niedziela, 4 listopada 2012

O delfinie, który ćpał, czyli jak to robimy na amerykańskim zadupiu


Witajcie!
W tym tygodniu kontynuujemy naszą przygodę z Dziewczynką, Która Pozwala Słońcu Świecić. Nasza Delfina w końcu zaakceptuje fakt, że nie urodziła się jako delfin butlonosy, i rzuci się w wir życia - rzuci się to całkiem dobre określenie, bowiem zachowuje się jak lubiący sadomaso leming w depresji. Zobaczycie, jak nasza bohaterka z wdziękiem dobiera sobie kandydatów do... sześciokącika, bowiem pojawi się mechanik-kryptowilkołak w towarzystwie lewitujących przedmiotów oraz znany wszystkim Wojtek z internetów, który tutaj przedstawia się jako Mroczny Kochanek. Poleją się łzy i krew, zniszczy sukienka i spadnie żyrandol - poza tym dzisiejszy odcinek śmiało może robić za kampanię antynarkotykową.
Indżojcie!


Hej! Dziękuje wszystkim osobom, które zamieściły pod moim opowiadaniem swoje komentarze, jesteście koffani :* Ale to troche nie jest motywujące ze jest ich tak mało, mam nadzieję, że sie postaracie bardziej.
Spokojnie, możesz liczyć na nas i nasze komentarze.

Sorry ze musieliscie tak długo czekać, ale nocia jest dluga i hmm mam nadzieję ze sie wam spodoba, a niedługo nowa!

-Delfi, ty krwawisz! - jęknęła Mirabella
-Oj, to tylko skalecznie - opuściłam głowę w dół i spojrzałam na ranę z której wypływała rubinowa ciecz po czym skapywała na podłogę.
- Ona ma rację, trzeba cię opatrzeć i zabrać do szpitala - powiedział Cedrick.
WTF? To co ona sobie zrobiła przy krojeniu tego chleba, rękę odrąbała?

Valdimir tymczasem zdodał się opanować. Z troska ujął moją dłoń w swoją. - Och - wyszeptałam, był tak blisko.
- Ja cie tam zawiozę - powiedział, ale nie zdążył zareagować, bo wtrącił się Cedric.
- Uważam ze to zły pomysł - powiedział spokojnie blondwłosy, patrząc na niego groźnie.
- Chłopaki, nie kłóćcie sie - powiedziała uśmiechnięta Mirabella. - Delfi potrzebuje teraz spokoju, może ja ją zawiozę do szpitala, a wy pojedziecie ze mną ok?
Chłopaki, może przestaniecie porównywać długość swoich kusiek i zawieziecie ją do szpitala, bo podobno dziewczyna się wykrwawia?!

Chłopcy na całe szczęście się zgodzili, no i pojechali. W szpitalu pani pielęgniarka powiedziała że w sumie powinnam zostać na obserwacji, ale ja chciałam wracać do domu, co by było gdyby ojciec odkrył, że nie ma jego samochodu, na pewno by się wściekł.
Nie żebym się strasznie na tym znała, ale wydaje mi się, że rozcięcie nie wymaga obserwacji szpitalnej. Ale co ja tam wiem...

 Jednak czułam się zadowolona, poniewarz Cedric patrzył na mnie tak troskliwie, a Vladimir zaniepokojony.
Żeby podtrzymać ich zainteresowanie, postanowiłam w przyszłym tygodniu obciąć sobie nogę.
Trzeba trzymać poziom emocji.

- To co Delfi wracamy na przyjęcie? - spytała się Mirabella.
- Nieee musze jechać już do domu odpowiedziałam.
- Szkoda- zmartwiła się ta.
Całkiem niedawno zawiozła swoją koleżankę syjamską do szpitala, przejmując się jej skaleczeniem jak mrówka okresem, a teraz ciągnie ją z powrotem na imprezę. Ona naprawdę ma problem z pamięcią krótkotrwałą.

- Może chłopcy cię odwiozą jakby było niebezpiecznie? Ale ja czułam że z jakiegoś powodu nie jest to dobry pomysł.
Mirabella nie tylko ma problemy z pamięcią, ale także z rozdwojeniem osobowości. Czasami plączą się jej także czasy.

- Nieee pojade sama powiedziałam. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam. W połowie drogi coś sie nagle zaczęło psuć.
- OK - pomyślałam zdesperowana, - co mam robić. Powinnam pójść do warsztatu, zastanawiała się Delfina, tylko gdzie to jest? A, już pamiętam.
Pamiętam, to miała być narracja trzecioosobowa.
AŁtorka trochę się pogubiła i nie była pewna gdzie umieściła warsztat w swoim własnym opku. 

Warsztat był 1km od miejsca wypadku, wiec dotarła tam szybko. –
 Hej, jest tu właściciel, zapytała i nagle zobaczyła wyłaniającą sie z wnętrza pomieszczenia postać o umiesionym torsie i czekoladowych oczach.
Czekolada z mięsem, smacznego.
Nie jestem pewna tego mięsa. Wydaje mi się, że aŁtorce chodziło o tors uniesiony, co oznacza, że miał go na wysokości szyi. 

-O hej - zarumnieła się.
- Jesteś mechanikiem? - spytał sam siebie.
Nie, ekshibicjonistą...

-Tak...
-Bo widzisz, mam problem, szukam warsztatu i samochód mi się zepsuł, pomugłbyś skoro jesteś mechanikiem?
Na mechanice się nie znam ale mogłabym pomUc z gramatyką.

-Jasne, o co chodzi?
-Tutaj niedaleko stoi...
Poszli razem do zostawionego niedaleko samochodu. Chłopak "pogrzebał" chwilę pod maskę będąc obserwowanym przez błękitne oczy Delfi, która wyglądała zjawiskowo w niebieskiej sukience.
Oczy przysiadły na masce i zaczęły go obserwować.

-Niestety - powiedział i westchnął - czeka go dłuższa naprawa, muszę odcholować (auć) go do warsztatu i tam się z nim pobawię.
- Ojej! Ile to będzie kosztować? Ojciec mnie zabije... bo widzisz, on mnie nienawidzi a ja ten samochód wzięłam bez jego wiedzy i wogóle...
-Jak dla ciebie ślicznotko zrobię to za darmo - błysnął ostrymi zębami w uśmiechu.
To znaczy, wiesz, mam na myśli to, że nie w pieniądzach mi się odpłacisz…

Nowopoznany postanowił odwieźć Delfi do domu swoim samochodem, ponieważ dziewczyna nie miała co ze sobom zrobić. Kiedy podjechali pod dom okazało sie że świecą się światła.
- Ojej - powiedziała zmartwiona Delfi - chyba bedzie awantura. I miała rację, na progu właśnie stał wkurzony ojciec, który właśnie robił awanturę, ze wzięła jego samochód.
Tak stał na progu i sam sobie tę awanturę robił.
Bo jest niesamowicie zapracowany i nigdy go nie ma w domu, widzicie do czego piję?
Przy okazji, to nic, że córka o mało nie umarła z utraty krwi i wylądowała w szpitalu, problem w tym, że wzięła samochód bez pozwolenia.

Delfina nie wiedziała co robić, spojrzała na chłopca szukając u niego oparcia, ale ten nic nie mówił, tymczasem ojciec dalej krzyczał coś o samochodzie i kosztach naprawy.
Zobaczył swoją córkę w samochodzie obcego faceta i już wiedział, że rozkraczył mu się samochód.
Ktoś w tym opku musi czytać w myślach. Zaraz okaże się, że jej matka przepowiada przyszłość a brat manipuluje emocjami.

- Ale to będzie za darmo! - Wyrwało się jej. Twarz Edwarda zakwitła purpurową czerwienią. [Potem zaczęła jarzyć się  śliwkowym niebieskim.]  - Taaak? Ciekawe jak, puściłaś sie z serwisantem za samochodem? - zadrwił szyderczo.
Nie za samochodem, tylko na masce.

Delfi nie była w stanie wytrzymać tego psychicznie, weszła na górę trzaskając drzwiami. Usiadła na łóżku i niewiedziała co ze sobą zrobić. Robiła jej sie sie smutniej i smutniej i smutniej.
W końcu przeczytała to opko, już wie co musimy tu przeżywać. 

Uwaga… 3… 2… 1…
Po policzku spłynęła jej pierwsza samotna łza.
*ba dum tss*

Oprucz smutku czuła coś innego, była to wściekłość. Dlaczego to mi musiała trafić się taka rodzina? - zadała sobie pytania, po czym gwałtownie cisnęła poduszką w ścianę i zaczęła chodzić z wściekłością po pokoju. Wydawało sie że przedmioty podzielają jej uczucia i również drżą z wściekłości, a nawet...latają.
Przedmioty powiedziały, że nie wytrzymają dłużej tej masakry i spitalają na południe.

 Delfi przetarła oczy, nie...to niemożliwe - pomyślała. nagle drgnęła, wyczuła w pokoju czyjaś obecność.
- Jak...jak sie tu dostałeś? - zapytała bez tchu.
- To nieistotne - powiedział przybysz, w którym dziewczyna rozpoznała mechanika. Usiedli oboje na łóżku.
*krztusi się własną śliną*
Po pokoju latają ci przedmioty, potem teleportuje się przed tobą mechanik. Jak przyszedł do mnie facet od okien, to komoda zaczęła lewitować, ale wiecie jak to jest.

- Jak masz na imię? - zapytała nieśmiało.
- Gaspard, a ty? - uśmiechnął sie do niej, także poczuła się niepewnie.
Imię w sam raz dla mechanika z prowincji.

- Delfina - odpowiedziała cicho.
- Pięknie - on sie znowu uśmiechnął i powiedział - Wogóle jesteś piękną dziewczyna, dlaczego płaczesz?
Bo gramatyka pada i nikt jej nie kontroluje.

Delfina zwruciła na niego beznadziejny wzrok.
Ja zaraz zwrUcę śniadanie. Poważnie, nie ma niczego złego w okazjonalnym używaniu korekty, albo przynajniej czytaniu tego, co się napisze. 

 - Wiesz - powiedziała - to moja rodzina. czasami mam wrażenie, że jestem całkiem inna, nikt mnie tu nie rozumie.
- Och, ja cie rozumiem - przerwał jej ciepło, po czym kontynuował z bolesnym uśmiechem - rozumiem, bo moja rodzina - zawiesił głos.
…ma poważne obiekcje wobec tego, że raz na miesiąc porastam sierścią.
Tak sobie tylko przewiduję fabułę.
Naprawdę, to, że jest mechanikiem, pojawił się bez koszulki i jest super umięśniony nie znaczy od razu, że jest wilkołakiem. Albo po prostu jestem strasznie naiwna.

Delfina zaintrygowana spytała - No?
-Nieważne... ty jesteś ważna - spojrzał głęboko niebieskookiej w oczy. Atmosfera zrobiła się duszna i napięta. Coś wisiało na powietrzu.
Te wszystkie przedmioty zaczęły wirować coraz szybciej, a lampka nocna minęła jej głowę dosłownie o centymetr.

Dotkną jej dłoni. Ona dotknęła jego. Ale przypomniała sobie o Valdim. I Cedricku, więc szybko się odsunęła.
W jej życiu może i było miejsce na trójkąt, ale czworokąt to dla niej przesada. Uwielbiam fakt, że dwóch gości „patrzy jej w oczy” a ona od razu traktuje to jakby byli w związku.

-Sądzę ze, powinieneś już pujść.
-Ah tak... mam nadzieję ze się spotkamy
No wiesz, samochód sam nie przyjedzie do domu.

-Pewnie jeszcze nieraz - uśmiech słabo zagościł na jej ustach. Dobranoc - powiedziałam
- Dobranoc - powiedział w tym samym czasie i wybuchnęliśmy śmiechem.
-To ja już pójdę - powiedziałam, po czym zniknął. Nie potrafiłam wytłumaczyć jak, poprostu. Zamknęłam na chwilę oczy, otworzyłam, trwało to jednosiemdziesiatna sekundy zaledwie i jego nie było.
A wyliczyłam to tak dokładnie, bo jestem Bellą po przemianie.

Rozejrzałam się po pokoju, ale nigdzie go nie dostrzegłam. Z burzą w głowie dziwnych myśli poszłam spać.

Delfina otworzyła oczy. Była wiosna, tak...Słuchała gorącego falowania blasku, 
Nie wiem co Delfina brała, najpierw meble jej lewitowały, a teraz słyszy falowanie blasku.

szumu ciepłego wiatru miedzy omdlałymi liśćmi,
Liście omdlały z gorąca, zdarza się.

 śledziła szmery za oknem. 
Słuchanie falowania, śledzenie szmerów omdlałe liście, nieźle się tu bawią.

Promienie słońca delikatnie tańczyły po jej twarzy.
Otworzyła oczy, wiec pomyślała, że musi iść do szkoły. ciekawe, jakie dziś ma lekcje,. No nic, najważniejsze, żeby się ubrać.
Cóż, w sumie ja też wolałabym pójść do szkoły nieprzygotowana, ale w ubraniu, niż przygotowana i nago.
Swoją drogą skojarzenie ‘otwieram oczy, więc to musi być czas na pójście do szkoły’ jest dosyć ciekawe. 

A potem może pójdzie z Mirabellą na zakupy? Wybrała krótką cielistą sukienkę i pasujący do niej paseczek, po czym uczesała włosy i zrobiła sobie delikatny niewidoczny makijaż. Zeszła na dół, gdzie jej rodzina właśnie kończyła posiłek, Obrucili ja ponurymi spojrzeniami,
Aha, kolejna ukryta moc jej rodziny - telekineza.

 ale sie nie odezwali, nawet jej malutki Marc, którego kochała przecież ani Blaki.
Pies też się nie odezwał,tak się obruszył.

Pewnie są źli, no ale przecież to był wypadek, co mogłam zrobić? Wzruszyła ramionami. Po czym poszła do szkoły, po drodze okazało sie, że dzisiaj miał być polski - fajnie, chemia i różne takie nieinteresujące rzeczy. Ale Mirabel pewnie tak nie uważa, skoro sie ze mną nie zgodziła, kiedy to powiedziałam, uświadomiła sobie.
Mirabella ma może troszkę szersze zainteresowania niż zakupy i faceci. Dla Delfiny to będzie prawdziwy sprawdzian z tolerancji.

Delfina doszła na szkoły. Nie popatrzyła wczoraj przez to wszystko na plan lekcji, wiec zapytała Mirci, co mają teraz. Okazało sie że chemię. Delfi stwierdziła że nie odrobiła zadania domowego, więc nie może sie pokazać w takim stanie na lekcji. Poszła do szkolnej toalety i usiadła przed lustrem, po czy zadumała sie patrząc w nie. Powiedział że jestem piękna... - pomyślała.. Ciekawe czy to prawda.
Spojrzała w lustro, które objało ją.
Delfina chyba dalej jest na tripie, skoro lustro ją obejmuje.
Za pierwszym razem przeczytałam „oblało”, też w sumie nieźle.

Miała pszeniczno złociste włosy, topazowe oczy i labastrową cerę.
Tak, na pewno tak właśnie brzmiało to słowo - labastrowy.
 Wydawało sie jej, że chłopakom się podobała, przynajmniej w miarę, no ale w jej starej mieścinie wszyscy woleli te Barbie. Tutaj chyba jest jakoś inaczej, pomyślała. Nagle do toalety ktoś wpadł. A, to tylko sprzątaczka, pomyślała Delfi, obrzucając ją pogardliwym spojrzeniem.
Psujesz mi kontemplację, nisko urodzona kobieto, weź spłyń.

Weszła i wyszła, ale potem przyszedł ktoś inny.

Okazało się ze to Eve Angelique, która była najbardziej popularna i pusta w szkole.
Oczywiście, że tak, przecież tylko wspaniała Mary Sue musi być we wszystkim zajebista i ogólnie naj.

 Uśmiechnęła sie do Delfi protekcjonalnie i zakpiła - Może byś się tak odsunęła, co? Delfi spojrzała na nią nierozumiejącym wzrokiem, nie wiedziała o co jej chodziło. - Od czego? - zapytała. Eve uśmiechnęła sie znacząco.
- Od lustra, no chyba ze myślisz ze jesteś taka ładna - powiedziała sarkaztycznie
- Ale ja nie mogę - powiedziała cicho Delfi.
- Bo co?
- Bo jestem zajęta. Myślę.
*Żabencji rozprostowały się zwoje w mózgu i nie jest w stanie tego skomentować*

- powiedziała blondwłosa i odwruciła sie zpowrotem do lustra. Eve szarpnęła ją za ramię.
- Myślisz ze ci teraz wszystko wolno? Vladimir cię nie uratuje - powiedziała dostrzegając zaskoczenie z oczach dziewczyny. Popchnęła ją na ścianę, Delfi udeżyła (i utętniczyła) się i przewróciła, z kieszeni jej ślicznej białej sukienki w kwiatki wypadła jej puderniczka i się rozbiła razem z lusterkiem, które w niej było.

 - Och, nieeee...- wyszeptała Delfi ze łzami w oczach, zbierając kawałki przedmiotu z podłogi. Eve Angelique patrzyła na to z pogardą.
- No to 7 lat nieszczęścia, ha ha - zaśmiała się, obruciła napiencie i wyszła.
Mogłabym przysiąść, że gdzieś miałam jeszcze jedną butelkę wódki...

 Delfina rozpłakała się, jej życie tak było wystarczająco skomplikowane, a tu jeszcze to! Zauważyła ze zza stłóczonego lustra wystaje jakiś papier, ale nie zastanawiała się nad tym, wepchnęła wszytko do kieszeni, przy tym zraniła sobie rękę szkłem i rozmazała rubinową ciecz skapującą z jej ręki po jedwabistej sukience sycząc z bólu. Wiedziała, że nieszczęścia sie dopiero zaczęły.
Skoro była w łazience, dlaczego nie obmyła sobie ręki wodą albo nie zatamowała krwawienia papierem toaletowym, tylko się o kieckę wyciera? Ale wcześniej też nic nie robiła i tylko stała  jak ten cieć przy hałdzie żwiru.
(Kto zgadnie, skąd cytat, dostanie metaforycznego cukierka!)

Zrozpaczona Delfi powolnym krokiem poszła do sali gdzie miała teraz lekcje z Alexandrem. Naprawdę nie chciałam przerabiać głupich czasowników. Tym bardziej, że moja piękna, biała sukienka do kolan na cieniutkich ramionczkach i troszkę odważnym dekoltem się zniszczyła.
Narratorka miała chwilę słabości i pragnęła podzielić się z nami problemami swojego życia.
Jak dekolt może być troszkę odważny? Najpierw odsłonił cycki, ale przeraził się swoją śmiałością?

Ale rodzina ją zabije jeśli znowu będzie miała jakieś nieobecności.
A tego przecież byśmy nie chcieli.

 Delfi otworzyła drzwi i wolno nacisnęła klamkę nieśmiało wsuwając się do środka.
-Dzień dobry, przepraszam za spóźnienie- wyszeptała cicho i pomknęła do swojej ławki. Alejandro obrzucił ją serią irocznicznych spojrzeń.
Spojrzenia odbiły się rykoszetem od ścian i trafiły dwójkę uczniów z pierwszej ławki.

-Jak ty wyglądasz, coś ty robiła, nie życzę sobie abyś w takim stanie przybywała na moje lekcje, gdzie trzeba jakoś wyglądać, a ty nawet jakoś nie wyglądasz!!! - wyrzucił przez zaciśnięte szczęki nauczyciel.
Ach, poloniści i ten ich wspaniały, kwiecisty język...

- Ona nie wygląda?! Pan nie wygląda! - obruszył się Valdimir. Podziękowałam mu nieśmiałym uśmiechem.
Vladimir brał chyba lekcje od wujka Staszka, mistrza ciętej riposty.

-Zamknij się kretynie! Za drzwi dyrektora! - Valdimir zmierzył go przenikliwym spojrzeniem swoich piwnych spojówek,
Piwne spojówki. Podejrzewam, że gość miał dosyć ubogie życie towarzyskie.

wolno, bardzo wolno podniósł się z miejsca i z wysoko uniesioną głową i zadartym podbródkiem wyszedł na zewnątrz.
Alejandro z satysfakcja spojrzał za odchodzącym.
Nie ma to jak z rozpocząć dzień od zwycięskiej bójki słownej z małolatem. Rzeczywiście, coś takiego potrafi podbudować ego.

- Siadaj - huknął na zapłakaną Delfi, którą wszyscy w klasie obrzucali nieżyczliwymi spojrzeniami. Oprócz Mirci ewidentnie, ale jej nie było.
*facepalm*
A skąd wie? Może Mircia obrzuciła ją nieżyczliwym spojrzeniem, kiedy była w toalecie.

Alejandro zagłębił się w tłumaczenie motywów literatury wiejskiej w literaturze polskiej i odmienie przez nie form czasowników.
A teraz odmieńcie fascynację kulturą chłopską ukazaną w Weselu Wyspiańskiego przez rodzaje czasownika.
A później omówili wpływ kwiatków przed oknem Zosieńki na zrywy patriotyczne w „Panu Tadeuszu”.

Delfi ignorowała to, mogła myśleć tylko o jednym. To znaczy właściwie o czymś więcej. Miała w głowie mętlik myśli, które przez nią przelatywały.
Tak ją podziurawiły spojrzenia Alejandro.

Jak pięknie i stanowczo wyglądał dziś Vladimir, było w nim cos tajemniczego co ją fascynowało, a jednocześnie był taki męski i pociągający. Inaczej niż Cedric, on wydawał się przyjazny, ale też skrywał jakąś tajemnicę. A Gaspard? Co mogło znaczyć jego dziwne zachowanie wczoraj?
Masz na myśli to, ze zmaterializował ci się w pokoju? Nie jestem ekspertem od relacji damsko-męskich, ale może chciał przez to powiedzieć, że lubi lody poziomkowe.

Delfina uniosła głowę i zobaczyła ze nad nią stoi uśmiechający sie złośliwie Alejandro.
- No no - zakpił. - Widze ze sobie nie radzisz, może zostaniesz po lekcji? Delfi wzruszyła ramionami. Po lekcji który spędziła w swoim świecie podeszła do biurka nauczyciela. - Usiądź polecił, nie podnosząc głowy. Z roztargnieniem jadł paczka. wreszcie spojrzał na nią i obdarzył ja promiennym uśmiechem.
Delfi może nie jest szczególnie bystra, ale nikt nie zasługuje na to, by zostać tak chamsko potraktowanym. A myślałam, że to sekretariaty uniwersyteckie biją wszelkie rekordy.
Mnie bardziej ciekawi w jaki sposób sobie nie radzi na zajęciach, czyżby Alejandro wyczytał to z jej twarzy? Może miała wybitnie odmóżdżone spojrzenie?


Oto jak prawdopodobnie Delfina wyglądała w tej scenie. 

- Delfi - powiedział - mogę tak do ciebie mówić? ja nie wiem, nie spodziewałam sie po tobie takiego zachowania, przecież to takie łatwe... - uśmiechnął sie znaczaco. Delfi zauważyła ze nauczyciel z roztargnienia położył jej rękę na kolanie ale z grzeczności postanowiła nic nie mówić.
To już nie jest śmieszne. Nasza Delfi albo tak jak Anastasia (z 50 Shades, oczywiście) jest z jakiegoś innego wymiaru i kompletnie nie wie, do czego nauczyciel zmierza, albo rzeczywiście jest istotą zupełnie pozbawioną instynktu samozachowawczego. Można bać się nauczyciela, ale w takiej sytuacji nie może być mowy o jakiejkolwiek grzeczności.
*ściszonym głosem* Chyba że to początek zabawy w profesora i uczennicę…

- Może by ci tak...pomóc z tymi czasownikami po lekcji?
 Jakimi czasownikami? - zdziwiła sie Delfina, myśląc o czym innym.
- No wiesz...na przykład robić...uprawiać... Delfi patrzyła wyczekująco. -..sztukę...pięknego języka polskiego... - dokończył Alejandro. Delfi nie wiedziała co powiedzieć, nagle w drzwiach ktoś stanął, Vladimir.
Vladimir najwidoczniej robi za instynkt samozachowawczy Delfiny, którego ona widocznie nie przejawia.

- Delfi i ja wychodzimy - powiedział kasztanowowłosy chłodno i zanim dziewczyna zdążyła coś powiedzieć, chwycił ja za rękę i wyciągnął z sali.
-Co ty wyprawiasz!? Dlaczego wyciągasz mnie z sali?! Teraz napewno się na mnie zemści! - załkałam w pierś chłopaka.
-Ten stary zbok cię macał!
-Nieprawda!
To była gra wstępna, cepie!

-Prawda! Widziałem jak na ciebie patrzył.
- A ty tak w ogóle dlaczego nie jesteś u dyra?
- Co, myślisz, że będę tego oblecha słuchał? - brwi ironicznie podskoczyły do góry.
I wybiły dziurę w suficie.

Poza tym...
- Co poza tym?
- Poza tym, ja... nieważne. W tym momencie spojrzenie tych jakże pięknych, tajemniczych i szarych oczu opadło na dłoń zaciskającą się na przegubie dziewczyny, oraz na kilka siniaków na niej. –
 O Boże... co ja zrobiłem... ja... przepraszam cię... bardzo! - wyszeptał w gorączce, odwrócił się jak wiatr i pognał przed siebie. Delfi stała samotnie na parkingu szkoły patrząc za oddalającą się na horyzoncie sylwetką.
Zastanawiała się, czy może jednak wcale nie jest tak piękna, czy może Vladimir ma, kolokwialnie mówiąc, nagły atak sraczki.
Nie żebym się na tym tak strasznie znała... nie, tak na prawdę to się na tym znam. Chodzi o to, że siniaki nie pojawiają się ot tak od razu. Najszybsze siniaki jakie miałam pojawiły się po dwóch godzinach, a trenuję rugby, więc wiem co to siniaki... kobieto lekkich obyczajów.

Wróciła do domu, ignorując ojca i matkę, której nie było.
Pogratulować umiejętności ignorowania ludzi, których nie ma.

Weszła do swojego pokoju, usiadła, położyła nogi na stoliku, wzięła laptopa i go włączyła. Zdenerwowana weszła na jakiś czat, podpisała sie jako "zdesperowana". Po chwili dostała wiadomość
"Hej kochanie, widzę ze potrzebujesz pociechy?" od kogoś podpisanego jako MrocznyKochanek. "
Dobra, cofam poprzednie słowa. Ona kompletnie nie ma instynktu samozachowawczego. Jest jeszcze głupsza niż bohaterka Stu pociągnięć szczotką przed snem, która dobrowolnie dała się wywieźć za miasto, uprawiała seks oralny z pięcioma mężczyznami, a potem jęczała, że skalano jej niewinność. Delfina za chwilę usiądzie na chodniku, trzymając w ręku tabliczkę z napisem „poproszę o gwałt”.
Właściwie wydaje mi się, że w pewien sposób już to zrobiła. Zaraz pójdzie do centrum w samej bieliźnie.

Tak zgadłeś" -odpisała.
" A co się stało"
"Moje życie nie ma sensu...ktoś mi bliski dziwnie sie zachowuje, dzieją sie wokół mnie dziwne rzeczy..."
"Oj no to masz problem kochana ale nie przejmuj się"
Po prostu bierz mniej narkotyków, to czasami pomaga.

"Dzięki...chociaż ty mnie rozumiesz"
"Zawsze dousług"
"Muszę już iść umówiłam sie z koleżanką na zakupy jeszcze pogadamy papatki"
OMG, nikt mnie nie kocha, moje życie jest do dupy, czas na zakupy!

 "Cieszę się pa"
Delfina wyszła przed dom, gdzie czekała uśmiechnięta Mirabella.
Machała swoim owłosionym ogonkiem i drapała się nogą za uchem.

- Hejka, to idziemy?
- Idziemy - zgodziła się Delfina. Poszły do sklepu, który znajdował się średnio daleko od ich domu.
Średnio daleko. Wprzeciwieństwie do spożywczaka, który był mało daleko oraz sklepu meblowego, który był dużo daleko.

 było to nowoczesne centrum handlowe z mnóstwem wind i innych bajerów.
Windy wyznacznikiem renomy centrum handlowego.

- Delfi co ci jest? - zapytała zatroskana Mirabella - jesteś jakaś nieswoja, co ci się stało?
Delfi westchnęła smutno, po czym opowiedziała Mirci całe zajście z Eve Angelique. Mirabella przejęła się, ale nie dało tego po sobie poznać. Weszły na pierwsze piętro gdzie znajdowała się biżuteria. Delfina kupiła sobie śliczne długie i czerwone kolczyki z kwiatkami, a Mirabella żółto czarna opaskę na nadgarstek i jeszcze na palec. Oprócz tego kupiły sobie po pierścionku, ten Delfiny był niebieski i turkusowy ze złotem, a Mirabelli srebrny z szafirkami pod kolor oczu. Delfina kupiła jeszcze czarne wąskie dżinsy a Mirabella tiulową zieloną spódnicę w kwiatki, czerwoną bluzeczkę i zielona bluzę. Złotowłosej po przejściu przez sklep spodobała sie też czerwona wąska bluzeczka z niewielkim dekoltem, która miała cieniutkie ramiączka, wiec dorzuciła ja do listy zakupów.
Jak to jest ,że Ałtoreczki z nieprawdopodobną szczegółowością opisują detale strojów, a jeśli chodzi o opisy miejsc, to serwują nam coś w typie „mnóstwo wind i innych bajerów”?
Bo mogą! BTW, jak to jest, że rodzice jej nienawidzą, ale mimo wszystko może sobie pozwolić na zakupową orgię?

Zastanawiałam się też nad minisukienką z ramiączkami z jakichś kamieni ale nie mogłam się zdecydować. ubrałam ja i zapytałam: - No i jak?
- No ślicznie - powiedziała ekspedientką - pasuje do pani włosów.
Kto zrobił z ekspedientki kukłę? Czy to aby nie Nagini? Ona miała takie ciągotki.

 No wiec ją tez kupiłam. Mirabella namówiła mnie jeszcze na złocisty łańcuszek z serduszkiem. Potem przeszłyśmy do działu pantofelków. Mirci wybrała sobie śliczne i zieloniutkie ze szpickami i na obcasie, a ja jak zwykle nie mogłam sie zdecydować. W końcu wzięłam butki bardzo podobne do tych jej zieloniutkich, tylko że nie były zieloniutkie tylko niebieskie i ze ślicznym czupem.
…CZUP.
No brak mi słuf.
Może chodziło o CZOP?

- No a teraz - powiedziała uśmiechnięta Mirci - najważniejsze, musimy wybrać sobie sukienki na bal!
- Jaki bal - zdziwiła sie Delfina.
- Jak to, nie wiesz? za miesiąc w naszej szkole jest bal, musimy mieć kreacje!
Też zauważyliście, że Mirabella nagle wypada z jakimś tekstem pt. „jest impreza/bal/ zakupowa orgia” bez żadnego kontekstu. Na zasadzie, siedzą w tym centrum handlowym od prawdopodobnie ośmiu godzin a tu nagle przypomina sobie, że za miesiąc jest super wypasiony bal.

- No nie wiem...pewnie i tak nie będę miała z kim pójść...
Czy ktokolwiek jeszcze w to wierzy?

- No co ty! - Mirci była wstrząśniętą. - Na pewno będziesz miała mnóstwo chętnych, a teraz choć, idziemy!
Poprzeglądały mnóstwo ubrań, kreacje, wzory, kroje, ubrania im się mieszały kiedy zobaczyła dwie idealne sukienki dla siebie. Szybko pobiegły w tamtą stronę dochodząc do sklepu i weszły do niego.
- Och spójrz! - zawołała Mirci - Ta prosta kremowa z wycięciem na udzie i koronką będzie w sam raz dla ciebie! Załóż jeszcze czarne podkolanówki - zażartowała.
No ja myślę, że zażartowała, bo takie połączenie musiałoby wyglądać wprost fantastycznie.

-Faktycznie, piękna! Muszę ją przymierzyć! - Porwała sukienkę do przymierzalni. Po chwili wyszła z ubraniem na sobie.
- I jak? - zapytałam niepewnie obkręcając się przez lewe ramię do okoła.
Skoro do Okoła, to akcja jednak dzieje się w Polsce, a w dodatku w średniowieczu.

 -Och, cudownie! Tak, zdecydowanie powinnaś ją kupić!
Delfi radośnie odwróciła się do tyłu chcąc wejść z powrotem do środka i przebrać się, kiedy koronka zaczepiła o wystający gwuźdź i rozerwała się.
-Och, Mirci! Przecież miałam mieć 7 lat nieszczęść! I faktycznie... co ja teraz zrobię... - łkałam.
-Przecież to się poprawi, moja mam jest krawcową, nie kupuj tej sukienki tylko z powodu jakiejś głupiej koronki.
Ke? Ona ma na myśli to, że jej matka wtarabani się do sklepu z maszyną do szycia i naprawi sukienkę?

-Co ja bym bez ciebie zrobiła...
Mirci kupiła sobie granatową sukienkę ozdobionej mnóstwem cekinów i bufiastymi rękawami. Miała wycięcie na plecach i sięgało kolan.
Wycięcie na plecach sięgało kolan. Mam nadzieję, że Mircia chociaż założy majtki.
One idą na bal w liceum czy na imprezę sado-maso? Czy ktoś wspominał, że sukienki były zrobione z lateksu?

Była zachwycona.
Co kto lubi. Chłopcy też pewnie będą zachwyceni.

-Chodźmy do domu, zakupy się udały - powiedziałam. Poszłyśmy do schodów, weszłyśmy i nagle rozległ się trzask, a schody stanęły w miejscu. Po chwili rozległ sie jeszcze większy trzask i na dziewczyny poleciały okruchy tynku. Po czym ujrzały lecący na nie żyrandol.
Żyrandol. W centrum handlowym. Pewnie jeszcze ze świecami.
TAAA-TATATATATAAAAA-TATA!

  -Uciekajmy! - pisnęła Mirci i rzuciła się do biegu. Delfi jednak wpatrywała się weń jak zahipnotyzowana. Nagle poczuła mocne szarpnięcie w talii i znalazła się na dole. Spojrzała w górę i ujrzała brązowookiego Gasparda.
Bo gdy ktoś ratuje cię przed zmiażdżeniem przez żyrandol, pierwsze na co zwracasz uwagę, to kolor oczu wybawcy.
Brązowooki Gaspard znacząco różnił się od wersji podstawowej.

- O..hej, co ty tu robisz? - spytała Delfi. - nie...znaczy...to głupie... - plątała się.
W końcu się w czymś zgadzamy.

 - Dziękuję - wyszeptała - uratowałeś mi życie. Gaspard uśmiechnął sie tajemniczo. –
 Wiesz ze dla ciebie zrobiłbym wszystko - powiedział poważnie.
Nagle przez tłum przepchnął sie zdenerwowany Cedric.
Cedrik nie mógł znaleźć miejsca parkingowego, na którym zmieściłoby się jego Volvo.

- Delfi, co ty z nim robisz? - spytał wyraźnie zirytowany.
- Bo co? - spytał wyzywająco Gaspard.
- chyba sam wiesz najlepiej zripostował Cedric. - Chyba powinieneś już iść.
- taaak? - zdziwił sie Gaspard.
- Tak - odparł Cedric.
Oni chyba brali wspólne korepetycje u wujka Staszka.

Delfina patrzyła na to nierozumiejącym wzrokiem.
- Chłopcy, no co wy... - zaczęła.
- Nie wtrącaj sie - warknął Gaspard i pchnął Cedricka na na wieszak z damskimi ubraniami, wydawało sie, że chłopak się przewróci, ale nie, jakimś cudem sie to nie stało.
IMPOSSIBRU!

 Delfina wybuchnęła płaczem i uciekła, nie chciała na to patrzeć.
 - Delfi! - usłyszała za sobą czyjeś wołanie, ale nie zareagowała, biegła i biegła, aż dobiegła do domu, podczas drogi miała wrażenie że ktoś ja obserwuje. Zapłakana przeszła obok wściekłego ojca, rzuciła sie do swojego pokoju i włączyła czat. ... już tam był.
Jezus?



5 komentarzy:

  1. przednia analiza, a Delfinka głupia jak but :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja... ja... dziękuję. Tak bardzo czuję się dowartościowany istnieniem takiej twórczości... dziękuję, że ujawniłyście mi i tę pieczarę w internetach.

    OdpowiedzUsuń
  4. pięęęęęęęękne <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie wiem, co powiedzieć. Zatkało mnie.
    Jesteście niesamowite, naprawdę. Chciałabym mieć takie poczucie humoru, jak Wy :)
    Co do cytatu, to czyżby był on ze Shreka? ;)
    Lecę czytać kolejne analizy, chociaż nie wiem, czy coś przebije 50 shades, bo tamto było mistrzostwem xD
    Pozdrawiam,
    Fioletoowa

    OdpowiedzUsuń