piątek, 2 marca 2012

Jedziemy na wycieczkę, bierzemy Pierścień w teczkę...

Witamy ponownie!
Harry'emu Stu należy się mimo wszystko chwila odpoczynku - tym razem na warsztat poszło opko - chyba - o Władcy Pierścieni. Znajdziemy między innymi Drużynę Pierścienia prosto z drzewa, Mordor last minute, Gandalfa-feministę, orków z instynktem samozachowawczym zdesperowanych lemingów i opromieniająca wszystko obecność Mary Sue - mózgów natomiast próżno tu szukać, a tymczasem znokautowany kanon leży gdzieś w kącie.
Zapraszamy!


Analizę przeprowadziły:
Toldie
Ranide


Adres blogaska:



Kim tak w ogóle jest Lejla???
Eee… Byłą księżniczką Iranu? Bo o powiązania z Claptonem jej nie podejrzewam.

1. Zaginioną księżniczką elfów z północy 
2. Świetną łuczniczką i wojowniczką 
Czy to przejaw ufności we własne siły i obiektywna ocena swoich umiejętności? Gdzie tam — w końcu to blogasek…

3. Wybranką serca Legolasa (choć on na razie o tym nie wie) 
Nie musi wiedzieć — szmatka nasączona eterem będzie bardzo pomocnym wkładem w ten związek. Tak na marginesie, zdradzanie fabuły już w charakterystyce postaci jest tak subtelne, jak wbicie widelca w czoło.

4. Najbardziej ciekawskim, dociekliwym, optymistycznie nastawionym i denerwującym elfem jakiego dane Ci było spotkać.
 Pochlebiasz sobie, złotko — spotkałam już całkiem sporo Mary Sue.
Odpowiedź A, B, C lub D prześlij sms’em na numer 555-Mary-Sue-w-akcji. Do wygrania cenne nagrody!


Więc na dobry początek coś o mnie.
Czy ja wiem, czy taki dobry…
Nie za bardzo, skoro na początek AŁtoreczka zaczyna zdanie od „więc”.

Jestem Lejla. Pomimo, że pochodzę z rodu elfów z północy wychował mnie Gandalf. Jakiś czas temu powiedział mi, że jestem elficką księżniczką. Chyba myślał, że uwierzę w tą bajeczkę. Ja i być księżniczką??? Te słowa do siebie zupełnie nie pasują.
Rzeczywiście, ktoś tu spartolił gramatykę.

Księżniczki siedzą cały dzień w swoich ogromnych pałacach i rozmawiają z jakimiś ważniakami czy coś w ten deseń.
Księżna Kate Middleton właśnie zaliczyła headdeska.
Królowa Elżbieta poklepała ją po ramionach wspominając stare dobre czasy...

Ja to coś innego. Uwielbiam walczyć i strzelać z łuku. Po postu to kocham. Jestem w tym całkiem dobra. Nieźle posługuje się też sztyletem. Więc jednym słowem ja NIE MOGĘ być księżniczką.
Ale posługiwanie się sztyletem to akurat bardzo przydatna umiejętność, gdy jest się księżniczką! Zwłaszcza, gdy do tronu pretenduje sporo osób…
Ale zapominasz, że bycie księżniczką, a w następstwie tego, królową łaczy się jedynie z machaniem do wiwatującego tłumu i jedzenie oficjalnych obiadów z przedstawicielami obcych narodów.

Nie dawno przez przypadek spotkałam Aragorna, Legolasa i Gimliego. Kiedy dowiedziałam się, że zmierzają do Mordoru postanowiłam się do nich przyłączyć. Oczywiście, kiedy im to oznajmiłam nie zgodzili się.
To brzmi tak, jakby nie chcieli zabrać jej na piknik okolicznościowy czy coś w tym rodzaju…
Ja się nie dziwię, gdyby jakieś obce dziecko ni stąd ni z owąd wyskoczyło i chciało zabrać się do Mordoru to na miejscu Drużyny Pierścienia (tutaj wygodnie zredukowanej, coby AŁtoreczka nie musiała się trudzić zbytnio rozbudowanymi dialogami, co jak widać po dalszej części tekstu jej nie wychodzi) to prawdopodobnie kopnęłabym ją w krzaki, z których zapewne wylazła. Chociaż kto wie, ten opis jest tak rozbudowany, że mogła nawet spaść z Marsa...

Wykorzystałam, więc cały mój urok osobisty, ( czyli pogroziłam im sztyletem i powiedziałam, że naskarżę Gandalfowi i powiem mu, że nie chcieli mnie zabrać tylko dla tego, że jestem dziewczyną, a on strasznie nie lubi, kiedy ktoś mi odmawia mając w zanadrzu tylko ten argument.
Gandalf był bowiem aktywnym działaczem feministycznym — w przerwach między spotkaniami Białej Rady pisał eseje o dekonstrukcji tożsamości płciowej.
Gandalf, obrońca praw kobiet, i zagożały zwolennik oportunizmu.

A że swoją broń zostawili pod drzewem, które znajdowało się 60 metrów od nas, a ja trzymałam sztylet jakieś 5 milimetrów od ich gardeł i miałam przy sobie łuk, który w każdej chwili był gotowy do strzału, oraz jestem całkiem dobra w walce wręcz ich decyzja była oczywista). 
Obezwładnić.
Związać, zakneblować i umieścić w tym samym miejscu co docelowo pierścień.
BTW, nie żebym się jakoś strasznie na tym znała, ale łuk to chyba nie za bardzo walka wręcz, no chyba, że bohaterka miałaby zamiar okładać nim Aragorna po głowie.

Zgodzili się. Mhhh to dziwne, niby tacy twardziele, a kobiecemu urokowi i tak się nie oprą. I takim to sposobem wyruszyłam razem z nimi do Mordoru
Podskakując wesoło jak młode byczki i rozrzucając wokół siebie płatki wonnego kwiecia. Bo trzech krzepkich facetów, nawet pozbawionych broni, nie da sobie rady z przypadkową nachalną dziewuchą.
Boromir właśnie rzyga pod drzewem z nadmiaru lukru.

Początek wyprawy i już konflikt

Wędrowaliśmy przez łąkę. Słonce chyliło się ku zachodowi, a ja zastanawiałam się jak Legolas, Aragon i Gimli mogą tak długo milczeć. Jestem gadułą to fakt, ale oni nie odezwali się słowem już od ładnych paru godzin!!!
Jakby ci to powiedzieć… Naprawdę cię to dziwi?

Każdy z nich był pogrążony w swoich myślach. Wyglądało to dość zabawnie. Aragonowi twarz stężała w kamienną maskę, a oczy zaszły mgłą. Gimli zmarszczył nos i od czasu do czasu mruczał coś pod nosem. Z kolei u Legolasa pomiędzy brwiami pojawiła się malutka zmarszczka. Byłam prawie pewna, że wszyscy troje rozmyślają o tym samym.
„Zabić, zgwałcić, zakopać…”
„Za tym drzewem pewnie łatwo wykopałoby się taki głęboki dół...”
„I dla pewności, zalać cementem…”

Wiedziałam, że nie powiedzieli mi o celu naszej wyprawy.
To ona co, do Mordoru wybrała się w celach turystycznych. Będzie strzelać fotki i zaglądać do przewodnika w poszukiwaniu informacji na temat dwóch wież?
I prawdopodobnie pomyli je z Petronas Towers w Kuala Lumpur.

 Nagle z oddali dobiegł nas dziwny dźwięk. Jakby kilkanaście budynków na raz runęło. Moi towarzysze wyrwani z rozmyślań aż podskoczyli.
- Co to było??? -Zapytał z lekka zdezorientowany Aragon.
- Ale że co??? - Udawałam głupią, bo oczywiście wiedziałam, o co mu chodzi, ale byłam na nich zła za to, że nie odzywali się do mnie.
-  No takie BUUUUUM!!!! - Powiedział trochę przestraszony Gimli.
Gimli oczywiście jak zwykle mistrz kwiecistych opisów.

- Nie, to nie było "BUUUUM!!!" Tylko takie JJJJJBUUM!!! - Wtrącił się Legolas.
- Wcale, że nie - upierał się Gimli.
- Wcale, że tak - nie dawał za wygraną Legolas.
-Nie!
-Tak!
-Nie!
-Tak!
 *nie jest w stanie tego skomentować*
Już wiem, dlaczego pozwolili jej iść, to nie Drużyna Pierścienia, to klan z domu na drzewie.

Aragon znów na chwile się "wyłączył' analizując coś w myślach. Z kolei Legolas i Gimli kłócili się w najlepsze. " Jak trzylatki", pomyślałam. 
W opowiadaniach Gandalfa Drużyna Pierścienia składała się z walecznych, odważnych, odpowiedzialnych i w ogóle najlepszych istot.
Sam Tolkien nie wyraziłby tego lepiej.

 Tym czasem ja patrzyłam na elfa i krasnoluda, którzy kłócili się o jakąś głupotę oraz człowieka, który zdawał się być po za rzeczywistością.
-Przestańcie się w końcu kłócić!!!!- krzyknęłam na cały głos. Chyba się trochę zdziwili, że tak mała istota jak ja może tak głośno wrzeszczeć.
-Nie wtrącaj się- powiedział lodowato Legolas.
- A niby to czemu??
-Bo jesteś dziewczyną.
-Ej dziewczyna też elf i to taki sam jak ty, panie zachowuję się jak trzy latek!
Yyy… kto to powiedział i co dokładnie chciał przekazać?

-To może urządzimy sobie mały pojedynek???
Ekhem, czyli już wszyscy zapomnieli o tym strasznym odgłosie dochodzącym zza drzew? Poważnie, banda Nazguli mogłaby ich związać i zepchnąć z urwiska. Ale to nic, to tylko głos zdrowego rozsądku. AŁtoreczka pewnie nigdy o nim i tak nie słyszała.

-Gdzie i kiedy?- palnęłam bez namysłu. Wiedziałam, że porywam się z motyką na słońce, ale byłam zbyt zdenerwowana żeby myśleć racjonalnie.
Spokojnie, to w Twoim przypadku nic nadzwyczajnego.

-Tu i teraz  .
Zeskoczyłam ze swojej klaczy [dlaczego to zawsze jest klacz? Solidarność jajników, czy jak?] chwytając w między czasie łuk i sprawdzając czy mam przy sobie sztylet.
Trzecią ręką…

Stanęłam twarzą w twarz z Legolasem. Zobaczyłam, że jego usta wykrzywiają się w sarkastycznym uśmiechu. Gimli wpatrywał się w tą scenę z lekkim strachem a Aragon z niesmakiem. Byli przekonani, że Legolas mnie zabije, a jeśli nie, to przynajmniej porządnie sponiewiera.
Nie, oni nie byli przekonani, oni mieli nadzieje. Tak samo z resztą jak i ja.

Sięgnęłam po strzałę i wystrzeliłam ją w przestrzeń za moim przeciwnikiem.
-Nowicjuszka.- powiedział z pogardą w głosie-Nawet w nieruchomy cel nie potrafisz trafić.
Odwrócił głowę żeby zobaczyć gdzie wylądowała moja strzała. Musiałam wykorzystać tą okazję. Odruchowo podcięłam go silnym kopniakiem. Runął jak kłoda w kępę kolczastych roślin. Bez namysłu przyłożyłam mu sztylet do gardła. Gimli i Aragon wpatrywali się we mnie oniemiali. Legolas miał tak głupią minę, że pomimo dramatyzmu sytuacji chciało mi się śmiać.
-No i kto tutaj jest lepszy??? No słucham. Przyznaj, że to ja lepiej walczę.- powiedziałam najbardziej sarkastycznym i pogardliwym tonem na jaki było mnie stać.
-Nigdy w życiu.- wycedził przez zaciśnięte zęby.
-Na pewno?-  powiedziałam z lekkim uśmieszkiem. Przejechałam czubkiem sztyletu po jego szyi tworząc płytką ranę. Aż przeszły go ciarki. Może uznacie mnie za sadystkę, ale miałam z tego ogromną radochę. Oto niezwyciężony Leglas leżał u mych stóp z przerażeniem w oczach.
Ja nie oceniam, ale takie traktowanie potencjalnego partnera chyba źle wróży przyszłemu związkowi…
Przepraszam, ale idiotyzm tej sceny mnie pokonał. Kanon leży obezwładniony obok mnie.

-To co? Jakie jest twoje stanowisko w tej sprawie?
-No dobrze, jesteś ode mnie lepsza.- wymamrotał.
Bez słowa wskoczyłam z powrotem na moją kochaną klacz. Teraz wszyscy trzej patrzyli się na mnie z podziwem, niedowierzaniem i trochę przerażeniem.
-Co tak stoicie??? Jedziemy w końcu czy nie???- spytałam z taką beztroską w głosie, jakby wydarzenia ostatnich kilku minut nie miały miejsca.
Ruszyliśmy w dalszą drogę.  Znowu nikt nic nie mówi. Legolas tylko ciągle mamrota coś pod nosem obrażonym tonem. Chyba jest obrażony na mnie za to, że jak on to mówi „to hańba zostać pokonanym przez kobietę”. Trzeba było nie zaczynać. Teraz ma nauczkę żeby być bardziej spostrzegawczym.  
Szybkie przejście z czasu przeszłego na teraźniejszy. Coby się czytelnicy nie znudzili...


Mała bitwa

Szliśmy przez gęsty las. Był wczesny ranek. Po całej nocy wędrówki wszyscy byliśmy bardzo zmęczeni. Miałam ochotę zsiąść z mojej ukochanej klaczy,
To w końcu szła czy jechała konno?

położyć się na ziemi i leżeć tak przez cały dzień. Niestety życie jest okrutne.
…No brak mi słów. *współczuje*
Ty nam to mówisz, przynajmniej nie musisz czytać tych bzdur...

Aragorn powiedział, że musimy wędrować bez przystanku, aby dotrzeć na czas do pewnego miejsca (oczywiście nie chciał mi powiedzieć jakie to miejsce). Nagle usłyszeliśmy znajomy dźwięk.
- Słyszeliście? - zapytał Gimli- Znowu te takie "BUUUUM!".
- Nie "BUUUUM!" tylko "JJJJJBUUM!" - poprawił go Legolas.
- A właśnie, że...
-Do jasnej ciasnej PRZESTAŃCIE!!! My chyba jesteśmy na szalenie ważnej wyprawie, a nie w przedszkolu!!! Ja nie mam zamiaru być waszą niańką!!! Szukajcie sobie innej głupiej istoty do tej roboty!!! - uciełam ze złościa. Nie wiele myśląc pogalopowałam przed siebie, potrącajac przy okazji Gimliego.
Aragorn, Gimli i Legolas przez chwilę patrzyli za oddalającą się postacią. Potem spojrzeli po sobie, wzruszyli ramionami i poszli dalej, wdzięczni losowi, że dziadostwo odczepiło się samo.

Dobrze wiedziałam gdzie chce się udać. Chciałam odkryć co spowodowało ten dziwny dźwięk. Jechałam w szaleńczym tempie. Nagle poczułam, że galop jest dla mnie stanowczo za wolny. Przeszłam więc w dziki cwał.
Cwał szybszy od galopu.... eeee, nie.

Musicie wiedzieć, że ja nie jeżdże w stylu damskim. To jest niepraktyczne, niefunkcjonalne i okropnie niewygodne, a w dodatku nie można wtedy cwałować, bo bardzo łatwo zsunąć się z siodła. Więc ja preferuję jazdę (jak ja to mówię) "jak na wojownika przystało".
Tak, wiemy, że nie uznajesz tradycyjnych ról genderowych, czy możemy przejść dalej?
Dziękujemy za tę cudowną rozprawę na temat minusów jazdy w „stylu damskim”. Z pewnością kiedyś mi się to w życiu przyda.

Nagle zatrzymałam się przed ruinami wioski. W oddali słychać było krzyki. Nagle zza drzewa wybiegł ork. Błyskawicznie wymierzyłam w niego strzałę i zwolniłam cięciwę. Trafiłam go prosto między oczy. Padł na ziemię martwy. Tego się obawiałam. Orkowie siali zniszczenie gdzie tylko się dało, nie oszczędzając nikogo. Puściłam się galopem w stronę, z której dobiegały krzyki. Była tam grupa orków, która zaczynała plądrować drugą część wioski. Kiedy tylko ich zobaczyłam wycelowałam w nich kilka strzał. Trafiły dokładnie w miejsca, które sobie wyznaczyłam za cel. Kilku orków rzuciło się biegiem w moją stronę. Kiedy znaleźli się już dostatecznie blisko podciełam im gardła sztyletem. Ni stąd, ni z owąd, w wiosce pojawiło się około dwustu orków.
Wzeszli z ziemi, wyciągając listeczki ku słońcu.

Ktoś przy zdrowych zmysłach z lekka by się wystraszył i uznał, że najlepiej wziąść [WZIĄĆ, grr] nogi za pas i uciekać gdzie pieprz rośnie. Nikt nie mówił, że ja jestem normalna.
My też tego nie mówimy.
Nikt przy zdrowych zmysłach by tego nie powiedział.

Zapłonął we mnie ogień. Poczułam przypływ siły. Siły o tak niesamowitej mocy, że mogłabym przenosić góry. Zaczełam zabijać ich po kolei. Wpadłam w swego rodzaju trans. Podświadomie zaczęłam liczyć ilu już zabiłam. Dziesięć, piętnaście, dwadzieścia pięć... Bombardowałam ich strzałami, podrzynałam gardła. Sama siebie nie poznawałam. Nigdy nie byłam tak brutalna. Lubiłam komuś od czasu do czasu pogrozić, to fakt. Jednak zawsze były to puste słowa, nigdy czyny. Teraz nie zwracałam uwagi na nic po za tym, aby zabić ich jak najwięcej. Po jakiś dwóch godzinach naliczyłam stu dwudziestu orków, którzy zginęli z moich rąk.
I tak stała sobie i siekła ich sztyletem jednego po drugim. Kolejka jak po mięso za komuny musiała się ustawić, coby każdy ork miał swoją szansę umrzeć z rąk Mary Sue.
Nawet śmierć z jej ręki jest przezajebista.

Zostało jeszcze około dwudziestu przy życiu. W pewnym momeńcie przestali mnie atakować.
Usiedli z boku i zaczęli jeść kanapki bo za mało im płacą, żeby zawracali sobie głowy takimi pierdołami.

Biegli w kierunku przestrzeni za mną.
Szacunek, wymyślenie takiego zdania to nie może być prosta sprawa.

Podążyłam za nimi wzrokiem. Na polanie stali Legolas, Gimli i Aragorn otoczeni przez orków. "Co za idioci. Mogli przynajmniej zajść te straszydła od tyłu, a nie wparowywać mi tutaj w środek bitwy" -pomyślałam.
Amatorzy...phi!

 Legolas wystrzelił kilka strzał w ich kierunku, ja uczyniłam to samo. Gimli ukatrupił kilku toporem, a Aragorn zabił resztę z nich mieczem. Podeszłam do nich.
Spacerkiem.
Miecz orków ochoczo przyłączył się do niejakiego Aragoma, którego nagłe pojawienie się jak widać nikogo już w dzisiejszych czasach nie dziwi.

- I co dumni jesteście?! Wparowaliście mi tutaj w środku bitwy, a jakby tego było mało to nawet za bardzo mi nie pomogliście!!!
- Przepraszamy cię, jaśnie pani. - powiedział z kwaśną miną Legolas.
-Cicho bądź lalusiu!!! - byłam wściekła - Chyba, że znowu chcesz oberwać!?
Uuuu, groźby na poziomie podstawówki, widzę pewien progres.
Z poziomu ameby to zawsze jakiś sukces. *klaszcze*

-  Nie rozkazuj mi.- powiedział lodowato.
Po czym powtórzył to ogniście.

- No, to może panie "idealny" powiedz ilu orków zabiłeś, co?!
- Pięciu.
- No właśnie! Zapomniałeś dodać "tylko" pięciu.
- Więc może ty się pochwalisz swoim wynikiem, co??!!
-  Sto dwadzieścia.
Milion pięćset, sto dziewięćset.

Zaniemówili. Gimli upuścił swój topór ze zdziwienia. Dopiero teraz przyjrzeli się wiosce. Była usłana trupami orków.
-Tttto ty tto zrozrozrobiłaś? - wyjąkał Legolas.
Aragorn patrzył na mnie z uznaniem, Gimli przerażeniem, a Legolas wyglądał jakby nie miał mózgu.
Co w tym opku jest po prostu stwierdzeniem faktu.

- No, wiesz co, nie, przyszedł  krwiożerczy królik i ich chapnął.
To był, ten, eee, element komiczny. Jakbyście nie złapali, wiecie.

Nagle z jednej z ocalałych chat wyszedł pewien człowiek. Podszedł do nas na drżących kolanach.
Moja wyobrażnia właśnie skapitulowała i poszła napić się czegoś mocniejszego.

- Dziękuję ci szlachetny elfie za ocalenie mnie i mojej rodziny.
- Nie ma za co. - powiedziałam najmilszym tonem jakim umiałam.
-  Dziękuje także twoim towarzyszom - zwrócił się do Aragona, Gimliego i Legolasa. Patrząc na tego ostatniego lekko się skrzywił, ponieważ miał on nadal minę bezmózgiego... ciężko tutaj znaleźć odpowiednie określenie. 
Jak to, niesamowity talent literacki AŁtorki zawodzi? Niemożliwe.

- Jesteś bardzo podobna do królowej elfickiej krainy położonej dwa dni drogi stąd. [Ta królowa była położona.] Rzekłbym wręcz zadziwiajaco podobna. - powiedział, tym razem zwracając się do mnie.
- Nie za bardzo wiem, czy uznać to za komplement, ale dziękuję.
- Och oczywiście, że za komplement i to wielki. Królowa słynie z urody.
Chyba się lekko zaczerwieniłam, bo Legolas w końcu wyrwany z odrętwienia lekko się uśmiechnął. Nie był to jednak uśmiech jaki miałam okazję oglądać na jego twarzy do tej pory. Nie był ani drwiący, ani kpiący, sarkastyczny czy złośliwy. Był jakby potwierdzeniem tych słów. Można nawet zaryzykwać stwierdzenie, że był ..... szarmancki?  Taki jakbym się mu podobała, jakby był we mnie....
Tak przy wszystkich, bez skrępowania? Legolasie, to się kwalifikuje jako agorafilia…
Eeeeee, nie, nie skomentuję tego.

"Nie, nie, nie! To nie może być prawda. On nie może być w tobie zakochany. On przecież cię nie cierpi. On nawet nie pamięta jak masz na imię! Ale z drugiej strony ten uśmiech. Przestań! Weź się w garść dziewczyno!" - pomyślałam.
Za późno, Imperatyw przemówił, oto prawdziwy tru loff, nie ma wyjścia.

- Może zostaniecie na noc? - powiedział mój rozmówca - Moja chata ocalała. Z przyjemnością was ugoszcze.
- A my z przyjemnością zostaniemy. Dawno nie odpoczywaliśmy. - rzekł Aragon.
Pierwszy raz w życiu słyszałam jego głos. Był ochrypły, ale melodyjny.
Więc jak do tej pory prowadziła z nim rozmowę? Na migi? Czy Aragorn przez całą drogę używał pacynki, prezentując swoje umiejętności brzuchomówcy?
I kim do jasnej ciasnej jest Aragon?
Może dublerem. Czy raczej duplerem.

Zjedliśmy kolację w domu ocalałego mieszkańca wioski. Potem wyczerpani poszliśmy spać. A ja ciągle widziałam w myślach ten niesamowity uśmiech Legolasa.
- Dobranoc Lejla. - wyszeptał już prawie śpiący Legolas.
"A jednak. Jednak pamięta jak mam na imię." - pomyślałam i z jakąś taką dziwną radością zasnęłam.
Kanon nie podzielił tej dziwnej radości, bo już nie żył.


7 komentarzy:

  1. ej, a jak jej później będzie w nocy gładził włosy?! :o

    OdpowiedzUsuń
  2. Wtedy mam nadzieje na pojawienie się kanonicznego Boromira, który zrobi z nimi wszystkimi porządek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Sory, ale cwał jest szybszy od galopu;). ,,Cwał – najszybsza odmiana chodu końskiego'' Wikipedia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za wskazówkę :) poza tym mogłoby się wydawać, że to dwie różne odmiany biegu, ale po riserczu tak naprawdę cwał to najszybsza odmiana galopu.

      Usuń
    2. "Cwał – najszybsza odmiana chodu końskiego; występują 4 takty uderzeń kopyt. Nogi konia stawiane są w kolejności: lewa tylna – prawa tylna – lewa przednia – prawa przednia lub odwrotnie, poczynając od nogi prawej tylnej. Następnie występuje faza lotu, kiedy wszystkie nogi konia znajdują się w powietrzu" a ten opek możecie analizować, bo jest mega!
      http://akademia-jezdziecka-w spring.blogspot.com/2013/12/ravana_5381.html

      Usuń
  4. PUK PUK
    "-Kto tam?"
    "-Kanon."
    "-Co takiego?"

    OdpowiedzUsuń
  5. To było piękne. :'D


    "Ja nie mam zamiaru być waszą niańką!!! Szukajcie sobie innej głupiej istoty do tej roboty!!!"
    Eee, sorry, laska, ale tak jakby sama się "do tej roboty" zgłosiłaś.

    OdpowiedzUsuń