niedziela, 17 lutego 2013

Bohaterka, czyli tam i z powrotem do krainy bezsensu i poprawnej interpunkcji


 Ufff, wyrobiłyśmy się! A nie było łatwo, uwierzcie mi na słowo. Przebrnęłyśmy przez morze Wiedzy Z Dupy Wziętej i ostępy przerżniętej interpunkcji. A to wszystko dla Was!
W dzisiejszym odcinku poznamy bohaterkę, która z klasyczną blogaskową gracją pozbywa się rodziców, a zaraz potem logiki i instynktu samozachowawczego. Poznacie postacie, o których kiedyś czytaliście, ale będziecie mieć wrażenie, że tym razem są jakoś niedorobione i wszystko jest nie tak jak powinno. 
Jeszcze jedna sprawa. W ostatniej analizie przypadkowo zrobiłyśmy z AŁtora opka AŁtorkę. Chciałybyśmy za to przeprosić. Jest nam niewymownie przykro. Chociaż nie aż tak jak tego, że tamto opko ujrzało światło dzienne i ktoś musiał je przeczytać, wiele osób już nigdy nie będzie takie jak kiedyś.  
I tym akcentem zapraszamy do lektury kolejnej analizy.
Indżojcie!


Adres blogaska: http://wampirzyca-i-elf.blog.onet.pl/

Opko zanalizowały:
Toldie
Żabencja

Prolog

Był 18 października roku 1807. Wojska francuskie wkroczyły do Hiszpanii,
Nie jestem ekspertem od wojen napoleońskich, ale w październiku 1807 roku Francja i Hiszpania jeszcze rozbierały w najlepsze Portugalię. Wojska Bonapartego wkroczyły już w 1808 roku, a dopiero w lutym Napalony i Uparty zaczął oficjalnie kręcić imprezę.
Oj tam, czepiasz się. Nie każdy może studiować historię. Poza tym, kto by się przejmował czymś takim jak research?

gdzie pewna uboga rodzina zatrzymała się na nocleg.
To musiała być bardzo liczna rodzina, skoro zatrzymała się na nocleg w całej Hiszpanii. A może to była przykrywka dla inwazji?
Wiki mówi, że istnieje wspólnota w południowej Dakocie o nazwie Spain, może o to chodziło AŁtorce? 

Wracali do rodzinnego Paryża. Niestety natrafili na bitwę o Hiszpanię. 
Pardon, ale…
XD

Wiele osób straciło przy tym życie. Armaty odzywały się co chwilę, dźwięk rabinów przyprawiał o ból głowy.
Rabini wyrykujący nauki o Torze zaczynali przeszkadzać w manewrach wojennych.

Wszędzie słychać było krzyk ludzi. Dym zasłaniał widoczność.
A może to widoczność sprytnie zasłaniała się dymem?

W penym momencie nastała cisza…
- Mamo! Mamo! Gdzie jesteś? – krzyczała 17-letnia brunetka.
Wszechświat ucichł dla większego dramatyzmu sceny, aby można było usłyszeć dziecko. Podczas bitwy. Nawet rabini ucichli.

- Sandro… – dobiegł ją z prawej strony szept rodzicielki.
- Mamo! – podbiegła do niej. – Co ci się stało?
Albo bohaterka miała supersłuch albo matka głośno szeptała, skoro bohaterka musiała do niej aż dobiec. 

- Kochanie… To koniec… Idź i ratuj się… Ja… – przełknęła ślinę. – Kocham cię… Sandro.
A nagrodę za najbardziej patetyczną scenę śmierci otrzymuje...

- Mamo! Mamo! – zawołała Sandra. – Nie zostawiaj mnie tutaj – zaczęła płakać. – Nie teraz.
Jak to rozumieć? Nic kobiecinie nie jest, flaki najwyraźniej nie fruwają, to po prostu się położyła i stwierdziła, że nie idzie dalej?
Mniej więcej tak wyglądają niektóre archeologiczne objazdy naukowe. W pewnym momencie po prostu chcesz się położyć i umrzeć. 

Nagle usłyszała odgłos zbliżających się ludzi. Przestraszona zabrała sakiewkę z pieniędzmi i skryła się w ruinach zawalonego domu.
No tak, bo jak już zostało wspomniane to była uboga rodzina, a jak wiadomo takie zawsze mają ze sobą sakiewki z pieniędzmi.

- Tu wszyscy nie żyją – odezwał się jeden z żołnierzy francuskich.
- Racja. Chodźmy dalej. – odeszli.
Taa… chodzili wkoło i miłościwie dźgali rannych bagnetami.
Po czym ogłaszali godzinę śmierci jak w ostrym dyżurze. 
"That's all, time of death 5:27 pm"

Sandra poczekała jeszcze chwilę i wyszła z ukrycia. Podeszła do ciała matki i złożyła na jej czole ostatni pocałunek. To samo zrobiła z ojcem i młodszą siostrą. 
Którzy chyba dopiero co wykiełkowali z ziemi, bo jakoś wcześniej się nie pojawili.
Oni zostali wykończeni przez Imperatyw Bogaskowy, mówiący, że rodzina musi albo umrzeć, albo być niesamowicie irytująca wobec głównej bohaterki. 

Wstała i rozejrzała się wokół, wszędzie były ciała, nikt nie przeżył oprócz niej. Dar czy przekleństwo?
Raczej to drugie, biorąc pod uwagę, że teraz będziemy musiały to czytać.
(Oczywiście żartuję, to przecież nasze hobby, bez tego nie miałybyśmy co robić w te sobotnie popołudnia).

Tego nie wiedziała, ale czuła, że musi uciekać stąd jak najprędzej. Zabrała jeszcze jakieś rozrzucone pieniądze
Ludzie w popłochu zaczęli rzucać drobne na ziemię? Wydaje mi się, że w takich chwilach kasę jednak trzyma się przy sobie. 

 i ciepły czerwony płaszcz jakiejś zamożnej kobiety:
I jeszcze jedno pytanie. Ja wiem, że okrucieństwo wojny i w ogóle, ale kurna skąd tutaj ci cywile? Mimo wszystko wojsko jednak wolało naparzać się ze sobą, a nie walić w bezbronnych cywilów. Takich wystarczyło przecież zastraszyć, zgwałcić i ograbić.

- Przepraszam, ale pani się on już nie przyda.
– Yup, Captain Obvious – wymamrotała zamożna kobieta.
W ogóle, co tu się dzieje i gdzie my się w ogóle znajdujemy? To jest regularna bitwa, czy, z racji tego, że się tu powplątywali jacyś przypadkowi ludzie, pogrom miasta?
Gorzej, to wyobraźnia AŁtoreczki.

– założyła go i postanowiła iść do Paryża.
Życzę powodzenia z czystej uprzejmości.
Jestem ciekawa, biorąc pod uwagę, że akcja dzieje się w XIX wiecznej Europie, czy kupiła mapę w pobliskim kiosku czy po prostu zdała się na te wszechobecne znaki kierujące na Paryż?

Sandra przemierzała obce miejscowości Hiszpanii, ale kierowała się w dobrym kierunku do Paryża. Czasem pytała się przechodniów którędy do Paryża.
– Przepraszam, dobry panie, którędy do Paryża?
– Najpierw w lewo pójdzie, potem jeszcze raz w lewo, a potem to pójdzie prosto jak w mordę strzelił.
Mam nieodparte wrażenie, że AŁtorka niekoniecznie wyznaje się w ówczesnych realiach. Tak jakby nie rozumiała, że droga z Hiszpanii (sic!) do Paryża niekoniecznie prowadziła bez przerwy przez miasta pełne przechodniów, którzy na dodatek (biorąc pod uwagę ówczesną edukację) wiedzieli dokładnie gdzie jest Paryż i jak tam dotrzeć.

Pięniędzmi się nie przejmowała, obliczyła, że ma ich dostatecznie, a w nagłym wypadku sprzeda ten kosztowny płaszcz.
A jak sprzeda płaszcz i będzie zimno, odda się nierządowi. No co, realizmu trochę.
Płaszcz zapewne sprzeda jednemu z tych wyedukowanych, zamożnych przechodniów, których tak wielu jest po drodze.

Idąc, dużo myślała. Czuła się w jakiś sposób odpowiedzialna za śmierć rodziny, w końcu to ona chciała się zatrzymać w Madrycie na postój. Miała wyrzuty sumienia.
Aaa, więc byliśmy w Madrycie! Znakomite miejsce na manewry wojenne. Co prawda, wybuchły tam zamieszki i w efekcie powstanie, ale 2 maja 1808 roku, a siedzimy w październiku roku poprzedniego. Że tak spytam, WTF?


Gdy już była przy granicy z Francją, poczuła czyjąś obecność. Było to przy jednej z dróżek leśnych. Nie chciała się zatrzymywać, ale strach „zjadał” ją od środka. Nagle ktoś stanął przed nią, mężczyna. Miał na sobie szytą na miarę ciemną marynarkę (bo pierwsze, na co zwraca się uwagę, spotykając w lesie obcego faceta, to jego marynarka szyta na miarę) z białym kołnierzem, takim jak jego skóra. Gęste rude włosy związał wstążką.
- Kim pan jest? – zapytała.
Bo przed gwałtem/mordem wypada się sobie przedstawić.
Witam, Zbigniew jestem. Proszę o zdjęcie sukni/ odsłonięcie serca, abym celniej zadał cios nożem. To nam obojgu ułatwi sprawę. 

Nieznajomy okrążył ją i stanął za nią. A ona dalej nie spierdalała. Ściągnął kaptur z jej głowy i odsunął długie włosy. A ona dalej nie spierdalała… Na nic nie czekając, zanurzył białe kły w jej młodej szyi.
Należy tutaj podkreślić, iż szyja głównej bohaterki była młoda, tak jak i sama bohaterka. Dzięki temu wiemy, iż nie mówimy tutaj o pięćdziesięciolatce po szeregu operacji plastycznych. Nasza bohaterka jest więc w pełni autentyczną postacią. I nadal nie spierdala.

 Nie miała siły by sie bronić.
Po chwili przestał i szepnął jej do ucha:
- Jeszcze się spotkamy.
To co, on tylko zanurzył te kły w jej szyi, i to tyle? Co to za wampir patałach?




Sandra upadła na drogę.
Dobrze, że nie na twarz.
(O boru, tak długo czekałam, aż będę mogła użyć tego tekstu)

Obudziła się kilka godzin później. Leżała w jakiejś izbie. Nikogo tu nie było. Chciała wstać, gdy nagle otworzyły się drzwi.
- To ty! – powiedziała na widok „gościa”.
No w końcu powiedział:



czy coś w tym stylu.


- Mówiłem, że się jeszcze spotkamy.
- Czego ode mnie chcesz? – dziewczyna zakryła się kołdrą.
Ja bym jednak radziła najpierw sprawdzić czy poza tą kołdrą coś na sobie ma.

- Chciałbym dać ci nowe życie. Nie masz bliskich, nie poradzisz sobie, a ja mogę zagwarantować ci życie wieczne. – mężczyzna wstał i usiadł na łóżku.
Siedział na podłodze czy co? Czy może zamiast na nogach wszedł na półdupkach?


LIKE THIS?

Sandra chciała wstać i uciec stąd jak najdalej, ale przybysz ją powstrzymał:
- Posłuchaj, teraz wypiję twoją krew, ale nie pozwolę ci umrzesz.
Odmiano czasowników, dlaczego tak bardzo dałaś dupy?

Sandra szarpnęła się raz jeszcze, ale on już zatopił kły w jej szyi. Po tym zabiegu czuła się osłabiona i przerażona,
Brzmi jakby on jej tłuszcz odsysał, a nie krew. 

 zauważyła tylko, jak rozciął nożem własny nadgarstek. Podsunął jej go i rozkazał pić. Sandra zrobiła to co powiedział, nie miała innego wyjścia.
Ja bym powiedziała, że bardziej nie miała instynktu samozachowawczego, skoro jakoś nie próbuje się bronić, ani uciekać. 

Pijąc krew wampira, Sandra czuła się dziwnie. Doświadczała nowych wrażeń i wielu innych rzeczy.
Wiele innych rzeczy = uczucie zjednoczenia z drugim wampirem podobne do orgazmu, idąc za wersją Rice. Chyba, że jest to opis ferii zimowych w pamiętniku dwunastolatki czy czegoś takiego.

Nagle wampir wyszarpnął jej dłoń.
- Dobrze, bardzo dobrze – mruknął.
Sandra spojrzała na niego i zdała sobie sprawę, że widzi wszystko całkiem inaczej. Dostrzegała rzeczy, których wcześniej nie widziała.
Na przykład to, że jest nierozgarniętą pipą, która w czasie wojny chciała samotnie dreptać z Madrytu do Paryża i nie przypuszczała, że ktoś ją po drodze wychędoży zmieni w wampira.

- Czym ja się stałam? – spytała przerażona.
Z pewnością Marysójką, bo każdy normalny spytałby się co się stało. 

- Wampirem, moja droga.
- Czyli, że ty…
- Tak, ja jestem wampirem. Nazywam się Lestat de Lioncourt.
WTF OMG FBI TVN
Lestat, na miłość boską, co ty robisz w takim opku?! Zajmij się obmacywaniem swojego skrzypka, a nie potencjalnych marysójek! 
Chyba że to nie ty, bo nie jesteś rudy.

A ty?
- Ja…? Sandra di Sale.
Sandra Wyprzedaż, i ona się dziwi, że ją po drodze zaczepiają?

- Dobrze, dobrze. – mruknął znowu. – Jak widzisz, dałem ci nowe życie. Korzystaj z niego jak najlepiej. Jak znajdziesz się w Paryżu, zapytaj o mnie, a póki co, radź sobie sama
"Ok, jesteś Wampem, baw się dobrze. Do zobaczenia w Paryżu."
Poważnie? Czy ona w ogóle czytała Wywiad z Wampirem? Może i Lestat wydawał się być ignoranckim dupkiem w filmie ale w książce jasno było powiedziane, że starał się przekazać Louiemu te skrawki wiedzy, które sam posiadał na temat bycia wampirem. 

– z tymi słowami Lestat opuścił izbę i zostawił samą Sandrę, która zrozumiała, że już nic nie będzie jak dawniej.
Ale zanim zrozumie to w pełni, zapewne się spopieli w słońcu. Lestat przecież ją przed tym nie przestrzegł…

Witam! To moja pierwsza notka, a raczej prolog.
A raczej kij wie, co to będzie.

 To będzie opowiadanie fantasy, takie jeszcze nie pisałam, ale mam nadzieję, że się spodoba. Pozdrawiam :*

1.
Sierpień 2007
Wybiła północ.
Pewna, z wyglądu, dość młoda dziewczyna weszła do jednego z węgierskich lasów.
Niech mi ktoś powie co się stało z interpunkcją w tym zdaniu? I czego bohaterka jest taka pewna? A może to jest imię? Pewna jest więc młodą dziewczyną, która weszła do lasu na Węgrzech. Jednego z wielu, jakbyście nie wiedzieli, że w tym państwie znajduje się więcej niż jeden las.

 Miała przed sobą jeszcze kilka dni drogi do Paryża.
Boże, i ona tak od dwustu lat do tego Paryża nie może trafić?!
No skoro popitala przez Węgry to ja się jej nie dziwię. Chociaż w 2007 to już może korzystać z chociażby z GPSu.

Była samotna, nie miała już nikogo. Z resztą, co za rodzina chciałaby mieszkać lub zadawać się z wampirzycą?
Wiesz, mogłaś sobie stworzyć towarzysza. Pan L. co prawda ci tego nie objaśnił, ale mogłaś działać empirycznie.

Tak, z pozoru wyglądająca młoda dziewczyna, bo w rzeczywistości nie wyglądała wcale, miała 200 lat. 
Jeszcze raz, kto kurna przerżnął interpunkcję? I czego wcale nie wyglądała bohaterka, bo się gubię?

Przeżyła je w odosobnieniu, zabijała ludzi, by przeżyć. Nie miała innego wyjścia, inaczej czekałaby ją śmierć. W gruncie rzeczy, obwiniała się za śmierć rodziców i małej siostrzyczki.
Tak AŁtorko, pisałaś o tym w ostatnim rozdziale i nie, nie wzruszyło to nikogo. Przestań bez sensu angstować i zabierz się za tę interpunkcję, bo szkoda na to patrzeć.

 Gdyby nie ich postój w Madrycie nic by się nie stało. Jednak czasu cofnąć nie można, a życie toczy się dalej. Nawet jeśli jest ono nic nie warte.
Dziecko, łazisz tak dwa stulecia i się zadręczasz, skoro jesteś nieśmiertelna, to jakiś tam potencjał w sobie masz. Nie wiem, książkę weź do ręki, cokolwiek.
Może najpierw niech jakąś przeczyta?

Dziewczyna zapuszczała się w dzikie ostępy lasu. Była tu po raz pierwszy, a czuła się jakby znała to miejsce od lat. Kochała przyrodę, mimo, że noc była jej porą.
Bo nocą przyroda godną miłości już nie jest.

Uwielbiała także długie nocne spacery, po sytym posiłku.
Na który jak się domyślam, składała się sałatka z kaparów i tofu?

 Parki, lasy, gaje, zwykłe miejsca, a tak piękne nocą.
Wreszcie dotarła nad jezioro. Popatrzyła w wodę i nic nie ujrzała. Pusta.
Ani wody, ani wodorostów, a o mulistym dnie i kijankach nie wspominając.

Kiedy ostatni raz przeglądała się w lusterku? Kiedy ostatni raz widziała zachód słońca? Dawno, tak dawno, że nie pamiętała dotyku ciepłych promieni słonecznych. Nic tylko ciemność i uczucie chłodu.
Rozejrzała się w koło. Las tętnił życiem, nocne zwierzęta wyruszyły na łowy. Przyroda tętni życiem, nawet, gdy wydaje się, że wszystko pod osłoną nocy zasypia.
Spojrzała w górę, na nieosłonięte gałęziami niebo. Lekkie obłoczki odsłoniły księżyc. Była pełnia. W oddali jakaś spłoszona sowa odleciała hucząc donośnie. Dziewczyna nie zareagowała na to.
Bo zwykle ganiała za sowami i łapała je za nóżki.

Poszła w głąb lasu. Mijała drzewa, krzewy,
Drzewa w lesie, co się w tych czasach porobiło…

które rzucały mroczne cienie.
Krzewy rzucające mroczne cienie. Co za MHOK.

 Lekki uśmiech zakwitł na jej twarzy rozwijając wdzięcznie płatki, a raczej coś na kształt uśmiechu. Zapomniała co to śmiech i szczęście.
Jeszcze chwilę temu mówiła, że lubi przyrodę, czy tylko mi się coś tutaj nie zgadza? Bo jak lubisz przyrodę i możesz przebywać w jej otoczeniu, to tak jakby szczęście, co nie?

 Wszystko się zmieniło przez Lestata… I zostawił ją samą, na pastwę losu. Musiała sama uczyć się wszystkiego. Jak zabijać, czego nie robić i znajdować najlepsze kryjówki do przespania dnia.
Napisała nawet na tej podstawie książkę autobiograficzną: "Czego nie zrobić, a nadal znaleźć najlepszą kryjówkę"

Zastanawiała się co będzie, gdy wreszcie dotrze do Paryża.
Oj pewnie się zdziwi. Nie wiem po co ona chce tam dotrzeć, ale mam nadzieje, że zdaje sobie sprawę, że trochę przez te 200 lat się zmienił. Czy ona myśli, że Lestat będzie na nią czekał te wszystkie lata? 

 Jak teraz będzie wyglądało to miasto, przez tyle lat na pewno doszło do wielu zmian.
Oj tam, oj tam, niektóre rzeczy na pewno są takie same. Teraz jest tam po prostu więcej czarnoskórych i arabów. Ale za to Wersal stoi tam gdzie stał. Jakieś stałe rzeczy w życiu potrafią podnieść na duchu. 

 Jak to będzie wrócić do wspomnień, do miejsc z przeszłości? Gwałtownie się zatrzymała i doszła do wniosku, że powrót do tego co było będzie nie możliwy (ups...). Nic nie będzie tak jak kiedyś.
 Dobre, dobre, zapamiętam  odezwał się zza krzaka Paulo Coelho.

Nagle zerwał się silny wiatr. Opadłe liście zatańczyły wkoło.
Aha, breakdance chyba.

 Dziewczyna zapięła czarną kurtkę po szyję. Usłyszała dziwny dźwięk, jakby ktoś wrzucił głaz do jeziora.
Wydaje mi się, że kiedy jesteś w stanie zidentyfikować rodzaj dźwięku to nie jest on już "jakimś" dźwiękiem. 

Podeszła do przodu i stanęła na pustej polanie. Popatrzyła na prawo coś zaczęło przeświecać przez wysoki krzak leszczyny. Bez chwili wahania skierowała się tam i stanęła przed małą czarną dziurą, która z każdym momentem się powiększała. 
Z czymś mi się to kojarzy...


Wreszcie osiągnęła swój największy rozmiar, w sam raz by mogła przejść.
Kto mógł przejść, czarna dziura? I THE FUCK się dzieje, świat Anne Rice nie był aż tak nadprzyrodzony.


Dotknęła środka, puste powietrze zafalowało i błysnęło mocne światło.
Czy puste powietrze to coś jak puste kalorie, bo nie obczajam konceptu?


Dziewczyna cofnęła się z krzykiem i zasłoniła oczy. Widziała jak przez mgłę, jej oczy nie były przyzwyczajone do widzenia w jasnościach.
Ekhu, ekhu, nie chcę AŁtoreczki martwić, ale niektóre przełożenia się nie sprawdzają. Kiedy rzeczywiście istnieje coś takiego jak "widzieć w ciemnościach", tak "widzieć w jasnościach"... nie.

Zamrugała kilka razy i wszystko wróciło do normy.
Z pewnym wahaniem podeszła znów do portalu.
Aha, czyli już ustaliła, że jest to portal? Czy mogę prosić o wyjaśnienie skąd to wiedziała, czy zdajemy się na standardową Wiedzę Z Dupy Wziętą?

 Ostrożnie wsadziła dłoń w czeluść. Nic jej się nie stało. To samo zrobiła z drugą i po chwili znalazła się… w lesie!
No way! Przed chwilą była w lesie i teraz też w nim jest!
It's supernatural!



Tak, w lesie, lecz ten las był inny… Miał w sobie coś… magicznego, jakąś ukrytą tajemnicę.
Zeszła po pagórku, na którym wylądowała. Nie wiedziała gdzie ma iść, pierwszy raz poczuła się zagubiona. Jedynym pocieszeniem było to, że tu też trwała noc.
Ileż ja bym dała za porządne, słoneczne południe!


Nagle jej dobry słuch wyłapał stąpanie czyiś kroków. Były tak lekkie i ciche, że aż trudne do usłyszenia. Najciszej jak mogła skryła się za rozłożystym dębem. Czekała w napięciu wreszcie dostrzegła go. Ten dąb. Był to młody, wysoki mężczyzna pięknej urody.
Dobrze, że nie brzydkiej urody.

Szlachetne rysy, długie blond włosy opadały mu wdzięcznie na plecy.
To nadaje się na nową zasadę bo blogaskowego drinking game. Pijesz za każdym razem, gdy jeden z bohaterów ma szlachetne rysy i jest blondynem. 

 W niebieskich oczach odbijało się światło księżyca. Rozglądał się po lesie i wdychał jego zapach. Widać było, że też kocha przyrodę i ten las. 
 Albo ma dobrego tripa, nie idealizujmy zanadto.

Dziewczyna obserwowała go z ukrycia. Nie widział jej, ale miała wrażenie, jakby wyczuwał jej obecność. Chciała się wycofać, lecz nadepnęła na suchą gałązkę. Cichy trzask rozległ się po lesie.
– Trzask trzask trzask trzask – w calutkim lesie słychać było echo, gdy nadepnęła na tę nieszczęsną gałązkę.
Bo to była gałązka nasączona nitrogliceryną. 

- Kto tam jest? – spytał blondyn sięgając po łuk i wyciągając strzałę.
Dziewczyna wyszła zza drzewa.
- Kim jesteś? – spytał raz jeszcze.
- Nazywam się Sandra di Sale. I… chyba się tu zgubiłam.
- Skąd jesteś?
- Z Paryża.
- A gdzie to jest? – niebieskooki się zdziwił i opuścił napięty łuk.
- We Francji. – ta rozmowa zaczynała się robić beznadziejna.
- To jak się tu dostałaś?
- Przez portal.
- Portal? – zamyślił się. – Chodź ze mną.
- Nie znam Twego imienia, panie.
- Legolas.
Nie. Nienienienie. NIE.
...Jebać, idę po wódkę.
Takie małe pytanko, skoro już znamy tożsamość tajemniczego aryjczyka. Niby nie wiedział czym jest Paryż, ale jak mu powiedziała, że to we Francji, tylko wzruszył ramionami jakby wiedział, że to dziesięć kilometrów od Hobbitonu.

- Miło mi poznać – dygnęła lekko tak jak uczyła ją mama.
- Zaprowadzę Cię do Gandalfa, on będzie wiedział gdzie jest ten… Paryż.
Bo Gandalf wgrał sobie najnowszą automapę czy co? Tzn ja wiem, że Gandalf był wielkim magiem itp, ale elfy chyba też wiedziały co nieco o świecie.

- Ale nie trzeba, panie. Ja… wrócę do domu.
- Przestań z tym „panem”. – uśmiechnął się. Miał piękny uśmiech, prawdziwego uroczego młodzieńca. – Mów mi Legolas.
- Dobrze – Sandra podeszła do niego i spostrzegła, że ma spiczaste uszy. – Masz… dziwne uszy.
– Ja ci mankamentów urody na pierwszym spotkaniu nie wypominam – odburknął elf.

- Jestem elfem.
- Elfem?
- Tak. To najpiękniejsze i najszlachetniejsze osoby w całym Śródziemiu.
Niezła gadka na podryw.
Wiesz mała, nie chcę ci nic mówić, ale mówią, że jestem najpiękniejszą istotą w całym Śródziemiu.

- Oo… – Sandra zdziwiła się. Gdzie ona w ogóle jest? Świat jak z bajki i jak teraz wrói do domu. Tak bardzo chciała zobaczyć Paryż.
Kurna ciągnie ją do tego Paryża, że nie mogę. Powie co innego jak zobaczy Rivendell. 

- Chodź. Zaprowadzę Cię do mego domu. Widzę, że niedługo wstanie nowy dzień.
- Dzień? – spytała wystraszona i zbladła jeszcze bardziej, o ile to było możliwe.
- Nie lubisz dnia? To piękna pora, wszystko wydaje się piękniejsze i bardziej kolorowe.
- Ja… ja muszę cienia. 
Ja muszę cienia, ja muszę siku.
Aha, zaraz zacznie wciskać im kit na temat uczulenia na słońce. Zastanawiam się, czy elfy też paliły na stosie?

Nie mogę wyjść na światło dzienne,
- Jesteś uczulona?
- To skomplikowane.
Tia, dziewczyno, skomplikowany to jest status związku na facebooku.

- Dobrze. Opowiesz mi w zamku. Tam znajdziemy dla Ciebie jakiś ciemny kącik. 
A potem zgwałcę cię w tym ciemnym kąciku, hehe.

– Legolas ruszył w stronę, z której przed chwilą przyszedł. Sandra poszła za nim. Nie wiedziała jak wytłumaczy mu to kim jest. Od razu się przestraszy i będzie po sprawie i skąd tu wziąść krew?
Możesz ją skądś braść.

 Nie będzie piła ich ze szlachetnych elfów. Westchnęła ciężko i chcąc nie chcąc poszła za Legolasem. Wiedziała, że jej ciężko w tym innym świecie.
Poszła za nim i już jej było ciężko? To co będzie potem...
No wiesz, dawno nie angstowała, trzeba nadrobić zaległości.

Witam! Co by tu napisać… Czegoś mi tu brakuje to pewne, no nie wiem. Może potem się dopatrzę czego zapomniałam, a teraz pozdrawiam wszystkich gorąco :*
 Brakuje, hm... Sensu? Ale przynajmniej AŁtoreczka miła.

11 komentarzy:

  1. To było... dziwne :/
    Jak ona z Hiszpanii znalazła się w Węgrzech? Przecież jakby szła na północ to przez góry już znalazłaby się we Francji. Na wuj się pałęta po całej Europie przez dwieście lat :D

    a przy okazji:
    " Nie wiem, książkę przeczytaj, cokolwiek.
    Może najpierw niech jakąś przeczyta?"
    - że tak powiem, nie rozumiem. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, bezpośrednie trafienie z punktu A do punktu B nie ma w sobie tyle angstu XD

      a rzeczywiście, dzięki za dostrzeżenie omyłki!

      Usuń
  2. Hej, nie rozumiem: "Nie jestem ekspertem od wojen napoleońskich, ale w październiku 1807 roku Francja i Hiszpania jeszcze rozbierały w najlepsze Portugalię. Wojska Bonapartego wkroczyły już w 1808 roku, a dopiero w lutym Napalony i Uparty zaczął oficjalnie kręcić imprezę." - nie da się rozbierać Portugalii nie wkraczając do Hiszpanii, więc...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chodziło mniej więcej o to, że jeszcze w 1807 Napoleon grał rolę sojusznika Hiszpanii, a wojska francuskie stacjonowały tamże pod pretekstem utrzymania okupacji Portugalii przez oba kraje. Od lutego 1808 Francuzi zaczęli zajmować strategiczne miasta i fortece, aż w końcu (podstępem) zajęli Barcelonę.

      Usuń
  3. Aaa! Hokus Pokus Różowa Pantera! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Okej, teraz wiem już, że też jestem zboczona.
    A autorkę chcę znaleźć i zabić, jak można tu było wsadzić elfa ?! I czemu to musiał być Legolas ? A gif z spn idealny ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Pierwsza reakcja - O nie, tylko nie Lestat! Ale po przeczytaniu całej analki wydaje mi się, że temu panu właśnie powiedzieliśmy do widzenia. Chyba że będzie trójkąt miłosny, ale nie wiem co gorsze - Legolas w Paryżu czy Lestat w Rivendell?
    Padłam przy Różowej Panterze :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdy Legolas się przedstawił, zareagowałam w dokładnie ten sam sposób.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bosz... Nie. Nie. Nie. NIE! Do jasnej dupy, skąd tu się wziął Legolas Z Dupy Wzięty? Bez urazy. Nie dość, że zgwałciła własny blog, to jeszcze zgwałciła Władcę Pierścieni! Nie daruję!
    A Gandalf to pewnie ma najnowsze mapy google co? Takie wielofunkcyjne. W pakiecie mapy Ziemi i Śródziemia.

    Pozdrawiam (z poziomu podłogi, z której podnieść się nie mogę) i gratuluję analizy Shina Laufeyson

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama sobie odpowiedziałaś, wziął się z dupy. xD Sad but true. ;_;

      ~ Ola M, tylko że z komputera

      Usuń
  8. Cóż, to oczywiste jak znalazła się na Węgrzech. Przypadkowi przechodnie wskazywali jej drogę.
    Nie czepiajcie się daty. To na pewno rzeczywistość alternatywna. Węgry całym światem a ona jak ten Odys do swego Paryża...

    OdpowiedzUsuń