niedziela, 2 września 2012

Pięćdziesiąt Twarzy Amisza Wychowanego w Slumsach z Wilkami


Drodzy Czytelnicy! Oto nadejszła wiekopomna chwila! Postanowiłyśmy podjąć się zadania, które o mało co nas nie przerosło. 
Zaczęło się od tego, iż zaintrygowała nas pewna książka, odnosząca niebywały sukces komercyjny w Stanach. Słysząc co nieco o jej treści, wyzwanie z początku podjęła Toldie, postanawiając przeczytać całą serię w oryginale (aby nacieszyć się pięknem języka, hehe). Żabencja, zachęcona pozytywnymi wrażeniami Toldie (warto zaznaczyć, iż jest ona masochistką i nie wiedziała co mówi) zabrała się za czytanie wersji spolszczonej, aby móc w pełni docenić każdy aspekt fabularny.
I tak oto przeczytałyśmy Fifty Shades of Grey, znaną również pod polskim tytułem Pięćdziesiąt twarzy Greya. Książka, przez którą miałyśmy koszmary i poranne nudności. Książka, która w pewien sposób nas zachwyciła (nie macie pojęcia jak świetną zabawą była analiza, szczególnie, że zaopatrzyłysmy się w zapas wina). 
Ale od początku, powieść ta narodziła się (w bólach) jako erotyczny fanfiction Twilight. Dlatego też w żaden sposób oczywiście go nie przypomina, sceny nie są z Tłajlajtu żywcem ściągnięte i nie charakteryzuje jej równie wspaniały warsztat. No, ale nie można mieć wszystkiego, szczególnie gdy już ma się wspaniałą kuśkę pana G. (słowo "kuśka" należy do ekipy Przyczajonej Logiki, którą serdecznie pozdrawiamy) (Przyczajoną, nie kuśkę).
Prawa autorskie należą do autorki, prawa do nabijania się z tego dzieła, do nas.
Indżojcie i niech Bór Szumiący będzie z wami, azaliż to nie koniec...

Analizowały:
Toldie
Żabencja

Przedmiot analizy:
E. L. James, Pięćdziesiąt twarzy Greya, wyd. Sonia Draga, 2012



ROZDZIAŁ PIERWSZY
Patrzę w lustro i krzywię się.
...Epic.

Do diaska z tymi włosami, zupełnie się nie chcą układać.
I oto właśnie mamy ten największy problem całej ludzkości.
A gdzie się podział letki makijaż?
Letki makijaż będzie w następnych częściach (tak, Toldie w swoim masochizmie przeczytała wszystkie części w oryginale. Chwila ciszy dla jej straconej wiary w wydawnictwa)
No tak, ona się jeszcze nie maluje bo jest dziewicą.

 I do diaska z Katherine Kavanagh, która się rozchorowała i każe mi teraz przez to przechodzić. 
Jak mogła, wredna suka, zrobić to Bohaterce! Ona zrobiła to specjalnie! Bohaterce na przekór!
Wyszła taka na dwór i łapie prątki. Dumb bitch!

„Nie mogę się kłaść z mokrymi włosami. Nie mogę się kłaść z mokrymi włosami”. 
Mózg nie przyjmuje komunikatu „nie”. Trzeba sobie powiedzieć „Będę się kładła z suchymi włosami”.

Recytując to niczym mantrę, jeszcze raz próbuję podporządkować je szczotce. 
Dominacja włosów, i kto by pomyślał.

Wzdycham z irytacją i przyglądam się bladej szatynce z niebieskimi oczami, zbyt dużymi w stosunku do całej twarzy. 
Która stała obok mnie?
Jakaś nowa bohaterka?
A nie, już wiem! To dziewczynka z Ringu, która wyszła jej z lustra!(?)

Szatynka odpowiada mi gniewnym spojrzeniem. Poddaję się. Mogę jedynie związać niesforne włosy w koński ogon i mieć nadzieję, że jakoś się będę prezentować.
Ihaaa.
Jak Sarah Jessica Parker.
Kate to moja współlokatorka i akurat dzisiaj musiała dopaść ją grypa, jakby nie mogła w jakikolwiek inny dzień. 
Grypa ma pełny terminarz.
W sezonie totalnie nie ma już wolnych miejsc na zapisy.

Dlatego też nie jest w stanie przeprowadzić od dawna zaplanowanego wywiadu dla gazety studenckiej z jakimś megapotężnym potentatem przemysłowym, o którym nigdy nie  słyszałam. 
Oczywiście, on jest megapotężny, wszyscy o nim wiedzą... oprócz Bohaterki, która najwyraźniej wychowała się wśród wilków.
Albo wśród amiszów.

Zgodziłam się więc zrobić to za nią. Muszę zakuwać do egzaminów końcowych, dokończyć pracę pisemną, no a po południu powinnam pojawić się w pracy, ale nie –
Ale nie! Bo ona ma tak strasznie napięty terminarz. Praca, szczotkowanie włosów, praca, egzaminy, depilacja pach.
Chociaż nie, bo ona jest amiszem i nie depiluje pach.
Tak, i ma busz wszędzie. Co będzie bardzo plastycznie opisane w późniejszych rozdziałach.

 dzisiaj pokonam dwieście sześćdziesiąt kilometrów do centrum Seattle, aby się spotkać z tym tajemniczym prezesem Grey Enterprises Holdings Inc. 
Swoją drogą mi się zawsze kojarzyło, że nazywanie firmy swoim nazwiskiem świadczy o niezłych kompleksach.
Ale on ma przecież zajebistą kuśkę, więc to nie kompleksy…
Czyżby firma nazwana była na cześć niesamowitej kuśki Christiana G.?

Czas owego wybitnego przedsiębiorcy i głównego dobroczyńcy naszej uczelni jest niezwykle cenny – znacznie cenniejszy niż mój – niemniej jednak zgodził się udzielić Kate wywiadu. Nie lada osiągnięcie, tak twierdzi moja współlokatorka. Te jej przeklęte zajęcia dodatkowe.
Garncarstwo?
Wyszywanie. Sesje BDSM.

Kate siedzi skulona na kanapie w salonie.
– Ana, tak mi przykro. Dziewięć miesięcy zabiegałam o ten wywiad. Sześć kolejnych potrwa ustalanie nowego terminu,
Wszyscy płaczemy.

a do tego czasu obie zdążymy skończyć studia. Jako redaktor naczelna nie mogę tego skopać. Proszę – chrypi błagalnie. Jak ona to robi? Nawet chora ślicznie wygląda: 
Uwielbiam te opisy. Wszyscy w tej książce, chociażby nie wiem jak zasmarkani, brudni i sponiewierani i tak są niesamowicie piękni. Tylko główna bohaterka jest brzydka.


jasnorude włosy są nienaganne, a zielone oczy błyszczące, choć nieco zaczerwienione i załzawione. 
I w ogóle ma letki makijaż, jest ubrana w koszulkę na naramkach i czarne rurki. Tak, tak, znamy to.

Ignoruję przypływ niepożądanego współczucia.
– Oczywiście, że pojadę, Kate. A ty wracaj do łóżka. Przynieść ci nyquil albo tylenol?
Może Aviomarin? Albo Vicodin?
Cyjanek?
Daj jej pół litra wódki to będzie lepiej.

– Nyquil. Tu masz pytania i dyktafon. Wystarczy, że wciśniesz przycisk nagrywania, o tutaj. Rób notatki, ja wszystko spiszę.
Ogólnie to jedziesz przeprowadzić wywiad z niesamowicie wpływowym gościem, o którym nie masz zielonego pojęcia. Wspominałam już jak bardzo ważny jest ten wywiad i jak długo zajęło załatwienie terminu? (Tak, to w skrócie jest logika tej książki).
Swoją drogą to trochę zagadkowe, że przez ten czas nawet nie zainteresowała się kim jest Grey.
Dokładnie. Zaklepanie terminu i przygotowanie wszytskiego zajęło Kate dziewięć miesięcy a Bella, tfu, Ana nawet nie spytała się kim jest ten gość o którym Kate zapewne nawija jej nad uchem przez ostatnie miesiące?!
Kate:  –  Zrobię wywiad z Bogiem Sexu!
Ana:  –  Chcesz ciastko?
Zapewne tak właśnie to wygladało. Ale może ja się po prostu czepiam...

– Kompletnie nic o nim nie wiem – burczę, bez powodzenia próbując stłumić rosnącą panikę.
– Pytania cię poprowadzą. 
Ku jasnej stronie mocy.
Niczym Jezus. Albo Obi-Wan.

Jedź już. To długa trasa. Nie chcę, żebyś się spóźniła.
–No dobra, jadę. Kładź się dołóżka. Ugotowałam zupę, później ją sobie odgrzej.
Oczywiście główna bohaterka gotuje, sprząta i chociaż ma 21 lat zachowuje się jak by miała trzydzieści, oczywiście z żadną bohaterką powieści dla młodzieży nam się to nie kojarzy.
Pamiętajmy! To opowiadanie nie ma nic wspólnego z Tłajlajtem! Nigdy go nie przypominało i nigdy, choćby w najmniejszym stopiu nie będzie przypominać.

 – Patrzę na nią z czułością. Robię to, Kate, tylko dla ciebie.
Kocham Cię, tak na prawdę jestem ukrytą lesbijką. To co wydarzy mi się z Christianem w późniejszych rozdziałach to nic innego jak wołanie o uwagę z Twojej strony. 

– Dobrze. Powodzenia. I dziękuję ci. Jak zawsze ratujesz mi życie.
Biorę torbę na ramię, uśmiecham się cierpko do Kate, po czym schodzę do samochodu.
Opcja ukryta schodzenia na śniadanie. A AŁtorka już myślała, że nie dopatrzymy :)

 Nie mogę uwierzyć, że dałam się na to namówić. No ale przecież Kate jest w czymś takim mistrzynią. Będzie z niej świetna dziennikarka. Jest elokwentna, zdecydowana,  przekonująca, śliczna – no i to moja najlepsza przyjaciółka.
Oczywiiiście. Bo z byle jełopami się nie przyjaźni.

Na drogach panuje niewielki ruch. Wyjeżdżam z Vancouver w stanie Waszyngton
Dziękujemy za te dane. Poproszę jeszcze o współrzędne geograficzne.
Bo my jesteśmy ciemne ludzie z Polski i nie wiemy gdzie to jest.
Bo ten Waszyngton cały to przecie stolyca stanów z pewnością jest. Od tego ich króla co kiedy był.
Elekcyjnego pewnie!
Khem, erekcyjnego chyba.

 i kieruję się w stronę Portland i autostrady I-5. Jest jeszcze wcześnie, a w Seattle muszę być dopiero na drugą. Na szczęście Kate pożyczyła mi swojego sportowego mercedesa CLK.
Dbałość o podanie dokładnie modelu samochodu wcale znowu nie przypomina nam pewnej książki o wampirach. Nie żeby coś, akurat samochody w tej książce nierzadko bywają najciekawszymi postaciami.
Swoją drogą, Mercedes CLK to dobry nierzucający się w oczy wybór wozidła dla dziewczyny z liceum.

 Nie jestem pewna, czy Wanda, mój stary garbus, dałaby radę dowieźć mnie na czas.
Jako fanka Garbusów sprzeciwiam się temu jawnemu przejawowi dyskryminacji i domagam się podania dokładnie modelu i rocznika tego samochodu...

 Merca fajnie się prowadzi, a kilometry uciekają jeden za drugim, gdy wciskam pedał gazu.
Porywające...

Celem mojej podróży jest centrala globalnego przedsiębiorstwa pana Greya. To olbrzymi, dwudziestopiętrowy biurowiec, cały ze szkła i stali, funkcjonalna fantazja architekta. Nad szklanymi drzwiami metalowe litery tworzą dyskretny napis „Grey House”. Namiejsce docieram kwadrans przed drugą. Uff, nie spóźniłam się. Ogarnięta uczuciem ulgi wchodzę do ogromnego – i, szczerze mówiąc, onieśmielającego – holu ze szkła, stali i białego piaskowca.
Siedząca za biurkiem z litego piaskowca (Marmur już nie jest fajny? Niedługo zabraknie też klasycznej jedwabnej pościeli i co wtedy zrobimy?) bardzo atrakcyjna, zadbana młoda blondynka uśmiecha się do mnie uprzejmie. Ma na sobie najbardziej szykowną grafitową marynarkę i białą koszulę, jakie w życiu widziałam. Wygląda jak spod igły.
– Mam umówione spotkanie z panem Greyem. Anastasia Steele w zastępstwie Katherine Kavanagh.
– Chwileczkę, panno Steele.
Unosi lekko brew, a ja stoję przed nią skrępowana.
Już się krępują?
Pisak już przemyca treści BDSM, nie damy się!

 Zaczynam żałować, że nie pożyczyłam od Kate eleganckiej marynarki, żeby ją włożyć zamiast granatowego palta. 
Moja babcia często używa słowa „palto”, warto dodać, że ma 70 lat.
Myślę, że nikt przed pięćdziesiątym rokiem życia nie używa już słowa „palto”.

Wsumie się postarałam i przywdziałam swoją jedyną spódnicę,
Zaiste. Potem onuce i wams.

 brązowe kozaki do kolan oraz niebieski sweter. Dla mnie taki strój jest elegancki. 
Bo wychowywałam się w slumsach.
Wśród amiszów. A po ulicach biegały wilki.

Odgarniam za ucho pasmo włosów, które wymknęło się z kucyka (Ihaaaa), i udaję, że nie czuję onieśmielenia.
– Panna Kavanagh jest umówiona. Proszę się tu podpisać, panno Steele. Ostatnia winda po prawej stronie, dwudzieste piętro. – Gdy składam podpis, uśmiecha się do mnie uprzejmie, jak nic rozbawiona.
„Kolejna idiotka przyszłaaa! Grey, szykuj dyby!” 

Wręcza mi identyfikator, na którym wielkimi literami napisano GOŚĆ.
A powinno być NOWA LASKA PANA G.

 Uśmiecham się nieco drwiąco. To oczywiste, że jestem gościem, gołym okiem widać. Zupełnie do tego miejsca nie pasuję. Nic nowego, wzdycham w duchu.
Pandy płaczą, małe kotki tracą sierść.

 Dziękuję jej, po czym udaję się w stronę wind, mijając dwóch pracowników ochrony. W dobrze skrojonych czarnych garniturach wyglądają zdecydowanie bardziej elegancko ode mnie.
Oczywiste opisy postaci - są. Bo przecież pracownicy ochrony powinni być ubrani w dresy.


Winda w ekspresowym tempie zawozi mnie na dwudzieste piętro. Drzwi rozsuwają się i widzę następny duży hol
Bo to jest budynek, który składa się tylko i wyłącznie z holi.
To tak naprawdę labirynt - pełni funkcję swoistej gry wstępnej. Ani chybi zaraz wyleci nagi Grey w masce byka, wydając z siebie lubieżne okrzyki.

 – ponownie szkło, stal i biały piaskowiec. 
To dosyć minimalistyczna konstrukcja, jestem ciekawa, na czym to się wszystko trzyma.
Na mąkę.

Staję przed kolejnym biurkiem z piaskowca
Jeszcze raz użyje słowo „piaskowiec” i szlag mnie trafi.
Licznik piaskowców- 4

 i kolejną młodą blondynką odzianą nienagannie w (piaskowiec) czerń oraz biel i powstającą na mój widok (z piaskowca?).
–Panno Steele, zechce pani zaczekać tutaj. – Gestem wskazuje kilka krzeseł obitych białą skórą.
Za skórzanymi krzesłami widać sporych rozmiarów przeszkloną salę konferencyjną z dużym stołem z ciemnego drewna, wokół którego stoi co najmniej dwadzieścia krzeseł. Za tym wszystkim znajduje się sięgające od podłogi do sufitu okno z widokiem na Seattle,
Zaczęłabym się martwić, gdyby budynek znajdujący się w centrum Seattle miał widok na przykład na Nowy Jork.

 ciągnącym się aż do Zatoki Puget. Ta panorama jest oszałamiająca i przez chwilę stoję jak wrośnięta w ziemię. Rany.
Krew, rozcięcia, siniaki, złamania otwarte.

Siadam, wyciągam z torby pytania i przeglądam je, w duchu przeklinając Kate za to, że nie dorzuciła choćby krótkiej notki biograficznej.
Dziewczynko, nie jesteś w stanie skorzystać z internetu czy choćby gazety to nie narzekaj.

 Nic nie wiem na temat mężczyzny, z którym za chwilę mam przeprowadzić wywiad.
Profesjonalizm pełną gębą.
Wie, że jest mężczyzną, a to już coś.

 Czy ma lat dziewięćdziesiąt, czy trzydzieści. Ta niepewność jest irytująca i znowu zaczynam się denerwować. Nigdy nie przepadałam za rozmowami twarzą w twarz, preferując anonimowość dyskusji grupowej,
Podczas zajęć zakładała worek na głowę?

 podczas której mogę siedzieć na końcu sali i nie zwracać na siebie uwagi. Jeśli mam być szczera, to preferuję własne towarzystwo
Bo nikt nie jest wystarczająco zajebisty, aby mógł spędzać z nią czas.

 i czytanie w kampusowej bibliotece jakiegoś brytyjskiego klasyka. A nie nerwowe wiercenie się na krześle w potężnym szklanym gmachu.
Gromię się w duchu. Weź się w garść, Steele. Sądząc po budynku, który jest zbyt zimny i nowoczesny, uznaję, że Grey ma czterdzieści parę lat:
A wie to, ponieważ jest Mentalistą.

 wysportowany, opalony i jasnowłosy, żeby pasować do reszty personelu.
W dużych drzwiach po prawej stronie pojawia się kolejna elegancka, nienagannie ubrana blondynka. O co chodzi z tymi jasnowłosymi panienkami jak spod igły?
He prefers his bitches blond.

 Czy ja trafiłam do Stepford? Robię głęboki wdech i wstaję.
– Panna Steele? – pyta najnowsza blondynka.
To prawie jak najnowsze Cosmo.

– Tak – odpowiadam chrypliwie i odkasłuję. – Tak. – Proszę, teraz zabrzmiało to pewniej.
– Pan Grey za chwilę się z panią spotka. Mogę wziąć pani płaszcz?
– Oczywiście. – Zdejmuję palto.
I majtki.

– Zaproponowano pani coś do picia?
Tak, wódkę i trzy shoty Tequilli. Coś mi się wydaje, że bez tego ona nie da rady przeprowadzić wywiadu.

– Eee, nie. – O rety, czy Blondynka Numer Jeden będzie mieć kłopoty?
Tak, wywalą ją na zbity pysk za to, że nie zaproponowała napojów. Mają tam politykę silnej ręki pana G.
Silnej ręki... W kontekście przyszłych wydarzeń potrafię zobaczyć jedynie nieszczęsną blondynkę przełożoną przez kolano. 

Blondynka Numer Dwa marszczy brwi i mierzy spojrzeniem młodą kobietę za biurkiem.
– Co podać? Herbatę, kawę, wodę?
Piaskowiec? (Bo dawno nie było, a trzeba trzymać jakość.)
A może frytki do tego?

 – pyta, skupiając uwagę ponownie na mnie.
– Wodę, dziękuję – mamroczę.
– Olivio, przynieś, proszę, pannie Steele szklankę wody. – W jej głosie słychać surową nutę. Olivia natychmiast zrywa się z miejsca i spieszy w stronę drzwi po drugiej stronie holu.
– Najmocniej przepraszam, panno Steele, Olivia to nasza nowa stażystka. 
Jest jełopem.
Wychowały ją wilki.

Proszę zająć miejsce. Pan Grey zjawi się za pięć minut.
Olivia wraca ze szklanką wody z lodem. – Proszę bardzo, panno Steele. – Dziękuję.
Blondynka Numer Dwa maszeruje do wielkiego a stukot obcasów o podłogę z piaskowca (Fcuk yeah) roznosi się po pomieszczeniu. Siada i obie wracają do pracy.
Może pan Grey nalega, aby wszystkie jego pracownice były blondynkami.
Nie, on sam im farbuje włosy. Mają to zapisane w kontrakcie zaraz pod punktem na temat proponowaniu gościom napojów i ubierania się jak modelki.
Grey:   Och tak, w tym miodowym blondzie będziesz wyglądać pysznie!
Mówi, zakładając lateksowe rękawiczki.
Trzy...

 Zastanawiam się właśnie, czy to zgodne z prawem,
Że je farbuje? A może zupełnie na legalu otworzył sobie zakład?

 kiedy drzwi do gabinetu otwierają się i pojawia się w nich wysoki, elegancko ubrany, przystojny Afroamerykanin z krótkimi dredami. Zdecydowanie powinnam była inaczej się ubrać.
Odwraca się i mówi:
– Golf w tym tygodniu, Grey.
Bijacz, joł. Hej nygga nygga.

Nie słyszę odpowiedzi. Mężczyzna odwraca się, zauważa mnie iuśmiecha się. 
„Haha, kolejna pipa.”

Olivia zdążyła już wyskoczyć zza biurka i wcisnąć przycisk przywołujący windę.
Nie wiem dlaczego, ale wyobraziłam ją sobie ze spadochronem na plecach. Albo w stroju Ninja.
Albo z taką dzidą jak Tarzan.

 Szybkie zrywanie się z krzesła ma opanowane do perfekcji. 
Pewnie ma to w CV. Grey leci na takie bajery, dlatego ją przyjął.

Denerwuje się bardziej ode mnie!
– Do widzenia paniom – mówi mężczyzna, znikając za drzwiami kabiny.
– Pan Grey czeka na panią, panno Steele. Proszę wejść – mówi Blondynka Numer Dwa. Wstaję i niepewnie próbuję opanować zdenerwowanie. Podnoszę torbę, zostawiam szklankę z wodą i kieruję się w stronę uchylonych drzwi. – Proszę wchodzić bez pukania. – Uśmiecha się uprzejmie.
Popycham drzwi i w tym samym momencie potykam się o własne nogi, po czym wpadam do gabinetu głową naprzód.
To dosyć ciekawe, bo ona cały czas napomyka jaka to ona jest strasznie niezdarna (bo z żadną bohaterką bestsellerowej powieści niedawno przeniesionej na ekrany nam się to nie kojarzy), a to właściwie jedyny moment, kiedy Ana przejawia jakiekolwiek skłonności do przewracania się.
A może to był tylko wystający próg? Pewnie wszystkie laski się o niego potykają.
A tam pan G. już na starannie wyliczonej pozycji tylko czeka... A potem jest, że tak tylko się potknęła i to jakoś tak prze przypadek wyszło, a że on lubi chodzi po gabinecie bez bielizny to... już dobrze, już przestaję.


A niech to szlag – ja i moje dwie lewe nogi! Znajduję się na czworakach w progu gabinetu pana Greya, a usłużne ręce pomagają mi wstać. Mam ochotę zapaść się pod ziemię. Ale ze mnie niezdara. Sporo wysiłku muszę włożyć w podniesienie wzroku. Ożeż ty – jest taki młody.
Spokojnie, nie za młody, żeby coś tu było nielegalne.

– Panno Kavanagh. – Gdy odzyskuję pozycję pionową,
Czyt. gdy wstałam...

 wyciąga w moją stronę smukłą dłoń. 
I tu zaczyna się seria opisów wspaniałych dłoni pana G., która ciągnie się przez całą serię i w końcu będzie przyprawiała nas o mdłości.

– Jestem Christian Grey. Nic się pani nie stało? Usiądzie pani?
Zrobi mi laskę?
Właśnie wyobraziłam sobie, że zaczyna mówić z takim typowym akcentem południowego red necka.

Taki młody – i przystojny, bardzo przystojny. 
Niesamowicie przystojny, olśniewająco przystojny, oszałamiająco przystojny, ultra przystojny, przystojny w kij! Tak Pisaku, wiemy...

Ma na sobie elegancki szary garnitur, białą koszulę i czarny krawat. Jest wysoki, ma niesforne włosy w odcieniu ciemnej miedzi i błyszczące szare oczy, których spojrzeniem mierzy mnie uważnie. Dopiero po chwili jestem w stanie odpowiedzieć.
Radu radu radu, lubię placki.

– Eee, prawdę mówiąc... – bąkam. Jeśli ten facet ma więcej niż trzydzieści lat, to ja jestem tybetańskim mnichem. 
Więc jest kryptolesbijskim mnichem od amiszów, wychowanym w tybetańskich slumsach, razem  z wilkami. Seems legit.

Oszołomiona wyciągam dłoń i witamy się uściskiem. Gdy nasze palce się stykają, przez moje ciało przebiega dziwny, przyjemny dreszcz.
Skarbie, to nie jest jego dłoń, tylko wibrator.

 Pospiesznie cofam rękę. Wyładowania elektryczne ityle. Mrugam szybko, a ruchy moich powiek dorównują szybkością biciu serca.
Ona chyba dostału ataku padaczki. Inaczej nie jestem w stanie wytłumaczyć jej zachowania.
Zaraz zacznie się ślinić i toczyć pianę.
Myślisz, że pan G. wykorzysta sytuację?
Ba. Przynajmniej mniej sznurka zużyje.

 – Panna Kavanagh jest niedysponowana, przysłała więc mnie. Mam nadzieję, że nie przeszkadza to panu, panie Grey.
– A pani to...?  – Ton głosu ma ciepły i chyba nawet rozbawiony, choć trudno to ocenić, gdyż wyraz jego twarzy pozostaje niewzruszony. Sprawia wrażenie umiarkowanie zainteresowanego, ale przede wszystkim bije z niego uprzejmość.
Kiedy patrzy mi się na cycki.

– Anastasia Steele. Studiuję literaturę angielską razem z Kate, eee... Katherine... eee... panną Kavanagh na Uniwersytecie Stanu Waszyngton.
Jest nieźle wygadana jak na studentkę literatury angielskiej.
Eeee nooo ja być studiować literatura angielska z Kate.

– Rozumiem – rzuca zwięźle. Wydaje mi się, że przez jego twarz przemknął cień uśmiechu, ale nie mam pewności. – Może usiądziemy? – Gestem wskazuje naobitą białą skórą kanapę w kształcie litery L.
A nie G?
Punkt G?
Nie, pan G.

Ten gabinet jest stanowczo zbyt duży dla jednej osoby.
Może lubi biegać?
W sumie w Dumie i Uprzedzeniu kobiety przecież wybierały się na przechadzki po pokoju, więc może pan G. jest tradycjonalistą jeżeli chodzi o spędzanie wolnego czasu? Zaraz zacznie kaligrafować list do partnerów biznesowych.

 Naprzeciwko sięgających odpodłogi dosufitu okien stoi wielkie nowoczesne biurko z ciemnego drewna, wokół którego spokojnie mogłoby zasiąść sześć osób. 
No jejku, może lubi się wyłozyć z nogami na biurku?
Albo śpi na nim kiedy zostaje do późna w pracy?

Z takiego samego drewna wykonano ławę stojącą obok kanapy. Wszystko inne jest białe: sufit, podłoga i ściany. Na jednej z nich, tej z drzwiami, wisi mozaika niewielkich obrazów, w sumie trzydziestu sześciu, ułożonych w kwadrat.
Jakich obrazów? Monet? Picasso? Chagal?
Nie, Stan Lee...
Siemiradzki, Kossak...

 Są śliczne – przedstawiają zwyczajne, zapomniane przedmioty, namalowane z taką dbałością o szczegóły, że wyglądają jak fotografie. Powieszone razem zapierają dech w piersiach.
–Miejscowy malarz. Trouton
Jean Pierre Trouton, bardzo miejscowy.

 – wyjaśnia Grey, kiedy dostrzega, na co patrzę.
–Są piękne. Zwyczajność zmieniają w nadzwyczajność – rzucam (truizmem) zaintrygowana zarówno nim, jak i obrazami.
Przekrzywia głowę i przygląda mi się z uwagą.
– W pełni się z panią zgadzam, panno Steele – odpowiada cicho, a ja z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu oblewam się rumieńcem.
Nie licząc obrazów, reszta gabinetu jest zimna, czysta i beznamiętna. Zastanawiam się, czy odzwierciedla to osobowość tego adonisa,
Porównanie bohatera do greckiego boga  — jest. I znowu nie kojarzy nam się to z żadną książką amerykańskiej autorki traktującą o błyszczących się wampirach.

który zgracją zajmuje jeden zbiałych skórzanych foteli naprzeciwko mnie. Potrząsam głową, zaniepokojona biegiem swoich myśli,
Ona jest tak bardzo zboczona i zdprawowana. Jak ona w ogóle może myśleć takie rzeczy! 

i wyjmuję z torby pytania Kate. Następie kładę naławie dyktafon, który oczywiście najpierw dwa razy ląduje na podłodze.
Bo to jest bardzo przemyślana taktyka:


 Grey nic nie mówi, cierpliwie – mam nadzieję – czekając, gdy tymczasem mnie ogarnia coraz większe zażenowanie. Kiedy zbieram się na odwagę i podnoszę wzrok, dostrzegam, że mnie obserwuje. Jedna ręka leży swobodnie na (kroczu) kolanach, drugą podpiera brodę i przesuwa palcem wskazującym po ustach. Chyba próbuje powstrzymać uśmiech.
Bo jego jarają niezdarne dziewczyny.
„Upuść to jeszcze raz. Szybciej.”

– Przepraszam – bąkam. – Nie jestem do tego przyzwyczajona.
– Ależ proszę się nie spieszyć, panno Steele.
– Nie będzie panu przeszkadzać, jeśli nagram pańskie odpowiedzi?
– Teraz mnie pani o to pyta? Po tym, jak zadała sobie pani tyle trudu, aby umieścić na ławie dyktafon?
Rumienię się. Przekomarza się ze mną? Oby. Mrugam, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć, a on chyba się nade mną lituje, ponieważ stwierdza:
 — Nope.

– Nie będzie mi to przeszkadzać.
– Czy Kate, to znaczy panna Kavanagh, wyjaśniła cel tego wywiadu?
–Tak. Ma się pojawić w kolejnym, ostatnim w tym roku akademickim numerze gazety studenckiej, ponieważ to ja mam wręczać absolwentom dyplomy.
Bo jestem Mister Zayebistość, wszyscy mnie kochają i robię wszystko w tym mieście, bejb.
Jest jak szejk. Powinien jeszcze mieć złoża nafty i białą szmatę na głowie.
Myślę, że w ich szkole na ścianie w każdej klasie wisi jego portret.
Grey ufam Tobie.
Grey, honor, ojczyzna.
In Grey we trust.

Och! To dla mnie nowość i zaintrygowana jestem faktem, że ktoś niewiele ode mnie starszy – okej, może z sześć lat lub coś koło tego, i okej, odnoszący niesamowite sukcesy,
No dobrze, już wiemy, że jest tak zayebisty, że szok, nie musisz nam tego wcierać w twarz za każdym razem!
Jakie sukcesy, przecież ona nadal nic o nim nie wie.
No ale w sumie ma tę swoją firmę...
Chociaż mógł ją odziedziczyć po ojcu.
Po jego rodzicach, emigrantach  z Polski.

no ale jednak młody – wręczy mi dyplom ukończenia studiów. Marszczę brwi, próbując się ponownie skoncentrować na wyznaczonym zadaniu.
– Świetnie. – Przełykam nerwowo ślinę. – Mam kilka pytań, panie Grey. – Zatykam niesforny lok za ucho.
– Tego właśnie oczekiwałem – mówi, (zdejmując koszulę) zachowując śmiertelną powagę.
Natrząsa się ze mnie. (Zaisteeee)  Gdy dociera to do mnie, policzki zaczynają mi płonąć i prostuję się, aby się wydać wyższą i bardziej onieśmielającą. 
No rzeczywiście, zrobiła na nim takie wrażenie tym wejściem, szczególnie, że gość pewnie jest onieśmielony jak nie wiem co.

Wciskając guzik w dyktafonie, próbuję wyglądać jak profesjonalistka.
Nie wiem o jaką profesjonalistkę jej chodzi ale do tej, którą mam na myśli musiałabyś założyć bardziej kuse ubranie.

– Jest pan  bardzo młody jak na osobę, której udało ię stworzyć takie imperium. Czemu zawdzięcza pan swój sukces? – Podnoszę naniego wzrok. Co prawda uśmiecha się, ale sprawia wrażenie nieco rozczarowanego.
– Biznes to ludzie, panno Steele, a mnie świetnie wychodzi ich ocena.
Piątka z plusem.

 Wiem, jak pracują, co poprawia ich wyniki, co nie, co ich inspiruje ijak ich motywować. Zatrudniam wyjątkowy zespół i sowicie go wynagradzam. – Przeszywa mnie spojrzeniem szarych oczu. Żywię przekonanie, że aby osiągnąć sukces w jakiejś dziedzinie, trzeba stać się w niej mistrzem, poznać ją na wylot, każdy najmniejszy szczegół. Ciężko nad tym pracuję. Podejmuję decyzje, kierując się logiką i faktami. 
Ten monolog jest tak straszny, że aż nie wierzę. To jakby wyrwać go z najgorszej książki na temat zarządzania jaka istnieje na rynku.

Instynkt pozwala mi dostrzec dobry pomysł i zająć się nim, a także zgromadzić dobrych ludzi. W tym właśnie sedno: wszystko zawsze się sprowadza do dobrych ludzi.
– Może ma pan po prostu szczęście. 
Tak na prawdę wybiera personel na chybił trafił rzucając piankami w ogłoszenia.

– To nie znajduje się na liście Kate. Ale on jest taki arogancki. Przez chwilę w jego oczach widzę zaskoczenie.
– Nie uznaję czegoś takiego jak szczęście czy traf, panno Steele. Wygląda na to, że im ciężej pracuję, tym więcej mam szczęścia. Naprawdę wszystko jest uzależnione od tego, czy ma się w zespole odpowiednich ludzi i czy należycie pożytkuje  się ich energię. To chyba Harvey Firestone powiedział, że ludzki rozwój to najważniejsze powołanie przywództwa.
Znalazł to w książce aforyzmami, którą czytał siedząc w łazience.

– Widać, że lubi pan rządzić. – Te słowa wydostają się z moich ust bez mojej wiedzy.
– Och, sprawuję kontrolę we wszystkich dziedzinach życia, panno Steele 
Oddaję mocz kiedy chcę.
Żaden pęcherz nie będzie mi mówił gdzie mam iśc i co robić!

– mówi, ale jego uśmiech pozbawiony jest wesołości. Patrzę na niego, a on odpowiada mi spojrzeniem bacznym i beznamiętnym. Serce zaczyna szybciej mi bić, a policzki znowu oblewa rumieniec.
Czemu tak mnie wytrąca z równowagi? Może to kwestia jego atrakcyjności? Przeszywającego spojrzenia? Sposobu, w jaki palcem wskazującym przesuwa po dolnej wardze? Naprawdę mógłby przestać tak robić.
– Poza tym ogromną władzę człowiek zdobywa wtedy, gdy przekona samego siebie, iż urodził się po to, aby sprawować kontrolę – kontynuuje gładko.
– Uważa pan, że ma ogromną władzę? – Normalnie obsesja na punkcie sprawowania kontroli.
– Mam cztery tysiące pracowników, panno Steele. Zapewnia mi to swoiste poczucie odpowiedzialności, władzy, jeśli takie określenie bardziej pani odpowiada. Gdybym podjął decyzję, że już mnie nie interesuje branża telekomunikacyjna i sprzedałbym firmę, po mniej więcej miesiącu dwadzieścia tysięcy ludzi miałoby problem ze spłatą hipoteki.
On jest tak niesamowity, że gdyby przestał pracować, całe Seattle by umarło, Stany Zjednoczone zamieniłyby się w pustynię, dzieci nie miałyby co jeść, pandy płakałyby, misie koala nie miałyby eukaliptusa do jedzenia, a małe śłiczne kotki z You Tube’a nie miałyby mleka do siorbania.

Moje usta same się otwierają. Jego brak pokory wprawia mnie w osłupienie.
– Nie musi pan odpowiadać przed zarządem? – pytam zdegustowana.
Raczej przed narządem.
Swoim własnym. Ale Ana nie ma się czym degustować, wkrótce sama przed nim odpowie.

– Jestem właścicielem mojej firmy. Nie muszę odpowiadać przed zarządem. – Unosi brew. Czerwienieję. Oczywiście wiedziałabym to, gdybym zebrała choć trochę informacji na jego temat.
No shit, Sherlock.
 Ale, cholera, strasznie jest arogancki. Zmieniam taktykę.
– Inwestuje pan w produkcję przemysłową. Co jest tego powodem? – pytam. Dlaczego w jego towarzystwie czuję się taka skrępowana?
Bo już cię związał linką.
A ona nawet tego nie zauważyła. Sprytna bestia z tego pana G.

– Lubię budować różne rzeczy. Lubię wiedzieć, jak wszystko działa,
Tak,  ja na przykład ostatnio rozkręciłam pilot od telewizora.

na jakiej zasadzie, jak to złożyć i rozłożyć. Poza tym kocham statki. Cóż mogę powiedzieć?
– Mam wrażenie, jakby mówiło to pańskie serce, a nie logika i fakty.
Nie kurna, jego kuśka to mówi...
Ma główkę nie od parady.

Dostrzegam drgnięcie kącika jego ust. Wpatruje się we mnie bacznie.
– Możliwe. Choć niektórzy powiedzieliby, że ja nie mam serca.
– A czemu mieliby tak mówić?
– Bo dobrze mnie znają.
Mimo tego, że w późniejszych rozdziałach mówi, że nikt go dobrze nie zna. Ale kim to ja jestem, żeby wymagać takich rzeczy od wszechmocnego pisaka...

Wykrzywia usta w cierpkim uśmiechu.
– Czy pańscy przyjaciele powiedzieliby, że łatwo pana poznać? 
Brzmi jak pytanie wzięte z randki w ciemno. „Wyobraź sobie, że jedziemy na romantyczny weekend. Gdzie byś mnie zabrał? O odpowiedź proszę kandydata numer jeden.”

I natychmiast żałuję tego pytania. Nie ma go na liście Kate.
– Mocno bronię swojej prywatności, panno Steele.
Mam trzy alarmy w domu, dwa psy, sześciu ochroniarzy, dwa koty, świnkę morską oraz hasło do wiadomości na telefonie.

 Rzadko udzielam wywiadów.
Oprócz tych, w których zwierzam się ze swojego życia studentce, która robi wywiad do gazetki szkolnej. Stary, do Forbesa byś dał wywiad, do Men’s Health, a nie do tego czegoś.

– Dlaczego więc na ten się pan zgodził?
Because fcuk you, that’s why.
Tak, to jest właśnie logika tej książki.
Co tej książki?

– Ponieważ jestem dobroczyńcą waszej uczelni, no i prawdę powiedziawszy, panna Kavanagh nie pozwalała się zbyć. 
Ponieważ kobiety mają na mnie taki wpływ, że zgadzam się na wszystko czego chcą. Oh, come on!

Bez końca wierciła dziurę w brzuchu moim ludziom z PR, a ja podziwiam tego rodzaju upór.
Wiem, jak uparta potrafi być Kate. Dlatego właśnie siedzę tutaj i kulę się pod badawczym spojrzeniem Greya, gdy tymczasem powinnam zakuwać do egzaminów.
Co ona ma z tymi egzaminami? Było nie czytać angielskiej klasyki w czytelni, tylko się uczyć!
Może "zakuwać" to tylko taki studencki szyfr? Podobno jeszcze niedawno w BUWie było całkiem sporo mało uczęszczanych miejsc, gdzie można było... zakuwać.

– Inwestuje pan także w technologie rolnicze. Skąd pańskie zainteresowanie tą akurat branżą?
Bo lubię krowy i owce. Owce są super!

– Nie da się jeść pieniędzy, panno Steele, a zbyt wielu ludzi na tej planecie jest niedożywionych.
I pokój na świecie.


– Bardzo filantropijne podejście. Czy to właśnie jest pańską pasją? Nakarmienie biednych tego świata?
Wzrusza niezobowiązująco ramionami.
–To całkiem niezły biznes – stwierdza, choć mnie się wydaje, że nie mówi tego szczerze. Jaki to ma sens: karmienie biednych tego świata? 
Dokładnie! Weź to teraz powiedz organizacjom charytatywnym, zobaczymy co powiedzą.

Nie widzę wtym żadnych korzyści finansowych. Zerkam na kolejne pytanie, skonsternowana tym, co usłyszałam.
– Ma pan swoją filozofię? A jeśli tak, to jaką?
–Nie mam filozofii jako takiej. Może jedynie zasadę przewodnią, słowa Andrew Carnegiego: „Ten, kto posiądzie umiejętność władania własnym umysłem, może objąć w posiadanie wszystko inne, do czego ma słuszne prawo”. Z determinacją dążę do celu. Lubię kontrolę zarówno nad samym sobą, jak i nad tymi, którzy mnie otaczają.
A tak w ogóle to ja jestem bardzo skrytym człowiekiem i nie lubię opowiadać o sobie.

– A więc chce pan obejmować rzeczy w posiadanie. – Ależ z niego „kontroler”.
Ruchu lotniczego chyba.
Albo z autobanu.

– Chcę zasługiwać na to, aby je posiadać, ale owszem, tak to można ująć.
– Mówi pan jak konsument pierwszej wody.
– Bo nim jestem.
No niestety, tutaj coś nie tak wyszło w tłumaczeniu. Albo to może był bezsens Pisaka?

Uśmiecha się, ale uśmiech nie dociera do oczu. Po raz kolejny nie pasuje to do kogoś, kto chce nakarmić świat, nie potrafię się więc oprzeć wrażeniu, że mówimy o czymś innym, tyle że nie mam pojęcia o czym.
Jak nie wiadomo o co chodzi, to zawsze chodzi o seks.
Mnie zaintrygował ten uśmiech docierający do oczu. Albo tak naprawdę jest Kotem z Chesire, albo w tak zwanym międzyczasie lansuje się na Jokera z Mrocznego Rycerza.

 Przełykam ślinę. Panująca w gabinecie temperatura uległa podwyższeniu, a może tylko ja tak to odczuwam. Chciałabym mieć już ten wywiad za sobą. Chyba zgromadziłam dość materiału dla Kate, no nie? Zerkam na kolejne pytanie.
– Został pan adoptowany. Jak dalece ukształtowało to pański charakter? – Och, to akurat pytanie osobiste. Patrzę na swego rozmówcę, mając nadzieję, że go nie uraziłam. Marszczy czoło.
– Nie jestem w stanie tego określić. — Zaintrygował mnie. 
– Ile miał pan lat w momencie adopcji?
– To fakt powszechnie znany, panno Steele. 
Wszyscy o tym wiedzą, jak ona śmie o to pytać! BTW, nie sądzicie, że jak na człowieka skrytego, nie lubiącego mówić o sobie to kurczę sporo faktów z jego życia jest powszechnie znanych?

– W jego głosie pobrzmiewa surowość. Ponownie oblewam się rumieńcem. (Chlust!) Cholera. Gdybym wiedziała, że będę  przeprowadzać ten wywiad, to oczywiste, że lepiej bym się przygotowała. Szybko zmieniam temat.
– Dla pracy poświęca pan życie rodzinne.
– To nie jest pytanie – rzuca krótko.
– Przepraszam. – Czuję się jak zbesztane dziecko. Próbuję raz jeszcze. – Czy musi pan poświęcać dla pracy życie rodzinne?
– Mam rodzinę. Mam brata i siostrę, i kochających rodziców. Nie interesuje mnie powiększanie tej rodziny.
Stary, ona spróbowała dyskretnie się spytać czy masz jakąś laskę, a ty tu wychodzisz z drzewem geneaologicznym!

– Jest pan gejem, panie Grey?
Skąd wiedziałaś, bejb? Czy to ta różowa koszula czy te wszystkie zdjęcia nagich mężczyzn w moim biurze?

Wciąga głośno powietrze, a ja kulę się z zażenowaniem. Cholera. Jak mogłam nie zastosować czegoś w rodzaju filtra,
Britty są dobre…

tylko od razu głośno to przeczytać? Jak mam mu powiedzieć, że ja jedynie czytam pytania? Cholerna Kate i jej ciekawość!
– Nie, Anastasio, nie jestem. – Unosi brwi, a w jego oczach pojawia się chłodny błysk. Nie wygląda na zadowolonego.
– Bardzo przepraszam. To, eee... jest tu napisane. – Po raz pierwszy wypowiedział moje imię. Szybciej bije mi serce, a policzki znowu czerwienieją. Nerwowym gestem zatykam pasmo włosów za ucho.
Grey przechyla głowę. – To nie są pani pytania? Krew odpływa mi z twarzy. O nie. – Eee... nie. Kate, panna Kavanagh, to ona je przygotowała.
– Pracujecie razem w gazecie studenckiej? – Cholera jasna! Nie mam nic wspólnego z tą gazetą. To zajęcie dodatkowe Kate, nie moje. Twarz mi płonie.
Niech ktoś biegnie po gaśnicę!

– Nie. To moja współlokatorka.
W zamyśleniu gładzi się po brodzie, przyglądając mi się uważnie.
– Zaoferowała się pani, że przeprowadzi ten wywiad? – pyta niebezpiecznie cichym głosem.
Jeszcze ciszej i coś może wybuchnąć.
Na przykład jajniki Any, które i tak zaraz eksplodują samoistnie.

Chwileczkę, kto ma komu zadawać pytania? Jego spojrzenie przewierca mnie na wylot, a ja zmuszona jestem powiedzieć prawdę.
– Zostałam oddelegowana. Kate jest chora – mówię przepraszająco.
– To wiele wyjaśnia.
Rozlega się pukanie do drzwi i do gabinetu wsuwa głowę Blondynka Numer Dwa.
– Panie Grey, przepraszam, że przeszkadzam, ale za dwie minuty ma pan kolejne spotkanie.
– Jeszcze nie skończyliśmy, Andreo. Odwołaj, proszę, to spotkanie.
Andrea waha się, wpatrując się w niego. Sprawia wrażenie zagubionej.
Szok, rzeczywiście. Jesteś czyjąś sekretarką i szef każe ci anulować spotkanie. Andrea zaraz dostanie zawału z nadmiaru wrażeń.

 Grey odwraca powoli głowę w jej stronę i unosi brwi. Kobieta oblewa się pąsowym rumieńcem. Uff, nie tylko ja tak mam.
– Oczywiście, panie Grey – bąka, po czym zamyka za sobą
drzwi. z powrotem na mnie.
Mój rozmówca marszczy brwi, a następnie skupia uwagę.
– Na czym skończyliśmy, panno Steele? Och, a więc wracamy do „panny Steele”. – Ja naprawdę nie chcę w niczym panu przeszkadzać.
– Chciałbym dowiedzieć się czegoś na pani temat. Dla wyrównania rachunków. – Wjego szarych oczach błyszczy ciekawość. Kurde i jeszcze raz kurde. 
Skandal! Takie słowa z ust licealistki! To jest właśnie zdeprawowana Ameryka!

 Po co mu to? Opiera łokcie na poręczach fotela, a palce krzyżuje na wysokości ust. Jego usta są bardzo... rozpraszające.
Jego usta rozpraszająco zaczęły tańczyć kankana.

 Przełykam ślinę.
– Niewiele tego jest – mówię, rumieniąc się po raz enty.
– Co ma pani w planach po ukończeniu studiów?
Chcę zostać kochanką milionera.
Dobrze pani trafiła!
W Grey Enterprises szukamy właśnie tak ambitnych osób jak pani.

Wzruszam ramionami, zakłopotana jego zainteresowaniem. Jechać do Seattle z Kate, znaleźć pracę. Tak naprawdę nie wybiegam zbytnio myślami w przyszłość.
– Jeszcze nie poczyniłam planów, panie Grey. Na razie muszę zdać egzaminy końcowe. – Do których powinnam się teraz przygotowywać, a nie siedzieć w tym okazałym, eleganckim, sterylnym gabinecie, kuląc się pod twoim badawczym spojrzeniem.
– Mamy tutaj doskonały program dla stażystów – mówi cicho. Unoszę z zaskoczeniem brwi. Proponuje mi pracę?
Nie będzie pani nawet musiała ruszać się z łóżka :)

– Och. Będę to miała na uwadze – dukam skonfundowana. – Choć nie jestem pewna, czybym tutaj pasowała. – O nie. Znowu myślę na głos.
–Dlaczego tak pani uważa? – Zaintrygowany przechyla głowę na bok,



 a przez jego twarz przemyka coś na kształt uśmiechu.
– To chyba oczywiste. – Jestem niezgrabna, mało elegancka i nie mam włosów w kolorze blond.
– Dla mnie nie.
Już się nie uśmiecha i nagle czuję skurcz jakichś dziwnych mięśni w brzuchu.
To macica wywraca ci się na lewą stronę.

Pochylam głowę i niewidzącym wzrokiem wpatruję się w zaplecione palce. Co się dzieje? Muszę stąd wyjść, natychmiast. Wyciągam rękę po dyktafon.
– Może oprowadzić panią? – pyta.
– Jestem pewna, że ma pan zbyt wiele zajęć, panie Grey, a mnie czeka długa droga.
– Wraca pani do Vancouver? – W jego głosie słychać zaskoczenie, a nawet niepokój. Zerka w stronę okna. Zdążyło się rozpadać. – Cóż, proszę zachować ostrożność. – Ton ma surowy, autorytarny jak rząd II Rzeczpospolitej po przewrocie majowym. Czemu miałoby go to obchodzić? – Otrzymała pani wszystko, co trzeba? – dodaje.
–Tak, proszę pana – odpowiadam, wrzucając dyktafon do torby. On mruży oczy z namysłem. – Dziękuję za rozmowę, panie Grey.
– Cała przyjemność po mojej stronie. – Jak zawsze uprzejmy.
Gdy wstaję, on także podnosi się z fotela i wyciąga rękę.
– Do zobaczenia, panno Steele. – I brzmi to jak wyzwanie albo groźba, nie mam pewności. 
Wydaje mi się, że on ma jakiś problem. Bo kto do kurny nędzy żegna się z kimś grożącym głosem?
Stalker?

Marszczę brwi. Do zobaczenia? Ponownie ujmuję jego dłoń, zdumiona tym, że nadal przeskakują między nami te dziwne iskry. To pewnie nerwy.
– Panie Grey. – Kiwam głową.
Sprężystym krokiem podchodzi do drzwi i otwiera je na oścież.
– Chcę dopilnować, aby nic się pani nie stało, panno Steele. – Uśmiecha się lekko. To oczywiste, że czyni aluzję do mojego mało eleganckiego wkroczenia do gabinetu. Oblewam się rumieńcem.
– Jest pan bardzo uprzejmy, panie Grey – warczę, a jego uśmiech staje się szerszy. 
I odpada mu czubek głowy.

Fajnie, żeuważasz mnie zazabawną, wściekam się w duchu, wychodząc do holu. Ku memu zaskoczeniu sam też wychodzi. Andrea i Olivia unoszą głowy znad biurek, równie zdziwione.
– Miała pani jakiś płaszcz?
Azaliż nie płaszcz, a PALTO!

– Tak. – Olivia zrywa się z krzesła i przynosi moje palto, które przechwytuje Grey. 
Grey przechwytuje i biegnie na bramkę. Tłumy szaleją, przeciwnicy nie wiedzą co robić, małe kotki robią urocze rzeczy na YouTube.

Przytrzymuje je dla mnie, a ja wsuwam z zażenowaniem ręce w rękawy. Na chwilę kładzie dłonie na moich ramionach. Wciągam gwałtownie powietrze. Jeśli zauważa moją reakcję, nic nie daje po sobie poznać. Długim palcem wskazującym wciska guzik przywołujący windę istoimy,
Bo ja bym się nie domyśliła, że nie nacisnał guzika alarmowego na przykład nosem. Pisak musiała zaznaczyć co i czym dokładnie nacisnął.
Każda okazja jest dobra, by opisać choć mały fragment Boskiego Ciała Mr Greya. Zwłaszcza wciskanie... guzików.

czekając – ja skrępowana, on obojętnie opanowany. Drzwi rozsuwają się i wchodzę natychmiast do kabiny,
Już są pod prysznicem?

 desperacko pragnąc stąd uciec. Naprawdę muszę wydostać się z tego miejsca. Kiedy odwracam się, widzę, że Grey opiera się jedną ręką o ścianę przy windzie. Naprawdę jest bardzo, ale to bardzo przystojny.
Jest? Nie domyśliłabym się, przecież wspomniałaś to tylko jakieś pięćdziesiąt razy.

 Mocno mnie to rozprasza. Przewierca mnie swymi szarymi oczami.
– Anastasio – mówi tytułem pożegnania. – Christianie – odpowiadam. I litościwie zasuwają się drzwi.
Nakazała im to Matka Boska od Drzwi Litościwych, bo już nie mogła na to wszystko patrzeć.




Ciąg dalszy nastąpi, strzeżcie się.

8 komentarzy:

  1. Nie moge się doczekać ciągu dalszego drogie autorki!
    Piaskowiec totalnie made my day.
    Polecam dokladną analizę całości rozdział po rozdziale. Sttp://jenniferarmintrout.blogspot.com/p/jen-reads-50-shades-of-grey.html?zx=8acdd13eac61eb38 swoją drogą ja wymiękłam po drugim więc tym bardziej podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejna część w przygotowaniu, niestety właśnie komputer mi padł i nie zapisały się dwie strony tekstu, nad którymi pracowałam ostatnią godzinę, ale walczymy :)
      Dzięki za link, teraz już zupełnie nie mam życia. Dziewczyna ma świetne pomysły i bardzo dobrze się to czyta.

      Usuń
  2. Ale ekstra :) Jesteście świetne :) gratuluję pomysłów :) czekam na dalszy ciąg! pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę*, ale recenzja świetna ;D

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje odczucia po przeczytaniu nie są aż tak negatywne, ale potrafię docenić humor i dobry pomysł na napisanie takiej recenzji :) Fajnie się czyta :D

    OdpowiedzUsuń
  5. "chociaż ma 21 lat zachowuje się jak by miała trzydzieści" <= Możecie mnie oświecić czym różni się zachowanie dwudziestolatki od jej dekadę starszego odpowiednika? Chciałabym wiedzieć, jak powinnam się zachowywać czy cuś tym stylu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba chodzi o to, że w "Zmierzchu" często było mówione, że Bella zachowywała się jak trzydziestolatka, mimo że miała 17 lat. Tutaj Ana jest tak jakby odpowiednikiem Belli.

      Usuń
  6. O matko, już się boję. Tak to jest, jak człowiek nie przeczyta spisu treści analiz, tylko leci na ślepo! Nie wiedziałam, że wzięłyście się za to porno. XD
    Dobrze wam idzie! Wreszcie mam okazję zapoznać się z tym (po)tforkiem.

    OdpowiedzUsuń