niedziela, 16 września 2012

Rokokowe sadomaso w stylu Tudorów, czyli Pięćdziesiąt Twarzy Amisza Wychowanego w Slumsach z Wilkami - część II



Witajcie!
W tym tygodniu kontynuujemy naszą przygodę z kalką Zmierzchu… yyy, z zupełnie samodzielną brytyjską powieścią erotyczną, Fifty Shades of Grey. Postanowiłyśmy, że odpuścimy sobie analizowanie kolejnych opisów zachwycających dłoni Christiana, a skupimy się na rzeczach ciekawszych — chociaż pisarski kunszt aŁtorki zawodzi do tego stopnia, że nawet roztaczanie wizji fantastycznych łóżkowych wyczynów z czasem zaczyna robić się trochę nudne.
Czego się, drodzy Czytelnicy, możecie spodziewać po tej analizie? O ile Ana jest tybetańską kryptolesbijką, o tyle Christo ujawni swoje ciągoty zoologiczne; przekonamy się też, że w epoce wiktoriańskiej wciąż panowali Tudorowie, z jakim niebezpieczeństwem wiąże się podawanie komuś ręki — ale przede wszystkim jest to fascynujące studium postaci, której przetwarzanie bodźców idzie równie sprawnie jak przeciętnej kalarepie.
Have fun!

Analizowały:
Toldie
Żabencja

Przedmiot analizy:
E. L. James, Pięćdziesiąt twarzy Greya, wyd. Sonia Draga, 2012


Jesteśmy na stronie 136 powieści, w rozdziale siódmym. Akcja rozwinęła się niesamowicie, Christian i Anastasia całowali się w windzie.
Gdzieś w międzyczasie trzymał ją, gdy puszczała pawia w azalie. I napierał na nią swoją erekcją.
On cały czas napiera na nią swoją erekcją, fizyczną lub mentalną.

ROZDZIAŁ SIÓDMY
 [Po przelocie prywatnym helikopterem i przekroczeniu progu apartamentu Christiana, Ana już wie, że jej wybranek nie zadowala się zwyczajnym, siermiężnym seksem pod pierzyną:
— To oznacza, że dzisiaj będziesz się ze mną kochał? […]
— Nie, Anastasio. Po pierwsze, ja się nie kocham. Ja się pieprzę... ostro.
Miotając się między resztkami poczucia przyzwoitości a pragnieniem dobrania się do rozporka pana G., nasza bohaterka ogląda jego pokój „zabaw”.]

Pierwsze, co zwraca moją uwagę, to zapach: skóra, drewno, środek do polerowania o delikatnie wyczuwalnej nucie cytrusowej.
Jeszcze wypasione głośniki Pioneera i ja mówię, że są w jego wypasionym BMW.

Umcyk, mucyk. Rozkręcona muzyka i zimny łokieć są całkiem w Christianowym stylu.


Bardzo przyjemny.
Tak, też lubię wdychać Ciff.


Światło jest stonowane, subtelne.
Ten wypasiony kandelabr podpierdolony z opery



 Jest bardzo subtelny.
  
 Prawdę mówiąc, nie widzę jego źródła;
Jak w średniowiecznych malowidłach, jest światło, ale bez jego źródła.

ukryte jest gdzieś pod gzymsem wokół ścian, roztaczając nastrojową poświatę. Ściany i sufit są w odcieniu bordowym, co sprawia, że spore pomieszczenie wygląda jak burdel wydaje się bardziej przytulne, a podłogę pokrywa stary lakierowany parkiet.
Łatwy do utrzymania i odporny na kobiece szpilki. Ale co ja się wysilam...

Na ścianie naprzeciwko drzwi widzę duży drewniany krzyż,
Przywieziony wprost z posiadłości Cullenów. Kurcze, Pisak rzeczywiście maskuje, że to nie Twilight. Punkt za staranie się.

 przymocowany na kształt litery X. Wykonano go z lakierowanego mahoniu,
Oczywiście, że z mahoniu, azaliż jedynie mahoń jest godny aby występować w opkach.
Buk? Dąb? Prfff, toż to plebejskie. Poza tym ciocia Wiki mówi, że mahoniu używa się przede wszystkim do produkcji mebli artystycznych i instrumentów strunowych. Ale rozumiem, że ciało kobiety to skrzypce i takie tam…

 a na każdym końcu znajdują się kajdanki. Pod sufitem podwieszono wielką żelazną kratę o wymiarach co najmniej metr na półtora, a z niej zwisają najprzeróżniejsze sznury, łańcuchy i błyszczące kajdany.
I takie różne bajery do zarywania lasek.
Z jakichś powodów przeczytałam "kiełbasek". 

 Na ścianie obok drzwi przymocowano dwa długie, lakierowane, misternie rzeźbione penisy z mahoniu kawałki drewna, trochę przypominając szczeble balustrady, ale dłuższe, a na nich zawieszono zaskakującą kolekcję rózg, pejczy, szpicrut i śmiesznych kijków z piórami.
Śmieszne kijki z piórkami? Takie dla kotów?
Może po prostu Christian lubi konie i kotki?
I owce.
Tak, owce kocha najbardziej.

W pobliżu drzwi stoi  pokaźnych rozmiarów mahoniowa komoda z mnóstwem szuflad  wyglądających tak, jakby przechowywano w nich eksponaty w starym muzeum. Przez chwilę się zastanawiam, co rzeczywiście się w nich kryje. A chcę to w ogóle wiedzieć? W kącie na końcu pomieszczenia
Szkoda, że nie w kącie w środku pomieszczenia, bo to miałoby sens porównywalny z tym, co teraz czytamy.

stoi ławka obita czerwonobrunatną  skórą, a na ścianie obok   przymocowano drewniany błyszczący wieszak, który wygląda jak uchwyt na kije do bilardu. Po dokładniejszych oględzinach stwierdzam, że zamiast kijów znajdują się tam laski o różnej długości i średnicy.
Wysokości i rozmiarze w talli się mówi. To pewnie te blondyny z biura. Tutaj trafiają te, które nie proponują gościom napojów.
Biedna Olivia. Wyobraziłam sobie takie jasnowłose trupki poprzybijane do ścian, zupełnie jak w katakumbach Palermo.

W przeciwległym kącie stoi solidny, niemal dwumetrowy stół – lakierowane drewno plus rzeźbione nogi – a pod nim dwa taborety.
Ale to łóżko jest elementem dominującym wtym pomieszczeniu. Olbrzymi, ozdobnie rzeźbiony mebel w stylu rokokoko euro spoko, z czterema kolumienkami. Wygląda mi to na koniec dziewiętnastego wieku.
Ja nie wiem, w jaki sposób Bohaterka połączyła rokoko z końcówką dziewiętnastego wieku, ale zamiast siedzieć w bibliotece i czytać klasykę literatury brytyjskiej, to czasami mogłaby się potknąć o jakiegoś Gombricha.
Ale Gombrich nie pisze o heroicznych guwernantkach zakochujących się w bogatych bagassach, czego od niej oczekujesz?

Pod baldachimem dostrzegam kolejne połyskujące łańcuchy i kajdanki. Na łóżku nie ma pościeli...
Są same dechy, jak już sado-maso to na poważnie.
Przeżywa jak mucha ciążę, może Christo akurat dał pościel do prania. Zawsze można rzucić jakiś pledzik albo narzutkę.
Z patchworku...
Wyobraziłam sobie super mhroczny pokój tortur z kolorową narzutą made by Babcia Grey.

jedynie materac obity czerwoną skórą i kilka poduszek z czerwonej satyny.
W nogach łóżka, w odległości zaledwie pół metra stoi duża kanapa w kolorze ciemnobrunatnym: dokładnie na środku pomieszczenia, przodem do łóżka. Dziwne ustawienie, kanapa naprzeciwko łóżka...?
 Może lubi skakać z kanapy na łóżko?
Wyobraża sobie, że podłoga o lawa.
 — Ana, skacz, skacz! Nie możesz dotknąć podłogi, bo się spalisz!
Wiedziałam, że te BDSM to takie naciągane trochę.

I uśmiecham się do siebie – akurat kanapę uznałam zadziwną, gdy tymczasem to właśnie ona jest tutaj najzwyczajniejszym elementem wyposażenia.
Nie bo kajdanki, pejcze i inne narzędzia tortur są całkowicie normalne, ale kanapa na przeciw łóżka oznacza, że jest sadystycznym psychopatą. Well done, logic.
  
Unoszę głowę i przyglądam się sufitowi. W różnych odległościach przytwierdzono do niego karabińczyki. Ciekawe po co. Huśtawkę może lubi sobie czasem zawiesić. To pokój zabaw zupełnie na serio. W sumie dziwne, ale to całe drewno, ciemne ściany, nastrojowe oświetlenie i ciemnobrunatna skóra czynią to pomieszczenie delikatnym i romantycznym...
I oto znowu, sado-masochistyczny pokój tortur jest delikatny i romantyczny, jeżeli tylko pomaluje się go na czerwono i da dobre oświetlenie. To jakby Bohaterka stwierdziła, że kostnica to dosyć wesołe miejsce, bo ktoś pomalował ją na różowo. Tak, to ma sens. I ludzie się dziwią, że tyle piję.

Wiem, że prawda jest zgoła inna, ale taki jest właśnie romantyzm w stylu Christiana.
Prawdziwy pan Darcy z niego, nie ma co.
Za dziesięć lat uzna za przejaw romantyzmu rzuconą w jej kierunku pustą puszkę po piwie.

Odwracam się i widzę, że uważnie mnie obserwuje, tak jak się zresztą spodziewałam. Z jego twarzy nie da się wyczytać zupełnie nic.
Bo to Slenderman!!!

 Wchodzę do środka, a on za mną.
Chcecie mi powiedzieć, że Bohaterka właśnie z wielką dokładnością opisała nam całe pomieszczenie nawet do niego nie wchodząc? Niech ktoś skontaktuje się z Profesorem X, bo jak nic patrzenie przez ściany to całkiem wypasiona umiejętność. I wydaje mi się, że Christian z przyjemnością zobaczyłby Anę w tym spandexowym kostiumie.
Tak stała nieruchomo z pięć minut, taksując wzrokiem pomieszczenie. Christiano chyba tego nie zauważył, bo tak fantazjował o tym kostiumie.

 Zaintrygowało mnie to coś z piórkami. Dotykam z wahaniem. Jest wykonane z zamszu i wygląda jak mały bicz, ale jest bardziej gęsty, a na końcach przymocowano maleńkie plastikowe koraliki.
– To pejcz. – Głos Christiana jest cichy i miękki.
Kurde, a czytając ten opis mogłabym przysiąść, że chodzi o kucyponka.

Pejcz... hmm. Chyba jestem zaszokowana.
Chyba, kurde dziewczyno, wydaje mi się, że gdybyś była zaszokowana to byś to wiedziała na pewno. To dosyć mocne uczucie. To są właśnie te momenty w książce, które irytują mnie najbardziej.
Ciekawe, czy coś takiego „chyba” ją zaszokuje: http://www.venus.net.pl/produkt_5990_Worek-z-lateksu.php

Moja podświadomość dała drapaka, sparaliżowało ją albo poprostu wyzionęła ducha.
Nie wiem jak tam z jej podświadomością, ale zdolność logicznego myślenia od tygodnia rozkłada się na dywanie w dużym pokoju.
I pożerają ją owczarki alzackie, które wymknęły się z Bridget Jones.

Ja też jestem jak sparaliżowana. Jestem w stanie obserwować i chłonąć nowe informacje, ale nie mówić, co w związku z tym czuję. Jak się powinno zareagować na wieść, że twój potencjalny kochanek to pokręcony sadysta lub masochista?
Brzmi jak tytuł kolejnego bestsellera, czekam na przedsprzedaż.
Swoją drogą jak by się nad tym zastanowić to mam tak pokręconych znajomych, że pewnie by mnie to nie ruszyło za bardzo (żeby analizować nie można być do końca zdrowym na umyśle).
“Wczoraj wieczorem mój żonaty kochanek przyszedł do mnie w podwiązkach i uroczym sweterku z angory, oznajmił mi, że jest gejem/seksoholikiem/narkomanem/związkofobem i zbił mnie sztucznym członkiem" (znów Bridget)
Powinna po prostu zapytać, jakie są jego związki z końmi.
Kupiłeś psa i stadninę? Powiedz, że tak, powiedz, że tak!
To są nasze potencjalne reakcje, autorka raczej już niczym nas nie zaskoczy (poza kolejną dawką idiotyzmu, ma się rozumieć).

Strach... tak... to uczucie jest chyba nadrzędne. Teraz je rozpoznaję.
Trochę jej to zajęło. Wyobraziłam ją sobie czekającą na światłach. Pewnie z pięć minut zajmuje jej rozkminienie, że zielone znaczy idź.

I dziwne, ale nie strach przed nim – nie sądzę, aby zrobił mi krzywdę, no, przynajmniej nie bez mojej zgody. Tyle pytań przebiega mi przez głowę. Dlaczego? Jak? Kiedy? Jak często? Kto?
Bierze Viagrę czy nie? Dlaczego akurat czerwony? Czy kupuje Audi tylko dlatego, że nie chce do końca być jak Edward Cullen, czy ma ku temu inne powody?

Podchodzę do łóżka i przesuwam dłonią po mahoniowym penisie jednej z ozdobnie rzeźbionych kolumienek. Jest solidna i niezwykle piękna.
– Powiedz coś – nakazuje Christian. Głos ma łagodny, ale to tylko pozory.
Tak na prawdę jego głos rzuca się na nieznajomych i wgryza im w gardła.

– Ty robisz to ludziom czy oni tobie? Kąciki jego ust unoszą się. Jest albo rozbawiony, albo czuje
ulgę.
– Ludziom? – Kilka razy mruga powiekami, jakby się zastanawiał nad odpowiedzią.
Nie, owcom, ale czasami też koza się zdarzy.

 – Robię to kobietom, które mają na to ochotę.
Nie rozumiem.
– Skoro masz ochotniczki, to dlaczego przyprowadziłeś tutaj mnie?
– Ponieważ chcę robić to z tobą. Bardzo chcę.
– Och – gwałtownie łapię powietrze. Dlaczego?
Niespiesznie przechodzę na koniec pomieszczenia i klepię wysoką ławkę,
Kto jest taką dobrą ławką, no kto?

 po czym przesuwam dłonią po skórzanym siedzisku. On lubi robić kobietom krzywdę. Ta myśl jest mocno przygnębiająca.
– Jesteś sadystą?
– Jestem Panem.
Panem życia i śmierci? Panem i władcą na krańcu świata? Panem Zbyszkiem spod czwórki?

Szare oczy płoną.
Chciałam tu użyć tego tekstu o wezwaniu straży, ale wydaje mi się, że to nie pierwszy raz, kiedy to Pisak popełniła takie zdanie.
Skoro mamy tu tak przebogate i funkcjonalne wyposażenie, w którymś kącie powinna stać gaśnica.

– A co to znaczy? – pytam szeptem.
– To znaczy, że chcę, abyś dobrowolnie mi się poddawała.
Tak jak Breivik na wyspie Utoya.

Marszczę brwi, próbując przyswoić jego słowa.
– A po cóż miałabym to robić?
Rozumiem, że nawet Heatcliff nie chłostał Cathy pejczem, ale… Czy boChaterka naprawdę nie ma styczności z niczym, co jest dziewiętnastowiecznym romansem?

– Aby mnie zadowolić – szepcze, przechylając głowę. Przez jego twarz przemyka cień uśmiechu.
Cień przemyka prze jego twarz chybcikiem na paluszkach bojąc się, że ktoś go zauważy.

Zadowolić go! Chce, abym go zadowoliła! Zadowoliła Christiana Greya. I w tym momencie dociera do mnie, że owszem, dokładnie na to mam ochotę.
A ja mam ochotę na placki. I pół litra wódki do tego, że jeżeli mam wytrwać do końca tego rozdziału.
Ja już sobie walnęłam kielicha. Jest lepiej.

 Pragnę, aby był ze mnie zadowolony. To jak objawienie.
– Upraszczając, chcę, abyś sprawiała mi przyjemność – mówi miękko.
Gość od dwóch stron chce, żeby zrobiła mu laskę, a ona nadal nie obczaja o co chodzi.
Mówiłam. W Wichrowych Wzgórzach i reszcie nikt nie robi nikomu laski, więc Ana po prostu nie wie, do czego Christo zmierza.

 Głos ma hipnotyzujący.
– A w jaki sposób? – W ustach czuję suchość i żałuję, że nie wypiłam więcej wina.
Ja też tego żałuję. Może wtedy lepiej by się to czytało.
To jest prawdziwy masochizm, a nie jakieś tam mizianie pejczykiem.

 Okej, rozumiem kwestię zadowalania, ale zastanawia mnie ta cała otoczka rodem z elżbietańskiego buduaru. (Elżbietańskiego? Czy to dziecko myli renesans, rokoko i styl regencji? Może jeszcze powie, że Biały Dom to starożytność, bo kolumny ma?) Czy rzeczywiście chcę poznać odpowiedź?
– Mam pewne zasady i chcę, abyś ich przestrzegała,
Śmieci wynosimy w piątki, po osiemnastej nie wchodzimy do kuchni, słodycze tylko w soboty, a telewizję ograniczamy do programów przyrodniczych.
  
dla swojego dobra i mojej przyjemności. Jeśli będziesz postępować zgodnie z tymi zasadami, spotka cię nagroda.
Dam ci ciastko.
Jeżynowe. BlackBerry na przykład.

 Jeśli nie, będę cię musiał ukarać – szepcze.
Zerkam na stojak z laskami.
– A gdzie w tym miejsce tego wszystkiego? – Zataczam ręką szeroki łuk.
– To część pakietu motywującego.
Wydaje mi się, że w Simplusie tego nie mają.

 Zarówno nagroda, jak i kara.
– Masz więc frajdę z nakłaniania mnie do robienia tego, co mi każesz.
– Chodzi o zdobycie twojego zaufania i szacunku, tak żebyś mi na to pozwoliła. Twoja uległość sprawi mi wiele przyjemności i radości. Im większa twoja uległość, tym większa moja radość; to bardzo proste równanie.
Jeszcze raz to powtórzy i będę pewna, że gość ma mocno zaawansowanego Alzheimera.
Założę się, że ta jego sprzątaczka to po prostu poprzednia uległa wersja hard.

– Okej, a co z tego mam ja?
Kasę, kasę, kasę, kasę, fajny samochód, nowe ciuchy i trochę seksu od czasu do czasu.
Nie zapominaj o MacBooku.

Wzrusza ramionami i minę ma niemal skruszoną. – Mnie
A na drugie ma „skromny”. Christian Skromny Edward Grey Cullen. Ale wszyscy mówią mu Johnny.

– odpowiada z prostotą. O rany. Christian wpatruje się we mnie, przeczesując palcami
włosy.
– Niczego nie dajesz po sobie poznać, Anastasio – mówi z rozdrażnieniem.
Tak się kręcisz, że nie wiem, czy potrzebujesz do łazienki czy nie.

 – Zejdźmy na dół, gdzie łatwiej mi będzie się skoncentrować. Twoja obecność tutaj mocno mnie rozprasza.
Aż nie wiem za co się złapać... oh wait.
Za główkę.

Wyciąga do mnie rękę, a ja waham się, czy ją ująć.
Biorąc pod uwagę okoliczności, też bym się wahała:

Kate mówiła, że jest  niebezpieczny, i miała rację.
Co? Jest niebezpieczny, bo podał Ci rękę? Ja już nie ogarniam tej postaci. Pokazał jej pokój tortur i to kanapa była podejrzana. Teraz podaje jej rękę i nagle Ana się budzi...
Może i lepiej, gdy podaje jej tylko rękę, a nie członka w napadzie ekshibicjonistycznego szału.

Skąd wiedziała? Jest niebezpieczny dla mego zdrowia, ponieważ wiem, że się zgodzę. A część mnie tego nie chce. Część mnie ma ochotę uciec z krzykiem z tego pokoju i wszystkiego, co sobą reprezentuje. Zupełnie się w tym wszystkim gubię.
Tak, znamy już twoje umiejętności ogarniania rzeczywistości.

– Nie zrobię ci krzywdy, Anastasio. – Jego szare oczy patrzą na mnie badawczo i wiem, że mówi  prawdę.
Cal Lightman może czuć się zagrożony, niedługo może stracić pracę.

Ujmuję jego dłoń i wyprowadza mnie na korytarz. – Coś ci pokażę. – Nie kierujemy się ku schodom, lecz na prawo od „pokoju zabaw”, jak go nazywa. Mijamy kilkoro  drzwi, aż docieramy na sam koniec korytarza. I wchodzimy do sypialni z dużym podwójnym łóżkiem, całej w bieli... Wszystko jest białe:
Sprzątanie tego wszystkiego musi być koszmarem.

 meble, ściany, pościel, okna, drzwi, kontakty, klamki, sufity, żyrandole, tak zdążyliśmy już zrozumieć, że wszystko jest białe. Plamy spermy również. Jest tu sterylnie i zimno, ale przeszklona ściana zapewnia spektakularny widok na Seattle.
– To będzie twój pokój. Możesz go umeblować, jak tylko masz ochotę, mieć w nim, co tylko chcesz.
– Mój pokój? Oczekujesz ode mnie, że się tu wprowadzę? – Nie potrafię ukryć przerażenia w głosie.
Ana nadal nie może pojąć, że można mieszkać bez współlokatorki, biedna studentka.

– Nie na stałe. Powiedzmy, że od piątkowego wieczoru do niedzieli. Musimy o tym porozmawiać, uzgodnić wszystko. Jeśli oczywiście tego chcesz – dodaje cicho i z wahaniem.
– Będę tu spać?
– Tak.
– Nie z tobą.
– Nie. Już ci mówiłem. Nie sypiam z nikim z wyjątkiem owiec ciebie, kiedy jesteś w stanie upojenia alkoholowego.
Na trzeźwo nie zbliżaj się do mojego łóżka.

W jego spojrzeniu widać reprymendę.
Zaciskam usta w cienką linię. Z tym akurat nie potrafię się pogodzić. Miły, troskliwy Christian, który trzyma mnie, gdy puszczam pawia w azalie, i ten potwór, który ma specjalny pokój z pejczami i łańcuchami.
Nagrodę za najlepiej sformułowane zdanie otrzymuje E.L. James. Ja się popłakałam.

– Gdzie więc śpisz?
W swojej trumnie.

– Mój pokój jest na dole. Chodź, na pewno jesteś głodna.
Podryw na żarcie, dobre! Pamięta, że jest studentką! http://takbardzozle.blogspot.com/2012/02/32-odcinek-przedwalentynkowy_08.html

– Dziwne, ale wygląda na to, że straciłam apetyt – mówię z rozdrażnieniem.
– Musisz jeść, Anastasio – upomina mnie i biorąc za rękę, prowadzi z powrotem na dół.

Gdy wracamy do niewiarygodnie wielkiego pomieszczenia,
Ana opisuje to jakby miało wymiary dorównujące przynajmniej boisku do koszykówki.
Pewnie sama mieszka w komórce na miotły.

ogarnia mnie strach. Stoję na skraju przepaści i muszę zdecydować, czy skoczę, czy nie.
Eduardo, I’m coming for you! 


– Mam świadomość, że prowadzę cię mroczną ścieżką,
Come to the dark side, we have cookies!

 Anastasio, i dlatego naprawdę chcę, abyś to wszystko przemyślała. Na pewno masz jakieś pytania – mówi, wchodząc do części kuchennej. Puszcza moją dłoń.
Owszem, mam. Ale od czego zacząć?
Jaki jest obwód ziemi?
Ile wynosi wysokość najwyższego budynku?
Ile jest Chińczyków w Chinach?
Co robią tybetańscy mnisi, kiedy się nie modlą?
Ale ona już wie, co robią, bo sama jest tybetańskim mnichem. Seks na patchworku uprawiają, na przykład.

– Podpisałaś oświadczenie o zachowaniu poufności, możesz zapytać mnie, o co tylko chcesz, a ja udzielę ci odpowiedzi.
Slipy czy bokserki?

Staję przy barze śniadaniowym i obserwuję go, jak otwiera lodówkę i wyjmuje deskę z różnymi serami oraz  duże kiście zielonych i czerwonych winogron. Stawia deskę na blacie i zabiera się za krojenie bagietki.
– Siadaj. – Pokazuje na jeden ze stołków barowych, a ja spełniam jego polecenie. Jeśli mam zamiar w to wejść, będę się musiała przyzwyczaić. Dociera do mnie, że Christian próbuje mną dyrygować od samego początku naszej znajomości.
Powiedział, żeby usiadła, jakiż on władczy!

– Wspomniałeś coś o dokumentach. – Tak. – Jakie dokumenty masz na myśli?
– Cóż, nie licząc NDA, jest jeszcze umowa określająca, co będziemy robić, a czego nie. Muszę znać twoje granice, a ty moje. To umowa konsensualna, Anastasio.
– A jeśli nie będę chciała jej podpisać?
– Nic się wtedy nie stanie – odpowiada ostrożnie.
– Ale nie będą nas łączyć żadne relacje?
– Nie.
– Dlaczego?
– To jedyna relacja, jaka mnie interesuje.
– Dlaczego?
Wzrusza ramionami.
– Taki już jestem.
A teraz na poważnie. Czy ktokolwiek, kto czytał Twilight, lub przynajmniej widzi, ile książki zostało do przeczytania (licząc dwie kolejne części) wierzy, że to wszystko skończy się tylko na seksie, pomimo tego, iż Ana totalnie chce spędzić z tym gościem całe swoje życie, mieć z nim gromadkę dzieci i domek na przedmieściach?
Ja też nie...
 No cóż — każda szanująca się blogaskowa heroina musi, jako ten błysk dobra w otchłani mroku i zła, nawrócić/przekabacić swojego TruLoffa, choćby niewiadomo jak był on rozmiłowany w sadomaso/żywieniu się krwią. Proza życia, no. A potem płodzi z nim błyszczące, równie zajebiste dzieci.

 – Co do tego doprowadziło?
– A czemu ktoś jest taki, jaki jest? Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Dlaczego niektórzy lubią ser, a inni go nie znoszą? Ty lubisz? Pani Jones, moja gospodyni, zostawiła nam go na kolację.
To był jeden z lepszych uniknięć poważnej rozmowy w dziejach. „Lubię naparzać kobiety w sypialni, czy ty też lubisz ser?”

I tym romantyczno-serowym akcentem kończymy dzisiejszą analizę. Bądźcie cierpliwi, a zostaniecie wynagrodzeni: już w następnej części będzie to, czego poskąpiła nam Stefcia Meyer: SEKSY!!!1111!oneone

5 komentarzy:

  1. Jej, już myślałam, że się nie doczekam. Super analiza :)

    OdpowiedzUsuń
  2. będzie dzisiaj może kolejna część? bo już normalnie caaaały dzień czekam :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Szczerze powiedziawszy gorszej książki nie czytałem. Zwykle uciekałem sprytnie od książek płytkich, głupich lub nienormalnych. tym razem jednak uległem namową otoczenia. Żałuje strasznie. Dziewczyny, świetna analiza. macie cudowne poczucie humoru.

    OdpowiedzUsuń
  4. Szczerze mówiąc, pobolewa mnie brzuch ze śmiechu, jak to czytam :D jesteście genialne :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Kwiknęłam przy Anie, która nie mogła dotknąć podłogi, żeby się nie spalić i potem kwiczałam już co chwila. XD O kurczę, ta kanapa naprzeciwko łóżka to faktycznie jakieś chore wynaturzenie!

    OdpowiedzUsuń