niedziela, 28 października 2012

O delfinie, co porwał się z toporem na Słońce

Witajcie!
Zbyt długie przebywanie w cieniu Kuśki Pana Greya nikomu nie wychodzi na zdrowie, dlatego też w tym tygodniu zabrałyśmy się za poczciwe, rozkosznie kanoniczne opko. Szykujcie się na wzruszającą historię o Dziewczęciu, Które Pozwala Słońcu Świecić  — a którego największym dramatem życiowym było to, że nie urodziła się jako delfin. Oprócz tego poznacie jej siostrę syjamską, która czasami się odczepia i wystaje przed domem, kasztanowłosego szatyna z rozszerzającymi się oczami, człowieka z platyny oraz Damiana Aleksandra objętego programem ochrony świadków. Do tego wszyscy grożą bohaterce toporami, nie czytają Sienkiewicza na lekcji polskiego w amerykańskiej szkole, a nad tym wszystkim unosi się Putin w pełni i duch Wielkiej Matki Mejerówny.
Miłej lektury!



22 maja 2010

Hej :) witajcie na moim blogu :) Mam nadzieje, że sie spodoba... Liczę na sporo komentarzy...żeby wiedzieć co się podoba i czy jest sens to prowadzić...
Uwielbiam jak już w pierwszym zdaniu AŁtoreczka jasno daje do wiadomości, że nie przyjmuje żadnej konstruktywnej krytyki. Tekst „żeby wiedzieć co się podoba” mówi sam za siebie.

Moje imię jest nieistotne.
— Śliczne imię.
(Kolor magii)

Mówcie mi: Rosalie, Rosi.
Zdrabnianie imion - you’re doing it wrong.

Będzie to opowieść o wielkiej miłości...pożadaniu...intrydze.... zresztą sami zobaczycie :P
Coś ktoś kiedyś powiedział o ludziach używających nadmiernej ilości wielokropków w zdaniach, czy nie był to przypadkiem Terry Pratchett?
Owszem, on, co prawda mówił o wykrzyknikach i pytajnikach, ale takowych też w blogaskach przecież nie brakuje: Osoby używające więcej niż 3 wykrzykników lub pytajników to osoby z zaburzeniami własnej osobowości.

Delfina Logan spojrzała za okno. Świeciło słońce. Raz na jakiś czas może - pomyślała,
Wielka Delfina obdarzyła świat swoją niezmierzoną łaską, pozwalając słońcu świecić. Och jakaś ty dobra...
Wstrzymała słońce, ruszyła ziemię, blogaskowe ją wydało plemię.

 po czym usłyszała donośne wołanie matki.
- Deeelfiiinaaa!
Delfina wesctchęła.
Nikt nie był pewien co zrobiła Delfina, ale nie zapowiadało to niczego dobrego.
Trochę jakby westchnęła i kichnęła jednocześnie.

 zastanawiała się, po co matką ja woła, przecież i tak sie nią nie interesuje,
Czy to się aby trochę nie wyklucza? To znaczy jeżeli Cię woła, to chyba jednak coś jest na rzeczy. Jak to wspaniale zacząć opowiadanie od angstu na rodzinie, aż dziw bierze, że AŁtorka nie pozbyła się jeszcze rodziców.

 cała uwagę przerzucając na młodszego brata Marca (jestem jednak prawie całkowiecie pewna, że to jednak MarK, chociaż kto tam wie, to w końcu blogasek) lub na swojej ukochane zwierzęta. Miała przeczucie że jest w tej rodzinie przykrym obowiązkiem.
Matki mają to do siebie, że tak myślą...

 Obowiązkiem, który spadł na głowę rodzicom, yyy tym ludziom, jak mawiała o nich w chwilach złości.
Zastanawiający przypadek, wyobrażacie sobie jak musiały wyglądać ich kłótnie?
Ojciec: Masz w tej chwili przestać, młoda damo!
Delfina: Mam was dosyć... wy ludzie!!!
Dlatego ludzie powinni się zabezpieczać…

-     Choćże [ARGH!] wreszcie! - matka znowu się wydarła. No tak, ani ona, ani ojciec, ciągle zajęci pracą nie mieli dla niej czasu. Albo zajmowali się zupełnie kimś innym. Po co k*** tu jestem - westchnęła i zeszła na dół.
Jesteś tu po to, po co są w opkach wszystkie Mary Sue, aby być zajebistą i angstować na wszystko poza truloffem, ale do tego jeszcze dojdziemy.
Jeszcze może ocali świat, ale to zależy od wolnej soboty.

Ojciec Edward ciale pracował [ciale, czyli z uporem cielęcia], nawet teraz przy stole był czymś zajęty, nie wiedziała czym, gdyż ciągle powtarzał, że jego praca jest supertajna, i dlatego z jej ukochanego domu i miejsca dziecinnych zabaw musieli przeprowadzić sie do tego ponurego Dorks, gdzie nie miała przyjaciół.
Zatrzymajmy się przy tym zdaniu, albowiem jest tu kilka ważnych dla tej analizy fragmentów. Do tej pory wydawać by się mogło, iż opko zalatuje dosyć kiepską oryginalnością. Otóż jesteśmy w błędzie, ponieważ ojciec głównej bohaterki ani chybi a ma na imię Edward, a miasteczko, do którego się przeprowadzili brzmi zaskakująco podobnie do nazwy małej miejscowości położonej gdzieś na zadupiu stanu Waszyngton. Łapiecie te drobne detale, które AŁtoreczka tu zakamuflowała, żebyście mogli domyślić się o co biega?

Myślała żeby go poprosić nad zmianą zdania ale wiedziała że ojciec ją ignoruje i na nic sie to nie przyda.
Bo jest głupi i ma pchły, tak, wiemy jak Ci trudno w życiu.

Matka Stephania (pewnie jeszcze Mejerówna) odnosiła się do niej z zimną obojętnością gdyż była badaczka delfinów.
Związek przyczynowo-skutkowy — you’re doing it wrong.
Analizujemy opka, więc lubimy sałatkę ziemniaczaną.

uważała ze matka ja skrzywdziła, nie mogła zrozumieć jej pasji a najbardziej TEGO, że mogła tak skrzywdzić swoje pierworodne dziecko nadając jej takie imię, moze myślała że dizzęki temu będzie jak to co kochała najbardziej na świecie, ale myliła się.
Ja wiem, że bohaterka, jak i Ałtoreczka nie mają więcej niż 13 lat, ale mówienie, że się nie rozumie czyjejś pasji (szczególnie kiedy są to delfiny) to czysta głupota. Skarbie, do Twojej wiadomości, pasja to coś czego nie trzeba rozumieć, możesz ją najwyżej tolerować.
Mam podejrzenia, że AŁtoreczka czytała książkę Jacqueline Wilson Malowana mama. Sama czytałam ją dość dawno, ale pamiętam, że główna bohaterka miała na imię Delfina, co również miała za  złe swojej matce. Co prawda tamtejsza rodzicielka nie interesowała się delfinami, a tatuażami, ale… You know.

Najwyraźniej nie spełniała oczekiwań matki i nie wiaziała (co robiła? Wiedziała, że się wozi?) dlaczego, była przecież ładna, miała same piatki i chetnie opiekowała sie bratem,
Ale przede wszystkim była ładna! I jak jej tu nie kochać? Dziewczynko, spójrz na siebie, nic Ci się w życiu nie podoba, to co myślisz, że rodzic Cię będą głaskać po główce i mówić jaka jesteś wspaniała?
Lecz to wszystko nadaremno, bo i tak nie miała płetw. Zawsze jednam może się zainspirować panem Broflovskim: http://www.southparkstudios.com/clips/154798/transpecies

 ale jeszcze chętniej psem.
First things first. Ja nie dziwie się, że rodzice tak na nią reagują. Dziwie się, że jeszcze nie wywalili jej z domu.
<Toldie ma świadomość, że nie jest materiałem na matkę>

 Czasami odnosiła wrażenie, że Blaki był/a jedyną istotą w tym domu,
Blaki był/a? Ona nie wie jakiej płci jest jej pies czy to on się jeszcze nie określił?
Czasem obwąchiwał suczki w rui, a czasem rodził szczenięta.

 która poświęcała jej więcej uwagi, i która ją nawet lubiła.
Jestem w szoku, a niby psy to takie inteligentne stworzenia.

Delfina zareogowała w końcu na krzyk matki. Wstała i poszła do łazienki po czym zrobiła sobie lekki makijaż.
Najlepsza reakcja na krzyk matki.
Letki makijaż, jest.

 Rzęsy pociągnęła wodootoporna maszkarą,
Nałożyła na rzęsy maszkarę, która miała bronić ją przed toporami.
To ma sens. Nam się wydaje, że ignoruje wrzaski matki, a ona się po prostu zbroi, zanim zejdzie na dół.

 następnie wyszła z łazienki i wróciła do pokoju. Zastanawiała sie w co ubrać, w koncu wybrała czarne spodnie rurki i czerwoną bluzkę z niewielkim dekoltem.
Spodnie rurki plus bluzka z dekoltem, są!

 Była już gotowa, wiec wyszła z pokoju i zeszła na dół, gdzie rodzina właśnie jadła śniadanie. Matka spojrzała na nią obojętnie, ignorując ją.
Kochana zdecyduj się, albo ją ignoruje, albo patrzy na nią.
Może matka ma jakieś nadprogramowe oczy na czułkach, z których obraz ignoruje.

- Czego chcieliście? - zapytała ze łzami w oczach widząc spojrzenie matki.
- Delfino - matka zaczęła chłodno - bułki się skończył, idź kup. Pieniądze leżą w kuchni.
- Przecież wczoraj kupiłaś...
-     Ale się skończył!
Co się skończył? Sens?
Co to jest bułki? Jakaś tradycyjna białoruska potrawa?

- Dobra już dobra - mruknęła po czym poszłam do sklepu.
Delfina wydszła z domu. Przechodząc spojrzała na samochód, prawo jazdy zdała za pierwszym jazdem,
A Wy, zdaliście za pierwszym jazdem?

ale ojciec oczywiście nie pozwalał jej brać swojego wozu, wiec musiała iść na piechotę.
O biedna istoto, nawet do sklepu po bułki każą Ci iść na piechotę? Jak ty to znosisz?

 Powłócząc nogami szybko doszła do skelpu.
Szybkie powłóczenie nogami, fcuk yeah.
Właśnie sobie to wyobraziłam, Michael Jackson byłby zachwycony. Matka Mejerówna pewnie nie, bo musiałaby kupić nowe buty, skoro zdarłyby się stare.
I co to jest skelp? Sklep ze skalpami?

 Zrobiła umiejętnie zakupy
Jakich skille trzeba mieć, by umiejętnie zrobić zakupy? Mieć rentgen w oczach, który wychwytuje w żywności konserwanty? Umiejętność wyznaczania daty ważności poprzez węch? Czy może ładowanie wszystkiego do koszyka z gracją baletnicy?

przy czym upadł jej portfel. Bała sie ze ktoś go ukradnie, ale okazało sie ze podnosi go nieznajoma dziewczyna o ciemnych włosach i pomarańczowej sukience.
Też upuszczając coś w sklepie baliście się, że zaraz ktoś na niego skoczy, próbując go ukraść? Nie wiem w jakiej dzielnicy ona mieszka, ale na Tarchominie takich rzeczy nie mamy.

- Dziękuję - powiedziała, - jak masz na imię?
-     Mirabella a ty? - spytała ta z uśmiechem Delfina poczuła ze sie zarumieniła - Delfina powiedziała cichym szepctem.
Nie wiem czy dobrze zrozumiałam, że najpierw Delfina przedstawiła się jako Mirabella, a później powiedziała, że się zarumieniła?

- Ojej jak ładnie- zdizwiła sie Mirabella, - a gdzie mieszkasz?
- A tu niedaleko, w tym nowym domu - powiedziała Delfina.
Mirabella zdziwła sie bardzo. - Naprawdę? bo ja mieszkam zaraz obok. Ty chyba jesteś tu nowa? - zauważyła.
Ona mieszka zaraz obok tego nowego domu. To jest albo zabytkowa dzielnica, albo slumsy, bo jakbym u mnie powiedziała, że mieszkam w nowym bloku, to mielibyśmy do wyboru jakieś sześć budynków.

- Tak - powiedziała delfina.
-Może wrócimy razem do domu?
-Jasne, czemu nie?
Po drodze okazało się, że dziewczyny chodzą do tej samej szkoły. Nawet do tej samej klasy.
Właściwie to okazało się, że są siostrami syjamskimi połączonymi plecami i nie wiedziały o swoim istnieniu tylko z tego prostego powodu, że nigdy nie patrzą za siebie.
Tak bardzo wciągnął mnie wir wydarzeń w tym opku, że nie da rady, trzeba coś wymyślić.

 Stwierdził, że będą siedzieć razem, w tej samej ławce.
-Do jakiej klasy trafiłaś? - zapytała Delfiny.
Po co się pytasz, skoro jesteście w tej samej klasie?
Nie dość, że siostry syjamskie, to z defektem pamięci krótkotrwałej. Może o swoim istnieniu dowiadują się codziennie.
— Ojej, ktoś ty?
— Ojej! Mogę zapytać cię o to samo! Dlaczego wyrastasz mi z pleców?
— Nie wiem. To niesamowite, nie? Zostańmy siostrami-przyjaciółkami!
Kolejny dzień:
— Ojej, ktoś ty?
— Ojej! Mogę zapytać cię o to samo! Dlaczego wyrastasz mi z pleców?
— Nie wiem. To niesamowite, nie? Zostańmy siostrami-przyjaciółkami!
I tak dalej…

-Do Jones.
-Oj! To straszna piła, nie będzie lekko...
-Aż tak źle?
-Damy radę, o, mój dom.
-Idziemy razem do szkoły?
-Pewnie! O 7:30 tu?
-Dojutrka ;)
Dojutrka średnik zamknąć nawias.
Tak, ja też zawsze tak mówię Iks Pe.

Delfina otworzyła oczy i spojrzała przez okno. Na dworze było ponuro, dzień zapowiadał sie niemiły "Mój pierwszy dzień w nowej szkole..." - pomyślała... "ciekawe jaki będzie..." Zastanawiała sie co ubrać w tym ważnym dniu, w końcu zdecydowała sie na niebieska sukienkę i zeszła na dół. Ojciec na jej widok uniósł gazetę, ale nic nie powiedział.Jadła bez apetytu śniadanie, pocieszając sie tylko tym, że ma sie zobaczyć z Mirabella. Czuła, ze znają sie od dawna.
Chciałabym omówić troszkę to zdanie, nie wiem czy to tylko ja, ale wydaje mi się, że jest różnica pomiędzy:
— Czuła, że znają się od dawna.
a:
— Czuła jakby znały się od dawna.
Może w końcu udało jej się zapamiętać, że Mirabella jest zaraz za jej plecami. A nawet do nich przyrośnięta.

 Po śniadaniu wyszła przed dom, gdzie czekała przyjaciółka,
Siedziała na trawniku jak labrador bo nikt nie powiedział jej, że może wejść do środka.
Nie chciała utknąć w okienku dla psów.

 i poszły razem do szkoły. Mirabella wesoło przedstawiała jej wszystkich kolegów.
 - To jest Mike - powiedziała wskazując na wysokiego blondyna - a to Jenny - powiedziała, machając dłonią do dziewczyny średniego wzrostu, w krótkiej fryzurze.
-     A to kto? - zapytała Delfina, patrząc na wysokiego kasztanowłosego szatyna
Tak, drodzy czytelnicy, nie mylicie się. Mamy tu do czynienia z kasztanowłosym szatynem! Bo tak na prawdę po co zawracać sobie głowę znaczeniem niektórych słów, prawda?
Jeśli miałabym sobie to wyobrazić, widzę Człowieka-Kasztanowca, któremu z głowy wyrastają liście o brązowawej barwie.

 o ciemnych oczach. Mirabella zdziwiła się.
-     Nie znam go. musi być nowy - powiedziała Mirabella. "Jak ja" - pomyślała Delfina. Mijając
obcego przybysza poczuła dziwny irracjonalny dreszcz. Przystanęła i obejrzała sie za nim.
Tajemniczy, nowy przybysz w szkole, na którego widok główną bohaterkę przechodzi dreszcz. Stefa, musisz totalnie to przeczytać, nie czytałaś niczego podobnego!
Eee, a już myślałam, że Delfina poleci na Mirabellę…

"Nie...to niemożliwe, musiało mi się wydawać" pomysla. Miała wrażenie, że nieznajomy sie na nia patrzy, wiec szybko podążyła za Mirabellą do klasy na lekcję. Pierwsza lekcja, historia, nie była wcale taka straszna, Delfina znała odpowiedź na wszystkie podchwytliwe pytania nauczyciela.
Oczywiście, że tak, przecież to Mary Sue, pewnie znała odpowiedzi jeszcze zanim nauczyciel je wymyślił.
Co to są dowody specjalne niepewności?
Czym wyróżnia się żywot świętej Liutbergi na tle innych hagiografii okresu karolińskiego?
Co to jest Volumina Constitutionum?
Mary Sue na pewno to wie!

Następny miał być polski,
Tak, polski w najbardziej amerykańskim mieście o jakim słyszałam (no może nie, ale myślę, że już wszyscy odnieśli wrażenie, że akcja raczej nie toczy się we wsi pod Krakowem).

 a prowadził ją Damiano Alejandro.
Damiano Alejandro z pewnością nie miał nic wspólnego z niejakim Damianem Aleksandrem, polskim aktorem musicalowym znanym ze swoich ról min. w „Kotach” i „Upiorze w Operze”?



Chciałam, żebyście mieli ten mentalny obraz, kiedy będziecie to czytać.
Czy ja właśnie przeczytałam, że w amerykańskiej szkole polskiego uczy polski wokalista, który w ramach ochrony świadków przedstawił się jako Hiszpan? <eksplozja mózgu w rytm Lady Gagi i "Memory" z Kotów >

 Delfina postanowiła to opisać w swoim ukochanym pamiętniku :)
AŁtorka przez to chciała powiedzieć, że zmieniamy narrację na pierwszoosobową, przynajmniej do pewnego momentu, bo AŁtoreczka zapomina zaznaczyć, że kończy się fragment pamiętnika.

- Witam wsystkich. Na tej lekcji poznawać dogłębnie i zawile oraz oralnie będziemy język polski - wskazawszy na godło Polski to powiedział.
-     Czy ktokolwiek, cokolwiek umie? Nie? - uśmiechnął się nieco złoślwie - tak myślałem. Wiesz
kim był Mickiewicz? - złośliwie zapytał jakąś dziewczyną z oczami jak 5zł.
Pamiętnik amerykańskiej dziewczyny z niesamowitą wiedzą na temat waluty krajów europejskich.

-Nie? A to pech. -Słowacki?! - zwrócił się do krótko ostrzyżonego bruneta.v
-     Sienkiewcz?! - zapytał mnie. Nie wiedziała, bo skąd?
„Ja nie wiedziała, bo skąd ja miała wiedzieć?”
Kiedy narracja idzie się pieprzyć...

 Przecież nie czytała takich rzeczy, to głupie i nudne - zawsze tak twierdziłam.
Skoro nie wie, kim był Sienkiewicz, to dlaczego już uważa, że to głupie i nudne? Gimbusowa prekognicja?

Ale przyznać musiałam, że nauczyciel był dość przystojny. Jak na starego 40letniego faceta.
Aż 40? On nie jest stary, tylko przedpotopowy! Tak na prawdę, w momencie pisania opka, Damian Aleksander miał 34 lata.
 — Bo po przekroczeniu czterdziestki każdy facet zaczyna murszeć i przypominać próchno — powiedział sarkastycznie Johnny Depp.

 Szkoda, że taki ostry.
Oj ostry, nawet pytania zadawał, żyleta jedna!

 Pytał, opowiadał i wprowadzał w temat do końca lekcji, a potem zadzwonił dzwonek, po czym wyszłam na przerwę zupełnie otumaniona. Ktoś mnie potrącił.
-     Ej! Uważaj jak chodzisz! - powiedziałam do wysokiego szatyna o kasztanowych włosach. Nie widziałam takiego nigdy wcześniej. Te oczy. Rzęsy. Nos.
Rzeczywiście, niezły okaz.    
Można dobrze sprzedać na bazarze.

 Twarz o idealnych rysach. Elektryzujące spojrzenie, falujące włosy.
Brak orzeczenia.
A wyglądał jak młody Einstein:


-Przepraszam - cicho mruknął. Nic ci się nie stało?
-Nic, odwal się. - poszłam szukać Mirabelli.
Słodka jest, co nie? Ciekawe dlaczego nikt jej nie lubi...

 Już do końca dnia czułam na sobie spojrzenie tego chłopaka. Coś z nim było nie tak, dowiem się co! Kiedy wróciłam do domu zorientowałam się, że przecież to jego widziałam wcześniej na korytarzu.
Długo jej to zajęło, no ale jak się ktoś zachwyca cały czas oczami i rzęsami, to rzeczywiście może umknąć taki szczegół.

 No tak...jak mogłam nie poznać tych oczu? A jednak było w nich cos zastanawiającego. Nie zdawałam sobie sprawy, co, ale musze to odkryć.... Delfina odłożyła pamiętnik i zbiegła jak na skrzydłach na dół. 
Aha, czyli wracamy do szarej rzeczywistości trzecioosobowej narracji. Tak jakby...

 Ojciec spojrzał na nia ponuro. - Zrób cos ze sobą - mruknął. Delfina spojrzała na niego nierozumiejacym wzrokiem. - No, ogarnij sie i daj mi święty spokój - uściślij ojciec.
Dokładnie, a nie mu dupę zawracasz cały czas. Stoisz tak i stoisz aż się człowiek nie może skupić przez to. Zauważyliście, że jej ojciec, który miał być tak strasznie zajęty ważnymi sprawami, cały czas siedzi tylko i czyta gazetę?
Chyba ma też schizofrenię, bo beszta córkę za zakłócanie spokoju, zanim w ogóle się do niego odezwała.

 zaszkliły sie w jej oczach łzy i wybiegła na dwór, łkając i rozmazując je po twarzy. Na szczęście maskara była wodoodporna i nic sie nie stało.
O dzięki Boru, już się bałam...

 "Wyglądałabym okropnie" uświadomiła sobie Delfina. Westchnęła. Wiedziała, że nie może teraz wrócić do domu.
Bo co, „daj mi święty spokój” to w języku delfinów „wydziedziczam cię, nigdy więcej nie chcę cię widzieć w moim domu?”
Ale przecież zrobiła już pierwszy krok ku temu, by być prawdziwym delfinem, kupiła wodoodporną maskarę! Zamiast toporoodpornej maszkary.

 Postanowiła przejść sie po pobliskim lesie, jeszcze tam nie była.
Nie ma to jak zawsze mieć las w okolicy.

Spacerowała, kompletując naturę,
Jak kompletuje się naturę? Chodzi po lesie i mówi:
-O jaki ładny listek, jeszcze takiego nie miałam?
A może chodziło o komplementowanie natury:
-Oj klonie, ładnie dzisiaj wyglądasz, zrobiłeś coś z liśćmi, że tak się układają?

 usłyszała nagle jakiś szelest.
To na stówę jeż jak byk od Przyczajonej.

 Przestraszyła się, bowiem zorientowała sie, że jest juz daleko od miejsca, które z konieczności musi nazywać domem, po czym odwróciła się. Za nią stał przystojny niebieskooki blondyn o platynowych włosach
Zaraz po kasztanowłosym szatynie jest to mój drugi ulubiony tekst tego opka.

 i patrzył na nia z zagadkowym uśmiechem.
-     Ojej - powiedziała, odetchnąwszy z ulgą. - Przestraszyłeś mnie.
Ojej, już się wystraszyłam, a tu tylko całkowicie obcy facet w środku lasu. Rzeczywiście, nie ma się co martwić.
 — A czego mam się bać — powiedział Czerwony Kapturek — pieniędzy nie mam, a seks lubię…

Obcy przybysz milczał.
- Jak...jak masz na imię? - zapytała.
-     Cedrik - wyszeptał głośno.
Oczywiście, że tak.
Zaczął się zastanawiać, czy to kolejna przeszkoda w ostatnim zadaniu Turnieju Trójmagicznego. No i skoro umie szeptać głośno, to musi być czarodziejem.

-O, miło cię poznać. Ja jestem Delfina. - przerwał jej.
Cedric czy Delfina, cały czas nie był pewien jak się przedstawić, więc na wszelki wypadek zawsze używał dwóch imion.

-Wiem, jesteś nowa w szkole.
-A, tak, tak. Niedawno się przeprowadziłam.
Słońce zbliżało się q zachodowi.
Ja zbliżam się q qrwicy.

 Ostatnie, zabłąkane promyki przemykały przez leśny gąszcz i igrały na włosach chłopaka w kolorze platyny,
Chłopak w kolorze platyny. Może to Silver Surfer?


Tego jeszcze lepiej się opchnie na bazarze.

 które nadawały im specyficznego charakteru.
-Robi się późno, może cię odprowadzę? - zapytał.
-Nie, daj spokój, nie trzeba - odpowiedziałam. Ledwo go znałam, jak może mnie do domu odprowadzać, jest przystojny i te stalowe oczy! ale bez przesady.
Pewnie, żeby odprowadzić ją do domu musiałby być o wiele bardziej przystojny i tajemniczy!

 - pomyślałam, odwróciłam się i pobiegłam do "domu".
Cedrik stał i z zagadkowym uśmiechem w jasnych, stalowoszarych oczach wpatrywał się w niknącą sylwetkę.
Przysięgłabym, że kilka linijek wcześniej jego oczy były jeszcze błękitne. Albo facet szybko zmienił soczewki, albo nasza bohaterka ma problemy.
Ale pamiętasz, co się działo z oczami starego dobrego Christiana G. Kiedy zmieniały kolor, wtedy miał ochotę na seks. Albo zaczynał mówić o serze.

Delfina szybkim biegiem wróciła domu. Po drodze w sąsiedztwie natknęła się na Mirabellę.
Czytając to, mam nieodparte wrażenie, że postaci poboczne nie robią nic, tylko czekają na bohaterkę w losowo wybranych miejscach w nadziei, że ją tam zastaną.

- Hej, gdzie tak biegniesz - zapytała ta.
- Yyy do domu - powiedziała Delfina.
-     No nie tak szybko - powiedziała Mirabella. - Dzisiaj wieczorem jest party u Jenn, musisz koniecznie się wybrać.
Właśnie wyszłam na ulicę, żeby ci to powiedzieć, bo obcy jest mi koncept telefonu, nie mówiąc już o wizycie w czyimś domu...
Poprzednio też czekała przed domem. Albo jest psem, albo wampirem. Klasycznym, żeby nie było.

- No nie wiem- Delfina nie wiedziała co powiedzieć. 
-     JA się wybieram - powiedziała Mirabella. - I ty też powinnaś, w końcu jesteś nowa, wszyscy będą chcieli cię poznać, jeśli nie, to stracisz szansę na poznanie najlepszych ludzi.
Lekcja nr 1. Kiedy jesteś nowa, jedyną szansę na poznanie ludzi masz na najbliższej imprezie. Później już nikt nigdy się do ciebie nie odezwie.

Delfina wciąż się wachała, [argh] [a może wąchała?] kiedy Mirabella wspomniała mimohodem [unf]
- No i OCZYWIŚCIE będzie tam Valdimir.
Delfinie zabiło serce
-     Taaak a kto to? - zapytała źle ukrywając zainteresowanie.
Zabiło jej serce, a Vladimir mógł być ciotecznym stryjem Mirabelli, który przychodził na imprezy, żeby pokazywać dzieciom sztuczki z balonami i opowiadać o czasach wojny w Wietnamie.

- No jak to ten nowy - powiedziała Mirabella.
- Aha - odpowiedziała delfina. - No ale wiesz, gdzie to będzie?
- No u Jenn - powiedziała Mirabella, wiesz, gdzie ona mieszka, c'nie?
-     No wiem - powiedziała Delfina - ale to daleko.
Nie wiem, ale to daleko. Plączesz się w zeznaniach, mała.
Może to jej pierwsze kroki z echolokacją. Jeszcze nie wie, ale to daleko. Mówię wam, jeszcze będzie z niej wspaniały delfin.

- Jak ja się tam dostanę? - zastanowiła sie.
-     Wiesz, zabrałabym się ze sobą, ale obiecałam takiemu jednemu Tomowi że pojedziemy razem, nie mogę go zawieść. 
No wiesz, co prawda w samochodzie mam jeszcze dwa siedzenia, ale niewykluczone, że zatrzymamy się na jakiś szybki numerek gdzieś po drodze.
Toldie przyzwyczajona charakterem poprzednich analiz miała zbyt wygórowane wymagania, jeżeli chodzi o rozwój akcji.

- Och - powiedziała Delfina. - No to trudno. Do wieczoru.
WIECZORA, kuźwa. Dopełniacz: kogo, czego — wieczora. Jak widać nie raz i nie dwa, nie tylko Delfina ma problem z polskim. Ale tę można usprawiedliwić, bo jest Amerykanką.

Wróciła do domu i zaczęła zastanawiać sie co ma zrobić. Tajemniczy obcy ją intrygował i chciała sie znowu z nim zobaczyć. Postanowiła zabrać samochód ojca,. Przecież na pewno i tak się nie dowie. Ubrała sie w swoją niebieściutka sukienkę, w której wyglądała najlepiej, zeszła na podwórze, otworzyła drzwi, wsiadła do samochodu i odjechała.
Nikt się nie dowie, że w środku dnia podpierdzieliłaś ojcu samochód sprzed domu.

Z pamiętnika Delfiny
Yaaaay!

Przyjechała na miejsce wysiadwszy z samochodu poszła do drzwi, nacisnęła klamkę i weszła do środka.
Kto? Bo jeżeli to jest fragment z pamiętnika Delfiny to coś mi tu nie gra i z pewnością nie jest to żenująca budowa tego zdania.

 Impreza trwała na całego, pary gibały się na środku pokoju, kilka par opcałowywało się po kontach,
Nie wiem co to opcałowywanie, ale nie jestem pewna czy jest to legalne na imprezie dla nieletnich.

 w powietrzu unosił się papierosowy dym, który mnie dusił. Niezbyt mi się to podobało, ale cóż... Vladimir tu jest.
To nie jest najszczęśliwsze stwierdzenie... (Toldie znowu przypominają się te nieszczęsne analizy 50 shades)

 Rozejrzawszy się po parkiecie i nie dostrzegwszy go, poszłam wgłąb pomieszczenia.
Spojrzała na parkiet a on zniknął. Ta młodzież, nawet klepki rozbierze, zero poszanowania dla czyjejś własności.

 Spotkała kilka znajomych osób, chłopaki entuzjastycznie reagowali na jej widok, dziewczyny za to obrzucały ją niechętnymi spojrzeniami. Ktoś klepnął mnie w tyłek, wcisnął butelkę piwa w dłoń i porwał do tańca.
Jeszcze raz, ile ona ma lat?
Chyba nie było to wspomniane, ale zapewne szesnaście. Vladimir ma siedemnaście… od dłuższego czasu.

 Po 1h i siedmiu minutach popisów na parkiecie wyszłam do sąsiedniego pomieszczenia i trafiłam na balkon.
Wychodzisz do sąsiedniego pomieszczenia, a tu balkon.

 Na niebie świecił ksieżyc i gwiazdy, las szumiał ciszo szzzzz, sssssszzzzz,
Kochana, co oni ci dodali do tego piwa.
Pewnie kazali jej się opcałowywać!

 panował romantyczny nastrój.
Las robiący szzzzzzz sssszzzzz rzeczywiście jest super romantyczny.

 Zeszłam do ogrodu i usiadłam na ławce chcąc odpocząć. Rozejrzała się wokuł.
O w mordę.
Rozejrzała się, a tu Wokulski zza krzaka wyskoczył. — Mów mi Wokuł — powiedział.

 Jakiś cień mignął pod ścianą domu, po chwili oświetlił go księżyc, Vladimir.
Vladimir był pewnie w pełni skoro tak mocno świecił.
Niektórzy traktują Putina jak świętego, ale to już drobna przesada…

Nie wiedziałam, czy do niego podejsć, czy nie, ale czułam ze coś mnie do niego przyciąga.
Spokojnie, to tylko Imperatyw Blogaskowy.

Nieśmiało ruszyłam w jego stronę. Przyglądał mi sie z tajemniczym uśmiechem.
 - hej - powiedział.
- Hej - odpowiedziałam. - Co tu robisz? To znaczy... jak się nazywasz?
Co ja mówię, skarciłam się. Przecież wiedziałam, jak sie nazywa. A właściwie to nie wiedziałam.
Się zdecyduj w końcu. Ale mogłabym przysiąść, że ta twoja przyjaciółka nieprzejawiająca cech osobowych ci to mówiła.

 Ale czułam to. Kto inny mógłby być Vladimirem?
Ktoś ty jest, jak nie Vladimir.

Coś dziwnego mnie z nim łączyło. Nie odpowiedział na moje pytanie, tylko z tajemniczą miną pochylił sie nade mną. Zamarłam. I wtedy przypomniałam sobie o Cedricu. Sama nie wiedziałam co w tym jest, jak to, jednego dnia poznaje dwóch chłopaków i obaj...
 Nie wiedziałam, co sie ze mną dzieje. Nagle przerwał nam krzyk. Rozpoznałam Mirabellę.
– Muszę iść do łazienki. -powiedziałam.
Pewnie, twoja przyjaciółka krzyczy na imprezie pełnej wstawionej młodzieży, co robisz? Idziesz do łazienki.
Kiedy matka na nią wrzeszczała, też poszła do łazienki, żeby uzbroić się w maszkarę. To chyba jakaś rekonstrukcja albo konwent, skoro latają tu z toporami.

- OK - odparł Vladimir.
Poszłam do łazienki i zobaczyłam Mirabellę.
A nie, ona po prostu ma wbudowaną echolokację.
Coraz lepiej jej idzie. Mówiłam?

- Fajnie że jesteś - powiedziała Mirabella.
-     Pomożesz mi przygotować kanapki dla gości?
Czekajcie, to ona wrzeszczała bo potrzebowała pomocy przy kanapkach?
I kto robi kanapki w łazience? Nie ma deski do krojenia, to Mirabella używa sedesowej?

- Jasne - zgodziłam się i poszłyśmy do kuchni.
Zajmowałyśmy się tym co trzeba, kiedy wydawało mi sie, ze w oddali mignęła postać Cedrica. Podskoczyłam i skaleczyłam się nożem. Mirabella nic nie zauważyła. Rana była głęboka, wiec ciekło z niej dużo krwi. Mirabella sie odwróciła.
- Nic ci się nie stało? - spytała.
Nikt jej nie powiedział, że chlustająca krew może być sygnałem, że coś jest nie tak.

-     Och nie - powiedziałam. Nagle zobaczyłam Vladimira. Jego oczy niebezpiecznie się
rozszerzyły.
 Rozciągnęły się na całą szerokość głowy.


Z trudem łapał powietrze, zrobił w moją stronę krok, jakby chciał sie na mnie rzucić, ale
przeszkodził mu w tym Cedric, który nagle pojawił sie nie wiadomo skąd.
Prawdopodobnie z dupy, jak całe to opko.
Et ex dupa, sicut opko, Cedricus veniebat…




7 komentarzy:

  1. Hah, świetna analiza,musiałam się powstrzymywać, żeby nie śmiać się na głos :D Kiedy możemy oczekiwać kolejnej analizy? Będzie kontynuacją tej?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejną analizę plnujemy na niedzielę (staramy się trzymać jednak cotygodniowych publikacji) i prawdopodobnie będzie to druga część tego opka. Chyba, że nagle z otchłani piekielnych (bo z pewnością nie z nieba) spadnie nam jakieś superopko, które zmiecie nas z nóg.

      Usuń
  2. ja się nie powstrzymywałam, cały blok chyba słyszał mój śmiech! :D

    OdpowiedzUsuń


  3. W ogóle wszyscy tam mają jakieś superwyrafinowane imiona, oprócz epizodycznych Toma i Jess (ale to Ameryka, tutaj imię wkracza na zupełnie nowy level). A główną bohaterkę najwyraźniej siła dośrodkowa przyciąga w kierunku łazienki, nieważne, czy własnej. Ogólnie nie nastawiam się na nic bardziej odkrywczego, niż meyerowska seria, może jeszcze trochę więcej angstu i przystojnych facetów za każdym rogiem.
    Bardzo smaczna analiza. I sama też miałam wrażenie, że Delfina poleci na Mirabellę! Zmylił mnie wers o rumieniącej się pod wpływem dziewczęcego śmiechu Delfinie. Ogólnie Wasze dopiski to jak głos zdrowego rozsądku podczas czytania tego opka. Silver Surfer do opchniecia na bazarze made my day!

    Pozdrawiam,
    Funtasie

    OdpowiedzUsuń
  4. Damian Aleksander. Damian Aleksander. Czemu?!
    Poza tym, język polski w Ameryce, brawa dla AŁtora za logiczne myślenie.

    OdpowiedzUsuń
  5. ,,Ostatnie, zabłąkane promyki przemykały przez leśny gąszcz i igrały na włosach chłopaka w kolorze platyny,
    Chłopak w kolorze platyny. Może to Silver Surfer?''
    Tia, albo Quicksilver ^^
    ,,Na niebie świecił ksieżyc i gwiazdy, las szumiał ciszo szzzzz, sssssszzzzz,
    Kochana, co oni ci dodali do tego piwa.
    Pewnie kazali jej się opcałowywać!''
    A ja się założę, że to był Jeż Szelestu Szelestu z Przyczajonej xD

    OdpowiedzUsuń
  6. Muj borze, stwierdzam zgon musku, bo umar. Za duża dawka jak najeden dzień... :'D
    Może to był Quick silver? ;_;
    Opko o delfinach to dość ciekawa rzecz. Może warto byłoby coś takiego naskrobać? Ktoś ma ochotę?

    OdpowiedzUsuń