czwartek, 26 listopada 2015

Waniliowe nitro, czyli jak ponętnie zaprogramować dekoder

Najstarsi Indianie nie pamiętają, kiedy ostatnio opublikowałyśmy analizę, nie zamierzamy się z tym faktem ukrywać. Nie będziemy również mydlić Wam oczu, że nie miałyśmy czasu, rzeczywistość nas pochłonęła czy porwali kosmici. Nie pisałyśmy, bo nie miałyśmy do tego głowy, a nie ma sensu publikować czegoś, do pisania czego zmuszasz się, żeby usiąść przed komputerem. Ale wróciłyśmy z głowami pełnymi pomysłów (nieprzypadkowo pomysły zbiegły się z premierą nowej powieści naszej ukochanej AŁtorki, tj. E.L. James, także stay tuned). Od razu przepraszamy osoby, którym nie odpisywałyśmy na pytania, o to, kiedy będzie kolejna analiza. Nie chciałyśmy nic obiecywać, a też nie zdobyłyśmy się na odwagę, żeby w zupełności zawiesić działalność bloga.


Zostawiliśmy Anę pełną zachwytu nad światem, oto bowiem, po całych trzech dniach wróciła do Christiana. I to tyle, jeżeli chodzi o fabułę, nie spodziewajcie się jej więcej w kolejnych rozdziałach, tego akurat AŁtorka nam poskąpiła. Będzie za to wiele bąków i kawałków, na które będzie się rozpadać Ana. Będą kłótnie o pierdoły i ich brak w sprawach ważnych. Anie będzie się wydawało, że jest taka silna, niezależna i asertywna, kiedy Christian powoli będzie sterował jej życiem, nawet za bardzo się z tym nie kryjąc.
  


Przedmiot analizy: E.L. James, Ciemniejsza strona Greya, Sonia Draga 2012

Zanalizowały
Toldie
Żabencja

ROZDZIAŁ TRZECI
Plusem nieposiadania samochodu jest to, że w autobusie w drodze do pracy mogę podłączyć słuchawki do spoczywającego bezpiecznie w mojej torbie iPada i słuchać tych wszystkich cudownych utworów, które nagrał mi Christian.
Ponieważ coś takiego jak radio w samochodzie nie istnieje. Jak łyżka z Matrixie. 
Lokowanie produktu: 1

Kiedy wchodzę do redakcji, na mojej twarzy widnieje absurdalnie szeroki uśmiech.
Jack podnosi głowę i lustruje mnie wzrokiem.
Pod stołem dyskretnie zakłada na nią teczkę, aby umieścić tam wyniki lustracji. 

– Dzień dobry, Ano. Wyglądasz... promiennie. – Jego uwaga mnie krępuje. Jakie to niestosowne!
Boru szumiący, widzisz i nie szumisz! Mała ankieta  która z tych rzeczy wykonanych przez szefa wydaje Wam się bardziej niestosowna:
a) niewinne pochwalenie wyglądu uśmiechniętej pracownicy
czy
b) zaproszenie ją na drinka po pierwszym tygodniu w pracy.
To już nie "jakie to erotyczne"?
(Btw, wiedzieliście, że savoir-vivre wyróżnia aż cztery typy negatywnych zachowań: niegodne, niewłaściwe, obraźliwe i niestosowne właśnie?)

– Dobrze dziś spałam, Jack, dziękuję. Dzień dobry.
Marszczy brwi.
– Możesz to dla mnie przeczytać i do lunchu przygotować raport? – Wręcza mi cztery rękopisy. Na widok mojej przerażonej miny dodaje: – Tylko pierwsze rozdziały.
– Jasne. – Uśmiecham się z ulgą.
Udaję się do toalety i z BlackBerry wysyłam mejl do Christiana.
Szef zlecił ci pilne zadanie do wykonania, na które najwidoczniej nie masz za wiele czasu? Dlaczego by nie pójść do łazienki w celu wysyłania maili do swojego faceta! Ana pracownicą miesiąca. 
Poza tym:
Lokowanie produktu:2

[Bardzo nudna i nic nie wnosząca do fabuły, niemiłosiernie rozciągnięta przez te wszystkie stopki i tytuły wymiana maili zawierająca tak porywające tematy rozmowy jak:
– co Ana jadła na śniadanie (spojler alert – banana)
– z kim Christian spędził noc (spojler alert – z nikim i najwidoczniej go to boli)
– co w tej chwili czyta Ana (Robinsona Crusoe, ale nie, nie ma to żadnego znaczenia w kontekście fabuły, chyba że nawiązuje do tego całego bycia samotna wyspą)
– kto kogo będzie błagał i ile będzie potrzebował do tego siły (najwidoczniej w ich świecie błaganie wyczerpuje jak maraton, więc dobrze wziąć ze sobą izotoniki, bo jeszcze się człowiek odwodni)]

Siedzę i szczerzę się do monitora jak jakaś idiotka. Ale muszę przeczytać dla Jacka te rozdziały i przygotować raporty. Otwieram pierwszy rękopis i biorę się do roboty.
Podczas przerwy na lunch wychodzę do delikatesów po kanapkę z pastrami i słucham playlisty na iPadzie. 
Lokowanie produktu: 3
BTW, czy muszę mówić, że słuchanie muzyki na iPadzie w miejscach publicznych  jest prawie na równi żenujące co robienie zdjęć tabletem?

Najpierw Nitin Sawhney i muzyka świata zatytułowana Homelands – niezłe. Gust muzyczny pana Greya jest naprawdę eklektyczny.
Jeśli to jest eklektyczny gust, mój jest schizofreniczny, bo na moim dysku obok Niemena mieszka Lady Gaga pospołu z Zeppelinami.
Ekhem: Mozart, francuskie musicale, Metallica i Skrillex, także nawet nie pytam. 

Wracam do redakcji, słuchając muzyki klasycznej – Fantasia on a Theme by Thomas Tallis Ralpha Vaughana Williamsa. Och, Szary ma poczucie humoru i uwielbiam go za to.
Przypomnijmy, że przy muzyce Tallisa Christian, słowami Any, "chłostał mnie i posuwał". Jeszcze trochę i nasz dowcipaszny Christian zamiast lubrykantu użyje nitrogliceryny, albo chociaż wyśle jej na Snapie serię zdjęć tak upozowanych, że najwyższe budynki świata robią za jego penisa.
Coś w stylu tego drugiego typu zdjęć z krzywą wieżą w Pizie...
Co prawda nie jest to krzywa wieża, ale jest Chris Pratt: 


voodoo-pancakes:

This guy is protecting our galaxy

Czy ten idiotyczny uśmiech w końcu zniknie z mojej twarzy?
Popołudnie mocno mi się dłuży. Postanawiam napisać mejl do Christiana.
Nie fandzol, ino się babo bier do roboty!

Nadawca: Anastasia Steele
Temat: Nudzi mi się...
Ana taka zalatana w pracy, tyle rozdziałów do przeczytania. Życie mocno ją doświadcza, nie ma co.

Data: 10 czerwca 2011, 16:05
Adresat: Christian Grey
Kręcę młynka palcami.
A co u Ciebie?
Co porabiasz?
Anastasia Steele
Asystentka Jacka Hyde’a, redaktora naczelnego SIP

Nadawca: Christian Grey
Temat: Twoje palce
Data: 10 czerwca 2011, 16:15
Adresat: Anastasia Steele

Powinnaś była zgodzić się na pracę dla mnie.
Nie kręciłabyś młynka palcami.
Jestem przekonany, że znalazłbym dla nich lepszy użytek.
Nie wiem dlaczego, ale pierwsza myśl, jaka mi przyszła na myśl, to wyciąganie marchewki z sałatki. 

Prawdę mówiąc, przychodzi mi teraz do głowy sporo możliwości...
A u mnie monotonia – jak zawsze fuzje i przejęcia. Nuda.
Twoje mejle w SIP są monitorowane.
Dlatego nadal będę w naszej korespondencji rzucał nietrudnymi do wychwycenia podtekstami, nie zapominając przy tym podpisać się pełnym imieniem i nazwiskiem. 

Christian Grey
Nieobecny duchem prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

O cholera. Nie miałam pojęcia. Skąd on to, u licha, wie? Marszczę brwi i szybko sprawdzam mejle, którymi się wymieniliśmy, po czym je kasuję.
Bejb, zamiast nadaremno kasować te maile, zastanów się nieco intensywniej  skąd twój facet mógłby wiedzieć, że są monitorowane?

Punkt siedemnasta trzydzieści przy moim biurku staje Jack. Jest piątek, więc ma na sobie dżinsy i czarną koszulę.
On jest z tych ludzi, którzy mają zestaw ubraniowy na każdy dzień tygodnia?

– To co, Ano? Najczęściej chodzimy na szybkiego drinka do baru po drugiej stronie ulicy.
– My? – pytam z nadzieją.
– Tak, większość pracowników. Idziesz?
Z jakiegoś niewiadomego powodu, którego nie chcę zbyt dokładnie analizować, zalewa mnie fala ulgi.
Wiesz, mogłabyś się przyjrzeć lepiej temu co czujesz na wieść, że w barze nie będziesz sam na sam ze swoim szefem.

– Chętnie. Jak się nazywa ten bar?
– Pięćdziesiątka.
Wiecie, co jest zabawne w takich zbiegach okoliczności? Absolutnie nic.

– Żartujesz.
Patrzy na mnie dziwnie.
– Nie. Znasz to miejsce?
– Nie, przepraszam. Zaraz do was dołączę.
– Co ci zamówić?
– Piwo.
– Okej.
Udaję się do toalety i z BlackBerry wysyłam mejl do Christiana.
Albo w toalecie mają router i tylko tam może złapać zasięg internetu, albo Ana nie rozkminiła jeszcze, że może wysyłać wiadomości w miejscach publicznych, szczególnie, że już skończyła pracę.
Lokowanie produktu: 4  

Nadawca: Anastasia Steele
Temat: Doskonale się wpasujesz
Data: 10 czerwca 2011, 17:36
Adresat: Christian Grey
Wybieramy się do baru o nazwie Pięćdziesiątka.
Gruba nić humoru, której mogłabym teraz użyć, nie ma końca.
Czekam na Pana z niecierpliwością, Panie Grey.
A. x
Wygląda to jak kwadratowe tłumaczenie angielskiego idiomu, którego nie ma w języku polskim. "Thread of humour" oznacza coś w rodzaju nutki humoru wplecionej w wypowiedź.

Nadawca: Christian Grey
Temat: Ryzyko
Data: 10 czerwca 2011, 17:38
Adresat: Anastasia Steele
Szycie to bardzo niebezpieczne zajęcie.
Christian Grey
Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.
Krawiec jest w pierwszej dziesiątce najniebezpieczniejszych zawodów świata, zaraz obok policjanta i drwala.

Nadawca: Anastasia Steele
Temat: Ryzyko?
Data: 10 czerwca 2011, 17:40
Adresat: Christian Grey
To znaczy?

Nadawca: Christian Grey
Temat: Ja jedynie...
Data: 10 czerwca 2011, 17:42
Adresat: Anastasia Steele
Ja jedynie stwierdzam fakt, Panno Steele.
Do zobaczenia.
Raczej prędzej niż później, mała. Christian Grey
Prezes, Grey Enterprises Holdings, Inc.

Przeglądam się w lustrze. Cóż za różnica w porównaniu z wczorajszym dniem. Nie jestem już taka blada, a moje oczy błyszczą. To ten efekt Christiana Greya.
Diora, chciałaś powiedzieć.
Może to jej urok...


Krótka wymiana mejli i proszę bardzo. Uśmiecham się do swego odbicia i wygładzam jasnoniebieską koszulę – tę, którą kupił mi Taylor. Oprócz niej mam na sobie ulubione dżinsy. Większość kobiet w redakcji chodzi albo w dżinsach, albo w powłóczystych spódnicach. Będę musiała zainwestować w jedną czy dwie takie spódnice. Niewykluczone, że w najbliższy weekend spieniężę czek, który dostałam od Christiana za Wandę, mojego garbusa.
Czyt. za samochód, który bezczelnie w moim imieniu sprzedał, bo mu się nie podobał.
No ale wiesz, on jest taki strasznie uroczy i romantyczny z tą swoją manią kontrolowania wszystkiego wokoło i absolutnym niezrozumieniem faktu, że komuś się to może nie podobać. 

Gdy opuszczam budynek, ktoś mnie woła.
– Panna Steele?                           
Odwracam się z ciekawością i widzę, że w moją stronę ostrożnie idzie młoda kobieta.
To nie kobieta, to śladowe ilości fabuły, którymi aŁtorka chce zakryć przed nami fakt, że w tej książce nie dzieje się absolutnie nic. 

Wygląda jak duch – jest przeraźliwie blada i ma dziwnie pusty wzrok.
– Panna Anastasia Steele? – powtarza, a jej twarz wydaje się zupełnie nieruchoma.
Chyba wiem o kogo może chodzić:


Nicole Kidman 
Botox, not even once.

– Tak?
Zatrzymuje się w odległości niespełna metra i wpatruje we mnie. Znieruchomiała, także się jej przyglądam. Kim jest ta kobieta? Czego ode mnie chce?
Kim jesteśmy? Dokąd zmierzamy? Jaki jest sens istnienia?
Postaciami z ksiopka. Donikąd. Szkoda pytać, tu i tak nic nie ma sensu.

– Mogę w czymś pani pomóc? – pytam. Skąd wie, jak się nazywam?
– Nie... Chciałam jedynie panią zobaczyć. – Głos ma niesamowicie delikatny. Tak jak i ja
ma ciemne włosy, kontrastujące z jasną cerą. Jej oczy są brązowe, jak bourbon, ale zupełnie pozbawione wyrazu. W ogóle nie ma w nich życia. Śliczną twarz ma trupio bladą i przeraźliwie smutną.
Ktoś was zaczepia na ulicy, ma niepokojący wzrok, mówi od czapy, że chce was zobaczyć, a wy konstatujecie, że te oczy są niczym burbon. Móóów dooo mnieee jeeeszczeee...

– Przepraszam, ale skąd mnie pani zna? – pytam, próbując ignorować ostrzegawcze łaskotanie wzdłuż kręgosłupa. 
To Jack stoi za nią i robi jej gili gili gili...

Z bliska kobieta wygląda na zaniedbaną. Ubrania ma o dwa rozmiary za duże, łącznie z markowym trenczem.
Z kieszeni nadal wystawała metka z nazwą luksusowej firmy odzieżowej.
Bo jak mają cię zaszlachtować na ulicy, to niech robią to dobrze ubrani ludzie.
Z Aną jest tak, że jak nie masz na sobie takiego choćby Versace, to nawet nie podchodź. 

Śmieje się. To dziwny, fałszywie brzmiący dźwięk, który jeszcze wzmaga mój niepokój.
– Co pani ma, czego nie mam ja? – pyta ze smutkiem.
Mój niepokój zamienia się w strach.
– Przepraszam, ale kim pani jest?
– Ja? Ja jestem nikim.
Nieprawda, sądząc po tekstach, niechybnie jest niespełnioną aktorką szekspirowską. Taki patos i drama tylko u nich. 

 – Unosi rękę, aby przeczesać palcami długie do ramion włosy i kiedy to robi, rękaw płaszcza podchodzi do góry, odsłaniając brudny bandaż na nadgarstku.
O kurwa.
O tak, strzeż się brudnych bandaży, bo są tak samo zaraźliwe jak lewactwo!
Wiecie, nie wiem jak Ana, ale ja jednak wolę bezdomnych z chociażby brudnymi bandażami, niż z otwartymi ranami na widoku. 

– Miłego dnia, panno Steele.
Odwraca się i odchodzi, gdy tymczasem ja stoję wrośnięta w ziemię. Patrzę, jak jej szczupła postać znika pośród rzeszy ludzi wracających po pracy do domu.
O co w tym wszystkim chodzi?
Mam mętlik w głowie. Przechodzę na drugą stronę ulicy, próbując przyswoić to, co właśnie się wydarzyło, a moja podświadomość syczy: „Ona ma coś wspólnego z Christianem”.
To chyba powinno dać jej do myślenia, że Christian nie jest odpowiednim towarzystwem, co?
(spojler: nie)

[Nasza heroina wali browary w barze, niewiele jej trzeba by zapomniała, że dziwni ludzie zaczepiają ją na ulicy]

– Ana, myślisz, że podjęłaś właściwą decyzję? – pyta miękko Jack, stojąc nieco zbyt blisko mnie. Ale zauważyłam, że ma w zwyczaju robić to z każdym, nawet w redakcji.
A nie, skoro tak, to spoko. Stój biernie, kiedy ktoś wchodzi w twoją strefę intymności, bo przecież robi tak wszystkim. 

– Dobrze mi się pracowało przez ten tydzień, Jack. Tak, uważam, że podjęłam właściwą
decyzję.
– Bardzo bystra z ciebie dziewczyna. Daleko zajdziesz.
Oblewam się rumieńcem.
– Dziękuję – bąkam, ponieważ nie wiem, co innego miałabym powiedzieć.
Bąkomierz: 2 (bo pierwszy bąk był w wyciętym fragmencie)

– Daleko mieszkasz?
– W Pike Market.
– To blisko mnie. – Z uśmiechem przysuwa się jeszcze bliżej i opiera się o bar, skutecznie mnie blokując. – Masz jakieś plany na weekend?
Zauważyliście, że w tej książce wszyscy mieszkają blisko siebie? Albo Seattle jest takim małym miastem, albo aŁtorce nie chce się wyszukiwać informacji o więcej niż jednej dzielnicy. Poza tym, to musi być bardzo zróżnicowana okolica, skoro miliarder, skromna studentka oraz dyrektor małego wydawnictwa mieszkają niedaleko siebie.

– Cóż... eee...
Najpierw go czuję, dopiero później widzę.
Coś mnie ominęło, czy Jack właśnie robi to, co lubi robić Christian, czyli leniwie napiera erekcją?
Jack cały czas robi to, co robi Christian, tylko nie jest bezsensownie bogaty i nieziemsko przystojny. A tylko tacy mogą bezkarnie molestować Anę. 

Zupełnie jakby całe moje ciało było wyczulone na jego obecność. W tej samej chwili odpręża się i spina – dziwaczna wewnętrzna dwoistość – i wyczuwam tę dziwną, pulsującą elektryczność.
Bo zwykłe motylki w brzuchu są dla pospólstwa, Niezniszczalne Płomienne Uczucie gwarantuje takie odjazdy, że Teresa z Avila może się schować. 
Nie, Ana, jednoczesne odprężenie i spięcie to nie dwoistość, tylko bezsens.

Christian obejmuje mnie za ramiona w pozornym geście okazania uczucia – ale ja wiem swoje. On zaznacza swoje terytorium i w tym akurat przypadku jest to bardzo pożądane.
Potem ściąga spodnie i jeszcze dobitniej oznacza to swoje terytorium.
Ergo, największy sukces wydawniczy w historii odniosła książka o mentalnym obsikiwaniu swojej niewolnicy dziewczyny.
Chcę poznać te wszystkie pary, które twierdzą, że ta książka ocaliła ich związki i sprawdzić, ile kobiet jest zamykana w piwnicach przez swoich partnerów.

 Delikatnie całuje moje włosy.
– Hej, mała – mruczy. Czuję się jednocześnie bezpieczna i podekscytowana. Christian przyciąga mnie do siebie, a ja podnoszę na niego wzrok, gdy tymczasem on z obojętnym wyrazem twarzy patrzy na Jacka.
Przenosząc uwagę na mnie, uśmiecha się lekko i daje buziaka. Ma na sobie granatową marynarkę w prążki, białą, rozpiętą pod szyję koszulę oraz dżinsy. Wygląda jak spod igły.
Jack robi krok w tył.
– Jack, to Christian – mówię przepraszająco. Za co ja przepraszam?
No właśnie, za co? Ale prawdopodobnie za to, że rozmawiasz z innym mężczyzną. Ewentualnie za to, że odezwałaś się bez pytania o zgodę.

 – Christian, Jack.
– Jestem jej chłopakiem – mówi Christian z chłodnym uśmiechem, który nie sięga jego oczu, i ściska dłoń mojego kolegi.
Przepraszam, ale gdybym usłyszała, że prawie trzydziestoletni facet na dzień dobry powiedział, że jest czyimś chłopakiem, prawdopodobnie albo leżałabym na podłodze ze śmiechu, albo czułabym się mocno zażenowana jego kompleksami. 

Przenoszę spojrzenie na Jacka, który w myślach dokonuje oceny tego stojącego przed nim przedstawiciela męskiej rasy.
Przepraszam, ale czy korektor w przy tym fragmencie dostał napadu padaczki, czy rzeczywiście pomyślał, że w tym zdaniu, gdzie pomylono płeć z rasą jest wszystko w porządku?
Bo to brzmi dumnie, jak rasa panów. Albo obca rasa z kosmosu, skoro faceci są podobno z Marsa.


– Jestem jej przełożonym – oświadcza arogancko. – Ana wspominała o byłym chłopaku.
O cholera. Nie chcesz tak sobie pogrywać z Szarym.
– Cóż, już nie jest były – odpowiada Christian spokojnie. – Chodź, mała, pora się zbierać.
W poprzedniej analizie wyraziłam przypuszczenie, że Christo ledwo wpadnie do tego baru i od razu wyciągnie z niego Anę. Nie trzeba było ku temu jakichś wielkich zdolności profetycznych, ale i tak wróżka Żabencja zaprasza do wspólnego odkrywania przyszłości  wyślij sms na numer 7666 o treści TAKSIAZKASSIE, a odpowiem na każde Twoje pytanie!

– A może napijesz się z nami? – proponuje Jack bez zająknienia.
To chyba nie jest dobry pomysł. Dlaczego ta sytuacja jest taka krępująca?
No właśnie, Ana, dlaczego? Dlaczego każda sytuacja, w której twój "chłopak" rozmawia przy tobie z innym mężczyzną jest krępująca?
Też czułabym się skrępowana czując się jak drzewko, które dwa psy chcą obsikać.

 Zerkam na Claire, która naturalnie gapi się na Christiana z otwartą buzią.
 Buziometr zażenowania: level over 9000.

W jej oczach widać uznanie. Kiedy przestanie mnie obchodzić wpływ, jaki on ma na inne kobiety?
– Mamy już plany – odpowiada Christian z enigmatycznym uśmiechem.
Mamy? I przez moje ciało przebiega dreszczyk wyczekiwania.
– Może innym razem – dodaje. – Chodź – mówi, biorąc mnie za rękę.
– Do zobaczenia w poniedziałek. – Uśmiecham się do Jacka, Claire i chłopaków z finansów, starając się ignorować grymas niezadowolenia widoczny na twarzy mojego szefa. Idę za Christianem w stronę drzwi.
Za kierownicą czekającego na krawężniku audi siedzi Taylor.
– Czemu odniosłam wrażenie, że to konkurs wnerwiania? – pytam Christiana, gdy otwiera
przede mną drzwi.
To nie konkurs wnerwiania, tylko porównywania kusiek, khem.

– Bo rzeczywiście tak było – burczy i posyła mi ten swój enigmatyczny uśmiech, po czym
zamyka drzwi.
Chyba odburkuje się, gdy jest się wkurzonym, a tu jakieś uśmieszki dziwne.

– Witaj, Taylor – mówię i nasze spojrzenia krzyżują się w lusterku wstecznym.
"Witaj" używa się wówczas, gdy jest się postawionym wyżej od rozmówcy  na przykład może tak powiedzieć ktoś otwierający zebranie albo przełożony do podwładnego. Takie tam, zboczenie zawodowe.

– Panno Steele – odpowiada z miłym uśmiechem.
Christian siada obok mnie, ujmuje moją dłoń i delikatnie całuje knykcie.– Cześć – mówi cicho.
Policzki robią mi się różowe, gdyż mam świadomość, że Taylor może nas słyszeć.
No tak, bo przecież osobisty ochroniarz/kierowca/szafiarka twojego faceta nigdy nie słyszał jak Christian mówi do kogokolwiek "cześć". Doprawdy, jakie to żenujące.

Tylne siedzenie samochodu... hmm.
Na oczach szofera...hmmm.
Jadąc przez miasto w godzinach szczytu... hmmm.
Treść mandatu byłaby czystą poezją.
Ciekawa jestem, czy rozpraszanie innych użytkowników drogi podchodzi pod jakiś paragraf, czy polecieliby sztampą i podpięli pod uprawianie seksu w miejscu publicznym. 

– Cześć – mówię bez tchu. W ustach mi zaschło.
– Jak masz ochotę spędzić ten wieczór?
– Wydawało mi się, że mówiłeś, iż mamy plany.
– Och, ja wiem, na co miałbym ochotę, Anastasio. Pytam, co ty chcesz robić.
Uśmiecham się promiennie.
– Rozumiem – mówi z lubieżnym uśmiechem. – No więc... błaganie. Chcesz błagać u mnie czy u siebie? – Przechyla głowę i obdarza mnie tym swoim przyprawiającym o zawrót głowy seksownym uśmiechem.
Taylor właśnie rozważa, czy jego miesięczna pensja jest warta tej kaźni.

– Uważam, że zachowuje się pan bezczelnie, panie Grey. Ale dla odmiany moglibyśmy jechać do mnie. – Z premedytacją przygryzam wargę, a jego spojrzenie nabiera mrocznej głębi.
A uszami wylały mu się ciemne wody oceanu, jeden dorodny rekin i taśma z filmem klasy B.
Z ust wylatuje mu nieruchome ciało Nighta M. Shyamalana. Nawet on ma dosyć tych pierdół.

– Taylor, do mieszkania panny Steele, proszę.
– Tak jest – odpowiada tamten i chwilę później włącza się do ruchu.
– No więc jak ci minął dzień? – pyta Christian.
– Dobrze, a tobie?
– Dobrze, dziękuję.
Właśnie za wspaniale dialogi tę książkę pokochały miliony.

Oboje uśmiechamy się szeroko. Ponownie całuje moją dłoń.
– Ślicznie wyglądasz – stwierdza.
– Ty także.
– Twój szef, Jack Hyde, jest dobry w tym, co robi?
Uhm, bo dziewczyna pracująca w firmie  i w branży w ogóle  od tygodnia już zdążyła wyrobić sobie opinię na temat kompetencji szefa. No, ale Supremacja Superkuśki musi być potwierdzana na każdym kroku.

To dopiero nagła zmiana tematu. Marszczę brwi.
– Czemu pytasz? Nie chodzi o wasz konkurs wnerwiania?
Christian uśmiecha się z wyższością.
– Ten człowiek chce ci się dobrać do majtek, Anastasio – mówi cierpko.
Może jest jednym z tych japońskich zboków, którzy kupują w automatach zużyte majtki nastolatek?
(A tak na marginesie, to Christian w poprzedniej części wąchał Anie majty, także się nie wypowiadam...)

Purpurowieję na twarzy i rzucam nerwowe spojrzenie Taylorowi.
Proponuję zrobić wojewódzką zrzutkę na prozac dla Taylora albo warsztaty "Odzyskać  godność  kiedy praca to upodlenie".
Dorzucam się propozycją marszu przeciwko przemocy psychicznej wobec szoferów.  Znajdziemy jakiś pasujący kolor wstążeczki i postaramy się przeforsować ustawę zapobiegającą znęcaniu się nad kierowcami/ochroniarzami/ braffiterami.
– Cóż, może chcieć, co mu się żywnie podoba... Czemu w ogóle drążymy ten temat? Wiesz, że w ogóle nie jestem nim zainteresowana. To jedynie mój przełożony.
– I o to właśnie chodzi. On chce tego, co należy do mnie.
W ustach faceta, który rozdziewiczanie traktuje jak unboxing, brzmi to trochę niepokojąco.

Muszę wiedzieć, czy dobry jest w tym, co robi.
Jego zazdrość jest tak chorobliwa, że prawdopodobnie zniszczyłby bezdomnego, który prosząc Anę o drobne zwróciłaby się do niej per "piękna pani".
Niedługo zamówi dla niej stosowną koszulkę...


...albo obrożę.

Wzruszam ramionami.
– Chyba tak. – Do czego zmierza ta rozmowa?
– Lepiej, żeby dał ci spokój, inaczej trafi na bruk.
– Christian, o czym ty mówisz? On nie zrobił nic złego. – ...Na razie. Jedynie zbyt blisko staje.
Mu.

– Jeden jego ruch, a ty mi zaraz o tym powiesz. To się nazywa nikczemność postępowania.
Na pewno jest jakiś paragraf poświęcony nikczemnemu postępowaniu. W kodeksie Hammurabiego, na przykład.
Nikczemność postępowania wygląda jak bardzo na siłę zostawiona kalka z języka angielskiego. Brzmi to strasznie dziwnie. 

Albo molestowanie seksualne.
Jeszcze trochę i wyjdzie na to, że stawanie trochę za blisko majestatu Any podchodzi pod gwałt.

– To było jedynie piwo po pracy.
Jasne, jasne. Zaczyna się od piwa po pracy, potem są małe kotki w piwnicy, a resztę już znacie.

– Mówię poważnie. Jeden ruch i wylatuje.
– Nie masz takiej władzy. – No wiecie co! Ale nim zdążę wywrócić oczami, z siłą rozpędzonej ciężarówki uderza mnie pewna myśl. – Prawda, Christianie?
Przez chwilę miałam nadzieję, że z siłą rozpędzonej ciężarówki uderzy ją rozpędzona ciężarówka, ale najwidoczniej to tylko moje myślenie życzeniowe. 

Uśmiecha się tylko enigmatycznie.
– Kupujesz tę firmę – szepczę z przerażeniem.
W odpowiedzi na panikę w moim głosie jego uśmiech blednie.
– Niezupełnie.
– Kupiłeś ją. SIP. Już to zrobiłeś.
Nieufnie mruga powiekami.
Czy ktoś mi powie w końcu na czym polega to całe nieufne mruganie powiekami i właściwie dlaczego Christian ma mrugać z nieufnością w tej scenie?
Podobno intensywne mruganie to oznaka stresu, napięcia lub złości, ktoś tu się bardzo plącze w zeznaniach. Poza tym dobrze, że mruga powiekami, a nie uszami czy coś.

– Możliwe.
– Kupiłeś czy nie?
– Kupiłem.
– Dlaczego? – Och, tego już naprawdę zbyt wiele.
– Bo mogę, Anastasio. Chcę, żebyś była bezpieczna.



– Ale mówiłeś, że nie będziesz się wtrącać w moje życie zawodowe!
– I nie będę.
Zabieram mu dłoń.
– Christian... – Brak mi słów.
– Jesteś na mnie zła?
– Tak. Oczywiście, że jestem zła – syczę. – No bo który odpowiedzialny biznesmen
podejmuje decyzje na podstawie tego, z kim się aktualnie pieprzy? – Wzdrygam się i po raz kolejny zerkam nerwowo na Taylora, który ignoruje nas ze stoickim spokojem.
Taylor ze wszystkich sił się powstrzymuje, żeby nie przyspieszyć i nie wjechać w najbliższą latarnię. Może to być dobry ruch,  za pieniądze z ubezpieczenia będzie mógł się spokojnie utrzymać, kiedy Christian zbankrutuje z powodu swoich kiepskich decyzji finansowych.

Cholera. Że też akurat teraz najpierw mówię, a dopiero potem myślę.
Ana nadal naiwnie łudzi się, że jakąkolwiek decyzję w jej życiu poprzedza myślenie.

Christian otwiera usta, po czym je zamyka i mierzy mnie gniewnym spojrzeniem. W
odpowiedzi piorunuję go wzrokiem. Panująca jeszcze przed chwilą w samochodzie atmosfera słodkiego pojednania robi się napięta od niewypowiedzianych słów i potencjalnych wzajemnych oskarżeń.
A pogodzili się raptem wczoraj, to chyba daje do myślenia, co?
(spojler: nie)
Czy atmosfera słodkiego pojednania oznacza wyciągnięcie Any z baru i zapowiedź jej błagania o seks? Jeżeli tak, to nie tylko Christian ma tu dziwne fetysze.

Na szczęście ta niefortunna podróż nie trwa długo i Taylor zatrzymuje się przed moim
mieszkaniem.
Szybko wysiadam, nie czekając, aż ktoś mi otworzy drzwi.
Słyszę, jak Christian mówi cicho do Taylora:
– Chyba lepiej będzie, jak tu zaczekasz.
Wyczuwam, że stoi blisko mnie, gdy wściekła szukam w torbie klucza.
– Anastasio – mówi spokojnie, jakbym była zapędzonym w róg dzikim zwierzęciem.
Wzdycham i odwracam się w jego stronę. Jestem na niego taka wściekła. Mam wrażenie, że zaraz zadławię się gniewem.
– Po pierwsze, od jakiegoś czasu się z tobą nie pieprzę, 
Jakiś tydzień.
Może tu właśnie leży problem? Frustracja bywa bardzo niebezpieczna. 

po drugie, i tak chciałem poszerzyć działalność o branżę wydawniczą.
Ponieważ rynek wydawnictw tradycyjnych tak świetnie prosperuje i jest tak dochodowy...

 Z czterech wydawnictw z siedzibą w Seattle to właśnie SIP generuje największy przychód, ale grozi mu stagnacja. Potrzebuje nowych filii.
Grey Enterprises zajmuje się finansowaniem innowacji technologicznych i źródeł energii odnawialnej oraz, jak to było, rozwiązywaniem problemu głodu na świecie  na wała im więc jakieś smętne wydawnictwo?
Pewnie wpadł na ten pomysł o wiele wcześniej, ale to i tak urocze, że cały dzień chichrał się w środku myśląc, jakby to w wielkim stylu obwieścić swojej niewolnicy dziewczynie, że kupił jej firmę.

Patrzę na niego zimno. Jego spojrzenie jest palące, wręcz groźne, ale seksowne jak diabli.
Czy to jest jakaś patologiczna okulofilia ze strony Any, skoro już drugi raz zwraca uwagę na urodę czyichś oczu w sytuacji, gdzie powinna spieprzać w poskokach?

[Ana wyzywa Christo od osłów, chwilę się z tego śmieją i ostatecznie lądują u niej w mieszkaniu]

– Eee... napijesz się czegoś? – bąkam nerwowo.
Bąkomierz: 3

– Nie, dziękuję, Anastasio. – Wzrok mu ciemnieje.
Ogień krzeeeepnie, wzroook ciemnieeeeje,
Nie wiem co się tutaaaj dzieeejeee...
Tutaj granice nieskończone ma jedynie głupota tej książki...

Czemu tak się denerwuję?
– Na co miałabyś ochotę, Anastasio? – pyta miękko, zmierzając ku mnie. – Wiem, czego
pragnę ja – dodaje niskim głosem.
Cofam się, aż wpadam na betonową wyspę w aneksie kuchennym.
Nie żebym była ekspertem czy coś, ale wydaje mi się, że beton nie jest czymś z czego robi się wyspy kuchenne. 

– Nadal jestem na ciebie zła.
– Wiem. – Posyła mi przepraszający uśmiech, a ja od razu się rozpływam... Cóż, może nie aż tak bardzo zła.
Uśmiech Christiana powinien figurować w podręcznikach do NLP. 

– Chciałbyś coś zjeść? – pytam.
Kiwa powoli głową.
– Tak. Ciebie – mruczy.




Czuję ściskanie wszędzie poniżej talii.
Za ciasne majtasy wyszczuplające nie zdały egzaminu.
Majtasy jeszcze, ale uciskające spodnie i buty pewnie nie ułatwiają sprawy.

Potrafi mnie uwieść samym głosem, ale to spojrzenie, ten głodny, spragniony wzrok – o rety.
Stoi przede mną. Nie dotyka mnie, a jedynie patrzy mi prosto w oczy, otulając gorącem,
które emanuje z jego ciała.
Gość ma gorączkę i zamiast iść do łóżka się wygrzać i kurować, to stoi i egoistycznie prątkuje.

Strasznie mi duszno, nogi mam jak z waty i zżera mnie mroczne pożądanie.
Eee?

 


 Pragnę tego mężczyzny.
– Jadłaś coś dzisiaj? – pyta cicho.
"Jak zepsuć nastrój w trzech słowach."  

– Kanapkę w przerwie na lunch – odpowiadam szeptem. Nie mam ochoty rozmawiać o
jedzeniu.
Mruży oczy.
– Musisz jeść.
– Naprawdę nie mam teraz apetytu... na jedzenie.
– A na co go pani ma, panno Steele?
 Na browara  oznajmiam, odchodząc w kierunku lodówki.

– Myślę, że pan wie, panie Grey. 
Pochyla się i znowu wydaje mi się, że zaraz mnie pocałuje. Nie robi tego jednak.
– Chcesz, abym cię pocałował, Anastasio? – szepcze mi cicho do ucha.
– Tak – odpowiadam bez tchu.
– Gdzie?
– Wszędzie.
Ach, te niesamowite pocałunki w łokcie i kostki...
Chyba, że to kolejny poziom eufemizmów Any i "wszędzie" oznacza "tam na dole".

– Będziesz musiała wyrażać się nieco jaśniej. Uprzedzałem, że nie zamierzam cię dotknąć, dopóki nie będziesz mnie błagać i mówić, co mam robić.
No to przepadłam, on nie gra fair.
Racja, perfidnie wykorzystuje to, że ty nie umiesz się wyrażać, tylko bąkasz.
Sadysta, jak może wymagać od niej jakiejkolwiek inicjatywy w sypialni?!

– Proszę – mówię szeptem.
– Prosisz o co?
– Dotknij mnie.
– Gdzie, maleńka?
Znajduje się tak irytująco blisko, jego zapach jest odurzający. Unoszę rękę, a on natychmiast stawia krok w tył.
Tym właśnie jest ta książka. Dziesięcioma stronami gry wstępnej i trzema akapitami prawdziwego seksu. Mówcie mi jeszcze o odważnej powieści erotycznej.

– Nie, nie – beszta mnie. Spojrzenie ma czujne.
– Słucham? – Nie... wracaj.
– Nie. – Kręci głową.
– W ogóle? – Co ja poradzę na to, że w moim głosie słychać pragnienie?
Patrzy na mnie niepewnie i jego wahanie dodaje mi odwagi. Robię krok w jego stronę, a on
znowu się cofa. Obronnym gestem unosi ręce, ale się uśmiecha.
– Słuchaj, Ana. – To ostrzeżenie. Z irytacją przeczesuje palcami włosy.
– Czasami nie masz nic przeciwko – mówię żałośnie. – Może powinnam poszukać markera, żebyśmy mogli zaznaczyć miejsca, gdzie nic z tego.
Chwila wytłumaczenia dla osób, które nie czytały pierwszej części. Christian nie daje się dotknąć, bo faceci jego matki gasili na nim papierosy czy coś w tym stylu. Jeżeli już otarliście łzy wzruszenia, możemy wracać do czegoś, co AŁtorka przewrotnie nazywa akcją.

Unosi brew.
– To całkiem dobry pomysł. Gdzie jest twój pokój?
Kiwam głową. 
Jak Zjarany Zbyszek.

Czy on celowo zmienia temat?
– Bierzesz pigułki?
O cholera. Pigułki.
Mina mu rzednie.



– Nie – mówię piskliwie.
– Rozumiem. – Usta zaciska w cienką linię. – Chodź, zjemy coś.
Nie ma rączek, nie ma ciasteczek!
Ale serio, co to za bulszit? Najpierw każe jej artykułować swoje pragnienia, daje do zrozumienia, że to jest warunkiem pójścia do łóżka, a gdy przychodzi co do czego, przypomina sobie o tym, że jest feedersem. Prawdę mówiąc, wygląda to jak foch o to, że Ana w ogóle chciała go dotknąć.

– Myślałam, że pójdziemy do łóżka! Chcę iść z tobą do łóżka.
Obiecałeś mi cukierka i małe kotki!

– Wiem, skarbie. – Uśmiecha się i nagle daje nura w moją stronę, chwyta mnie za nadgarstki i przyciąga do siebie, tak że nasze ciała się stykają. – Musisz jeść i ja też – mruczy, przewiercając mnie gorącym wzrokiem. – Poza tym... wyczekiwanie to podstawa uwodzenia, a na chwilę obecną naprawdę podoba mi się opóźnianie satysfakcji.
Niby od kiedy?
Tak, bo to takie podniecające, jak ktoś się bawi twoim kosztem, by podkreślić swoją dominację nad tobą. 

– Zostałam uwiedziona i już teraz pragnę satysfakcji. Będę błagać, proszę – marudzę.
Czyżby coś brzęknęło o podłogę? A, tak, to resztki godności Any. 

Uśmiecha się do mnie czule.
– Jedzenie. Jesteś za szczupła. – Całuje mnie w czoło i puszcza.
To gra, część jakiegoś niecnego planu. Rzucam mu spojrzenie spode łba.
– Nadal jestem na ciebie zła za to, że kupiłeś SIP, a teraz dodatkowo za to, że każesz mi
czekać – oświadczam, wydymając usta.
Szybko, Christian, uśmiechnij się teraz, to jej przejdzie!

– Ależ gniewna z ciebie damulka. Po dobrym posiłku poczujesz się lepiej.
Ten cały temat jedzenia już dawno mi się przejadł...



– Już ja wiem, po czym poczuję się lepiej.
– Anastasio Steele, jestem zaszokowany. – W jego głosie pobrzmiewa kpina.
– Przestań się ze mną drażnić. Nie grasz fair.
Przygryza dolną wargę, żeby się szeroko nie uśmiechnąć. Wygląda po prostu uroczo...
żartobliwy Christian bawiący się z moim libido. 
Resztki godności leżące na podłodze zostały polane właśnie żrącym kwasem i jednocześnie uległy gwałtownemu samospaleniu.

Szkoda tylko, że nie jestem lepsza w uwodzeniu.
Wiedziałabym wtedy, co robić. Nie ułatwia mi sprawy fakt, że nie wolno mi go dotykać.
Moja wewnętrzna bogini mruży oczy i wygląda na zadumaną. Musimy nad tym
popracować.
Gdy Christian i ja wpatrujemy się w siebie – ja rozpalona i przepełniona pragnieniem, on
zrelaksowany i bawiący się moim kosztem – uświadamiam sobie, że nie mam w domu nic do jedzenia.
Boru szumiący, czy temat jedzenia aŁtorka wykorzystuje po prostu w momencie, kiedy kończy jej się wena co jeszcze zrobić w tej scenie? Bo tak to własnie wygląda.

– Mogłabym coś ugotować, tyle że najpierw musimy iść na zakupy.
– Zakupy?
– Spożywcze. – Nie masz nic do jedzenia? – Jego spojrzenie twardnieje.
Wszystko wam twardnieje i nabrzmiewa, serio, idźcie i zróbcie coś ze sobą...

Kręcę głową. Kurczę, chyba jest zły.
Ładnie to wygląda w zestawieniu:
a) mój facet kupił wydawnictwo, w którym pracuję i kiepsko tuszuje to, że chce mieć pod kontrolą nawet moje miejsce pracy, obraża się o to, że jestem z tego powodu wściekła, a gdy mamy pójść do łóżka, stosuje idiotyczne gierki = no, jestem zła, ale jakiż on uroczy!
b) moja dziewczyna nie ma nic w lodówce = SCHNIJ, LAMPUCERO

– No to chodźmy na te zakupy – mówi surowo, po czym odwraca się na pięcie, podchodzi
do drzwi i otwiera je przede mną.
Rozdrażnienie Christiana faktem, że samotnie mieszkająca osoba nie ma nic w lodówce dowodzi jego całkowitego oderwania od rzeczywistości.

– Kiedy ostatni raz byłeś w supermarkecie?
Christian nie pasuje do otoczenia, ale posłusznie chodzi za mną z koszykiem.
– Nie pamiętam.
Coś mi to przypomina:


– Zakupami zajmuje się pani Jones?
– Taylor chyba jej pomaga. Nie jestem pewny.
Bo były pracownik FBI i szofer zarazem nie ma nic do roboty, więc kursuje co rano do spożywczaka. I czy naprawdę Christo, maniak kontroli, nie wie, kto mu robi zakupy? 
Ja nie wiem, co Taylor musiał zrobić w swojej karierze, żeby upaść tak nisko.

– Chińszczyzna może być? Szybko się ją robi.
Tak, pod warunkiem, że robisz ją z proszku chyba.

– Może być. – Christian uśmiecha się szeroko, bez wątpienia wiedząc, dlaczego nie chcę
spędzać dużo czasu w kuchni.
– Długo dla ciebie pracują?
– Taylor chyba ze cztery lata. Pani Jones podobnie. Czemu nie miałaś w mieszkaniu nic do jedzenia?
– Wiesz czemu – burczę, rumieniąc się.
– To ty mnie zostawiłaś – mówi z dezaprobatą.
Niech ktoś ich odstrzeli, błagam...
Czy ona pisze te dialogi używając gry Scrabble? Bo tak to wygląda.

– Wiem – odpowiadam cicho. Nie chcę, aby mi o tym przypominał.
Docieramy do kasy i milcząc, stajemy w kolejce.
Zastanawiam się, czy gdybym nie odeszła, Christian zaproponowałby mi waniliową
alternatywę.
No wiesz, sama nazwałaś odejście od niego pięciodniowym dąsem, a na mieście mówią, że kobiecy foch ma wielką moc perswazyjną.

– Masz coś do picia? – Przywołuje mnie do rzeczywistości.
– Piwo... chyba.
– Pójdę po jakieś wino.
Jestem prezesem, nie kalam się byle piwskiem.
Poza tym, Ana w końcu nie spije się sama, a jak wiemy wlewanie w nią wina jest prawdopodobnie drugą, po okładaniu pasem, czynnością, którą lubi ją poddawać Christian.

O rany. Nie bardzo wiem, jaki rodzaj win dostępny jest w supermarkecie Ernie’s.
 Christian wraca z pustymi rękami. Krzywi się.
– Zaraz obok jest dobry sklep monopolowy – mówię szybko.
– Zobaczę, co tam mają.
Nie mówicie mi, że jest aż tak zblazowany, że nie wypije normalnego wina z sieciówy. 

Może powinniśmy po prostu jechać do niego; wtedy nie byłoby tego całego zamieszania.
Patrzę, jak z niewymuszoną gracją zdecydowanym krokiem opuszcza sklep.
Potem wykonuje kilka piruetów, a na końcu widowiskowe pas.
Dajcie mu jeszcze łyżwy i niech wypierdziela. 

Dwie wchodzące akurat kobiety zatrzymują się i gapią na niego. Och, patrzcie sobie, patrzcie, myślę zniechęcona.
Boru, czy wszystkie laski w tej książce są tak bardzo niespełnione, że nie są w stanie normalnie funkcjonować przy Christianie? Czekam, aż ktoś zacznie na niego gwizdać. 
A faceci wkrótce zaczną masowe obrzucanie Christiana starym pieczywem. 

Pragnę mieć go z powrotem w swoim łóżku, ale on gra trudnego do zdobycia. Może ja też
powinnam.
W rezultacie porozsiadacie się po kątach i będziecie na siebie łypać aż do wieczora. Myślę, że lepsza będzie walka jak u gekonów  połykacie swoje ogony i czekacie, któremu odpadnie jako pierwszemu albo kto się pierwszy zadławi.
Ja bym uważała z tym połykaniem ogonów, bo Ana może trafić na coś zgoła innego...

Moja wewnętrzna bogini przytakuje mi energicznie. I gdy stoję w kolejce do kasy, razem układamy plan. Hmm...
Czy ktoś już dzwonił do szpitala psychiatrycznego, żeby zabrali Anę? Bo schizofrenię ma jak nic.

Christian wnosi do mieszkania torby z zakupami. Niósł je przez całą drogę ze sklepu.
Wow, jaki on męski, słyszeliście? Niósł zakupy na obiad dla dwóch osób całą drogę z najbliższego sklepu. Trzymaj go, Ana, taki facet to skarb.

Dziwnie wygląda. Jakoś tak nie prezesowsko.
Uhm, bo Prezesowski Prezes wygląda Prezesowsko 24/7, no i nie mów, że Christo przy zakładaniu klamerek na sutki też wygląda, jakby miał zaraz kupić jakąś firmę.

– Wyglądasz bardzo... domowo.
– Dotąd nikt mi tego nie zarzucił – stwierdza cierpko.
Stawia torby na blacie wyspy. Gdy zabieram się za rozpakowywanie, on wyjmuje butelkę
białego wina i rozgląda się za korkociągiem.
– Wszystko jest dla mnie jeszcze nowe. Możliwe, że znajdziesz go w tamtej szufladzie. –
Pokazuję brodą.
To się wydaje takie... normalne. Dwoje ludzi poznających się, przygotowujących wspólnie
posiłek. A jednocześnie jest tak dziwnie. Zniknął gdzieś strach, który zawsze czułam w jego obecności.
Primo, to frapujące, że wystarczy przygotować razem żarcie, by przestać się kogoś bać, a secundo, no właśnie... Oprawmy w jakieś ramki ten wiekopomny fragment, gdzie Ana wprost przyznaje, że do tej pory bała się swojego faceta. 

Tyle już rzeczy robiliśmy razem, takich, że na samą myśl o nich oblewam się rumieńcem, a mimo to ledwo go znam.
Takie Ostatnie tango w Paryżu dla ubogich. Założę się, że psychika Any jest nienaruszona świadomością istnienia sceny z masłem.

– O czym myślisz? – wyrywa mnie z zadumy. Zdejmuje marynarkę i kładzie ją na kanapie.
– O tym, jak mało cię znam.
Jego spojrzenie łagodnieje.
– Nikt nie zna mnie tak dobrze jak ty.
A już na pewno nie psychoterapeuta i własna matka.
No i może szofer. No i sprzątaczka, która musi myć te wszystkie zatyczki analne po weekendzie. Aha, on ma też w sumie jakieś rodzeństwo, które zapewne zna go dłużej niż dwa tygodnie. Ale ten argument odnosi się też prawdopodobnie do 99% jego współpracowników, więc pominę milczeniem. 

[Miśki kroją warzywa, czego Christian robić nie umie, a Ana jednocześnie chce go uwieść poprzez smyranie; nawet się jej ta sztuka udaje]

– Czego pragniesz, Anastasio? – pyta bez tchu.
– Ciebie.
– Gdzie?
– W łóżku.
Bierze mnie na ręce, po czym szybko i bez wysiłku niesie do mojej sypialni. Stawia mnie przy łóżku, po czym schyla się i włącza lampkę. Rozgląda się szybko po pokoju i zasuwa kremowe zasłony.
– Teraz co? – pyta miękko.
– Kochaj się ze mną.
– Jak?
Jezu.
 Srak!
Jezus, właśnie, podobno Pisiont Twarzy ma rekordowy od czasów Pasji box office.

– Musisz mi powiedzieć, maleńka.
Jasny gwint.
– Rozbierz mnie. – Jeszcze nic, a ja już mam przyspieszony oddech.
Jeszcze nic, a ja już mam dosyć tej sceny.

Uśmiecha się i wsuwa palec wskazujący za materiał mojej rozpiętej przy szyi koszuli, po czym przyciąga mnie do siebie.
– Grzeczna dziewczynka – mruczy i nie odrywając płonącego spojrzenia od moich oczu, powoli zaczyna rozpinać mi koszulę.
Aby zachować równowagę, niepewnie opieram się dłońmi o jego ramiona.
Eee? Jaka jest korelacja między rozpinaniem koszuli a koniecznością zachowania równowagi?

 Nic nie mówi. A więc ramiona to bezpieczna strefa. Kiedy wszystkie guziki są już rozpięte, zsuwa mi koszulę z ramion, a ja puszczam go i pozwalam, by opadła na podłogę. Sięga do zapięcia moich dżinsów, odpina je i rozsuwa zamek.
– Powiedz mi czego pragniesz, Anastasio. – Jego oczy płoną, oddech ma płytki, a usta
rozchylone.
– Pocałuj mnie odtąd dotąd – szepczę, przesuwając palcem od dolnej części ucha wzdłuż
szyi. Christian odgarnia moje włosy z linii ognia i nachyla się, pozostawiając słodkie, delikatne pocałunki na ścieżce wyznaczonej przez mój palec, po czym wraca tą samą drogą.
– Dżinsy i figi – mruczę, a on uśmiecha się i klęka przede mną. Och, poczucie władzy jest
upajające.
Uroniłam właśnie samotną łzę żenady. No tak, bo jak facet zdejmuje z ciebie ciuchy to władza. Jakby mu powiedziała "nie", a on by przyjął to do wiadomości, to pewnie by była pełna dominacja.

 Wsunąwszy kciuki za pasek dżinsów, razem z figami lekko ściąga je w dół. Po chwili mam na sobie już tylko stanik. Christian przerywa i patrzy na mnie wyczekująco, ale nie wstaje.
– Co teraz, Anastasio?
– Pocałuj mnie – mówię szeptem.
– Gdzie?
– Wiesz gdzie.
– Gdzie?


Och, a więc nie idzie na żadne ustępstwa. Z zażenowaniem pokazuję na złączenie ud,
Taa, to jest ta wyuzdana, głośna powieść erotyczna, gdzie bohaterka nawet po wysmaganiu pejczem nie jest w stanie bez wstydu wskazać na swoje krocze.
Z uporem maniaka nazywając je "Tam Na Dole".

 a on uśmiecha się szelmowsko. Zamykam oczy, zakłopotana, ale jednocześnie podniecona do granic możliwości.
– Och, z przyjemnością – chichocze Christian. Całuje mnie i wysuwa język, ten swój
niosący radość, wprawny język.
Niosący radość język. Jakby co najmniej był na misji w Afryce.

 Jęczę i wplatam palce w jego włosy. On nie przerywa, zataczając językiem kółka wokół łechtaczki, doprowadzając mnie do szaleństwa, raz za razem, dookoła. Ach... to tylko... jak długo...? Och...
– Christian, proszę – jęczę błagalnie. Nie chcę szczytować na stojąco. Nie mam tyle siły.
– Proszę co, Anastasio?
– Kochaj się ze mną.
– Kocham – mruczy, delikatnie dmuchając.
– Nie. Chcę poczuć cię w sobie.
– Jesteś pewna?
 A wiesz, w sumie to jeszcze się zastanowię, w końcu mam to piwo w lodówce.

– Proszę.
Nie przerywa słodkich, wymyślnych tortur. Jęczę głośno.
– Christian... proszę.
Wstaje i patrzy na mnie, a usta mu lśnią od dowodu mego pożądania.
Brzmi jak drogi błyszczyk.

To takie podniecające...
– No i? – pyta.
– No i co? – pytam bez tchu, ogarnięta gorączkową potrzebą.
– Jajco!

– Ja jestem nadal w ubraniu.
Patrzę na niego z konsternacją.
Rozebrać go? Tak, mogę to zrobić. 
Wzruszyłam się tym dowodem odwagi i siły wewnętrznej. Oto Ana jest w stanie rozebrać swojego partnera.

– O nie – upomina mnie.
To jest gra wstępna, czy jakaś smętna sztuka nowoczesna o wyobcowaniu, lęku przed bliskością i impotencji?
Może on chce, żeby Ana go rozebrała mocą telekinezy? Bo nie wiem, w jaki inny sposób ma bez dotykania sprawić, że koszula magicznie z niego zniknie.
Powiem tak  nie lekceważ potęgi Mocy.


star wars animated GIF

Cholera, jemu chodzi o dżinsy.
A może jednak o skarpetki? Czy Ana boi się ściągania tych dżinsów, bo to z gruntu traumatyczna czynność, jak dotąd nieobecna w ich pożyciu?


Uwielbiam Przyjaciół za to, że w 10 sezonach mieści się tak szerokie spektrum doświadczeń ludzkich.

Och, mam pewien pomysł. Moja wewnętrzna bogini wydaje głośne okrzyki, a ja klękam przed nim. 
Dość niezdarnie rozpinam drżącymi palcami rozporek, po czym energicznym ruchem opuszczam mu dżinsy i bokserki, uwalniając jego męskość. Wow.
Kiedy aŁtorka pisze o "uwalnianiu męskości" zawsze wyobrażam sobie, że towarzyszy temu takie dźwięczne "boinga boinga boinga".
Ja z kolei pomyślałam o Conquest of Paradise Vangelisa.      



Podnoszę wzrok i widzę, że Christian przygląda mi się z... czym?
Z trzema znajomymi w pracy? Z czteropakiem piwa w ręku? Z padem do PlayStation? Możliwości są niezliczone.

Niepokojem? Podziwem? Zaskoczeniem?
Nie przycięła mnie suwakiem, toż to prawdziwy talent...
Ten niepokój w jego spojrzeniu jest jeszcze bardziej zastanawiający.

Wychodzi z dżinsów i ściąga skarpetki, a ja biorę go w dłoń i ściskam mocno, Christiana ściskam, bo grabę to ja wielką mam i wiele się w niej mieści, przesuwając dłoń tak, jak mi pokazywał. Wydaje jęk i cały się napina, wypuszczając świszczący oddech przez zaciśnięte zęby. Bardzo ostrożnie wsuwam go do ust i ssę – mocno. Mhm, pyszny.
– Ach. Ana... delikatnie  powiedział tuż przed tym, jak odgryzła mu głowę. Tę mniejszą czy tę większą, jak widać, nie ma znaczenia.

Delikatnie chwyta moją głowę, a ja wsuwam go głębiej do ust, wargami zasłaniając zęby, i mocno ssę.
– Kurwa – rzuca.
Och, to dobry, inspirujący, seksowny odgłos,



więc robię to jeszcze raz, wciągając go głębiej, tańcząc językiem po koniuszku. Hmm... czuję się jak Afrodyta.
– Ana, wystarczy. Dość tego.
Robię to znowu – błagaj, Grey, błagaj – i znowu.
– Ana, wystarczy tej manifestacji – warczy przez zaciśnięte zęby.
Jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby ktoś nazywał robienie loda manifestacją. Jeżeli tak by było w rzeczywistości, te parady przeciwko wpuszczeniu emigrantów do Polski musiałyby wyglądać zupełnie inaczej...

Robię to jeszcze raz, a on pochyla się, chwyta mnie za ramiona, podciąga do góry i rzuca na łóżko. Ściąga przez głowę koszulę, po czym sięga do leżących na ziemi dżinsów i niczym porządny harcerz wyjmuje z nich foliową paczuszkę. 
Coś się chyba pozmieniało ostatnio w harcerstwie, jakieś nowe sprawności doszły...
Sprawność antyreproduktora dostaje się dopiero po trzecim obozie wędrownym i sześciu ogniskach utrzymanych przynajmniej przez trzy godziny. 

[On na nią patrzy, ona zdejmuje stanik, na co on zakłada gumkę. Ktoś na kogoś patrzy, Ana oblizuje usta. Mruczą, drażnią, pochylają się, znacie to]

Patrząc mi w oczy, nogą rozchyla uda i przechyla się tak, że wisi nade mną.
Przez co wygląda mniej więcej tak:




 Nie odrywając ode mnie wzroku, rozkosznie powoli wsuwa się we mnie.
Zamykam oczy, delektując się jego twardością, tym wyjątkowym uczuciem, że należę do niego. 
To seks, czy jednak znakowanie?

Odruchowo unoszę biodra, aby wyjść mu na spotkanie, aby w pełni się z nim połączyć. Jęczę głośno. Christian wycofuje się i bardzo powoli znowu się we mnie zanurza. Moje palce odnajdują drogę do jedwabistych, niesfornych włosów, a on, och... tak powoli raz po raz się ze mnie wysuwa.
– Szybciej, Christianie, szybciej... proszę.
Spogląda na mnie triumfująco i mocno całuje, a potem rzeczywiście zaczyna się poruszać – nieustępliwie, karząco... och – i już wiem, że nie potrwa to długo. Ustala pulsujący rytm. Zaczynam przyspieszać, moje nogi się naprężają.
Może to głupie pytanie, ale czy ich stosunek trwał kiedyś dłużej niż kilka sekund albo, w najlepszym wypadku, minut? Bo mam wrażenie, że ich gry wstępne trwają milion lat, a potem Christian chwilę powiosłuje, każe Anie dojść, ta zaraz rozpada się na kawałki i koniec potańcówki.

– No już, mała – dyszy. – Dojdź dla mnie.
Jego słowa mnie gubią.
Christian, człowiek, który stawia sutki spojrzeniem, który jednym czerstwym tekstem doprowadza kobietę do orgazmu. A nawet koszuli w łóżku nie zdejmuje.

 Eksploduję, spektakularnie, oszałamiająco, i rozpadam się na milion kawałków 
Czy Pisaczka naprawdę nie jest w stanie opisać orgazmu w inny sposób, niekojarzący się z przydeptaną purchawką?
Chyba jej współczuję życia erotycznego.

w, a on sekundę później podąża za mną, wołając moje imię.
I takie właśnie książki podtrzymują mity, że jednoczesny orgazm to coś, co zdarza się za każdym razem i nie wymaga ani doświadczenia, ani ćwiczeń, a nawiązując do pierwszego tomu  że zupełnie niedoświadczona dziewica bez problemu osiąga ze dwa rodzaje orgazmów. I ludzie to sci-fi uważają za współczesną kamasutrę.
Rozpoczynam akcję przenoszenia tej książki do działu "Fantastyka" w każdym Empiku. Kto jest ze mną?

– Ana! O kurwa, Ana! – Opada na mnie i chowa twarz na mojej szyi.


Kurtyna opada, światła gasną, publiczność wychodzi zniesmaczona domagając się zwrotu kasy za bilety. 


ROZDZIAŁ CZWARTY
Gdy wraca mi zdolność myślenia, otwieram oczy i przyglądam się twarzy mężczyzny,
którego kocham. Twarzy pełnej czułości. Muska nosem mój nos, opierając ciężar ciała na łokciach.
Jego dłonie spoczywają na moich, tuż przy mojej głowie. Niestety podejrzewam, że robi to po to, abym go nie dotknęła.
Bardzo budujące.
Ale przecież... on na niej leży, więc o co kaman? Przecież ona i tak go dotyka, tylko nie rękoma.
Może nie tyle leży, co trochę się unosi jak poduszkowiec.

 Wysuwa się ze mnie, składając na mych ustach delikatny pocałunek.
– Brakowało mi tego – szepcze.
– Mnie też.
 To do zobaczenia za tydzień, moja sekretarka się z tobą skontaktuje w celu ustalenia terminu kolejnego stosunku. 

Ujmuje moją brodę i mocno całuje. To namiętny, błagalny pocałunek, proszący o co? Nie wiem. 
Mało mnie obchodzi o co może Christian ją prosić, ale na bora, w jaki sposób można wyczuć, że pocałunek jest błagalny?
Jedna ze stron popiskuje jak piesek pozostawiony sam przed sklepem.

Ana najwidoczniej nie opanowała jeszcze tajemnej sztuki oddychania przez nos.


– Więcej mnie nie zostawiaj – mówi błagalnie, patrząc mi prosto w oczy. Na jego twarzy maluje się powaga.
– Dobrze – szepczę i uśmiecham się do niego. Uśmiech, który widzę w odpowiedzi, jest wyjątkowo promienny; ulga, euforia i chłopięca radość tworzą kombinację potrafiącą zmiękczyć najtwardsze nawet serce. – Dziękuję za iPada.
 Coś za coś, mała.
Lokowanie produktu: *zbyt zażenowana, by liczyć*

– Ależ nie ma za co, Anastasio.
Oddasz mu w naturze...

– Którą z piosenek lubisz najbardziej?
– O nie, za dużo byś o mnie wiedziała. – Uśmiecha się szeroko. – Ugotuj mi jakąś strawę,
dziewko. Umieram z głodu – dodaje, siadając nagle i pociągając mnie za sobą.
– Dziewko? – Chichoczę.
– Dziewko. Jadło proszę.
Kiedy czytałam to pracując nad analiza, byłam pewna, że tekst o strawie i dziewce to nasze dzieło, tylko coś przepadło w edycji. Niestety, to tylko szara rzeczywistość tej książki.

– Skoro tak ładnie prosisz, panie, już się biorę do roboty.
Gdy gramolę się z łóżka, przesuwam poduszkę, ujawniając kryjący się pod nią sflaczały
balon.
Zużyte prezerwatywy się wyrzuca! A, to chodzi o ten zakurzony flaczek, którego tuliła do snu...
Nie, czekaj, czytajmy dalej, uznając, że jednak chodzi o zużytą gumkę.

 Christian bierze go do ręki i patrzy na mnie z konsternacją.
– To mój balonik – mówię, sięgając po szlafrok. Kurde, czemu on musiał go znaleźć?
– W łóżku?
Od razu lepiej.

– Tak. – Rumienię się. – Dotrzymywał mi towarzystwa.
Czasami naprawdę szkoda mi Any, skoro balon musiał jej dotrzymywać towarzystwa. Ja mam do tego dwa koty i wszystkie sezony Supernaturala. Plus wiecie, takie osoby, które potocznie nazywa się znajomymi. 

– Szczęściarz z Charliego Tango. – W jego głosie słychać zdziwienie.
Ja też bym była dosyć zdziwiona, gdyby tak wyglądały moje łóżkowe rozmowy. Nic nie mówiąc o znalezieniu pod poduszką resztek balona.

Owszem, jestem sentymentalna, Grey, ponieważ cię kocham.
– Mój balonik – powtarzam, po czym odwracam się na pięcie i wychodzę do kuchni,
zostawiając Christiana uśmiechniętego od ucha do ucha.
Jeżeli nadal ktoś uważa Anę za dojrzałą, silną postać kobiecą, to ja jednak wolę dołączyć do tej ekipy, którą wysyłają na Marsa. 

Siedzimy na perskim dywanie Kate, pałeczkami wyjadamy chińszczyznę z porcelanowych miseczek, popijając schłodzonym białym pinot grigio. Christian opiera się o kanapę, wyciągnąwszy przed siebie nogi. Włosy ma potargane, jak to po seksie. Ma na sobie dżinsy, koszulę i nic więcej.
Dżinsy i koszula to chyba całkiem sporo, skoro brakuje mu tylko majtek i skarpetek? 
Wiesz, w świecie Any zapewne nie noszenie bielizny uchodzi za "bardzo niegrzeczne". Równie dobrze mógłby mieć na sobie tylko majtasy z trąbą, jak te, które sprzedają w podziemiach metra Centrum.


 


W tle nucą cicho panowie z Buena Vista Social Club.
Zawsze się zastanawiałam po kij podawać nazwę zespołu, o którym zapewne nie słyszała większość czytelników. Ja wiem, że AŁtorka jest święcie przekonana, że czytelnik właśnie gorączkowo szuka tego kawałka w sieci, żeby móc przez chwilę się poczuć jakby Christian siedział zaraz obok. 
Ja jednak wolę słuchać odgłosów młota pneumatycznego, więc pozostanę w nieświadomości co do tego jaką muzykę grają panowie z Buena Vista Social Club. 
Coś mi zaświtało, że jakoś parę lat temu byli w Polsce, toteż wyguglałam, by się upewnić. Okazało się, że między innymi to oni śpiewają tę piosenkę o Che Guevarze:


Mam nadzieję, że to właśnie leci w tle.

– Smaczne – mówi z uznaniem, nabierając pałeczkami kolejną porcję.
Siedzę obok po turecku, jedząc łapczywie i podziwiając jego bose stopy.
Boru, toż to nawet stopy Wspaniałego Pana Greya są tak niesamowite, że trzeba je podziwiać?
Podziwiała je też w pierwszej części, dziwując się, cóż to takiego jest w tych nagich stopach. Czyżby nasz amisz wychowany przez wilki miał mały fetysz?

– Najczęściej to ja się zajmuję gotowaniem. Kate średnio radzi sobie w kuchni.
– Mama cię nauczyła?
– Mama? – prycham. – Kiedy zaczęło mnie to interesować, mama mieszkała już w Mansfield w Teksasie z Mężem Numer Trzy. A Ray, cóż, gdyby nie ja, żywiłby się tostami i jedzeniem na wynos.
Trzecie Prawo Belli głosi bowiem, że samotny mężczyzna nie jest w stanie się sam wyżywić i nawet nie przyjdzie mu do głowy dobrze jadać na mieście  tylko kobieta może dobrze go karmić.

Christian przygląda mi się uważnie.
– Czemu nie zamieszkałaś w Teksasie z mamą?
Imperatyw mi nie pozwolił. Poza tym, tak było w Tłajlajcie, więc tak jakby nie miałam wyboru. 

– Jej mąż, Steve, i ja... nie dogadywaliśmy się. I tęskniłam za Rayem. Jej związek ze Steve’em nie trwał długo. Myślę, że się opamiętała. Nigdy o nim nie mówi – dodaję cicho. To taka mroczna część jej życia, o której nigdy nie rozmawiamy.
– Zostałaś więc w Waszyngtonie z ojczymem?
– Bardzo krótko mieszkałam w Teksasie. Potem wróciłam do Raya.
I wtedy spotkałam bladego, mrukliwego młodzieńca, który wcale nie miał 17 lat, oh, wait...

– Wygląda na to, że to ty się nim opiekowałaś – mówi miękko.
– Chyba tak. – Wzruszam ramionami.
Prałam jego pluszowego misia, wycierałam łezki, karmiłam łyżeczką.

– Przyzwyczajona jesteś do opiekowania się ludźmi.
Nie wiem skąd to wnosisz, skoro jak na razie to nią trzeba było się opiekować 24/7.

Coś w jego głosie przykuwa moją uwagę i podnoszę wzrok.
– O co chodzi? – pytam.
– Ja chcę się tobą zaopiekować. – W jego oczach płoną jakieś nienazwane emocje.
Serce mi przyspiesza.
– Zauważyłam – mówię cicho. – Tylko jakoś w dziwny sposób się za to zabierasz.
Tak, poza tymi kilkoma przypadkami gdy:
 Christian bohatersko uratował ją spod kół rozpędzonego rowerzysty
 Christian uratował ją spod rąk napalonego znajomego, kiedy Ana była pod wpływem alkoholu
 Christian bohatersko uratował ją przed spędzeniem czasu z własną matką, kiedy Ana wyjechała na kilka dni, żeby się z nią spotkać... oh wait.

Marszczy brwi.
– Inaczej nie potrafię.
– Nadal jestem na ciebie zła za kupienie SIP.
Uśmiecha się.
– Wiem, ale twoja złość i tak by mnie nie powstrzymała.
– I co ja mam teraz powiedzieć kolegom z pracy, Jackowi?
Prawda jest taka, że niezależnie od tego, co im powiesz (zwłaszcza po burackiej uwadze Christiana, że jest twoim chłopakiem), wszyscy uznają, że na swoje obecne stanowisko wspięłaś się po pytongu swojego faceta.
No cóż, nie chcę zarzucać tutaj żadnymi spojlerami, ale właściwie tak było.

Christian mruży oczy.
– Ten złamas lepiej niech się ma na baczności.
– Christian! To mój szef.
Boru, gdyby kiedykolwiek w mojej karierze nazwała swojego szefa jedynie "złamasem" w chwili zdenerwowania, mogłabym uznać, że jest to moja wymarzona praca. A tak na marginesie, to jest jej szef, czy ojciec, że jest tak oburzona?

Zaciska usta w cienką linię. Wygląda jak krnąbrny uczeń.
– Nie mów im.
– Czego mam nie mówić?
– Że wydawnictwo należy do mnie. Wczoraj podpisano zarys warunków umowy.
Ja wiem, że Anie lepiej powiedzieć o tak oczywistych rzeczach, ale oczami wyobraźni widzę ją wbijającą do pracy z kawą w ręku ze słowami "Spłyńcie leszcze, mój facet rządzi tym całym bajzlem, całujcie mnie w stopy, jeżeli nie chcecie wylecieć jak drony na ISIS."

Przewiduje on czterotygodniowy zakaz ujawniania informacji dotyczących zmiany właściciela, a w tym czasie zarząd SIP dokona pewnych zmian.
Czyt. wyrzuci się szefa, który postawił dziewczynie właściciela piwo.

– Och... zostanę bez pracy? – pytam niespokojnie.
– Szczerze w to wątpię – odpowiada cierpko Christian, starając się stłumić uśmiech.
Robię gniewną minę.
– Jeśli odejdę i poszukam sobie pracy w innej firmie, ją także kupisz?
– Chyba nie myślisz o odejściu? – Wraca czujność.
Dla czystej złośliwości doradziłabym jej zatrudnić się na przykład w Google'u i patrzyć jak Christian miota się z frustracji.

– Może i myślę. W sumie nie dałeś mi wielkiego wyboru.
– Tak, tamtą firmę też kupię – oświadcza stanowczo.
To co ty mówiłeś o chęci poszerzenia działalności firmy o branżę wydawniczą i decyzjach, na które nie ma wpływu to, kogo aktualnie ciupciasz?

Jestem w sytuacji bez wyjścia.
Kochana, nie ma sytuacji bez wyjścia! 
a) zrób dyplom z fizyki
b) idź do sklepu z narzędziami
c) idź do sklepu z AGD i kup zapalarkę do gazu oraz patelnię
d) za pomocą narzędzi zbuduj wehikuł czasu
e) cofnij się do dnia wczorajszego, a konkretnie do tego momentu, gdzie Christo wysłał tego maila z propozycją podwiezienia
f) zabierz swojemu przeszłemu wcieleniu telefon, wyjmij kartę SIM i spal ją za pomocą zapalarki
g) użyj patelni, by wybić swojemu wcieleniu pomysł kontaktowania się z tym chorym bucem
h) patrz jak równoległe wymiary zapadają się w sobie, bo właśnie stworzyłaś świetny paradoks 
i) kurtyna opada.

– Nie sądzisz, że zachowujesz się ciut nadopiekuńczo?
Oj, Anastasio, to raczej nie jest odpowiednie słowo. Specjalnie dla ciebie znalazłam lepsze: psychopatycznie, dewiacyjnie, nienormalnie, niezrównoważenie, niepoczytalnie, aberracyjnie, maniakalnie...

– Tak. Mam pełną świadomość, że tak to wygląda.
Ale świadomość ta nie sprawi, że przestanę, bo zaprawdę rajcuje mnie to.

– Dzwoń do doktora Flynna – burczę.
Odstawia pustą miskę i patrzy na mnie spokojnie.
Wzdycham. Nie chcę się kłócić. 
Jakoś zastanawiająco często Ana powtarza, że nie chce się o coś kłócić albo że nie chce roztrząsać jakiegoś tematu. To trochę smętne, że tylko do tego prowadzą rozmowy z jej misiaczkiem.

Wstaję i sięgam po jego naczynie.
– Masz ochotę na deser?
– W końcu gadasz do rzeczy! – Posyła mi lubieżny uśmiech.
No dziołcha, w końcu godosz jak czeba!

– Nie na mnie. – A czemu nie? Moja wewnętrzna bogini budzi się z drzemki i siada wyprostowana, zamieniając się w słuch. – Mamy lody. Waniliowe – prycham.
Waniliowy związek, to i waniliowe lody, ehehe, łapiecie?
Kurde, przez te żarciki tak mi skórę wysuszyło, że krem mi się powoli kończy.

– Naprawdę? – Uśmiech Christiana staje się jeszcze szerszy. – Myślę, że mogłyby się
okazać użyteczne.
Słucham? Patrzę osłupiała, jak wstaje zgrabnie.
– Mogę zostać? – pyta.
– To znaczy?
– Na noc.
– Sądziłam, że tak właśnie zrobisz.
– To dobrze. Gdzie te lody?
– W piekarniku. – Uśmiecham się słodko.
Przechyla głowę, wzdycha i kręci głową.
– Sarkazm to kiepska forma ciętego dowcipu, panno Steele. – Oczy mu błyszczą.
O cholera. Co on knuje?
Nie, ten tekst, będący marną namiastką sarkazmu to kiepska forma czegoś, co, przy odrobinie wyobraźni,  w którymś z równoległych wymiarów moglibyśmy nazwać ciętym dowcipem.

– Mógłbym cię jednak przełożyć przez kolano.
Wujek Staszek właśnie abdykował.

Wstawiam miski do zlewu.
– Masz przy sobie te srebrne kulki?
Klepie się po klatce piersiowej, brzuchu i kieszeniach dżinsów.
– To zabawne, ale nie noszę przy sobie zapasowego kompletu. W pracy niewielkie jest na
nie zapotrzebowanie.
– Bardzo się cieszę, że to słyszę, panie Grey. A wydawało mi się, że mówiłeś, iż sarkazm to kiepska forma ciętego dowcipu.
Boru, oni na prawdę są siebie warci...

– Cóż, Anastasio, moje nowe motto brzmi tak: „Jeśli z czymś nie możesz walczyć, musisz to polubić”.
Jego psychiatra jest z pewnością zachwycony tym podejściem do życia, a miejscowi dilerzy już zacierają ręce.
                                                       
Gapię się na niego – nie mogę uwierzyć, że to powiedział – 
W sensie nie możesz uwierzyć, że zaserwował ci wariację na temat ludowej mądrości?

a on wygląda na niesłychanie z siebie zadowolonego. Odwraca się, otwiera zamrażalnik i wyjmuje pudełko lodów waniliowych Ben & Jerry’s.
Lokowanie produktu: over 9000

– Nadadzą się idealnie. – Podnosi na mnie wzrok. – Ben & Jerry’s & Ana. – Wypowiada to powoli, podkreślając każdą sylabę.

 

A niech mnie. Szczęka opada mi chyba aż na podłogę. Christian otwiera szufladę i wyjmuje z niej łyżkę. Kiedy unosi głowę, spojrzenie ma mroczne, a język przesuwa się po górnych zębach.
Och, ten język. Zaintrygował mnie. W moich żyłach zaczyna krążyć rozpustne pożądanie.
Były rozpustne uczucia, teraz rozpustne pożądanie, innymi słowy, wracamy do wioski amiszów.

Będzie zabawa z jedzeniem.
 Tak, bo micha lodów rozsmarowana dosłownie wszędzie, to najbardziej kręcąca rzecz w łóżku. I to kręcące uczucie klejenia się do wszystkiego. Wow, zaraz skoczę na szybkiego fajka, tak się podjarałam...
 Ja od razu wypalę tego postkoitalnego.

– Mam nadzieję, że jest ci ciepło – mówi cicho. – Zamierzam cię tym schłodzić. Chodź. –
Wyciąga rękę i podaję mu dłoń.
Nie kozaczyłby tak, gdyby Ana wpadła na pomysł obłożenia lodami Christianowego stefana...

W sypialni stawia lody na stoliku nocnym, ściąga z łóżka kołdrę i obie poduszki, po czym kładzie je na podłodze.
– Masz pościel na zmianę, prawda?
Nie, po prostu co jakiś czas zeskrobuje z niej warstwę kulturową...

[Ana jeszcze raz uświadamia nam swój prawdziwy wiek martwiąc się o los balonika. Christianowi najwyraźniej nie przeszkadza fakt, że dokonuje teraz aktu psychicznej pedofilii i zaczyna związywać Anę paskiem od szlafroka, na co ona zaczyna rozpływać się, rozpadać na ileś tam części, czy co tam jeszcze Ana robi za każdym razem, kiedy Christian jest bliżej niż metr od niej]

– Połóż się na łóżku. Na plecach – mruczy, a oczy mu ciemnieją, wwiercając się w moje.
Robię, co mi każe. Pokój oświetla jedynie blade światło nocnej lampki.
Generalnie nie znoszę żarówek energooszczędnych – są takie ciemne – ale teraz, gdy jestem naga, cieszę się z przytłumionego światła, jakie dają.
Przecież wcześniej nie wstydziła się aż tak swojej nagości, czy bycie amiszem wychowanym przez wilki jest jak opryszczka i wychodzi z człowieka tylko raz na jakiś czas? 

 Christian stoi przy łóżku, wpatrując się we mnie.
– Cały dzień mógłbym na ciebie patrzeć, Anastasio – mówi. Po tych słowach wchodzi na łóżko i siada na mnie okrakiem. – Ręce nad głowę – nakazuje.
Tak robię, a on zawiązuje mi koniec paska na lewym nadgarstku, a drugi koniec przeciąga przez metalowe szczeble w wezgłowiu łóżka. Mocno pociąga, tak że lewą rękę mam wyprostowaną nad głową. Następnie unieruchamia mi prawą rękę, mocno zawiązując pasek.
Kiedy jestem już skrępowana, Christian wyraźnie się odpręża. Lubi mnie taką. Tym sposobem nie mogę go dotknąć.
Czy wszystkim już opadł, czy ktoś się jeszcze ostał na polu bitwy? Tak właśnie, moi drodzy, wygląda najsmutniejsze zdanie w historii literatury erotycznej. 

[Trzy akapity zachwycania się klatą Christiana. Nic, czego byśmy wcześniej nie czytali]

– Tak lepiej – stwierdza.
Bierze ze stolika pudełko z lodami i znowu siada na mnie okrakiem. Bardzo powoli zdejmuje pokrywkę i zanurza łyżeczkę.
– Hmm... jeszcze są twarde – mówi, unosząc brew. Nabiera porcję lodów waniliowych i wkłada do ust. – Pyszne – mruczy, oblizując wargi. – To niesamowite, jak smaczna może być zwykła wanilia. 
No bo ten, rozumiecie... ja pieprzę, metaforyka tej książki jest tak subtelna, jak walenie deską po głowie.

[Christian naciera Anę lodami – oszczędźmy sobie tego]

Jęczę. O mamusiu. Jest zimno, jest gorąco, jest podniecająco. Ale on nie przestaje. Łyżeczkę z lodami przesuwa jeszcze niżej, na włosy łonowe,
Stop, stop. Nie wiem, może to tylko ja, ale wizja łoniaków uwalanych i pozlepianych lodami ma dla mnie właściwości cockblokujące. 

 na łechtaczkę. Krzyczę głośno.
– Ćśś – mówi łagodnie Christian, a jego magiczny język zabiera się za zlizywanie lodów.
Magiczny Język, Niosący Radość Język, Płonące Oczy... Tak z indiańska trochę, brakuje jeszcze nazwania jego kuśki Magicznym Członkiem Niosącym Radość. Albo można pożyczyć imię od jakiegoś słynnego wodza...


Eee, może jednak nie.

Jęczę cichutko.
– Och... proszę... Christianie.
– Wiem, skarbie, wiem.
Nie przerywa ani na chwilę, a moje ciało się unosi – coraz wyżej i wyżej.
Duuude, ten człowiek też sprawia, że kobiety lewitują, powinien zostać oficjalnie wpisany do rejestru mutantów...

Wkłada we mnie jeden palec, po chwili drugi i w przejmująco wolnym tempie wsuwa je i wysuwa.
– Właśnie tak – mruczy, rytmicznie pocierając przednią ścianę pochwy, jednocześnie liżąc i ssąc.
Krótka ankieta: czy retoryka w stylu "rytmicznie pocierając przednią ścianę pochwy, jednocześnie liżąc i ssąc" bardziej Wam się kojarzy z:
a) rozpalającą zmysły powieścią erotyczną
b) instrukcją obsługi dekodera
Stawiam na odpowiedź b), myślę, że jest to gdzieś w dziale "zaspokajanie partnerek seksualnych podczas nastawiania zegara".

Nieoczekiwanie przeżywam orgazm tak intensywny, że oszałamia wszystkie moje zmysły, zamazując to, co się dzieje wokół mego ciała.
Te orgazmy Any to jakieś cichociemne są strasznie. Zawsze biorą ją z zaskoczenia, jakby sztuki skradania uczyły się w szkole ninja.

 Wiję się i jęczę. O rany, szybko poszło.
Szybko poszło, to teraz w nagrodę kimka, a wieczorkiem obejrzymy sobie te odcinki seriali, które nagrały się dzięki dobrej znajomości obsługi dekodera.

Mgliście uświadamiam sobie, że Christian przerwał swoje rozkoszne działania. Zakłada prezerwatywę, a chwilę później wchodzi we mnie. Szybko i głęboko.
– O tak! – jęczy, wbijając się we mnie. Cały się klei; resztki roztopionych lodów przechodzą z mojej skóry na jego. To dziwnie, rozpraszające uczucie, ale doznawać go mogę tylko przez kilka sekund, gdyż Christian nagle wychodzi ze mnie i przekręca mnie na brzuch.
– Teraz tak – mruczy i znowu jest we mnie, ale nie od razu wznawia ten swój nieustępliwy
rytm. Wychyla się, uwalnia mi dłonie i pociąga do góry, tak że praktycznie siedzę na nim. Jego dłonie zamykają się na moich piersiach. Pociąga lekko za brodawki. Jęczę, odrzucając do tyłu głowę. Christian muska nosem moją szyję, a potem kąsa ją, zaczynając poruszać biodrami, rozkosznie powoli, raz po raz wypełniając mnie sobą.
– Masz pojęcie, ile dla mnie znaczysz? – dyszy mi do ucha.
– Nie. – Brak mi tchu.
– A właśnie że wiesz. Nie pozwolę ci odejść.
Ten, oraz wiele innych Christianowych tekstów znajdziecie w Podręczniku uwodzenia, w rozdziale "Rzeczy, których nie powinieneś mówić partnerce w łóżku".

Z mojego gardła wydobywa się głośny jęk, gdy jego ruchy stają się coraz szybsze.
– Jesteś moja, Anastasio.
– Tak, twoja – dyszę.
– Troszczę się o to, co jest moje – syczy i przygryza mi ucho.
A jutro weterynarz cię zaszczepi.

Krzyczę.
– Tak, mała, chcę cię słyszeć.
Jak zbierzecie sobie wszystkie teksty Christiana z tej sceny to wyjdzie wam tekst kiepskiej ballady rockowej. 

Jedną ręką oplata mnie w talii, drugą chwyta za biodro i wchodzi we mnie jeszcze mocniej, jeszcze głębiej, a ja znowu krzyczę. I zaczyna się morderczy rytm.
To seks, czy jednak amputacja w XVIII-wiecznym szpitalu polowym?
Wydaje mi się, że jesteśmy teraz na XVII-wiecznej galerze. 

Jego oddech staje się coraz głośniejszy, coraz bardziej urywany, taki jak mój. Czuję w dole brzucha znajome przyspieszenie.
Nitrooo!



Znowu!
Jestem jednym wielkim doznaniem.
"Jesteś steeeerem, białym żołnierzeeeem."
Oh wait...
Nie dziękujcie mi za zniszczenie dla was tej piosenki. Przyjemność jak zwykle leży po mojej stronie.

 Właśnie to robi ze mną Christian – bierze moje ciało i obejmuje je w posiadanie, tak że nie jestem w stanie myśleć o niczym poza nim.
Wyjdźcie z tym amiszyzmem, mam alergię na określenia w rodzaju "posiąść kogoś" albo "oddać się komuś"...
Ja wiem, że się czepiam, ale co dokładnie ma oznaczać "obejmowanie w posiadanie"? Czy to jakaś forma przytulania kogoś, aż cię polubi? Metoda na pośliniony palec jest już chyba bardziej skuteczna. 

Jego czary są przemożne, upajające. Jestem motylem schwytanym w jego sieć, nie potrafię i nie mam ochoty uciec.
A potem urwie ci nóżki, urwie ci skrzydełka, oh, wait... No, w najlepszym wypadku cię spreparuje i przybije do deski.

 Jestem jego... cała jego.
– No dalej, mała – syczy przez zaciśnięte zęby. Jak na zawołanie, zupełnie jak pies Pawłowa, niczym uczeń czarnoksiężnika


Bo laska maga ma na czubku gałkę...

pozbywam się wszystkich hamulców i jednocześnie doznajemy spełnienia.
Bo w Kuśkolandii kobiecy orgazm, i to wielokrotny, przychodzi jak za naciśnięciem guzika (no przecież punkt G to jest taki speszul guzik?), a z męskim nigdy nie ma problemu, że przychodzi za wcześnie. Zrozumiem tę fantastykę tylko wówczas, gdy sama Super Kuśka zostanie wpisana do rejestru mutantów.
Chyba właśnie odkryłyśmy fabułę kolejnej części X-menów. Chociaż biorąc pod uwagę to, co od kilku lat dzieje się w komiksowym uniwersum, dziwię się, że jeszcze na to nie wpadli. 


Leżymy na łyżeczki na lepkim prześcieradle.
"Na łyżeczki" chyba nie funkcjonuje w języku polskim, tak jak ma się to z angielskim słowem "spooning". 
Poza tym, lepkie prześcieradło...ble.
W Guglu i w Cosmo funkcjonuje, zwykle jako męski dramat spod znaku "jej włosy na ryju, ręka drętwieje, drągal taki kłopotliwy".

Christian wtula nos w moje włosy.
– Przeraża mnie to, co do ciebie czuję – szepczę.
Nieruchomieje.
– Mnie też, maleńka – mówi cicho.
– A jeśli mnie zostawisz? – Ta myśl jest straszna.
– Nigdzie się nie wybieram. Nie sądzę, abym się kiedykolwiek tobą nasycił, Anastasio.
Odwracam się i patrzę na niego. Twarz ma poważną, szczerą. Przechylam się i delikatnie go całuję. Uśmiecha się i wkłada mi kosmyk włosów za ucho.
– Jeszcze nigdy nie czułem tego, co po twoim odejściu, Anastasio. Poruszyłbym niebo i ziemię, aby uniknąć powtórki. – W jego głosie pobrzmiewa smutek.
Jeszcze raz go całuję. Chciałabym jakoś poprawić nam nastrój, ale robi to za mnie Christian.
– Pójdziesz ze mną jutro na letnie przyjęcie mego ojca? To coroczna impreza dobroczynna. Obiecałem, że się zjawię.
Uśmiecham się, czując nagłą nieśmiałość.
– Oczywiście, że pójdę. – Cholera. Nie mam w co się ubrać.
– Co się stało?
– Nic.
– Powiedz mi – nalega.
– Nie mam w co się ubrać.
A nagrodę za dialog roku otrzymuje...
Jane Austen prawdopodobnie właśnie wiruje w swoim grobie wokół własnej osi na myśl, że tak wygląda współczesny romans.

Christian przez chwilę wygląda na skrępowanego.
– Nie złość się, ale w moim mieszkaniu nadal znajdują się te wszystkie ubrania dla ciebie.
Jestem pewny, że znajdziesz tam kilka sukienek.
Sznuruję wargi.
– Naprawdę? – mruczę. Nie chcę się z nim dzisiaj kłócić. Muszę wziąć prysznic.
Spojler: po ślubie przez chwilę jeszcze będziesz rozmyślać o tym, jak bardzo chcesz pozostać taką samą, skromną dziewczyną, ale potem będziesz kupować kiecki po tysiąc dolarów.

Dziewczyna, która wygląda jak ja, stoi przed SIP. Chwileczkę – ona to ja. Jestem blada i
nieumyta, w zbyt dużym ubraniu. Wpatruję się w nią, a ona ma na sobie moje rzeczy; jest wesoła, zdrowa.
– Co masz, czego nie mam ja? – pytam ją.
– Kim jesteś?
– Jestem nikim... A kim ty jesteś? Ty też jesteś nikim...?
– No to jesteśmy dwie. Nic nie mów, wyrzucą nas, wiesz... – Na jej twarzy pojawia się
uśmiech, paskudny grymas, który jest tak przerażający, że zaczynam krzyczeć.
– Jezu, Ana! – Christian mną potrząsa.
Czuję kompletną dezorientację. Jestem w domu... jest ciemno... w łóżku z Christianem.
Kręcę głową, próbując się dobudzić.
– Skarbie, wszystko w porządku? Przyśniło ci się coś niedobrego.
– Och.
Och, jak mnie nudzą te wszystkie prorocze albo straszne sny, idealnie adekwatne do sytuacji. Ostatnio śniło mi się, że miałam romans i ze zbuntowanym klerykiem, i Charliem Sheenem, co ja mam powiedzieć?
Krok pierwszy – napisz o tym książkę, opowiedz swoją historię w wywiadzie.
Krok drugi – pław się w milionowych zyskach za sprzedaż.
*zaciera ręce*

Włącza lampkę i spowija nas przytłumione światło. Christian przygląda mi się z
niepokojem.
– Ta dziewczyna – szepczę.
– O co chodzi? Jaka dziewczyna? – pyta uspokajającym tonem.
– Kiedy wychodziłam dziś z pracy, przed SIP czekała dziewczyna. Wyglądała jak ja... ale
nie do końca.
Frapujące, co? To spotkanie było nieprzyjemne i stresujące, ale wystarczyło trochę piwa i chędożenia, by o nim zapomnieć. A potem laska nagle budzi się z rykiem grozy...
Swoją drogą ciekawy jest tok rozumowania Any, która w przypadkowo spotkanej na ulicy dziewczynie od razu widzi podobieństwo do siebie. Ja rozumiem, że to ja jestem upośledzona, jeżeli chodzi o rozpoznawanie twarzy, ale nigdy, na przykład w metrze, nie pomyślałam "kurde, ta blondynka wygląda jak ja". To znaczy, ja rozumiem, że Christian ma jakiś typ kobiety (chuda, ciemne włosy), ale mimo wszystko fakt, że Ana i ta dziewczyna są rzeczywiście do siebie podobne, poza kilkoma cechami wyglądu, wydaje mi się daleko nieprawdopodobny. 

Christian nieruchomieje, a kiedy światło lampki zaczyna się ocieplać, dostrzegam, że twarz ma pobladłą.
– Kiedy to było? – pyta cicho. Siada wyprostowany i wpatruje się we mnie.
– Kiedy wychodziłam z pracy – powtarzam. – Znasz ją?
– Tak. – Przeczesuje palcami włosy.
Tak, Christian zna każdą podobną do Any dziewczynę w mieście.

– Kto to?
Zaciska usta i nic nie odpowiada.
– Kto? – naciskam.
– Leila.
Przełykam ślinę. Dawna uległa!
Pomijając pierdyliardy poprzednich powodów, dla których związek z tym żłobem to pomyłka  to naprawdę nie jest dobry znak, kiedy partnerki twojego faceta wyglądają jak klony, z tobą włącznie. Może warto przemyśleć tę relację, co?
(spojler: nie)

 Pamiętam, jak Christian opowiadał o niej przed lotem szybowcem. Spiął się. Coś się dzieje.
– Ta dziewczyna, która wgrała ci do iPoda Toxic?
Z jednej strony dobrze, że Pisak stwierdziła, że warto przypominać czytelnikom, co działo się w poprzednim tomie, z drugiej robienie to za pomocą Britney Spears jest jak piasek na budowie  lekko nierozgarnięte.

Patrzy na mnie niespokojnie.
– Tak. Coś mówiła?
Takie tam: zostawiłeś swoje brudne skarpety u mnie w domu, żłobie.

– Zapytała, co ja mam, czego nie ma ona, a kiedy spytałam, kim jest, odparła, że nikim.
Christian zamyka oczy, jakby czuł ból. Co się dzieje? Kim ona jest dla niego?
Skóra zaczyna mnie swędzieć, gdy adrenalina przypuszcza szturm na moje ciało.
Już wcześniej zastanawiałyśmy się, o co właściwie chodzi z tą swędzącą skórą, gdy tylko Ana się zdenerwuje. No cóż, ostatnie, co w życiu należy robić, to szukać objawów choroby w internecie, ale tak czy siak objawy wskazują na nerwicę.
Albo opętanie. 

A jeśli dużo dla niego znaczy? Jeśli tęskni za nią?
OK, ja wiem, że takie dziwne, paranoiczne myśli na temat partnera się zdarzają, ale kurde do jasnej ciasnej, przecież to przechodzi ludzkie pojęcie, żeby Ana uważała, że Christian nadal czuje coś do dziewczyny, która w poprzednim rozdziale była porównana do bezdomnej. Już nic nie mówiąc, że od dwóch rozdziałów facet rzuca tylko tymi kiepskimi tekstami jak on to jest zakochany i bla bla bla. 

Tak mało wiem na temat jego dawnych... eee... związków. Na pewno podpisała umowę i dawała mu to, czego pragnie, ochoczo dawała mu to, czego potrzebuje.
O nie – a tymczasem ja nie potrafię. Na tę myśl robi mi się niedobrze.
Mi też się zrobiło niedobrze. To naprawdę przerażające, że ktoś wychodzi z założenia, że MUSI spełniać wszystkie zachcianki swojego partnera, kiedy tylko ma na coś ochotę, inaczej ten go zostawi. I jeszcze wyrzucać sobie, że czegoś się "nie potrafi", bo się po prostu czegoś NIE LUBI, NIE CHCE, albo w tym przypadku zwyczajnie się czegoś BOI.
Swoją drogą, to fascynujące, że ta pozbawiona granic, niezdolna do normalnego funkcjonowania bez mężczyzny kobietka, której seksualność jest całkowicie uzależniona od mężczyzny, jest erotyczną inspiracją dla kobiet na całym świecie. To jakieś kuriozum.

Christian wstaje, wkłada dżinsy i udaje się do salonu. Zerkam na budzik: piąta rano. Także
wstaję, narzucam na siebie jego białą koszulę i idę za nim.
O cholera, rozmawia przez telefon.
– Tak, przed redakcją SIP, wczoraj... wczesnym wieczorem – mówi cicho. Odwraca się w
moją stronę i pyta: – O której dokładnie?
– Za dziesięć szósta – mamroczę. Z kim, u licha, rozmawia o takiej porze?
No właśnie, jakim trzeba być nieludzkim bucem, by dzwonić do kogoś o piątej rano i nie jest to sytuacja podbramkowa? 
Wiesz, że sytuacja jest kiepska, kiedy twój facet sięga po telefon w momencie, kiedy słyszy, że widziałaś jego byłą na mieście. Secret service z pewnością są już w drodze. 

Co zrobiła Leila?
Przekazuje tę informację temu komuś na drugim końcu linii, nie odrywając wzroku ode mnie. Minę ma poważną.
– Dowiedz się jak... Tak... Tego bym nie powiedział, no ale przecież do głowy by mi nie
przyszło, że może to zrobić. – Zamyka oczy, jakby czuł ból. – Nie wiem, jak to się skończy... Tak, porozmawiam z nią... Tak... wiem... Zbadaj to i daj mi znać. Po prostu ją znajdź, Welch, ona ma kłopoty. Znajdź ją. – I rozłącza się.
– Napijesz się herbaty? – pytam. Herbata, lekarstwo Raya na każdą sytuację kryzysową i
jedyne, co potrafi zrobić w kuchni.
Bo każda okazja jest dobra, by podkreślić kuchenną jełopowatość swojego ojczyma.

Wlewam wodę do czajnika.
– Prawdę mówiąc to chciałbym wrócić do łóżka. – Jego spojrzenie mówi mi, że nie po to, aby spać.
Poważnie? POWAŻNIE?!
– A ja się chętnie napiję. Masz ochotę mi potowarzyszyć? – Chcę wiedzieć, co się dzieje. Nie dam sobie zamydlić oczu seksem.
Zapamiętajcie to zdanie.

Z irytacją przeczesuje palcami włosy.
– Dobrze, mi też zrób herbatę.
Sytuacja jest tak napięta, że lepiej na uspokojenie zrób mu z dwóch torebek.

Stawiam czajnik na kuchence i wyjmuję z szafki filiżanki i dzbanek.
Amerykanie sprzedają herbatę w Wall Marcie w pięciolitrowych baniakach. Co prawda nie twierdzę, że wszyscy tam piją ją w ten sposób, ale mimo wszystko, obraz Any jako smakosza herbaty z dzbanka mi nie leży, biorąc pod uwagę, że aŁtorka jest Brytyjką.

Wyczuwam na sobie jego wzrok – wyczuwam niepewność i gniew. Podnoszę głowę. W jego oczach błyszczy niepokój.
– Co się stało? – pytam cicho.
Kręci głową.
– Nie zamierzasz mi powiedzieć?
Wzdycha i zamyka oczy.
Zauważyliście, że AŁtorka w opisach stosuje przymiotniki tylko wtedy, kiedy chce opisać zajebistość Christiana lub zachwyt Any nad Christianem, albo kiedy chce podkreślić, jak ktoś jest niedoskonały w stosunku do Christiana?

[Bla bla bla, Christian nie chce powiedzieć co go gniecie, jednak kilka jednosylabowych wypowiedzi Any skłania go, aby wyznał, że Leila próbowała popełnić samobójstwo na oczach gosposi, ubierając to w urocze "zrobiła scenę". Zasadniczo pół strony dialogu, które zmieściłoby się w trzech rozwiniętych wypowiedziach]

Wzdycha, poddając się.
– Nieudolnie próbowała podciąć sobie żyły.
I podcinanie sobie żył nazywasz "robieniem sceny". Pozwól, że obcięcie ci nóg nazwę "lekkim unieruchomieniem".
Lepiej "niedogodnościami komunikacyjnymi".

– O nie! – To tłumaczy bandaż na nadgarstku.
Czekaj, kiedy to miało miejsce? W zeszłym tygodniu?

– Gail zawiozła ją do szpitala. Ale Leila wypisała się z niego, zanim zdążyłem tam dotrzeć.
Cholera. Co to wszystko znaczy? Próba samobójcza? Dlaczego?
– Psychiatra, który z nią rozmawiał, orzekł, że to typowe wołanie o pomoc. Nie uważa, aby rzeczywiście groziło jej niebezpieczeństwo.
Przepraszam, czy właśnie przeczytałam, że z dziewczyną po PRÓBIE SAMOBÓJCZEJ zasadniczo wszystko jest w porządku i nie wymaga hospitalizacji? 

Ale ja nie jestem co do tego przekonany. Od tamtej pory próbuję ją znaleźć, aby jakoś jej pomóc.
 – Powiedziała coś pani Jones?
Patrzy na mnie. Wydaje się mocno skrępowany.
– Niewiele – rzuca w końcu, ale wiem, że coś przede mną ukrywa.
Nalewam do filiżanek herbatę. A więc Leila chce wrócić do życia Christiana i decyduje się na próbę samobójczą, aby zwrócić na siebie jego uwagę? Trochę to drastyczne. Ale skuteczne.
Bez komentarza.

Christian wyjeżdża z Georgii, aby się z nią zobaczyć, ale ona jest szybsza i znika? Dziwna sprawa.
No tak, przecież to niemożliwe, żeby ktoś mógł być szybszy od Christiana, który ma przed sobą setki mil do pokonania.

– Nie możesz jej znaleźć? A jej rodzina?
– Nie wiedzą, gdzie jest. Mąż także nie wie.
– Mąż?
– Tak – odpowiada. – Od dwóch lat jest mężatką.
Co takiego?
– Więc była z tobą, kiedy już miała męża? – O kurwa. Dla niego naprawdę nie istnieją żadne granice.
– Nie! Dobry Boże, nie. Była ze mną prawie trzy lata temu. Odeszła i krótko potem wyszła za mąż.
Och.
To chyba kiepsko, skoro posądzasz swojego faceta o relację z mężatką, bo jest to całkiem prawdopodobne w jego przypadku  może naprawdę warto to przemyśleć, co?
(spojler: to właściwie żaden spojler)

– Dlaczego więc teraz próbuje zwrócić na siebie twoją uwagę?
Kręci ze smutkiem głową.
– Nie mam pojęcia. Udało nam się jedynie dowiedzieć, że jakieś cztery miesiące temu
odeszła od męża.
– Wyjaśnijmy coś sobie. Od trzech lat nie jest twoją uległą?
– Dokładnie dwóch i pół.
– I chciała więcej.
– Tak.
– Ale ty nie?
– Wiesz przecież.
– Więc odeszła.
– Tak.
– Czemu więc teraz cię nachodzi?
– Nie wiem. – Ale z tonu jego głosu wiem, że ma jakąś teorię.
Ponieważ szkolił mnie sam Profesor X. Serio, ja wiem, że z głosu można wiele wyczytać, ale skąd Ana wie, że Christian ma teorię, a nie na przykład, zaparcia.

– Ale ty podejrzewasz...
Mruży gniewnie oczy.
– Podejrzewam, że ma to związek z tobą.
Ze mną? Czego by miała chcieć ode mnie? „Co masz ty, czego ja nie mam?”
Patrzę na Szarego, nagiego od pasa w górę. Mam go, jest mój. Ale ona wyglądała jak ja:
takie same ciemne włosy i jasna cera. Marszczę brwi na tę myśl. Tak... co mam ja, czego nie ma ona?
Ludzie mają też coś takiego jak osobowość i tym mogą się różnić. Chociaż w twoim przypadku to nieodpowiednie kryterium.

– Czemu mi wczoraj nie powiedziałaś? – pyta cicho.
Bo inaczej AŁtorka nie miałaby sposobności uraczyć nas kolejną nudną sceną seksu. E.L. James ma pewnie zapisane gdzieś w kontrakcie, że Ana musi się rozpadać na tysiące kawałków przynajmniej raz na dziesięć stron.

– Zapomniałam o niej. – Wzruszam przepraszająco ramionami. – No wiesz, piwo po pracy, koniec pierwszego tygodnia. Potem w barze pojawiłeś się ty i twój testosteron... no i Jack, a potem znaleźliśmy się tutaj. Wyleciało mi z głowy. To przez ciebie zapominam o różnych rzeczach.
To co mówiłaś o zamydlaniu oczu seksem?

– Testosteron? – Kąciki ust mu drgają.
– Tak. Zawody we wkurzaniu.
– Już ja ci pokażę testosteron.
– Nie wolałbyś się napić herbaty?
– Nie, Anastasio, zdecydowanie nie.
Jego oczy wwiercają się we mnie, paląc mnie spojrzeniem mówiącym: „Pragnę cię i wiem,
że ty to wiesz”. To takie podniecające.
– Zapomnij o niej. Chodź. – Wyciąga rękę.
Moja wewnętrzna bogini robi potrójnego fikołka, gdy podaję mu dłoń.
Chyba mówię za cicho: to co mówiłaś o zamydlaniu oczu seksem?
Z cyklu: zapomnijmy o rozmowie, w której przyznałem, że moja psychiczna była chce cię dorwać i chodźmy się trykać. Ludzie nie kupują w końcu tej książki dla fabuły, czy dla rozbudowanych postaci. 
To po co wydają pieniądze, a nie oglądają pornogify na Tumblrerze?

[Miśki cieszą się seksem z rana jak śmietana, a potem rozmawiają o robieniu masy i rzeźby]

– Tak, mam osobistego trenera, byłego olimpijczyka. Ma na imię Claude. Jest bardzo dobry. Polubisz go.
Odwracam się i patrzę, jak zabiera się za zapinanie białej koszuli.
– Jak to polubię?
– Spodoba ci się jako trener.
– A po co mi trener? Ty utrzymujesz mnie w dobrej formie.
Podchodzi do mnie niespiesznie i obejmuje. Nasze spojrzenia krzyżują się w lustrze.
– Ale chcę, żebyś była sprawna, skarbie. Do tego, co mam na myśli, musisz być w świetnej formie.
Pytania "co o tym sądzisz" lub "czy masz na to ochotę" ostatnio zadane zostało przez tzw. Miłego Faceta około 8 000 lat p.n.e. i w rezultacie Miły Facet nie tylko został zignorowany, ale też już nigdy niczego nie upolował, padły mu wszystkie kozy, żadna kobieta go nie chciała i zmniejszyła mu się kuśka. Bogu dzięki, że to pytanie już nigdy nie padło, bo nasz gatunek by nie przetrwał, przecież kobiety lecą li i jedynie na Niewyobrażalnie Aroganckich Dupków.
Swoją drogą, "sprawność fizyczna potrzebna jest mi do seksu" to najlepsze wytłumaczenie kupienia karnetu na siłownię jakie słyszałam.

Oblewam się rumieńcem, gdy powracają wspomnienia z pokoju zabaw. Tak... Czerwony Pokój Bólu bywa wyczerpujący. 
Laska, ty nie robiłaś tam nic poza zwisaniem z sufitu, już nie przesadzaj, nikt tam ci nie kazał biec maratonu.

Czy on zamierza z powrotem mnie tam wpuścić? A czy ja tego chcę?
„Oczywiście, że tak” – krzyczy moja wewnętrzna bogini.
Bez żadnych oporów, chociaż ostatnio jak tam byłaś, uciekłaś z płaczem. Kartka w słowniku Any, na której była zapisana definicja instynktu samozachowawczego, została zalana herbatą, zjedzona przez kota, którego następnie przejechała ciężarówka, która stoczyła się z klifu, w który uderzył meteoryt. 

Wpatruję się w jego niezgłębione, urzekające szare oczy.
– Wiesz, że tego pragniesz – mówi bezgłośnie.
Czyżbyś cytował Blurred Lines? 
Właśnie dlatego nie lubię tej piosenki...

Ponownie się rumienię, a w mojej głowie pojawia się nieproszona myśl, że Leila pewnie dotrzymałaby mu kroku. Zaciskam usta, a Christian marszczy brwi.
Tak, z jej opisu jasno przecież wynika, że Leila wygląda jak triatlonistka. 

– Co się stało? – pyta zaniepokojony.
– Nic. – Kręcę głową. – Okej, spotkam się z Claude’em.
– Spotkasz? – pyta z radosnym niedowierzaniem. Na widok jego miny uśmiecham się.
Wygląda tak, jakby wygrał w totka, choć najpewniej nigdy nie wytypował żadnego numeru. Nie musi.
– Tak, skoro to ma cię uszczęśliwić – burczę.
A asertywność jest jak mięsień, ją też trzeba ćwiczyć...

Obejmuje mnie jeszcze mocniej i całuje w policzek.
– Nie masz pojęcia jak bardzo – szepcze. – No więc na co masz dzisiaj ochotę? – Trąca nosem moją szyję, a moje ciało przebiega przyjemny dreszcz.
– Chciałabym podciąć włosy i... eee... muszę iść do banku, aby spieniężyć czek i kupić
samochód.
– Ach – mówi znacząco i przygryza wargę. Sięga do kieszeni dżinsów i wyjmuje kluczyki
do mojego małego audi.
– Jest tutaj – mówi cicho, niepewnie.
– Jak to jest tutaj? – O rany, w moim głosie słychać gniew. Cholera. Bo go czuję. Jak on
śmie!
Jak śmie oddawać ci samochód, który od niego dostałaś zanim ze sobą zerwaliście na trzy długie dni! Poważnie, Ana mogłaby wkurzać się o poważniejsze rzeczy, jak to, że jej facet próbuje przejąć bezpośrednią kontrolę nad każdym aspektem jej życia. 

– Taylor przyprowadził go wczoraj.
Otwieram usta, po czym je zamykam. Powtarzam ten proces dwukrotnie,
Ana też uczy się programować dekoder.

ale nadal nie mogę wydobyć z siebie głosu. Christian oddaje mi samochód. Cholera jasna. Jak mogłam tego nie przewidzieć? Cóż, każdy kij ma dwa końce. 
No tak, nie dosyć, że wróciłaś do swojego faceta, to jeszcze dostałaś od niego samochód. Ty biedna istoto, jak ty znosisz te udręki?

Sięgam do tylnej kieszeni dżinsów i wyjmuję kopertę z jego czekiem.
Którą dla wygody noszę zawsze ze sobą, kto wie, kiedy będzie trzeba wrzucić grubą kasą. To znaczy, ja rozumiem, że miała spieniężyć ten czek, ale noszenie czeku na kilkadziesiąt tysięcy dolarów, biorąc pod uwagę, że dosłownie wszyscy w tej książce chcą ją zabić/zgwałcić/okraść, jest troszkę nierozważne.

– Proszę, to twoje.
Christian posyła mi pytające spojrzenie, a kiedy rozpoznaje kopertę unosi obie ręce i cofa
się.– O nie. To twoje pieniądze.
– Wcale nie. Chciałabym kupić od ciebie samochód.
Wyraz jego twarzy ulega zmianie. Pojawia się na niej wściekłość, tak – wściekłość.
– Nie, Anastasio. Twoje pieniądze, twój samochód – warczy.
– Nie, Christianie. Moje pieniądze, twój samochód. Kupię go od ciebie.
– Podarowałem ci go z okazji ukończenia studiów.
– Gdybyś z takiej okazji dał mi pióro, to byłby odpowiedni prezent. Ty mi podarowałeś audi.
Szczerze mówiąc, nie wiem skąd ten ból dupy u Any, jeżeli chodzi o prezenty od Christiana. Ja wiem, że kupowanie samochodu ot tak, może być trochę krępujące, ale kurde, ten facet śpi na pieniądzach, małe audi raczej nie uszczupli jego portfela. 
Ana bardziej powinna się wściekać o to, że bez jej wiedzy sprzedał jej samochód.  

– Naprawdę chcesz się o to kłócić?
– Nie.
– Świetnie. Tu masz kluczyki. – Kładzie je na komodzie.
– Nie to miałam na myśli!
– Koniec dyskusji, Anastasio. Nie przeginaj.
Daję ci na siłę audi, a wcześniej bez twojej wiedzy sprzedałem twój stary, ukochany samochód, jeszcze się sadzisz?

Rzucam mu chmurne spojrzenie i wtedy przychodzi mi do głowy pewien pomysł. Drę kopertę na dwie części, następnie na jeszcze dwie i wyrzucam do kosza. Och, dobrze mi to robi.
Christian przygląda mi się spokojnie, ale wiem, że właśnie podpaliłam lont i powinnam się odsunąć na bezpieczną odległość. Pociera brodę.
– Prowokacyjna jak zawsze – stwierdza cierpko.
Wskażcie mi jeden fragment w tej książce, kiedy Ana była na prawdę prowokacyjna, a nie na przykład dziecinnie drocząca się z nim. 

 Odwraca się na pięcie i wychodzi do
drugiego pokoju. Nie takiej reakcji się spodziewałam. Oczekiwałam prawdziwego Armagedonu.
Powiedz mi jedno  czy poza satysfakcją seksualną masz jakąkolwiek inną satysfakcję z tego związku?
No wiesz... dał jej audi. 

Przyglądam się sobie w lustrze i wzruszam ramionami, decydując się na koński ogon.
No cóż, przynajmniej o fryzurze mogła zadecydować sama, chyba, że zaraz Christian stwierdzi, że nie zgadza się na koński ogon i koniecznie musi na przykład zapleść warkocze, inaczej nigdzie z nią nie idzie. 

Zżera mnie ciekawość. Co robi Szary?
Znając go, właśnie sprzedaje twoje mieszkanie i telefon. Zaraz ustali wizytę u chirurga w celu wszczepienia ci nadajnika, żeby już zawsze wiedział gdzie jesteś i co robisz. Czyż on nie jest kochany?

 Wychodzę za nim i słyszę, że rozmawia przez telefon.
– Tak, dwadzieścia cztery tysiące dolarów. Bezpośrednio.
Podnosi na mnie wzrok, nadal nie okazując żadnych emocji.
– Świetnie... poniedziałek? Doskonale... Nie, to wszystko, Andrea.
Rozłącza się.
– W poniedziałek te pieniądze znajdą się na twoim koncie. Nie pogrywaj ze mną. – Jest
wściekły, ale mam to gdzieś.
Boru, ten człowiek potrzebuje jakiejś terapii uspokajającej, bo za powiedzenie czegoś nie tak, niedługo zacznie ją zamykać w piwnicy

– Dwadzieścia cztery tysiące! – Prawie krzyczę. – I skąd znasz numer mojego konta?
Mój gniew go zaskakuje.
– Wiem o tobie wszystko, Anastasio – mówi cicho.
Przyszło mi do głowy, że gdyby taką akcję zrobił normalny facet, Ana uznałaby go za psychopatę. Bo jak to tak, że jakiś John Smith z przedmieść Seattle, z którym spotyka się od paru tygodni, zna jej numer konta? Wpłaca na nie pieniądze, kiedy chce? Sprzedaje jej majątek za plecami? I nachodzą ją jego byłe? Ale że robi to bogaty i wpływowy Christian  to jakoś zmienia postać rzeczy...

– To niemożliwe, aby mój samochód był wart dwadzieścia cztery tysiące.
– Skłonny byłbym przyznać ci rację, ale rynkiem rządzą zasady podaży i popytu. Jakiś
szaleniec zapragnął tej śmiertelnej pułapki i chętnie zapłacił za nią aż tyle. Podobno to klasyk.
Dlatego bez mrugnięcia okiem opchnąłem prawdopodobnie najbardziej wartościową rzecz, jaką posiadasz. Przecież beze mnie jeździłabyś nim, aż by się rozleciał, albo, nie daj Boru, sprzedała za jakieś smętne sto dolarów!
Huehuehue, przepraszam, ale śmiechłam. Tak się składa, że wiem co nieco o garbusach. Żeby sprzedać Garba za taką cenę trzeba spełnić kilka warunków:
1. Mieć na imię Hans i mieszkać w Berlinie, bo tylko Niemcy są w stanie zapłacić taką kasę za Volkswagena.
2. Nie może to być przypadkowy garb produkowany w Meksyku w latach dziewięćdziesiątych, których było na pęczki w Stanach. Za taką kasę sprzedaje się samochody z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych.
3. Musi być w nienagannym stanie. Oryginalne części, lakier i tapicerka zgadzające się z paletą kolorystyczną. No wiecie, coś w stylu "Niemiec płakał jak sprzedawał". 
4. Zdezelowanego garba w stanach sprzedaliby za nie więcej niż pięć tysięcy. Z ciekawości właśnie zajrzałam na eBaya. Najlepsze modele idą właśnie po 20 tys., ale są to modele z lat sześćdziesiątych w takim stanie, że bałabym się obok tego oddychać, żeby nie zniszczyć idealnego lakieru.
5. Nieważne jakim białym krukiem jest garb, jeżeli jest w kiepskim stanie, nikt go nie kupi za takie pieniądze, cena restauracji takiego samochodu byłaby za wysoka. 
Także nie wiem, kogo Grey musiał przelecieć, żeby sprzedać grata za taką cenę, ale mam nadzieję, że Jay Leno czuje się już lepiej.  

Zapytaj Taylora, jeśli mi nie wierzysz.
Piorunuję go wzrokiem, a on mi odpowiada tym samym, dwoje zagniewanych uparciuchów.
Pani wychowawczyni jednak była nieubłagana. "Christian, teraz przeprosisz Anę za to, że zabrałeś jej zabawkę, a ty, Ano, przeprosisz za to, że istniejesz".

I czuję to, to przyciąganie – to napięcie między nami – namacalne, ciągnące nas ku sobie.
Ja wiem, że mit seksu na zgodę się jest silny, ale bez pierdół. 

Nagle Christian chwyta mnie i opiera o drzwi, wygłodniałymi ustami przywierając do moich. Jedną rękę trzyma na moim tyłku i przyciska mnie do krocza, a drugą odchyla mi głowę. Wplatam palce w jego włosy, przyciągam go do siebie. Wwierca swoje ciało w moje, unieruchamiając mnie.
To seks, czy jednak plac budowy?

Oddech ma urywany. Czuję go. Pragnie mnie, a mnie się kręci w głowie z podniecenia.
– Dlaczego mi się stawiasz? – mruczy pomiędzy gorączkowymi pocałunkami.
Krążąca w mych żyłach krew śpiewa.
W okolicy tętnicy szyjnej wyraźnie słychać to:



Czy zawsze będzie tak na mnie działał? I ja na niego?
Zadam to pytanie inaczej: jak długo będzie w stanie jeszcze to wytrzymywać czytelnik?

– Ponieważ mogę. – Brak mi tchu. Bardziej wyczuwam niż widzę jego uśmiech przy mojej szyi. 
 Opiera czoło o moje.
– Boże, mam ochotę cię teraz posiąść, ale skończyły mi się gumki.
Sacrum i profanum w jednym zdaniu.

[Ana wzbija się na wyżyny asertywności i płaci za rachunek w restauracji (całe dwa dolary), a Christo oznajmia, że zna miejsce, gdzie można podciąć włosy – nie mylić z fryzjerem, jak się okaże] 

Christian zatrzymuje się przed dużym, elegancko się prezentującym salonem piękności i otwiera przede mną drzwi. Nazywa się Esclava. Wnętrze tworzą biel i skóra.
"Esclava" to po hiszpańsku "niewolnica". Przepraszam na chwilę, idę do kuchni pozbawić się oczu mikserem.

Za prostym, białym biurkiem 
Co jest z tymi prostymi biurkami? W Diablicy było proste i metalowe, to jakieś kryptopeany na cześć skandynawskiego designu?
To na pewno żadna plebejska IKEA, tylko designerskie biurko z kości słoniowej, czy coś takiego, które jest wyznacznikiem ekskluzywności tego dobytku.

siedzi w recepcji młoda blondynka w nienagannym białym uniformie.
Mała ściągawka, jeżeli chodzi o typy kobiet w twórczości E.L. James, z perspektywy Any:
- młode blondynki  suki, które lecą na Christiana i chcą śmierci Any
- młode brunetki  byłe Christiana, które są sukami i chcą śmierci Any
- matki/siostry/służące  najmilsze osoby na świecie, które w tle kibicują z pomponami parze głównych bohaterów w ich drodze do wiecznego szczęścia
- cała reszta  postaci nic nie wnoszące do fabuły, zbyt brzydkie, żeby Ana martwiła się, że odbiją jej Christiana.  Zwykle stare, parchate albo z drewnianymi kończynami (AŁtorka nie stwierdza tego  faktu bezprednio, ale i tak wiemy, że właśnie w ten sposób mamy sobie wyobrażać te postaci).

 Podnosi wzrok, gdy wchodzimy.
– Dzień dobry, panie Grey – mówi radośnie. Policzki jej różowieją i trzepocze rzęsami. To efekt Greya, ale ona zna Christiana! Skąd?
Bo ja wiem, z internetu? Z telewizji?
OMG, facet z telewizji wchodzi do salonu, w którym pracuję. Już był tu wcześniej. Przecież nie ma szans, abym go w jakikolwiek sposób zapamiętała, ponieważ jestem niedorozwiniętą postacią drugoplanową i właśnie mam dziką ochotę udusić towarzyszącą mu brunetkę sznurówką.

– Witaj, Greto.
A on zna ją. O co chodzi?
O pieniądze, ale seks też jest prawdopodobny.

– To, co zwykle, proszę pana? – pyta grzecznie. Usta ma pomalowane różową szminką.
 Jak najbardziej. Aj, jak dawno nie woskowałem klaty  dodaje.
To pytanie, plus podkreślenie przez AŁtorkę koloru szminki, plus nazwa lokalu nasuwa mi myśl, że niekoniecznie chodzi o woskowanie klaty...

– Nie – mówi szybko, zerkając na mnie nerwowo.
To, co zwykle? Co to ma znaczyć?
O kurwa! To Zasada Numer Sześć, cholerny salon piękności. Te bzdury z woskowaniem... cholera!
Jakie tam bzdury, nie wszyscy lubią gobelin na klacie. Aaa, mówisz o Pimp my Slave...

To tu przyprowadzał wszystkie swoje uległe? Może także Leilę? I co ja mam o tym, kurde, myśleć?
Że to jest gorsze niż kategoria "miejsce, w które zabieram wszystkie swoje laski"?

– Panna Steele powie, czego chce.
Piorunuję go wzrokiem. Ukradkiem wprowadza w życie Zasady. Zgodziłam się na trenera, a teraz to?
– Dlaczego tutaj? – syczę.
– Jestem właścicielem tego salonu, a oprócz niego jeszcze trzech.
Poza tym jestem właścicielem zoo, twojej dupy i trzech małych wysepek na Pacyfiku...

– Właścicielem? – A to niespodzianka.
– Tak. Taka działalność dodatkowa. Tak czy inaczej, co tylko chcesz, masz tutaj na koszt firmy. Wszystkie rodzaje masażu: szwedzki, shiatsu, gorącymi kamieniami, refleksologia, kąpiele z algami, zabiegi na twarz, to wszystko, co lubią kobiety. – Macha lekceważąco ręką.
– Woskowanie?
Śmieje się.
– Tak, woskowanie też. Wszędzie – szepcze mi konspiracyjnie do ucha, ubawiony moim skrępowaniem.
Oblewam się rumieńcem i zerkam na Gretę, która patrzy na mnie wyczekująco.
W sumie to zrozumiałe, bo nawet u ginekologa nie wszyscy bez skrępowania zrzucają bieliznę, i taki zabieg może być krępujący dla kobiety  zwłaszcza, gdy jej partner jest ultimate bucem i zaprowadza ją do salonu, gdzie z pracownikami jest na ty i gdzie przyprowadzał wszystkie swoje uległe, więc jakakolwiek intymność dawno już uległa rozkładowi. Ale litości, Anę ciśnie na rumieniec już od samego wspomnienia o istnieniu depilacji bikini. Jacyś relatywni moralnie są ci współcześni amisze, przecież w czasie zabawy z lodami powinna jej wybuchnąć głowa ze wstydu.


– Chciałabym podciąć włosy.
– Oczywiście, panno Steele.
Różowousta Greta jest uosobieniem niemieckiej efektywności, gdy sprawdza coś w komputerze.
Każda Greta jest Niemką i tylko Niemcy tak profesjonalnie obsługują myszkę. A, pardon, przecież profesjonalizm nie obejmuje myszki, na filmach zawsze jest to Stukanie w Randomowe Klawisze z Poważną Miną.

– Franco jest wolny za pięć minut.
– Franco może być – mówi do mnie uspokajająco Christian.
Jak to, jakiś samiec będzie dotykał mahoniowych włosów wybranki serca Christiana? Czuję podstęp...

Próbuję to wszystko ogarnąć. Christian Grey, prezes Grey Enterprises Holdings, Inc., jest właścicielem sieci salonów piękności.
Nie dziw się, chce mieć na własność miejsca, gdzie od ręki może odpicować swoje uległe.

Zerkam na niego, a on nagle blednie – coś, lub ktoś, zwróciło na siebie jego uwagę.Odwracam się, aby zobaczyć, na co patrzy, i widzę, że na końcu salonu pojawiła się elegancka platynowa blondynka. Zamyka właśnie za sobą drzwi i mówi coś do jednego z fryzjerów.
Zerknijcie trochę wyżej na ściągawkę, żeby dowiedzieć się, że blondynka jest suką i pragnie śmierci Any. 

Platynowa Blondynka jest wysoka, opalona, śliczna i zbliża się do czterdziestki albo niedawno ją przekroczyła – trudno powiedzieć. Ma na sobie taki sam uniform jak Greta, tyle że czarny. Wygląda fantastycznie. Obcięte na pazia włosy lśnią niczym aureola. Gdy się odwraca, dostrzega Christiana i uśmiecha się do niego ciepło.
– Przepraszam na chwilę – bąka Christian.
Bąkomierz: 4

Przechodzi szybko przez salon, mijając odzianych na biało stylistów fryzur, praktykantów przy stanowiskach do mycia włosów, i podchodzi do niej. Stoją za daleko, abym mogła słyszeć ich rozmowę. Platynowa Blondynka wita go z wyraźną radością, całując w oba policzki. Dłonie kładzie mu na ramionach i rozmawiają z ożywieniem.
Widzicie co robi, widzicie? Bezczelna, równie dobrze mogłaby go przelecieć na środku salonu!

– Panno Steele?
Recepcjonistka Greta próbuje zwrócić na siebie moją uwagę.
– Chwileczkę, dobrze? – Zafascynowana obserwuję Christiana.
Platynowa Blondynka odwraca się i patrzy na mnie, po czym obdarza promiennym uśmiechem, jakby mnie znała. Uśmiecham się grzecznie w odpowiedzi.
A potem odwraca się do Christiana, który próbuje ją do czegoś przekonać, a ona zgadza się, unosząc ręce i uśmiechając się. On także się do niej uśmiecha – najwyraźniej dobrze się znają. Być może od dawna razem pracują? Może zarządza tym salonem; w sumie jest w niej coś władczego.
Wtedy doznaję olśnienia i już wiem, w głębi duszy wiem, kto to taki. To ona.
Oszałamiająca. Starsza. Piękna.
To pani Robinson.
Napisy końcowe!