niedziela, 25 marca 2012

Prawie-Król-Lew dramatyzmem trącący...


W tym tygodniu zniszczymy dzieciństwo niektórym z czytelników. Oto bowiem mamy najbardziej nieudolnie napisane opko na temat fandomu Króla Lwa jakie w życiu widziałyśmy.
Będzie dzień w pigułce, lwy robiące zakupy w centrach handlowych, dużo LSD i jeszcze więcej dramatu (i tragedii).
Jeżeli ten opis jeszcze was nie zniechęcił zapraszamy do lektury (oraz najbliższej poradni psychologicznej).

Blog zanalizowały:
Toldie
Żabencja

Adres bloga:
http://lionkingforever.blogownia.pl/




rozdział 1:kiąże imieniem Mohatu

Hej!Od teraz będę na blogu pisać opko.
Cudnie, w końcu Opka to nasza specjalność. Więc śmiało, AŁtoreczko, zadziw nas czymś.
Rozczula mnie fakt, że już same Ałtoreczki swoje twory nazywają opkami…

To będzie cała historia króla lwa.W pierwszym rozdziale będzie o małym Mohatu.Miłego czytania.

Uprzedzając bieg wydarzeń. Nie nie jest to cała historia króla lwa, nie jest to nawet cała historia opisana w filmie animowanym o tym tytule. Właściwie, to nie wiem o czym jest ta historia.

Poza tym nigdzie nie jest napisane, że mały Mohatu jest lwem, więc równie dobrze może być jakimś zaginionym bratem Pocahontas lub tym królikiem w szablonie blogaska. Sorry, dopiero dobry risercz otworzył mi oczy, że w uniwersum Króla Lwa Mohatu był pradziadkiem Simby, co samo w sobie jest trochę psychodeliczne.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Był piękne i słoneczne po południe.
Które przeszło w mniej słoneczny, lecz równie piękny wie czór.
Rany boskie, ostatni raz zaczęłam tak opowiadanie gdy byłam w podstawówce…

Na Lwiej Skale królowi Vudo i królowej Nalaji urodziło się małę lwiątko.Był to samczyk.
Nalaja-Jakie on ma słodkie oczka!Jak go nazwiemy?
O kurza stopa, toż to dramat! I to dosłownie! AŁtoreczce się chyba troszkę gatunki literackie pokićkały...
No ja rozumiem, inspiracje twórców Hamletem i te sprawy, ale… LOL.
A jakby nie miał słodkich oczek, zapewne wołaliby na niego Ten Co Go Tam Pod Krzakami Spłodziliśmy.

Vudo-Może Muno?
Nalaja-Nie.
Dlaczego, przynajmniej rozkręcałby niezłe imprezy. No chyba że nazwiecie go Munro, wtedy dopiero będzie rozrywkowym kolesiem… eee, lwem.

Vudo-A Miratu?
Może Włodek, Zbyszek, Kryspin albo nasz znajomy z poprzedniego opowiadania Benek?
Ale władca Lwiej Ziemi Benek nie brzmi już tak majestatycznie jak król Miratu, nazwany na cześć  damy ze Star Treka

Nalaja-Nie!Wiem!Mohatu!
Nie wiem, dla mnie wygląda bardziej jak Włodek...

Vudo-Cudne imię.Pasuję do niego.
Zrobiło sięjuż późno i wszyscy poszli spać.
Wielkie wydarzenie, narodziny przyszłego króla na Lwiej Skale, mieszkańcy całej sawanny cieszą się i przybywają, aby złożyć pokłon nowonarodzonemu. A tu znienacka atakuje niezawodna narkolepsja.
Mnie znienacka ogarnęło pragnienie czegoś mocniejszego…

Nazajutrz odbyła się prezentacja Mohatu.
Vudo skoczył jeszcze po wskaźnik, a Nalaja odpaliła PowerPointa.

Król stał na czubku skały i nagle przyleciał do niego Zazu.Zwierzęta zbierały się pod Lwią Skałę.Vudo uśmiechnął się kiedy szaman Ayes do niego podszedł.Poszli do królowej Nalaji która trzymała w łapach spiącego Mohatu.
Nie ma wątpliwości, że AŁtoreczka osiągnęła tu wyżyny swojej literackiej finezji. Otóż mamy prawie same zdania pojedyncze. Ja rozumiem, że Król Lew jest bajką dla dzieci, ale Walt Disney to chyba się przekręca w tym swoim słoiku z formaliną, w którym rzekomo go umieszczono.

Mohatu się obudził.Ayes posmarował jego czoło czerwonym mazidłem i wziął go na ręce.Pokazał go zwierzętom a one oddawły pokłon.Później Ayes oddał Mohatu Nalaji.Lwice jeszcze przez długi czas się nim zachwycały.
Ah tak, to właśnie opis tej zapierającej dech w piersiach, podniosłej ceremonii. Czujecie te wszystkie emocje? 
Ja też nie...
Okej, historykiem nie jestem wybitnym, ale jak ktoś rytuał namaszczenia przyszłego władcy, tudzież przyjęcia potomka do rodziny, nazywa posmarowaniem czoła czerwonym mazidłem, to mam ochotę zatłuc tego kogoś dwoma tysiącstronicowymi podręcznikami do starożytności i średniowiecza. 
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
C.D.N za 2 komy.Sorry że bez obrazków ale będą w następnym.
A mówią, że bezinteresowność pisarzy umarła...
Komcie albo wpierdol!

Hejka!Nareszcie będzie kolejny rozdział opka.I będą obrazki.Miłego czytania.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mohatu był już trochę większy.
Trochę większy. Tak ze dwa centymetry mu przybyło w kłębie. 
I miał jedną nóżkę bardziej.

Pewnego dnia wybrał się na spacer.
Tak, bo te spacery to właśnie to co młode lwy lubią robić najbardziej.

Po drodze zobaczył drzewo a nim lewka w jego wieku wołąjącego o pomoc.
Jeden rzut oka wystarczył, by ocenić jego wiek, a także by poznać jego poglądy polityczne i zawartość żołądka.

lewek:Ratunku!Pomocy!
Mohatu:Nie bój się!Zaraz ci pomogę!
Mohatu wkroczył do akcji.Wskoczył na drzewo i zaczął się wspinać.
Mohatu był tylko kawałeczek od lewka.
Mohatu:Jeszcze tylko troszkę.
Mohatu wdrapał się na gałąź.Nagle gałąź złamała się.Mohatu i lewek zaczeli spadać.
I tak spadali i spadali. Kiedy już myśleliśmy, że coś się wydarzy...

Lwiątka spadły.
I właśnie dla takich momentów warto tak skrupulatnie budować napięcie.

Jako pierwszy podniósł się lewek.Siadł nad nieprzytomnym Mohatu.Mohatu oprzytomniał i usiadł obok lewka.
lewek:Dzięki.Uratowałeś mi życie.
Co prawda przez ciebie mogliśmy porozbijać sobie czaszki, ale liczy się gest.

Mohatu:Nie ma o czym mówić.Mam na imię Mohatu.
lewek:A ja jestem Budderball (czyt:Baderbal).
Bo czytelnicy to z natury kretyni, a tak między nami, ja nie jestem lwem.

Słońce zaczęło zachodzić.
Tak jak to czytam to rzeczywiście wydaje mi się, że to nie są opisy ale didaskalia. Czyżbyśmy naprawdę mieli do czynienia z dramatem?
A ściślej mówiąc — z tragedią.

Mohatu:Muszę już iść.Spotkamy się jutro?
Budderball:Jasne.Pod moją jaskinią co ty na to?
Mohatu:A gdzie ona jest?
Za trzecim krzakiem skręcisz w lewo, później omiń dwie stojące na przeciw kamienia zebry i jak już dojdziesz do takiej dużej kępy trawy jesteś na miejscu.

Budderball:Tu.
Albo i w ten sposób...
Sorry, ale… XD

Budderball wzkazał łapą na jaskinię obok drzewa.
Mohatu:Aha.
Kelly:Budderball!Chodź na kolację.
I masz zjeść wszystkie brokuły, bo nie dostaniesz deseru. Wizja lwów jedzących kolacje wydaje się być interesująca.
A imię Kelly ma w sobie żar afrykańskich pustyni, czyż nie? Chyba że odkryliśmy właśnie, co stało się z The Kelly Family…

Budderball:Muszę już iść.Mama mnie woła.To cześć!
Mohatu:Pa!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

rozdział 3:Gdzie byłeś?

Mohatu biegł najszybciej jak mógł.Z jednej strony był szczęśliwy że znalazł wreszcie przyjaciela a z drugiej strony był trochę wystraszony bo mama i tata pewnie go okrzyczą że tak późno wrócił.
Strach przed okrzyczeniem przez lwich rodziców. Wydaje mi się, że w tym przypadku awantura to Twój najmniejszy problem.
Ale dostać opieprz od lwa — to brzmi całkiem stylowo.

Kiedy był już przy LS zobaczył Vudo chodzącego w kółko i Nalaję która siedzała i się martwiła.
LS? Czyżby chodziło o Landwirtschafts Simulator, czyli symulator farmy? Jeżeli internet dotarł już na sawannę, to ta Afryka może nie być tak zacofana jak myśleliśmy.

Mohatu wchodził po chichu na LS.W tyle zobaczył martwiące się lwice.
Martwiące się lwice miały taki wyraz... pysków?


I tak stały i się martwiły. Może to fucha podobna do płaczek na pogrzebach?

Mohatu był już na LS. (chyba na LSD…)
Mohatu:Cześć tato.Cześć mamo.
Vudo:Mohatu!
Nalaja:Synku!
Rodzice podbiegli do Mohatu.Vudo przytulił Mohatu a Nalaja go polizała.
Kumam, że to opko o zwierzętach, ale jak czytam, że kogoś matka polizała, to i tak czuję się trochę niezręcznie.

Vudo:Dlaczego nie było cię cały dzień?
Nalaja:Właśnie.Ja i tata martwiliśmy się.
Mohatu:Najpierw na spacerze zobaczyłem lewka który był na drzewie.Nie mógł zejść i wołał o pomoc.Wspiąłem się na drzewo i nagle gałąź się złamała.Ja i on spadliśmy na ziemie.Byliśmy trochę nieprzytomni.Pierwszy obudził się on.Później wstałem ja.Gadaliśmy chwile.Powiedziałem mu jak mam na imię a on też mi powiedział.
I oto cały jego dzień. A ja myślałam, że u nas w zimę dzień jest krótki.
Albo takiego tripa mieli, że naprawdę zajęło im to kilkanaście godzin.
…A Ty — czy wyjawiasz innym swoje imię?

Vudo:I jak ma na imię?
Mohatu:Budderball.Mamy się jutro spotkać.On mieszka na granicy LZ z KZR PZPR, OMG, USA, TVN i w jaskini przy tym wysokim drzewie na którym był.
Nalaja:A jak on wygląda?
Mohatu:Jest brązowy ma czarną grzywkę, ogon i kawałki grzywki na łapkach, zielone oczy i beżowe palce, pyszczek, obwudki (neeeeeeeeeein!!!) oczu i brzuch (Ma także brzuch, to ważna rzecz) a co?
Nalaja i Vudo:To lewek od Kelly i Nati'ego.
Mohatu:Wy znacie jego rodziców?
Vudo:No jasne.Jego tata jest moim najleprzym przyjacielem.
Nalaja:A jego mama moją najleprzą przyjaciółką.
Razem chodzimy na zakupy do Złotych Tarasów.
W ogóle jesteśmy najlepsi, o, pardon — najleprzi.

Mohatu:To znaczy że mogę chodzić Budderball'a?
Możesz go chodzić, cokolwiek to oznacza.
Może to jakaś odmiana stalkingu?

Vudo:Tak.
Nalaja:Ale narazie chodzmy na kolację.
Właśnie, bo ziemniaki wystygną.


C.D.N poproszę 2 komy
Hehehe… NIE.

10 komentarzy:

  1. Wieczny Życia Krąg, co prowadzi nas, przez rozpaczy mrok, po nadziei blask. Aby dojść do tych dróg, własnych i pisanych, w ten wspaniały, Wieczny Życia Krąąąąąąąąąąąąąąąg! lalala

    OdpowiedzUsuń
  2. "Vudo skoczył jeszcze po wskaźnik, a Nalaja odpaliła PowerPointa."
    to zdanie na serio napisała Ałtoreczka, czy po prostu tak przypadkiem zostało białe? Bo coś mi tu nie gra... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście nasza pomyłka. Dziękuję za dostrzeżenie :)

      Usuń
  3. nie wierzę, że takie opka istnieją... mózg mi się odkształcił :D

    OdpowiedzUsuń
  4. To boli. Sprawia fizyczny ból, szczególnie tym, którzy na Królu Lwie się wychowali, jak ja. Jak można coś takiego napisać?!

    OdpowiedzUsuń
  5. Moja pierwsza analiza, którą przeczytałam na Waszej stronie. Z pewnością jeszcze do niej wrócę... Brawo za wytrwałość, zwykły śmiertelnik nie dałby rady przez to przebrnąć, a już na pewno wymyślić tak genialne komentarze.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ał! Moje serce! Padłam na zawał. To, to... COŚ jest okropne! Nie jestem w stanie nawet napisać normalnego komentarza. Muszę się odstresować. Brawa za wytrwałą analizę.

    OdpowiedzUsuń
  7. Szczerze mówiąc, nigdy nie lubiłam Króla Lwa, ale kurczę, to coś jest tragedią!

    OdpowiedzUsuń
  8. Martwiące się lwice przyprawiły mnie o atak dzikiej głupawki :D. W ogóle to opko zdecydowanie coś robi w mózg.

    OdpowiedzUsuń
  9. To... Bolało. Wczoraj oglądałam Króla Lwa po raz milionowy i mi teraz smutno. ;_;

    OdpowiedzUsuń