sobota, 26 stycznia 2013

Pedofilia rośnie wokół nas

Witajcie!
Po nieznośnie długiej przerwie Toldie i Żabencja wracają w glorii i chwale, pełne zapału i werwy, by masakrować blogaski!
W dzisiejszym odcinku pragniemy Was pokrzepić opkiem Tłajlajtowym, pisanym z perspektywy Reneesme - cud dziecięcia, kwintesencji maryśkowatości, owocu lędźwi i łona naszych ulubionych sparklepirów. Będzie się działo - przekonamy się, że prowadzenie rozmowy z dzieckiem niekoniecznie należy łączyć z teatrem nowoczesnym, poznamy praktyczne porady, jak należy się zachować w obliczu ataku wściekłej rodziny wampirów/nielubianych krewnych, a przy okazji można pokłonić się jedynej i doskonałej Nessie Sue. Ponadto sponsorem analizy jest Roman Polański, a patronat objęli bracia Winchester.
Miłej lektury!

Adres blogaska: http://dulche.blog.interia.pl/ 

Analizę przeprowadziły:
Toldie
Żabencja


PROLOG

- VOLTURI ! - krzyknęła Alice. - Zamierzają nas odwiedzić. Zobaczyć Reneesme.
Albo Alice bardzo szybko jest się w stanie opanować, albo AŁtoreczka nie za bardzo obczaja funkcje wykrzyknika w zdaniu.
Może gdy powiedziała „Volturi”, akurat uderzyła się w piszczel. A nie, do mejerpir, pardon.

Kto to był ci Volturi? Podejrzewałam jednak, że nikt dobry.
Moja naiwność pozwala mi sądzić, iż wydedukowała to z tonu wypowiedzi Alice. W rzeczywistości prawdopodobnie to jej zajebistość jej to podpowiedziała. 
Prawdę mówiąc, wygląda to bardziej na odwiedziny jakichś nieszczególnie lubianych krewnych.


 Dlaczego Alice krzyknęła przerażona tym co zobaczyła w swojej wizjii.
I znowu, droga AŁtoreczko, te znaki- „?!.,” na prawdę mają pewną funkcję, nie są tu tylko po to, żeby losowo wrzucać je na koniec każdego zdania.

Musiała zobaczyć, jak wuj Aro przegląda swoje wizytowe poliestrowe koszule, a wuj Kajusz zastanawia się nad ubiciem świniaka.


Czy to było, aż tak bardzo straszne? Tyle pytań chciałam zadać, ale wiedziałam, iż nie jest to odpowiedni moment.
Racja, zaczekajmy, aż Alice wyjdzie z toalety.

Można zamknąć się w sobie i można zamknąć się w toalecie – ale to chyba nie jest dobry sposób na odparcie Volturi.


 Tak bardzo chciałam wiedzieć kiedy ma nastąpić dzień ich wizyty...
Chociaż nie miałam pojęcia kim są, dlaczego tu jadą, jakie są ich intencje. Ale, jako że jestem zajebistą Mary Sue, wydaje osądy szybciej niż nakładam na siebie letki makijaż.

W takim tempie to chyba ma makijaż permanentny. Idę o zakład, że w uniwersum Stefci istnieje wampirzyca, która ma taką moc.


- Kiedy ? - zapytał tata wyprzedzając moje myśli. - Alice, kiedy możemy ich się spodziewać.
Jednak moja ciocia nic mu nie odpowiadała, wciąż patrzyła przed siebie przerażona, a zarazem wściekła. Nie wiedziałam, dlaczego jest zła, ale już wiem.
Mamy tu typowy przykład pierdolniętej logiki/gramatyki. Otóż AŁtorka nie tylko przeprowadziła drastyczną aborcję sensu, ale również zupełnie olała czas. Ale przynajmniej bohaterka już wie, chociaż nie wiedziała. I zastanawiam się, jak wygląda połączenie przerażenia z wściekłością.

Gdyby była psem w sytuacji zagrożenia, prawdopodobnie jej ogon byłby prostopadły do podłoża i wahał się w zależności od natężenia emocji.


- Czy on nie potrafi sobie wybrać innych godzin na odwiedziny ? - zapytał sam siebie mój tata.
Kto nie mógł sobie wybrać innej godziny? Czyżby Volturi połączyli się w jedno tworząc Super Saiyanina niczym Goku i Vegeta? Czy to może ktoś zupełnie inny pojawił się w opowiadaniu, niezapowiedziany zupełnie przez AŁtorkę? I dlaczego Edward nagle zaczął mówić do siebie? Czy może to być oznaka schizofrenii?


 Wiedziałam, kto to jest, więc wybiegłam mu naprzeciw.
Wiedziała kim jest jej ojciec? To w sumie dobrze, w dzisiejszych czasach nic nigdy nie wiadomo.


- Jake ! - krzyknęłam, rzucając mu się w ramiona. - Jak dobrze, że jesteś.
- Kocham Cię ! - powiedział z czułością i mnie pocałował.
Powinno być wykrzyknął z czułością. Takie końskie zaloty w sumie.

Zaraz, zaraz, wynika z tego, ze to Jacob jest jej ojcem. Albo że ma dwóch tatusiów.


 Nie wiem ile czasu to trwało, jednak miałam wrażenie, że wieczność. Było mi tak wspaniale. 
Niektórzy po prostu lubią, kiedy facet im wrzeszczy do ucha. Nie wiem czy można po podpiąć pod masochizm i umówić Renesmee i Jake’a na podwójną randkę z Greyami?

Z racji tego, że doskonale wiemy, kto był pierwowzorem Greya, to byłaby bardzo… emocjonująca randka.

„I mnie pocałował” i że było jej tak wspaniale, sugeruje, że Dżejki zapuścił jej zupełnie jasnego w intencjach ślimora … [zerka na rozdział pierwszy] Och. Aha.

                                                                                                                                                                           
Kiedy już skończył to zaproponowałam abyśmy się udali jak najdalej od mojego domu, ponieważ Alice zobaczyła wizję, która raczej nie wróży nic dobrego.
Ile oni się obściskiwali, godzinę? I racja, Renesmee, jak ktoś Ci mówi, że wszyscy są w niebezpieczeństwie najlepszym wyjściem jest oddalić się najbardziej od domu.

Przynajmniej ona ocaleje, gdy cała rodzina będzie narażona na obecność Aro w poliestrowej koszuli i zapaszku świńskiej tuszy podarowanej przez Kajusza.


 Poinformowałam, że nie zobaczyła najważnieszego szczegółu, bo właśnie on się pojawił. 
Nie zobaczyła szczegółu, bo pojawił się szczegół? Szczwana bestia z niego.

Chyba że o Blacka jej chodziło – w końcu Alice nie widziała w swoich wizjach sfory - ale pedowolfodada nie nazwałabym szczegółem.


Jacob zrozumiał, więc oddaliliśmy się od domu, poszliśmy w stronę lasu, wiem, że przy Jake' u nic mi nie grozi, więc się niczego nie obawiałam.
  Dotarliśmy na ulubioną polanę moich rodziców, bardzo długo rozmawialiśmy, tematy były o wszystkim i o niczym. 
O najnowszej kreacji Lady Gagi, o teledysku Nicki Minaj, wojnie w Afganistanie, procesie reprodukcyjnym pingwinów krzywonosych, teoriach na temat istnienia takich pingwinów, oraz o tym kto tak na prawdę lubi lody czekoladowe, chociaż w ogóle nie smakują jak czekolada. Temat niebezpieczeństwa czyhającego ze strony rodziny morderczych wampirów został gładko ominięty.


Następnie siedzieliśmy w milczeniu przytuleni, W pewnym momencie Jacob wstał jak oparzony, nie wiedziałam co się stało, zaczął się cały trząść, bałam się o niego.
Już kilka lat temu ojciec kupił mu tę elektryczną obrożę, żeby nie spóźniał się na obiad, jednak za każdym razem Jake o niej zapominał.

Albo zdał sobie sprawę, że z wielkim prawdopodobieństwem Edek i Belka uprawiali seks na tej łące.


- Co się dzieje ? - zapytałam przerażona.
- Wstrętne pijawki ! - powiedział przez zaciśnięte zęby.
Pijawki na polanie to dosyć niespodziewane zjawisko, muszę przyznać. 


- Jake ! Spokojnie, to na pewno ktoś ode mnie z rodziny. Pewnie mnie rodzice szukają. - próbowałam go uspokoić.
Może to nie były pijawki, ani elektryczna obroża, tylko telefon mu wibrował w kieszeni i biedny Jacob nie wiedział co się dzieje? Do rezerwatu takie technologie docierają z drobnym opóźnieniem. 

Nie mają fejsa, więc skaczą z klifu. Niech żyje technologiczny rasizm.


- To nie Cullen' owie. To inni. Śmierdzą na kilometr. - oznajmił, wciąż cały roztrzęsiony. Wiedziałam, że nie da rady się z nimi zmierzyć.
Przed chwilą powiedziała, że wie, iż z nim jej nic nie grozi. Oj, ktoś tu się plącze w zeznaniach...


 Wiedziałam, że oni są źli.
Prawdopodobnie wiedziała to z dupy. To moja najnowsza teoria skąd ona bierze te wszystkie informacje, bo jak dotąd AŁtoreczka nie zdążyła się z nami podzielić swoimi przemyśleniami na ten temat.

Nessie jest jak Simowie, oni też wyciągają wszystko z dupy.


 Podeszłam do niego i pocałowałam w usta, uspokoił się.
Niebezpieczeństwo się zbliża? Twój facet panikuje? Wyssij mu mózg przez usta, to na pewno pomoże!


- Musisz uciekać ! To Volturi ! Nie dasz sobie z nimi rady, oni po mnie przyszli. Musisz biec do Edwarda i Belli i oznajmić im, że nadchodzą. Proszę idź !. - powiedziałam, popędzając go.]
Ponieważ sama nie jestem w stanie w żaden sposób uciec. Szkoda, że nie potrafię bardzo szybko biegać czy coś w ten deseń. Ani nie mogę komunikować się z nikim telepatycznie. Ale nie martw się, obronię was swoją zajebistością. 


- Nie ! To Ty idź, a ja spróbuję pozabijać nadchodzące pijawki ! - oznajmił, pewnym siebie głosem. Nie mogłam na to pozwolić.
- NIE ! NIE ! Musisz iść poinformować moją rodzinę, Jake proszę. Mi nic nie mogą zrobić, ponieważ jestem w połowie wampirem, a Ciebie mogą zabić, bo jesteś wilkołakiem. Poszę, idź. Kocham Cię !. 
Poziom patetyczności i dramy w tej scenie osiągnął taki poziom, że zaraz zacznę rzygać tęczą. BTW, lepiej by zrobili gdyby zamiast gadać wzięli nogi w troki i zapitalali do domu.

 Jest w połowie wampirem, więc co? Uważa się za nietykalny zagrożony gatunek? A podobno optymizm pomaga w przetrwaniu.


  Posłuchał. Jeszcze mnie tylko pocałował i popędził w stronę mojego domu.
Ah bohaterski Jacob, wiedziałam, że na niego można liczyć, że nie zostawi swojej ukochanej samej na pastwę niebezpieczeńst czychających na nią ze strony krwiożerczych wampirów. Dobrze mieć takiego obrońcę, co nie, Reneesme?

Miiiiłość ci wszyyystko wybaaaczy…


 Zostałam sama z obcymi mi wampirami. Bałam się bardzo, nie wiedziałam co mnie czeka, a oni zbliżali się w zaskakującym tempie.
Zaskakującym, bo nigdy w życiu nie widziałam jak wampiry szybko się przemieszczają. Specjalnie dla mnie rodzina chodziła w slow motion, żebym nie czuła się gorsza.


 Widziałam ich twarze coraz bliżej i bliżej, aż w końcu zobaczyłam całą armię wampirów - Volturi.
- Witaj Reneesme ! - odezwał się jeden z nich. Chyba ten najważniejszy wśród wszystkich innych. 
Poznałam to po płaszczu z gronostajów, berła i korony. Taka jestem niesamowicie spostrzegawcza, widzicie?

Płaszcz, naturalnie, mrocznie furkotał na wietrze.


Zaniemówiłam. Pierwszy raz bałam się rozmowy z wampirem, który nie ma prawa nic mi zrobić.
A z jakiej paki nie może Ci nic zrobić? Zaklepałaś nietykalność do końca miesiąca czy wykupiłaś abonament?

Nikt nie ma prawa nic zrobić także nosorożcom sumatrzańskim, a i tak na nie polują.


 Stałam i czekałam na rodzinę, chciałam aby pojawili się jak najszybciej.
Mogła chociaż stworzyć pozory instynktu samozachowawczego i schować się za jakąś sosenkę.


W tej samej chwili poczułam jak ktoś mnie podnosi, nie wiedziałam kto, ale czułam jak się oddalam od miejsca w którym stałam jeszcze przed chwilą.

To porwanie. Porywają mnie !  
Ekhm, to... porywające.



 Yeaaaaaaaaaaaaahhhh!


ROZDZIAŁ 1
Obudziły mnie promienie słońca. Próbowałam się rozciągnąć, jednak zaraz zorientowałam się, że leżę w łóżeczku dla małego dziecka, starałam się za wszelką cenę z niego wydostać, natomiast nic to nie pomogło.
Jeżeli wydostanie się z dziecięcego łóżka sprawia Ci kłopot to niezawodny znak, że wczorajsza impreza była bardzo udana...

- Mogliby mnie wyciągnąć z tak małego łóżeczka...- powiedziałam pod nosem i nagle jak na zawołanie pojawiły się nade mną dwie piękne osoby, tak piękne, że oczu od nich nie mogłam oderwać.
- Reneesme ! Witaj skarbie ! - powiedziała kobieta.
- Mamo ! - zwróciłam się do niej mimo woli.
Jak to mimo woli? Jest tak ta mała kaczka, która nazywa matką pierwszą rzecz, na którą spojrzy? Czy uważa, że piękna osoba nie może być jej matką? A może chciała powiedzieć „salceson”,  ale wyszło „mamo?”

Poczuła Imperatyw Blogaskowy, który nakazał się jej odezwać.


- Tato ! - powiedziałam do mężczyzny stojącego obok niej.
  Zanim zdążyłam coś jeszcze powiedzieć to Tata mnie wyciągnął z łóżeczka. Byłam zdezorientowana, nie wiedziałam gdzie jestem, ani kim jestem. Wszystko było dla mnie takie nowe, inne. Wiedziałam jedno, że na pewno nie jestem zwykłą dziewczyną, coś mi podpowiada, że jestem kimś niezwykłym i innym od pozostałych ludzi.
Proszę państwa, jestem idealnym okazem marysójki – nie wiem, kim jestem i gdzie jestem, ale już wiem, że jestem przezajebista. Proszę mnie nie dotykać i nie głaskać, nie pobłogosławię was.

Klasyk, myślę, że marysójki się nie rodzą, one masowo schodzą z taśmy produkcyjnej gdzieś w Chinach.


- Masz rację. - odezwał się mój Tata, jak gdyby czytał mi w myślach. - Jesteś niezwykła i owszem czytam w myślach.
Nie no tego to już za wiele i czego jeszcze się dowiem ? Przecież skoro Tata czyta w moich myślach to nie mogę swobodnie pogrążyć się w marzeniach.
Kochana, marzenia to dopiero początek twoich problemów.

 widzę jak się masturbujesz!


- Edwardzie ! - skarciła go Mama. Trzymając w ręce pejcz. Oh, pardon, to nie ten fandom. - Mieliśmy jej powiedzieć o tym dopiero później, mieliśmy jej wszystko dokładnie wytłumaczyć.

- I tak też zrobimy. Reneesme, chodź na dół do salonu. - powiedział Edward.
Mamie poprawił się humor, więc zeszliśmy na dół. W salonie czekali na nas wszyscy, cała moja niezwykła rodzinka. Wujkowie i Ciocie: Emmet, Jasper, Rose i Alice; Dziadkowie: Charlise i Esme. Jak i moi rodzice: Edward i Bella.
Kto jest kim, podpowiedziała jej Wewnętrzna Przezajebistość.


Nie wiedziałam czego się dowiem, ale byłam przestraszona.
Skarbie, o to właśnie chodzi w "dowiadywaniu się", dopóki tego nie doświadczysz nie wiesz o tym. Nie da się czegoś wiedzieć zanim się o tym nie dowiesz. 

<Toldie zabiła wszystkich logiką>


- Nie bój się Reneesme, wszystko będzie dobrze. - powiedział Jasper i zaraz poczułam się lepiej, bardziej pewnie.
Jasper, chodzący krzak konopii, nic dziwnego, że w filmie wyglądał jakby był zjarany cały czas. Mają taką moc też bym sobie nie szczędziła.


- Zanim jednak przejdziemy do szczegółów to chciałbym Ci powiedzieć, że jesteś najbardziej niezwykła i najbardziej niesamowita, ze wszystkich istot z naszego gatunku. - powiedział Tata.
Jesteś szczytem sennych marzeń każdej AŁtoreczki, zblendowanych w jedną, dziwnie pachnącą masę, którą wszyscy boimy się dotknąć choćby kijem. Nie podchodzimy do niej, bo boimy się, że może wybuchnąć, uwalniając całą zawartą w niej dosyć stęchłą zajebistość.


- Możecie mi jaśniej mówić ? - zapytałam.
Jak chcesz możemy Ci to rozrysować, skoro jest Ci tak trudno.


- Zacznijmy może od mojej historii. - oznajmiła Bella. - Moi rodzice się rozwiedli, mieszkałam jakiś czas z mamą, jednak każdego lata jeździłam do ojca mieszkającego w Forks i akurat miałam się do niego  przeprowadzić, gdyż moja matka jeździła ze swym partnerem poza kraj, ponieważ Phil gra w drużynie bejsbolowej. Mieszkając u taty miałam zacząć naukę w pobliskiej szkole. Nie miałam ochoty do niej uczęszczać, ponieważ nie byłam wtedy zbyt pewną siebie osobą. Ale to właśnie w tej szkole poznałam mojego przyszłego męża i Twojego ojca. Początki naszej znajomości były dość skomplikowane, ponieważ Edward mnie unikał, nie chciał być w pobliżu mnie. - skończyła.
Edki odpowiadają dziecku na pytanie, kim ono jest, czy urządzili sobie terapię małżeńską?

Belka postanowiła uśpić wszystkich, a skoro wampiry nie śpią, użyła wszystkich swoich umiejętności żeby zanudzić ich na śmierć. Ja już czuje, że to koniec.


- Nie chciałem, gdyż wiedziałem, że Bella przebywając przy mnie jest w niebezpieczeństwie. - powiedział tata. - Bo wszyscy tutaj przebywający z Tobą w salonie nie są ludźmi. Jesteśmy najniebezpieczniejszymi drapieżnikami na Świecie.
LOL, nope.



A południowoamerykańska żabka o wdzięcznej nazwie liściołaz ma w sobie tyle jadu, że za jednym zamachem potrafiłaby zabić do 15 osób. A jest tylko płazem i nie ma granitowej dupy.


Jesteśmy wampirami, natomiast Bella jest nieśmiertelna od jakiegoś czasu, ale wtedy jeszcze nie wiedziała czym jestem.
Nie wiemy nadal czym jest Belka, poza tym, że jest nieśmiertelna.

Może małżem. Małże podobno się nie starzeją.

- Oczywiście Edward za każdym razem kiedy robił coś co przykuło moją uwagę, coś niezwykłego, to jak go o to pytałam to się wykręcał.
Takie drobne pytanko. Ja rozumiem, że trzeba czytelnika wprowadzić w akcje opowiadania, ale czy koniecznie musimy przechodzić przez trzy tomy powieści?



Dopiero mój najlepszy przyjaciel Jacob naprowadził mnie na to kim jest Edward. Poczytałam trochę o wampirach i wszystko z ich opisu pasowało do Edwarda.
Ja też mam czasem zimne dłonie, nie tknęłabym żarcia w szkolnej stołówce, a dzięki kosmetykom z drobinami brokatu mogę mieć połyskliwą skórę – więc też jestem mejerpirem?


- Bella jest bystra i to bardzo. Byłem zaskoczony kiedy mi powiedziała, że wie kim jestem. Byłem w niej zakochany już od dawna, ale bałem się, że przebywając ze mną narazi siebie na wielkie niebezpieczeństwo. 
Jednakże miałem na to leciutko wyjebane, bom nachodził ją w nocy.

Był w niej zakochany? WTF, kiedy się w niej niby zakochał, skoro rozmawiali może ze dwa razy? Patrzenie na kogoś jak śpi raczej nie zalicza się jako pełnowymiarowa randka.


- Byliśmy parą, jednak po moich osiemnastych urodzinach Edward mnie zostawił. Bardzo to przeżyłam. Nie spałam, nie jadłam (bo trzymałam regał) i byłam załamana. Próbowałam różnych niebezpiecznych rzeczy, bo to był jedyny sposób by go usłyszeć. Kiedy skoczyłam z klifu to wtedy zaczeła się niebezpieczna gra, gdyż Edward myślał, że nie żyję i chciał się sam zabić.
Belciu – uważasz, że twoje dziecko będzie was respektować gdy jej powiesz, że oboje chcieliście się pozabijać? Albo że od teraz nie będzie się bało, że znowu was najdzie chętka na małżeńskie seppuku?

Gdyby to jeszcze była siermiężność opka – ale jak wiemy, to czysty kanon.


Pojechał do Włoch, a ja z Alice za nim, by nie dopuścić do jego śmierci. To była walka z czasem, jednak udało mi się go powstrzymać.
- Tak bardzo jestem wdzięczna Belli. - wtrąciła Rose. - Gdyby nie ona to przyczyniłabym się do śmierci mojego brata. To przeze mnie chciał się zabić, to ja mu powiedziałam, że Bella nie żyje, a on w to uwierzył. Nie mam pojęcia co mną wtedy kierowało, może zazdrość, bo Bella tak bardzo chciała się stać nieśmiertelna i miała wybór. W moim przypadku, nie miał kto wybierać, żałuję, że jestem wampirem, ciężko jest mi się z tym pogodzić.
Rose, nie pomagasz temu dziecku. Nessie będzie chciała uciec z tego domu jeszcze siedząc w chodziku.

O Boru, gdzie Rose straciła cały swój charakter? Kanoniczna Rose wypięłaby się na wszystkich i nie słuchałaby tych kiepskich wypocin. Poza tym, czy tylko ja wyobrażam sobie tę scenę na zasadzie Belka-i-Edward-Gadają-a-Reszta-Rodziny-Stoi-Jak-Słupy-W-Kącie-I-Milczy? Po co zabierali Reneesme do salonu, skoro i tak reszta udaje sztukę nowoczesną?


Bardzo chciałabym mieć dzieci, jednak teraz jest to nierealne, bo jestem wampirem.
- Kiedy powiedziałam całej rodzinie Edwarda, że chcę się stać wampirem, wszyscy prócz Edwarda i Rose się zgodzili. Długo musiałam czekać na ten moment, wyszłam za mąż za Edwarda, gdyż powiedział, że stanę się nieśmiertelna, jak wyjdę za niego za mąż. - powiedziała mama
Nie takie rzeczy obiecywali faceci, a potem nie dość, że nie wstawiają się za ciebie na imprezie prawniczej, to składają bokserki w kostkę… to znaczy, biją cię i szprycują heroiną.

Ach, romantyzm. Powiedz swojemu dziecku, że wyszłaś za tatusia, bo obiecał Ci nieśmiertelność a nie z czystej miłości. To ile małżeństw kończy się rozwodem co czwarte czy co trzecie?

Mark Darcy mówi, że co trzecie.

- Szczerze mówiąc to tak naprawdę chciałem aby Bella za mnie wyszła i to wcale nie wygląda jak przekupstwo, bo kochałem i nadal ją kocham najbardziej na Świecie, jest dla mnie bardzo ważna.
Mógłbyś to też powiedzieć swojemu dziecku, jeszcze nabawi się kompleksu Elektry.

Świat to jakaś mała wyspa na Bałtyku? I dlaczego Edek kocha Belkę właśnie tam najbardziej?


Byłaby nadal człowiekiem, gdyby nie niespodziewana informacja - że jest w ciąży. Ciąża z wampirem ?
Ej, dzieciak nawet mimo swojej zajebistości może nie wiedzieć, co to ciąża. A gdzie klasyczne ptaszki i pszczółki, co?

Oj tam, muszą się wygadać, może ktoś napisze o nich książkę?


Aż się dziwiłem, byłem przerażony, bo nigdy nikomu z naszego gatunku takie coś się nie zdarzyło. To Ty byłaś w jej brzuchu, byłem wtedy na Ciebie wściekły, tak bardzo Bella się męczyła, taki ból jej to wszysko sprawiało, Chciałem wtedy się Ciebie pozbyć, bo zabijałaś ją,
Ed, jakby Ci to powiedzieć… właśnie nieodwracalnie skrzywdziłeś swoje dziecko na resztę życia, bo powiedziałeś Reneesme, że jej nienawidziłeś i że zabijała swoją matkę.

Jesteś najwspanialsza, ale nigdy nie zapomnę Ci jak próbowałaś wygryźć sobie drogę z brzucha mamusi i o mało jej nie zabiłaś. 

Atititi, mój mały moldelco, niuniuniu!


ale Bella nie chciała, więc musiałem patrzeć jak bardzo cierpi. Jednak to dzięki Tobie spełniły się jej dwa największe marzenia: aby urodzić dziecko i aby stać się nieśmiertelną. Teraz też jestem najdumniejszym i najszczęśliwszym rodzicem na całym świecie. A Ty jesteś pół wampirem i pół człowiekiem.
  Byłam zdumiona i szczęśliwa. Wszyscy patrzyli na mnie i szeroko się uśmiechali, jak anioły, jednak zauważyłam, że Alice zmieniła wyraz twarzy.
- Chciałam coś zobaczyć, a tu nagle moje wizje zakłóca pies, muszę iść. - oznajmiła.
To nakarm go i wyprowadź na spacer, należy mu się jak, nomen omen, psu buda, a nie jęczysz.

Czy tylko mnie to zdanie wydaje się z deka toporne?…

Toporne? Toporna to była Meyer, to nawet nie wiem jak nazwać. Właśnie przebrnęliśmy przez opis trzech książek i to w takiej formie, że nawet w "Trudnych Sprawach" widziałam lepiej rozrysowane historie bohaterów.


- Alice widzi przyszłość, ja czytam w myślach, a Bella chroni, jest tarczą do rzutek. - pospieszył z wyjaśnieniami Edward, kiedy ciocia poszła.
- Reneesme, chciałabym Ci kogoś przedstawić. - oznajmiła mama.
  Nie wiedziałam kogo, ale byłam bardzo ciekawa. Kiedy Bella przyprowadziła tego chłopaka to zaniemówiłam. To o nim każdej nocy śniłam, dokładnie tak sobie wyobrażałam chłopaka moich
marzeń.
Czyżby?



Yyy…Ed dopiero co wyjął ją z dziecinnego łóżeczka, tak?

- To jest...
- JACOB ! - powiedziałam głośno i dobitnie zanim mama zdążyła dokończyć zdanie.
- Nessie ! - odpowiedział Jacob.
Edward zabrał mamę i pozostałych gdzieś a mnie i Jacoba zostawił samych.
A pokładziny to nie łaska?


- To Ciebie kocham najbardziej na Świecie. Możesz mi mieć za złe, to co robiłem jak Ciebie jeszcze nie było na Świecie.
A skąd ona może to wiedzieć? Jake ma napisane markerem na czole CHCIAŁEM PRZELECIEĆ TWOJĄ MATKĘ?

 No bo AŁtorka się nie patyczkuje i próbuje jak najbardziej skrócić nudny proces poznawania się i dorastania Reneesme. BTW, dopiero co wyjęli ją z dziecinnego łóżeczka, to kurna ile ona ma lat, skoro Jake już jej się oświadcza praktycznie?


Ale musisz mi uwierzyć, w to, że kocham Cię bardziej niż Edward Bellę, kocham Cię jeszcze bardziej niż on ją.
- Jake, nie jestem zła, ja Ciebie też kocham, każdej nocy śnię o Tobie, o tym, że jesteśmy razem. Kocham Cię równie mocno jak Ty mnie.
A śnię o tym, odkąd jestem zygotą.

Zaraz zwrócę obiad, przysięgam. Kwintesencja Miłości z Dupy Wziętej – a potem się dziwią, że ta młodzież to kiedyś jakaś bardziej ogarnięta była.


- Jestem wilkołakiem, nie przeszkadza Ci to ? zapytał
- A ja jestem pół wampirem. Jak ma mi to przeszkadzać, skoro Cię kocham ?



Pilnie poszukiwany, prywatny numer do Winchesterów, Buffy, van Helsinga, Blade'a lub kogokolwiek, kto szybko dobije tę dwójkę. Zależy mi na czasie.


Przytulił mnie i pierwszy raz pocałował w usta, było wspaniale, całował mnie z taką namiętnością, pokazał mi jak bardzo mnie kocha.
Moje obiadowe naleśniki właśnie gromko się wydostały.


Nie wiem ile czasu to trwało, ale wydaje mi się, że wieki. Kiedy skończył to poruszyłam pewien temat.
- Możesz mi opowiedzieć swoją historię ? Co robiłeś jak mnie jeszcze nie było ?
Długo się zastanawiał nad tym jak zacząć i czy w ogóle powinien mi powiedzieć.
- Dobrze powiem Ci.
Od czasu do czasu eksploduję sierścią i teraz ciebie chcę przelecieć.

To coś na zasadzie – kocham Cię i w ogóle, ale może opowiesz mi coś o sobie?
Po co, wystarczy, że będzie ciemno.

5 komentarzy:

  1. Jak pięknie. Chce mi się klaskać, śmiać i tarzać jak głupi:)

    OdpowiedzUsuń
  2. dobrze, że jest link do opowiadania, bo komentarze komentarzami, ale porwała mnie ta drama!

    OdpowiedzUsuń
  3. Przerwa rzeczywiście długa nieznośnie. Weszłam właściwie przez przypadek, nie licząc na nic, a tu proszę, jak miło. A streszczenie wszystkich tomów w kilku zdaniach chyba najlepiej podsumowuje twórczość Stefy.
    No i Winchesterowie... mmm :D

    OdpowiedzUsuń
  4. ,,Pilnie poszukiwany, prywatny numer do Winchesterów, Buffy, van Helsinga, Blade'a lub kogokolwiek, kto szybko dobije tę dwójkę. Zależy mi na czasie.''
    Polecam Wolverina. Albo Magneto xD

    OdpowiedzUsuń
  5. Mejer. Zdychom znowu. ;_; Mimo całej okropności sagi, ktoś mógłby umiejętnie poprowadzić ff z perspektywy Renesmee i sprawić, że stanie się wart czytania. Tak jak analiza "Zmierzchu".
    Ale tu się to kompletnie nie udało...
    Rany borskie, co to właściwie było? Bo nie do końca rozumiem. Zamieniłyście te dwa fragmenty miejscami, czy jak?

    OdpowiedzUsuń