właśnie dlatego ktoś wymyślił interpunkcję. 

Postanowiłam ponowić próbę pobicia drugą ręką,lecz i tą złapał w swoje łapska i też zaczął ściskać.Po pewnym czasie mnie puścił i rzucił na drugi koniec pokoju.Nie miałam czucia w rękach.Zaraz znalazł się nade mną i podniósł jedną ręką i przybił do ściany.
Ani chybi gwoźdźmi.

Z mojej głowy polaka się ciepła ciecz.
Proszę, jaki swojski akcent, Belka jest Polką (a raczej Polakiem). Przynajmniej jej głowa. 
W dodatku nacjonalistka.

Nagle mężczyzna znieruchomiał.
-Mamy mało czasu!Zaraz będą tu twoi kumple!Ty szmato! Pożałujesz, że ich tu sprowadziłaś!
-Jacy kumple?-o kim on mógł mówić?
-Cullenowie suko!!-zadarł się do mojego ucha, a potem ugryzł mnie w szyję.Z początku nic nie czułam tylko ulgę,
Keeee?

ale już po 10 sekundach poczułam straszny ból!Marzyłam tylko o śmierci o uldze.Krzyczałam po pewnym czasie zrozumiałam,że to nic nie da i zamknęłam buzie i wiłam się z bólu.
AŁtorka chyba nie do końca pojmuję ideę krzyku z bólu. To raczej nie jest coś co można zatrzymać myśląc "ej, to chyba nie ma sensu, może jednak się zamknę."
I tak sobie dyndała w uścisku jego szczęk z miną "Daleko jeszcze?"

Nagle zobaczyłam przed sobą doktora Carlisle i jakąś dziewczynę.Nie znałam jej.
-Boże, biedna dziewczyna…
-Chwilunia co jak co, ale biedna jeszcze nie jestem! Rodzice sporo mi zostawili! -wykrztusiłam,a zaraz po tym usłyszałam wybuch śmiechu wielu osób. Nie dwóch tylko wielu!
To znowu AŁtorka myli arogancję z zajebistością. Poza tym bohaterka cierpi niewyobrażalny ból (przynajmniej tak być opisywany przez Meyer, chyba że AŁtorka stwierdziła, że jej bohaterka jest zbyt zajebista, żeby czuć coś podobnego) i mimo tego ma czas i siłę na bezczelne pyskowanie? Oj, ktoś tu się nie wgryzł chyba dostatecznie. 

-Bello, słyszysz mnie?To ja doktor Cullen. Mieliśmy się spotkać,pamiętasz?
Nie przyszłaś do mojego gabinetu, więc stwierdziłem, że wpadnę. To ma sens.
Ten koleś też był lekarzem i też wpadał bez zapowiedzi:



-Tak,słyszę i pamiętam.Mam tylko jedno zasadnicze pytanko.Nie będzie trudne, na pewno poradzi pan sobie z odpowiedzią.
-Tak?
-Dlaczego do jasnej cholery czuje taki sakramencki ból?!Co ten fałszywy paszczur mi dojebał…zrobił?!
Oh yeah, to jest to, uwielbiam takie sceny.
O boru, gdzie jest wódka?

-Bello!Boże, dlaczego nie krzyczysz?
-Jak pan koniecznie chce to mogę krzyczeć…al…e to c…chyb…chyba nic ni…e pomoże?!
-
Z bólu nie jęczy, a zaczyna literować, imponujące.

Już ostatkiem sił wypowiedziałam słowa, apotem zapadłam w wieki sen?
Epicki atak blogaskowej narkolepsji!

Tak to chyba można nazwać.Obudziłam się na łóżku. Byłam w jakimś pokoju.Postanowiłam podejść do okna zobaczyć gdzie jestem.Nie wiem jak,ale już po sekundzie znajdowałam się przy oknie.Zrobiłam to z niewiarygodną szybkością,ale zaraz po tym zachwiałam się.Jednak ktoś mnie złapał i położył z powrotem na łóżku.
Ekhem, bohaterka ma siłę, żeby z "niewiarygodną szybkością" przemieścić się w ciągu zaledwie sekundy z łóżka do okna, ale ma problem z utrzymaniem pionowej pozycji?

-Gdzie ja jestem?Kim jesteś?Co ja tu robię?-Zadałam te pytania z niewiarygodną szybkością,chyba nawet dwie sekundy nie minęły!


-Dlaczego mam uczucie jakbym mówiła i poruszałam się z prędkością światła!
Zacznijmy od początku. Poruszać się z prędkością światła?- TAK. Mówić?- NIE!

-Powoli,spokojnie,bo nic nie rozumiem!
Twoja zajebistość sprawiła, że my, starsze i potężniejsze wampiry nijak mamy się do twojej wielkiej mocy. Poza tym, bełkoczesz trochę, skarbie. 

-Jak mam być spokojna, jak siedzi przede mną kretyn,który nie odpowiada mi na pytania!-
Błagam...

krzyknęłam.Wtedy w pokoju pojawił się nie kto inny jak doktor Cullen!
-Uspokój się Bello.Wszystko dobrze.Zadaj pojedynczo pytania i wolniej żebym zrozumiał.To jest Edward, a nie kretyn.-powiedział uśmiechając się do mnie.



Przepraszam za gifowy spam, ale ja już nie mam słów. 
Kretyn ładne imię, podobnie jak Kebab.

-Przepraszam Edward.
"Przepraszam Edwardzie", jesteśmy w Polsce i odmieniamy imiona, szczególnie te, które mają również swoje polskie odpowiedniki. 

Gdzie ja jestem?
-Jesteś w stanie Waszyngton w Forks,a dokładnie to jesteś w moim domu Bello.
-Aha.-Bello spokojnie tylko spokojnie!Następne pytanie.
Niech mi ktoś wytłumaczy jakim cudem "aha" jest słowem, które może sugerować jakikolwiek gniew lub wzburzenie, które trzeba by uspokajać?
Może nadęła się jak najeżka i wysapała z pogardą to AHA.

-Co ja tu robię?-zapytałam, ale nie odrazu otrzymałam odpowiedź jak poprzednim razem.Doktor zawahał się, a potem powiedział.
-Bello to co teraz powiem to czysta prawda i nie myśl sobie, że cię okłamuję.-Wziął wdech , a potem wydech i zaczął mówić:
Wdech i wydech? W sensie westchnął? A nawet jeżeli to po co, skoro wampiry nie oddychają?
To musi śmiesznie wyglądać, skoro mówią na bezdechu.

-Zostałaś zaatakowana przez mężczyznę.Tak?-zapytał żeby mieć pewność, że rozumiem.
Oj Carlisle, jeżeli chcesz mieć pewność, że ona to zrozumie, lepiej idź po kredki i papier.
- W sumie nie wiem, czy to był mężczyzna, w tych czasach to nic nie wiadomo...

-Tak.-odpowiedziałam.
-Mężczyzna ten cię ugryzł.Tak?
-Tak.
Założe się, że twarz Belki miała mniej- więcej taki wyraz:


-Mężczyzna ten jest wampirem.Tak?-nie wytrzymałam parsknęłam śmiechem.-Ale pan jest zabawny!Hahaha…ale się uśmiałam!-Gdybym mogła to bym się rozpłakała.CHWILUNIA…
-Dlaczego ja nie mogę płakać?
-Bello,posłuchaj to co teraz mówię do ciebie!Dobrze?-w jego oczach malował się smutek i powaga.
Smutek zajumał powadze kredkę do oczu, a powaga smutkowi podkład rozjaśniający.

-Dobrze.
-Zostałaś zaatakowana przez wampira.On Cię ugryzł i stałaś się wampirem.Jeżeli mi nie wierzysz to jak wytłumaczysz, że nie możesz płakać.
Jej kanaliki łzowe zostały uszkodzone albo ma częściowy paraliż twarzy, a biorąc pod uwagę, kto gra Belkę w filmach, wcale nie jest takie niemożliwe.


Nie czujesz głodu,pragnienia,nie potrzebujesz snu,słyszysz głosy oddalone o kilometry,masz nadludzką siłę,jesteś biała jak śnieg i równie zimna.!
W dodatku  skrzysz się w słońcu, a w zależności od temperatury, jesteś albo sypka, albo świetnie nadajesz się do lepienia bałwanów.

Bello my też jesteśmy wampirami.Jesteśmy rodziną wampirów.Ten mężczyzna cie skrzywdził, bo przeszkodziłaś mu w kolacji.Wampiry piją krew.On zaatakował tą kobietę, bo może gustował w staruszkach.Nie wiem.Przerwałaś mu,a potem jeszcze się na niego rzuciłaś.Rozwścieczyłaś go, potem usłyszał nas jak się zbliżamy i jeszcze bardziej się rozwścieczył.On myślał, że ty nas sprowadziłaś do siebie, a żeby dać ci nauczkę zamienił cię w wampira.
Gdybym była martwym, pozbawionym skrupułów sukinksynem, to obrałabym ją ze skóry i pozbawiła krwi do ostatniej kropli, a nie zmieniała na swoje podobieństwo, by się mogła na mnie mścić w przyszłości, zwłaszcza, że jako Meyerowa nowonarodzona miałaby niezłe pieprznięcie. Ale tak tylko mówię.

Pamiętasz ten ból?-pokiwałam tylko głową i czekałam na ciąg dalszy.Przemiana ciągnie za sobą wielkie cierpienie.My biegliśmy ci w pomocą!Uwierz nam to nie żadna bajka.
-Boże, gdzie mój samochód?
Zycie ci się wali, facet, którego dopiero co poznałaś wmawia ci, że jesteś wampirem, twoi rodzice nie żyją, twoja niania umarła na twoich oczach, nie możesz płakać, nie wiesz gdzie jesteś. Co robisz?

-Stoi pod domem.
-Aha,bardzo wam dziękuję za uratowanie mojego samochodu i życia.Jestem wam dłużna przysługę.Gdy tylko będziecie czegoś potrzebować to zadzwońcie.-zrozumieli co chciałam uczynić,i mnie zatrzymali.
Wiecie, ja rozumiem, takie teksty naprawdę sprawdzają się w Disneyowskich bajkach, i w takim przypadku nie miałabym się czego czepiać. Ale na bora wszechlistnego nie tutaj!

-Bello ,poczekaj.Gdzie idziesz?
-Wracam do domu.
-Bello poczekaj jeszcze chwilkę, chciałbym jeszcze z tobą porozmawiać.
-Dobrze słucham.-powiedziałam siadając na łóżku.
-Pamiętasz, jak w szpitalu chciałem z tobą porozmawiać?
-Tak.
-Chciałem się wtedy ciebie zapytać czy nie chciałabyś zamieszkać z moją rodziną.Twój ojciec był moim najlepszym przyjacielem. O którym nigdy nie słyszałaś. Klasyk, zaraz zacznie jej proponować lizaki albo obejrzenie szczeniaczków w jego mieszkaniu. Mieszkam tutaj z moją żoną Esmę i pięciorgiem adoptowanych dzieci.Wszyscy z wielką ochotą przyjęliby cię pod dach naszego domu.-Byłam w szoku!Zaniemówiłam.
-Jejku, nie wiem co powiedzieć.
-Zgódź się.
-Dziękuję, z miłą chęcią z wami zamieszkam.
To koniec, rzucam tę robotę, idę pisać wiersze martyrologiczne.



I wtedy wparowała do pokoju jakaś dziewczyna.Rzuciła mi się na mnie i przytuliła.
I już nie mamy żadnej wątpliwości, że na scenę (baletowym krokiem jak na nią przystało) wkroczyła Alice, która tradycyjnie w pierwszej scenie musi się na kogoś rzucić z uściskiem. Spłycanie postaci hell yeah!

-Będziemy jak siostry już to widzę!-Uśmiechnęła się i powiedziała:

Gdybym miała pić za każdym razem, gdy w opku pojawia się podobna scena, prawdopodobnie moja wątroba byłaby już w ruinie. To znaczy, ja rozumiem, że to ff, który opiera się na książce, gdzie podobna scena ma swoje miejsce, ale błagam, ogrzewane kotlety nie są fajne!

-Miałam wizję, że ja i Bella będziemy dobrymi przyjaciółkami!-Zrobiłam zdezorientowana minę.

Będziemy się wymieniać naklejkami, a jak pojedziemy do college'u, będziemy razem eksperymentować! If you know what I mean...

Carlisle przybył mi z pomocą.
-To jest Alice.Moja córka.Niektóre wampiry mają dodatkowe moce.

Nawet wszystkie, wg. Meyer, ale przecież nikt nie liczy daru Carlisle'a do kochania wszystkich na śmierć. 
A to brzmi, jakby jej moc polegała na tym, że jest jego córką.

Alice widzi przyszłość,Jasper może manipulować umysłami np.sprawić, że osoba będzie uspokojona lub na odwrót,wściekła,natomiast Edward czyta w myślach.
-Co proszę? Wie co myślę?
-No właśnie , nie wiem dlaczego , ale nie mogę Belii czytać w myślach.Jest wyjątkiem.-Uff… ulżyło ni już myślałam,że będę żyć z myślą , że w każdym każdym momencie mogę być podsłuchiwana.

No, z takim umysłem ja też bym się tego bała. Z resztą biorąc pod uwagę, że AŁtorka w późniejszych częściach wprowadza również narrację z punktu widzenia Edka, myślę, że tak jest lepiej. 
Zdecydowanie. Słyszałby przez cały czas "MMMÓÓZG". A nieco później "EEEEDWAAARD".

-Ile żyją wampiry?-palnęłam.
-Y…wieczność.-powiedział Carlisle.

Naprawdę? To jest pierwsze pytanie jakie zada? Nie, " czy mogę wychodzić na słońce?", "Czy mogę jeść normalne jedzenie?" czy chociażby "gdzie są moje kły?"

-Co?!
-Znaczy jeżeli chcą się zabić to muszą poprosić o przysługę innego wampira.

Szanowny przyjacielu, czy byłbyś tak miły i wyświadczyłbyś mi łaskę wbicia tego oto osikowego kołka między moje żebra?
Przeczytałam "laskę". 
Mogą też odwalić psychodramę, pojechać do Włoch i półnago pokazać się publicznie, by sobie poświecić . *ekuh, ekhu*.

-Aha.To chyba podstawowe rzeczy o wampirach wiem?
-No nie dokładnie.Jeszcze nie wolno nam się pokazywać w słońcu, bo wtedy bardzo iskrzymy.Nie możemy pokazywać się ludziom w słońcu.

Carlisle'owi zacięła się płyta, albo pamięć mu szwankuje. W końcu w tym wieku to nic dziwnego. 

-Dziwnie poczułam się słysząc słowo „ludzie”no tak przecież już nie jestem człowiekiem.Tylko wampirem.
-Rozumnie.To mogłabym pojechać po swoje rzeczy i odwiedzić rodziców? 

W kostnicy przyjmą odwiedziny, przepraszam? 

Chciałabym byc na ich pogrzebie.
-Bello,ja też chciałbym być w na pogrzebie mojego przyjaciela.Może pojechalibyśmy wszyscy razem?-Zwrócił się do swojej rodziny.

YAY, wycieczka!!!
A tak serio, nie. Poza tym całym "nie możesz się zbliżać do ludzi przez najbliższe dwa lata bo nie wiemy kiedy się na kogoś rzucić", jest jeszcze sprawa "znajomi na pewno zauważą, że się zmieniłaś i możemy mieć przewalone u pewnego indiańskiego plemienia", czy ktoś jaszcze pamięta o grasującym w okolicy niebezpiecznym wampirze o kiepskich tekstach? Nie powinni się tym choćby trochę przejąć? I co z martwą nianią? Czy nie powinni zatuszować śladów jej morderstwa, żeby wyżej wspomniane plemię nie posądziło ich o to i nie rzuciło na nich klątwy, która naśle na nich plagę morderczych insektów... oj, nie ten fandom. Ale wiecie o co mi chodzi. 

-Jasne.-Krzyknęli wszyscy chórem.
No i już wiesz, Toldie, że te melodyjne głosy to nie były tak ad random... 

-Czy moglibyśmy się zatrzymać w twoim domu Bello?
-Oczywiście.
-No to bierzcie najważniejsze rzeczy i jedziemy.

A przepraszam, pogrzeb jest finansowany z funduszu państwowego? Czy to Carlisle wszystko zorganizował w te 3 dni, gdy Belka się transformowała, i w szpitalu nikt się nie zainteresował, że robi to lekarz, a nie członek rodziny? Jesteśmy w Stanach, nie w Polsce.

——————————————————————————————————————————–
Uff…skończyłam mój pierwszy rozdział.^^
Mam nadzieję, że się podobało  
serce
No ba, Ałtoreczko.

7 komentarzy:

  1. Cudne <3 dawno się tak nie uśmiałam :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Chcę powiedzieć, że mam przez was trwały ból brzucha, wciąż na nowo opluwaną klawiaturę i awantury w domu, że budzę wszystkich śmiechem! Nie znam bardziej kwikogennego blogu, niż wasz :D
    A teraz, gratuluję z powodu nominacji do Liebster Award (nagroda dla blogów za dobrze wykonaną pracę) i zapraszam do zajrzenia w szczegóły na www.rubinrot-czerwien-rubinu.blogspot.com :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oby więcej takich dobrych analiz !

    OdpowiedzUsuń
  4. "pojechałam swoim wozem do szpitala, który dostałam od rodziców rok temu na szesnaste urodziny" - uuu, rodzice mieli tyle kasy, że kupili jej szpital na 16 urodziny. Myślę, że to odeslny prezent dla nastolatki!

    PS. Uwielbiam to, co robicie i jak to robicie. Można się naprawdę szczerze pośmiać :D

    Ki

    OdpowiedzUsuń
  5. "Kretyn ładne imię, podobnie jak Kebab."
    Kocham to !
    I te wspaniałe gify, nie przepraszaj ! <3
    Dyskryminacja ! Jak ktoś ma na imę Kretyn tudzież Kebeb to można na niego krzyczeć, a Edwarda się przeprasza ?
    Nie wiem co się dzieje, zastosuję tani podryw na "Jaki pan jest zabawny".
    Hm... Nie potrzebujesz snu ale właśnie się obudziłaś, takie tam...
    "On zaatakował tą kobietę, bo może gustował w staruszkach.Nie wiem." To jest najważniejsze, zaraz po samochodzie.
    Skąd wzięłaś gifa z Deanem wyskakującym przez okno ? o Kocham ten gif <3
    Analiza świetna, a komentarz jest pisany na bieżąco, więc może nie mieć sensu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Podoba mi się myśl, że James gustował w staruszkach. Bo to James, prawda? :'D
    Dobra robota! Miażdżenie opków tirem nieźle wam wychodzi. <3

    ~ Ola M z komputera

    OdpowiedzUsuń
  7. "i pojechałam swoim wozem do szpitala, który dostałam od rodziców rok temu na szesnaste urodziny." Dziewczyna dostała na szesnaste urodziny szpital a wy sie czepiacie samochodu.

    OdpowiedzUsuń